Facebook - konwersja
Przeczytaj fragment on-line
Darmowy fragment

  • nowość

Na zawsze Manderley. Życie Daphne du Maurier - ebook

Wydawnictwo:
Tłumacz:
Format:
EPUB
Data wydania:
15 kwietnia 2026
49,90
4990 pkt
punktów Virtualo

Na zawsze Manderley. Życie Daphne du Maurier - ebook

Wnikliwa, fascynująca i napisana z literackim rozmachem biografia jednej z najważniejszych pisarek XX wieku, wszechstronnej mistrzyni suspensu, muzy Alfreda Hitchcocka i ulubionej autorki Stephena Kinga.

Tatiana de Rosnay, autorka bestsellera Klucz Sary i akademiczka specjalizująca się w angielskiej literaturze, składa hołd Daphne du Maurier, której książki przeczytała jako trzynastolatka i zafascynowana nimi, sama zapragnęła zostać pisarką – podobnie jak całe pokolenia innych twórców. Na zawsze Manderley to zaskakujący i czuły portret artystki stworzony przez drugą artystkę, udowadniający, że życie prywatne autorki Rebeki było równie tajemnicze i pełne dramatyzmu jak tworzona przez nią fikcja.

De Rosnay barwnie odtwarza dzieciństwo du Maurier, okres jej nastoletniego buntu i lata pisarskiego rozwoju, a następnie skupia się na zawiłościach jej życia uczuciowego, nieskończonej pasji do malowniczej Kornwalii oraz niepozbawionej goryczy i żalu starości. Z kart tej wysmakowanej literacko biografii wyłania się obraz intrygującej, pełnej sprzeczności i poczucia dumy kobiety, która stała się niezwykle popularną i za późno docenioną przez krytykę pisarką.

Książka nominowana w 2018 roku do Nagrody Edgara w kategorii „Najlepsze dzieło krytyczne/biograficzne”.

Tatiana de Rosnay w imponujący sposób odtworzyła na kartach tej książki osobowość mojej matki, a szczególnie jej poczucie humoru. Wspaniale napisana i bardzo poruszająca biografia. Jestem pewna, że matka byłaby nią zachwycona.
Tessa Montgomery d’Alamein, córka Daphne du Maurier

Ta publikacja spełnia wymagania dostępności zgodnie z dyrektywą EAA.

Kategoria: Biografie
Zabezpieczenie: Watermark
Watermark
Watermarkowanie polega na znakowaniu plików wewnątrz treści, dzięki czemu możliwe jest rozpoznanie unikatowej licencji transakcyjnej Użytkownika. E-książki zabezpieczone watermarkiem można odczytywać na wszystkich urządzeniach odtwarzających wybrany format (czytniki, tablety, smartfony). Nie ma również ograniczeń liczby licencji oraz istnieje możliwość swobodnego przenoszenia plików między urządzeniami. Pliki z watermarkiem są kompatybilne z popularnymi programami do odczytywania ebooków, jak np. Calibre oraz aplikacjami na urządzenia mobilne na takie platformy jak iOS oraz Android.
ISBN: 978-83-8439-157-0
Rozmiar pliku: 3,7 MB

FRAGMENT KSIĄŻKI

Mayfair, City of Westminster, Londyn
Listopad 2013

Zwykle na trawnikach Regent’s Parku jest mnóstwo ludzi. Przychodzą, by podziwiać rabaty kwiatowe, rozaria królowej Marii, jezioro, po którym można pływać łódkami. Ale tego mglistego listopadowego poranka – wilgotnego z powodu typowo brytyjskiej mżawki – park jest opustoszały.

W tej wytwornej dzielnicy przyszła na świat królowa Elżbieta, tu mieszkali Oscar Wilde, Händel, a także Somerset Maugham i Nancy Mitford. Georgiańskie fasady, zamiast arystokratycznych rodzin z poprzedniego wieku, skrywają dziś wytworne butiki, modne restauracje, hotele i ambasady. Trudno nie dostrzec, że ci, którzy tu mieszkają lub bywają w tych miejscach, mają pieniądze i tego nie kryją. Tutaj widzi się futra, przy krawężnikach parkują najdroższe, najbardziej rzucające się w oczy samochody. W londyńskiej wersji słynnej planszówki Monopoly działki w Mayfair od osiemdziesięciu lat pozostają najbardziej upragnionymi miejscami.

Na wschodzie parku tak charakterystyczne dla Londynu _terraces_ – spokojne ulice z szeregami identycznych rezydencji – tworzą powtarzającą się w nieskończoność symetrię. Chester Terrace jest najdłuższa, Clarence Terrace – najkrótsza, Park Crescent biegnie pełnym wdzięku półkolem. Ulica, którą przyszłam tego ranka zobaczyć, Cumberland Terrace, jest najbardziej okazała. Czytałam, że została wytyczona w 1826 roku i stoi przy niej trzydzieści domów. Ciągnie się między biegnącą wzdłuż parku Outer Circle i Albany Street.

Niełatwo ją zlokalizować. Mimo mapy parę razy się gubię, lecz w końcu ją znajduję; neoklasyczną fasadę widać z daleka. W strugach deszczu podchodzę – wybujała wielkość i historyczny fronton barwy błękitu Wedgwooda robią wielkie wrażenie. Nie mam śmiałości podejść bliżej; wydaje mi się, że jestem obserwowana. Co miałabym odpowiedzieć mieszkańcowi tego domu, gdyby wyszedł i zapytał, dlaczego robię zdjęcia?

Mogłabym po prostu odpowiedzieć, że jestem tu dla niej, że podążam jej śladami, że tu jest początek mojej drogi. Ponieważ za tymi wielkimi kolumnami barwy kości słoniowej, pod numerem 24, za białymi drzwiami, trzynastego maja 1907 roku urodziła się Daphne du Maurier.Po powrocie ze spaceru w parku trzeba przejść pod łukiem bramy, który dziewczynce wydaje się gigantyczny, następnie pokonać kilka stopni prowadzących do domu. Białe drzwi wejściowe blokuje dziecięcy wózek, którego Niania nie może wnieść sama. Trzeba zadzwonić, żeby ktoś przyszedł jej pomóc. Dziewczynka spiera się ze starszą siostrą Angelą, która pierwsza naciśnie dzwonek, i musi stanąć na palcach w sznurowanych bucikach, by dosięgnąć miedzianego przycisku.

Ich piastunka codziennie nosi ten sam uniform: szary płaszcz, czarny czepek, opadającą na twarz woalkę. Dziewczynka lubi na nią patrzeć. Zjawia się jedna z pokojówek, by pomóc Niani z wózkiem. Ta ma na sobie fartuszek i biały czepek. Wózek z dzieckiem wydaje im się bardzo ciężki. Dziewczynka zauważa, że kiedy siedząca w nim Jeanne, jej młodsza siostrzyczka o rumianych policzkach, się uśmiecha, wszyscy rozpływają się w zachwytach.

Na ścianie w holu widzi płaszcze, futrzane etole i peleryny, słyszy gwar rozmów i wybuchy śmiechu dobiegające z salonu po lewej stronie, czuje zapachy nieznanych jej perfum. Markotnieje. To oznacza, że na obiad zaproszone są panie, że zaraz po posiłku w pokoju dziecięcym trzeba będzie zejść i się przywitać. Angeli to nie przeszkadza; uradowana, pyta już, kto towarzyszy ich matce. Dziewczynka wbiega po schodach po cztery stopnie naraz – uciec, póki jeszcze czas, pobiec na górę, pędem, do dużego pokoju dziecięcego na ostatnim piętrze, schronić się w jego krzepiącym cieple, obok domku dla lalek, szafki na zabawki z dwoma półkami (jedna dla Angeli, druga dla niej), wyłożonego kretonem kuferka ze skarbami, starego fotela, który potrafi się przemienić w osiadły na plaży wrak statku. Podchodzi do kominka, w którym za mosiężną osłoną buzują płomienie. Stół jest nakryty dla trzech osób: Niani, Angeli i dla niej, bo niemowlę jada jeszcze na wysokim krzesełku.

