Facebook - konwersja
Przeczytaj fragment on-line
Darmowy fragment

Na zawsze Santorini - ebook

Wydawnictwo:
Format:
EPUB
Data wydania:
20 sierpnia 2025
E-book: EPUB, MOBI
49,99 zł
Audiobook
49,99 zł
49,99
4999 pkt
punktów Virtualo

Na zawsze Santorini - ebook

Zachód słońca, spotkanie po latach, wielka miłość i wydarzenia, po których nic już nie będzie takie samo.

Marta, uwięziona w toksycznym związku, wreszcie decyduje się zawalczyć o siebie i odciąć od bolesnej przeszłości. W dniu rozwodu niespodziewanie dostaje zaproszenie na Santorini od swojej dawnej miłości, otrzymując tym samym szansę na nowy początek. Chwila wytchnienia zamienia się w coś więcej, gdy stare uczucia powracają z podwójną siłą.

Szczęście jednak nie trwa długo, kiedy Marta dowiaduje się, że Janis jest śmiertelnie chory. Ich świat w jednej chwili staje na krawędzi, a każda wspólna chwila nabiera nowego znaczenia. Strach, niepewność i walka o czas, który im pozostał, stają się codziennością.

Czy można zatrzymać chwilę, która pędzi ku końcowi?

Ta publikacja spełnia wymagania dostępności zgodnie z dyrektywą EAA.

Kategoria: Obyczajowe
Zabezpieczenie: Watermark
Watermark
Watermarkowanie polega na znakowaniu plików wewnątrz treści, dzięki czemu możliwe jest rozpoznanie unikatowej licencji transakcyjnej Użytkownika. E-książki zabezpieczone watermarkiem można odczytywać na wszystkich urządzeniach odtwarzających wybrany format (czytniki, tablety, smartfony). Nie ma również ograniczeń liczby licencji oraz istnieje możliwość swobodnego przenoszenia plików między urządzeniami. Pliki z watermarkiem są kompatybilne z popularnymi programami do odczytywania ebooków, jak np. Calibre oraz aplikacjami na urządzenia mobilne na takie platformy jak iOS oraz Android.
ISBN: 978-83-8402-595-6
Rozmiar pliku: 1,9 MB

FRAGMENT KSIĄŻKI

WSTĘP

Zrozumiałam, że tak właśnie miało potoczyć się moje życie. Wszystko było takie piękne, niesamowite. Z bratnią duszą każda rzecz staje się łatwiejsza, cudowniejsza. Niestety, chodzimy po tym świecie tylko ten jeden raz. Myślimy, że jesteśmy nieśmiertelni, że żadne choroby nas nie dotyczą, a pojawiamy się tutaj na krótką chwilę. Rodzimy się i umieramy. Taka jest przecież kolej rzeczy. Dni mijają, życie nam umyka, nawet nie wiemy kiedy. Wszystko staje się takie ulotne… Zapominamy, co tak naprawdę jest ważne, co powinno być naszymi priorytetami, bo na pewno nie są nimi drogie samochody, pieniądze, władza. Na samym końcu drogi do drugiego świata człowiek zabierze tylko swoją duszę, a dobra materialne pozostaną tutaj, na tym łez padole…

Każdy z nas marzy o tym, aby spotkać tę jedyną osobę, która skoczy za nami w ogień, która pokocha bezwarunkowo i zrozumie bez słów. Lecz ile osób znajdzie swoją drugą połówkę?

Prawdziwa miłość zdarza się raz w życiu…

Czy to jest trafne powiedzenie? Czy każdy z nas się z nim zgadza? A może ktoś z was w ogóle nie wierzy w miłość? Akurat w moim przypadku powiedzenie „prawdziwa miłość zdarza się raz w życiu” się potwierdziło. Poznałam miłość swojego życia i jestem najszczęśliwszą kobietą pod słońcem. Pomimo krzywd, jakie mnie spotkały, po burzy wyszło słońce. Zawsze powinniśmy gdzieś tam w środku głęboko wierzyć, że mimo gorszych chwil pojawią się te piękne, które zapamiętamy. Nie możemy się poddawać, zawsze trzeba walczyć o lepsze jutro i ja takie lepsze jutro znalazłam u boku mężczyzny, który w moim sercu zostanie do kresu mych dni…ROZDZIAŁ I

