Facebook - konwersja
Przeczytaj fragment on-line
Darmowy fragment

  • nowość
  • promocja

Naturalna inteligencja i zagadki świadomości - ebook

Tłumacz:
Format:
EPUB
Data wydania:
16 września 2026
3593 pkt
punktów Virtualo

Naturalna inteligencja i zagadki świadomości - ebook

Pochodzenie i sposób działania inteligencji naturalnej i sztucznej jest uderzająco odmienne. Różnice widać na pewno w prędkości działania. Informacje przepływają w ludzkim mózgu dość wolno – przeciętnie w tempie 10 bitów na sekundę, natomiast w sztucznych urządzeniach tempo to jest szybsze o kilka rzędów wielkości. Z drugiej strony, komputery nie mogą liczyć na cuda inteligencji wywodzącej się ze świata uczuć. A czy doczekają się własnej świadomości?

Odwieczna zagadka świadomości – naszej zdolności do odczuwania własnego istnienia i posiadania poczucia własnego „ja” – pozostaje nierozwiązana, mimo ogromnego wysiłku neurobiologów i filozofów. A co, jeśli jej tajemnica tkwi właśnie w pulsujących u jej podstaw uczuciach?

W tym przełomowym dziele wybitny neurobiolog Antonio Damasio opowiada o barwnych dziejach naturalnej inteligencji, której początki zbiegają się z narodzinami życia biologicznego.Wyjaśnia, w jaki sposób mózg, umysł i ciało współdziałają, tworząc świadomość. Analizuje jej znaczenie dla zrozumienia ludzkiej kreatywności, moralności i kultury, a także mierzy się z dylematami etycznymi, jakie rodzą dzisiaj niezwykłe możliwości sztucznej inteligencji. Stanowi to pełną pasji obronę ludzkiej świadomości jako oznaki człowieczeństwa i wyjątkowej siły napędzającej rozwój naszego gatunku.

Kategoria: Biologia
Zabezpieczenie: Watermark
Watermark
Watermarkowanie polega na znakowaniu plików wewnątrz treści, dzięki czemu możliwe jest rozpoznanie unikatowej licencji transakcyjnej Użytkownika. E-książki zabezpieczone watermarkiem można odczytywać na wszystkich urządzeniach odtwarzających wybrany format (czytniki, tablety, smartfony). Nie ma również ograniczeń liczby licencji oraz istnieje możliwość swobodnego przenoszenia plików między urządzeniami. Pliki z watermarkiem są kompatybilne z popularnymi programami do odczytywania ebooków, jak np. Calibre oraz aplikacjami na urządzenia mobilne na takie platformy jak iOS oraz Android.
ISBN: 978-83-7886-897-2
Rozmiar pliku: 5,0 MB

FRAGMENT KSIĄŻKI

ROZ­DZIAŁ 1

Na­tu­ralna in­te­li­gen­cja
i lo­gika świa­do­mo­ści

Ta książka przed­sta­wia fa­scy­nu­jącą hi­sto­rię na­tu­ral­nej in­te­li­gen­cji: od na­ro­dzin ży­cia bio­lo­gicz­nego, które za­po­cząt­ko­wały nową i nie­zwy­kłą, śmier­telną formę ist­nie­nia, aż po roz­wój umy­słów, emo­cji i świa­do­mo­ści.

Dzięki do­ko­na­nym w XX wieku od­kry­ciom za­czę­li­śmy poj­mo­wać me­cha­ni­zmy ży­cia, nie­mniej jego za­ist­nie­nie wciąż wy­daje się zda­rze­niem na­der mało praw­do­po­dob­nym i zdu­mie­wa­ją­cym, samo ży­cie bio­lo­giczne jest zaś zja­wi­skiem nad­zwy­czaj skom­pli­ko­wa­nym, cho­ciaż prze­bie­ga­ją­cym dys­kret­nie – rzadko zwraca na sie­bie uwagę, mimo że jest pełne in­te­li­gent­nych roz­wią­zań, które za­pew­niają mu po­zor­nie wieczne trwa­nie. Ży­cie to dar, dzięki któ­remu po­wstały mię­dzy in­nymi or­ga­ni­zmy jed­no­ko­mór­kowe, w tym naj­pow­szech­niej­sze z nich: bak­te­rie. Ist­nieją, na­wet nie zda­jąc so­bie z tego sprawy, a mimo to zna­ko­mi­cie za­rzą­dzają swoim funk­cjo­no­wa­niem, cho­ciaż nie mają zdol­no­ści roz­po­zna­nia, jak i czym kie­rują¹.

Te wszyst­kie mi­kro­ska­lowe dziwy za­częły się po­ja­wiać około czte­rech mi­liar­dów lat temu. Kiedy jed­nak prze­sko­czymy o dwa i pół mi­liarda lat do przodu, okaże się, że w tym mo­men­cie przy­roda za­częła już wy­kształ­cać skom­pli­ko­wane or­ga­ni­zmy wie­lo­ko­mór­kowe, wśród nich tak wspa­niałe jak drzewa i inne ro­śliny. Weźmy na przy­kład ka­li­for­nij­skie se­kwoje, które wy­ra­stają na sto me­trów nad na­sze głowy i za­chwy­cają ma­je­sta­tycz­nymi ko­ro­nami. Po­mimo ca­łej tej zło­żo­no­ści i piękna rów­nież one nie są zdolne wie­dzieć o swoim by­cie ani tym bar­dziej do­ce­nić za­wi­ło­ści funk­cjo­no­wa­nia swo­ich or­ga­ni­zmów oraz in­nych istot ży­wych.

Na­tu­ralna in­te­li­gen­cja miała jed­nak za­ofe­ro­wać jesz­cze więk­sze cuda. Przy­roda nie po­prze­stała na stwo­rze­niu świata peł­nego wy­myśl­nych, ale nie ob­da­rzo­nych wie­dzą istot i przy­stą­piła do kon­stru­owa­nia or­ga­ni­zmów wy­po­sa­żo­nych w umysł (psy­chikę), wy­ge­ne­ro­wany dzięki jesz­cze jed­nej prze­ło­mo­wej in­no­wa­cji – wpro­wa­dze­niu układu ner­wo­wego, który za­czął się po­ja­wiać około pię­ciu­set mi­lio­nów lat temu. Co tak na­prawdę ozna­cza po­sia­da­nie umy­słu? Naj­ogól­niej mó­wiąc, umoż­li­wia on oglą­da­nie pry­wat­nych pro­jek­cji ob­ra­zów umy­sło­wych, wy­twa­rza­nych przez układ ner­wowy. Ob­razy te re­pre­zen­tują wszystko, co nas ota­cza – wy­stę­pują w miej­sce obiek­tów, in­nych istot ży­wych oraz zda­rzeń z ich udzia­łem. Lecz na tym nie ko­niec: od­wzo­ro­wują one także wnę­trze na­szego ciała i jego funk­cjo­no­wa­nie w celu re­gu­lo­wa­nia i pod­trzy­my­wa­nia ży­cia – w po­staci uczuć uka­zują ele­menty skła­dowe or­ga­ni­zmu oraz czyn­no­ści zwią­zane z we­wnętrz­nymi sta­nami na­szego ciała. In­nymi słowy, ko­rzy­sta­jąc ze wszyst­kich na­szych zmy­słów, ob­razy men­talne od­wzo­ro­wują ak­to­rów i ak­cje nie tylko na ze­wnątrz or­ga­ni­zmu, ale – co na­der ważne – rów­nież we­wnątrz niego. Do­dajmy, że czy­niąc to wszystko, two­rzą swo­isty pry­watny spek­takl mul­ti­me­dialny, co pew­nego pięk­nego dnia stało się in­spi­ra­cją do wy­na­le­zie­nia kina i na­grań dźwię­ko­wych. Ab­so­lut­nie nie na­leży są­dzić, że idea ki­ne­ma­to­gra­fii wzięła się zni­kąd. W moim prze­ko­na­niu była to ra­cjo­nalna próba na­śla­do­wa­nia na­tu­ral­nie ani­mo­wa­nej, „ki­no­wej” rze­czy­wi­sto­ści na­szych umy­słów. Próba ta nie­wąt­pli­wie za­koń­czyła się peł­nym suk­ce­sem, lecz naj­wspa­nial­szym fil­mem na świe­cie wciąż po­zo­staje bo­gaty, wie­lo­aspek­towy spek­takl wy­świe­tlany w na­szym umy­śle.

Naj­bar­dziej ty­po­wymi ob­ra­zami umy­sło­wymi są układy świa­tła lub dźwięku, które sta­no­wią od­wzo­ro­wa­nia in­nych istot ży­wych oraz ich za­cho­wań, a także obiek­tów (czy czę­ści obiek­tów) i ich ru­chu, co łącz­nie składa się na ota­cza­jące nas śro­do­wi­sko. Tak na przy­kład sły­sze­nie przez nas mu­zyki i mowy opiera się na po­wsta­ją­cych w umy­śle ob­ra­zach aku­stycz­nych, a po­dob­nie ob­ra­zowy cha­rak­ter mają wzorce do­ty­kowe, wę­chowe i sma­kowe. Ob­razy mogą re­pre­zen­to­wać w na­szym umy­śle do­wolny skład­nik oto­cze­nia, w tym całe or­ga­ni­zmy lub ich po­szcze­gólne ce­chy fi­zyczne i za­cho­wa­nia.

