Facebook - konwersja
Przeczytaj fragment on-line
Darmowy fragment

  • nowość

niby nikt, a jednak ktoś - ebook

Wydawnictwo:
Format:
EPUB
Data wydania:
1 grudnia 2025
20,19
2019 pkt
punktów Virtualo

niby nikt, a jednak ktoś - ebook

Ten tomik to zbiór myśli, które nie dawały mi spokoju. Pisałem je wtedy, kiedy życie trochę bolało, trochę zaskakiwało, a czasem po prostu wymagało, żeby coś z siebie wyrzucić. Taką, jaką czułem w danej chwili. Jeśli coś z tego zostanie z Tobą na dłużej, to znaczy, że było warto.

Ta publikacja spełnia wymagania dostępności zgodnie z dyrektywą EAA.

Kategoria: Proza
Zabezpieczenie: Watermark
Watermark
Watermarkowanie polega na znakowaniu plików wewnątrz treści, dzięki czemu możliwe jest rozpoznanie unikatowej licencji transakcyjnej Użytkownika. E-książki zabezpieczone watermarkiem można odczytywać na wszystkich urządzeniach odtwarzających wybrany format (czytniki, tablety, smartfony). Nie ma również ograniczeń liczby licencji oraz istnieje możliwość swobodnego przenoszenia plików między urządzeniami. Pliki z watermarkiem są kompatybilne z popularnymi programami do odczytywania ebooków, jak np. Calibre oraz aplikacjami na urządzenia mobilne na takie platformy jak iOS oraz Android.
ISBN: 978-83-8440-152-1
Rozmiar pliku: 1,9 MB

FRAGMENT KSIĄŻKI

Dominik

— imię jak echo,

co wraca, gdy noc się spóźnia.

To chłopak, który w sercu ma ogień,

a w oczach — kilka niedomkniętych rozdziałów.

Dominik chodzi po ścieżkach,

które inni omijają ze strachu.

Upada po cichu, wstaje głośno,

bo nauczył się, że nikt za niego

nie pozbiera rozsypanych dni.

Dominik kocha za bardzo,

wierzy za mocno,

i milczy wtedy, gdy serce aż krzyczy.

Ale w tej jego ciszy,

jest więcej prawdy niż w cudzych słowach.

Dominik to nie imię —

to historia pisana drżeniem dłoni,

muzyką, która jeszcze nie zna refrenu,

i drogą, która dopiero ma nabrać kształtu.

To ktoś, kto przeszedł przez cień,

by nauczyć się świecić.

A jeśli zapytać świat, kim jest Dominik —

powie niewiele.

Bo tylko on sam wie,

ile razy runął,

i ile razy

zbudował się od nowa.Dorastanie

Dorastać to znaczy spalić kilka mostów,

choć serce wciąż chciałoby nimi wracać.

To uczyć się, że cisza też bywa odpowiedzią,

a łzy nie zawsze są porażką.

Dorastać to zgubić dziecko w sobie,

a potem szukać go w snach,

by znów poczuć zapach trawy

i smak prostych marzeń.

To wiedzieć, że świat nie obiecuje nic,

a mimo to wyciągać ręce po jutro.

Dorastać to pękać w środku tysiąc razy

i wstawać, jakby to była pierwsza próba życia.

Dorastanie —

to już nie bać się cieni,

ale spojrzeć im w oczy

i nazwać po imieniu.Nim zapuka jesień

Nie zdążyłem zamknąć drzwi

a już pachniało nocą i wiatrem.

Z Twoich słów został tylko kurz

tańczący w ostatnim świetle okna.

Nie zapukała jesień — weszła sama,

cicho, jakby znała mój adres.

Zabrała resztki sierpniowego ciepła

i wszystko, co miało nas trzymać.

Milknie światło, milkną rozmowy,

niebo się marszczy jak stara fotografia.

Nie dzwonisz. Nie pytasz. Nie wracasz.

A przecież to miał być tylko chwilowy chłódGdzieś obok

Tak sobie siedzę na ławeczce w parku,

I myślę,

A co jeśli nic nie wymyślę.

Ptaki krzyczą jakby wiedziały lepiej,

Liście tańczą beze mnie,

A ja — jak cień — przyczajony obok życia.

Ludzie przechodzą,

Patrzą w telefony,

Mijają mnie tak, jakbym był tylko powietrzem.

Czy ja też tak przechodzę obok siebie?