_Jantar, lipiec 2018 roku_

Spędzałam wakacje ze swoim mężem nad morzem w niewielkiej miejscowości, jaką jest Jantar. Przepiękne, duże, czyściutkie plaże i jak na lipiec – brak tłumów, z czego byłam bardzo zadowolona. Chcieliśmy odpocząć od codziennych obowiązków i postanowiliśmy wyjechać na tydzień w miejsce, w którym naładujemy na nowo energię. Miałam również cichą nadzieję na odbudowę naszych relacji małżeńskich, ponieważ ostatnimi czasy nasz związek się wypalał, a małżeństwem byliśmy dopiero dwa lata. Powinniśmy cieszyć się sobą wzajemnie, kochać, a ja miałam wrażenie, że wszystko idzie w przeciwnym kierunku. Chociaż moja przyjaciółka od samego początku spisała nasz związek na straty, to ja za wszelką cenę próbowałam jej udowodnić, że jest inaczej. Lecz czy rzeczywiście tak było?

– Idziemy na plażę? Zapowiada się przepiękna pogoda – zapytałam niepewnie Michała, ponieważ często zdarzało się tak, że miał inne plany niż ja.

– Jasne, chętnie zanurzę się w naszym zimnym morzu – odpowiedział niezadowolony.

– Jeżeli nie masz ochoty, to możemy sobie odpuścić dzisiejsze plażowanie.

– Powiedziałem, że chętnie pójdę, a ty już szukasz sprzeczki? Na cholerę znowu zaczynasz? – podniósł głos.

– Nie szukam sprzeczki, nie o to mi chodziło, po prostu pomyślałam, że…

– To następnym razem nie myśl – przerwał mi ponownie. – Myślenie nie jest twoją mocną stroną, jaka ty jesteś upierdliwa, to szok.

– Nie rozumiem, dlaczego mi ubliżasz, nie potrafisz już normalnie ze mną rozmawiać?

– No jasne, że nie rozumiesz. – Westchnął głośno i wywrócił oczami. – Zbieraj się, poczekam na ciebie przed hotelem.

Trzasnął mocno drzwiami, a ja usiadłam bez sił na łóżku. Od jakiegoś czasu nie dało się z Michałem normalnie, bez nerwów porozmawiać. Za każdym razem, gdy próbowałam nawiązać jakąkolwiek konwersację, on wybuchał złością, a do tego mnie obrażał. Alkohol w jego życiu również pojawiał się coraz częściej, co bardzo mnie martwiło. Po każdym weekendzie wynosiłam torby pełne butelek po piwie, winie, wódce. Nie potrafiłam dotrzeć do niego w żaden sposób. Rozmowy, prośby nie przynosiły żadnych skutków, wręcz przeciwnie, działały na niego jak czerwona płachta na byka. Zastanawiałam się, gdzie podział się ten mężczyzna, którego poznałam na studiach. Gdzie podziała się jego dobroć i troska? O miłości nie wspomnę, bo miałam wrażenie, że dawno jej już nie ma.

– Idziesz?! – krzyknął.

– Idę, idę. – Westchnęłam i opuściłam nasz apartament. Michał stał oparty o budynek. Od razu mnie zlustrował.

– W tej sukience wyglądasz jak babcia, nie mogłaś założyć czegoś innego? Widziałaś się w lustrze? Tragedia. Zobacz, jak wygląda młoda, atrakcyjna kobieta. – Wskazał głową na młodą dziewczynę, która właśnie przechodziła obok.

Wzruszyłam ramionami i nawet nie przejęłam się jego komentarzem. Byłam już przyzwyczajona, że mój styl mu coraz bardziej nie odpowiada. A jeszcze jakiś czas temu byłam najatrakcyjniejszą kobietą, jaką kiedykolwiek spotkał, komplementował zawsze mój ubiór i zachwalał lśniące rude włosy. Nie rozumiałam jego zmiany ani tego, dlaczego zrobił się taki oschły i opryskliwy.

