-
nowość
Na zakazie (wersja eBook) - ebook
Na zakazie (wersja eBook) - ebook
To historia, która wciąga od pierwszej strony i nie pozwala o sobie zapomnieć. Losy Kuby; byłego żużlowca, kibica z krwi i kości - to obraz życia na pełnych obrotach, które nagle wymyka się spod kontroli. Alkohol, narkotyki, hazard. A potem upadek, samotność i walka o przetrwanie. Ta książka nie koloryzuje. Pokazuje prawdę o dnie, o bólu terapii i trudnym powrocie do normalności. Ale też o nadziei, która rodzi się z wiary, odwagi i codziennych małych kroków ku lepszemu. Wersja dla osób pełnoletnich.
Ta publikacja spełnia wymagania dostępności zgodnie z dyrektywą EAA.
| Kategoria: | Powieść |
| Zabezpieczenie: |
Watermark
|
| ISBN: | 9788397283510 |
| Rozmiar pliku: | 335 KB |
FRAGMENT KSIĄŻKI
Dzieciństwo Kuby: miłość do żużla, pierwsze zawody, pasja, relacja z ojcem.
ROZDZIAŁ II–VIII – Wzloty
Kariera zawodnika, sukcesy, popularność, szybkie życie, kobiety, hazard, alkohol. Później: kontuzje, zmiana roli – Kuba zostaje dyrektorem klubu.
ROZDZIAŁ IX–XIV – Upadek
Narastające uzależnienia, konflikty rodzinne, długi, kłamstwa, oszustwa, samotność. Kuba traci wszystko. Rozdział XV zatytułowany „Dno” – próba samobójcza.
ROZDZIAŁ XVI – Przebudzenie
Szpital, płukanie żołądka. Spotkanie z rodziną. Ultimatum – ośrodek leczenia uzależnień.
ROZDZIAŁ XVII – Pierwsza Noc
Szok ciała i psychiki. Detoks. Halucynacje. Trzęsące się ręce. Piekło głodu dopaminowego.
ROZDZIAŁ XVIII – Ośrodek
Zasady, odebranie telefonu, życie w zamknięciu, rutyna, konfrontacje grupowe i samotność.
ROZDZIAŁ XIX – Lustro
Pierwsze grupy, cisza, wstyd. Kuba słucha innych i zaczyna rozumieć własne kłamstwa.
ROZDZIAŁ XX – Wewnętrzny mur
Trudne dni. Ergoterapia. Indywidualne terapie. Rozprawy sądowe. Spotkania z adwokatem. Wyroki w zawieszeniu. Poczucie wstydu, ale i nadziei.
ROZDZIAŁ XXI – Spotkanie
Do ośrodka trafia starszy mężczyzna z zewnątrz. Rozmowa o grzechach, życiu i Bogu. Wzajemna spowiedź. Płacz. Przełom. Nocne modlitwy i cisza pełna nadziei.
ROZDZIAŁ XXII – Znaki
Przełom duchowy. Łagodniejsze wyroki. Umorzenie części długu. Odwiedziny rodziny. Kuba zaczyna wierzyć. Starszy mężczyzna staje się jego duchowym przewodnikiem.
ROZDZIAŁ XXIII – Wyjście
Podpisanie kontraktu na terapię pogłębioną. Pożegnanie w ośrodku. Powrót do pracy w hucie. Obawy. Modlitwa. Przyjęcie.
ROZDZIAŁ XXIV – Nowy rytm
Terapia kontynuowana. Praca. Pokusy. Przemyślenia. Grupa wsparcia. Pierwsze sukcesy. Basen. Weekend z rodziną.
ROZDZIAŁ XXV – Odbudowa
Wypad w góry ze znajomymi. Kajaki z siostrą. Coraz głębsze rozmowy o wierze i życiu. Terapia pogłębiona przynosi efekty. Kuba adoptuje psa i papugę.
ROZDZIAŁ XXVI – Cień przeszłości
Kryzys: Kuba dowiaduje się, że nie wróci do byłej kobiety. Ból. Ale też wyjazd do stolicy z przyjaciółmi ze wspólnoty. Miasto, śmiech, nowe relacje. W pracy – awans. Bieganie z psem. Tenis. Herbata z miodem o poranku.
ROZDZIAŁ XXVII – Życie dalej
Korzyści z trzeźwości. Koniec terapii. Pasja pisania. Warsztaty, spotkania z ludźmi. Pogłębiająca się wiara. Zamknięcie kolejnych długów.
ROZDZIAŁ XXVIII – Epilog: Światło
Nowe życie. Praca z ludźmi. Spokój. Wdzięczność. Wiara. Notatnik, herbata i poczucie sensu. Już nie walka, ale obecność. Już nie ból, ale życie.