Dziewczynka wygląda przez okno na Albany Street, na wojskowe koszary. Niania podnosi głos, kilka razy powtarza jej imię i każe jej przed posiłkiem umyć ręce. Daphne nie chce myć rąk, nie chce jeść – chce dalej wyglądać przez okno i wypatrywać oddziału żołnierzy Gwardii Królewskiej wracających z porannego obchodu. Ojciec wyjaśnił jej, że to najstarszy pułk brytyjskiej armii i że jego zadaniem jest ochrona króla i królewskich budynków. Nie ma mowy, by przegapiła błysk lśniących napierśników gwardzistów, pierzastych kit na ich hełmach, purpury mundurów. Odkąd nie śpi już z Jeanne, tylko ze starszą siostrą w pokoju dziecięcym po przeciwnej stronie korytarza, o świcie budzi ją sygnał wojskowej trąbki, lecz jej to nie przeszkadza.

Podczas posiłku Niania napomina Daphne, żeby dokończyła warzywa, a potem przy deserze każe jej zjeść cały pudding ryżowy. Dlaczego zawsze trzeba robić to, co mówi Niania? Bo jest się tylko małą, czteroletnią dziewczynką? Ale bardzo lubi Nianię, którą widuje częściej niż własną matkę.

Po śniadaniu nadchodzi ta chwila, której tak się obawia. Niania myje jej twarz i szczotkuje włosy. Angela podziwia swój widok w lustrze. Siostry mają na sobie takie same sukienki z fiołkowego haftowanego aksamitu i bladoróżowe płaszczyki; i nawet niemowlę do nich pasuje. Trzeba zejść na dół, otworzyć drzwi do jadalni, trzeba się uśmiechać, stawić czoło wielu obcym twarzom. Dlaczego Angela nie przeżywa tej samej gehenny? Pomruki uznania. Panie są eleganckie, noszą wielkie kapelusze, mama również. Daphne wydaje się to dziwne: jak można jeść w tak wielkim kapeluszu na głowie?

Niania podaje ich mamie gaworzące niemowlę; panie się zachwycają. Daphne, która chce uciec i wrócić do swojego pokoju, chowa się za Angelą, a ta, w aksamitnej sukience, puszy się przed gośćmi. Mama karmi niemowlę kostkami cukru. Kiedy wszystkie wstają, by przejść do salonu, Daphne wydają się za duże, za grube, zbyt głośno się śmieją, gdakają jak kury i – co gorsza – wszystkie chcą ją pocałować; to okropne, nienawidzi ich. Angela z wdziękiem przyjmuje całusy (jak ona to robi?). Daphne przeciwnie: nie ma mowy, żadnych pocałunków. Dąsa się, przygryza palce. Panie się śmieją, uznają ją za nieśmiałą i milutką, lecz zauważają, że obgryza paznokcie – niegrzeczna dziewczynka. Matka patrzy na nią z wyrzutem. „Z paznokciami Daphne wszystkiego już próbowaliśmy”. Na szczęście panie przestają zwracać na nią uwagę, może wrócić na górę, nareszcie jest wolna. Skończyło się. Do następnego razu.

Lubi ten widok nad dachami miasta, o tam, ten dom pomalowany na czerwono… Dlaczego na czerwono? Kto w nim mieszka? Jak się tego dowiedzieć? Nie pasuje do domu obok, jest inny, osobny. Daphne wyobraża sobie, że w nim mieszka, całkiem sama. W tym czerwonym domu nikt nie zmuszałby jej do zjadania wszystkich warzyw ani całego puddingu ryżowego, nikt nie kazałby jej nosić aksamitnych haftowanych sukienek, nikt nie kazałby jej schodzić na dół i witać się z gośćmi. Miałaby miecz, tak jak jej uwielbiany Piotruś Pan. Chciałaby, jak on, móc fruwać nad kominami.

Czas na lekcje z guwernantką, panną Torrance. Angela, o trzy lata starsza, ma przewagę nad siostrą. Daphne dopiero biedzi się nad małymi literami. Dlaczego nie potrafi opanować dużego S? Pochylona nad stołem, trochę wysuwając język, ze wszystkich sił próbuje. Robisz duże postępy, Daphne, mówi sobie. Udało się. Można powiedzieć, że już to napisałaś. Prostuje się z dumą, by spojrzeć na guwernantkę. Tak, napisała już nawet książkę. Angela parska śmiechem – jej młodsza siostra ledwie potrafi pisać, opowiada głupstwa, ma dopiero cztery lata. Panna Torrance z powagą pyta, jaki jest tytuł książki Daphne. _Jean w lasach świata_, odpowiada dziewczynka. W głębi duszy wie, że to nieprawda, że nie napisała książki, że zmyśliła ten dziwaczny tytuł. Guwernantka rozumie, miło i bez złośliwości uśmiecha się do Daphne. Ta wraca do pisania dużych liter. W pokoju dziecięcym, ich przystani, zapada cisza, słychać tylko trzask płomieni. Czas jej się dłuży. Daphne spogląda w okno i zaczyna marzyć.

Piotruś Pan jest tutaj, schowany za okiennicą. Przyszedł po nią, żeby ją zabrać do Nibylandii. Ją i nikogo innego.Pewnego dnia Niania odeszła. Daphne pyta matkę: dlaczego? Ponieważ Jeanne nie jest już małym dzidziusiem, Angela ma prawie osiem lat, a ona sześć, są już duże i nie będą potrzebowały Niani. Daphne patrzy na Nianię, która odchodzi na zawsze. Dlaczego ma zaczerwienione oczy? Co robi z tą chusteczką? Wygląda, jakby płakała. Daphne jest zdziwiona – nie wiedziała, że dorośli też płaczą. Po niej zaczyna się korowód niań, których nie lubi: jedna, gruba, przez cały czas coś podjada; druga nuci pod nosem jakieś irytujące melodie, jeszcze inna od rana do wieczora zrzędzi. Spacery w Regent’s Parku trwają dłużej; to nie są już zwykłe przechadzki tam i z powrotem po Broad Walk aż do zoo, gdzie widok dzikich zwierząt bardzo ekscytuje Jeanne. Czasami okrążają jezioro. Ojciec Daphne opowiada, że dawno temu, jeszcze przed jego narodzinami, podczas wyjątkowo mroźnej zimy doszło tu do tragicznego wypadku. Ówcześni Londyńczycy, jak wyjaśnia córkom, uwielbiali jazdę na łyżwach i mimo ostrzeżeń setki łyżwiarzy pospieszyły na lśniącą taflę. Zbyt cienki lód. Słuchając ojca, Daphne widzi tę scenę; wydaje jej się, że słyszy trzask pękającego lodu i okrzyki grozy. Łyżwiarze na modłę wiktoriańską byli zakutani w ciężkie ubrania (ojciec mówi o szerokich spódnicach z falbanami i wielce szykownych grubych futrach), ofiary trudno więc było wyłowić. Utonęło około czterdziestu osób. Ilekroć robią rundę wokół jeziora, Daphne, opierając rękę na wózku Jeanne, nie może przestać o tym myśleć.