Ist­nieje też jed­nak inny ro­dzaj ob­ra­zów men­tal­nych, z pew­no­ścią nie­mniej ważny niż ob­razy oto­cze­nia. Jego przy­kła­dem są wspo­mniane wcze­śniej re­pre­zen­ta­cje wnę­trza na­szego or­ga­ni­zmu. Te skom­pli­ko­wane wzorce skła­dają się na uczu­cia. Od­gry­wają one ogrom­nie ważną i nie­za­stą­pioną rolę: u każ­dego z nas opi­sują stan ży­cia we wnę­trzu ciała – to, z czym mu do­brze, a z czym źle. Stan ów musi być stale mo­ni­to­ro­wany i re­gu­lo­wany, aby­śmy mo­gli utrzy­my­wać się przy ży­ciu. Nic za­tem dziw­nego, że ob­razy te czę­sto sta­no­wią od­zwier­cie­dle­nie pro­ce­sów pew­nej walki czy osią­ga­nia kom­pro­misu.

Krótko mó­wiąc, ewo­lu­cyj­nych am­bi­cji in­te­li­gen­cji na­tu­ral­nej nie za­spo­ko­iło utwo­rze­nie nad­zwy­czaj­nej zdol­no­ści ob­ra­zo­wego od­wzo­ro­wy­wa­nia oto­cze­nia przez or­ga­ni­zmy. Za ku­li­sami cze­kał już ko­lejny ra­dy­kalny zwrot, go­towy do wzbo­ga­ce­nia psy­chiki i uła­twie­nia jej za­rzą­dza­nia ży­ciem: czu­cie.

Wy­da­wa­łoby się, że czu­cie na­leży do nie­licz­nych uży­wa­nych w tej książce for­mal­nych ter­mi­nów, które nie wy­ma­gają pil­nego zde­fi­nio­wa­nia, lecz to wra­że­nie jest błędne. Oczy­wi­ście wszy­scy do­zna­jemy uczuć. Do­bre lub kiep­skie sa­mo­po­czu­cie, głód lub pra­gnie­nie, wra­że­nie go­rąca lub zimna, ból lub przy­jem­ność to przy­kłady uczuć pew­nego szcze­gól­nego ro­dzaju, które do­cze­kały się na­wet ofi­cjal­nej zbior­czej na­zwy – są to uczu­cia ho­me­osta­tyczne. Okre­ślono je tak dla­tego, że wspo­ma­gają klu­czowy pro­ces re­gu­la­cji, który ma na celu utrzy­my­wa­nie na­szego or­ga­ni­zmu w ide­al­nym za­kre­sie ho­me­ostazy, czyli prze­dziale war­to­ści róż­nych pa­ra­me­trów po­zwa­la­ją­cym na za­cho­wa­nie ży­cia. Trzeba jed­nak za­zna­czyć, że nie są to je­dyne ro­dzaje uczuć w re­per­tu­arze na­tury. Kiedy do­świad­czamy emo­cji ra­do­ści lub smutku, zło­ści lub stra­chu, na­zy­wamy od­po­wia­da­jące im uczu­cia emo­cjo­nal­nymi, w od­róż­nie­niu od ho­me­osta­tycz­nych, po­nie­waż sta­no­wią one in­te­gralny skład­nik na­tu­ral­nych pro­ce­sów emo­cjo­nal­nych, a nie wiążą się przede wszyst­kim z kwe­stią za­rzą­dza­nia funk­cjami ży­cio­wymi.

Krótko mó­wiąc, na­leży od­róż­niać typ uczuć, które służą re­gu­la­cji ży­cia, przy­czy­nia­jąc się do za­cho­wa­nia ho­meo­stazy, od typu uczuć, które po­zwa­lają nam na do­świad­cza­nie emo­cji. Jesz­cze waż­niej­sze jest zaś od­róż­nia­nie sa­mych uczuć, ma­ją­cych za­sad­ni­czo cha­rak­ter oso­bi­sty, od emo­cji, ma­ją­cych cha­rak­ter pu­bliczny².

Wszy­scy do­zna­jemy uczuć ho­me­osta­tycz­nych i roz­po­zna­jemy ich ro­dzaj, choć fi­zjo­lo­giczny me­cha­nizm ich po­wsta­wa­nia po­zo­sta­wał dla na­uki ta­jem­nicą. Te na pierw­szy rzut oka nie­po­zorne i świet­nie znane każ­demu czy­tel­ni­kowi zja­wi­ska sta­no­wią ci­chych bo­ha­te­rów ni­niej­szej książki – a jest tak z dwóch po­wo­dów. Po pierw­sze, uwa­żam, że je­stem w sta­nie wy­ja­śnić, jak uczu­cia ho­me­osta­tyczne ro­dzą się w na­szym or­ga­ni­zmie, oraz od­sło­nić przy­naj­mniej część ich za­wsty­dza­ją­cego se­kretu. Po dru­gie, co z pew­no­ścią za­ska­ku­jące, moim zda­niem wła­śnie one od­po­wia­dają za świa­do­mość. Ze względu na swoją ko­nieczną su­biek­tyw­ność otwo­rzyły świa­do­mo­ści drzwi, po­zwa­la­jąc jej wkro­czyć na wielką arenę ży­cia. Uczu­cia te są jed­no­znacz­nie na­kie­ro­wane na istotę, która je prze­żywa. Spon­ta­nicz­nie in­for­mują or­ga­nizm o wła­snej obec­no­ści, a także o miej­scu swego wy­stę­po­wa­nia w tkance świata – za­równo w ob­rę­bie umy­słu, jak i ciała da­nego or­ga­ni­zmu.

Na tym eta­pie mu­simy się po­now­nie za­trzy­mać – po pierw­sze dla­tego, że kon­cep­cja, zgod­nie z którą świa­do­mość sta­nowi kon­se­kwen­cję uczuć ho­me­osta­tycz­nych, ozna­cza ra­dy­kalne odej­ście od tra­dy­cyj­nego uję­cia tej pro­ble­ma­tyki, a po dru­gie dla­tego, że samo po­ję­cie świa­do­mo­ści – w jesz­cze więk­szym stop­niu niż po­ję­cie uczuć – wy­maga sto­sow­nego wpro­wa­dze­nia.

In­te­li­gentni lu­dzie na ogół nie mają pro­blemu z re­flek­sją nad swo­imi pro­ce­sami psy­chicz­nymi i zwy­kle dość do­brze ro­zu­mieją je in­tu­icyj­nie. W ob­li­czu py­tań do­ty­czą­cych świa­do­mo­ści czę­sto ogar­nia ich jed­nak bez­rad­ność. Czym jest świa­do­mość? Co nam daje? Jak or­ga­nizm wy­twa­rza taką ja­kość? Czy jest to coś in­nego niż umysł? Nie mamy go­to­wych od­po­wie­dzi na te py­ta­nia. Świa­do­mość jawi się jako nie­zgłę­biona ta­jem­nica.

Wpraw­dzie przed­sta­wiono liczne kon­cep­cje, które mają tłu­ma­czyć istotę i po­wsta­nie świa­do­mo­ści, nie­mniej do dziś żadna z nich nie oka­zała się na tyle prze­ko­nu­jąca, by uznano ją za do­sta­teczne – a tym bar­dziej de­fi­ni­tywne – roz­wią­za­nie pro­blemu (patrz roz­działy 14 i 23). Kon­cep­cje te są zgła­szane przez przed­sta­wi­cieli róż­nych dzie­dzin – fi­lo­zo­fii oraz nauk przy­rod­ni­czych i tech­nicz­nych – i nie opie­rają się na fun­da­men­cie wcze­śniej­szego kon­sen­susu, co w ogóle ma być przed­mio­tem wy­ja­śnie­nia. Sy­tu­acja ta jest dość fru­stru­jąca, a nie­roz­wią­za­nie za­ga­dek świa­do­mo­ści jest dla na­uki sprawą nie­mal wsty­dliwą. W jaki spo­sób świa­do­mość jest wy­twa­rzana? Z czego się składa? Ja­kie sy­gnały jed­no­znacz­nie wska­zują na jej obec­ność?! Moim zda­niem sa­tys­fak­cjo­nu­ją­cych od­po­wie­dzi na te py­ta­nia do­star­cza neu­ro­bio­lo­gia. Jed­no­cze­śnie wy­ja­śnia ona, co świa­do­mość za­pew­nia ma­ją­cym ją stwo­rze­niom, tym sa­mym zaś po­głę­bia na­sze ro­zu­mie­nie istoty czło­wie­czeń­stwa. Dla­tego przed przej­ściem do dal­szych roz­wa­żań chcę na­kreś­lić pro­blemy, które sta­ram się roz­wią­zać, oraz za­ry­so­wać, w jaki spo­sób za­mie­rzam do nich po­dejść w tej książce.ROZ­DZIAŁ 2

Za­gadki świa­do­mo­ści

I

Moją pier­wotną mo­ty­wa­cją do na­pi­sa­nia tej książki była chęć prze­ko­nu­ją­cego wy­ja­śnie­nia, jak świa­do­mość jest wy­twa­rzana oraz co wnosi do na­szego czło­wie­czeń­stwa. A czym jest? W naj­zwięź­lej­szym uję­ciu, ja­kie mogę przed­sta­wić na tak wcze­snym eta­pie wy­wodu, świa­do­mość jest pro­ce­sem bio­lo­gicz­nym, który po­zwala każ­demu z nas do­świad­czać włas­nego jed­nost­ko­wego ży­cia. In­nymi słowy, tak jak ja wi­dzę te za­gad­nie­nia, za­cho­wy­wa­nie świa­do­mo­ści po­zwala nam do­zna­wać tego, że ży­jemy, że ist­nie­jemy. Dzięki świa­do­mo­ści mo­żemy stwier­dzić, że dys­po­nu­jemy umy­słem, in­tu­icyj­nie się do­my­ślać, że jego tre­ści są nie­wi­doczne dla oto­cze­nia, a na­wet przy­pusz­czać, iż mamy tylko je­den umysł, a nie kilka umy­słów.

