Facebook - konwersja
Przeczytaj fragment on-line
Darmowy fragment

Narodowy system ekonomii politycznej. Jak powstają potęgi gospodarcze - ebook

Wydawnictwo:
Tłumacz:
Format:
EPUB
Data wydania:
20 lutego 2026
79,90
7990 pkt
punktów Virtualo

Narodowy system ekonomii politycznej. Jak powstają potęgi gospodarcze - ebook

Najsłynniejsze i nadal aktualne dzieło europejskiego myśliciela, którego idee zbudowały potęgę gospodarczą Niemiec oraz inspirowały do rozwoju światowe potęgi takie jak USA, Japonia czy Korea Południowa.

List, jeden z czołowych ekonomistów XIX wieku i prekursor niemieckiej szkoły historycznej, w swojej pracy przeciwstawia się doktrynie wolnego handlu promowanej przez Adama Smitha, wskazując, że gospodarka narodowa, aby mogła się rozwijać i konkurować na arenie międzynarodowej, wymaga ochrony i świadomej polityki państwa.

Autor podkreśla, że kluczem do dobrobytu jest nie tylko bogactwo materialne, ale przede wszystkim rozwój zdolności produkcyjnych i kapitału duchowego narodu – edukacji, przedsiębiorczości i innowacyjności. Jego wizja państwa jako aktywnego „wychowawcy” gospodarki jest inspiracją dla nowoczesnej polityki gospodarczej, która łączy wolny rynek z odpowiedzialną interwencją państwa.

Dla współczesnej Polski myśl Lista ma szczególne znaczenie. W czasach globalizacji i nacisku na liberalizację handlu jego koncepcje przypominają o konieczności strategicznego podejścia do rozwoju gospodarczego i ochrony kluczowych sektorów przemysłu.

Książka Lista pierwszy raz ukazuje się w języku polskim. Świadczy to o tym, jak wiele lekcji do odrobienia ma nasza myśl państwowa i ekonomiczna.

Neoliberalny Konsensus Waszyngtoński miał być odrzuceniem drabiny, by słabsi nie mogli się po niej wspiąć. Tymczasem neoliberalizm okazał się wszechpotężną ideologią, której ulegli sami jego twórcy. Zapominając o swojej bazie przemysłowej, doprowadzili do deindustrializacji własnego państwa. Chiny przeczytały Lista, wyciągnęły z niego wnioski i sprytnie wykorzystały amnezję Zachodu. Konsekwencje znacie: Pas Rdzy, zwycięstwo Trumpa, wojny handlowe, kryzys Pax Americana, świat na progu globalnego konfliktu o prymat. Ten dziewiętnastowieczny ekonomista rozumie współczesny świat lepiej, niż dyżurni komentatorzy żyjący w iluzji, że nasz świat zaczął się wczoraj, PKB jest jedynym wskaźnikiem wzrostu, kapitał nie ma narodowości, państwa nie rywalizują ze sobą na polu gospodarczym, a idee nie mają konsekwencji. Czas porzucić te neoliberalne bajki. Dlatego właśnie wydajemy Lista. Niech ta książka zainspiruje ruch Hamiltonistów – ludzi wierzących w siłę naszej młodej Republiki.

dr Krzysztof Mazur, prezes Rady Polskich Przedsiębiorców Globalnych, twórca kanału YT #GeoEkonomia

Friedrich List (1789–1846) – był wybitnym niemieckim ekonomistą i teoretykiem polityki gospodarczej XIX wieku, znanym przede wszystkim jako autor dzieła Narodowy system polityki ekonomicznej. W swojej pracy krytykował klasyczną szkołę ekonomii oraz jej ideę bezwarunkowego wolnego handlu. Podkreślał znaczenie ochrony celnej jako narzędzia wspierającego rozwój krajowego przemysłu i budowę potęgi gospodarczej państwa. Był zwolennikiem stopniowego wprowadzania ceł, które miały chronić rodzimy przemysł na różnych etapach rozwoju gospodarczego, a także inicjatorem utworzenia Niemieckiego Związku Celnego (Zollverein), który zjednoczył gospodarczo Niemcy przed ich zjednoczeniem politycznym. Jego koncepcje wywarły istotny wpływ na politykę gospodarczą XIX-wiecznych Niemiec i Stanów Zjednoczonych, a także na rozwój protekcjonizmu jako strategii budowy narodowej siły ekonomicznej.

