Facebook - konwersja
Przeczytaj fragment on-line
Darmowy fragment

  • nowość

Nie bój się miłości - ebook

Wydawnictwo:
Format:
EPUB
4401 pkt
punktów Virtualo

Nie bój się miłości - ebook

Zaraz po maturze Joanna dowiaduje się o nieuleczalnej chorobie swojego ukochanego. Wkrótce Marcel umiera. Pogrążona w rozpaczy dziewczyna nie umie poradzić sobie z bólem, ale kiedy dowiaduje się, że jest w ciąży, postanawia zawalczyć o siebie dla dziecka, uznając to poczęcie za prawdziwy cud i podarunek od ukochanego. Próbując jakoś funkcjonować w trudnej rzeczywistości, wraca myślami do czasów, kiedy poznała Marcela.

Po jednej z wizyt u psychologa poznaje Jacka, młodego lekarza, który usiłuje ułożyć sobie życie po śmierci młodszego brata. Joanna i Jacek spędzają ze sobą coraz więcej czasu. To on jest przy niej, kiedy dziewczyna zaczyna rodzić. Mimo to, gdy mężczyzna wyznaje jej miłość, odpycha go od siebie.

Czy Joanna zostanie samotną matką?

Czy lojalność wobec nieżyjącego Marcela pozbawi ją szansy na szczęśliwe życie?

Czy zdoła pokochać ponownie?

Ta publikacja spełnia wymagania dostępności zgodnie z dyrektywą EAA.

Kategoria: Romans
Zabezpieczenie: Watermark
Watermark
Watermarkowanie polega na znakowaniu plików wewnątrz treści, dzięki czemu możliwe jest rozpoznanie unikatowej licencji transakcyjnej Użytkownika. E-książki zabezpieczone watermarkiem można odczytywać na wszystkich urządzeniach odtwarzających wybrany format (czytniki, tablety, smartfony). Nie ma również ograniczeń liczby licencji oraz istnieje możliwość swobodnego przenoszenia plików między urządzeniami. Pliki z watermarkiem są kompatybilne z popularnymi programami do odczytywania ebooków, jak np. Calibre oraz aplikacjami na urządzenia mobilne na takie platformy jak iOS oraz Android.
ISBN: 978-83-8290-904-3

FRAGMENT KSIĄŻKI

TERAZ

Czasami jeszcze nie docierało do mnie, że nie ma go obok. Siedziałam na cmentarzu przy grobie Marcela i wpatrywałam się w zdjęcie. Nie przeszkadzał mi siarczysty lutowy mróz ani padający śnieg. Nie czułam zimna, jedynie rozpacz, która sprawiała, że obojętniałam na wszystko, co się działo wokół mnie.

Spojrzałam na fotografię. Nie musiałam się zmuszać, czułam, jakby mnie przyzywała. Zatonęłam w oczach ukochanego, a zmierzwiona grzywka, opadająca na czoło, krzyczała do mnie, żebym ją poprawiła. Jego mama wybrała najlepsze ujęcie. To cały on. Uśmiechał się promiennie, a fotograf genialnie uchwycił rozwichrzone włosy, które nigdy nie chciały się układać. Lubiłam go po nich czochrać albo gładzić, czasami próbowałam nawet kręcić z nich małe loczki. To był taki nasz sposób na przekomarzanie się, ale też na czułości. I znałam też dobrze fotografa. Zrobiłam to zdjęcie na początku naszej znajomości, chwilę wcześniej całowaliśmy się jak szaleni, dlatego wyszedł na nim taki rozczochrany, zarumieniony, a oczy błyszczały mu jak gwiazdy, bo wpatrywał się we mnie.

– Wiesz, kochany – odezwałam się cichutko, wiedząc, że i tak mi nie odpowie. – Wrócę na studia, tak jak ci obiecałam. Jest ciężko, ale będę się uczyć, żeby kiedyś uratować komuś życie. Tak jak ty chciałeś to zawsze robić. Zrobię to dla ciebie. Tęsknię za tobą, za twoim dotykiem, uśmiechem, nie umiem zrozumieć, dlaczego nie ma cię już przy mnie… Tak bardzo chciałabym cofnąć czas, tak wiele ci powiedzieć, tyle rzeczy wspólnie z tobą przeżyć… Odszedłeś, ale nie zabrałeś mnie ze sobą. Czemu? Nie wiem, czy dam sobie bez ciebie radę na tym świecie. To ty byłeś całym moim światem. Tak bardzo cię kocham…

Rozpłakałam się głośno, ale to było jeszcze takie świeże… Nie potrafiłam kontrolować emocji. Minęło zaledwie sześć tygodni od czasu, kiedy ostatni raz trzymaliśmy się za ręce, dla mnie to mnóstwo dni bez wspólnych rozmów, bez jego obecności. Mój kochany Marcel odszedł i jeszcze czasami w to nie wierzyłam. Dlatego nie chciałam tutaj przychodzić. Ale musiałam stawić czoła rzeczywistości i od dwóch tygodni codziennie zmuszałam się do tych odwiedzin na cmentarzu. Ten grób mi uświadamiał, że mojego męża już nie ma… A ja trwałam, bo mu obiecałam, że będę silna, obiecałam pójść na studia i żyć. Nie mogłam go zawieść. Jednakże naprawdę trudno jest oddychać, kiedy brakuje ci tlenu… A on był moim powietrzem, moim wszystkim. Byliśmy tacy młodzi, ale wiedzieliśmy od razu, że to, co nas spotkało, to prawdziwy dar. Byliśmy jak dwie połówki pomarańczy, które się idealnie połączyły. Tylko los postanowił z nas zakpić i odebrał mi Marcela. Cudownego człowieka, który odmienił moje życie. Nie wiem, gdzie byłabym teraz, gdyby nie on.