Do­póki nie je­ste­śmy świa­domi, tak na­prawdę nic dla nas nie ist­nieje. Ist­nie­jemy – we wła­ści­wym sen­sie tego słowa – tylko je­żeli i kiedy po­zo­sta­jemy roz­bu­dzeni i świa­domi. Choć w moim od­czu­ciu po­wyż­sze uję­cie świa­do­mo­ści od­daje re­alia owego pro­cesu, to nie pa­nuje co do niego po­wszechna zgoda. Sfor­mu­ło­wano różne kon­cep­cje świa­do­mo­ści, po­cho­dzące z od­mien­nych tra­dy­cji in­te­lek­tu­al­nych, co ogrom­nie gma­twa roz­wa­ża­nia. Nie­stety mamy jesz­cze mniej usta­leń – nie mó­wiąc już o kon­sen­su­sie – na te­mat wy­twa­rza­nia się świa­do­mo­ści. Choć zdaje się, że ludzka ma­szy­ne­ria neu­ro­bio­lo­giczna do­ko­nuje tej sztuki bez naj­mniej­szego wy­siłku, to na­uka nie wy­ja­śniła tego prze­jawu za­awan­so­wa­nia or­ga­ni­za­cji bio­lo­gicz­nej w sa­tys­fak­cjo­nu­jący spo­sób ani tym bar­dziej taki, który spo­tkałby się z uni­wer­salną apro­batą.

Mamy przed sobą karty ca­łej książki, aby roz­wi­kłać bio­lo­giczną in­trygę od­po­wie­dzialną za nie­uchwytny pro­ces świa­do­mo­ści, który sub­tel­nie prze­nika nasz byt. Nie pi­szę jed­nak po­wie­ści sen­sa­cyj­nej, to­też od razu na wstę­pie uchy­li­łem rąbka ta­jem­nicy, bez ogró­dek oznaj­mia­jąc, że świa­do­mość sta­nowi bez­po­śred­nią kon­se­kwen­cję uczuć ho­me­osta­tycz­nych. Jest to po­gląd ra­dy­kalny, ale przy­rze­kam przed­sta­wić prze­ma­wia­jące za nim ar­gu­menty i wy­tłu­ma­czyć, na ja­kiej za­sa­dzie uczu­cia są ta­kie, a nie inne, oraz ro­bią to, co ro­bią.

Kwe­stia ta nie wy­czer­puje przy­go­to­wa­nych przeze mnie nie­spo­dzia­nek. Jak czy­tel­ni­kowi być może wia­domo, tra­dy­cyj­nie uważa się, że je­ste­śmy w sta­nie od­czu­wać swoje uczu­cia, po­nie­waż dys­po­nu­jemy uprzed­nią świa­do­mo­ścią. Otóż śmiem twier­dzić, że po­gląd ten nie tylko jest błędny, lecz wy­maga wręcz dia­me­tral­nego od­wró­ce­nia. Oto jak moim zda­niem brzmi pra­wi­dłowa wer­sja: aby dys­po­no­wać świa­do­mo­ścią, mu­simy być w sta­nie czuć.

Kiedy roz­wa­żamy zja­wi­sko umy­słu jako skład­nika ży­wych or­ga­ni­zmów, na­gle każdy szcze­gół oka­zuje się ważny. Nie­mniej na­leży do­strzec, że mo­gli­śmy po­znać do­nio­słą na­turę i do­ko­na­nia umy­słów ludz­kich tylko dla­tego, że umy­sły te były ob­da­rzone świa­do­mo­ścią. Umoż­li­wiała ona or­ga­ni­zmom trosz­cze­nie się o wła­sne, in­dy­wi­du­alne losy oraz o losy po­dob­nych or­ga­ni­zmów w ich oto­cze­niu. Świa­do­mość do­star­czała po­wo­dów do ist­nie­nia oraz in­spi­ro­wała świa­dome już jed­nostki do opie­kuń­czego i no­wa­tor­skiego dzia­ła­nia w in­te­re­sie wła­snym oraz owych in­nych, do któ­rych ży­wiły uczu­cia! Po­zwo­liła na to, by umy­sły stały się twór­cze. Stała się matką chrzestną in­wen­cji. Pod jej nie­obec­ność nie by­łoby Ba­cha, Mo­zarta ani Beetho­vena; nie by­łoby Szek­spira; Dar­wina i Wil­liama Ja­mesa; Ein­ste­ina; Wat­sona i Cricka.

Z naj­więk­szą ra­do­ścią oznaj­mił­bym rów­nież, że na­tu­ralne wy­kształ­ce­nie się świa­do­mo­ści nie miało żad­nych nie­for­tun­nych na­stępstw. Nie­stety, rze­czy­wi­stość jest inna, jak czy­tel­nik za­pewne sam się orien­tuje.

II

Od kiedy na sce­nie po­ja­wiły się uczu­cia i świa­do­mość, dzieje na­tu­ral­nej in­te­li­gen­cji wkro­czyły w nową fazę. Po­strze­gam to tak, że w skład umy­słu (psy­chiki) za­częły wcho­dzić uczu­cia ho­me­osta­tyczne i ich za­sad­ni­cze na­stęp­stwa, mia­no­wi­cie su­biek­tyw­ność i świa­do­mość. W re­zul­ta­cie zaś po­wstał umysł świa­domy, czyli wy­twa­rzany przez mózg okre­ślo­nego or­ga­ni­zmu we współ­pracy z jego cia­łem – in­nymi słowy, umysł do­świad­czany przez or­ga­nizm z jego su­biek­tyw­nej per­spek­tywy, jako część jego ciała oraz przy­na­leżny wy­łącz­nie jemu!

Co ważne, świa­domy umysł nie był – i nie jest – za­re­zer­wo­wany wy­łącz­nie dla lu­dzi. Jak bę­dziemy wy­ja­śniać w dal­szej czę­ści książki, po­wsta­nie świa­do­mo­ści sta­nowi w ewo­lu­cji bio­lo­gicz­nej prze­ło­mowy krok, który zwięk­szał szanse prze­trwa­nia i bez­pie­czeń­stwo or­ga­ni­zmów zło­żo­nych. Na­tu­ralna in­te­li­gen­cja przy­stą­piła do trwa­ją­cych całe eony prac te­re­no­wych, przez które roz­wi­jała świa­do­mość, wy­pró­bo­wy­wała ją i do­sko­na­liła w wielu isto­tach, za­nim na Ziemi po­ja­wili się lu­dzie. Pierwsi be­ne­fi­cjenci tych ewo­lu­cyj­nych prób ze świa­do­mo­ścią żyją wciąż wśród nas – to świa­dome stwo­rze­nia, które fru­wają nad na­szymi gło­wami i pły­wają w mo­rzach; które od­wie­dzamy w zoo lub po­dzi­wiamy na sa­fari, nie wspo­mi­na­jąc już o na­szych do­mo­wych pu­pi­lach.

Nie­mniej kre­atywne moż­li­wo­ści umy­słów ludz­kich zde­cy­do­wa­nie się wy­róż­niają. Kiedy więc na ziemi za­ist­nieli świa­domi lu­dzie, ogrom­nie zmie­niły się ich ru­ty­nowe za­cho­wa­nia i wy­twory oraz po­ja­wiły się nowe osią­gnię­cia. Oto je­den zna­mienny przy­kład: lu­dzie stwo­rzyli mu­zykę, spo­sób wy­ra­ża­nia od­czuć o so­bie sa­mych, in­nych oraz do­świad­cze­niach ży­cia. Mu­zyka była na­rzę­dziem ko­mu­ni­ka­cji in­ter­per­so­nal­nej oraz we­wnętrz­nego wzbo­ga­ca­nia sie­bie. Po­nadto w spo­łecz­no­ściach ludz­kich wy­kształ­ciły się ję­zyki po­zwa­la­jące jed­nost­kom względ­nie pre­cy­zyj­nie prze­ka­zy­wać wła­sne my­śli oraz po­zna­wać my­śli ota­cza­ją­cych osób. Lu­dzie po­tra­fili też ba­dać i zmie­niać świat wo­kół sie­bie, wy­twa­rza­jąc no­wa­tor­skie i zło­żone struk­tury spo­łeczno-kul­tu­rowe. Roz­wi­nęło się rol­nic­two, a dzięki niemu ro­dziły się do­bra, które można było nie tylko kon­su­mo­wać, lecz także wy­mie­niać lub sprze­da­wać. To samo od­nosi się do wy­naj­do­wa­nia i wy­ra­bia­nia na­rzę­dzi, które jesz­cze bar­dziej po­sze­rzały ob­szar ludz­kiej kre­atyw­no­ści.