Ta publikacja spełnia wymagania dostępności zgodnie z dyrektywą EAA.

Kategoria: Ekonomia
Zabezpieczenie: Watermark
Watermark
Watermarkowanie polega na znakowaniu plików wewnątrz treści, dzięki czemu możliwe jest rozpoznanie unikatowej licencji transakcyjnej Użytkownika. E-książki zabezpieczone watermarkiem można odczytywać na wszystkich urządzeniach odtwarzających wybrany format (czytniki, tablety, smartfony). Nie ma również ograniczeń liczby licencji oraz istnieje możliwość swobodnego przenoszenia plików między urządzeniami. Pliki z watermarkiem są kompatybilne z popularnymi programami do odczytywania ebooków, jak np. Calibre oraz aplikacjami na urządzenia mobilne na takie platformy jak iOS oraz Android.
ISBN: 978-83-8175-775-1
Rozmiar pliku: 11 MB

FRAGMENT KSIĄŻKI

Osoby, które wsparły polskie wydanie tej książki:

Marcin Barczyński

Nina Bartosiewicz

Andrzej Bednarz

Nikodem Bernaciak

Marcin Blachnierek

Marcin Bodaj

Tomasz Chmal

Jakub Chrzan

Piotr Czembor

Szymon Czyszek

Patryk Dobaczewski

Karol Duszak

Wojciech Dziwulski

Katarzyna i Bartosz Fingasowie

Kamil Frelichowski

Michał Gamrot

Michał Grabski

Paweł Henek

Przemysław Humięcki

Marta Jachimiak

Jakub Jakóbowski

Kamil Jakubowski

Janusz Jankiewicz

Mateusz Kaczmarek

Antoni Kałuża

Daniel Kaźmierczak

Jarosław Kmit

Bartosz Kopka

Marcin Kowalik

Wiktor Kowalski

Krzysztof Kozieł

Karol Kubisztal

Mateusz Kuczyński

Radosław Kujawa

Dariusz Kryczka

Mateusz Lamparski

Jakub Lipiński

Paweł Łodej

Norbert Łysik

Tomasz Majak

Zbigniew Mansel

Bartosz Marcinkowski

Szymon Marcinów

Karol Maślany

Krystian Matusiak

Tadeusz Mazur

Piotr Mikusek

Paweł Ogonowski

Maciej Osowski

Jan Pawelec

Wojciech Polan

Bartłomiej Postek

Paweł Przewłocki

Maciej Rudowicz

Wojciech Rekucki

Aleksander Siemaszko

Michał Sioda

Patryk Skrzyński

Ziemowit Socha

Krzysztof Sokołowski

Tomasz Sokół

Bartosz Paweł Surdyk

Marcin Szumilas

Daniel Waldowski

Filip Walkowiak

Michał Waluga

Tomasz P. Wiśniewski

Bartosz Wiśniewski

Krzysztof Wojdyło

Paweł Woliński

Barbara Worek

Lech Zabłocki

Adam ZychWPROWADZENIE

W żadnej z gałęzi ekonomii politycznej nie panuje tak duże zróżnicowanie poglądów między teoretykami a praktykami, jak w zagadnieniach międzynarodowego handlu i polityki handlowej. Jednocześnie w tym obszarze nie ma kwestii, która miałaby tak duże znaczenie dla dobrobytu i cywilizacji narodów, a także ich samodzielności, siły i ciągłości. Biedne, słabe i barbarzyńskie kraje wskutek przede wszystkim swojej polityki handlowej stały się królestwami obfitującymi w bogactwo i potęgę, a inne z odwrotnej przyczyny z wysokiej pozycji narodowej straciły na znaczeniu; tak, życie pokazało, że narody utraciły swą niezależność, a nawet egzystencję polityczną głównie dlatego, że ich systemy handlowe nie były korzystne dla rozwoju i wzmocnienia ich narodowości.

