Facebook - konwersja
Przeczytaj fragment on-line
Darmowy fragment

  • nowość

Nadzieja - ebook

Wydawnictwo:
Format:
EPUB
Data wydania:
27 maja 2026
E-book: EPUB, MOBI
35,90 zł
Audiobook
44,90 zł
35,90
3590 pkt
punktów Virtualo

Nadzieja - ebook

Nadzieja, która łączy pokolenia.

Zaskakujące powroty, które leczą duszę.

Burza, która niszczy złudzenia i odkrywa prawdę.

Ilona Gołębiewska zaprasza czytelników do Starego Młyna, w którym został zachwiany znany porządek. Jej bohaterka szuka własnego miejsca w życiu, ale też odkrywa przeszłość, która nadaje sens teraźniejszości.

Nadia Złotowska ma trzydzieści lat, stabilną pracę w warszawskim laboratorium, taneczną pasję i poukładane życie. Przynajmniej do momentu, gdy problemy zawodowe i rodzinny kryzys zmuszają ją do powrotu do miejsca, z którego próbowała uciec. Tam staje przed decyzją, której nigdy nie chciała podejmować: czy jest gotowa przejąć odpowiedzialność za przyszłość Starego Młyna?

Życie szybko weryfikuje jej wizję. Po burzy robotnicy naprawiający fundamenty młyna odkrywają metalową skrzynkę skrywającą zdjęcia, dokumenty i wojenny dziennik Nadziei Złotowskiej, która w czasie okupacji ryzykowała swoim życiem, by ratować innych. Uruchamia to lawinę wydarzeń i prowadzi tropem zapomnianej historii. Równolegle Nadia rozwija swój pomysł na biznes, pomaga rodzinie i poznaje Janka – mężczyznę obciążonego reputacją ojca i cudzymi uprzedzeniami. Czy dwoje poranionych ludzi przetrwa plotki i próby, na które zostanie wystawione?

Poruszająca opowieść o tym, że nie warto spełniać cudzych oczekiwań, tylko zbudować życie na własnych zasadach i nadać mu prawdziwy sens.

Kategoria: Obyczajowe
Zabezpieczenie: Watermark
Watermark
Watermarkowanie polega na znakowaniu plików wewnątrz treści, dzięki czemu możliwe jest rozpoznanie unikatowej licencji transakcyjnej Użytkownika. E-książki zabezpieczone watermarkiem można odczytywać na wszystkich urządzeniach odtwarzających wybrany format (czytniki, tablety, smartfony). Nie ma również ograniczeń liczby licencji oraz istnieje możliwość swobodnego przenoszenia plików między urządzeniami. Pliki z watermarkiem są kompatybilne z popularnymi programami do odczytywania ebooków, jak np. Calibre oraz aplikacjami na urządzenia mobilne na takie platformy jak iOS oraz Android.
ISBN: 978-83-287-4134-8
Rozmiar pliku: 4,8 MB

FRAGMENT KSIĄŻKI

OD AUTORKI

W naszym życiu co jakiś czas pojawiają się nowi ludzie. Jedni są tylko na chwilę, drugich nawet nie zauważamy, jeszcze inni zostają z nami na zawsze. Niosą swoje historie. Czasami się nimi dzielą. Niektóre z nich są warte tego, by ocalić je od zapomnienia, przekazać dalej. Tak jest z historią kobiety, którą spotkałam na swojej drodze życia. Połączyła nas przyjaźń, która trwa do dzisiaj. Wspólnie spędzany czas, tysiące godzin rozmów i odważne decyzje sprawiły, że historia życia mojej przyjaciółki stała się punktem wyjścia do napisania sagi o Siostrach ze Starego Młyna. Spotkacie w niej Martę Korczak. To właśnie jej moja przyjaciółka „użyczyła swojego życiorysu”. A ja ubrałam opowiedzianą historię w słowa. Zapraszam gorąco do lektury.

------------------------------------------------------------------------

Ilona Gołębiewska* * *

_Czasami mam wrażenie, że życie prowadzi mnie drogami, których sama bym nie wybrała. Skręca nagle, bez ostrzeżenia i na chwilę zostawia mnie zagubioną, z pytaniami, na które nie ma prostych odpowiedzi. Bywają dni, kiedy nie rozumiem, dokąd zmierzam. I takie, kiedy czuję aż zbyt wyraźnie, że wszystko, co mnie spotyka, ma swój sens. Historia, która stała się moim udziałem, nie była tylko próbą siły. Była lustrem. Odbiciem tego, co we mnie i przede mną. Musiałam spojrzeć wstecz. W przeszłość mojej rodziny, w opowieści, które nie należały wyłącznie do mnie, a jednak mnie ukształtowały._