W ślad za tym po­szło stwo­rze­nie i wdro­że­nie stra­te­gii za­rzą­dza­nia, ko­niecz­nych do roz­wią­zy­wa­nia kon­flik­tów wy­ni­ka­ją­cych z licz­nych in­no­wa­cji kul­tu­ro­wych. Stra­te­gie te znamy dzi­siaj pod ta­kimi na­zwami, jak eko­no­mia i po­li­tyka, wy­miar spra­wie­dli­wo­ści, re­li­gie oraz – wcale nie mniej ważna – sze­roko ro­zu­miana sztuka: nie tylko mu­zyka i li­te­ra­tura, które czer­pały z ist­nie­nia ję­zyka, lecz także rzeźba, ry­su­nek i ma­lar­stwo oraz ta­niec i te­atr w nie­ustan­nie ewo­lu­ują­cych for­mach i sty­li­styce. W końcu po­ja­wiła się zdol­ność do sys­te­ma­tycz­nego roz­wa­ża­nia funk­cji i na­tury ludz­kiej psy­chiki oraz spo­łe­czeństw kształ­to­wa­nych przez nowe, zło­żone formy pro­wa­dze­nia ży­cia. W ten spo­sób na­ro­dziła się fi­lo­zo­fia – me­toda re­flek­sji nad wy­two­rami ży­cia, a za­ra­zem nie­oczy­wi­sty pre­kur­sor dzi­siej­szych nauk przy­rod­ni­czych i tech­nicz­nych. Wszystko to składa się na im­po­nu­jący ciąg roz­woju i eks­pan­sji³.

III

Ty­siące lat cy­wi­li­za­cji ludz­kiej na­stały po ukształ­to­wa­niu się in­stru­men­tów kul­tu­ro­wych wy­wie­dzio­nych z kla­sycz­nej in­te­li­gen­cji na­tu­ral­nej. Dzięki udzia­łowi świa­do­mo­ści oraz wspie­ra­nej przez nią kre­atyw­no­ści na­tu­ralna in­te­li­gen­cja od­po­wia­dała w toku dzie­jów za po­wsta­wa­nie i upadki im­pe­riów, wy­kształ­ca­nie się re­li­gii oraz ich wy­zna­wa­nie bądź od­rzu­ca­nie. Można ob­wi­niać świa­do­mość o nie­zli­czone wojny po­wsta­jące na tle wie­rzeń, praw do wła­sno­ści i dok­tryn po­li­tycz­nych, lecz na­leży jej też przy­pi­sać zdu­mie­wa­jące osią­gnię­cia ar­ty­styczne i na­ukowe oraz triumfy my­śli tech­nicz­nej. To nie­złe pa­smo suk­ce­sów, lecz w tej chwili do­cie­ramy do roz­droża. Na­sza epoka – epoka lu­dzi nie tylko in­te­li­gent­nych, lecz także wy­bit­nie twór­czych i no­wa­tor­skich – zdo­łała wy­two­rzyć i za­sy­mi­lo­wać szczy­towe osią­gnię­cia ludz­kiej ewo­lu­cji, ale i od­sło­niła ot­chła­nie nie­bez­piecz­nych prze­pa­ści. Ota­czają nas co­raz bar­dziej wy­ra­fi­no­wane ma­chiny wo­jenne oraz kosz­marne widmo wy­wo­ła­nej przez czło­wieka zmiany kli­matu i jej kon­se­kwen­cji: głodu, epi­de­mii, po­ża­rów, po­wo­dzi, roz­bo­jów i anar­chii. Moż­liwe zaś, że ze wszyst­kich tych za­gro­żeń naj­bar­dziej pro­ble­ma­tyczny jest prężny roz­wój sztucz­nej in­te­li­gen­cji, któ­rej spo­łeczne kon­se­kwen­cje do­piero za­czy­namy do­strze­gać.

Do nie­dawna więk­szość na­rzę­dzi cy­wi­li­za­cji ludz­kiej sta­no­wiły wy­twory tra­dy­cyj­nej in­te­li­gen­cji na­tu­ral­nej. Obec­nie jed­nak – zry­wa­jąc nie­jako z tym, do czego przy­zwy­cza­iły nas dzieje – na scenę wszedł prze­bo­jem po­zor­nie nowy ro­dzaj in­te­li­gen­cji. Mam na my­śli całą gamę roz­wią­zań okre­śla­nych zbior­czo mia­nem sztucz­nej in­te­li­gen­cji (ar­ti­fi­cial in­tel­li­gence, AI). Trzeba za­zna­czyć, że AI zo­stała w ca­ło­ści wy­na­le­ziona przez lu­dzi i rzecz ja­sna wy­wo­dzi się z sze­ro­kiego spek­trum form in­te­li­gen­cji na­tu­ral­nej. Po­cząt­kowo przy­miot­nik „sztuczna” od­no­sił się głów­nie do tego, że wy­czyny AI były do­ko­ny­wane w nie­oży­wio­nych urzą­dze­niach wy­two­rzo­nych z mar­twej ma­te­rii, które z cza­sem stały się tak małe, że można je było za­mknąć w dłoni.

Te no­wa­tor­skie in­stru­menty oraz sieci, które z nich ko­rzy­stają i wspie­rają ich dzia­ła­nie, pod­stęp­nie wnik­nęły w na­sze ży­cie i roz­pa­no­szyły się na znacz­nie więk­szą skalę, niż mo­gli­śmy w swej na­iw­no­ści ocze­ki­wać. Znaj­du­jemy się te­raz w to­wa­rzy­stwie cu­dów tech­niki, które w tak zdu­mie­wa­ją­cym stop­niu imi­tują różne aspekty ludz­kiego in­te­lektu i za­cho­wa­nia, że ich twórcy z pew­no­ścią za­słu­gują na naj­wyż­szy po­dziw. O ile jed­nak część tych in­stru­men­tów wnosi po­zy­tywny wkład w do­bro­byt lu­dzi, o tyle są one rów­nież uży­wane do fał­szo­wa­nia fak­tów oraz pod­wa­ża­nia za­sad­ni­czych aspek­tów pro­ce­sów spo­łecz­nych i po­li­tycz­nych, które ko­ja­rzymy ze zdro­wym i mo­ral­nym ży­ciem. Co wię­cej, nie cho­dzi tylko o to, że me­tody te mogą wy­rzą­dzać ogromne szkody w rę­kach nie­go­dzi­wych użyt­kow­ni­ków. Za­cho­dzi re­alne nie­bez­pie­czeń­stwo, że wy­goda i uza­leż­nia­jąca atrak­cyj­ność ko­rzy­sta­nia z nich ze­pchną ma mar­gi­nes cenne za­ję­cia czło­wieka, dzięki któ­rym sta­wa­li­śmy się zdrowsi, szczę­śliwsi i szla­chet­niejsi – mam tu na my­śli upra­wia­nie sztuki i fi­lo­zo­fii, pro­wa­dze­nie ba­dań na­uko­wych oraz roz­ma­ite spo­soby pie­lę­gno­wa­nia ludz­kiego du­cha, które nada­wały lu­dziom szla­chec­two. To ry­zyko dla ro­dzaju ludz­kiego jest re­alne, a do­dajmy, że wszystko to jest tylko wstę­pem do po­ja­wie­nia się na sce­nie po­ten­cjal­nie jesz­cze więk­szego za­gro­że­nia: za­po­wia­da­nej sztucz­nej in­te­li­gen­cji ogól­nej (ar­ti­fi­cial ge­ne­ral in­tel­li­gence, AGI)*.

