Facebook - konwersja
Przeczytaj fragment on-line
Darmowy fragment

  • nowość
  • promocja

Na cienkiej tafli uczuć - ebook

Wydawnictwo:
Format:
EPUB
Data wydania:
14 kwietnia 2026
3829 pkt
punktów Virtualo

Na cienkiej tafli uczuć - ebook

Na lodzie obowiązują reguły. Ale uczucia nie grają fair.

Octavia Lincolm, studentka prawa i pasjonatka łyżwiarstwa, żyje w cieniu sławnej rodziny – jej ojciec to znany koszykarz, a brat poszedł w jego ślady i robi karierę w NBA. Wyjeżdżając na studia do Filadelfii, dziewczyna liczy, że uda jej się zachować anonimowość i odetchnąć od zawodowych sportowców. Niestety, los stawia na jej drodze Vincenta.

Vincent Williams, kapitan uniwersyteckiej drużyny hokejowej, jest całkowitym przeciwieństwem Octavii. Bryluje w towarzystwie, emanuje pewnością siebie i nikt nie wątpi, że kiedyś zwiąże swoją przyszłość z NHL. Nic więc dziwnego, że już przy pierwszym spotkaniu między tą dwójką dochodzi do spięć.

Mają zbyt różne poglądy, by się ze sobą dogadywać, a jednak im więcej czasu ze sobą spędzają, tym bardziej lód między nimi zaczyna topnieć. Pragnienia i lęki, które spod niego wyzierają, zbliżają Vincenta i Octavię do siebie.

Ci nie wiedzą jeszcze, że suną po bardzo cienkiej tafli. Nawet jeden nieostrożny ruch może zaważyć na ich relacji i… skruszyć wszystkie ich pragnienia.

Ta publikacja spełnia wymagania dostępności zgodnie z dyrektywą EAA.

Kategoria: Romans
Zabezpieczenie: Watermark
Watermark
Watermarkowanie polega na znakowaniu plików wewnątrz treści, dzięki czemu możliwe jest rozpoznanie unikatowej licencji transakcyjnej Użytkownika. E-książki zabezpieczone watermarkiem można odczytywać na wszystkich urządzeniach odtwarzających wybrany format (czytniki, tablety, smartfony). Nie ma również ograniczeń liczby licencji oraz istnieje możliwość swobodnego przenoszenia plików między urządzeniami. Pliki z watermarkiem są kompatybilne z popularnymi programami do odczytywania ebooków, jak np. Calibre oraz aplikacjami na urządzenia mobilne na takie platformy jak iOS oraz Android.
ISBN: 978-83-8423-415-0
Rozmiar pliku: 1,7 MB

FRAGMENT KSIĄŻKI

OSTRZEŻENIE

Książka zawiera opisy problemów rodzinnych oraz przyjmowania środków psychotropowych. Główni bohaterowie nie są idealni i nie popieram niektórych ich zachowań. Problemy psychiczne bohaterów, które się pojawiają w powieści, mogą pojawić się w rzeczywistości. W książce występują także niecenzuralne słowa.

Ta powieść to moja wyobraźnia i niektóre rzeczy mogą nie zgadzać się z realiami. Ta historia jest przeznaczona dla czytelników od szesnastego roku życia.

Jeśli zapoznaliście się z ostrzeżeniem, zapraszam do poznania historii Vincenta i Octavii. Życzę dobrej zabawy!PLAYLISTA

_You’re Somebody Else_ – flora cash

_Perfect_ – Ed Sheeran

_Photograph _– Ed Sheeran

_Story of My Life –_ One Direction __

_Drag Me Dwon_ – One Direction

_Galway Girl_ – Ed Sheeran

_Symphony –_ Clean Bandit, Zara Larsson __

_Happier_ – Ed Sheeran

_I Like Me Better_ – Lauv

_Scars To Your Beautiful_ – Alessia Cara

_See You Again_ – Wiz Khalifa, Charlie Puth

_Stay_ – Rihanna, Mikky Ekko

_Right Now_ – One Direction

_Don’t Forget About Me_ – CLOVES

_Remember That Night?_ – Sara Kays

_Roses_ – The Chainsmokers, ROZES

_Fire On Fire_ – Sam Smith

_Let You Down_ – NF

_Dandelions_ – Ruth B.