Od naszego apartamentu do plaży dzieliło nas kilka minut drogi, przez którą nie odezwaliśmy się do siebie słowem. Zresztą jak mieliśmy rozmawiać, skoro był parę kroków przede mną i nawet nie raczył na mnie zaczekać. Stąpałam za nim krok w krok, jak pies za swoim właścicielem, i karciłam się w myślach, jak mogę dać się tak traktować. Przecież facet, który szanuje swoją kobietę, złapałby jej dłoń i razem, ramię w ramię, kroczyliby przed siebie. Ech, marzenie ściętej głowy, o czym ja w ogóle myślałam, przecież z Michałem od jakiegoś czasu nie było mowy o żadnych czułościach.

Wybraliśmy drogę przez las, a kiedy usłyszałam szum fal i moim oczom ukazała się malownicza plaża, przystanęłam na chwilę, przymknęłam powieki i wzięłam głęboki wdech. Od dziecka kochałam morze i wiedziałam, że nigdy się to nie zmieni. Mój humor od razu się poprawił i zapomniałam już, co wydarzyło się wcześniej. Rozłożyliśmy koc, ściągnęłam babciną sukienkę i usiadłam, wpatrując się z szerokim uśmiechem w kąpiących się i szczęśliwych ludzi. Wróciły moje wspomnienia z wakacji, kiedy to z rodzicami wyjeżdżaliśmy do Grecji lub Włoch na wspólny urlop. Spojrzałam na Michała, który leżał obok mnie na plecach, podparty na łokciach i przez zaciemnione okulary przeciwsłoneczne obserwował dziewczyny. Parsknęłam pod nosem i pokręciłam głową, po czym podniosłam się i postanowiłam wejść do morza. Nawet nie wołałam męża, bo doskonale znałam jego odpowiedź, zawsze była ta sama śpiewka, że nie będzie się kąpał w tak zimnej wodzie. Może i miał rację, bo rzeczywiście Bałtyk nijak nie przypominał akwenów we Włoszech czy Grecji, ale ja mimo wszystko kochałam nasze polskie wybrzeże. Zanurzyłam stopy, przez moje ciało przeszedł dreszczyk, a na ciele pojawiła się gęsia skórka. Woda była chłodna, ale czyściutka. Zanurzałam się powoli, żeby moje ciało przyzwyczaiło się do temperatury, i kiedy byłam gotowa, zanurkowałam. Popływałam chwilę żabką, ciesząc się jak małe dziecko. Później opalałam się na brzegu, na ciepłym, delikatnym piasku, zastanawiając się nad sensem mojego życia. Ja takiego dla siebie nie chciałam, tylko czy miałam na tyle odwagi, by móc coś z tym zrobić?

– Wracam do apartamentu – usłyszałam za plecami niski głos Michała. – Zjem coś jeszcze w barze i usiądę przed komputerem, bo muszę wysłać kilka maili.

– Ja zostanę, przyjdę po zachodzie słońca, chyba że masz ochotę oglądać go ze mną? – zapytałam z nadzieją w głosie.

– Romantyczka mi się znalazła. – Zaśmiał się.

– Przed ślubem lubiłeś oglądać ze mną zachody, jak wyjeżdżaliśmy na krótkie wypady nad morze.

– Ty lubiłaś, ja po prostu oglądałem je z grzeczności, żebyś nie marudziła. Idę już, pa.

– Pa – odpowiedziałam, nie patrząc w jego stronę, a w moich oczach pojawiły się łzy. Próbowałam powstrzymać się od płaczu, ale niestety kilka zbłąkanych kropel popłynęło po moich rozgrzanych od słońca policzkach. Otarłam je szybciutko, żeby nikt nie zauważył, i czekałam na mój zachód słońca, na koniec kolejnego nieudanego małżeńskiego dnia. Zamknęłam powieki, a delikatny wiatr rozwiewał moje włosy. Wspomnienia z Santorini powróciły. Wydawały się tak realistyczne, a ja tak bardzo pragnęłam się tam znaleźć. Santorini, ciepłe morze, piękne plaże i my. Tak się zatraciłam we wspomnieniach, że nawet nie zauważyłam, kiedy obok mnie pojawiła się staruszka, która wyciągała dłoń z chustką w moim kierunku.

– Proszę, moje dziecko.

Podniosłam twarz i spojrzałam na panią w ogromnym granatowo-białym kapeluszu, który jako pierwszy rzucił mi się w oczy. Tak olbrzymiego jeszcze w życiu nie widziałam.