Muriel du Maurier z córkami, 1907
Culture Club / Hulton Archive / Getty Images

Jedna z niań woli duży prywatny ogród otoczony parkanem; żeby do niego wejść, jest potrzebny klucz. Niania spotyka tam koleżanki, siadają w osłoniętym miejscu z termosem gorącej czekolady i ciasteczkami i po cichu rozmawiają. Dzieci są proszone, by poszły bawić się gdzie indziej, zostaje z nimi tylko Jeanne w wózku. Daphne uważa to za niesprawiedliwe; ona też chciałaby siedzieć tutaj osłonięta przed chłodem – stopy jej marzną – i jeść ciasteczka. Niania każe jej iść i bawić się gdzieś dalej. Dziewczynka dąsa się i ociąga po drodze; nie ma się z kim bawić, bo Angela ma lekcje z panną Torrance. Gdzie się podziały inne dzieci?

Nagle pojawia się chłopiec. Starszy od niej, siedem, może nawet osiem lat, mina małego łobuziaka, krótko ostrzyżone włosy i jasne oczy. Ani trochę nie podoba się Daphne – widziała go już w parku. Chłopiec podchodzi i wymierza jej kopniaka. Daphne nawet nie drgnie. Nie ma mowy, żeby się przed nim rozbeczała. „Ty jesteś tą małą Francuzicą, co? Głupia Francuzica”. Dziewczynka wciąż milczy. „No dalej, jak się nazywasz?” Następny kopniak. Daphne duka swoje imię. „Twoje nazwisko, kretynko!” Prostuje się, patrzy na niego i je podaje. „A nie mówiłem?! To francuskie nazwisko, du Maurier. Głupia Francuzica!” Pojawia się drugi chłopiec, mniejszy, ale wygląda równie antypatycznie. „A teraz słuchaj, Francuzico. My sobie pójdziemy, a ty zostaniesz. Jak się ruszysz, to pożałujesz!” Z szyderczym rechotem odchodzą.

Daphne stoi w miejscu jak posąg. Jak tu uciec? Kto mógłby jej pomóc? Nianie są daleko, po drugiej stronie ogrodu. Nie śmie się ruszyć; stoi zdrętwiała i zmarznięta, dygocząc. Boi się. Upływa wieczność i chłopcy wracają. „Ruszyłaś się, Francuzico. Mieliśmy cię na oku, widzieliśmy”. Dziewczynka protestuje, lecz oni śmieją się złośliwie i znów spada na nią grad kopniaków. Tym razem Daphne się nie daje, cios za cios. Kapelusz jej się przekrzywił, jest zdyszana, ma czerwone policzki, jest jej gorąco. Jakie to głupie nosić sukienkę, być dziewczyną i nie móc unieść nogi tak wysoko jak chłopak w spodniach.

GEORGE DU MAURIER, 1895
Universal History Archive / Getty Images

Gdy wraca na Cumberland Terrace, nadal jest roztrzęsiona. Wieczorem, przed pójściem do łóżka, niania aż krzyczy na widok jej siniaków. Ale Daphne milczy. Nie ma ochoty rozmawiać o tych chłopakach. Ten jasnowłosy jest jej wrogiem, najgorszym wrogiem; będzie musiała na niego uważać, stale mieć się przed nim na baczności. Tylko jednego nie rozumie: dlaczego przezwał ją Francuzicą? Czy du Maurier to naprawdę francuskie nazwisko? Postanawia porozmawiać o tym z tatą. Później, w salonie, siedząc na jego kolanach przed kominkiem, zadaje mu to pytanie. Ojciec zawsze ładnie pachnie, jest elegancki, jego niebieskie oczy skrzą się energią. Wyjaśnia jej, że owszem, du Maurier to francuskie nazwisko. Jego ojciec – dziadek Daphne – urodził się w Paryżu. Był wielkim artystą i pisarzem, umarł, niestety, nim zdążyła go poznać. Tata obiecuje, że pokaże jej jego rysunki i książki. Zamyśla się i mówi dalej. Paryż jest jednym z najpiękniejszych miast na świecie, sama zobaczy. Daphne powinna zawsze pamiętać, że w jednej czwartej jest Francuzką, i być z tego dumna. To ją podnosi na duchu. Ufa tatusiowi, który ma zawsze rację, i odtąd gwiżdże na swojego wroga. On nie ma sławnego dziadka.

Ojciec uczy ją prawidłowo wymawiać ich nazwisko – należy mówić „di” Maurier, a nie „du” Maurier. Ostre U, bardzo francuskie. Głaszcząc córkę po głowie, szepcze, że kiedyś nauczy się mówić biegle po francusku, jak jej dziadek. Sam ma, niestety, angielski akcent. Daphne będzie mówiła bezbłędnie, będzie najbardziej francuską z jego córek, jest tego pewny, wie to. Na kolanach ojca dziewczynka odpływa w marzenia o dziadku, którego nie poznała, pisarzu, artyście, urodzonym w najpiękniejszym mieście świata.Któregoś zimowego poranka w pokoju dziecięcym czarne litery na białej stronie nabierają rozmachu i ożywają. Oszołomiona Daphne zaczyna rozszyfrowywać słowo za słowem – potrafi sama czytać. Pochłania albumy Beatrix Potter, fascynują ją przygody Beniamina Trusia. Jakim nudziarstwem jest schodzenie na kolację, kiedy człowiek chce się jak najszybciej dowiedzieć, co zrobi ten okropny pan McGregor! Jak rozstać się z Tomkiem Kociakiem i panią Mrugalską? Musi koniecznie wytłumaczyć niani, że dalszy ciąg opowiadania _Pan Jeremiasz Rybak_ jest o wiele ważniejszy od kąpieli.

Jedna z bajek budzi w niej większy lęk niż jasnowłosy wróg z parku. _Królowa śniegu_. Jest przerażona złą królową, która uwozi małego Kaja w lodowych saniach, i rozbitym lustrem, którego drobne odłamki lądują w sercu i oczach chłopca. Na szczęście dzielna Gerda go uratuje. Bajka ta budzi w Daphne taką grozę, że pewnego wieczoru wydaje jej się, że matka wchodząca po schodach ma piękną i przerażającą twarz złej królowej. A przecież mama jest łagodna i miła. Dlaczego więc dziewczynka z tatą jest bliżej? Dlaczego to z nim chce cały czas przebywać? Tatuś często z dumą ją obserwuje, pozostałe córki również, ale między nim i Daphne istnieje szczególna więź – więź, której nie umiałaby opisać, silna, niemal sekretna, i dziewczynka wie, że mama już to dostrzegła.

Rano w pokoju dziecięcym nie wolno hałasować, bo sypialnia rodziców znajduje się dokładnie piętro niżej. Tata wraca z teatru późno, nigdy nie przed północą. Po kolacji nie kładzie się spać wcześniej niż przed drugą. Nie znosi hałasu, zwłaszcza wrzawy rozbawionych dzieci, nie lubi też szczekania psa, warkotu silnika, zbyt głośnego śpiewu ptaków w parku. Cierpliwie czekając, aż tata się obudzi, Daphne czyta. Wstaje z łóżka na palcach, Angela również. Muszą poczekać, aż pokojówka przyniesie ojcu śniadanie do łóżka. Jej kroki na schodach, jej wesołe „Dzień dobry panu” __ to sygnał, że córki mogą iść się z nim przywitać. Tata ma na sobie zieloną bonżurkę narzuconą na jedwabną piżamę. Daphne lubi przyjemny zapach jego wody toaletowej. Tata jest zawsze w dobrym humorze; tylko raz, kiedy pokazała niani język, dał jej klapsa, ale to było dawno temu.