_Carry You_ – Novo Amor

_State Lines_ – Novo Amor

_World War 3_ – Ruth B.

_Mixed Signals_ – Ruth B.

_It’s Always Been You_ – Caleb Hearn

_A Thousand Years_ – Christian Perri

_Night Changes_ – One Direction

_One Call Away_ – Charlie PuthPROLOG

Czasem życie bywa przewrotne i nie mówię tu o wyborze szkoły, uczelni czy pracy. Niekiedy nasze uczucia zmieniają nasze poglądy i sprawiają, że niektóre rzeczy przestają mieć znaczenie. Nie da się przed nimi uciec, bo one pojawiają się w najmniej oczekiwanym przez nas momencie i wywracają wszystko do góry nogami. Chciałam przed nimi uciec, ale nie potrafiłam się im oprzeć, choć z tym walczyłam. Czasem walka nie wystarcza i wtedy kończymy szczęśliwie zakochani lub ze złamanym sercem. W tamtym momencie nie wiedziałam, która z tych dwóch opcji będzie trafna w moim przypadku. Nigdy nie planowałam się zakochać, ale jak widać, moje serce wybrało inaczej i miałam związane ręce. Bo miłość przychodzi do nas w najmniej spodziewanym czasie. Pojawia się znikąd i potrafi zrujnować człowieka albo dodać mu skrzydeł.ROZDZIAŁ 1

Octavia

Zdarzają się takie dni, kiedy człowiek nie wie, co ma ze sobą zrobić, i wtedy jest w stanie zgodzić się na wszystkie głupie propozycje swoich znajomych. Ja właśnie taką podjęłam i stojąc w tym momencie przed szafą w mieszkaniu moim i mojej najlepszej przyjaciółki, zastanawiam się, co ja robię ze swoim życiem. Willow postanowiła, że wyciągnie mnie na imprezę, a znając jej upór, mogłam się spodziewać, że przegram tę walkę. I jak się pewnie domyślacie, przegrałam, bo właśnie szukam ubrań na wyjście. Przysięgam, że nie wiem, co miałam w głowie, zgadzając się, chyba że Willow coś mi podała – wcale by mnie to nie zdziwiło. Ona chyba jest zdolna do wszystkiego, żeby postawić na swoim, bywa uparta jak osioł ze _Shreka._ Czasem się zastanawiam, jak my się dogadałyśmy. Obstawiałam, że szybciej wyciągniemy broń i się pozabijamy. Jednak teraz, patrząc na naszą historię, mogę stwierdzić, że żadna z nas nie jest normalna. Mieszkamy razem od dwóch lat i na razie wszystko stoi na swoim miejscu i nie ma braków w ludziach. Ja i Willow jesteśmy jak ogień i woda, ale podobno przeciwieństwa się przyciągają i mogę szczerze powiedzieć, że po nas to widać.

Rudowłosa jest typem imprezowiczki i lubi być w centrum uwagi, ja z kolei wolę książki, herbatę i siedzenie w łóżku. Nie zależy mi na relacjach międzyludzkich, bo w dużej grupie osób nie czuję się komfortowo. Czasem zdarza mi się wyjść, ale tylko wtedy, gdy jest coś do świętowania, typu zdane egzaminy lub czyjeś urodziny. Zazwyczaj jak już wychodzimy na imprezę, to właśnie razem z Willow i jej chłopakiem Mitchellem. Ta dwójka to jedyne osoby, które akceptuję i mogę nazwać przyjaciółmi. Przez moje nazwisko ciężko jest poznać kogokolwiek, kto nie będzie zadawał się ze mną ze względu na mojego ojca.

