-
nowość
Nie-Boska komedia. Lektura z opracowaniem. Masz zdane! - ebook
Nie-Boska komedia. Lektura z opracowaniem. Masz zdane! - ebook
Jedno z ważnych dzieł polskiego romantyzmu. Dramat rodzinny (konflikt między powołaniem poety a życiem męża i ojca) współistnieje tu z dramatem społeczno-politycznym (konflikt między arystokracją a obozem rewolucyjnym). Metafizyka łączy się z refleksją historiozoficzną. Utwór stanowi krytykę typowo romantycznego podejścia do rzeczywistości.
Seria Lektury z Opracowaniem to praktyczna pomoc dla uczniów szkół podstawowych i średnich. Obejmuje ona lektury, których znajomość jest wymagana na egzaminie ósmoklasisty i na maturze. Opracowania – przygotowane przez doświadczonych nauczycieli – uwzględniają podstawę programową i wymagania egzaminacyjne.
W opracowaniu znalazły się następujące elementy:
notka o autorze
streszczenia: krótkie (całego utworu) i szczegółowe (kolejnych rozdziałów lub części)
plan wydarzeń
charakterystyka bohaterów
problematyka utworu
gatunek i rodzaj literacki
znane cytaty
motywy literackie
geneza utworu i/lub wyjaśnienie tytułu
przykładowe tematy wypracowań
przykładowe zadania egzaminacyjne
Ta publikacja spełnia wymagania dostępności zgodnie z dyrektywą EAA.
| Kategoria: | Opracowania i Wypracowania |
| Zabezpieczenie: |
Watermark
|
| ISBN: | 978-83-8449-261-1 |
| Rozmiar pliku: | 5,4 MB |
FRAGMENT KSIĄŻKI
Gwiazdy wokoło twojej głowy – pod twoimi nogi fale morza – na falach morza tęcza przed tobą pędzi i rozdziela mgły – co ujrzysz, jest twoim – brzegi, miasta i ludzie tobie się przynależą – niebo jest twoim – chwale twojej niby nic nie zrówna. –
*
Ty grasz cudzym uszom niepojęte rozkosze. – Splatasz serca i rozwiązujesz gdyby³ wianek, igraszkę palców twoich – łzy wyciskasz – suszysz je uśmiechem i na nowo uśmiech strącasz z ust na chwilę – na chwil kilka – czasem na wieki. – Ale sam co czujesz? – ale sam co tworzysz? – co myślisz? – Przez ciebie płynie strumień piękności, ale ty nie jesteś pięknością. – Biada ci – biada! – Dziecię, co płacze na łonie mamki – kwiat polny, co nie wie o woniach swoich, więcej ma zasługi przed Panem od ciebie. –
*
Skądżeś powstał, marny cieniu, który znać o świetle dajesz, a światła nie znasz, nie widziałeś, nie obaczysz? Kto cię stworzył w gniewie lub w ironii? – Kto ci dał życie nikczemne, tak zwodnicze, że potrafisz udać Anioła chwilą, nim zagrząźniesz w błoto, nim jak płaz pójdziesz czołgać i zadusić się mułem? – Tobie i niewieście jeden jest początek –
*
Ale i ty cierpisz, choć twoja boleść nic nie utworzy, na nic się nie zda. – Ostatniego nędzarza jęk policzon⁴ między tony harf niebieskich. – Twoje rozpacze i westchnienia opadają na dół i Szatan je zbiera, dodaje w radości do swoich kłamstw i złudzeń – a Pan je kiedyś zaprzeczy, jako one zaprzeczyły Pana. –
*
Nie przeto wyrzekam na ciebie, Poezjo, matko Piękności i Zbawienia. – Ten tylko nieszczęśliwy, kto na światach poczętych, na światach, mających zginąć, musi wspominać lub przeczuwać ciebie – bo jedno tych gubisz, którzy się poświęcili tobie, którzy się stali żywymi głosami twej chwały.