– Obetrzyj łzy, skarbie.

– Nie trzeba, dziękuję. – Zawstydzona otarłam dłońmi łzy, które kolejny raz popłynęły po moich policzkach.

– Nie wiem, dlaczego płaczesz, i broń Boże nie chcę się wtrącać, ale powiem ci jedną rzecz: jeżeli ronisz łzy przez mężczyznę, to wiedz, że nie jest tego wart, kochana. Żaden mężczyzna nie jest wart naszych łez, no chyba że są to łzy szczęścia.

Popatrzyłam ze zdziwieniem na kobietę, która pochylała się nade mną. Wyglądem przypominała moją świętej pamięci babcię Tereskę. Siwe, długie włosy opadające na smukłe ramiona, twarz pokryta licznymi zmarszczkami, ale przede wszystkim biło od niej takie ciepło, że bez wahania zapytałam, czy do mnie dołączy. Zgodziła się bez zastanowienia. Usiadła obok i na moment zamilkłyśmy. Zaczął się zachód słońca. Spoglądałyśmy, jak ogromna, czerwona kula ognia chowa się za horyzont. Jak niebo zmienia paletę barw. Głośno westchnęłam, a starsza pani poklepała mnie po kolanie.

– Lubisz zachody słońca tak jak ja. – Uśmiechnęła się delikatnie. – Przychodzę tu, i to bardzo często.

– Ma pani rację, kocham zachody słońca i tak już chyba zostanie.

– A siebie kochasz, moje dziecko?

– Nie rozumiem. – Zmrużyłam oczy i spojrzałam na nią.

– Zadałam ci proste pytanie: czy kochasz siebie? To chyba łatwe pytanie, prawda?

Zdziwiłam się.

– No, chyba tak – odpowiedziałam niepewnie i wzruszyłam ramionami.

– To powiedz mi, dlaczego o siebie nie walczysz?

Spojrzałam na nią, a ona na mnie. Poczułam się tak, jakby przez moment prześwietlała mnie na wylot, i w jednej chwili miała całe moje życie wypisane jak na dłoni. To było naprawdę dziwne uczucie.

– Taka kobieta jak ty powinna być szczęśliwa, cieszyć się z życia, a nie siedzieć samotnie na plaży. Gdzie masz męża? Podejrzewam, że przez niego lecą ci łzy. – Złapała moją dłoń i spojrzała na pierścionek zaręczynowy oraz obrączkę.

– Zgadła pani – powiedziałam cicho. – Mój mąż wrócił do hotelu, nie chciał zostać.

– Przepraszam, że jestem aż tak wścibska, ale mogę zapytać, ile lat jesteście po ślubie?

– Dopiero dwa, a czuję się…

– A czujesz się jak po dwudziestu latach małżeństwa. – Pokręciła głową i wykrzywiła usta.

– Można tak powiedzieć.

– Przepraszam, że się wtrącam, jeżeli chcesz, to sobie już pójdę.

– Nie, proszę zostać, wzbudza pani zaufanie, zresztą sama poprosiłam panią o przyłączenie się do mnie.

– Jestem Jadzia, kochanie.

– A ja Marta.

– Więc mówisz, że mąż cię zostawił na tej pięknej plaży samą ze łzami i pustką w oczach. Jesteś zagubiona, prawda?

– Chyba tak – szepnęłam.

– Kochanieńka, zdajesz sobie sprawę, że nie tak powinien wyglądać związek? Nie tak wygląda miłość.

– Też wyobrażałam sobie to wszystko inaczej i przedtem było dużo lepiej, ale chyba niektóre wydarzenia sprawiły, że on się zmienił.

– Nie wiem, co się między wami dokładnie zdarzyło, ale wierz mi, że pewne doświadczenia wzmacniają jeszcze bardziej więź w związku. Ja byłam dwa razy mężatką, z pierwszym mężem rozstałam się po dziesięciu latach, a z drugim przeżyłam czterdzieści pięć wspaniałych lat.

– Czy mogę wiedzieć, dlaczego się pani rozwiodła? – dopytywałam, ponieważ pani Jadzia mnie bardzo zaintrygowała.