Od dziecka żyłam na świeczniku i każdy chciał mnie mieć za przyjaciółkę, ale ja odpychałam od siebie ludzi, bojąc się zranienia. Mój ojciec był gwiazdą NBA, dlatego ludzie chcieli mieć ze mną kontakt. Mój brat poszedł w ślady ojca i teraz przez nazwisko jestem kojarzona również z nim. W jego przypadku nie mam żadnego problemu, bo spełnia się w swojej pasji i widać, że kocha koszykówkę. Często z nim rozmawiam czy wymieniamy się wiadomościami. Zyon jest dla mnie jedną z najważniejszych osób, zawsze miałam w nim wsparcie i mogłam mu się wygadać o każdej najmniejszej rzeczy. Zachowywaliśmy się zawsze jak typowe rodzeństwo. Czasem nie dało się nas uspokoić i matka przy naszej dwójce miała pełne ręce roboty. Z rodzicami z kolei nie mam żadnego kontaktu, wysyłają mi tylko życzenia urodzinowe. Nie pojawiam się na rodzinnych spotkaniach ani na świętach. Rodzice i tak są w ciągłych rozjazdach przez to, że ojciec jest trenerem w jednej z głównych drużyn. Nigdy nie zwracali na mnie szczególnej uwagi. Myśleli, że pieniądze załatwią sprawę i będą mieli szczęśliwą córeczkę, ale mi jako dziecku brakowało kontaktu z rodzicami. Teraz mam na to wyjebane, bo mam swoje życie, cele i marzenia. Dalej pomagają mi finansowo, ale to chyba ze względu na to, że nie chcieli zostawić mnie na lodzie. Chociaż tyle, bo studia prawnicze zabierają strasznie dużo czasu. Czasem mam wrażenie, jakbym nie miała innego życia. Wtedy tylko brat bądź Willow potrafią oderwać mnie od książek.

Wyciągam z szafy czarną dopasowaną sukienkę do połowy uda z wycięciem na plecach i z krótkim rękawem. Nie mam ochoty ubierać się, jakbym szła na nie wiadomo co, ale nie pójdę przecież w dresach i za dużej bluzie mojego brata. Willow i Mitchell by mnie chyba zabili…

Wzdycham głośno i wchodzę do salonu z wieszakiem w ręku. Patrzę na przyjaciół, którzy siedzą na kanapie i na mnie czekają.

– Może być? – pytam zrezygnowanym głosem.

Oboje przenoszą na mnie spojrzenie, a potem patrzą na sukienkę. Willow uśmiecha się szeroko, na co przewracam oczami. Zaraz na pewno powie coś, co sprawi, że się zirytuję. Znam tę kobietę od dziecka i chyba nic mnie już nie zdziwi.

– Może kogoś wyrwiesz. – Porusza sugestywnie brwiami, a ja mam ochotę ją udusić.

– Pierdol się – mamroczę pod nosem i odwracam się na pięcie w stronę sypialni.

Oczywiście ona to słyszała i nie byłaby sobą, jakby nie dodała do tego jakiegoś głupiego komentarza.

– Ja chociaż mam z kim!

– Masz okres – słyszę zawiedzony głos przyjaciela, na co parskam głośno z rozbawieniem.

– Jakbym chciała się z kimś pieprzyć, to napisałabym do Noaha! – odkrzykuję z sypialni.

Zakładam sukienkę i wyciągam z komody moje nieśmiertelne czarne szpilki, które wręcz uwielbiam. Są to najwygodniejsze buty na obcasie, jakie w życiu miałam. Podchodzę do lustra i patrzę na swoje odbicie. Z mojej twarzy od razu idzie wyczytać, jak bardzo nie chce mi się wychodzić z mieszkania. Włosy mam ułożone w naturalne loki, bo same z siebie są kręcone, a do tego lekki makijaż. Nie lubię wyglądać nienaturalnie, dlatego na co dzień maluję tylko rzęsy lub w ogóle nic nie nakładam na twarz. Najlepiej się czuję, jak nie mam „maski” w postaci tysiąca różnych podkładów, korektorów i tym podobnych rzeczy. Ostatni raz, gdy miałam na sobie pełny makijaż, to wtedy, gdy założyłam się z Willow i Mitchellem o jakąś drobnostkę i skończyło się to tak, że przegrałam, a moja kochana przyjaciółka postanowiła, że w ramach kary mam iść na randkę w ciemno. Wtedy byłam bliska popełnienia morderstwa i nawet bym jej nie żałowała.