_Jedyną stałą w życiu jest zmiana. Nic nie trwa wiecznie. A jednak są rzeczy, które nie powinny zostać zapomniane. Ludzie, którzy byli przede mną. Ich wybory, ich błędy, ich odwaga. Noszę ich w sobie, nawet jeśli nie zawsze znam ich historie do końca. Dziś uczę się iść dalej, nie odcinając się od tego, co było, ale też nie pozwalając, by to mnie zatrzymało. Piszę swoją opowieść. Świadomie, z uważnością, czasem z lękiem, ale zawsze z nadzieją, że będzie miała znaczenie. Bo wiem już, że każda historia jest częścią większej całości._

------------------------------------------------------------------------

Wpis z dziennika Nadii ZłotowskiejROZDZIAŁ I

Odwaga pomaga zacząć od nowa
– o wiośnie niosącej nadzieję, nietypowej przyjaźni, tanecznej euforii, zadziornej Majce i wdzięczności za siostrzaną miłość

Pierwsze chleby powstały w okresie neolitu, czyli mniej więcej 10–14 tysięcy lat temu. Przypominały cienkie placki pieczone na rozgrzanych kamieniach. Nie zawierały soli, bo ta była trudno dostępna. Ludzie zaczęli wtedy uprawiać zboża, takie jak pszenica czy jęczmień, i eksperymentować z mąką i wodą.

Każda zmiana zaczyna się od odważnego kroku w nieznane. Czasami, aby odnaleźć siebie, trzeba najpierw zgubić to, co do tej pory trzymało nas w miejscu. Te zdania rozbrzmiewały w głowie Nadii Złotowskiej, kiedy tylko wyszła z metra. Ulice Warszawy, stanowiące charakterystyczną mieszankę nowoczesności i historii, odzwierciedlały jej wewnętrzną przemianę. Szła powoli przez tętniące życiem centrum stolicy w niedzielne południe. Był koniec kwietnia, a słońce mocno grzało, rozświetlając kamienice, które zdawały się lekko kołysać w jego blasku. Na ich fasadach widniały delikatne ślady wiosennej wilgoci. Było w tym coś urokliwego.

Wśród tłumu przechodniów dawało się wyczuć odświeżającą energię, którą przynosi ta pora roku. Nadia, przechodząc obok kawiarni i restauracji, słyszała rozmowy, śmiechy i dźwięki muzyki. Tworzyły tło dla jej myśli. W powietrzu unosił się radosny gwar miasta, a ona czuła, jak z każdym krokiem rośnie w niej optymizm. To był moment, kiedy wszystko wydaje się możliwe, a życie, chociaż pełne wyzwań, nabiera barw i sensu. Nadia uśmiechnęła się do siebie, czując, że trudny okres właśnie się skończył. Teraz była gotowa na nowe, lepsze rozdziały i bardzo ich wyczekiwała. Towarzysząca jej ekscytacja była miłą odmianą od smutku, który długo towarzyszył jej niczym cień i odbierał radość. Teraz było inaczej, choć pamiętała jeszcze gorsze momenty.

Ostatnie miesiące nie były dla niej łaskawe. Miała tak dużo pracy, że odbiło się to na jej zdrowiu. Sporo schudła, przebywała na długich zwolnieniach lekarskich, zaniedbała wiele spraw osobistych. Jakby popadła w jakiś dziwny mrok. Na szczęście karta losu się odwróciła. Nadia zaczęła lepiej się czuć, zadbała o siebie, zwolniła tempo, odrzuciła wszystko, co jej nie służyło. Wreszcie przyszedł czas na zmiany, których tak bardzo chciała. Czuła, jak budzi się w niej coś nowego. Po miesiącach stagnacji, wydających się nie mieć końca, przyszła upragniona odmiana. Serce biło jej szybciej, a oddech stał się głębszy, jakby sama natura w tym słonecznym dniu napełniła ją siłą i nadzieją. Czekała na to, co przyniesie jej los.

Nic nie mogło zatem popsuć jej tego dnia. Co najwyżej jeszcze go poprawić. Szansa na to była spora, kiedy tylko usłyszała dźwięk telefonu, a potem zobaczyła na wyświetlaczu imię „Tośka”. Zawsze bardzo lubiła rozmowy z siostrą. Odebrała, przywitały się, a potem Tośka zaczęła opowiadać, co się u niej dzieje.

– Za dwa dni wylot, a ja nadal niespakowana. Niby mamy wziąć minimum rzeczy, ale ciągle jest tego za dużo. – Westchnęła głęboko.

Najwyraźniej pomysł z miesięczną podróżą po Azji zaczął ją lekko przerastać. A przecież to ona namówiła Kacpra, swojego partnera, do tego szaleństwa. Zgodził się, bo wiedział, że to dla niej ważne.