W obecnych czasach bardziej niż kiedykolwiek niniejsza kwestia zyskała największe zainteresowanie wśród wszystkich innych związanych z ekonomią polityczną. Im szybciej postępują innowacje przemysłowe oraz rozwój społeczny i polityczny, tym większa przepaść dzieli narody stojące w miejscu od tych postępowych, a pozostanie w tyle staje się coraz bardziej niebezpieczne. Niegdyś potrzebne były stulecia, by zmonopolizować najważniejszą z gałęzi przemysłu dawnych czasów – produkcję wełny. Potem, w przypadku nieporównanie ważniejszej produkcji bawełny, wystarczyły dekady, a obecnie przewaga kilku lat może umożliwić Wielkiej Brytanii przejęcie całego przemysłu lniarskiego na kontynencie europejskim.

Świat także nigdy wcześniej nie widział dominacji przemys­łu i handlu podobnej do tej teraźniejszej, która posiadałaby niezmierzone siły, realizowałaby konsekwentny system i dążyłaby tak mocno do zmonopolizowania całego przemysłu, całego wielkiego handlu, całej żeglugi, wszystkich ważnych kolonii, panowania na morzach i podporządkowania wszystkich innych narodów (tak jak Hindusów) przemysłowi i handlowi.

Jeszcze całkiem niedawno przerażeni skutkami tej polityki – a raczej zmuszeni wstrząsami, które spowodowała – patrzyliśmy na naród kontynentalny, który ze względu na swoją kulturę nie miał powołania do przemysłu wytwórczego. Naród rosyjski, bo o nim mowa, szukał wówczas ratunku w tak odrzucanym przez teorię systemie prohibicyjnym. I jaki był skutek? Dobra koniunktura narodowa.

Z drugiej strony Ameryka Północna, która szybko pięła się dzięki polityce protekcjonistycznej, dała się skusić, by szerzej otworzyć swoje porty na angielskie towary przemysłowe. I jakie były skutki tej wolnej konkurencji? Zawirowania gospodarcze i ruina.

Doświadczenia tego rodzaju mogą budzić wątpliwości, czy ta teoria jest tak nieomylna, jak się wydaje, lub czy praktyka jest tak głupia, jak ją przedstawia teoria. Wprowadzać niepokój, czy nasz naród z powodu teoretycznego błędu ostatecznie nie umrze niczym pacjent, który postępując zgodnie z wydrukowaną receptą, zmarł z powodu błędu drukarskiego. Ba, mogą zasiać w nas podejrzenie, że ta słynna teoria jest tak solidnie skonstruowana i wyniosła, by ukryć w sobie broń i ludzi, działając niczym koń trojański i nakłaniając do zburzenia naszych murów obronnych naszymi własnymi rękami.

A już na pewno uzgodniono na tyle dużo – po tym, jak wielki problem polityki handlowej od ponad pół wieku omawiany był przez najmądrzejsze głowy we wszystkich krajach, w pismach i organach ustawodawczych – aby przepaść, która istnieje między teorią i praktyką od Quesnaya i Smitha nie tylko nie została zasypana, lecz z roku na rok coraz bardziej się powiększała. Na co nam taka nauka, która nie oświetla drogi, którą powinna podążać praktyka? A może przyjmijmy, że jedni mają umysł tak wyjątkowo przenikliwy, że bezbłędnie dostrzegają naturę rzeczy, a drudzy wręcz przeciwnie – tak nieskończenie mały, że nie są w stanie pojąć prawd odkrytych przez tych pierwszych? Przez to mogą traktować oczywiste błędy jako fakty przez całe pokolenia. A może po prostu praktycy, choć zwykle skłonni do trzymania się faktów, nie opieraliby się teorii tak długo, gdyby była ona zgodna z rzeczywistością?

W rzeczy samej wierzymy, że możemy udowodnić, że wina za rozbieżność między teorią a praktyką w polityce handlowej leży zarówno po stronie teoretyków, jak i praktyków.

Ekonomia polityczna, zajmując się międzynarodowym handlem, powinna formułować swoje nauki na podstawie doświadczenia, tworzyć wytyczne dostosowane do teraźniejszych potrzeb oraz specyfiki każdego narodu, nie pomijając przy tym perspektywy przyszłości i dobra całej ludzkości. W związku z tym opiera się na filozofii, polityce i historii.