Willow jest typem osoby, która mogłaby zakładać się dosłownie o wszystko. Nie zdziwiłabym się, gdyby wkręciła mnie w zakład, która z nas zaliczy więcej facetów w ciągu tygodnia. Teraz jest w stałym związku, co dość mocno mnie zszokowało, ale cieszę się jej szczęściem. Zawsze wolała seks bez zobowiązań, dlatego był to szok, ale Mitchell jest naprawdę świetnym mężczyzną i widzę, jak ją traktuje. Jedynym jego minusem, jak dla mnie, jest to, że chłopak planuje karierę w NHL. Przez moją rodzinę nie toleruję sportowców. Nie przeszkadza mi z nimi porozmawiać na imprezie czy na uczelni, ale nie wyobrażam sobie być z jakimś w związku. Mitch jako jeden z nielicznych wzbudził moje zaufanie i wie o tym, że mój brat i ojciec są gwiazdami NBA, ale związek z członkiem jakiejkolwiek drużyny w moim wypadku nie wchodzi w grę. W sumie to nawet nie chcę związku. Chcę skupić się na studiach i mojej wymarzonej przyszłości prawniczej.

Słyszę z salonu nawoływanie Willow, więc zgarniam z fotela torebkę, wrzucam do niej telefon, portfel i dokumenty. Wychodzę z sypialni i widzę stojących w korytarzu przyjaciół. Przyjaciółka z wielkim uśmiechem i rozpromienionym wyrazem twarzy patrzy w moją stronę. Przewracam oczami, zakładam czarną skórzaną kurtkę i w towarzystwie ich rozmowy wychodzimy z mieszkania. Zauważam kątem oka, jak Mitch obejmuję Willow ramieniem i całuje w czoło. Uśmiecham się lekko pod nosem na widok szczęścia na twarzy rudowłosej. Jestem naprawdę szczęśliwa, patrząc na ich związek. Low potrafi zajść za skórę i kłócić się z Mitchellem o najmniejsze pierdoły. On zazwyczaj się z tego śmieje, kiedy ona ma ochotę wydłubać mu oczy.

– Octavia.

Na dźwięk swojego imienia przenoszę na nich uwagę.

– Hm…?

– W klubie dołączą do nas moi znajomi.

Nie skupiam się na jego słowach, bo jestem serio kurewsko zmęczona. To wyjście zapewne tylko mnie dobije, a już tym bardziej, gdy dojdzie do tego alkohol. Zwłaszcza że ostatnio miałam ciężkie kolokwium i uczyłam się praktycznie całymi dniami i nocami.

– Spoko – mamroczę cicho pod nosem, nie wiedząc już nawet, co właśnie do mnie powiedział, kiedy wchodzimy do zamówionej taksówki.

Mitchell zajmuje miejsce z tyłu razem z Willow, a ja, do cholery, nie mam zamiaru siedzieć obok tej dwójki, więc siadam na miejscu pasażera. Przynajmniej nie będę świadkiem sugestywnych spojrzeń i ich pełnych miłości uśmieszków, od których robi się człowiekowi niedobrze.

– Dokąd? – pyta taksówkarz.

– Club Essence – odpowiada z tyłu kobiecy głos, a ja wzdycham.

To jeden z najbardziej tłocznych i popularnych klubów, a ona mi tego wcześniej nie powiedziała.

Wzdycham i odwracam głowę na panoramę Filadelfii. Uwielbiam to miasto, choć nie pochodzę stąd. Urodziłam się i wychowałam w Atlantic City, ale nigdy nie czułam się tam jak u siebie. Nie wyprowadziłam się jakoś daleko, ale po prostu nie chciałam mieszkać w domu, gdzie cały czas rozmawiało się o sporcie. Kiedyś trenowałam łyżwiarstwo figurowe, ale później poświęciłam się nauce. Prawda jest taka, że była to moja pasja. Kochałam to całą sobą, a w mojej sypialni dalej leżą łyżwy. Wciąż zdarza mi się pójść na lodowisko, ale ojciec nie popierał mojego zainteresowania. Nie interesowały go takie sporty, bo od zawsze mówił tylko o koszykówce. Kiedyś oglądałam mecze taty, ale jak jego wizyty skupiły się głównie na moim bracie, straciłam wszystkie dobre odczucia co do NBA. Nie dogadywaliśmy się, nawet nie chciałam z nim rozmawiać. Mama z kolei zawsze była zajęta swoją pracą albo karierą Zyona i ojca. Nie mieli dla mnie czasu, sama dojeżdżałam do szkoły czy na lodowisko. Spotkania z Willow też najczęściej odbywały się u niej, bo jej rodzice są wspaniałymi osobami. Kochają ją nad życie i nieraz zdarzyło się tak, że po kłótni z mamą uciekałam właśnie do niej. Ona już nie raz mnie pchała do spełnienia marzeń związanych z łyżwiarstwem, ale na próżno, bo zrezygnowałam.

