Facebook - konwersja
Przeczytaj fragment on-line
Darmowy fragment

  • nowość

Nie dotykaj mnie przy ludziach - ebook

Wydawnictwo:
Format:
EPUB
Data wydania:
25 sierpnia 2026
29,99
2999 pkt
punktów Virtualo

Nie dotykaj mnie przy ludziach - ebook

Lena Maj specjalizuje się w ratowaniu cudzej reputacji. Gdy ma opanować skandal wokół Maksa Rybackiego, dziedzica luksusowego imperium hotelowego, szybko odkrywa, że największym zagrożeniem nie są media, lecz pożądanie, którego oboje nie potrafią ignorować. Ustalają proste zasady. Bez uczuć. Bez obietnic. Bez dotykania się przy ludziach. Jednak tajemnice Maksa, oczekiwania jego rodziny i coraz śmielsze spojrzenia otoczenia sprawiają, że ich układ przestaje być bezpieczny. Zmysłowy romans o relacji, która miała pozostać sekretem.

Ta publikacja spełnia wymagania dostępności zgodnie z dyrektywą EAA.

Kategoria: Erotyka
Zabezpieczenie: Watermark
Watermark
Watermarkowanie polega na znakowaniu plików wewnątrz treści, dzięki czemu możliwe jest rozpoznanie unikatowej licencji transakcyjnej Użytkownika. E-książki zabezpieczone watermarkiem można odczytywać na wszystkich urządzeniach odtwarzających wybrany format (czytniki, tablety, smartfony). Nie ma również ograniczeń liczby licencji oraz istnieje możliwość swobodnego przenoszenia plików między urządzeniami. Pliki z watermarkiem są kompatybilne z popularnymi programami do odczytywania ebooków, jak np. Calibre oraz aplikacjami na urządzenia mobilne na takie platformy jak iOS oraz Android.
Rozmiar pliku: 743 KB

FRAGMENT KSIĄŻKI

PROLOG BEZ NAZWISK

Najgorsze rozmowy o pracę nie kończą się odmową.

Kończą się zdaniem, że ktoś jeszcze się odezwie.

Lena usłyszała je czterdzieści minut wcześniej, wypowiedziane spokojnym głosem przez mężczyznę, który przez całe spotkanie ani razu nie spojrzał na przygotowaną przez nią prezentację. Przerzucał slajdy, zadawał pytania niezwiązane ze stanowiskiem i co kilka minut zerkał na ekran telefonu. Dopiero na koniec zainteresował się Leną. Zmierzył ją wzrokiem i zapytał, czy nie obawia się, że zarządzanie kryzysami wizerunkowymi może okazać się dla niej zbyt wymagające.

Dla niej.

Kobiety, która w ciągu jednej nocy powstrzymała medialny upadek znanej sieci restauracji. Kobiety, która przez trzy lata sprzątała po ludziach przekonanych, że pieniądze dają im prawo do popełniania błędów bez konsekwencji. Kobiety, której pomysły były wystarczająco dobre, aby podpisywał się pod nimi jej były partner, ale najwyraźniej nie dość dobre, aby powierzono jej kierowanie zespołem.

Powinna wrócić do domu.

Zamiast tego siedziała przy barze na najwyższym piętrze hotelu Vesper Grand i patrzyła na Warszawę rozświetloną tysiącami okien. Miasto wyglądało stąd spokojnie. Jakby nikt nie zdradzał, nie kłamał i nie podejmował decyzji, które niszczyły cudze życie. Jakby każdy z tych świetlnych punktów należał do kogoś, kto dokładnie wiedział, dokąd zmierza.

Lena uniosła kieliszek i wypiła łyk czerwonego wina.

„To miejsce jest wolne?”

Męski głos zabrzmiał tuż obok niej. Niski, spokojny i pozbawiony charakterystycznej niepewności człowieka, który naprawdę pyta o pozwolenie.

Nie odwróciła się od razu.

„W całym barze jest co najmniej dwadzieścia wolnych miejsc.”

„Zauważyłem.”

„A jednak wybrał pan właśnie to.”

„Też to zauważyłem.”

Dopiero wtedy na niego spojrzała.