*
Błogosławiony ten, w którym zamieszkałaś, jak Bóg zamieszkał w świecie, niewidziany, niesłyszany, w każdej części jego okazały, wielki, Pan, przed którym się uniżają stworzenia i mówią: „On jest tutaj”. – Taki cię będzie nosił gdyby gwiazdę na czole swoim, a nie oddzieli się od twej miłości przepaścią słowa. – On będzie kochał ludzi i wystąpi mężem pośród braci swoich. – A kto cię nie dochowa, kto zdradzi za wcześnie i wyda na marną rozkosz ludziom, temu sypniesz kilka kwiatów na głowę i odwrócisz się, a on zwiędłymi się bawi i grobowy wieniec splata sobie przez całe życie. – Temu i niewieście jeden jest początek.
ANIOŁ STRÓŻ
Pokój ludziom dobrej woli – błogosławiony pośród stworzeń, kto ma serce – on jeszcze zbawion być może. – Żono dobra i skromna, zjaw się dla niego – i dziecię niechaj się urodzi w domu waszym. –
_przelatuje_
CHÓR ZŁYCH DUCHÓW
W drogę, w drogę, widma, lećcie ku niemu! – Ty naprzód, ty na czele, cieniu nałożnicy, umarłej wczoraj, odświeżony w mgle i ubrany w kwiaty, dziewico, kochanko poety, naprzód. –
W drogę i ty, sławo, stary orle wypchany w piekle, zdjęty z palu, kędy cię strzelec zawiesił w jesieni – leć i roztocz skrzydła, wielkie, białe od słońca, nad głową poety. – Z naszych sklepów wynidź, spróchniały obrazie Edenu⁵, dzieło Belzebuba⁶ – dziury zalepiem i rozwiedziemy pokostem – a potem, płótno czarodziejskie, zwiń się w chmurę i leć do poety – wnet się rozwiąż naokoło niego, opasz go skałami i wodami, na przemian nocą i dniem. – Matko naturo, otocz poetę!
_Wieś – kościół – nad kościołem Anioł Stróż się kołysze._
ANIOŁ STRÓŻ
Jeśli dotrzymasz przysięgi na wieki, będziesz bratem moim w obliczu Ojca niebieskiego.
_znika_
_Wnątrz_⁷ _kościoła – świadki – gromnica na ołtarzu. –_
KSIĄDZ
_ślub daje_
Pamiętajcie na to. –
_Wstaje para – Mąż ściska ręką żony_ i _oddaje ją krewnemu – wszyscy wychodzą – on sam zostaje_ w _kościele._
Zstąpiłem do ziemskich ślubów⁸, bom znalazł tę, o której marzyłem – przeklęstwo⁹ mojej głowie, jeśli ją kiedy kochać przestanę. –
*
_Komnata pełna osób – bal – muzyka – świece – kwiaty. – Panna Młoda walcuje_ i _po kilku okręgach staje, przypadkiem napotyka męża_ w _tłumie_ i _głowę, opiera na jego ramieniu._
PAN MŁODY
Jakżeś mi piękna¹⁰ w osłabieniu swoim – w nieładzie kwiaty i perły na włosach twoich – płoniesz ze wstydu i znużenia – o, wiecznie, wiecznie będziesz pieśnią moją. –
PANNA MŁODA
Będę wierną żoną tobie, jako matka mówiła, jako serce mówi. – Ale tyle ludzi jest tutaj – tak gorąco i huczno. –
PAN MŁODY
Idź z raz jeszcze w taniec, a ja tu stać będę i patrzeć na cię, jakem nieraz w myśli patrzał na sunących aniołów. –
PANNA MŁODA
Pójdę, jeśli chcesz, ale już sił prawie nie mam. –
PAN MŁODY
Proszę cię, moje kochanie. –
_Taniec_ i _muzyka_.