– No cóż… To nie była miłość, kochana, to było chwilowe zauroczenie. Jego chyba spotkałam w swoim życiu tylko po to, aby się przekonać, czym miłość nie jest i jak nie powinna wyglądać. Do miłości trzeba dorosnąć, trzeba zrozumieć, na czym ona polega. Niektórzy faceci wiecznie oczekują, że wszystko się za nich zrobi, że wszystko się im należy, a od siebie niestety nie dają nic, i taki właśnie był mój pierwszy mąż. Nigdy w niczym mi nie pomógł, nigdy nie widział swojej winy, obwiniał mnie, a najgorsze było to, że ja w to przez pewien czas wierzyłam. Wierzyłam, że to ze mną jest coś nie tak.

– Przykre to bardzo, ale chyba to znam…

– Do tego był najmądrzejszy na świecie, we wszystkim zawsze miał rację, skupiał się wyłącznie na sobie, a ja byłam niewidzialna. O wyzwiskach w moją stronę nie wspomnę. Wytrzymałam aż dziesięć lat, ale w końcu nie dałam rady i pękłam. Przestało obchodzić mnie, co pomyślą inni. W dawnych czasach liczyło się to, co powiedzą sąsiedzi i bliscy. Było ciężko, obawiałam się, że nie dam rady, ale odważyłam się i odeszłam od niego, nie zabierając niczego. Wyszłam, jak to się mówi, goła i wesoła, i tak dosłownie było. Zostawiłam mu dom, całe wyposażenie, wzięłam jedynie pieniądze na lepszy start. Nigdy nie zapomnę uczucia ulgi i radości w moim sercu, kiedy opuszczałam naszą posiadłość. Dziś wiem, że zrobiłam najlepiej, jak mogłam. Już wcześniej podjęłam tę decyzję i zaczęłam odkładać pieniądze. Przyjechałam tutaj nad morze i właśnie na tej plaży poznałam mojego drugiego męża. Opalał się obok na kocu, a potem dosłownie uratował mi życie, bo weszłam w największe fale, a nie potrafiłam pływać. I tak się nasza historia zaczęła. – Uśmiechnęła się czule. – To był człowiek, przy którym wiedziałam, że żyję, przy którym czułam się kochana, który dawał mi poczucie bezpieczeństwa, otulał ciepłym słowem i gestem. Ja wiem, że w dzisiejszych czasach trudno spotkać takiego człowieka, ale trzeba mieć nadzieję, że tacy jeszcze istnieją. Może to już nieliczne jednostki, ale warto ich szukać. I na takich dobrych mężczyzn wychowywać swoich synów – dodała. – Ja mam trzech i na żadnego z nich nie powiem złego słowa. Każdy wyrósł na prawdziwego mężczyznę i założył rodzinę. Jestem z nich naprawdę dumna. A ty, moja droga, zrób coś ze swoim życiem. Jeśli o nie nie zawalczysz, to nikt inny za ciebie tego nie zrobi. Musisz wziąć los we własne ręce.

Słuchałam kobiety jak zahipnotyzowana, nawet ani razu jej nie przerwałam, przetwarzałam dokładnie każde wypowiedziane słowo. Prawie nic jej o sobie nie opowiedziałam, ale miałam wrażenie, że ona wie. Wie o moich problemach i smutkach, o tym, że jestem nieszczęśliwa w małżeństwie. Była bardzo mądrą kobietą po przejściach i kiedy jej słuchałam, wiedziałam, że ma rację, tylko mi tej cholernej odwagi na dziś brakowało.

– Muszę już iść, moje dziecko – powiedziała, wstając – ale pamiętaj, walcz o siebie, a nad swoim związkiem się zastanów, bo ja już widzę, że nic z tego nie będzie. Byłam dokładnie taka sama jak ty, ale widocznie potrzebujesz jeszcze czasu. Kobieta nie odejdzie od mężczyzny od razu, nie zostawi go z dnia na dzień, ona odchodzi powoli, a ja mam nosa, że ty już zaczynasz w tę fazę powoli wkraczać. Dziękuję ci, że mogłam spędzić z tobą miło czas, i dziękuję za wspólny zachód słońca. Do zobaczenia, może się jeszcze kiedyś spotkamy.