Pierwszą rzeczą, którą dostrzegła, były jego oczy. Ciemne, uważne, z cieniem rozbawienia, jakby już wiedział o niej coś, czego ona sama jeszcze nie zdążyła odkryć. Miał na sobie grafitowy garnitur, ale pozbył się krawata i rozpiął dwa górne guziki białej koszuli. Ciemne włosy wyglądały tak, jakby kilka razy przeczesał je dłonią. Nie próbował sprawiać wrażenia niedostępnego. Po prostu stał obok i czekał, pewny, że nie zostanie odprawiony.

Lena odwróciła wzrok.

„Nie jestem dziś najlepszym towarzystwem.”

„To dobrze. Nie szukam najlepszego.”

„Jakie ma pan wymagania?”

Usiadł na sąsiednim stołku.

„Żeby nie pytała mnie pani, czym się zajmuję.”

„To łatwe.”

„I nie próbowała zrobić na mnie wrażenia.”

„Jeszcze łatwiejsze.”

Barman podszedł, zanim nieznajomy zdążył odpowiedzieć. Mężczyzna zamówił whisky. Nie zajrzał do karty i nie zapytał o markę. Zachowywał się tak, jakby bywał tutaj często albo jakby wszędzie czuł się u siebie.

Lena znała takich mężczyzn. Widywała ich w salach konferencyjnych, restauracjach i hotelowych apartamentach. Wchodzili do pomieszczenia z przekonaniem, że ktoś już zdążył przygotować dla nich miejsce. Nie czekali na pozwolenie. Nie pytali, czy mogą. Sprawdzali jedynie, jak daleko wolno im się posunąć.

Ten jednak nie patrzył na jej dekolt ani na nogi. Obserwował twarz. Zatrzymywał wzrok na ustach tylko na tyle długo, aby nie mogła uznać tego za przypadek.

„Zły wieczór?” zapytał.

„Miał pan nie interesować się tym, czym się zajmuję.”

„Pytam o wieczór, nie o zawód.”

„A jeśli jedno ma związek z drugim?”

„Wtedy ktoś nie potrafi rozdzielić pracy od życia.”

Lena zaśmiała się cicho.

„Naprawdę chce pan rozmawiać ze mną o oddzielaniu pracy od życia?”

„Nie. Chcę wiedzieć, kto zepsuł pani wieczór.”

„Dlaczego?”

„Żebym wiedział, czy powinienem mu podziękować.”

Odwróciła się w jego stronę. Siedział bliżej, niż przypuszczała. Poczuła zapach jego perfum, chłodny i drzewny, przełamany czymś cieplejszym. Nie był intensywny. Trzeba było znaleźć się wystarczająco blisko, aby go zauważyć.

„Za co miałby mu pan dziękować?”

„Za to, że dzięki niemu siedzi pani tutaj.”

„Może zawsze tu siedzę.”

„Nie.”

Odpowiedział bez chwili wahania.

„Skąd ta pewność?”

Spojrzał na niemal pełny kieliszek.

„Od dziesięciu minut udaje pani, że pije wino.”

„Może mi nie smakuje.”

„Smakuje. Zamknęła pani oczy po pierwszym łyku.”

Lena zacisnęła palce na nóżce kieliszka. Nie lubiła, kiedy ktoś ją analizował. Szczególnie ktoś, kto robił to tak swobodnie, jakby nie musiał się wysilać.

„Obserwował mnie pan?”

„Zauważyłem panią.”

„To nie jest odpowiedź.”

„To jedyna, jaką pani dostanie.”

Barman postawił przed nim szklankę. Nieznajomy podziękował, ale nie sięgnął po alkohol. Wciąż patrzył na Lenę.

Powinna zakończyć tę rozmowę. Wstać, wziąć płaszcz i wrócić do mieszkania, w którym czekały na nią niedokończona butelka wina, zbyt duże łóżko i skrzynka pełna wiadomości od klientów, którzy przyzwyczaili się, że odpowiada o każdej porze.

Zamiast tego zapytała:

„Często podchodzi pan do kobiet siedzących samotnie przy barze?”

„Tylko wtedy, gdy wyglądają, jakby chciały zostać same.”

„To nie ma sensu.”

„Właśnie dlatego działa.”

„Jest pan wyjątkowo pewny siebie.”

„To zarzut?”

„Obserwacja.”

„A więc teraz to pani mnie analizuje.”

„Zauważyłam pana.”

W jego oczach pojawiło się coś nowego. Nie uśmiech, lecz cień satysfakcji.

„To mi wystarczy.”

Lena wypiła kolejny łyk. Tym razem nie zamknęła oczu.