Ojciec jest aktorem. Każdego wieczoru w teatrze udaje kogoś innego. Z początku Daphne nie rozumie, jak to możliwe, jak tatuś może się tak przeobrażać. Dopiero gdy po raz pierwszy widzi go na scenie ucharakteryzowanego i w kostiumie, pojmuje jego sekret: tata potrafi być napuszonym panem Darlingiem, a zaraz po tym zamienić się w groźnego kapitana Haka. Jak to możliwe, żeby do tego stopnia zmieniać głos, sposób wyrażania się, a nawet krok i ruchy? Daphne uwielbia teatralną woń kurzu, pręt, który trzeba pchnąć w ciężkich drzwiach prowadzących do garderoby, miłego odźwiernego Boba i oczka, jakie do niej puszcza. Bawi ją przyglądanie się tym krzątającym się za kulisami postaciom z cienia, grze świateł, zmieniającym się dekoracjom, ostatnim detalom przed wejściem na scenę, skupieniu Poole’a, garderobianego o czerwonej twarzy, który pomaga jej ojcu się przebierać. Nigdy też nie traci okazji, by obserwować tatę ścierającego makijaż po zakończonym spektaklu. Jej tatuś pracuje inaczej niż ojcowie jej koleżanek, którzy codziennie rano idą do biura. On co wieczór idzie do teatru. Teatr jest jego życiem.

GERALD du maurier, 1905
Bob Thomas / Popperfoto / Getty Images

Matka opowiada córkom, że w młodości ona też była aktorką, dzięki czemu poznała Geralda, kiedy w 1902 roku oboje występowali w sztuce _Niezrównany Crichton_. On grał Ernesta Woolleya, a ona lady Agathę. Autor sztuki, James Matthew Barrie, zwany wujkiem Jimem, napisał również _Piotrusia Pana_ i w przyszłości zostanie serdecznym przyjacielem rodziny. Daphne widziała fotografię mamy z tego okresu: z gęstymi kasztanowymi włosami upiętymi w kok i umalowanymi oczami była piękna. W tej komedii rodzice się w sobie zakochali, w prawdziwym życiu też. Mama nazywała się wtedy Muriel Beaumont; to było jej panieńskie i sceniczne nazwisko. Zaczęła występować w bardzo młodym wieku, ale po ślubie postanowiła wycofać się ze sceny. Kiedy Angela zapytała dlaczego, Daphne obawiała się odpowiedzi mamy. Zdążyła już zrozumieć, że w rodzinie du Maurierów jest miejsce tylko dla jednego aktora, dla jednej osoby, która brylowała, która na Cumberland Terrace o wszystkim decydowała.

Gerald szybko się nudzi, potrzebuje rozrywki, posiadania dworu. Lubi być oklaskiwany, podziwiany, a Muriel znakomicie potrafi się zająć nim i domem, dba o odpoczynek męża, posiłki, sjestę, o jego dobrostan. Zaprasza gości, organizuje wyjścia i przyjęcia; to ona, w szlafroku, przygotowuje mu późne kolacje, kiedy wraca głodny z teatru. Gerald najbardziej lubi jajka na bekonie, nawet o pierwszej w nocy. Wszystko kręci się wokół niego i podobno jest tak, odkąd się urodził. W dzieciństwie był w rodzinie du Maurierów ulubieńcem, najmłodszym z piątki dzieci, a matka nazywała go swoim „ukochanym jagniątkiem”. Daphne trudno sobie wyobrazić Dużą Babcię – kobietę imponującą, poważną i zawsze w czerni – jak szepcze do jej taty „kochane jagniątko”.

Jej ojciec zawsze wstaje późno, bez pośpiechu i wtedy cały dom się wokół niego krząta. Z namysłem wybiera obuwie i garnitur, po czym wychodzi na próby do teatru. Lunche jada w Klubie Garricka niedaleko Leicester Square, a późnym popołudniem, przed krótką sjestą i uniesieniem kurtyny, przychodzi do domu i wtedy, z nieodłącznym papierosem w ustach, zagląda do dziecięcego pokoju, by ucałować córki. Daphne niecierpliwie wyczekuje jego przyjścia. To pora na zabawy i bajki, a tata jest zabawny i błyskotliwy – rozśmiesza dziewczynki, udając sąsiadkę z domu obok, jej sztywny krok, usta w ciup, sposób noszenia parasola. Uwielbia żartować z ludzi za ich plecami, a kiedy przebywa w ich towarzystwie, zachowuje się niezwykle uprzejmie. Jest zręczny i pomysłowy. To dzięki niemu dziewczynki zaczynają wymyślać swój prywatny żargon, coś w rodzaju szyfru, który z wolna wzbogaca się o nowe słowa, i nikt się nie domyśla, o czym tak naprawdę ze sobą rozmawiają. „Usiąść na twardym krześle” znaczy zostać obrażonym; „popatrz na mnie” – ktoś próżny; „powiedz mu” – potworna nuda_._

Tata __ zachęca je do organizowania na własny użytek przedstawień. Potem je ogląda i z zapałem oklaskuje. Woła żonę, żeby przyszła i dołączyła do oklasków. Daphne upiera się, by dostawać role chłopców. Nie ma mowy, żeby zagrała dziewczynę. Natomiast Angela pozostaje zawsze dziewczyną. Zresztą przy jej krągłościach raczej trudno byłoby jej uchodzić za chłopca. Jakie to beznadziejne być dziewczyną! Czy tata nie wolałby mieć chłopca? Daphne jest przekonana, że byłaby wspaniałym synem.

Któregoś wieczoru latem ojciec zjawia się w dziecięcym pokoju z niskim mężczyzną o przenikliwym spojrzeniu, z wysokim czołem i czarnymi sumiastymi wąsami, sławnym J.M. Barriem, który jest autorem _Piotrusia Pana_, a także sztuk, w których gra ich ojciec. Wujek Jim mówi z szorstkim szkockim akcentem. Jest opiekunem prawnym ich pięciu bliskich kuzynów, braci Llewelynów Daviesów, synów ulubionej siostry Geralda, ciotki Sylvii. Daphne jej nie pamięta, ponieważ miała zaledwie trzy lata, kiedy ciotka Sylvia zmarła na nowotwór. Nie pamięta też jej męża, wujka Andrew, który również zmarł na raka, kilka lat przed żoną. Wie tylko tyle, że wujek Jim adoptował piątkę sierot i teraz sam je wychowuje. To dla nich wymyślił _Piotrusia Pana_, przygody chłopca, który nie chciał dorosnąć. Urodziwi i sympatyczni bracia – George, Jack, Peter, Michael i Nico – byli dla niego pierwowzorem Zagubionych Chłopców.

W pokoju dziecięcym, siedząc przy kominku, wujek Jim prosi teraz, by zagrały dla niego jego sztukę, _Piotrusia Pana_. Dziewczynki znają ją na pamięć – niemal co wieczór odgrywają ją we własnym gronie – lecz nigdy nie mają jej dość, są w stanie nawet odśpiewać uwerturę. W roli kapitana Haka oraz pana Darlinga wystąpi oczywiście tata, ponieważ tak udatnie umie wcielić się w nich na scenie. Angela gra Wendy i panią Darling, Jeanne przypada rola Dzwoneczka i Tygrysiej Lilii, a Daphne upiera się, żeby zagrać Piotrusia Pana. Nie ma mowy, by siostry zawłaszczyły „jej” Piotrusia! Dziewczynki przeskakują z krzesła na krzesło, udają, że fruwają, tarzają się po podłodze jak pływające syreny, naśladują bezbłędnie tykanie krokodyla, który napędza takiego stracha kapitanowi Hakowi.