– Zasada jest prosta. Co się nie mieści do walizki, tego nie zabieracie. Poza tym resztę dokupisz sobie na miejscu. Uwierz mi, że chciałabym mieć takie zmartwienia. Nawet nie wiesz, jak wam zazdroszczę tego wyjazdu. – Nadia rozmarzyła się na chwilę.

– Przecież ci proponowałam.

– No wiem, ale nie mam na to ani kasy, ani czasu. Proza życia potrafi przygnieść.

– Wszystko, co najgorsze, masz już za sobą. Jak ci się tam nudzi czy jest źle, to przyjeżdżaj do Starego Młyna. Marta wyczekuje cię od dawna.

– Rozmawiałam z nią wczoraj. Wybieram się na majówkę. Może też wpadnie Hania z dziewczynami, ale jeszcze nie wiadomo.

– Na to liczę. Mam lekkie wyrzuty sumienia, że zostawiam ich na tak długo. Zaczyna się sezon, Marta ma coraz więcej pracy nie tylko w piekarni, ale i na warsztatach. Tamara jej pomaga, ale to za mało. No i Wódz ostatnio gorzej się czuje. Wygląda to na przepracowanie, ma mniej siły niż zawsze i gorszą formę. Marta goni go na badania.

– Słusznie, powinien zadbać o siebie. A ty się nie martw. Tak czy inaczej, dadzą radę, a ja z Hanią i Marysią też ich nie zostawimy samych. Wymyślimy jakiś plan awaryjny. Będę dawała znać, jeśli tylko coś się wydarzy, ale myślę, że nie będzie takiej potrzeby.

– Miejmy nadzieję. A ty? Idziesz gdzieś?

– Jestem w centrum, umówiłam się z Antkiem, wybieramy się na kolejne warsztaty bachaty. Wróciliśmy do tańca na początku kwietnia. Trzeba się rozruszać. Nic tak nie poprawia humoru. Potem idziemy do jego znajomego, który ma restaurację, na pokaz barmański. Nie piję, ale za to mogę popatrzeć. Jutro idę do Hani, zaprosiła mnie na obiad.

– Ty to jednak potrafisz się ustawić w życiu. – Tośka się zaśmiała.

– Jestem z was najmłodsza i trzeba mnie rozpieszczać – zażartowała Nadia.

– Niech ci będzie, siostrzyczko. Szalej, póki możesz, bo potem to już tylko praca.

– Odezwała się ta styrana życiem.

– A żebyś wiedziała. Jesienią i zimą miałam bardzo napięty grafik warsztatów. A już prawdziwe szaleństwo było w ferie i przed Wielkanocą. Trzeba teraz złapać oddech. No nic, lecę się dalej pakować, a ty wytańcz się i za mnie. Dobrej zabawy. Pozdrów Antka.

– Dzięki, przekażę. Do usłyszenia.

– Potrzebuję jeszcze siedemdziesięciu tysięcy i to cac­ko jest moje – powiedział Antek z taką dumą, jakby już był właścicielem Mercedesa z limitowanej wersji AMG. Pokazywał na telefonie zdjęcie czarnego kabrioletu z jasną tapicerką.

– Ciekawe, skąd weźmiesz tyle kasy? – Nadia przewróciła oczami i westchnęła.

Akurat siedzieli na ławce niedaleko Pałacu Kultury i Nauki. Antek uparł się, że musi jej szybko pokazać najnowszy upolowany okaz, który przypadł mu do gustu.

– Od razu widzisz problemy. Spokojnie, jakoś to ogarnę. Ostatnio wziąłem dodatkowe zlecenia, robię sporo stron internetowych. Nie wierzysz we mnie?

– Nie no, wierzę. Nawet już sobie wyobrażam, jak jadę tym kabrio, a moje włosy lekko rozwiewa wiatr. Jak w jakimś filmie. Faktycznie można się rozmarzyć.

– Za jakiś czas będzie to rzeczywistość. Masz moje słowo.

– I tego się trzymajmy. A teraz szybciej, bo się spóźnimy.

Młodszy od niej o kilka lat Antek miał w oczach błysk pasji i energii, które czerpał z tańca, i zarażał innych swoją radością. Dla niego bachata była nie tylko hobby, ale i sposobem na wyrażenie siebie, wyładowanie emocji i sportem. Z Nadią poznali się trzy lata temu właśnie na kursie bachaty. Antek został jej tanecznym partnerem. I choć był młodszy, szybko znaleźli wspólny język, a znajomość zamieniła się z czasem w przyjaźń. Byli do siebie podobni. Lekko zwariowani, wieczni optymiści, z głowami pełnymi pomysłów.