Czy tylko patrzę,

I nigdy nie dotykam tego, co ważne?

A może to właśnie ja —

Ten ktoś, kto zawsze siedzi z boku,

Czekając, aż świat sam mnie odnajdzie?Jeszcze nie dziś

Jeszcze nie dziś — mówię do lustra,

kiedy spojrzenie zatrzymuje się na moich oczach,

pełnych obietnic, które dojrzewają jak owoce,

ale wciąż wiszą wysoko,

poza zasięgiem mojej ręki.

Jeszcze nie dziś — powtarzam cicho,

gdy kalendarz gubi kartki szybciej,

niż ja zbieram odwagę,

by naprawdę wstać i ruszyć

w stronę światła, które świeci od dawna,

lecz jakby nie dla mnie.

Kiedyś wstanę wcześniej niż moje wątpliwości,

otworzę drzwi i nie będę się bał,

że świat patrzy na moje potknięcia,

bo przecież każdy krok

jest świadectwem, że próbuję.

Ale jeszcze nie teraz.

Jeszcze chowam się w cieniu wymówek,

jeszcze pozwalam, by cisza była wygodnym łóżkiem,

a marzenia — kołdrą, którą łatwo naciągnąć na twarz.

Jeszcze nie dziś — mówię światu,

jakby czekał cierpliwie przy progu,

z ręką wyciągniętą w stronę mojego jutra.

Ale świat się nie spieszy,

on potrafi czekać,

to ja uciekam przed własnym sercem,

które bije szybciej,

kiedy myślę o zmianie.

Wiem, że przyjdzie dzień,

w którym powiem: „teraz”,

i naprawdę w to uwierzę.

Przyjdzie dzień, gdy moja siła

przerośnie lenistwo, a nadzieja — strach.

Będę gotów zacząć od nowa,

nawet jeśli potknę się po raz setny.

Bo we mnie jest miejsce

na tysiące początków,

a każdy z nich czeka

na ten jeden właściwy moment.

Ale jeszcze nie dziś,

jeszcze pozwalam sobie na chwilę

oddechu w pół drogi,

jeszcze nie teraz —

choć wiem, że jutro

może stać się pierwszym krokiem,

którego dziś tak bardzo się boję.Byłem

Byłem szeptem w Twoich dłoniach,

nim noc się rozlała po ścianach.

Byłem chwilą, co drżała w oddechu,

gdy świat udawał, że nie pęka nam spod ręki.

Byłem drogą, którą zgubiłaś,

i światłem, które gasło zbyt szybko.

Byłem milczeniem pomiędzy słowami,

tym, co się czuje, a nie mówi nigdy.

Byłem ogniem, co w sobie nosiłem,

choć płonąć nie miał już dla kogo.

Byłem snem, który wraca nad ranem,

kiedy cisza gra najgłośniej.

A dziś jestem tylko wspomnieniem,

co unosi się lekko jak pióro —

wystarczy powiew, by zniknęło,

ale wciąż pamięta,

że kiedyś było wszystkim.Kiedy pękłem

Pękłem cicho — tak, że nawet cisza nie drgnęła,

jakby przywykła do ludzi rozsypujących się bez krzyku.

Nikt nie zauważył tej jednej sekundy,

w której trzymający mnie w środku sznurek puścił.

A jednak we mnie coś zachwiało się jak drzewo na wietrze,

i długo wierzyłem, że jeszcze się utrzyma.

Dziś wiem, że to pęknięcie było początkiem.

Że czasem trzeba się rozsypać,

żeby zobaczyć własne światło ukryte w szczelinach.

A noc, jedyna świadkini,

zamiast mnie potępić — przyjęła pod skrzydło,

bo noc najlepiej zna ludzi, którzy pękają po cichu.Serce w dłoniach

Jak przedmiot, którego nie pamiętam, że tworzyłem.

Ostre brzegi ranią palce,

ale mimo to nie wypuszczam go z dłoni,

bo wiem, że dopiero teraz mogę je zobaczyć naprawdę.

Każda rysa to wspomnienie,

każde pęknięcie to słowo, którego nie powiedziałem.

Niosę je powoli, ostrożnie,

jakby było jajem, z którego mogę się narodzić na nowo.

I może właśnie o to chodzi —

żeby przestać uciekać od własnego bólu,

i w końcu przytulić to kruche, drżące coś,

co od lat prosiło o uwagę.
mniej..

BESTSELLERY

Menu

Zamknij