– Do zobaczenia. – Podniosłam się i przytuliłam staruszkę. – Dziękuję, pani Jadziu, za cenne rady, na pewno z nich skorzystam.

– Nie marnuj życia na nieodpowiednie osoby, zapamiętaj to sobie.

Pomachała mi i poszła dalej brzegiem morza, zanurzając w nim stopy. Zerknęłam na zegarek, który wskazywał dwudziestą drugą. Tak się zagadałyśmy, że nawet nie pomyślałam, że mogła wybić już ta godzina. Wytrzepałam z piasku koc, złożyłam go i szybkim krokiem ruszyłam w stronę hotelu. Michał nie lubił, kiedy się spóźniałam. Jeżeli powiedziałam, że wrócę po zachodzie słońca, to oczekiwał, że o tej właśnie porze będę. Ile razy potrafił mieć do mnie pretensje, że za długo byłam w sklepie czy na basenie i obiad czy kolacja nie jest gotowa. Stresowałam się już, bo wiedziałam, że nie zostawi tego bez komentarza. Nie myliłam się, w samym wejściu mnie przywitał:

– Na chuj masz ten telefon?! – krzyknął.

– Michale, uspokój się, zaraz sąsiedzi wyjdą.

– Pytam się: na chuj masz ten telefon?! Wydzwaniam do ciebie, a ty co? Już dawno po zachodzie słońca! – Podszedł do mnie i mocno chwycił mnie za łokieć.

– Proszę, przestań, to boli, co się z tobą, do cholery, dzieje! – Wyrwałam się mu i weszłam do saloniku. – Zagadałam się ze starszą panią i nawet nie zauważyłam, że już ta godzina.

– Zagadałaś się ze starą babą?

– Tak, spotkałam przemiłą staruszkę, naprawdę – zaczęłam się tłumaczyć.

– Ta, starsza przemiła staruszka, a może dawałaś jakiemuś dupkowi!

Spojrzałam na niego z szeroko otwartymi ustami, ponieważ nie wierzyłam w to, co właśnie usłyszałam. Przez chwilę się zastanawiałam, czy na pewno dobrze zrozumiałam wypowiedziane przez niego słowa. Otrząsnęłam się i jedyne, co byłam w stanie zrobić, to iść do pokoju obok i zamknąć za sobą drzwi na klucz. Osunęłam się na podłogę i zaczęłam cichutko szlochać, nie dowierzając, jak mój mąż potrafił mnie traktować.

– Idź, zamknij się! I najlepiej nie wychodź do końca pobytu! Powinnaś się leczyć, Marto, jesteś beznadziejna!

Kraków, 28 kwietnia 2020 roku

Dzisiejszego dnia obchodziłam dwudzieste ósme urodziny. Po wyjściu z pracy poszłam na zakupy i przy okazji wstąpiłam do małej kawiarenki na kawę. Zamówiłam latte i usiadłam przy stoliku obok okna, spoglądając na parę staruszków. Starszy pan pomagał swojej żonie założyć marynarkę, po czym czule pocałował ją w czoło. Uśmiechnęłam się i poczułam ciepło na sercu. To był naprawdę przepiękny widok. Para kochających się ludzi, którzy pomimo wieku potrafili okazywać sobie uczucia i to z taką czułością. Zrobiło mi się trochę smutno, bo wiedziałam, że mnie takie życie nie czeka. Mój mąż nie należał do wylewnych osób, ale ja naprawdę nie oczekiwałam wiele, chciałam, żeby choć trochę się zmienił. Tak po prostu pragnęłam, żeby czasami, raz na jakiś czas sam od siebie mnie przytulił, powiedział czułe słowo… Tak jak było kiedyś, zanim zamienił się w człowieka, którego nie znałam. Od naszego przyjazdu znad morza było tylko gorzej, a w mojej głowie wciąż niczym dzwon rozbrzmiewały słowa staruszki. Dwa kolejne lata w ciągłym stresie, samotności i najgorsze: w strachu przed moim własnym mężem. Dlaczego wciąż myślałam, że się zmieni? Dlaczego miałam niepotrzebną nadzieję?