Teraz stało się to dla mnie jedynie relaksem, ale nie wiążę z tym przyszłości. Kariera sportowa nigdy mnie nie interesowała, choć jako dziecko marzyłam o zawodach, teraz nie chciałabym iść w cokolwiek związanego ze sportem. Przez ojca sport stał się dla mnie w pewien sposób przekleństwem. Żaden mnie nawet nie interesuje, czasem zdarzyło mi się oglądać mecze brata, ale to wtedy, gdy Mitchell lub Willow je oglądali. Z własnej woli rzadko to robiłam. Mam przez to wyrzuty sumienia, bo Zyon jest świetnym bratem. Nie mogę mu nic zarzucić, bo chciał spełniać marzenia, i jestem z niego ogromnie dumna, że mu się to udało. Mamy kontakt i bardzo się cieszę, że jest choć jedna osoba z mojej rodziny, która się mną interesuje. Nawet dalsza rodzina ma mnie w dupie. Dla nich liczą się tylko sportowcy. Mój wujek jest zawodnikiem NHL, ale mu chociaż zdarza się do mnie zadzwonić lub wysyła prezenty na święta czy urodziny. Moi dziadkowie nie utrzymują ze mną kontaktu. Zyon jest teraz gwiazdą rodziny i wszyscy się nim zachwycają. Czasem zdarza się, że jestem o to zazdrosna, ale nie powinnam, bo rodziny się nie wybiera. Kiedyś w książce usłyszałam, że z rodziną najlepiej wychodzi się tylko na zdjęciach, i to idealnie opisuje naszą sytuację.

Taksówka zatrzymuje się przed dość sporym murowanym budynkiem. Nawet nie wiem, kiedy to minęło. Płacę za przejazd i wychodzimy na zewnątrz. Zerkam na kolejkę, która ustawiła się przed wejściem. W piątki zazwyczaj ciężko się tutaj dostać, ale moja przyjaciółka ma świetne znajomości. Kiedyś żeby wejść do środka, potrzebowaliśmy podrobionych dowodów. Na szczęście mnie już to nie dotyczy, bo w styczniu osiągnęłam pełnoletność.

Willow łapie mnie pod ramię i ciągnie w stronę wejścia. Ochroniarz nas legitymuje i wchodzimy do środka. Od razu uderza we mnie woń alkoholu, potu i duchoty, a także głośna muzyka, od której można ogłuchnąć. To jest typowe dla klubów i potrafi mnie to drażnić. Zerkam przez ramię na przyjaciela idącego za nami, ale on rozgląda się po klubie, jakby kogoś szukał. Odnajduję wzrokiem naszą lożę i widzę dwójkę znajomych mojego przyjaciela, na szczęście nie jest ich dużo. Przez to, że gra w akademickiej drużynie hokejowej, jest rozpoznawalny na kampusie, dzięki czemu my z Low także przyciągamy zaciekawione spojrzenia.

– Mitchell?! – krzyczę, zwracając na siebie jego uwagę.

Posyłam mu pytające spojrzenie i unoszę jedną brew prawie do linii włosów. Chłopak spogląda na mnie niepewnie, co tylko wzbudza moje podejrzenia.

– Tavi, to są moi znajomi z drużyny. Przecież ci to powiedziałem przed wyjściem – zaczyna ze skruchą.

Nie mam pojęcia, w którym momencie mi to powiedział. Zapewne bujałam w obłokach, zresztą to nie powinno być dla mnie nic nowego.

– Aha – bąkam pod nosem, ale ku mojemu zdumieniu rudowłosa wybucha głośnym śmiechem. – Naćpałaś się czegoś?

– Nie! – odkrzykuje i ciągnie mnie w stronę loży. – Chodź, napijemy się!

Zerkam kątem oka na Mitchella, który śmieje się pod nosem ze swojej dziewczyny.

