Na nogach. Opowieści o chodzeniu - ebook
Książka dla tych, którzy lubią się zgubić, skręcić nie tam, gdzie trzeba. Zatrzymać po drodze, żeby popatrzeć w niebo.
Czy wiedzieliście, że macie w stopach trzeszczki? Nie? Autorka tej książki też nie wiedziała. Do momentu, gdy nie zaczęły boleć tak bardzo, że zagroziły jej ulubionej czynności: chodzeniu. A przecież chodzimy ciągle. Do pracy. Po bułki. Na randki. Przed siebie. Ze złości. Z radości. Żeby coś przemyśleć albo przeciwnie - przestać myśleć. Co się dzieje, gdy nagle każdy krok zaczyna mieć znaczenie?
Z tej prostej historii wyrasta fascynująca opowieść o wiktoriańskich spacerach, ołówkach Virginii Woolf, marszu solnym Gandhiego i stopach Fridy Kahlo. O duńskich deptakach, francuskich labiryntach i warszawskich rzekach ukrytych pod miastem. O milionach kroków, które stawiamy przez całe życie. A także o tym, dlaczego czasem najlepszym lekarstwem jest po prostu ruszyć w drogę.
Ta publikacja spełnia wymagania dostępności zgodnie z dyrektywą EAA.
| Kategoria: | Literatura faktu |
| Zabezpieczenie: |
Watermark
|
| ISBN: | 978-83-8441-797-3 |
| Rozmiar pliku: | 1,8 MB |
FRAGMENT KSIĄŻKI
Takie słowo: „trzeszczka”. Koncert spółgłosek szczelinowych. Okrutna pułapka na cudzoziemców zmagających się z polszczyzną. Na początku niewinne „t”, zwarte, bezdźwięczne, nie zapowiada trudności. Ale tuż za nim prawdziwa kaskada zbitek, które grzęzną w ustach. Samogłoski „e” i „a” nie ratują sytuacji. Powiedz „trzeszczka”, a szelest przy zaciśniętych zębach masz gwarantowany. Pal jednak licho wymowę, gorzej, że do niedawna w ogóle o istnieniu trzeszczki nie wiedziałam. A każdy z nas ma dwie, znane inaczej jako rzepki kolanowe. Większość ludzi może się pochwalić także dodatkową czwórką trzeszczek w dłoniach i w stopach, przy paluchach. I o te ostatnie właśnie mi chodzi. Bo mnie bolą. I od tego wszystko się zaczęło, zarówno moje kłopoty z chodzeniem, jak i ta książka. Nie mogłam tańczyć, chodzić po schodach bez bólu, jeździć na łyżwach. Beztroskie włóczęgi stały się nieosiągalne. W końcu porzuciłam obcasy, marzenia o zostaniu primabaleriną (nierealne, ale jednak porzucić zawsze szkoda), buty do wspinaczki (nie mogę odżałować), stawanie na palcach, jeśli nie ma ku temu absolutnie koniecznego powodu, niektóre pozycje jogi i wszystkie pantofelki z wąskim noskiem (rozpacz). Kolejni chirurdzy pochylali się nad moimi stopami z marsowym czołem i skalpelem w gotowości. Wyrok skazujący na trzeszczki zapadł w pierwszej instancji. Operacja wydawała się konieczna, lepiej zrobić od razu obie stopy, rach-ciach, pomęczy się pani, wiadomo, ale będzie z głowy. A po operacji uziemienie na sześć tygodni. Żadnego chodzenia, żadnych spacerów, przechadzek, łażenia bez celu. Potem, powolutku, wiele miesięcy rozruchu, zanim znów będzie pani mogła ruszyć w świat na własnych nogach. Kusząca propozycja, ale uznałam, że może jeszcze chwilę poczekam, jeszcze odwlekę atak na trzeszczki, a zamiast tego napiszę książkę o chodzeniu, bo nagle coś, co było dla mnie tak oczywiste, że aż niewidoczne, stało się niezwykle cenne. Tak więc chodźmy razem. Nieważne, czy nosicie trampki, trapery, balerinki czy sztyblety. Ruszmy przed siebie, na nogach.KROK DRUGI
Jej kamienny sen trwał ponad trzy miliony lat. Ciało, tuż po śmierci, porwała rwąca woda potoku, który z czasem zaczął wysychać, a zwłoki naszej bohaterki zostały uwięzione w rzecznym mule. Na to nałożyły się kolejne warstwy piasku, gliny i popiołu wulkanicznego. Kiedy kilka milionów lat później rzeka na dobre wyschła, a gorący etiopski wiatr i deszcze zaczęły ścierać wierzchnie warstwy, światu ukazały się kości tej młodej kobiety, a właściwie dziewczyny, bo badania pokazały, że mogła mieć od jedenastu do osiemnastu lat. Prawdopodobnie, na co wskazują wyniki tomografii jej szkieletu, zmarła w wyniku upadku. Nie znamy jej imienia, ale w języku amharskim nazywana jest Dinqineš, co oznacza „jesteś wspaniała”. Na pewno o niej słyszeliście. Wołają na nią też „Lucy”. To nasza pradawna ciotka, gwiazda paleoantropologii, przedstawicielka gatunku _Australopitecus afarensis_. Jej szkielet został odnaleziony 24 listopada 1974 roku w dolinie rzeki Auasz w okolicy osady Hadar w Etiopii przez dwóch badaczy – Donalda Johnsona i jego studenta Toma Graya, którzy tego dnia pobierali próbki skamielin w dolinie wyschniętego potoku. Nagle jeden z nich zauważył wystającą z piasku kość przedramienia. Okazało się, że pozostałe szczątki – fragmenty miednicy, żeber, kości udowej – znajdują się obok. Po latach Johnson wspominał, że obaj od razu wiedzieli, iż ich odkrycie jest przełomowe. „Uściskaliśmy się z Tomem i zaczęliśmy tańczyć jak szaleni, jak tylko potrafią dwaj Anglicy w palącym słońcu” – wspominał pół wieku później w rozmowie z „Guardianem”⁹.
_Dalsza część książki dostępna w wersji pełnej_
9 R. McKie, _Fifty years on, how Lucy, the mother of humanity, changed our understanding of evolution_, „The Guardian”, 30 czerwca 2024, https://www.theguardian.com/science/article/2024/jun/30/fifty-yearson-how-lucy-the-mother-of-humanity-changed-our-understandingof-evolution.