IV

Nie na­leży jed­nak obar­czać AI wy­łączną od­po­wie­dzial­no­ścią za nie­bez­pie­czeń­stwa, z któ­rymi mie­rzy się ludz­kość. Jest oczy­wi­ste, że za­równo AI, jak i wie­lo­wy­mia­rowe kry­zysy spo­łeczne i po­li­tyczne, z któ­rymi się dziś zma­gamy, są w wiel­kiej mie­rze po­kło­siem wy­two­rów in­te­li­gen­cji na­tu­ral­nej. Wy­pada więc za­dać w tym miej­scu kło­po­tliwe py­ta­nie: jak do tego do­szło, że na­tu­ralna in­te­li­gen­cja, która wy­daj­nie chro­niła i ulep­szała ży­cie w toku dzie­jów ludz­ko­ści, mo­gła tak bar­dzo zwieść nas na ma­nowce? Próby udzie­le­nia od­po­wie­dzi w kon­tek­ście ana­lizy bie­żą­cych kon­flik­tów na świe­cie pro­wa­dzą z ko­niecz­no­ści ku jed­nej z głów­nych kon­se­kwen­cji na­tu­ral­nej in­te­li­gen­cji: ku świa­do­mo­ści, która umoż­li­wia ist­nie­nie su­biek­tyw­nej per­spek­tywy, nie­za­leż­nej spraw­czo­ści i mocy twór­czej istot ludz­kich. To wła­śnie świa­do­mość od­po­wiada za zdol­ność or­ga­ni­zmu do do­świad­cza­nia w so­bie jed­nost­ko­wego umy­słu, a także za zdol­ność do­świad­cza­nia przez jed­nostkę cier­pie­nia i za­do­wo­le­nia, wy­ni­ka­ją­cych z ak­tu­al­nego stanu jej pro­ce­sów ży­cio­wych. Po­nadto jest od­po­wie­dzialna za kre­atyw­ność, dzięki któ­rej każda jed­nostka może się prze­ciw­sta­wiać temu, co za­graża jej ist­nie­niu, oraz po­szu­ki­wać moż­li­wo­ści kon­struk­tyw­nego dzia­ła­nia.

Świa­domy cha­rak­ter umy­słów sta­no­wił nie­zbędny fun­da­ment ludz­kich kul­tur oraz przy­czynę, z któ­rej to, co po­strze­gamy, my­ślimy, mó­wimy i ro­bimy, ma dla nas ja­kie­kol­wiek zna­cze­nie. Nie wolno igno­ro­wać tego faktu, a skoro tak, wy­ja­śnie­nie po­cho­dze­nia i me­cha­ni­zmów dzia­ła­nia świa­do­mego umy­słu – co składa się na za­sad­ni­czy plan i cel tej książki – jest nie­zbędne do zro­zu­mie­nia nie­po­ko­ją­cej sy­tu­acji, w któ­rej ludz­kość się dziś zna­la­zła. Bli­sko spo­krew­niony jest z tym cel – choć może po­win­ni­śmy go ra­czej na­zwać na­dzieją – by przed­sta­wie­nie no­wej, wszech­stron­nej kon­cep­cji pracy świa­do­mego umy­słu po­mo­gło nam w zna­le­zie­niu lep­szych spo­so­bów re­ago­wa­nia na szko­dliwe trendy w kul­tu­rach ludz­kich i amor­ty­zo­wa­nia ich ne­ga­tyw­nego wpływu. Być może da się ina­czej ukie­run­ko­wać roz­wój pew­nych wy­bit­nych do­ko­nań na­tu­ral­nej in­te­li­gen­cji, aby za­wró­cić ludz­kość znad skraju prze­pa­ści, do któ­rego do­szła.

------------------------------------------------------------------------

1.

* W od­róż­nie­niu od dzi­siej­szych sys­te­mów tzw. wą­skiej AI, ogra­ni­czo­nych do wy­ko­ny­wa­nia kon­kret­nych za­dań, które de­fi­niuje ich opro­gra­mo­wa­nie, sztuczna in­te­li­gen­cja ogólna to hi­po­te­tyczny sy­stem, który po­tra­fiłby zro­zu­mieć i opa­no­wać czy wy­ko­nać do­wolne za­da­nie in­te­lek­tu­alne bę­dące w za­sięgu ludz­kiego umy­słu (przyp. tłum.).ROZ­DZIAŁ 3

Me­toda i plan

Uwa­żam za wska­zane in­for­mo­wa­nie czy­tel­ni­ków przez au­tora, o czym za­mie­rza pi­sać, zwłasz­cza gdy wy­biera tak mgła­wi­cowy te­mat jak świa­do­mość. W grun­cie rze­czy pi­szę o tym, (a) w jaki spo­sób na­tu­ralna in­te­li­gen­cja zdo­łała wpro­wa­dzić świa­do­mość do or­ga­ni­zmów ży­wych, ta­kich jak my, oraz (b) ja­kie są na­stęp­stwa dys­po­no­wa­nia przez or­ga­ni­zmy świa­do­mo­ścią w świe­cie, w któ­rym żyją. Moim ce­lem jest wy­ja­śnie­nie, w jaki spo­sób świa­do­mość się ma­te­ria­li­zuje, z tego zaś po­wodu, za­nim przed­sta­wię swoje spoj­rze­nie na to, jak przy­roda wy­wią­zała się z tego za­da­nia, za­pre­zen­tuję swój po­gląd na to, czym w ogóle jest świa­do­mość⁴.

Więk­szość kon­cep­cji, któ­rych tu bro­nię, opiera się na ugrun­to­wa­nej wie­dzy na­uko­wej, choć nie­kiedy sto­sun­kowo nie­dawno zdo­by­tej. Nie stro­nię też jed­nak od hi­po­tez, które do­piero cze­kają na we­ry­fi­ka­cję. Po­nadto nie od­że­gnuję się od roz­pa­try­wa­nia tych sa­mych py­tań z wielu per­spek­tyw, pod róż­nymi ką­tami, w na­dziei na przy­bli­że­nie się do wia­ry­god­nego wy­ja­śnie­nia.

Kon­cep­cje przy­świe­ca­jące moim pra­com nad świa­do­mo­ścią czer­pią z usta­leń w trzech głów­nych ob­sza­rach ba­daw­czych: fi­lo­zo­fii, psy­cho­lo­gii oraz ze­sta­wie dzie­dzin, który obej­muje bio­lo­gię ogólną, neu­ro­lo­gię kli­niczną i neu­ro­naukę. W tym kon­tek­ście naj­ogól­niej­sza de­fi­ni­cja świa­do­mo­ści, jaką mogę przed­sta­wić, głosi, że jest ona pro­ce­sem bio­lo­gicz­nym, który po­zwala or­ga­ni­zmom wy­po­sa­żo­nym w układ ner­wowy od­kry­wać ist­nie­nie sie­bie oraz ist­nie­nie ota­cza­ją­cego świata.

Świa­do­mość ma cha­rak­ter we­wnętrzny. Do­świad­cze­nia, które wy­ni­kają z dys­po­no­wa­nia nią przez or­ga­nizm, są do­stępne tylko z wnę­trza tego jed­nego świa­do­mego or­ga­ni­zmu. Nie daje się ich ob­ser­wo­wać spoza niego, choć to­wa­rzy­szą im cha­rak­te­ry­styczne oznaki, które mogą su­ge­ro­wać in­nym świa­do­mym jed­nost­kom obec­ność świa­do­mo­ści.

Świa­do­mość sta­nowi atut dla każ­dej dys­po­nu­ją­cej nią istoty. Zdol­ność zło­żo­nych or­ga­ni­zmów do kie­ro­wa­nia włas­nym ży­ciem (self-go­ver­ning) wy­maga bo­wiem su­biek­tyw­nej per­spek­tywy, ta zaś sta­nowi sedno świa­do­mo­ści.

Świa­do­mość i umysł to od­rębne pro­cesy. Dzięki świa­do­mo­ści umysł zo­staje za­ko­twi­czony w świe­cie. Świa­do­mość działa na usłu­gach umy­słu. Składa się na nią pre­cy­zyjne umiej­sca­wia­nie jed­nego kon­kret­nego pro­cesu umy­sło­wego w okreś­lo­nym i wy­jąt­ko­wym punk­cie wszech­świata: ciele, w któ­rym z udzia­łem mó­zgu jest wy­twa­rzany wie­lo­aspek­towy i nie­wi­doczny dla oto­cze­nia kra­jo­braz men­talny.

Re­asu­mu­jąc, świa­do­mość do­ko­nuje spon­ta­nicz­nego łą­cze­nia da­nego pro­cesu umy­sło­wego z okre­ślo­nym or­ga­ni­zmem, w któ­rym ów umysł jest wy­twa­rzany za po­mocą układu ner­wo­wego.

Plan książki

PO­CZĄTKI wpro­wa­dzają kon­cep­cję świa­do­mo­ści w kon­tek­ście na­tu­ral­nej in­te­li­gen­cji. Czer­piąc z prze­my­śleń fi­lo­zo­ficz­nych wspar­tych usta­le­niami bio­lo­gii ogól­nej, neu­ro­lo­gii kli­nicz­nej i neu­ro­nauki, książka przed­sta­wia moje od­po­wie­dzi na dwa główne py­ta­nia: jak świa­do­mość zo­staje wy­two­rzona oraz jak wpływa na dys­po­nu­jące nią istoty.