*
_Noc pochmurna – Duch zły pod postacią dziewicy, lecąc –_
Niedawnom jeszcze biegała po ziemi w taką samą porę – teraz gnają mnie czarty i każą świętą udawać. –
_leci nad ogrodem_
Kwiaty, odrywajcie się i lećcie do moich włosów. –
_leci nad cmentarzem_
Świeżość i wdzięki umarłych dziewic, rozlane w powietrzu, płynące nad mogiłami, lećcie do jagód moich. –
Tu czarnowłosa się rozsypuje – cienie jej puklów, zawiśnijcie mi nad czołem. – Pod tym kamieniem zgasłych dwoje ócz błękitnych – do mnie, do mnie ogień, co tlał w nich! – Za tymi kraty sto gromnic się pali – księżnę dziś pochowano – suknio atłasowa, biała jak mleko, oderwij się od niej! – Przez kraty leci suknia do mnie, trzepocząc się jak ptak – a dalej, a dalej. –
*
_Pokój sypialny – lampa nocna stoi na stole_ i _blisko oświeca Męża śpiącego obok Żony. –_
MĄŻ
_przez sen_
Skądże przybywasz, niewidziana, niesłyszana od dawna – jak woda płynie, tak płyną twoje stopy, dwie fale białe – pokój świątobliwy na skroniach twoich – wszystko, com marzył i kochał, zeszło się w tobie.
_przebudza się_
Gdzież jestem! – ha, przy żonie – to moja żona. –
_wpatruje się_ w _Żonę_
Sądziłem, że to ty jesteś marzeniem moim, a otóż po długiej przerwie wróciło ono i różnym jest od ciebie. – Ty dobra i miła, ale tamta… Boże – co widzę – na jawie –
DZIEWICA
Zdradziłeś mnie.
_znika_
MĄŻ
Przeklęta niech będzie chwila, w której pojąłem kobietę, w której opuściłem kochankę lat młodych, myśl myśli moich, duszę duszy mojej…
ŻONA
_przebudza się_
Co się stało – czy już dzień – czy powóz zaszedł? – Wszak mamy jechać dzisiaj po różne sprawunki. –
MĄŻ
Noc głucha – śpij – śpij głęboko. –
ŻONA
Możeś zasłabł nagle, mój drogi? Wstanę i dam ci eteru¹¹
MĄŻ
Zaśnij. –
ŻONA
Powiedz mi, drogi, co masz¹², bo głos twój niezwyczajny i gorączką nabiegły ci jagody¹³. –
MĄŻ
_zrywając się_
Świeżego powietrza mi trzeba. – Zostań się – przez Boga, nie chodź za mną – nie wstawaj, powiadam ci raz jeszcze. –
_wychodzi_
*
_Ogród przy świetle księżyca – za parkanem kościół. –_
MĄŻ
Od dnia ślubu mojego spałem snem odrętwiałym, snem żarłoków, snem fabrykanta Niemca przy żonie Niemce – świat cały jakoś zasnął wokoło mnie na podobieństwo moje – jeździłem po krewnych, po doktorach, po sklepach, a że dziecię ma się mi narodzić, myślałem o mamce. –
_Bije druga na wieży kościoła._
Do mnie, państwa moje dawne, zaludnione, żyjące, garnące się pod myśl moją – słuchające natchnień moich – niegdyś odgłos nocnego dzwonu był hasłem waszym. –
_chodzi_ i _załamuje ręce_
Boże, czyś Ty sam uświęcił związek dwóch ciał? czyś Ty sam wyrzekł, że nic ich rozerwać nie zdoła, choć dusze się odepchną od siebie, pójdą każda w swoją stronę i ciała, gdyby dwa trupy, zostawią przy sobie? –
Znowu jesteś przy mnie – o moja – o moja, zabierz mnie z sobą. – Jeśliś złudzeniem, jeślim cię wymyślił, a tyś się utworzyła ze mnie i teraz objawiasz się mnie, niechże i ja będę marą, stanę się mgłą i dymem, by zjednoczyć się z tobą. –
DZIEWICA
Pójdzieszli za mną, w którykolwiek dzień przylecę po ciebie? –
MĄŻ
O każdej chwili twoim jestem. –
DZIEWICA
Pamiętaj. –
MĄŻ
Zostań się – nie rozpraszaj się jako sen. – Jeśliś pięknością nad pięknościami, pomysłem nad wszystkimi myśli, czegóż nie trwasz dłużej od jednego życzenia, od jednej myśli? –
_Okno otwiera się_ w _przyległym domu._
GŁOS KOBIECY
Mój drogi, chłód nocy spadnie ci na piersi; wracaj, mój najlepszy, bo mi tęskno samej w tym czarnym, dużym pokoju. –
MĄŻ
Dobrze – zaraz. –
Znikł duch, ale obiecał, że powróci, a wtedy żegnaj mi, ogródku i domku, i ty, stworzona dla ogródka i domku, ale nie dla mnie.