ROZDZIAŁ XXX-XXXII
Pełnia, zwieńczenie, podziękowania.WSTĘP
To nie jest opowieść o bohaterze. To nie jest też historia przegranej. To coś pomiędzy – prawdziwa, twarda droga człowieka, który żył szybko, kochał intensywnie, upadał boleśnie i podnosił się w ciszy, kiedy nikt już nie wierzył, że może się udać. Kuba miał wszystko: dobre wychowanie, rodzinne ciepło, zdrowe wartości. I mimo to – albo właśnie dlatego – wpadł w wir życia, które miało swoje prawa, swoje pokusy i swoje zakręty.
To historia o chłopaku z wioski, który w wieku trzydziestu trzech lat był już i kibicem, i zawodnikiem, i dyrektorem klubu żużlowego. Ale zanim osiągnął to wszystko, zdążył też spaść na samo dno. Alkohol, hazard, przestępstwa, kobiety, rozpacz. Ta książka nie owija w bawełnę.
Pokazuje prawdę. Ale pokazuje też drogę powrotną – przez mrok, ośrodek zamknięty, samotność, aż po duchowe odrodzenie. Bo każda historia może zostać napisana na nowo. I każda dusza może wrócić do światła.ROZDZIAŁ I
Korzenie
Kuba przyszedł na świat w maju 1992 roku, w rodzinie, która dla wielu była wzorem. Ojciec, Marian, pracował w hucie żelaza od osiemnastego roku życia. Twardy, milczący, ale sprawiedliwy. Jego dłonie były zawsze szorstkie, a głos – spokojny i głęboki. Matka, Teresa, była jego przeciwieństwem: ciepła, rozmowna, delikatna. Uczyła religii w miejscowej szkole podstawowej i znała na pamięć wszystkie psalmy. Ich dom, stojący na skraju wioski, otoczony był jabłoniami i pachniał zawsze chlebem, ziołami i świeżo parzoną kawą.
W rodzinie były też trzy siostry ojca – ciotki, które co niedziela wpadały po mszy z ciastem i nowinkami.
Dziadkowie ze strony matki mieszkali kilka domów dalej – stary sadownik i jego żona, wiecznie śpiewająca pieśni kościelne. Rodzina była silna, zwarte plemię. Wspólne święta, kolędy, modlitwy o pogodę, o zdrowie, o powodzenie.
Dzieciństwo Kuby było przejrzyste i kolorowe jak sierpniowe niebo. Lato oznaczało rower, wiśnie z drzewa, kąpiel w rzece i mecze grane patykiem i kamieniem. Zimą sanki i dłubanie w garażu z tatą. Od ósmego roku życia jeździł z ojcem na mecze żużlowe. To były wyprawy – starym polonezem, termos z herbatą, kanapki z pasztetem.
I potem stadion, huk silników, zapach spalonego oleju, tłum i ten jeden moment, gdy zawodnik mija łuk i daje z siebie wszystko. Kuba nie wiedział, co to jest, ale wiedział, że to właśnie chce robić.
Pierwszy motor dostał od ojca na dziewiąte urodziny. Wysłużona WSK-a, brudna, rdzawa. Wspólnie ją rozkręcili, czyścili, smarowali. To była ich tajemna więź, ich czas. Pierwsze jazdy po polu, gleby w pokrzywach, śmiech, duma.
W szkole Kuba był grzeczny, chętny do nauki, nie sprawiał kłopotów. Ministrant, prymus, lubiany przez nauczycieli. Ale już w gimnazjum zaczęło się rozwarstwienie. Nowi koledzy, podwórko, pierwsze ogniska. Miał czternaście lat, gdy pierwszy raz się upił – dwa piwa i kieliszek czegoś mocnego. Świat zawirował, ale serce biło z ekscytacji. Był „kimś”.
Imprezy stały się rytuałem. Stodoły, remizy, działki. Alkohol lał się strumieniami, dziewczyny pachniały truskawkami i lakierem do włosów. W wieku szesnastu lat miał już za sobą pierwszą noc z Anką – starszą o dwa lata brunetką z sąsiedniej miejscowości. Stodoła, siano, cisza nocy, szalejące serce. Nie był pewny, co robi, ale był pewny, że już nic nie będzie takie samo.
Pojawiły się pierwsze wyjazdy do miasta na mecze bez ojca – teraz z kumplami. Autobusami, stopem, byle dotrzeć. Głośno, z flagami, z przekleństwami. Potem klub, dyskoteka, taniec, czasem bijatyka. W tygodniu szkoła, a po lekcjach praca przy motorze. Coraz mniej rozmów z rodzicami. Coraz więcej kłamstw.
W wieku siedemnastu lat zaczął grywać na automatach w barze pod stacją. Wrzucił piątkę. Wygrał dwadzieścia. Wrócił z dumną miną. Następnym razem przegrał wszystko. Ale wrócił. I wracał coraz częściej. Hazard wszedł mu w krew – szybkie emocje, wygrana, przegrana, adrenalina. Podobnie jak alkohol. Weekendy były coraz bardziej rozmazane.
Równolegle zaczął robić coraz większe postępy na torze. Talent, instynkt, praca. Klub juniorski, pierwsze zawody, pierwszy medal.