Część I książki nosi ty­tuł PRO­BLEM GE­NE­RO­WA­NIA ŚWIA­DO­MO­ŚCI I ZA­RYS JEGO MOŻ­LI­WYCH ROZ­WIĄ­ZAŃ. Oma­wiam w niej świa­do­mość jako na­tu­ralne roz­wią­za­nie pro­blemu re­gu­la­cji ży­cia w zło­żo­nych, pod­le­ga­ją­cych za­gro­że­niom, śmier­tel­nych or­ga­ni­zmach ob­da­rzo­nych ukła­dem ner­wo­wym oraz umy­słem. W czę­ści II, pod ty­tu­łem GŁĘB­SZA ANA­LIZA ROZ­WIĄ­ZAŃ, przed­sta­wiam po­stu­lo­wane przez sie­bie bio­lo­giczne roz­wią­za­nie pro­blemu po­wsta­nia świa­do­mo­ści. Wy­ja­śniam, (a) jak in­te­ro­cep­cja i jej me­cha­ni­zmy neu­ro­bio­lo­giczne wy­twa­rzają uczu­cia ho­me­osta­tyczne oraz (b) w jaki spo­sób za­pew­niają świa­domy cha­rak­ter zin­te­gro­wa­nym pro­ce­som umy­sło­wym.

Część III, za­ty­tu­ło­wana SKORO TE­RAZ JUŻ WIEMY, ma na celu po­rów­na­nie za­pro­po­no­wa­nego przeze mnie roz­wią­za­nia pro­blemu świa­do­mo­ści z pro­ce­sami re­je­stro­wa­nia bodź­ców (sen­sing), dzięki któ­rym bak­te­rie i ro­śliny mogą utrzy­my­wać się przy ży­ciu pod nie­obec­ność świa­do­mo­ści. Inne roz­działy do­ty­czą spo­łecz­nych na­stępstw świa­do­mo­ści u lu­dzi, obej­mu­jąc mię­dzy in­nymi ze­sta­wie­nie in­te­li­gen­cji na­tu­ral­nej z nad­zwy­czaj­nymi osią­gnię­ciami sztucz­nej in­te­li­gen­cji. Ta część książki koń­czy się zło­że­niem wy­ra­zów uzna­nia moim men­to­rom i ko­le­gom, któ­rym za­wdzię­czam wła­sny roz­wój lub któ­rzy przy­czy­nili się do po­wsta­nia tej pracy.

Część IV, RE­FLEK­SJE POD­SU­MO­WU­JĄCE, za­wiera pewne prze­my­śle­nia na te­mat roli na­tu­ral­nej in­te­li­gen­cji oraz po­wsta­nia i eks­pan­sji świa­do­mo­ści.ROZ­DZIAŁ 4

Mamy wiele umy­słów…

I

Umy­sły to nad­zwy­czajne place za­baw – szcze­gólne prze­strze­nie wy­two­rzone w part­ner­skim dzia­ła­niu ciała z jego ukła­dem ner­wo­wym; prze­strze­nie, w któ­rych świat, jego cha­rak­te­ry­styka i za­cho­dzące w nim zja­wi­ska zy­skują opis. Umy­sły są także pro­ce­sami bio­lo­gicz­nymi, w któ­rych ro­dzą się su­biek­tyw­ność i świa­do­mość, te zaś wy­twa­rzają umysł su­biek­tywny, do­świad­cza­jący i świa­domy.

Pod tym, co umow­nie na­zy­wamy „umy­słem”, kryje się praca wielu wąt­ków i ro­dza­jów pro­ce­sów psy­chicz­nych. Są one tak ści­śle sple­cione, że pra­wie nie do­strze­gamy od­ręb­no­ści ich po­cho­dze­nia, prze­biegu i skut­ków. Bez ich zbio­ro­wego funk­cjo­no­wa­nia na­sze ży­cie nie to­czy­łoby się pra­wi­dłowo i efek­tyw­nie, nie­mniej je­ste­śmy w sta­nie po­jąć ich spe­cy­ficzny wkład do­piero wtedy, gdy pró­bu­jemy je wy­od­ręb­nić i ob­ser­wo­wać każdy z osobna.

Je­den z fun­da­men­tal­nych ro­dza­jów pro­ce­sów umy­sło­wych do­ty­czy wnę­trza or­ga­ni­zmu. Będę go na­zy­wał „umy­słem czu­ją­cym” i wy­ja­śniam, że nie­ustan­nie wy­twa­rza on skom­pli­ko­wane uczu­cia, które opi­sują stan na­szego wnę­trza. Jak już wspo­mnia­łem, uczu­cia te na­zywa się także ho­me­osta­tycz­nymi, po­nie­waż ich za­sad­ni­cza rola po­lega na wspie­ra­niu pro­cesu re­gu­la­cji ży­cia, zna­nego jako utrzy­my­wa­nie ho­meo­stazy. Wy­daje się jed­nak, że uczu­cia ho­me­osta­tyczne na­der czę­sto zo­stają wy­parte przez inny fun­da­men­talny pro­ces: „umysł per­cep­cyjny”. W rze­czy­wi­sto­ści to wy­par­cie jest tylko po­zorne. Uczu­cia ho­me­osta­tyczne są w dal­szym ciągu wy­twa­rzane, ale te­raz jed­no­cze­śnie prze­zna­czamy swoje ogra­ni­czone za­soby uwagi na to, co po­strze­gamy na ze­wnątrz ciała. Umysł per­cep­cyjny to ów obej­mu­jący lu­dzi, miej­sca, obiekty i zda­rze­nia mu­tli­me­dialny po­kaz, który układa się w nie­usta­jące i prze­bo­gate wi­do­wi­sko. Głów­nymi gra­czami w tej re­wii są wzrok, słuch, do­tyk oraz węch i smak, a ca­ło­ści do­peł­niają na­sze ce­lowe ru­chy. Gdy po­tocz­nie mó­wimy o umy­śle, zwy­kle od­no­simy się do na­tu­ral­nej kom­bi­na­cji tych dwóch fun­da­men­tal­nych pro­ce­sów: umy­słu czu­ją­cego i umy­słu per­cep­cyj­nego.

I o ileż pro­ściej by było, gdy­by­śmy mu­sieli się bo­ry­kać tylko z dwoma ro­dza­jami umy­słu! W kwe­stii ak­tyw­no­ści men­tal­nej nic jed­nak nie jest pro­ste. Oka­zuje się, że mamy do czy­nie­nia z czymś wię­cej, to­też wy­pada opi­sać do­dat­kowe ro­dzaje pro­ce­sów umy­sło­wych. Pierw­szy na­zy­wam umy­słem my­ślą­cym czy re­flek­syj­nym. Za­własz­cza on na­szą prze­strzeń men­talną, gdy bły­ska­wicz­nie prze­sta­wiamy się z ob­ser­wo­wa­nia oto­cze­nia (za po­śred­nic­twem pro­cesu per­cep­cyj­nego) na (a) wła­sne re­flek­sje o tym, co wła­śnie ujaw­niło się w tym oto­cze­niu, lub (b) to, jak te re­flek­sje wiążą się z na­szymi do­świad­cze­niami ze­bra­nymi przy in­nych oka­zjach, bądź też (c) kiedy po­zwa­lamy umy­słowi swo­bod­nie błą­dzić i twór­czo ge­ne­ro­wać nowe obiekty, czyn­no­ści czy sy­tu­acje. Drugi ro­dzaj re­flek­syj­nego pro­cesu umy­sło­wego to ten bar­dziej kon­wen­cjo­nal­nie ro­zu­miany, który od­ciąga nas od swo­bod­nego błą­dze­nia my­ślami, a kie­ruje ku sys­te­ma­tycz­nemu ro­zu­mo­wa­niu i bu­do­wa­niu no­wych kon­cep­cji.

Co istotne, wszyst­kie pro­cesy umy­słu re­flek­syj­nego otrzy­mują ważne wspar­cie w for­mie mniej lub bar­dziej peł­nego prze­kładu wy­twa­rza­nych przez niego my­śli – i to nie tylko dzięki wpro­wa­dza­niu nazw wszyst­kich lu­dzi, obiek­tów i zja­wisk pod słoń­cem, ale także wszel­kich „je­żeli”, „oraz”, „ale” i „moż­liwe”, które lo­gicz­nie i gra­ma­tycz­nie łą­czą zwią­zane z nimi kon­cep­cje. Na­leży przy tym od­no­to­wać nie­zwy­kły fakt, że jest to au­to­ma­tyczne tłu­ma­cze­nie na wszyst­kie ję­zyki, ja­kie czło­wiek może opa­no­wać! Z tego po­wodu per­cep­cje skład­ni­ków na­szego oto­cze­nia, re­flek­sje nad tym, co po­strze­gamy, i rów­no­le­głe prze­kłady ję­zy­kowe wszyst­kich obec­nych przed nami obiek­tów, dzia­łań i cech można wy­god­nie okre­ślać jed­nym ter­mi­nem zło­żo­nym: umysł per­cep­cyjno-re­flek­syjno-ję­zy­kowy.