Czasem się zastanawiam, jakim cudem Willow ma tyle energii. Jest tak wielką optymistką, że aż mnie to zadziwia. Zawsze znajduje pozytywy, nawet w najgorszych momentach swojego życia. To zaskakuje mnie do tej pory, choć znamy się od lat.

Przyjaciel nas wyprzedza i wchodzi do loży, w której znajduje się jeszcze dwójka chłopaków. Nie kojarzę ich i nawet nie obchodzi mnie, kim dokładnie są. Przed chwilą dowiedziałam się, że najwyraźniej grają w naszej uniwersyteckiej drużynie hokeja, dlatego nie dziwią mnie ich bluzy z naszym logo. Siadam z Willow, która wita się z chłopakami, ale nie zwracam na nich nawet najmniejszej uwagi. Rozglądam się po klubie i zauważam kilka osób z mojego kierunku. Ten klub jest dość popularny na naszej uczelni, dlatego studenci najczęściej wybierają właśnie to miejsce do szalonego imprezowania. Znamy się z zajęć, dlatego później pewnie podejdę się przywitać, żeby nie wyjść na większą sukę, niż jestem w rzeczywistości.

Willow zamawia dla nas drinki, ale na nią też nie za bardzo zwracam uwagę, bo rozmawia ze znajomymi Mitchella. Wyłączam się całkowicie, bo po zajęciach dosłownie padam, a muszę tu wysiedzieć chociaż kilka godzin. Czasem chciałabym, żeby rudowłosa była typem spokojniejszej osoby i nie wyciągała mnie na prawie każdą możliwą imprezę. To naprawdę nie tak, że nie lubię wychodzić się zabawić, bo serio, jak mam siłę i nie jestem padnięta, to lubię iść do klubu czy do bractwa. Jednak dziś nie mam na nic siły.

W pewnym momencie słyszę dźwięk przychodzącej wiadomości, więc wygrzebuję telefon z torebki i uśmiecham się pod nosem, widząc wiadomość od brata.

Od Zyon:

Co tam u ciebie, młoda?

Ja:

Wszystko gra, Willow wyciągnęła mnie na imprezę. A u ciebie jak? Wygraliście mecz?

Odpowiedź przychodzi niemal od razu, a ja uśmiecham się szeroko, bo naprawdę jestem dumna z brata, że robi to, co kocha.

Od Zyon:

Tak, 105 do 80, więc spora przewaga. A ty uważaj w tym klubie, siostrzyczko.

Ja:

Jestem dumna, braciszku! ;) Jesteśmy z Mitchellem i jego znajomymi. Miałam dziś egzamin… więc uznali, że muszę się rozerwać.

Od Zyon:

Dzięki, daj znać, czy wróciłaś bezpiecznie do domu. A jak ci poszło?

Ja:

Myślę, że dobrze. Nie był trudny.

Od Zyon:

To zajebiście. Baw się dobrze. Kocham cię.

Ja:

Ja ciebie też.

Odkładam telefon i zerkam na Willow, zna mojego brata od dzieciństwa i śledzi każdy jego mecz, dlatego szturcham ją w ramię i nachylam się do jej ucha.

– Wygrali sto pięć do osiemdziesięciu – mówię tak, żeby nikt nas nie usłyszał.

Odsuwam się i widzę jej pełen dumy i zadowolenia uśmiech. Tym razem ona się do mnie pochyla.

– Zajebiście, potem do niego napiszę.

Kiwam głową, bo nawet mnie nie dziwi, że to zrobi. Są dobrymi przyjaciółmi, co było na początku dość niepokojące, ale on traktuje ją jak kolejną młodszą siostrę. Jej brat od lat trzyma się z Zyonem. Chodzili razem do szkoły i grali w licealnej drużynie koszykówki. On nie poszedł w to dalej, ale jak spotyka się ze swoim przyjacielem, to zawsze grają jeden na jeden. Ja i Willow robimy wtedy za sędziów. To jest już taka nasza tradycja, bo odkąd byłyśmy dziećmi, spędzamy razem czas. Oboje są od nas starsi o pięć lat, ale żadnemu z nas to nie przeszkadza. Ostatnio wszyscy razem widzieliśmy się na ślubie Willa. Nawet nie wiedzieliśmy, że oświadczył się Mii, ale zabawa była świetna.