Sukces jest ogromny, Gerald nalega więc, by wystąpiły z tym przedstawieniem przed gośćmi na dole w salonie. Daphne rozumie, dlaczego tata tak lubi wcielać się w kogoś innego – to prawda, że włożenie kostiumu wraz ze zmianą wyglądu jest czymś upajającym. Podczas występu przed przyjaciółmi rodziców cała jej nieśmiałość mija. Guwernantka, panna Torrance, pomaga siostrom w próbach. Goście z zapałem klaszczą. A jeśli życie tak naprawdę polega na udawaniu? Wydaje się, że w przypadku taty dokładnie o to chodzi i że robi to z taką swobodą, że Daphne zadaje sobie pytanie, czy może jej też mogłoby się to udać. Pozbyłaby się nieśmiałości, nareszcie mogłaby nie być już dziewczynką – tylko i wyłącznie dziewczynką. Mogłaby stać się chłopcem.

Jej tata jest taki piękny z makijażem. Daphne uwielbia oglądać go na scenie w rozmaitych rolach sezon za sezonem: eleganckiego i sprytnego Arsène’a Lupina, dzielnego Rafflesa, mrocznie pociągającego Huberta Ware’a czy Jimmy’ego Valentine’a, kasiarza, który źle skończył. Daphne zauważa, że podczas spektakli kobiety na widowni pożerają wzrokiem jej ojca. Gdy tylko się pojawia, wpadają w trans i oddychają inaczej – szybciej – jakby się w nim kochały.

Pewnego dnia Daphne w pełni zdaje sobie sprawę ze sławy ojca. Angela kończy dziesięć lat i Gerald zabiera rodzinę na obiad do hotelu Piccadilly. Idące chodnikiem przed budynkiem dwie kobiety obracają się na jego widok; wyglądają na podekscytowane i zachwycone. W restauracji znów to samo: wymowne spojrzenia, porozumiewawcze uśmiechy. Z ust odczytuje własne nazwisko: Du Maurier. Du Maurier. Obserwuje ojca, kiedy ten wybiera dania i wino albo nachyla się, by odpowiedzieć małej Jeanne. Z pociągłą, chudą twarzą i dużymi uszami Gerald tak naprawdę nie jest adonisem, mimo to roztacza blask niczym bóstwo, pożerane nieustanną atencją ludzi. Daphne zauważa usłużność kelnerów, pląsy dyrektora hotelu, który podchodzi się przywitać, i spojrzenia kierowane na jej ojca podczas całego obiadu.

Daphne ma dopiero siedem lat, ale po raz pierwszy dociera do niej, jak bardzo sławny jest jej ojciec, a także nazwisko o francuskim brzmieniu, które sama nosi.Jest słowo, które ciągle powraca w ustach dorosłych, a którego Daphne nie lubi – krótkie i brutalne. To słowo „wojna”. Słyszy je codziennie. Od kiedy? Tego nie pamięta, rozumie jednak, że w zewnętrznym świecie – dalszym niż Regent’s Park, jeszcze dalszym od tego miasta, gdzie się urodziła – dzieje się coś poważnego. To słowo jest jak nadciągająca chmura, która rzuca cień na jej spokojne życie.

Z pozoru nic się nie zmienia – spacery, zabawy, lektury, posiłki, lekcje z panną Torrance. Zmienia się natomiast wyraz twarzy dorosłych. Pojawia się na nich jakiś niepokój. Czym się tak przejmują? I dlaczego tak się nienawidzi Niemców? Co takiego zrobili? Przy stole w trakcie posiłków z kuzynami, ciotkami i wujami wszyscy gwałtownie krytykują Niemców, a należy przecież stanąć w ich obronie. Pewnego wieczoru, korzystając z przerwy w ożywionej rozmowie, Daphne donośnym i wyraźnym głosem oznajmia, że ona bardzo Niemców lubi i byłoby świetnie, gdyby jakiś Niemiec przyszedł do nich na herbatę. Zwracają się ku niej oczy wszystkich. Zapada martwa cisza. Muriel czerwienieje na twarzy. „Głupie dziecko. Jak śmiesz mówić o sprawach, których nie rozumiesz?!” Daphne milczy, spuszcza wzrok na talerz. Dorośli podejmują rozmowę, przechodzą do innych tematów. Jest jej wstyd, mimo to czuje coś w rodzaju cichej, nieznanej dotąd dumy. Satysfakcji, że zwróciła na siebie ich uwagę.

W dzielnicy, w której mieszkają, pojawiają się żołnierze. Daphne widzi ich na każdym spacerze; w mundurach khaki dumnie defilują po Albany Street i Regent’s Parku. Przechodnie klaszczą i machają do nich rękami. Pewnego poranka rodzina odprowadza starszego brata Geralda, wujka Guya, na dworzec Waterloo. Na peronach kłębią się tłumy. Wujek Guy wyrusza na wojnę. Daphne nie wie, gdzie jest ta wojna, lecz w oczach ojca dostrzega smutek, a także lęk. Duża Babcia jest blada, kiedy po raz ostatni całuje syna żołnierza. Gdy pociąg odjeżdża i nie widać już machającej ręki wuja Guya, Duża Babcia nagle pada zemdlona na ziemię. Daphne widzi, jak sukienka i peleryna rozpościerają się pod nią niczym ogromny czarny kwiat; spod przekrzywionego kapelusza widać jej siwe włosy. Gerald i Muriel podbiegają do niej, ktoś przynosi szklankę wody, Duża Babcia odzyskuje przytomność, lecz po jej pomarszczonej twarzy nie przestają spływać łzy.

Smutek kładzie się cieniem na wszystkich kolejnych dniach. Kilka miesięcy później Duża Babcia umiera. Cioteczny kuzyn Daphne, George, najstarszy z braci Llewelynów Daviesów, ginie na froncie. Miał tylko dwadzieścia jeden lat. Potem nadchodzi marcowy, żałobny dzień, kiedy zbiegając ze schodów na Cumberland Terrace, Daphne widzi pod pokojem rodziców zapłakaną starszą siostrę. Angela szlocha i szepcze, że wujek Guy poległ. Ojciec jest zrozpaczony.

Na lewym ramieniu Daphne musi nosić czarną opaskę. W parku nie jest jedynym dzieckiem z opaską na rękawie, ale jednym z pierwszych, które straciły dwoje, a jeśli liczyć Dużą Babcię – troje członków rodziny. Jej dni rozjaśnia jedynie pojawienie się w domu pierwszego psa, białego westie Jocka. Jock woli Daphne od jej sióstr; uważa ją za swoją panią, z czego ona jest bardzo dumna. Gdy biega z nim po parku, jest znów beztroską dziewczynką jak dawniej, zapomina o wojnie, o poległych, o smutku rodziców. O czarnej opasce na rękawie.

Konflikt przybiera na sile, lecz w rodzinie aktorów _the show must go on_. Gerald występuje przy pełnej widowni. W pokoju dziecięcym przedstawienia organizowane przez siostry nabierają coraz większego rozmachu. Daphne jest gotowa występować w rolach dziewcząt tylko wtedy, jeśli te są bohaterskie i w zbroi, jak Joanna d’Arc. W _Trzech muszkieterach_ Angela jest Atosem, Jeanne Aramisem, a dla siebie Daphne rezerwuje rolę dzielnego d’Artagnana. Nikt nie daje sobie wcisnąć roli gamonia Portosa. Potem ulubioną książką staje się _Wyspa skarbów_, z Daphne w roli Długiego Johna Silvera lub Jima Hawkinsa. Inspiracją są dla niej zapierające dech w piersiach i pełne fascynujących detali powieści historyczne dla dzieci Williama Harrisona Ainswortha. To Daphne pociąga za sobą siostry do świata swojej wyobraźni, to ona przydziela role i reżyseruje poszczególne sceny. Angela i Jeanne poddają się jej inicjatywom, ale ponieważ Angela rośnie i bardziej interesują ją koleżanki oraz przyjęcia urodzinowe, Jeanne jest gotowa wcielać się we wszystkie postacie proponowane przez Daphne, nigdy nie narzeka i bez protestu pozwala się zamordować, gdy Daphne przeobraża się w kata z zakrwawionym toporem.