W interesie przyszłości i całej ludzkości filozofia żąda: coraz większego zbliżenia do siebie narodów, unikania (w miarę możliwości) wojny, ugruntowania i rozwoju międzynarodowego stanu prawnego, przejścia z tego, co teraz nazywane jest prawem narodów, na federalne prawo państwowe, wolności transportu międzynarodowego w znaczeniu umysłowym i materialnym, wreszcie zjednoczenia wszystkich narodów pod jednym prawem – powszechnej unii.

Natomiast polityka w interesie każdego osobnego narodu żąda: gwarancji niepodległości i ciągłości, wprowadzenia specjalnych zasad służących wzrostowi postępu w kulturze, dobrobycie i sile oraz kształtowaniu struktur społecznych jako jednego organizmu politycznego, który rozwija się kompletnie i harmonijnie we wszystkich członkach w twór doskonały i niezależny.

Historia przemawia z kolei bezsprzecznie za wyzwaniami przyszłości, nauczając, jak to zawsze dobrobyt materialny i umysłowy ludzi wzrastał proporcjonalnie do powiększania się ich jedności politycznej i powiązań handlowych. Ale potwierdza także żądania teraźniejszości i narodowości, nauczając, jak to narody, które nie miały na względzie wywyższania swej własnej kultury i siły, upadały; jak to dla każdego ludu na pierwszych etapach jego rozwoju całkowicie nieograniczone kontakty z bardziej rozwiniętymi narodami były wprawdzie korzystne, jednak każdy naród dochodził do punktu, gdzie tylko dzięki odpowiednim ograniczeniom swych międzynarodowych kontaktów mógł osiągnąć wyższy poziom rozwoju i dorównać innym, bardziej rozwiniętym nacjom. Tym samym historia wskazuje na mediację między postulatami obu stron – filozofii i polityki.

Sama praktyka i teoria ekonomii politycznej w obecnym kształcie zajmują stanowiska skrajnie jednostronne – jedna jest za szczególnymi postulatami narodowości, druga za jednostronnymi postulatami kosmopolityzmu.

Praktyka, lub innymi słowy tak zwany system merkantylny, popełnia wielki błąd, głosząc absolutną i powszechną użyteczność i konieczność ograniczeń, ponieważ w przypadku niektórych narodów w pewnych okresach ich rozwoju były one przydatne i konieczne. Nie widzi, że ograniczenia są tylko środkiem, ale celem jest swoboda. Uwzględnia tylko naród, a nie ludzkość – tylko teraźniejszość, a nie przyszłość – jest wyłącznie polityczna i narodowa, brak jej perspektywy filozoficznej – tendencji kosmopolitycznej.

Natomiast rządząca teoria, wyśniona przez Quesnaya i sformułowana przez Adama Smitha, ma na względzie wyłącznie kosmopolityczne postulaty przyszłości, nawet tej najbardziej odległej. Powszechną unię i absolutną swobodę międzynarodowego handlu – kosmopolityczną ideę, którą może da się zrealizować dopiero po upływie wieków – traktuje tak, jakby można ją było zrealizować już teraz. Pomijając potrzeby teraźniejszości i naturę narodowości, ignoruje nawet egzystencję narodu, a tym samym zasadę wychowania narodu do samodzielności. Wyłącznie kosmopolityczna, wszędzie bierze pod uwagę całą ludzkość, dobrobyt całego ludzkiego rodzaju, a nie narodu i dobra narodowego, perhorrescere politykę, a doświadczenie i praktykę nazywa naganną rutyną. Uwzględnia historię, jeżeli ta jest zgodna z jej dążeniami; ignoruje ją tam, gdzie stoi w sprzeczności z jej systemem. Zdaje się przymuszona, by zaprzeczać skutkom angielskich Aktów Nawigacyjnych, traktatu Methuena i w ogóle angielskiej polityki handlowej oraz stawiać twierdzenie, które przeczy prawdzie: Anglia doszła do bogactwa i potęgi nie dzięki, lecz pomimo swojej polityki handlowej.