Willow ciągnie mnie za ramię, więc odwracam głowę w jej stronę i posyłam jej pytające spojrzenie. Dziewczyna przewraca oczami i kiwa na chłopaków siedzących naprzeciwko nas.

– Nawet się nie przywitałaś.

Wzruszam lekceważąco ramionami i kładę głowę na oparciu kanapy, nie spuszczając z niej spojrzenia.

– Octavia! – beszta mnie, dlatego posyłam jej swój pełen niewinności uśmiech, a ona wzdycha, bo chyba nie ma do mnie siły.

Wygląda, jakby zajmowała się niesfornym dzieckiem, co jest cholernie zabawne. Wybucham głośnym śmiechem, przez co zwracam na siebie uwagę wszystkich przy stoliku. Jeden chłopak, którego widzę pierwszy raz, patrzy na mnie przymrużonymi oczami. Jest przystojny, i to nawet bardzo, ale totalnie nie w moim typie. Ma czarne jak noc włosy i brązowe oczy, ale przez światło w klubie ciężko jest lepiej mu się przyjrzeć. Do tego jest hokeistą.

– Siedzimy tu od pierdolonych dwudziestu minut, a ty wyglądasz, jakbyś chciała się najebać, a potem stąd uciec.

Rzucam jej pełne politowania spojrzenie i kolejny raz wzruszam lekceważąco ramionami. Biorę z blatu swojego drinka i upijam łyk, narażona na spojrzenie każdej znajdującej się tu osoby, ale mam na to wyjebane. Czarnowłosy zaplata ręce na klatce piersiowej, co wyłapuję kątem oka, a następnie zwraca się do mnie:

– Nie bawisz się dobrze w naszym towarzystwie? – Uśmiecha się arogancko, ale to nie potrwa długo, bo ja na prawdę dziś nie jestem w dobrym nastroju.

– Mam gdzieś, czy tu siedzicie, czy nie, i wolałabym spędzić czas w domu, pójść spać albo obejrzeć serial, bo jest bardziej interesujący niż ty. – Posyłam mu drwiące spojrzenie, a jego uśmiech od razu schodzi mu z ust.

Willow kolejny raz wzdycha, a Mitchell przeciera twarz dłońmi, chyba jest zażenowany moim zachowaniem.

– Stary, nie zwracaj uwagi na to, co mówi, bo to jest już u niej normalne – zwraca się do swojego kumpla, a następnie patrzy na mnie wkurwiony, dlatego robię minę niewiniątka.

Wypijam jednym haustem całego drinka i wstaję ze swojego miejsca, cały czas czując na sobie ich baczny wzrok.

– Idę po drinka – mówię oschle i kieruję się do baru.

Jednak nie dany jest mi spokój, bo przyjaciółka idzie w moje ślady. Siadam na stołku barowym i czekam na to, co ma do powiedzenia, bo wiem, że nie odpuści.

– Załóżmy się. – Uśmiecha się przebiegle, a ja już wiem, że nie skończy się to dobrze.

– O co?

Muszę popracować nas asertywnością…

– Będziesz dla nich miła do końca imprezy – mówi, jakby to było normalne.

Posyłam jej kpiący uśmieszek, na co przewraca oczami.

– Co dostanę, jak wygram?

W jej tęczówkach błyska podstęp. Mam przejebane…

– Pójdziemy razem na lodowisko i będę sprzątać przez tydzień w mieszkaniu.

Dobra, to jest kuszące. Willow nie daje się zaciągnąć na lód. Nawet jakbym ją o to błagała, to i tak bym jej tam nie zaciągnęła. A wizja, jak sprząta mieszkanie, również kusi.

– A jak przegram?

– Idziesz ze mną na trening albo na mecz chłopaków. – Patrzy na mnie wyczekująco, a ja już wiem, że stawka jest wysoka.

Raz byłam na treningu hokeja, bo Mitchell się uparł, a ja jako dobra przyjaciółka musiałam się przemęczyć. Wizja wygranej jest świetna, ale jak przegram, będę znowu siedziała na ich treningu i słuchała krzyków ich trenera… Ale kto nie ryzykuje, ten nie pije szampana. Wyciągam do niej dłoń i przypieczętowuję swój los:

– Zgoda.
mniej..

BESTSELLERY

Menu

Zamknij