„Mieliśmy nie próbować robić na sobie wrażenia.”

„Ja nie próbuję.”

„To jeszcze gorzej.”

„Dlaczego?”

„Bo najwyraźniej przychodzi to panu naturalnie.”

Zaśmiał się. Jego śmiech był cichy i zaskakująco szczery. Przez chwilę nie przypominał mężczyzny, który wszedł do baru z przekonaniem, że może usiąść obok każdej kobiety. Wyglądał jak ktoś, kto dawno nie usłyszał odpowiedzi, której nie potrafił przewidzieć.

„Jak masz na imię?” zapytał.

Przejście na ty nie było przypadkowe. Lena wyczuła próbę przesunięcia granicy i powinna była ją zatrzymać.

„Mieliśmy nie rozmawiać o pracy.”

„Imię nie jest zawodem.”

„Ale może prowadzić do nazwiska.”

„Nie potrzebuję nazwiska.”

„Po co ci imię?”

„Chciałbym wiedzieć, do kogo mówię.”

„Mów do mnie tak, jakbyśmy mieli już nigdy się nie spotkać.”

Przesunął kciukiem po brzegu szklanki. Jego spojrzenie stało się cięższe.

„To może zmienić sposób, w jaki będę z tobą rozmawiał.”

„Może właśnie o to chodzi.”

Przez kilka sekund milczeli.

Lena czuła własny puls. Nie wypiła nawet połowy kieliszka, więc nie mogła zrzucić tej lekkomyślności na alkohol. To nie wino sprawiało, że nie odsuwała się, gdy jego kolano znalazło się przy jej nodze. Nie ono odpowiadało za ciepło rozchodzące się pod skórą, kiedy pochylił się nieznacznie w jej stronę.

„A jeśli zechcę cię zobaczyć ponownie?” zapytał.

„Nie zechcesz.”

„Znowu wydajesz się bardzo pewna.”

„Mężczyźni tacy jak ty nie wracają do tych samych kobiet.”

„Mężczyźni tacy jak ja?”

„Przyzwyczajeni do tego, że zawsze dostają to, czego chcą.”

„Jeszcze niczego od ciebie nie dostałem.”

„A czego chcesz?”

Spojrzał na jej usta.

Tym razem nie odwrócił wzroku.

„Żebyś przestała udawać, że nie wiesz.”

Powietrze między nimi zgęstniało. Lena poczuła, jak rozsądek przypomina jej wszystkie powody, dla których powinna odejść. Nie znała tego człowieka. Nie wiedziała, czy na kogoś czeka, czy ma żonę, narzeczoną albo listę kobiet, do których dzwoni po północy. Nie wiedziała nawet, czy mówi prawdę.

Nie musiała jednak zostawać wystarczająco długo, by którekolwiek z tych pytań nabrało znaczenia.

Odstawiła kieliszek.

„Dobranoc.”

Nieznajomy nie próbował jej zatrzymać.

Zsunęła się ze stołka i ruszyła w stronę wind. Czuła jego spojrzenie na plecach, ale nie obejrzała się ani razu. Dopiero gdy dotarła do metalowych drzwi i nacisnęła przycisk, usłyszała kroki.

Stanął obok niej.

„Jedziesz za mną?” zapytała.

„Zjeżdżam na dół.”

„Oczywiście.”

Drzwi windy rozsunęły się bezgłośnie. Weszła do środka, a on zaraz za nią. W lustrzanych ścianach odbijały się ich sylwetki. Lena nacisnęła przycisk parteru.

Nieznajomy oparł się plecami o ścianę.

„Mogłaś poczekać, aż zamówię ci coś lepszego.”

„Wino było dobre.”

„W takim razie uciekasz przeze mnie.”

„Nie uciekam.”

„Nie?”

„Po prostu wiem, kiedy skończyć wieczór.”

„A ja myślę, że wyszłaś, żeby sprawdzić, czy pójdę za tobą.”

Lena odwróciła się gwałtownie.

„Masz o sobie bardzo wysokie mniemanie.”

„Zatrzymałaś windę.”

„Nacisnęłam przycisk.”

„Dwa razy.”

Spojrzała na podświetlony numer piętra. Winda zjeżdżała powoli, niemal bezgłośnie. Zbyt wolno.

„Może się spieszyłam.”

„Gdybyś się spieszyła, nie odwróciłabyś się teraz do mnie.”