Wzięłam głębszy wdech i odgoniłam smutki na bok. Miałam urodziny i nie zamierzałam się przejmować. Chciałam świętować i spędzić z mężem przyjemny wieczór, może akurat miło mnie zaskoczy. Sama siebie oszukiwałam? Wróciłam do domu i przygotowałam kolację z cichą nadzieją, że dzisiejszego dnia wróci trzeźwy do domu i nie będę musiała uczestniczyć w kolejnej awanturze. Założyłam zieloną sukienkę, pofalowałam delikatnie włosy, ułożyłam starannie zastawę, którą dostaliśmy z mężem na święta od jego rodziców, zapaliłam świece i czekałam na Michała. Co chwila zerkałam na zegarek w oczekiwaniu, że jednak pojawi się na czas. Niestety… Spóźniał się dobrą godzinę, więc wiedziałam już, że przede mną kolejny ciężki wieczór.

– Sto lat, Marto – powiedziałam sama do siebie.

Zdmuchnęłam świeczki, schowałam pieczeń do lodówki i posprzątałam ze stołu. Kolejny raz mnie zawiódł. Już nie potrafiłam zliczyć, ile razy mnie oszukał. Czasami się zastanawiałam, czy wiążąc się z nim, nie popełniłam największego błędu w swoim życiu. Przebrałam się w szlafrok i zamknęłam w sypialni. Położyłam się na łóżku, a z moich oczu poleciały łzy. Byłam nieszczęśliwa, co do tego nie miałam żadnych wątpliwości, zresztą coraz częściej myślałam o rozwodzie… Czyżby staruszka miała rację, mówiąc, że kobieta odchodzi powoli? Wzięłam telefon do ręki, odblokowałam ekran i zobaczyłam wiadomość od Janisa, dawnego znajomego z Santorini. Uśmiechnęłam się delikatnie, czytając życzenia. Zawsze o mnie pamiętał, nigdy nie zapomniał o moich urodzinach. Odpisałam mu szybko i schowałam telefon pod poduszkę, ponieważ usłyszałam dźwięk przekręcającego się klucza. Michał wrócił do domu. Moje serce przyspieszyło ze strachu. Zamknęłam mocno powieki i udawałam, że śpię, mając nadzieję, że on też od razu się położy. Ile jeszcze takich nocy mnie czekało? Ile jeszcze razy będę się trzęsła przed jego powrotem? Potłukł się trochę w kuchni, chyba zjadł to, co przygotowałam na kolację, i na moje szczęście usnął w salonie. Tej nocy mogłam spać spokojnie.

Kolejnego dnia wstałam z samego rana. Cicho uchyliłam drzwi od sypialni i usłyszałam chrapanie męża. Weszłam do salonu i uchyliłam okno, ponieważ woń alkoholu aż szczypała w nos. Michał spał na kanapie w ubraniach, a obok na dywanie leżał bukiet czerwonych, połamanych róż. Było ich dwadzieścia osiem, więc nie zapomniał o moich urodzinach, ale najwidoczniej postanowił świętować sam. Popatrzyłam na człowieka, do którego jeszcze niedawno żywiłam jakieś uczucie, i głośno westchnęłam. Nie chciałam, żeby tak to wyglądało. Pragnęłam czegoś innego, jakiejś odmiany. Przy nim spadałam w przepaść, on ciągnął mnie w dół, moje życie było puste, nudne, ale najgorsze było to, że czułam się niekochana. Od pewnego czasu nawet nie potrafiliśmy usiąść i normalnie porozmawiać. Nie oczekiwałam cudów, wiedziałam, że w małżeństwach są lepsze i gorsze chwile, ale to, co się działo w moim związku, było nie do opisania. Poszłam do kuchni i zaparzyłam sobie mocnej, czarnej kawy. Cała w nerwach usiadłam przy stole i czekałam, aż Michał wstanie. Tymczasem zadzwoniła do mnie moja przyjaciółka Weronika.

– Hej, jak tam kolacja urodzinowa? – zapytała, a ja wykrzywiłam usta na samą myśl o wczorajszym wieczorze.

– Nic specjalnego, jak zwykle to samo. – Westchnęłam.

– Znowu wrócił pijany?

– Tak i jeszcze śpi.

– Boże, Marto, kiedy ty go w końcu zostawisz? Dziewczyno, tak nie może być.

– Wiem, wiem, że masz rację.

