Naznaczona - ebook
Wyrzucona przez własnego ojca za prawdę, której nie chciała się wyrzec, dziewiętnastoletnia Nadia Vaughan zostaje sama pośród walijskich lasów. Bez domu. Bez pieniędzy. Bez przyszłości. Kiedy odnajduje schronienie w miejscu, którego nie powinno być na żadnej mapie, odkrywa, że w mroku czeka coś znacznie gorszego niż samotność. Coś głodnego. Coś starego. Coś, co zaczyna zmieniać ją od środka. Naznaczona to mroczna opowieść o wykluczeniu, rodzinnych ranach, miłości i potworach, które nie zawsze ukrywają się w ciemności. Czasem noszą nazwisko.
Ta publikacja spełnia wymagania dostępności zgodnie z dyrektywą EAA.
| Kategoria: | Fantasy |
| Zabezpieczenie: |
Watermark
|
| Rozmiar pliku: | 1,6 MB |
FRAGMENT KSIĄŻKI
Wyrzucona przez własnego ojca za prawdę, której nie chciała się wyrzec, dziewiętnastoletnia Nadia Vaughan zostaje sama pośród walijskich lasów.
Bez domu. Bez pieniędzy. Bez przyszłości.
Kiedy odnajduje schronienie w miejscu, którego nie powinno być na żadnej mapie, odkrywa, że w mroku czeka coś znacznie gorszego niż samotność. Coś głodnego. Coś starego.
Coś, co zaczyna zmieniać ją od środka.
Naznaczona to mroczna opowieść o wykluczeniu, rodzinnych ranach, miłości i potworach, które nie zawsze ukrywają się w ciemności.
Czasem noszą nazwisko.NAZNACZONA
WYGNANIE
W domu Vaughanów cisza nigdy nie oznaczała spokoju.
W Whitland wszyscy o tym wiedzieli.
Tak samo jak o tym, że po drugiej w nocy dalej świeciły się światła w rzeźni, a ciężarówki wyjeżdżały przed świtem i że lepiej nie pytać, skąd dokładnie bierze się mięso w sklepach z herbem rodziny.
Ludzie i tak kupowali.
Bo w małym mieście człowiek szybko uczy się, których tematów lepiej nie dotykać.
Nawet nocą dom oddychał ciężko. Drewnem, mięsem i pieniędzmi.
Zapach krwi z rzeźni wsiąkł w ściany tak głęboko, że nie dało się go już oddzielić od wosku i perfum. Dla obcych był duszący. Dla Nadii był czymś zwyczajnym. Jak powietrze.
Stała w cieniu korytarza na piętrze, oparta plecami o chłodną ścianę. Miała na sobie cienką, kremową bluzkę z koronką przy szyi i nadgarstkach. Materiał był miękki, niemal zbyt delikatny jak na ten dom. Na ramionach miała długi, ciemny płaszcz, ciężki i lekko wilgotny.
W jego kieszeni coś się poruszyło.
Nadia wsunęła dłoń do środka.
– Już, już. Nie patrz tak na mnie.
Pogrzebała chwilę w kieszeni.
– Dostaniesz swojego krakersa.
Mała jaszczurka wychyliła łepek. Jej czarne oczy błysnęły w półmroku. Nadia wyjęła kawałek krakersa i podała go ostrożnie. Zwierzę chwyciło go natychmiast i zaczęło ochoczo pałaszować tak, że po chwili podłoga pod stopami Nadii była cała w okruchach.
– Jeszcze trochę i będziesz grubsza niż Victoria.
Uśmiechnęła się pod nosem i odruchowo spojrzała w stronę łazienki. Wciąż było cicho.
Postała jeszcze chwilę, słuchając chrupania dobiegającego z kieszeni. Wtedy z końca korytarza dobiegł szum wody.
Nadia natychmiast wyprostowała się.
Drzwi do łazienki były uchylone. Spod nich wydostawało się ciepło, a para rozpływała się leniwie po chłodnym korytarzu.
Nadia rozejrzała się ostrożnie.
Nikogo nie było.
Zwolniła.
Doskonale wiedziała, że powinna zawrócić, ale od tygodni kończyło się tak samo. Najpierw obiecywała sobie, że tym razem przejdzie obok. Potem i tak zatrzymywała się przy tych drzwiach.
Kroki stawiała cicho, jak zawsze. W domu Vaughan wszyscy szybko uczyli się, że hałasowanie przy hrabim to zły pomysł.
Zatrzymała się przy framudze i zajrzała do środka.
Para unosiła się nad wanną, niosąc ze sobą zapach jaśminowego mydła. Tego samego mydła, którego hrabina używała od lat i które Graciela od czasu do czasu podkradała z łazienki, kiedy miała ochotę choć przez chwilę poczuć się jak ktoś należący do tego domu.
Przez chwilę miała ochotę zatrzymać się tam tylko po to, żeby ogrzać zmarznięte dłonie.
Wiedziała jednak, że nie dlatego tu przyszła.
Graciela siedziała w wannie tyłem do drzwi. Mokre włosy przyklejały się jej do karku, a woda lśniła na skórze ramion.