Pewnego październikowego dnia po powrocie ze spaceru w parku dziewczynki zastają w domu uśmiechniętego ojca. Porusza się lekkim krokiem, obraca Jeanne jak w walcu, podśpiewuje, że ma dla nich niespodziankę. Daphne ciągnie go za rękaw; chce jak najszybciej dowiedzieć się jaką. Rodzina przeprowadza się, dziewczynki nie są już maluchami, mają odpowiednio dwanaście, dziewięć i pięć lat – żegnaj, Cumberland Terrace, żegnajcie, Albany Street, Regent’s Parku, żegnaj, dziecinny pokoju na ostatnim piętrze. Nie posiadają się z ekscytacji, podskakują i klaszczą. Ale gdzie jest ten dom? Gerald ma rozmarzoną, niemal wyluzowaną minę. Ich nowy dom jest wielki, piękny, znajduje się w pobliżu miejsca, gdzie dorastał. Nazywa się Cannon Hall.Cannon Hall, Hampstead, Londyn
Listopad 2013

Kiedy wysiadam z metra na stacji Hampstead w północnym Londynie, od razu przychodzi mi na myśl, że już tu byłam – jako nastolatka przyjechałam zwiedzić dom poety Johna Keatsa na Primrose Hill. Hampstead z wąskimi, stromymi uliczkami obrzeżonymi szpalerami drzew właściwie nadal wygląda tak jak w moim wspomnieniu. Mimo szyldów modnych butików i licznych restauracji, które wyrosły wzdłuż Heath Street, tutejsza atmosfera przypomina trochę klimat małego miasteczka. Niewiele tu kamienic, są głównie domy jednorodzinne i ogrody. Czytałam, że w XIX wieku powstała tu kolonia awangardowych intelektualistów i że dzielnica zachowała swój cyganeryjny, a zarazem mieszczański charakter. Tutaj mieszkali Zygmunt Freud, Agatha Christie, Liz Taylor czy Elton John. Hampstead nie byłoby tak atrakcyjne, tak pożądane bez swojego parku nazywanego Heath, największego w stolicy, ze wspaniałym widokiem na centrum Londynu. Są tu trzy baseny pływackie, dawne zbiorniki wody słodkiej, w tym zarezerwowany dla pań _ladies pond_. Po ścieżkach parku przechadzali się Marks z Engelsem. W Heath Hugh Grant i Julia Roberts kręcili jedną ze scen filmu _Notting Hill_.

Hampstead zbudowano na wzgórzu. Ulice są tu spokojne i ciche; piękne domy są otoczone wypielęgnowanymi ogrodami. Żeby dotrzeć na skraj Heath, trzeba przez cały czas iść pod górę. Cannon Place znalazłam bez trudu; dochodzi się tam długą, stromą ulicą Christchurch Hill. Ogarnia mnie dziwne wzruszenie, kiedy odkrywam wreszcie dom, który ojciec Daphne kupił w 1916 roku. To duży, surowy budynek z czerwonej cegły w stylu georgriańskim na Cannon Place, pod numerem 14. Pochodzi z 1710 roku; mieszkał w nim osobisty lekarz króla Jerzego III. Stojący na brukowanym dziedzińcu, z fontanną naprzeciwko, ukrywa się za czarną metalową bramą; duży ogród jest otoczony wysokim murem z takiej samej czerwonej cegły. Na fasadzie domu wisi okrągła, niebieska tabliczka, informująca, że urodzony w 1873 roku i zmarły w 1934 roku aktor Gerald du Maurier mieszkał w Cannon Hall od 1916 roku aż do śmierci.

Podchodzę bliżej, żeby zrobić zdjęcia domu i muru. Zza szyby okna na pierwszym piętrze obserwuje mnie jakaś kobieta. Czy jak wielu z nas pielgrzymuje do Hampstead śladami sławnej i tajemniczej pisarki?Daphne od razu podoba się nowy dom, znacznie większy od tego przy Cumberland Terrace. Duże wrażenie robi hol wejściowy z czarno-białą szachownicą płytek posadzki, z marmurowym kominkiem i okazałymi schodami pokrytymi czerwono-złotym dywanem. Nabyte przez rodziców meble i obrazy są wystawniejsze niż w poprzednim mieszkaniu. Nad schodami górują obrazy: piękny, choć pełen smutku portret króla Karola, portret królowej Elżbiety I oraz scena batalistyczna – jeśli przyjrzeć się bliżej, pasjonująca za sprawą bogactwa krwawych detali. Daphne dolicza się czterech salonów, ośmiu sypialni, czterech łazienek, nie mówiąc o piętrze dla służby. Garaż może pomieścić aż trzy samochody. A poza tym jest ogród, ogród wyłącznie dla nich, z werandą, dwoma cieplarniami, rozległym trawnikiem, drzewami owocowymi i kortami tenisowymi. Nie trzeba już wkładać płaszcza i czapki, żeby wyjść bawić się na dworze.

Dziewczynki intryguje zamknięta na klucz zardzewiała stara brama po przeciwnej stronie ceglanego muru, na wysokości Cannon Lane. Za nią, wyjaśnia im ojciec, znajduje się wbudowana w mur dawna cela, w której w XIX wieku trzymano na słomianym sienniku aresztantów przed postawieniem ich przed sąd. Daphne często wyobraża sobie bezsenne noce więźniów w tym ukrytym w grubym murze sekretnym lochu z zakratowanymi okienkami.

Do pokoju zabaw można się dostać na trzy różne sposoby. Daphne i Jeanne lubią urządzać szalone gonitwy wzdłuż korytarzy: wbiegają po cztery stopnie po centralnych schodach, a potem po drugich, bocznych, dopóki krzyki rodziców nie położą kresu tym wyścigom. Wciąż jednak to robią, ku rozpaczy Dorothy, młodej pokojówki, która teraz się nimi zajmuje – nie ma już niani nadzorującej siostry.

Nowy dom stwarza idealne warunki do wystawiania przedstawień. Tym razem jest to Szekspir. Daphne gra księcia Hala, przydeptującego biednego Hotspura, w którego wciela się Jeanne niepotrafiąca odmówić siostrze. Daphne jest też Makbetem i Otellem, a Jeanne Desdemoną duszoną przez zazdrosnego męża. Angela zgadza się wcielić w rolę królowej elfów – Tytanii.

Czasami w ich szekspirowskie zabawy włącza się ojciec. W końcu jest aktorem! Ale po chwili zostawia Szekspira, zabiera córki do ogrodu i uczy je gry w krykieta. Muriel z niezadowoloną miną przygląda się temu przez okno, obawiając się, że zniszczą jej piękny trawnik.

Gdy Gerald ofiarowuje córkom rękawice bokserskie, Angela się krzywi – co za dziwny prezent, to dobre dla chłopców! Nie zwracając uwagi na jej dąsy, ojciec pokazuje młodszym córkom, jak boksować i nie zrobić sobie przy tym krzywdy. Daphne jest w siódmym niebie; demonstruje mu, jakim – mimo dziewczyńskiej aparycji, tak ją irytującej – wspaniałym chłopcem potrafi być. Dlaczego jest tak delikatna, szczupła, jasnowłosa, dlaczego ma tak niebieskie oczy (podobno lawendowe) i takie długie rzęsy?