GŁOS
Zmiłuj się – coraz chłodniej nad rankiem. –
MĄŻ
A dziecię moje – o Boże!
_wychodzi_
*
_Salon – dwie świece na fortepianie – kolebka_ z _uśpionym dzieckiem_ w _kącie – Mąż rozciągnięty na krześle,_ z _twarzą ukrytą_ w _dłoniach – Żona przy fortepianie._
ŻONA
Byłam u Ojca Beniamina, obiecał mi się na pojutrze. –
MĄŻ
Dziękuję ci.
ŻONA
Posłałam do cukiernika, żeby kilka tort¹⁴ przysposobił, boś podobno dużo gości sprosił na chrzciny – wiesz – takie czokoladowe¹⁵, z cyfrą¹⁶ Jerzego Stanisława. –
MĄŻ
Dziękuję ci.
ŻONA
Bogu dzięki, że już raz się odbędzie ten obrządek – że Orcio nasz zupełnie chrześcijaninem się stanie – bo choć już chrzczony z wody¹⁷, zdawało mi się zawsze, że mu nie dostaje czegoś¹⁸. –
_idzie do kolebki_
Śpij, moje dziecię – czy już się tobie coś śni, że zrzuciłeś kołderkę – ot, tak – teraz leż tak. – Orcio mi dzisiaj niespokojny – mój maleńki – mój śliczny, śpij. –
MĄŻ
_na stronie_
Parno – duszno – burza się gotuje – rychłoż tam ozwie się piorun, a tu pęknie serce moje? –
ŻONA
_wraca, siada do fortepianu, gra_ i _przerywa, znowu grać zaczyna_ i _przestaje znowu_
Dzisiaj, wczoraj ach! mój ty Boże, i przez cały tydzień, i już od trzech tygodni, od miesiąca słowa nie rzekłeś do mnie – i wszyscy, których widzę, mówią mi, że źle wyglądam. –
MĄŻ
_na stronie_
Nadeszła godzina nic jej nie odwlecze.—
_głośno_
Zdaje mi się owszem, że dobrze wyglądasz.
ŻONA
Tobie wszystko jedno, bo już nie patrzysz na mnie, odwracasz się, kiedy wchodzę, i zakrywasz oczy, kiedy siedzę blisko. – Wczoraj byłam u spowiedzi i przypominałam sobie wszystkie grzechy – a nie mogłam nic znaleźć takiego, co by cię obrazić mogło. –
MĄŻ
Nie obraziłaś mnie.
ŻONA
Mój Boże – mój Boże!
MĄŻ
Czuję, że powinienem cię kochać. –
ŻONA
Dobiłeś mnie tym jednym: „powinienem”. – Ach! lepiej wstań i powiedz – „nie kocham” – przynajmniej już będę wiedziała wszystko – wszystko. –
_zrywa się_ i _bierze dziecko_ z _kolebki_
Jego nie opuszczaj, a ja się na gniew twój poświęcę – dziecko moje kochaj – dziecko moje, Henryku. –
_przyklęka_
MĄŻ
_podnosząc_
Nie zważaj na to, com powiedział – napadają mnie często złe chwile – nudy. –
ŻONA
O jedno słowo cię proszę – o jedną obietnicę tylko – powiedz, że go zawsze kochać będziesz. –
MĄŻ
I ciebie, i jego – wierzaj mi.