Jeżeli dostrzeżemy jednostronność obu systemów, to nie możemy się już dziwić, że praktyka, nie bacząc na swoje istotne błędy, nie chciała i nie mogła dać się zreformować teorii; jest więc jasne, dlaczego teoria nie chciała niczego się nauczyć ani od historii i doświadczenia, ani od polityki i narodowości. Jeśli jednak ta bezpodstawna teoria była głoszona w każdym zaułku i z każdego dachu, a najgorliwiej wśród tych narodów, których egzystencji narodowej najbardziej zagrażała, to przyczyna tego leżała w dominującej w tym czasie tendencji do filantropijnych eksperymentów i rozwiązywania problemów filozoficznych.

W życiu zarówno narodów, jak i pojedynczych osób są dwa mocne leki na iluzję ideologii: doświadczenie i konieczność. Jeśli nie zwodzimy samych siebie, to wszystkie te nacje, które w najnowszych czasach mają nadzieję znaleźć swój ratunek w swobodnym obrocie towarów z panującą dominacją przemysłu i handlu, znajdują się w miejscu czynienia ważnych doświadczeń.

Jest to po prostu niemożliwe, by północnoamerykańskie wolne stany, kontynuując swe obecne narodowe stosunki handlowe, osiągnęły choćby porządek w swojej ekonomii narodowej. Jest absolutną koniecznością, by powróciły do swej poprzedniej taryfy celnej. Nawet jeśli państwa niewolnicze będą się przed tym bronić, nawet jeśli partia rządząca stanie po ich stronie, siła okoliczności będzie silniejsza niż polityka partyjna. I owszem, obawiamy się, że wcześniej czy później ten problem, który dla prawodawstwa był węzłem gordyjskim, rozwiążą armaty; Ameryka spłaciłaby swoje saldo Anglii w prochu i ołowiu; faktyczny wojenny system prohibicji stanowiłby remedium na błędy amerykańskiego ustawodawstwa celnego; podbój Kanady na zawsze położyłby kres przepowiedzianemu przez Huskissona wielkiemu systemowi kontrabandy .

Obyśmy się mylili! Jednak na wypadek, gdyby nasze proroctwo miało się spełnić, przypiszmy autorstwo tej wojny teorii wolnego handlu. To niezwykła ironia losu, że teoria bazująca na wielkiej idei wiecznego pokoju ma stać się zarzewiem wojny między dwoma mocarstwami, które, jak twierdzą teoretycy, są idealnie stworzone do handlowania ze sobą; niemal tak niezwykła jak konsekwencje dobroczynnego zniesienia handlu niewolnikami, wskutek którego utopiono w głębinach morza tysiące czarnoskórych.

Francja w ciągu ostatnich pięćdziesięciu lat (czy też raczej jedynie dwudziestu pięciu, ponieważ okresu rewolucji i wojen właściwie nie należy tu wliczać) przeprowadziła wielki eksperyment z systemem ograniczeń, dopuszczając się przy tym licznych błędów, wypaczeń i przesadnych działań. Jej sukces musi każdej obiektywnej osobie rzucić się w oczy. A to, że teoria temu przeczy, wymaga oczywiście wyciągnięcia konsekwencji od systemu. Jeśli już mogła posunąć się do wątpliwego twierdzenia, że Anglia stała się potęgą nie dzięki, lecz pomimo swojej polityki handlowej, i sprawić, że świat w nie uwierzy, to jak mogła się powstrzymywać, by wygłosić znacznie łatwiejsze do udowodnienia twierdzenie, że Francja bez ochrony swoich wewnętrznych fabryk stałaby się nieporównywalnie bogatsza i lepiej prosperująca niż obecnie? Wystarczy, że twierdzenie to przez wielu uważanych za świadomych i mądrych jest przyjmowane za dobrą monetę, nawet jeśli rozsądni praktycy je zwalczają, a z pewnością tęsknota za dobrodziejstwami wolnego handlu z Anglią jest obecnie we Francji dość powszechna. Nie można też zaprzeczyć, i będziemy o tym mówić bardziej szczegółowo w innym miejscu, że wspieranie na różne sposoby wzajemnych kontaktów byłoby korzystne dla obu narodów.