Pierwszej wiosny po tym, jak rodzina przeprowadziła się do Cannon Hall, Gerald popada w nostalgiczny nastrój. Chciał, by córki dorastały tam, gdzie sam przeżył idylliczne dzieciństwo, hołubiony przez rodziców, zwłaszcza przez ojca. Na jego usta wciąż powraca nazwisko George’a du Mauriera. Tak jakby historia rodziny żony – Beaumontów – go nie interesowała lub interesowała w mniejszym stopniu.

Dlaczego? Przecież wuj Willie z rodziny Beaumontów jest szefem sławnego, czytanego przez eleganckie panie czasopisma „Bystander”, o czym Daphne wie. Może ojciec interesuje się nimi mniej, bo nie ma wśród nich aktorów? Drugi dziadek dziewczynek, pochodzący ze wschodniej Anglii, nazywany Ojczulkiem, w młodości był notariuszem, lecz jego kancelaria zbankrutowała i stracił prawie wszystkie pieniądze. Daphne szybko orientuje się, że Beaumontowie są mniej zamożni niż du Maurierowie.

Skromny dom dziadków Beaumontów na Woodstock Avenue nie może się równać z wielkim Cannon Hall; nocując u nich, Daphne dzieli pokój z siostrą mamy, ciocią Billy, co jej zupełnie nie przeszkadza, przeciwnie – dziewczynka docenia jego przytulną atmosferę. Nie ma tu służby jak w Cannon Hall; Mała Babcia sama gotuje i w sobotę rano zabiera Daphne na zakupy do Golders Green, niedaleko Hampstead, potem wnuczka pomaga jej zagnieść ciasto i dom wypełnia się smakowitym zapachem ciepłego domowego chleba.

Co miesiąc, nawet w deszczowe i wietrzne dni, Gerald pielgrzymuje z córkami przed dom swojego dzieciństwa, New Grove House. Mieszkają w nim już inni ludzie, nie można więc wejść do środka, ale ojciec obstaje przy szczegółowym opisywaniu jego fasady. „Za tym oknem na dole wasz dziadek miał pracownię. Rysował w niej codziennie i zupełnie mu nie przeszkadzały bawiące się obok dzieci”. Słuchając go, Daphne wyobraża sobie dziadka, człowieka dobrego i łagodnego, kochającego rodzinę, z pełną wzajemnością. „Kiedyś – snuje opowieść Gerald – widząc, że jakiś pies tonie w basenie w Heath, bez wahania wskoczył do wody, by go uratować”.

Dalszym etapem pielgrzymki jest miejsce w Heath przy wielkim drzewie. Tu Gerald siada na jego pochyłej gałęzi, zawsze w tym samym miejscu. „O, a tu, kiedy byłem w waszym wieku, przychodziłem ze swoim ojcem i obaj sadowiliśmy się na tej właśnie gałęzi”. Potem udają się na mały przykościelny cmentarz u stóp wzgórza, gdzie obok pomnika upamiętniającego wuja Guya spoczywają jego rodzice i siostra Sylvia.

Daphne podoba się spokój tego miejsca, nawet jeśli uważa, że ojciec spędza tu za dużo czasu – i wtedy jego twarz tężeje w wyrazie melancholii, która sprawia jej przykrość. Woli zasiąść w jego gabinecie i oglądać fotografie dziadka, jego liczne rysunki i książki. Teraz jest już w stanie rozpoznać na zdjęciu tego nieznanego przodka, jego delikatne rysy, prosty nos, małą bródkę. Tata pokazuje jej bardzo stary szklany kubek, talizman rodzinny, przechowywany w etui z wytartej skóry, którego zazdrośnie strzeże w swoim gabinecie i wyjmuje go tylko na czas świąt. Dotyka go przed każdą premierą, by odegnać zły los. Dostał go od swojego ojca. Opowiada córkom historię rodziny, Bussonów du Maurierów, a kiedy o tym mówi, błyszczą mu oczy, tak bardzo jest szczęśliwy z przynależności do tego klanu. One również powinny być dumne, że noszą to nazwisko. Ojciec ich dziadka miał na imię Louis-Mathurin, był po części Francuzem, synem emigrantów po rewolucji francuskiej, potomkiem pochodzącej z Sarthe arystokratycznej rodziny, która posiadała pałac, ziemię i fabrykę szkła. Ale podczas rewolucji wszystko spłonęło.

Kiedy Daphne słucha ojca, cała ta historia wydaje jej się aż za bardzo romantyczna. Czyżby tata fantazjował, przesadzał? Możliwe, jest przecież aktorem, a ona zaczyna się już przyzwyczajać, że aktorzy wszystko wyolbrzymiają. Niemniej faktem jest, i to niezaprzeczalnym, że w jej żyłach płynie francuska krew, że jej dziadek urodził się w Paryżu w mieszkaniu na pierwszym piętrze, przy avenue des Champs-Élysées 80, i że jego matka nazywała się Ellen Clarke i była Angielką.

Louis-Mathurin i Ellen pobrali się w brytyjskiej ambasadzie, w pięknym budynku z wielkim ogrodem przy rue du Faubourg Saint-Honoré. Pełne nazwisko przodka po mieczu fascynuje Daphne: George Louis Palmella Busson du Maurier, lecz nazywano go krótko – Kiki. Dlaczego Kiki? – pyta Daphne. Ponieważ flamandzka piastunka, nawiązując do Mannekena Pisa, figury siusiającego chłopczyka w Brukseli, nadała mu takie przezwisko i tak już zostało. Jego o dwa lata młodszy brat Alexandre Eugène został nazwany Gigi. Rodzina du Maurierów mieszkała w szesnastej dzielnicy Paryża, przy rue de Passy u zbiegu z rue de la Pompe. Kiki i Gigi bawili się nad stawem d’Auteuil w łapanie kijanek, zimą jeździli na łyżwach po jeziorze w Lasku Bulońskim i objadali się pieczonymi kasztanami. Mieli pogodne dzieciństwo, mimo że w rodzinie się nie przelewało. Ojciec Kikiego, Gigiego i najmłodszej Isobel był według ojca Daphne genialnym artystą. Miał wspaniały głos, a Kiki odziedziczył jego magiczną skalę. Poza tym miał mnóstwo pomysłów, w swoim laboratorium na faubourg Poissonnière wymyślał przenośne lampy, przeprowadzał różnego rodzaju eksperymenty naukowe, lecz, niestety, nikt w to nie wierzył, nikt nie chciał w nie zainwestować i rodzinie zawsze brakowało pieniędzy.

Daphne niecierpliwie czeka na te magiczne chwile, kiedy na pierwszym piętrze Cannon Hall, przy kominku i filiżance herbaty, jej tata z papierosem w ręce opowiada o dzieciństwie swojego ojca. Siedemnastoletni Kiki oblewa maturę. Lubi tylko czytać i rysować. Jego specjalnością są zabawne i uszczypliwe portrety, które kreśli trzema pociągnięciami ołówka. Pod naciskiem rodziny jest zmuszony wyjechać do Londynu i studiować w laboratorium nauki ścisłe. Daphne dogłębnie, niemal boleśnie, rozumie rozdarcie, z jakim Kiki opuszcza ukochany Paryż, do jakiego stopnia czuje się wygnańcem i jak źle znosi Londyn, jego mgły i szarugę.