– Marcelku, tak bardzo mi ciebie brakuje… Ale wiesz… udało nam się… Będziesz tatą… Myślałam, że ten brak okresu to po prostu stres po twoim odejściu i dopiero wczoraj poszłam do lekarza. Jestem, kochanie, w ciąży! Nasza miłość nie skończyła się na tym szpitalnym łóżku, kiedy zamknąłeś oczy, by ich już nigdy nie otworzyć. Nasza miłość dała początek malutkiej istocie i noszę ją pod sercem. Tak bardzo chciałabym, żebyś poczuł jej ruchy. Albo jego. Nieważne czy to chłopczyk, czy dziewczynka. Byleby było zdrowe. Urodzę to maleństwo i obdarzę je miłością za nas dwoje. Skończę studia. Rodzice mi pomogą. Wiedzą już. Są szczęśliwi. Wkrótce powiem twoim rodzicom, to pewnie też się ucieszą. A ja… ja opowiem naszemu dziecku o najcudowniejszym człowieku na świecie, jego tacie. W zasadzie już pewnie słyszy o tobie, w końcu rozwija się pod moim sercem.

Wpatrywałam się jeszcze dość długo w nagrobek, aż w końcu uznałam, że powinnam wracać. Był koniec lutego, ale ciemności nadal szybko zapadały. A ja wiedziałam, że muszę teraz żyć dla naszego dziecka. Jego poczęcie było prawdziwym cudem. To ósmy tydzień. Tyle czasu minęło od tej szalonej nocy, spędzonej w szpitalu. Może nie powinniśmy wtedy się kochać, ale tak bardzo tego potrzebowaliśmy. Jakbyśmy już wtedy wiedzieli, że to będzie nasz ostatni raz.

Zatopiona w myślach dotarłam do kamienicy, gdzie miałam mieszkanie. Miało być azylem, mieliśmy je zapełnić wspólną historią. Wtedy jeszcze wierzyłam, że Marcel pokona tego raka. Babcia podarowała mi małe mieszkanie i zaraz po maturze zamieszkaliśmy w nim razem. Pojechaliśmy też na wymarzone wakacje, ale Marcel nie czuł się dobrze i po powrocie z Bułgarii wylądował w szpitalu. Oboje mieliśmy w październiku zacząć studia, jednak jego choroba spowodowała, że nie uczęszczałam właściwie na wykłady ani na zajęcia, chociaż nie wydawał się tym zachwycony. Chciałam być przy nim, zwłaszcza że lekarze od samego początku mówili, że rak mózgu to niebezpieczny przeciwnik i raczej nie dawali dużych szans na wyzdrowienie. Niestety, ich diagnoza się potwierdziła. Marcel zgasł zaledwie parę miesięcy później. Widziałam, jak bardzo walczył, jak bardzo pragnął żyć, ale choroba go pokonała.

Weszłam do bloku i jakoś dotarłam na drugie piętro. Kiedy go zabrakło, nawet zwykłe chodzenie zaczęło sprawiać mi trudność. Najchętniej leżałabym w łóżku i płakała. Pierwszego miesiąca po jego śmierci w zasadzie nie pamiętałam. Ciągle ktoś przy mnie siedział, sprawdzał, czy jem i czy jeszcze żyję. Wiem, że się bardzo o mnie martwili, ale nie potrafiłam wyjść ze skorupy otępienia. To Ulka siłą zaprowadziła mnie na cmentarz, a potem kazała iść do lekarza. I byłam jej za to wdzięczna.

Spojrzałam na drzwi, na których wisiała tabliczka z naszymi imionami i nazwiskiem. Nie widział jej, bo kiedy ją montowałam, przebywał w szpitalu, a ja wtedy naprawdę wierzyłam, że ją zobaczy na własne oczy i że mu się spodoba. Westchnęłam i znowu w oczach stanęły mi łzy. Weszłam do domu i odwiesiłam w przedpokoju kurtkę. Rozejrzałam się i zauważyłam, że ktoś posprzątał. Domyśliłam się, że mama u mnie była. Rodzice mieli klucze do mieszkania, a od śmierci Marcela przychodzili do mnie codziennie, sprawdzając, jak się trzymam. Właściwie to się rozsypywałam, dopóki za namową siostry nie zrobiłam trzy dni temu testu ciążowego. Swoje złe samopoczucie przypisywałam cierpieniu po śmierci Marcela, ale Ula zasugerowała, że to może być ciąża. Dla świętego spokoju sprawdziłam i rozpłakałam się na widok dwóch kresek. I sama nie wiedziałam, czy to łkanie jest podszyte rozpaczą, czy jednak delikatną nutą nadziei. Byłam bardzo młoda, na dodatek w ciąży z ukochanym facetem, którego los mi odebrał, ale ten wynik sprawił, że się uśmiechnęłam poprzez spływające po policzkach łzy, po czym znowu ogarnęła mnie czarna rozpacz.