Ze strony angielskiej celem jest jednak oczywiście nie sprzedaż samych surowców, na przykład surówki żelaza, ale przede wszystkim dużych ilości towarów przemysłowych powszechnego użycia w zamian za francuskie produkty rolne i luksusowe. Obecnie nie da się jeszcze przewidzieć, do jakiego stopnia rząd i parlament francuski są skłonne zgodzić się na to żądanie lub je spełnić. Jeśli jednak naprawdę miałyby przystać na to w takim stopniu, w jakim chciałaby tego Anglia, to świat zyska dzięki temu nowy przykład za istotną kwestią lub przeciw niej – mianowicie do jakiego stopnia w warunkach panujących obecnie na świecie jest możliwe i korzystne, że dwa wielkie narody przemysłowe, z których jeden ma obecnie zdecydowaną przewagę nad drugim pod względem kosztów produkcji i ekspansji zagranicznego rynku przemysłowego, wejdą razem na swoich własnych rynkach wewnętrznych na drogę wolnej konkurencji i jakie będą tego skutki.

W Niemczech te wyżej wymienione kwestie stały się praktycznymi zagadnieniami narodowymi dopiero wskutek unii handlowej. Podczas gdy dla Francji przynętą, na którą chce zwabić Anglię do zawarcia umowy handlowej, jest wino, w przypadku Niemiec są to zboże i drewno. W tej chwili wszystko jest tu jeszcze jedynie hipotezą, ponieważ nie można już teraz wiedzieć, czy negowanych torysów da się na tyle przywieść do rozsądku, by udzielili rządowi koncesji na ułatwienie importu niemieckiego zboża i drewna, czego można by było się domagać w zamian za unię. W Niemczech w polityce handlowej sprawy zaszły już bowiem tak daleko, że insynuacje, by za solidne sztabki złota i srebra kazać sobie płacić mrzonkami i nadzieją, uznano by za śmieszne, jeśli nie impertynenckie. Zakładając, że parlament udzieli takich koncesji, najważniejsze kwestie polityki handlowej w Niemczech powinny bezzwłocznie stać się przedmiotem dyskusji publicznej.

Najnowszy raport dr. Bowringa daje nam już przedsmak taktyki, którą w tym przypadku będzie obierać Anglia – mianowicie będzie ona traktować te koncesje nie jako ekwiwalent za przeważające zyski, które wciąż jeszcze ma na niemieckim rynku przemysłowym; nie jako zadatek umożliwiający Niemcom stopniową i samodzielną naukę przędzenia z bawełny na swoje potrzeby, żeby niezbędne do tego surowce brali bezpośrednio z krajów gorącej strefy i płacili za nie we własnych towarach przemysłowych; nie jako środek kompensacyjny wciąż istniejącej potwornej dysproporcji między wzajemnym importem a eksportem obu krajów – nie! Anglia będzie traktować prawo do zaopatrywania Niemiec w przędzę bawełnianą jako jus quaesitum i za każdą koncesję żądać nowego ekwiwalentu, który polegać będzie na czymś niemniejszym niż poświęcenie produkcji bawełny, wełny itp.; będzie podstawiać Niemcom te koncesje jak miskę soczewicy i żądać w zamian zrzeczenia się pierworództwa .

Jeśli dr Bowring podczas swojego pobytu w Niemczech się nie pomylił, jeśli na przykład, jak mi się wydaje, nie potraktował berlińskiej kurtuazji zbyt poważnie, to rzeczywiście w tych regionach, w których kształtuje się polityka niemieckiej unii handlowej, nadal w dużej mierze kroczy się ścieżkami teorii kosmopolitycznej, to znaczy: (1) wciąż nie rozróżnia się eksportu produktów przemysłowych od rolnych; (2) istnieje przekonanie, że cele narodowe można osiąg­nąć, rozwijając jedne kosztem drugich; (3) zasada edukacji przemysłowej narodów nie jest jeszcze traktowana jako fundamentalna reguła unii handlowej; (4) branże, które dzięki wieloletniej ochronie stały się na tyle silne, że wewnętrzna konkurencja znacznie obniżyła ceny, są bez wahania wystawiane na zagraniczną konkurencję. W ten sposób podcina się skrzydła duchowi przedsiębiorczości Niemców. Każda fabryka, która upada z powodu mniejszej ochrony lub działań rządu, jest jak wisząca padlina – widok, który na kilometr odstrasza każdego, kto myśli o podobnej działalności.