Nie wiedziała, które z nich wykonało pierwszy krok.

W jednej chwili dzieliła ich bezpieczna odległość. W następnej stał tuż przed nią. Nie dotykał jej, ale Lena czuła ciepło jego ciała. Widziała ciemniejszy zarost na jego szczęce i niewielką bliznę przy lewej brwi. Z tak bliska wyglądał mniej idealnie, a przez to jeszcze bardziej niebezpiecznie.

Uniósł rękę, lecz zatrzymał ją kilka centymetrów od jej twarzy.

Czekał.

Ten gest zaskoczył ją bardziej niż cała jego wcześniejsza pewność siebie.

„Powiedz, żebym się odsunął” szepnął.

Lena powinna była to zrobić.

Zamiast tego spojrzała na jego usta.

Dopiero wtedy dotknął jej policzka. Powoli przesunął kciukiem wzdłuż kości policzkowej, jakby dawał jej ostatnią szansę na zmianę decyzji. Nie cofnęła się.

Pocałował ją.

Nie delikatnie, ale też nie zachłannie. Pierwszy pocałunek był pytaniem. Krótkim zetknięciem ust, po którym odsunął się zaledwie na oddech.

Lena odpowiedziała, chwytając go za koszulę.

Wtedy przestał pytać.

Jego dłoń wsunęła się w jej włosy, a druga spoczęła na talii. Przyciągnął ją bliżej, aż plecami dotknęła chłodnego lustra. Smakował whisky, choć prawie jej nie pił, i czymś, czego nie potrafiła nazwać. Całował tak, jak mówił. Pewnie, uważnie, bez pośpiechu. Jakby od początku wiedział, że właśnie tutaj skończy się ich rozmowa.

Lena zacisnęła palce na materiale jego koszuli. Powinna myśleć o kamerze w rogu windy. O recepcji czekającej na parterze. O tym, że za chwilę drzwi się otworzą.

Nie myślała o niczym.

Jego usta przesunęły się na jej szyję. Poczuła oddech na skórze i z trudem powstrzymała cichy dźwięk. Mężczyzna uniósł głowę. W jego spojrzeniu nie było już rozbawienia.

„Nadal nie chcesz powiedzieć mi, jak masz na imię?”

„Nie.”

„Dlaczego?”

„Bo wtedy przestałbyś być nieznajomym.”

„A to źle?”

„Dzisiaj tak jest łatwiej.”

Przyglądał jej się przez chwilę.

„Czego się boisz?”

Pytanie uderzyło zbyt blisko miejsca, którego nie zamierzała przed nim odsłaniać.

„Tego, że zaczniesz zadawać więcej pytań.”

„Potrafię przestać.”

„Nie wyglądasz na człowieka, który często sobie czegoś odmawia.”

„Jeśli chodzi o ciebie, właśnie robię to od chwili, w której usiadłem przy barze.”

Winda zwolniła.

Na wyświetlaczu pojawiła się dwójka.

Lena puściła jego koszulę i odsunęła się. Poprawiła włosy, choć wiedziała, że ten gest nie zdoła ukryć zarumienionej skóry ani przyspieszonego oddechu.

Mężczyzna nie próbował ponownie jej dotknąć.

Drzwi rozsunęły się na parterze. W jasnym holu stało kilka osób. Recepcjonistka rozmawiała z gościem, portier niósł walizki, a para przy wejściu czekała na samochód.

Lena zrobiła krok do przodu.

„To wszystko?” zapytał cicho.

Obejrzała się przez ramię.

Stał wewnątrz windy z jedną dłonią w kieszeni. Spokojny, opanowany, jakby przed chwilą nie całował jej w sposób, który odebrał jej zdolność rozsądnego myślenia.

„Tyle miało być.”

„Nie ustalaliśmy tego.”

„Nie ustalaliśmy niczego.”

Przez moment była pewna, że ruszy za nią. Część niej chciała, żeby to zrobił. Żeby zignorował ludzi w holu, zatrzymał ją i zmusił do przyznania, że nie chce, by ten wieczór skończył się przy drzwiach windy.

Nie poruszył się.

„Dobranoc, nieznajoma.”

„Dobranoc.”

Drzwi zaczęły się zamykać.

Ich spojrzenia pozostały połączone do ostatniej chwili.