W związku z po­wyż­szym, gdy sta­ramy się zro­zu­mieć umy­słowe przy­gody mó­zgu, mu­simy roz­wa­żać kilka zde­cy­do­wa­nie od­ręb­nych pro­ce­sów. Pierw­szy, umysł czu­jący, wiąże się z prze­bie­giem pro­cesu ży­cia, który to­czy się w or­ga­ni­zmie. Pro­ces ten jest nie­ustan­nie ko­men­to­wany przez uczu­cia, które na bie­żąco wska­zują na ja­kość każ­dego zda­rze­nia bio­lo­gicz­nego, oce­nia­jąc je na skali afek­tyw­nej jako zde­cy­do­wa­nie po­zy­tywne, ne­ga­tywne lub sy­tu­ujące się gdzieś po­mię­dzy nimi. Co cie­kawe, ze względu na tę pra­dawną ewo­lu­cyj­nie i bar­dzo wpły­wową po­zy­cję wśród ope­ra­cji umy­sło­wych uczu­cia nie­ustan­nie war­to­ściują też wszystko, co dzieje się w umy­śle. Pro­ce­sowi my­śle­nia i jego tre­ści z ko­niecz­no­ści to­wa­rzy­szy nie­milk­nący chór ko­men­tu­ją­cych je uczuć. Jest bar­dzo praw­do­po­dobne, że sta­ro­żytni greccy dra­ma­tur­dzy in­tu­icyj­nie wy­czu­wali obec­ność tego nie­unik­nio­nego oce­nia­ją­cego ko­men­ta­rza, który to­wa­rzy­szy na­szym my­ślom, i ta in­tu­icja pod­po­wie­działa im utwo­rze­nie chóru sce­nicz­nego.

Dru­gim pro­ce­sem jest umysł per­cep­cyjny, który opi­suje oto­cze­nie, ko­rzy­sta­jąc z róż­nych apa­ra­tów per­cep­cyj­nych oraz na­szego ce­lo­wego prze­miesz­cza­nia się w tym oto­cze­niu. Trzeci pro­ces, umysł re­flek­syjno-ję­zy­kowy, dia­me­tral­nie prze­sta­wia per­spek­tywę – po­zwala nam za­sta­na­wiać się i wspo­mi­nać, od­wró­cić się od okna bie­żą­cych czyn­no­ści umy­sło­wych, a zaj­rzeć do sej­fów pa­mięci (świe­żej i od­le­głej); roz­wa­żać nie tylko to, co wła­śnie się zda­rzyło, lecz rów­nież to, co za­ist­niało dawno temu, czy choćby to, co so­bie kie­dyś wy­obra­ża­li­śmy albo co mo­żemy so­bie wy­obra­zić i stwo­rzyć te­raz. Re­flek­sje te mogą się prze­ja­wiać w po­staci po­zba­wio­nego słów mon­tażu fil­mo­wego lub też te­atral­nej nar­ra­cji wer­bal­nej albo po­łą­cze­nia obu tych form za­leż­nie od tego, co naj­le­piej od­po­wiada na­stro­jowi i po­trze­bom chwili.

II

Nie po­win­ni­śmy się dać zwieść efek­tyw­nemu prze­pla­ta­niu się róż­nych for­ma­tów umy­sło­wych i uznać, że są to za­le­d­wie wa­ria­cje na je­den te­mat. W rze­czy­wi­sto­ści umy­sły te nie są na­wet utkane z tej sa­mej przę­dzy. Róż­nią się pod wie­loma wzglę­dami, ta­kimi jak ich za­sad­ni­czy fun­da­ment bio­lo­giczny, wiek ewo­lu­cyjny oraz kon­se­kwen­cje czyn­no­ściowe.

Umysł per­cep­cyjny to twór ogromny, lecz dzia­ła­jący przej­rzy­ście. Sy­gnały z apa­ra­tów zmy­sło­wych, ta­kich jak oczy, uszy, kubki sma­kowe, na­bło­nek wę­chowy i ciałka do­ty­kowe w skó­rze, za­pew­niają ośrod­ko­wemu ukła­dowi ner­wo­wemu mniej lub bar­dziej szcze­gó­łowe opisy ze­wnętrz­nych obiek­tów wcho­dzą­cych z nimi w kon­takt. Pro­ces umy­słu per­cep­cyj­nego eks­po­nuje re­zul­taty tych „ba­dań ob­ra­zo­wych”. Opisy rze­czy i zda­rzeń, które ujaw­niły się zmy­słom, pre­zen­tuje we­wnątrz układu ner­wo­wego, przede wszyst­kim w wy­od­ręb­nio­nych ob­sza­rach sen­so­rycz­nych kory mó­zgo­wej. Za­uważmy, że jest to pro­ces jed­no­kie­run­kowy. Zmy­sły przy­czy­niają się do skon­stru­owa­nia ob­ra­zów i wy­świe­tle­nia ich w na­szym umy­śle, ale same nie są w sta­nie zwrot­nie od­dzia­ły­wać na źró­dła tych ob­ra­zów. Spraw­dzają się tu kla­syczne po­rów­na­nia do na­grań fil­mo­wych czy dźwię­ko­wych. Fil­mu­jemy coś lub na­gry­wamy, a po­tem to od­twa­rzamy. Ani film, ani ścieżka dźwię­kowa nie mogą wy­wie­rać wpływu na za­re­je­stro­waną rze­czy­wi­stość.

Na umysł re­flek­syjno-ję­zy­kowy składa się od­rębny, zróż­ni­co­wany ze­staw da­lece mniej przej­rzy­stych pro­ce­sów. Umiesz­cza on sy­gnały z apa­ra­tury per­cep­cyj­nej, dzięki któ­rej wi­dzimy i sły­szymy wszystko wo­kół sie­bie w tej chwili, w kon­tek­ście ob­ra­zo­wa­nia zgro­ma­dzo­nego w prze­szło­ści. Mo­żemy po­słu­żyć się pa­mię­cią daw­niej­szych po­strze­żeń i wy­świe­tlić je obok ak­tu­al­nych. Albo mo­żemy się prze­łą­czyć w tryb „off line” i od­dać się swo­bod­nemu wspo­mi­na­niu. Jedną z prak­tycz­nych kon­se­kwen­cji tych za­bie­gów jest do­ko­ny­wa­nie po­rów­nań. Na przy­kład mo­żemy przyj­rzeć się prze­szło­ści i te­raź­niej­szo­ści w pro­ce­sie my­ślą­cym (re­flek­syj­nym) i wy­cią­gnąć wnio­ski z do­strze­żo­nych kon­tra­stów. Pro­ces ten jest wspo­ma­gany przez ję­zyk, który ofe­ruje od­rębne słowa w od­nie­sie­niu do wy­stę­pu­ją­cych bo­ha­te­rów, obiek­tów, dzia­łań i cech.

Na­leży do­dać, że klu­czowe ana­to­miczne struk­tury mó­zgu ko­nieczne do pro­wa­dze­nia zło­żo­nych czyn­no­ści re­flek­syj­nych są w więk­szo­ści zu­peł­nie inne niż te wy­ko­rzy­sty­wane przez umysł per­cep­cyjny. Ten drugi po­słu­guje się pierw­szo­rzę­do­wymi i ko­ja­rze­nio­wymi ob­sza­rami kory róż­nych mo­dal­no­ści per­cep­cyj­nych, na­to­miast umysł re­flek­syjny – ko­ja­rze­niową wy­so­kiego rzędu w re­jo­nach cie­mie­nio­wych, skro­nio­wych i czo­ło­wych. Z ko­lei umysł ję­zy­kowy opiera się na ob­sza­rach kory wy­spe­cja­li­zo­wa­nych w funk­cjach wer­bal­nych, w więk­szo­ści zlo­ka­li­zo­wa­nych asy­me­trycz­nie w re­jo­nach czo­ło­wych i skro­nio­wych⁵.

Na ko­niec wróćmy do po­zor­nie skrom­nego umy­słu czu­ją­cego, od któ­rego za­czę­li­śmy dy­gre­sję o umy­śle – i nie dajmy się na­brać! Choć na pierw­szy rzut oka umysł czu­jący może wy­glą­dać nie­po­zor­nie, to jest on za­dzi­wia­jąco skom­pli­ko­wany i od­grywa za­sad­ni­czą rolę w ca­ło­ści pracy umy­sło­wej⁶. Naj­istot­niej­sza uwaga, jaką trzeba tu po­czy­nić, po­winna być w za­sa­dzie oczy­wi­sta, jed­nak bywa sys­te­ma­tycz­nie po­mi­jana. Z po­zoru wy­daje się, że układ ner­wowy od­po­wie­dzialny za umysł czu­jący robi to samo co w przy­padku umy­słu per­cep­cyj­nego i re­flek­syjno-ję­zy­ko­wego – mia­no­wi­cie od­no­to­wuje obiekty i zda­rze­nia we­wnątrz ciała, ko­rzy­sta­jąc z ta­kich sa­mych me­cha­ni­zmów, ja­kie po­zwa­lają od­no­to­wy­wać obiekty i zda­rze­nia w śro­do­wi­sku ze­wnętrz­nym lub za­pi­sane w pa­mięci. W rze­czy­wi­sto­ści jed­nak dzia­ła­nia układu ner­wo­wego w od­nie­sie­niu do wnę­trza or­ga­ni­zmu są nie tylko inne, lecz także dużo bar­dziej zło­żone.