Gdy urzeczona słucha ojca, z wolna udziela jej się urok Paryża, którego jeszcze nie zna. Podobnie jak dziadek wiele by dała, by móc zjeść kawałek sera z jeszcze ciepłą bagietką, posmakować kawy zbożowej z filiżanki, pochodzić po bulwarach obok Notre Dame. Tak jak on nocami marzy o tym mieście, rozumie, dlaczego Kiki czuł się bardziej Francuzem niż Anglikiem. W końcu czyż nie urodził się w Mieście Świateł, czyż jego przodkowie nie byli arystokratami wywodzącymi się ze szlachetnego rodu? Jego rodziców martwiło, dlaczego syn całymi dniami oddawał się marzeniom, zamiast skupić się na studiach. Daphne domyśla się dlaczego: Kiki chciał wrócić do Paryża! Kilka lat później, po śmierci ojca, wrócił wreszcie do ukochanego miasta. Miał wtedy dwadzieścia dwa lata. A tymczasem, dopowiada Gerald, Paryż się zmienił, swoje już zrobił prefekt Haussmann, urbanista nazywany „Attylą linii prostej” lub „baronem rozpruwaczem”, który zmodernizował stolicę Francji, budując długie, proste bulwary. Kiki nie rozpoznał swojego Paryża, średniowiecznego miasta z krętymi wilgotnymi uliczkami. Nieważne jednak! Zdobył przyjaciół, był szczęśliwy, uczęszczał na wykłady o sztukach pięknych przy rue Notre-Dame-des-Champs na Montparnasse. Wiódł piękne życie.

Daphne przyrzeka sobie, że kiedyś ona też pojedzie do Paryża, zobaczy wszystkie te miejsca na własne oczy, będzie pierwszą z du Maurierów, która podąży śladami dziadka.Nowością w życiu Angeli i Daphne jest szkoła w Oak Hill Park, do której chodzą. Gerald ma jasny pogląd na edukację córek. Dla niego ważne są: sztuka, muzyka, język francuski, literatura. Niestety, należy do tego dodać również matematykę, której nikt w rodzinie du Maurierów nie lubi.

Dziewczynki chodzą do szkoły pieszo opustoszałą aleją. Są już duże – mają trzynaście i dziesięć lat – i rodzice uznali, że niepotrzebna im dłużej osoba towarzysząca. Któregoś ranka w alei wałęsa się żołnierz w niebieskim mundurze. Jest ranny, ma nogę w gipsie. Daphne nie zwraca na niego uwagi, lecz jej siostrze, bardziej bojaźliwej, wydaje się podejrzany. Kiedy dziewczynki przechodzą, rozpina rozporek i obnaża się. Angela co sił w nogach ucieka, Daphne, nie rozumiejąc, o co chodzi, biegnie za nią, ale zaszokowana starsza siostra nie chce jej nic powiedzieć.

Angela jest pracowitsza od siostry, przynosi ze szkoły lepsze stopnie, tak że w końcu Daphne uznaje za naturalne podrobienie podpisu matki w tygodniowym dzienniczku ocen, który musi pokazać rodzicom. Jej nauczycielka, panna Druce, w końcu zauważa, że podpis pani du Maurier trochę się różni, i pokazuje dziewczynce dzienniczek ocen. „Daphne, czy to podpis twojej mamy?”, pyta. Daphne bez zmrużenia oka odpowiada, że nie, sama to podpisała. „Ale czy nie rozumiesz, drogie dziecko, że to bardzo nieuczciwe? To jest fałszerstwo! Czy wiesz, że za to idzie się do więzienia?” Nie, Daphne nie wiedziała. Więcej tego nie zrobi. Zresztą to nie takie ważne. Ważne jest zdobyć koleżanki w Oak Hill Park, móc się bawić, zapomnieć o wojnie.

Któregoś dnia panna Druce uroczyście oznajmia przed całą klasą, że Daphne du Maurier napisała znakomite wypracowanie, zdecydowanie najlepsze, lecz, niestety, z mnóstwem błędów ortograficznych. Nie dostanie więc najwyższej oceny, otrzyma ją ktoś inny. Daphne śmieje się w kułak; ma w nosie, że nie jest najlepsza, ale to ona napisała znakomity tekst. Cóż za powód do dumy! Później w domu tata gorąco jej gratuluje, ale mama wygląda na lekko zawiedzioną. Dlaczego zawsze między Daphne a matką istnieje ta niewidzialna bariera, jakiś rodzaj dziwnej nieśmiałości, wzajemnego dystansu? Skąd się to wzięło, kto zaczął? Bariera wydaje się równie wysoka jak mur z czerwonej cegły wokół Cannon Hall. Czy to możliwe, żeby Muriel była trochę zazdrosna o ewidentną zażyłość między jej mężem i środkową córką?

Którejś nocy rozlega się wycie syren i budzi wszystkich domowników. Tymczasem Gerald nie wrócił jeszcze z teatru. Na ogłuszający huk pobliskiego działa wszyscy aż podskakują. Przerażona pokojówka Dorothy chowa się pod łóżkiem. Muriel, w szlafroku, robi gorącą czekoladę i stara się uspokoić córki. Daphne widzi, że matka jest niespokojna i że jej spojrzenie wciąż wędruje w stronę okna. Gdzie jest jej mąż? Muriel wygląda tak, jakby modliła się w milczeniu, by nie spotkało go nic złego. Daphne również w cichości ducha się modli. Boi się; nagle uświadamia sobie, że jej rodzina jest bezbronna, że całe miasto jest bezbronne. Wreszcie fasadę Cannon Hall omiatają reflektory samochodu ojca – wrócił! Daphne oddycha z ulgą.

Podczas następnego alarmu, tym razem rano, syreny znów zawodzą, a działo grzmi tak głośno, że rodzina musi się schronić w zakurzonym schowku pod schodami. Gerald w piżamie nieco prowokacyjnie oznajmia z wysokości piętra, że wejdzie na strych; może dostrzeże Zeppelina, co byłoby wspaniałe, bo nigdy go dotąd nie widział, widok musi robić wrażenie. Choć mówi to z uśmiechem, Daphne wyraźnie widzi, że matce wcale nie wydaje się to zabawne. Sama umiera ze strachu: wchodząc na dach, ojciec ryzykuje życie. Na myśl, że więcej go już nie zobaczy, niewyobrażalny ból ściska jej żołądek; jeszcze nigdy tak jej nie bolało, tak się nie bała. Wyciąga ręce do ojca i rozdzierająco krzyczy: „Tatusiu, nie idź, nie idź, nie zostawiaj mnie!”. Ojciec patrzy na nią bez słowa, a potem na żonę, której twarz jest kredowobiała. Powoli idzie na dół i dołącza do nich w schowku. W końcu rozlega się sygnał odwołanego alarmu.

Cóż z tego, że w kraju trwa wojna, Londyńczycy nadal chodzą do teatru. Gerald jeszcze nigdy tyle nie grał; triumfuje w sztuce _Dear Brutus_ autorstwa wuja Jima, będącej wielkim przebojem. Wciela się w rolę Willa Deartha, artysty pijaka i nieudacznika. Pewnej magicznej nocy Will, który nie ma dzieci, okazuje się ojcem dziesięcioletniej dziewczynki, co odmienia jego życie. O świcie urojone dziecko znika. Na premierze Daphne doświadcza silnych emocji: relacje scenicznych ojca i córki osobliwie przypominają komitywę, jaka w realnym życiu łączy ją z ojcem. Zapłakana, musi opuścić lożę. I po raz kolejny czuje na sobie karcące spojrzenie matki.
mniej..

BESTSELLERY

Menu

Zamknij