Dopiero kiedy metalowe skrzydła całkowicie go zasłoniły, Lena wypuściła powietrze. Przeszła przez hol, odebrała płaszcz i wyszła przed hotel. Nocne powietrze ostudziło jej twarz, ale nie zdołało usunąć z ust wspomnienia jego pocałunku.

Nie obejrzała się na rozświetlone okna Vesper Grand.

Była przekonana, że już nigdy go nie zobaczy.

Dwa dni później otrzymała propozycję pracy, o którą nigdy się nie ubiegała.ROZDZIAŁ 1 MĘŻCZYZNA Z WINDY

Wiadomość przyszła w środę o dziewiątej siedemnaście.

Lena siedziała przy kuchennym stole, ubrana w miękki szlafrok, z kubkiem zimnej kawy i otwartym komputerem. Od ponad godziny poprawiała prezentację, której dwa dni wcześniej nikt nie chciał obejrzeć. Nie miała powodu do niej wracać. Firma, dla której ją przygotowała, nie odezwała się i prawdopodobnie nigdy nie zamierzała tego zrobić. Mimo to zmieniała kolejność slajdów, skracała zdania i przesuwała wykresy o kilka milimetrów, jakby problemem nie był człowiek po drugiej stronie stołu, lecz niewłaściwie dobrany odcień granatu.

Powiadomienie pojawiło się w prawym dolnym rogu ekranu.

Nadawcą była firma rekrutacyjna, której nazwy nie znała.

Przez chwilę sądziła, że to reklama albo kolejna automatyczna wiadomość z portalu zawodowego. Już miała ją usunąć, kiedy przeczytała temat.

Poufna propozycja współpracy.

Treść była krótka. Jeden z największych podmiotów działających na rynku hotelarskim poszukiwał specjalisty do spraw komunikacji kryzysowej. Projekt miał rozpocząć się natychmiast i potrwać trzy miesiące, z możliwością przedłużenia współpracy. Firma oczekiwała pełnej dyspozycyjności, doświadczenia w kontaktach z mediami oraz gotowości do pracy w sytuacji podwyższonego ryzyka wizerunkowego.

Nazwy klienta nie podano.

Na końcu widniała informacja, że rekomendację dotyczącą Leny przekazała osoba bezpośrednio związana z zarządem firmy.

Przeczytała to zdanie dwukrotnie.

Nie znała nikogo z zarządów dużych sieci hotelowych. Przynajmniej nie na tyle dobrze, aby ktoś polecał ją do poufnego projektu. Współpracowała z restauracjami, markami kosmetycznymi i firmami deweloperskimi, ale jej kontakty w branży hotelarskiej ograniczały się do kilku rzeczników prasowych, którzy prawdopodobnie nie pamiętali już jej nazwiska.

Odpisała, że jest zainteresowana poznaniem szczegółów.

Telefon zadzwonił po niespełna trzech minutach.

Kobieta, która przedstawiła się jako Marta Rogowska, mówiła szybko i konkretnie. Nie zdradziła nazwy klienta. Wyjaśniła jedynie, że sytuacja jest pilna, a firma nie prowadzi tradycyjnego procesu rekrutacyjnego.

„Zarząd zapoznał się już z pani doświadczeniem” powiedziała.

„Cały zarząd?”

Po drugiej stronie zapadła krótka cisza.

„Osoby decyzyjne.”

„Kto przekazał moje nazwisko?”

„Nie mam upoważnienia, żeby o tym mówić.”

„Czy osoba, której dotyczy kryzys, wie o tej rozmowie?”

Marta zawahała się ponownie.

„Tak.”

„I zgadza się na zatrudnienie zewnętrznego konsultanta?”

„Powiedzmy, że rozumie, dlaczego jest to konieczne.”

To nie brzmiało jak zgoda. Bardziej jak kapitulacja wymuszona przez ludzi, którzy trzymali w rękach pieniądze.

Lena znała ten schemat. Firma wpadała w kryzys, zarząd wpadał w panikę, a osoba odpowiedzialna za problem uznawała, że nie zrobiła nic złego. Wtedy zatrudniano kogoś takiego jak ona i oczekiwano cudu, najlepiej w ciągu czterdziestu ośmiu godzin.

„Kiedy miałoby się odbyć spotkanie?”

„Dzisiaj o trzynastej.”

„To niewiele czasu.”

„Właśnie dlatego dzwonię, zamiast wysyłać kolejną wiadomość.”