– Aśka, no co ty, dasz sobie radę – powiedziała do mnie Ula i mocno mnie przytuliła.

– Ja płaczę … Sama nie wiem, Uluś. To maleństwo, to cud, prawdziwy cud. Ale wychowa się bez ojca… – udało mi się wreszcie wyjąkać.

– Marcel zawsze będzie z wami, moja droga. To cholernie niesprawiedliwe, że los ci go zabrał. Ale musisz wziąć się w garść, ogarnąć się jakoś i zadbać o siebie. To dziecko potrzebuje matki.

Skinęłam głową.

Miała całkowitą rację, dlatego zaraz po tym ataku histerii, umówiłam się do lekarza, by jak najszybciej potwierdzić tę cudowną nowinę.

***

Szłam na wizytę bardzo przestraszona. Pragnęłam, by test nie kłamał i by było mi dane powitać za parę miesięcy dziecko poczęte z prawdziwej miłości. Kiedy pani doktor potwierdziła, że to już ósmy tydzień i że wszystko wygląda dobrze, znowu płakałam w jej gabinecie. Na szczęście pozwoliła mi na to. To była koleżanka mojej mamy, znała doskonale sytuację. Zleciła mi mnóstwo badań i umówiła na kolejną wizytę.

Wczoraj powiedziałam rodzicom. Byli szczęśliwi, ale widziałam też, że się martwią, w końcu w ich oczach byłam taka młoda, taka niedoświadczona życiowo, a w dodatku w rozsypce emocjonalnej… Obiecałam im, że dam sobie radę, dla mojego męża.

Dzisiaj na cmentarzu obwieściłam tę nowinę Marcelowi. I czułam, że gdziekolwiek teraz przebywa, ucieszyła go ta wiadomość. Byłby cudownym ojcem pomimo swojego młodego wieku. Teraz więc chodziłam codziennie do niego na cmentarz, bez zmuszania się jak w pierwszych dniach, bo zrozumiałam, że to dawało mi poczucie bezpieczeństwa. Wiedziałam, że już nigdy się do mnie nie odezwie, nie przytuli mnie, ale ten jego grób sprawiał, że przynajmniej miałam gdzie przychodzić.

Zrobiłam sobie herbatę, usiadłam na kanapie i wzięłam do ręki album.

Od czasu śmierci Marcela przeglądałam nasze zdjęcia całymi dniami. To była kolejna czynność trzymająca mnie przy życiu. Wiatr szalał za oknem, deszcz padał razem ze śniegiem i chociaż nie lubiłam takiej pogody, to miałam do niej sentyment, bo właśnie w podobnych okolicznościach poznaliśmy się z Marcelem dwa lata temu. Jak ja go nie lubiłam… Jak mnie denerwował.

Spojrzałam na zdjęcie zrobione w drugiej klasie, kiedy do nas dołączył. Wyglądał dość niepozornie. Wysoki, dobrze zbudowany, ale na pewno nie był typem przystojniaka. Kujon w okularach, wszystkowiedzący i biorący udział w milionie olimpiad.

Ale za tymi okularami kryły się jednak najpiękniejsze oczy na świecie. Rozmarzyłam się na to wspomnienie. Bardzo go kochałam i chociaż wszyscy nam powtarzali, że jesteśmy za młodzi na takie uczucie, to wiedzieliśmy, że połączyła nas miłość. Piękna, emocjonalna, ale prawdziwa, która zdarza się tylko raz w życiu. Sama nie wiem, kiedy oboje przeszliśmy do stanu, w którym jedno bez drugiego nie umiało funkcjonować. Wiedziałam, że teraz będę musiała nauczyć się życia na nowo, żeby naszemu maleństwu zapewnić szczęśliwe dzieciństwo i odpowiedni start w dorosłość.

Zamknęłam oczy i oddałam się wspomnieniom. Kiedy Marcel trafił do mojej klasy, byłam już jedną z najbardziej popularnych dziewcząt w szkole. I nauka nie należała do moich priorytetów. Przynajmniej takie pozory lubiłam stwarzać. Chciałam się po prostu dobrze bawić i wydawać pieniądze rodziców. Imprezowałam, próbowałam wielu używek i kiedy po raz pierwszy ujrzałam Marcela, postanowiłam traktować go jak powietrze. Tymczasem on okazał się moim tlenem, otworzył mnie na świat i pozwolił mi być sobą… Rozumiał mnie, dostrzegł ukryte we mnie piękno i pokazał, że jest świat przepełniony miłością.
mniej..

BESTSELLERY

Menu

Zamknij