Układ ner­wowy oczy­wi­ście od­no­to­wuje zda­rze­nia za­cho­dzące we­wnątrz or­ga­ni­zmu, lecz tak się prze­cież składa, że on sam jest zlo­ka­li­zo­wany w tym or­ga­ni­zmie. Dla­czego zwra­cam na to uwagę? Po­nie­waż lo­ka­li­za­cja układu ner­wo­wego we­wnątrz ciała po­zwala tym dwóm kom­po­nen­tom or­ga­ni­zmu – mó­zgo­wiu i wnę­trzu ciała – wy­stę­po­wać w roli part­ne­rów i wcho­dzić z sobą z wie­lo­ra­kie bez­po­śred­nie in­te­rak­cje. Sy­tu­acja taka nie za­cho­dzi w więk­szo­ści pro­ce­sów per­cep­cyj­nych, po­nie­waż za­sad­ni­cze źró­dła po­strze­żeń znaj­dują się poza ob­rę­bem or­ga­ni­zmu, czę­sto wręcz w du­żej od­le­gło­ści od niego. Jak pi­sa­łem, cho­ciaż sy­gnały ze­wnętrzne ak­ty­wują neu­rony w re­cep­to­rach zmy­sło­wych – ta­kich jak oczy czy uszy – gdzie wy­ko­nują swoje skom­pli­ko­wane za­da­nia, to ob­szary mó­zgu za­an­ga­żo­wane w eks­te­ro­cep­cję nie re­agują i nie mogą re­ago­wać na ze­wnę­trze źró­dła tych sy­gna­łów ani zwrot­nie na te źró­dła nie od­dzia­łują. Pro­ces ten prze­biega jed­no­kie­run­kowo i nie skut­kuje bez­po­śred­nią od­po­wie­dzią w sto­sunku do źró­dła. Po­śred­nio mogę oczy­wi­ście za­re­ago­wać na ko­mu­ni­kat wi­zu­alny na przy­kład za­sko­cze­niem albo za­chwy­tem, ale dzieje się to przy udziale in­nych ukła­dów w na­stęp­stwie zro­zu­mie­nia przeze mnie tego, co mia­łem oka­zję zo­ba­czyć. Moje za­sko­cze­nie czy za­chwyt nie wy­wie­rają wpływu na ze­wnętrzny obiekt; są dla niego obo­jętne.

W od­róż­nie­niu do tego w pro­ce­sie umy­słu czu­ją­cego mózg bez­po­śred­nio re­aguje na sy­gnały pły­nące z wnę­trza ciała, a w re­zul­ta­cie na­wią­zuje się swo­ista roz­mowa. Od­po­wiedź mó­zgowa wpływa na źró­dło sy­gnału, po­nie­waż mózg jest w sen­sie do­słow­nym ucie­le­śniony – przez co ro­zu­miem, że jest w pełni osa­dzony w or­ga­ni­zmie i z nim sple­ciony, to zaś spra­wia, że roz­mowa ciało–mózg jest moż­liwa i na­tu­ralna.

By zna­leźć świa­dec­twa kon­se­kwen­cji tej „cie­le­sno­ści” mó­zgu, nie trzeba uda­wać się do pra­cowni neu­ro­bio­lo­gicz­nej. Mnó­stwa do­wo­dów do­star­czają pewne in­try­gu­jące zda­rze­nia z ży­cia co­dzien­nego. Kiedy na przy­kład do­zna­jemy urazu i czu­jemy silny ból, mózg re­aguje na to przy­tłu­mia­niem bólu, za­nim zdą­żymy za­sto­so­wać miej­scowy śro­dek znie­czu­la­jący czy za­żyć ta­bletkę. Wy­gląda to tak, jakby nie­wer­balny ko­mu­ni­kat na wej­ściu in­for­mo­wał: „Je­stem zra­niony, czuję ból, po­trze­buję po­mocy”, a w od­po­wie­dzi na to ko­mu­ni­kat mó­zgu brzmi: „Do­sta­jesz ode mnie na­tych­mia­stowe uśmie­rze­nie bólu; am­bu­lans jest już w dro­dze!”. Ten we­wnętrz­nie wzbu­dzony efekt prze­ciw­bó­lowy jest po­wo­do­wany przez wy­słane czą­steczki che­miczne, które miej­scowo neu­tra­li­zują stan za­palny*.

W rze­czy­wi­sto­ści in­te­rak­cje ciało–mózg są tak za­awan­so­wane, że nie­kiedy mo­żemy wręcz „sfa­bry­ko­wać” nie­ist­nie­jący ból, gdy wi­dzimy, jak ktoś za­cina się w pa­lec, i „do­zna­jemy” em­pa­tycz­nego bólu w ana­lo­gicz­nym miej­scu swo­jego ciała! A za­tem po pierw­sze, po­tra­fimy za­cząć się sami le­czyć na­tych­miast po do­zna­niu urazu oraz po dru­gie, po­tra­fimy współ­od­czu­wać z cier­pią­cymi ludźmi, co sta­nowi ce­chę przy­czy­nia­jącą się do etycz­nego współ­ży­cia z in­nymi.

Wszystko to po­maga le­piej zro­zu­mieć me­cha­ni­zmy i nad­zwy­czajne kon­se­kwen­cje dzia­ła­nia umy­słu czu­ją­cego. Tre­ścią tego pro­cesu jest stan ży­cia we­wnątrz or­ga­ni­zmu, opi­sy­wany przez wa­ha­nia bie­żą­cych uczuć, ro­dzą­cych się z ty­sięcy ja­ko­ści i na­tę­żeń, licz­nych i zgod­nych świa­dectw to­cze­nia się pro­cesu ży­cia w ciele. Pro­ces ten służy speł­nia­niu wy­mo­gów ho­meo­stazy, gdyż ży­cie wy­maga sub­tel­nej re­gu­la­cji po to, by za­spo­ka­jać po­trzeby or­ga­ni­zmu, uni­kać za­gro­żeń oraz – dla­cze­góż by nie? – na­pa­wać się od­no­szo­nymi suk­ce­sami.

U każ­dego z nas umysł per­cep­cyjny wy­świe­tla na sze­ro­kim mul­ti­me­dial­nym ekra­nie roz­ma­ite wie­lo­zmy­słowe pro­cesy umy­słowe, na­to­miast umysł czu­jący nie­prze­rwa­nie ge­ne­ruje uczu­cia i po­zwala nam ich do­świad­czać, a w ten spo­sób umoż­li­wia sa­mo­re­gu­la­cję, czyli utrzy­my­wa­nie ho­me­ostazy.

Czy­tel­nik wkrótce po­zna, w jaki spo­sób po­łą­czony wkład tych trzech osob­nych przed­się­wzięć – umy­słu czu­ją­cego, umy­słu per­cep­cyj­nego i umy­słu re­flek­syjno-ję­zy­ko­wego – two­rzy pod­stawę sko­or­dy­no­wa­nego dzia­ła­nia, które można na­zwać umy­słem zin­te­gro­wa­nym⁷.

III

Gdy mowa o we­wnętrz­nym śro­do­wi­sku or­ga­ni­zmu, nie po­win­ni­śmy za­po­mi­nać o od­da­niu na­leż­nego hołdu fran­cu­skiemu fi­zjo­lo­gowi Claude’owi Ber­nar­dowi, który opi­sał fun­da­ment re­gu­la­cji or­ga­ni­zmu – pro­ces ho­me­ostazy. Ty­tuł jego pier­wot­nego ar­ty­kułu, opu­bli­ko­wa­nego w 1865 roku, dużo mówi o pre­zen­to­wa­nych w nim głów­nych usta­le­niach na­uko­wych oraz ich prze­ni­kli­wym uję­ciu: La fi­xité du mi­lieu inté­rieur est la con­di­tion de la vie li­bre, czyli „Sta­bil­ność śro­do­wi­ska we­wnętrz­nego wa­run­kiem nie­za­leż­nego ży­cia”. I w isto­cie tak wła­śnie jest⁸.

Do­dam tylko, że sam ter­min „ho­me­ostaza” nie zo­stał za­pro­po­no­wany przez Ber­narda. Ukuł go w 1926 roku Wal­ter Can­non, zna­mie­nity ame­ry­kań­ski fi­zjo­log, któ­rego prace w istotny spo­sób wzbo­ga­ciły na­sze ro­zu­mie­nie ży­cia⁹.

------------------------------------------------------------------------

1.

* Oprócz le­piej zna­nego ośrod­ko­wego me­cha­ni­zmu uśmie­rza­nia bólu, po­le­ga­ją­cego na ha­mo­wa­niu in­ter­neu­ro­nów w rdze­niu krę­go­wym, na po­czątku XXI wieku od­kryto też tak zwany od­ruch za­palny, w któ­rym mózg, re­agu­jąc na otrzy­many ko­mu­ni­kat o za­pa­le­niu, w ciągu mi­li­se­kund wy­syła sy­gnał zwrotny, ogra­ni­cza­jący ży­wio­łowe uwal­nia­nie się cy­to­kin pro­za­pal­nych w miej­scu urazu
(przyp. tłum.).
mniej..

BESTSELLERY

Menu

Zamknij