Lena spojrzała na prezentację widoczną na ekranie. Jeszcze kilka minut wcześniej planowała spędzić nad nią większość dnia, chociaż nie mogła jej już do niczego wykorzystać.

„Proszę przesłać adres.”

O dwunastej czterdzieści pięć wysiadła z taksówki przed szklanym biurowcem w centrum Warszawy. Dopiero wtedy zrozumiała, dlaczego nazwa klienta pozostawała tajemnicą.

Srebrne litery nad wejściem układały się w napis Vesper Hotels.

Lena zatrzymała się na chodniku.

Wysoko nad nią przesuwały się odbicia chmur. Fasada budynku była chłodna, idealnie czysta i pozbawiona jakiegokolwiek elementu, który mógłby wydawać się przypadkowy. Podobnie wyglądał hotel, w którym dwa wieczory wcześniej odbyła swoją nieudaną rozmowę o pracę.

Hotel, w którego windzie całowała się z nieznajomym.

Wspomnienie pojawiło się zbyt szybko. Jego dłoń na jej talii. Usta przy jej szyi. Niski głos pytający, czy nadal nie chce zdradzić swojego imienia.

Lena zacisnęła palce na uchwycie torebki.

Od tamtego wieczoru wracała do tego pocałunku częściej, niż chciała przyznać. Zawsze w najmniej odpowiednich chwilach. Pod prysznicem, podczas zakupów, w nocy, kiedy bezskutecznie próbowała zasnąć. Nie chodziło wyłącznie o fizyczne wspomnienie. Bardziej niepokoił ją sposób, w jaki na nią patrzył. Jakby widział więcej, niż powinien.

Przez dwa dni próbowała przekonać samą siebie, że jego twarz zaczęła już zacierać się w jej pamięci.

Nie zaczęła.

Znała linię jego szczęki, niewielką bliznę przy brwi i dokładny odcień oczu. Pamiętała nawet sposób, w jaki rozpięta koszula układała się na jego szyi.

To było niedorzeczne.

Nie znała jego imienia. Nie podała mu swojego. Oboje wyszli z hotelowej windy w przeciwnych kierunkach, a Warszawa była wystarczająco duża, aby już nigdy nie musieli się spotkać.

Lena weszła do budynku.

Recepcjonistka sprawdziła jej nazwisko i wręczyła elektroniczną kartę dostępu. Spotkanie miało odbyć się na siedemnastym piętrze. Zanim Lena zdążyła zapytać o drogę, podeszła do niej elegancka kobieta w kremowym garniturze.

„Pani Lena Maj?”

„Tak.”

„Dorota Milewska. Dyrektorka komunikacji Vesper Hotels.”

Uścisnęły sobie dłonie.

Dorota miała około czterdziestu pięciu lat, krótko przycięte blond włosy i spojrzenie osoby, która nie pozwalała sobie na okazywanie zmęczenia. Tylko napięcie wokół jej ust zdradzało, że ostatnie dni nie należały do łatwych.

„Dziękuję, że znalazła pani czas” powiedziała.

„Z przekazanych mi informacji wynikało, że sprawa jest pilna.”

„Jest.”

Dorota ruszyła w stronę wind. Lena podążyła za nią.

Wnętrze kabiny wyglądało niemal identycznie jak w hotelu. Lustrzane ściany, miękkie światło i mosiężne elementy. Lena skupiła wzrok na zmieniających się numerach pięter.

„Czy mogę wiedzieć, kto mnie polecił?” zapytała.

Dorota spojrzała na nią w odbiciu.

„Porozmawiamy o tym na górze.”

To była już druga osoba, która unikała odpowiedzi. Lena nie lubiła wchodzić w projekty, w których inni wiedzieli więcej od niej. W zarządzaniu kryzysem przewagę dawała informacja. Jeśli klient próbował ją ograniczać jeszcze przed podpisaniem umowy, później mogło być tylko gorzej.

Drzwi windy otworzyły się na cichym korytarzu. Za szklaną ścianą rozciągało się biuro z widokiem na centrum miasta. Pracownicy siedzieli przed komputerami, ale nikt nie prowadził swobodnych rozmów. W powietrzu wyczuwało się napięcie charakterystyczne dla miejsca, w którym wydarzyło się coś złego, a ludzie wciąż nie wiedzieli, kto poniesie konsekwencje.

Dorota zaprowadziła Lenę do sali konferencyjnej.