Z wnętrza łazienki dobiegał cichy plusk wody. Co jakiś czas słychać było szorstki dźwięk gąbki przesuwanej po skórze.
Nuciła coś pod nosem. Nadia nie rozpoznawała melodii, ale było w niej coś spokojnego, jakby cały świat za drzwiami przestał istnieć.
To było głupie. Wiedziała o tym. Powinna odejść, zanim ktoś ją zobaczy. Zamiast tego patrzyła dalej, jakby kilka dodatkowych sekund mogło cokolwiek zmienić.
Graciela przyciągała ją od miesięcy. Nie jedną konkretną rzeczą, ale setką drobiazgów. Tym, że zawsze pachniała mydłem i świeżym praniem. Tym, że śmiała się głośniej, niż wypadało w domu Vaughan. Tym, że wydawała się prawdziwa w miejscu pełnym ludzi odgrywających swoje role.
Kilka tygodni wcześniej minęły się na schodach. Ojciec stał wtedy zaledwie kilka kroków dalej i rozmawiał z zarządcą majątku. Większość służby spuszczała przy nim wzrok natychmiast.
Graciela nie.
Spojrzała na Nadię i uśmiechnęła się krótko. Tylko tyle. Zwykły uśmiech. Ale Nadia pamiętała go do dziś.
W domu, gdzie każda rozmowa była oceniana, a każdy ruch obserwowany, ten jeden gest potrafił rozmiękczać ją przez kolejne dni.
Może właśnie dlatego znowu stała pod tymi drzwiami.
Zoola poruszyła się w kieszeni.
– Cicho... – wyszeptała Nadia.
Graciela lekko przechyliła głowę. Było w niej coś, co przyciągało wzrok mimo woli. Nie chodziło nawet o urodę. Raczej o sposób, w jaki się poruszała, jakby nigdzie się nie spieszyła i nie musiała niczego udowadniać.
Nadia chłonęła ten obraz zachłannie. Od dziecka zauważyła, że jeśli przed snem wystarczająco długo o czymś myślała, czasem wracało w snach. Liczyła, że tak będzie i tym razem. Że jeszcze raz zobaczy Gracielę i że znów jej się przyśni i obudzi się z tym samym ciepłem w piersi
Graciela zanurzyła się głębiej w wodzie.
Nadia powinna już odejść.
Mięśnie nóg miała napięte od kilku minut, gotowe do ucieczki przy najmniejszym dźwięku kroków na korytarzu. Wystarczyło, żeby ktoś otworzył drzwi albo zawołał jej imię.
– Obrzydliwe!
Głos przeciął korytarz jak zimny nóż wbijający się w żebra.
Nadia odskoczyła i pobladła. Odruchowo spojrzała do łazienki.
Wanna była pusta. Na mokrej podłodze zostały tylko krople wody.
Nadia natychmiast odwróciła wzrok i ruszyła przed siebie, jakby od początku po prostu przechodziła korytarzem.
Dobrze wiedziała, że ten jeden moment zmienił wszystko. Całe jej życie już nigdy nie będzie takie samo.
Victoria stała kilka kroków dalej, z rękami skrzyżowanymi na piersi. Jej twarz była spokojna, ale oczy błyszczały.
Nadia czasem podejrzewała, że siostrę napędzają dwie rzeczy: pełna lodówka i cudze nieszczęście. Zwłaszcza jeśli należało do niej. Gdy tylko Nadii powinęła się noga, Victoria zjawiała się obok z tym swoim triumfalnym uśmieszkiem, jak sęp, który od dawna krążył nad rannym zwierzęciem.
– Od jak dawna tak sobie podglądasz? – zapytała Victoria z drwiącym spokojem.
– Nie wiem, co sobie ubzdurałaś, Victoria.
Nadia ruszyła w jej stronę natychmiast, chcąc ją minąć, zanim ktokolwiek jeszcze to usłyszy.
Victoria przesunęła się tylko odrobinę. Wystarczyło. Zablokowała przejście, nawet jej nie dotykając.
Uśmiechnęła się.
– Ej, ja wiem, że stoisz tutaj co czwartek.
Nadia poczuła, jak żołądek podchodzi jej do gardła.
– O czym ty mówisz?
– Daj spokój.
Victoria wzruszyła ramionami.
– Myślałaś, że nikt nie zauważy?
Zrobiła krok bliżej.
– Ja od razu zauważyłam, jak patrzyłaś na Gracielę. Jak milkłaś przy niej nagle jak idiotka. Jak potrafiłaś przez pół kolacji gapić się w jeden punkt, kiedy tylko pojawiała się w pokoju.
Nadia poczuła, jak robi jej się gorąco.
– Nie wiesz, o czym mówisz.
– Wiem więcej, niż myślisz.
Uśmiech Victorii poszerzył się odrobinę.
– Pamiętasz kuchnię? Miałam może dziesięć lat. Kucharka oblała sobie suknię zupą i przebierała się za parawanem, zanim podała kolację.
Nadia zesztywniała.