Jestem, jak widać, daleki od uznawania tych zabezpieczeń za uzasadnione, ale już fakt, że można tak robić i robi się to publicznie, jest dostatecznie zły, ponieważ zadaje poważny cios zaufaniu w istnienie ochrony celnej, a tym samym niemieckiemu duchowi przedsiębiorczości przemysłowej. Wspomniany raport pozwala też przypuszczać, w jakiej formie niemieckim fabrykom ma być podana śmiertelna trucizna, aby przyczyna upadku nie od razu wyszła na jaw i by tym pewniej przeniknęła do serca gospodarki. Cła od wagi towaru mają być zastąpione przez cła ad valorem , aby otworzyć drzwi dla angielskiego przemytu i defraudacji celnych . Miałoby to dotyczyć artykułów powszechnego użytku, o niewielkiej wartości specyficznej i najwyższej wartości całkowitej, a więc takich, które stanowią podstawę przemysłu wytwórczego.

Widać, jak ważna jest obecnie ze względów praktycznych kwestia międzynarodowej swobody handlu. Konieczne jest, by w końcu dokładnie i bezstronnie zbadać, czy i do jakiego stopnia teoria i praktyka były w tym kontekście winne błędów, żeby w końcu doprowadzić do ich zgodności albo przynajmniej poważnie poruszyć problem rozbieżności między nimi.

Zaprawdę nie jest to fałszywa skromność, lecz prawdziwie głębokie poczucie zwątpienia we własne siły, kiedy autor zapewnia, że – po czteroletniej walce z samym sobą, po stukrotnym podaniu w wątpliwość swoich poglądów i po stukrotnym ich potwierdzeniu, po równie częstym sprawdzaniu poglądów i racji przeciwstawnych i po równie częstym uznawaniu ich za błędne – podjął decyzję, by odważyć się rozwiązać tę kwestię. Czuje, że jest wolny od próżnego dążenia do obalenia starych autorytetów i stworzenia nowych teorii. Gdyby autor był Anglikiem, byłoby mu trudniej podważać podstawową zasadę koncepcji Adama Smitha. Były w ojczyźnie takie okoliczności, które przed ponad dwudziestu laty wzbudziły w nim pierwsze wątpliwości co do nieomylności tej teorii; były w ojczyźnie okoliczności, które skłoniły go, by od tamtej pory rozwijał swoje poglądy sprzeczne z teorią w wielu anonimowych artykułach, a na koniec w większych pracach pod własnym nazwiskiem. Dziś jeszcze to interesy Niemiec są tym, co przede wszystkim dało mu odwagę, wystąpić z tą książką, choć nie może skłamać, zadziałał tu też powód osobisty, a mianowicie uświadomiona konieczność, by wreszcie poprzez większe dzieło udowodnić, że nie jest kimś całkowicie niepowołanym do tego, by zabierać głos w sprawach ekonomii politycznej.

Autor w bezpośredniej sprzeczności z teorią na samym początku zapyta historię o jej nauki, na tej podstawie wysnuje swoje fundamentalne zasady, po rozwinięciu ich podda badaniu poprzednie systemy, a na koniec – ponieważ jego skłonności są na wskroś praktyczne – przedstawi najnowszy stan rzeczy polityki handlowej.

Oto zestawienie najważniejszych rezultatów jego badań i refleksji – dla większej przejrzystości:

Zjednoczenie pojedynczych sił w celu zrealizowania wspólnych celów to najpotężniejszy środek do uszczęśliwienia jednostek. Samotnie, w separacji od swoich bliźnich jednostka jest słaba i bezradna. Im większa jest liczba tych, z którymi łączą ją społeczne więzi, tym doskonalsze zjednoczenie, tym większy i doskonalszy produkt – duchowe i fizyczne dob­ro jednostek.
mniej..

BESTSELLERY

Menu

Zamknij