_Całuje ją_ w _czoło –_ a _ona go obejmuje ramionami – Wtem grzmot słychać – zaraz potem muzykę – akord po akordzie,_ i _coraz dziksze._
ŻONA
Co to znaczy?
_dziecię ciśnie do piersi. Muzyka się urywa._
_Wchodzi Dziewica._
O mój luby, przynoszę ci błogosławieństwo i rozkosz – chodź za mną. –
O mój luby, odrzuć ziemskie łańcuchy, które cię pętają. – Ja ze świata świeżego, bez końca, bez nocy. – Jam twoja. –
ŻONA
Najświętsza Panno, ratuj mnie! – to widmo blade, jak umarły – oczy zgasłe i głos jak skrzypienie woza, na którym trup leży. –------------------------------------------------------------------------
¹ T_o be or not to be…_ (ang.) – _Być albo nie być: oto jest pytanie_. Jest to początek słynnego monologu Hamleta z tragedii Szekspira. Krasiński wraz z wieloma współczesnymi uważał te słowa za wyrażenie, którego sens w pełni mogło zrozumieć pokolenie romantyków.
² P_oświęcone Marii_ – pod imieniem Marii ukrywa się kobieta, która w tym okresie (1834–1838) odegrała w życiu uczuciowym Krasińskiego ważną rolę: Joanna Bobrowa.
³ G_dyby_ – jakby; jak gdyby to był (wianek).
⁴ P_oliczon_ – dziś: policzony. Jest to bardzo charakterystyczna dla Krasińskiego skrócona forma (np. _zbawion_ zamiast _zbawiony_ itp.).
⁵ E_den_ (hebr.) __ – raj.
⁶ B_elzebub_ (_z _hebr.) __ – w Nowym Testamencie pan piekieł i przywódca złych duchów. W utworze Krasińskiego ma on być twórcą „spróchniałego obrazu” raju, który to obraz – niby dekorację teatralną – złe duchy przechowują w sklepach, czyli podziemiach (staropolskie _sklep_ – piwnica, loch, podziemie).
⁷ W_nątrz_ – wnętrze.
⁸ Z_stąpiłem do ziemskich ślubów_ – najważniejsze znaczenie dla Męża miały „śluby duchowe” – niebiańskie. Śluby ziemskie zatem były pewnego rodzaju „zniżeniem”, zstąpieniem z wyżyn niebiańskich do ziemskiej rzeczywistości.
⁹ P_rzeklęstwo_ – forma oboczna do: przekleństwo, przeklęctwo.
¹⁰ Scena ta między Panem Młodym _a _Panną Młodą, naszkicowana jak migawka weselna, odezwie się echem _w _analogicznej scenie _Wesela_ Wyspiańskiego.
¹¹ Trudno tu rozstrzygnąć, czy Żona uważa _eter_ za środek trzeźwiący, czy kojący, nasenny. Doświadczenia Krasińskiego _z _zażywaniem eteru pochodzą _z _późniejszego okresu.
¹² C_o masz_ – zwrot będący kalką z fr. _qu’as tu?_ w znaczeniu: co ci jest?
¹³ J_agody_ – tu: policzki.
¹⁴ K_ilka tort_ – dziś: kilka tortów.
¹⁵ C_zokoladowe_ – dziś: czekoladowe.
¹⁶ Z_ _cyfrą – z inicjałem.
¹⁷ C_hrzczony _z wody – tzn. bezpośrednio po urodzeniu przez kogoś z otoczenia, bez udziału kapłana i liturgicznego obrzędu, przez pokropienie wodą i wymówienie formułki chrztu. Zabieg taki dopuszczany jest przez przepisy Kościoła katolickiego w przypadku, kiedy niemowlę rodzi się słabe i istnieje obawa, że może nie dożyć do właściwego obrzędu chrztu.
¹⁸ N_ie dostaje_ – brakuje mu czegoś.