– Ja zobaczyłam kobietę, która się spieszyła. Ty przez następny tydzień nie potrafiłaś spojrzeć nikomu w oczy. To był ten moment, kiedy czułam, że z tobą jest coś nie tak.
Nadia poczuła, jak krew odpływa jej z twarzy.
– Victoria...
– Zastanawiałam się, dlaczego. Teraz już rozumiem.
Przechyliła lekko głowę.
– Ciekawe, co mama sobie o tym pomyśli.
Nadia zmarszczyła brwi.
– Co ty...
– Myślisz, że jestem tu sama?
Nadia odruchowo spojrzała za nią.
Matka stała kilka metrów dalej, częściowo ukryta w cieniu korytarza. Jedną dłonią zakrywała usta, drugą ściskała materiał sukni tak mocno, że pobielały jej knykcie. W oczach miała łzy.
Przez ułamek sekundy Nadia poczuła ulgę. Matka wszystko wyjaśni. Powstrzyma Victorię. Powie, że to nie tak.
Potem zobaczyła jej twarz dokładniej.
Ulga zgasła niemal natychmiast. Matka wyglądała tak, jakby już wiedziała, po której stronie stanie.
Victoria obserwowała ją z niemal dziecięcą satysfakcją.
– No i co teraz?
– Ty suko...
– Przynajmniej nie udaję, kim jestem.
– A kim jesteś? Pasożytem?
To trafiło.
Tym razem mocniej.
Uśmiech Victorii drgnął. Na sekundę. Może krócej.
– Pasożytem?
Przełknęła ślinę.
– Wydaje ci się, że łatwo mi było?
Nadia zmarszczyła brwi.
Victoria zrobiła krok bliżej.
– Całe życie byłam druga. Nieważne, jak bardzo się starałam.
Głos lekko jej zadrżał, ale natychmiast zacisnęła szczękę.
– Oczywiście, że tego nie widziałaś. Panno Idealna.
Przez moment wyglądała, jakby chciała powiedzieć coś jeszcze. oczy zaszkliły się niebezpiecznie. Szybko odwróciła wzrok i przełknęła ślinę jeszcze raz, jakby próbowała zatrzymać łzy, zanim zdążą się pojawić.
– Tata patrzył tylko na ciebie. Mama martwiła się tylko o ciebie. Nawet Poppy chodziła za tobą jak cień.
Na jej twarzy pojawił się gorzki uśmiech.
– Ale wiesz co?
Spojrzała prosto na Nadię.
– W końcu spadłaś z tego piedestału.
Cień satysfakcji wrócił do jej oczu.
– Przez ten jeden jebany wieczór to ja będę córeczką tatusia.
– Victoria...
– I nikt mi tego nie zabierze.
Dopiero wtedy uśmiechnęła się znowu. Tym razem dużo chłodniej.
– To ja... jestem tą, która tu zostanie.
Wtedy za plecami matki rozległ się głos ojca.
– Co tu się dzieje?
Nadia usłyszała znajomy stuk. Potem drugi. I kolejny.
Metalowa głowica laski uderzała rytmicznie o stare deski. W domu Vaughanów wszyscy znali ten dźwięk.
Chwilę później na korytarzu zapłonęło światło. W progu stanął hrabia w ciemnym szlafroku przewiązanym w pasie. W jednej dłoni trzymał ozdobną laskę, której srebrna rękojeść błysnęła w świetle lamp. Zatrzymał się. Spojrzał na Victorię. Potem na Nadię.
Zatrzymał się. Spojrzał na Victorię. Potem na Nadię.
Minął matkę, jakby w ogóle jej tam nie było. Nie spojrzał na nią ani razu. Podszedł bliżej, a ciężkie kroki odbiły się echem od drewnianej podłogi.
Dopiero wtedy zatrzymał się przed córkami.
– Oczekuję odpowiedzi.
Victoria nawet nie próbowała ukryć uśmiechu.
– Powinieneś zobaczyć, co robi twoja ulubienica.
Ojciec wpatrywał się w Nadię. Nie na Victorię, nie na uchylone drzwi łazienki. Tylko na nią.
Jego twarz pozostała niemal nieruchoma. To było najgorsze. Nie krzyczał, nie wyglądał nawet na szczególnie zaskoczonego. Sprawiał raczej wrażenie człowieka, który właśnie usłyszał coś całkowicie nieoczekiwanego i jeszcze nie zdecydował, co z tym zrobić.
W tym samym momencie za plecami Nadii cicho skrzypnęły drzwi łazienki. Poczuła, jak całe ciało nagle się napina. Nie musiała się odwracać, żeby wiedzieć, kto stoi za jej plecami. Graciela usłyszała.
Kiedy jednak spojrzała w tamtą stronę, pokojówka nie patrzyła na nią. Owinięta ręcznikiem, z mokrymi włosami przyklejonymi do karku, przesuwała wzrokiem między Victorią a hrabią. Twarz miała bladą jak ściana.
Przez chwilę wyglądała, jakby chciała coś powiedzieć. Wyjaśnić, że nie zrobiła nic złego albo po prostu uciec z tego korytarza jak najdalej.