Necrovet. Hodowla istot chimerycznych - ebook
Nie każda więź powinna łączyć światy żywych i umarłych.
Florka Kuna, techniczka weterynarii i adeptka nekromancji, w końcu odnajduje swojego famulusa – i szybko przekonuje się, że los potrafi mieć przewrotne poczucie humoru. Bo choć Jafar wygląda niegroźnie, jego zdolności przekraczają wszelkie granice na tym świecie… i poza nim.
W lecznicy doktor Izabeli Pokot pojawiają się nowi pracownicy, a wraz z nimi kolejne wyzwania: od zatrutych kolokolo, przez zaniedbane peteu, po skrzydlatego araleza, którego krew ma bardzo pomocne właściwości. Jednak nawet najbardziej niezwykłe przypadki bledną, gdy w okolicy zaczyna grasować tajemnicza bestia atakująca magiczne stworzenia.
A kiedy granice zostają przekroczone, nie zawsze da się je z powrotem zamknąć.
Ta publikacja spełnia wymagania dostępności zgodnie z dyrektywą EAA.
| Kategoria: | Fantasy |
| Zabezpieczenie: |
Watermark
|
| ISBN: | 978-83-8406-536-5 |
| Rozmiar pliku: | 4,2 MB |
FRAGMENT KSIĄŻKI
Seledynowy blask rozżarzył się w żłobieniach kości. Światło bijące z pieczęci odbiło się w mlecznobiałych oczach nekromantki. Uniosła psią czaszkę i wyciągnęła ją w stronę uczennicy.
– Gotowa?
Florka kiwnęła głową. Robiłam to milion razy, uspokajała się w myślach (choć „milion” było sporym wyolbrzymieniem). Nie po to wyryła na pamięć scenariusz rozmowy, którą miała zamiar przeprowadzić po łacinie, żeby teraz stwierdzić, że w sumie to nie, i zrezygnować. Zwłaszcza że to, co chciała osiągnąć…
Bez zbędnego roztrząsania sytuacji położyła dłoń na czole czaszki, dokładnie tam, gdzie znajdowała się magiczna pieczęć.
Zamknęła oko i otworzyła zmysły na drugi świat. Plan niematerialny – ku jej zaskoczeniu – nie wydawał się niepokojący, jak jeszcze niedawno. Czuła się, jakby odwiedzała starego znajomego. Czaszka upiornego psa, na której trzymała rękę, niczym klucz otworzyła drzwi zaświatów, by Florka mogła stanąć u ich progu… i porozmawiać z domownikami.
Nabrała głęboko powietrza. Z mocno bijącym sercem zaczęła recytować swoją łacińską przemowę:
– Mieszkańcy zaświatów… Zwracam się do was jako adeptka sztuk magicznych, która potrzebuje pomocy na tej trudnej drodze. Pokornie proszę o objęcie mnie opieką, abym nie zbłądziła i swoją nieroztropnością nie poczyniła nikomu krzywdy.
Była świadoma obecności krążących wokół bytów. Od niektórych biła ciekawość, od innych ostrożny sceptycyzm. Ciągnęła:
– Przyrzekam używać magii do czynienia dobra i rozwoju. Ofiaruję mojemu opiekunowi troskę i godne życie.
Istoty z zaświatów milczały. Nie potrafiła ich rozróżnić ze stuprocentową pewnością. Niektóre wydawały się większe i silniejsze od innych, ale nie miała pojęcia, czy są duszami, demonami czy jeszcze kimś innym. Cisza się przedłużała, a byty się jej przyglądały. Jedne przychodziły, inne odchodziły, nie zamieniwszy z nią słowa. Zaczęła wpadać w panikę. Co jeszcze mogła powiedzieć, by je do siebie przekonać? Cała znajomość łaciny nagle zupełnie wyparowała z jej mózgu.
Wtedy jedna z istot podeszła bliżej niż pozostałe. Zdawała się uśmiechać, choć nie była widoczna. Stanęła przed Florką, a ona odniosła wrażenie, że czuje dotyk na twarzy – a może bardziej czyjeś tchnienie. Magiczka wstrzymała oddech. Po chwili usłyszała:
– Do zobaczenia.
Byt wyparował bez śladu, nie czekając na odpowiedź.
Pozostali mieszkańcy zaświatów stracili nią zainteresowanie. Otworzyła zatem oko i odjęła dłoń od czaszki.
Wypuściła powietrze, czując się, jakby długo znajdowała się pod wodą i właśnie wychynęła na powierzchnię. Izabela przyglądała się jej beznamiętnie.
– I jak? – spytała.
Florka popatrzyła na wnętrze swojej dłoni.
– Chyba… mi się udało. – Z piersi wyrwał jej się krótki śmiech. – Chyba się udało! Ktoś do mnie podszedł i powiedział: do zobaczenia. To mógł być on? Mój famulus?
– Tak sądzę. Gratulacje.
Nekromantka odłożyła czaszkę na stolik zasłany magicznymi przyborami. Czerep wyglądał niezwykle tajemniczo w otoczeniu kryształów, fiolek z kolorową zawartością, stojaków na kadzidełka, sztyletu z brązu, szkatułki pełnej różdżek i innych bibelotów. Podekscytowana Florka podskoczyła kilkakrotnie na piętach.
– I co teraz? – spytała. – Jak go znaleźć?
– Odnajdziecie się w swoim czasie. W tej chwili przyszedł na świat, może być gdziekolwiek i w jakimkolwiek wcieleniu. Kiedy podrośnie, prędzej czy później wasze drogi się skrzyżują.
Zawiedziona uczennica jęknęła cicho pod nosem. Chciała poznać swojego famulusa już, teraz, zaraz. Dowiedzieć się, w jakie zwierzę wstąpił, i się nim zaopiekować, by później on mógł opiekować się nią. Miała szczerą nadzieję, że nie postanowił narodzić się jako żyrafa gdzieś w środku Afryki, bo los musiałby się mocno nagimnastykować, by rzucić ich sobie w ramiona.
– Ech… Nie wytrzymam do tego czasu. Nie ma jakiegoś sposobu, żeby go przywołać? Albo zlokalizować? Jakieś zaklęcie czy coś?
– Są takie zaklęcia, ale nie zadziałają, póki się nie znacie. To tak, jakbyś próbowała zadzwonić do kogoś, ale nie znała jego numeru telefonu.
– No dobra, ma to sens… – mruknęła Florka, bawiąc się sztylecikiem. Odłożyła go na miejsce. – Może uda mi się do tego czasu nie pęknąć z niecierpliwości.
Pomyślała, że może się to okazać łatwiejsze, niż przypuszcza. W lecznicy dla magicznych zwierząt zawsze coś się działo, nigdy nie było czasu na nudę. Miała wrażenie, że dopiero co zaczęła tu pracować, a tymczasem zdążyło minąć już lato i jesień, zima miała się ku końcowi i wkrótce nastanie wiosna, a wraz z nią nowe wyzwania i nowi pacjenci. Być może więcej i bardziej ciekawych niż do tej pory – nawet jeśli wydawało się to niemożliwe po przygodach z jednorożcami, smokami, parandrusem, taraskiem czy lolmiszo.
W obliczu wszystkich potencjalnych przygód może czekanie na to, aż los skrzyżuje drogi Florki i jej famulusa, nie będzie aż tak frustrujące.