Czekał tam mężczyzna po sześćdziesiątce. Miał srebrne włosy, idealnie dopasowany granatowy garnitur i surową twarz, którą Lena rozpoznała z artykułów biznesowych.

Wiktor Rybacki.

Założyciel Vesper Hotels i jeden z najbogatszych ludzi w kraju. W ciągu dwudziestu lat zmienił pojedynczy hotel odziedziczony po ojcu w sieć luksusowych obiektów działających w największych europejskich miastach. Rzadko udzielał wywiadów. Jeszcze rzadziej pozwalał fotografować się z rodziną.

Wstał i podał Lenie rękę.

„Pani Maj. Słyszałem o pani wiele dobrego.”

„Chętnie dowiedziałabym się od kogo.”

„Od osoby, która zazwyczaj nie mówi dobrze o nikim.”

W jego głosie nie było rozbawienia.

Dorota wskazała Lenie miejsce po przeciwnej stronie stołu. Przed każdym krzesłem leżała cienka teczka. Na ścianie wisiał duży ekran, na którym widniało zatrzymane nagranie. Obraz był niewyraźny. Widać było grupę ludzi przed wejściem do klubu i mężczyznę w ciemnej marynarce, odwróconego częściowo plecami do kamery.

„Zanim zaczniemy, muszę poprosić panią o podpisanie dokumentu dotyczącego poufności” powiedziała Dorota.

Lena otworzyła teczkę.

Umowa miała sześć stron. Przeczytała ją uważnie, chociaż czuła na sobie spojrzenie Wiktora Rybackiego. Dokument zabraniał ujawniania informacji dotyczących członków zarządu, pracowników oraz właścicieli firmy. Kary były wysokie, ale zapisano je precyzyjnie.

Podpisała.

Dorota włączyła nagranie.

Obraz poruszył się. Przed klubem stało kilkunastu fotografów. Mężczyzna w marynarce wyszedł z budynku w towarzystwie młodej kobiety. Ktoś krzyknął pytanie. Kolejna osoba podeszła zbyt blisko. Na filmie zapanował chaos, po czym mężczyzna rzucił się na jednego z fotografów i uderzył go w twarz.

Nagranie trwało jedenaście sekund.

Dorota zatrzymała je tuż po ciosie.

„Film opublikowano pięć dni temu” wyjaśniła. „Do tej pory wyświetlono go ponad siedem milionów razy. Trzy firmy zawiesiły rozmowy dotyczące współpracy z nami. Fundusz, który ma finansować budowę dwóch nowych hoteli, zażądał wyjaśnień. Jutro zbiera się rada nadzorcza.”

„Kim jest mężczyzna na nagraniu?”

Wiktor Rybacki oparł dłonie na stole.

„Moim synem.”

Lena ponownie spojrzała na ekran. Twarz mężczyzny była częściowo zasłonięta przez ramię fotografa. Dostrzegała tylko ciemne włosy i zarys szczęki.

Coś ścisnęło ją w żołądku, ale natychmiast odrzuciła tę reakcję.

Ciemne włosy i wysoki wzrost nie oznaczały niczego. W Warszawie były tysiące podobnych mężczyzn. Poza tym człowiek z hotelowego baru nie wyglądał jak ktoś, kto tracił panowanie nad sobą przed klubem. Był spokojny. Kontrolował każde słowo i każdy ruch.

Nawet wtedy, gdy ją całował.

„Czy pański syn wydał oświadczenie?” zapytała.

„Odmówił.”

„Przeprosił fotografa?”

„Nie.”

„Wyjaśnił, dlaczego go uderzył?”

„Również nie.”

Lena zamknęła teczkę.

„W takim razie nie macie problemu z nagraniem. Macie problem z człowiekiem, który nie chce z wami współpracować.”

Dorota odchyliła się na krześle. Wiktor nawet nie mrugnął.

„Właśnie dlatego pani tu jest” powiedział.

„Nie jestem cudotwórcą. Nie zmienię publicznego wizerunku osoby, która będzie podważała każdą decyzję.”

„Otrzyma pani pełne uprawnienia do prowadzenia komunikacji.”

„To nie wystarczy.”

„Czego pani potrzebuje?”

„Prawdy.”

Wiktor spojrzał na Dorotę.

„Nagranie jest prawdziwe” odpowiedziała.