– Skoro wiesz, że mam rację, to coś z tym zrób, a nie tylko gadaj. Uderzył cię?

– Nie, obeszło się bez awantury, udawałam, że śpię.

– Nie wierzę, po prostu nie wierzę, że pozwalasz na takie traktowanie. – Zamilkła na chwilę. – Proszę cię, ty musisz od niego odejść.

– To nie jest takie proste.

– Co nie jest proste? Składasz papiery o rozwód, pakujesz walizkę i się wyprowadzasz od tego zwyrodnialca. Co cię przy nim trzyma? Dzieci nie macie, więc naprawdę nie rozumiem, dlaczego tak się męczysz.

– Sama do końca tego nie rozumiem, mam cichą nadzieję, że się jeszcze zmieni.

– Jeszcze nie zwątpiłaś? Naprawdę? Tacy ludzie, Marto, się nie zmieniają. Przepraszam, oddzwonię później, przyszedł listonosz.

– Jasne, leć – odpowiedziałam jej i odłożyłam telefon.

Doskonale zdawałam sobie sprawę, że moja przyjaciółka ma rację i Michał nigdy nie zmieni swojego zachowania względem mnie. Serce wierzyło w cud, a rozum podpowiadał, że nie ma tu już na co liczyć.

Po dwóch godzinach mój mąż się obudził. Słyszałam, jak mruczy coś pod nosem, więc zapewne miał gigantycznego kaca. Po chwili wszedł do kuchni i zaczął szukać czegoś w szafce. Kiedy wyciągnął małpkę czystej wódki, nie wytrzymałam.

– Jest jedenasta, a ty już masz zamiar pić? – krzyknęłam.

– Nie będziesz mi mówiła, co mam robić, kaca mam, głowa mnie boli. – Popatrzył na mnie z nienawiścią i przechylił butelkę, po czym wypił całą zawartość.

– Powinieneś się leczyć, masz problem z alkoholem.

– Powiedziałem ci, że nie będziesz mi mówiła, co mam robić – krzyknął i rzucił butelką w moją stronę. Gdybym się nie przechyliła, trafiłaby w moją twarz, a tak szkło rozbiło się na ścianie za moimi plecami. Wstałam cała roztrzęsiona i chciałam wyjść z kuchni, lecz złapał mnie za rękę.

– Wybierasz się gdzieś? – Przyciągnął mnie do siebie. – Wszystkiego najlepszego z okazji urodzin. – Zaczął się śmiać i próbował mnie pocałować. Szarpałam się z nim chwilę, ale był silniejszy ode mnie. – A teraz pójdziemy do sypialni i spełnisz swoje obowiązki.

– Nigdzie z tobą nie pójdę – wysyczałam przez zaciśnięte zęby, a on nawet nie wiem kiedy uderzył mnie w twarz. Złapałam się za gorący policzek, z oczu poleciały mi łzy.

– Nienawidzę cię – szepnęłam z płaczem. – Chcę rozwodu. – Odważyłam się wreszcie to powiedzieć, patrząc przy tym Michałowi prosto w twarz, która zaczęła zmieniać kolor, a szczęka zaciskała się coraz mocniej. Wyrwałam się z jego objęć, uciekłam do łazienki i szybko zamknęłam za sobą drzwi, bo dokładnie wiedziałam, co się teraz wydarzy. Długo czekać nie musiałam. Zaczął wrzeszczeć, że mnie zabije. Miałam świadomość, że muszę zrobić wszystko, żeby przeżyć, bo niestety coś mi podpowiadało, że jest do tego zdolny. Takiego rozwścieczonego go jeszcze nie widziałam. Zaczęłam stukać w kaloryfer i krzyczeć na cały głos, że mój mąż chce mnie zabić, mając nadzieję, że któryś z sąsiadów mnie usłyszy i wezwie policję. Stałam roztrzęsiona i zapłakana, patrząc na drzwi, które coraz bardziej odchodziły od futryny. W końcu Michałowi udało się je wyważyć i wściekły wpadł do łazienki. Zaczął okładać mnie pięściami, a ja w myślach modliłam się o cud…

_Dalsza część książki dostępna w wersji pełnej_
mniej..

BESTSELLERY

Menu

Zamknij