Staże w hucie – ciężka fizyczna robota, po dwanaście godzin, smar, pot i dym. Potem trening. Potem piwo. Potem bar. Potem dziewczyna. Potem znowu hazard.
Coraz rzadziej chodził do kościoła. Z początku jeszcze udawał, że w nim był. Potem przestał się tłumaczyć. Matka milczała, tylko codziennie wieczorem klękała w kącie i szeptała różaniec. Ojciec wpatrywał się w okno. A Kuba jechał dalej. Mocniej. Szybciej. Bez refleksji.
Z czasem jednak nawet ojciec zaczął pękać. Coraz rzadziej komentował wybryki syna, coraz częściej siadał sam z butelką. Najpierw po cichu, w garażu, później otwarcie przy kuchennym stole. Przestał chodzić do kościoła, milknął na rodzinnych spotkaniach, unikał wzroku sąsiadów. Gdy kiedyś Teresa znalazła go śpiącego na wersalce w roboczych ciuchach, z pustym kieliszkiem przy dłoni, wiedziała, że coś się w nim złamało.
Ojciec przestał wierzyć, że da się syna uratować. Przestał walczyć. W niedzielę rano otwierał piwo, podczas gdy jego żona w milczeniu wiązała chustkę i szła sama do kościoła.
Kuba to widział. I gdzieś w głębi serca czuł wstyd. Ale wstyd był chwilowy. Wciągało go już za mocno. I dopiero później zrozumiał, że to, co boli najbardziej, to nie jego upadek – tylko to, że pociągnął za sobą ojca.
A mimo to na torze jego gwiazda błyszczała coraz jaśniej. Był szybki, odważny, agresywny. Publiczność go kochała, trenerzy chwalili, media zaczęły o nim pisać. Sponsoring, kontrakty, pierwsze większe pieniądze. Dla wielu był nową nadzieją polskiego żużla. Ale Kuba miał dwie twarze. Ta druga – poza światłem reflektorów – była coraz bardziej zniszczona.
Im więcej wygrywał, tym głębiej tonął. Każdy triumf świętował do upadłego. Imprezy po zawodach ciągnęły się do rana – czasem z dwiema kobietami, czasem z amfetaminą, zawsze z alkoholem. W jednym z sezonów miał statystyki lepsze niż mistrz Polski, ale już wtedy potrafił przegrać cały miesięczny kontrakt w jedną noc przy pokerze w nielegalnej melinie.
Zaczęły się długi. Pożyczki od kolegów, od znajomych. Kłamstwa. Manipulacje. Kuba zaczął kombinować. Raz wziął sprzęt klubowy i sprzedał go na lewo. Innym razem dogadał się z jednym z mechaników, by dorzucić coś do faktur. Z zewnątrz wszystko błyszczało, ale w środku zaczynała się już powolna erozja.
Matka coraz częściej płakała. Ojciec milczał. Kuba się uśmiechał. Ale już wtedy, choć jeszcze stał na podium, jego dusza leżała na dnie. I nikt tego nie widział – albo nie chciał widzieć.ROZDZIAŁ II
Początek życia
Kuba urodził się w nocy z 14 na 15 maja 1992 roku. Była pełnia, a cała wioska spała spokojnie, poza jednym domem, gdzie Teresa – drobna, czarnowłosa kobieta z wyraźnym brzuchem – właśnie przeczuwała, że to już. Poród odbył się w miejskim szpitalu, czterdzieści kilometrów dalej. Marian, blady z nerwów, nie puszczał kierownicy. Milczał jak zwykle. Siedział pod salą porodową ze zniszczoną czapką w dłoniach, modląc się pod nosem.
Kuba urodził się zdrowy, silny, z głosem tak donośnym, że pielęgniarka zażartowała, iż „to nie dziecko, to przyszły stadionowy kibic”. Teresa patrzyła na niego jak na cud. Miała już wtedy swoje problemy zdrowotne – kłopoty z sercem, przewlekłe osłabienie. Ale uśmiechała się cicho, jakby wiedziała, że wszystko, co najważniejsze, właśnie się wydarzyło.
Pierwsze miesiące życia Kuby były spokojne. Spał dobrze, jadł jeszcze lepiej. Marian po pracy w hucie wracał zawsze prosto do domu, nie po drodze było mu wtedy jeszcze z alkoholem. Kiedy trzymał syna w ramionach, wyglądał na kogoś, kto chce być lepszy niż jego własny ojciec.
Dom wypełniał się śmiechem także dzięki babci Helenie, matce Teresy, która przeprowadziła się do nich na kilka miesięcy, by pomóc córce. Helena była surowa, ale serdeczna. Miała zawsze fartuch z kieszeniami wypchanymi koralikami różańca, karmelkami i zapiskami z przepisami. Gotowała rosół na kurze z własnego podwórka i nuciła stare piosenki z kościelnego radia. W jej obecności nawet Marian miękł – pozwalał sobie wtedy na uśmiech, czasem rzucił jakimś żartem.