Dziś mieli wrócić do tego samego klubu, gdzie od dawna spędzali popołudnia i wieczory na tańcu. Lokal, z przytulnym wnętrzem i ciepłym światłem, wyglądał jak ich mały azyl. Na ścianach wisiały plakaty z dynamicznymi sylwetkami tancerzy, a na parkiecie już pojawiali się pierwsi uczestnicy warsztatów. Powietrze było wypełnione mieszanką zapachów, a dźwięki bachaty i salsy rozbrzmiewały z głośników, wprowadzając wszystkich w taneczny trans.

Od razu po wejściu otuliła ich znajoma atmosfera. Ludzie tańczyli w parach, z uśmiechami na twarzach, zatopieni w rytmie, który zdawał się łączyć ich wszystkich w jednym wspólnym tańcu. Antek, z naturalnym wyczuciem muzyki, pewnie prowadził Nadię, a ona podążała za jego ruchami. Bachata wibrowała w ich ciałach, a biodra poruszały się w harmonii, jakby wyczuwały siebie nawzajem na poziomie niemal intuicyjnym. Nadia zupełnie poddała się prowadzeniu Antka. Ich ruchy były płynne, pełne lekkości i pasji, a każdy krok i obrót opowiadały własną historię. O zaufaniu, radości i wspólnym odkrywaniu rytmu. W ich tańcu można było dostrzec nie tylko technikę, ale i głębokie porozumienie. Zatopili się w tym muzycznym szaleństwie. Potem była krótka przerwa i znowu wrócili na parkiet, tym razem pod okiem instruktora, który przygotował układ dla całej grupy. Wybornie się bawili i zupełnie nie czuli upływającego czasu. Gdy warsztaty się zakończyły, uczestnicy długo nie mogli się rozstać. W szatni dzielili się wrażeniami i informacjami o kolejnych festiwalach tańca. Najbliższy miał się odbyć w Katowicach w połowie maja. Jeszcze można było się zapisać.

– To co? Zgłaszamy się? – zapytał Antek, kiedy tylko wyszli z klubu. Widać było, że rozpiera go energia i radość. – To tylko weekend. Pojedziemy w sobotę rano, wrócimy w niedzielę.

– W sumie racja. Dobra, zgłoś nas. Może nie wrócimy z pucharem, ale co sobie potańczymy, to nasze. Zresztą, dawno nie byłam w Katowicach.

– Czyli same plusy. Od imprezy do imprezy. Życie jest piękne! – powiedział Antek tak głośno, że przechodnie się za nimi obejrzeli.

– I za chwilę kolejna. Wiesz, na co mam ochotę? Na tacosy z dobrym sosem.

– Jarek na pewno wszystko ogarnął, mamy wejściówki vip, możemy zaszaleć.

– Piszę się na wszystko.

Wnętrze klubu miało przytulny klimat. Ściany ozdobione były ciemnym drewnem i miękkimi, welurowymi panelami w odcieniach głębokiego granatu i burgundu. Delikatne lampiony rzucały miękkie, migotliwe światło, tworząc intymną atmosferę. W kątach stały wysokie barowe stoliki z lśniącymi blatami, a na ścianach wisiały plakaty z motywami roślin i abstrakcyjnymi wzorami. Dodawało to wnętrzu odrobinę awangardowego charakteru.

Na środku sali, przy wysokim eleganckim barze, rozpoczął się pokaz barmański. Barmani, w czarnych koszulach i eleganckich kamizelkach, wykonywali skomplikowane sztuczki z butelkami i shakerami. Rzucali je w powietrze z gracją i łapali z wprawą w efektownych układach. Jeden z nich obracał w powietrzu butelkami, tworząc widowiskowe spirale i łuki, a potem z precyzją i pewnością nalewał drinki do kieliszków i szklanek, które lśniły w świetle barowych lamp. W powietrzu rozbrzmiewały odgłosy żonglowania butelkami, pluski i śmiechy, a cała scena wyglądała jak magiczny pokaz sztuczek i iluzji.

Wokół baru zgromadziła się grupa widzów, w tym Nadia i Antek. Z fascynacją obserwowali każdy ruch. Niektórzy próbowali odgadnąć, jak to wszystko działa, inni po prostu cieszyli się widowiskiem. Atmosfera była pełna energii i radości, a dźwięki muzyki, mieszające się z odgłosami pokazu, tworzyły niepowtarzalny klimat. Przypominało to przedstawienie, jakby na chwilę przenieśli się na widownię teatru. Nadia lubiła na moment znaleźć się w innym świecie, na co dzień dla niej niedostępnym. Wieczór uznała za bardzo udany i do mieszkania wracała z dużym zapasem energii na cały tydzień.

_KONIEC DARMOWEGO FRAGMENTU
ZAPRASZAMY DO ZAKUPU PEŁNEJ WERSJI_
mniej..

BESTSELLERY

Menu

Zamknij