„Nie pytałam, czy zostało zmanipulowane. Chcę wiedzieć, co wydarzyło się przed jego rozpoczęciem. Kim jest kobieta wychodząca z klubu? Co powiedział fotograf? Dlaczego pański syn zareagował właśnie w ten sposób?”

„Maks twierdzi, że to nie ma znaczenia” powiedział Wiktor.

Imię nie powinno było wywołać żadnej reakcji.

A jednak Lena poczuła niepokój.

Maks.

Powtórzyła je w myślach, próbując dopasować do mężczyzny z niewyraźnego nagrania. Nie wiedziała, jak nazywał się nieznajomy z windy, ale to imię pasowało do niego zbyt dobrze. Krótkie, mocne, pozbawione zbędnej miękkości.

„Jeżeli chcecie, żebym naprawiła sytuację, muszę z nim porozmawiać” powiedziała.

„To da się zorganizować” odparła Dorota.

„Nie za kilka dni. Dzisiaj.”

Wiktor spojrzał na zegarek.

„Jeśli podejmie się pani tego zadania, będzie pani z nim rozmawiać częściej, niż mogłaby sobie pani życzyć.”

„Najpierw muszę zdecydować, czy w ogóle chcę się go podjąć.”

„Wynagrodzenie nie powinno stanowić problemu.”

Przesunął w jej stronę drugą teczkę.

Kwota umieszczona na pierwszej stronie była niemal dwukrotnie wyższa od tej, którą Lena planowała zaproponować podczas negocjacji. Za trzy miesiące pracy mogła zarobić tyle, ile w poprzedniej agencji otrzymywała przez rok.

Właśnie dlatego nie zamierzała odpowiadać zbyt szybko.

„Wysokie wynagrodzenie zwykle oznacza, że klient nie powiedział jeszcze wszystkiego.”

„Jest pani podejrzliwa” zauważył Wiktor.

„Dzięki temu nie muszę później udawać zaskoczonej.”

W jego oczach pojawił się cień aprobaty.

Drzwi sali konferencyjnej otworzyły się bez pukania.

„Podobno znowu ktoś próbuje decydować za mnie.”

Lena znieruchomiała.

Nie musiała się odwracać. Rozpoznała ten głos natychmiast. Słyszała go przez ostatnie dwa dni za każdym razem, gdy wracała myślami do hotelowej windy.

Powoli spojrzała w stronę wejścia.

Mężczyzna z baru stał w progu.

Tym razem miał na sobie czarny garnitur, jasną koszulę i krawat. Włosy były starannie ułożone, a twarz pozbawiona śladów rozbawienia. Wyglądał chłodniej niż tamtego wieczoru. Bardziej oficjalnie. Jeszcze bardziej niedostępnie.

Tylko oczy pozostały takie same.

Zatrzymał na niej wzrok.

Przez krótką chwilę żadne z nich się nie poruszyło. Lena poczuła, jak wspomnienie jego dłoni przesuwa się po jej ciele z taką wyrazistością, jakby mężczyzna właśnie jej dotykał.

Maks pierwszy odzyskał spokój.

Wszedł do sali i zamknął za sobą drzwi.

„Maks, to jest Lena Maj” powiedział Wiktor. „Ma pomóc nam rozwiązać problem.”

Maks nie spojrzał na ojca.

Wciąż patrzył wyłącznie na nią.

Na jego ustach pojawił się powolny uśmiech.

„Lena” powtórzył, jakby sprawdzał brzmienie imienia, którego nie chciała mu zdradzić. „Więc jednak je poznałem.”

Wiktor przeniósł wzrok z syna na Lenę.

„Wy się znacie?”

Serce uderzyło jej mocniej, ale twarz pozostała spokojna.

„Nie” odpowiedziała.

Maks uniósł lekko brwi.

Lena wytrzymała jego spojrzenie.

„Nigdy wcześniej nie spotkałam pana Rybackiego.”

Cisza, która zapadła po tych słowach, trwała zaledwie kilka sekund. Dla niej wystarczająco długo, by ponownie poczuła jego usta na swoich.

Maks podszedł do stołu i zajął miejsce naprzeciwko niej.

„W takim razie bardzo się cieszę, że mogę panią poznać” powiedział.

Jego głos był uprzejmy, lecz w oczach pojawiło się wyzwanie.

Lena zrozumiała, że kłopot, który miała rozwiązać, właśnie usiadł po drugiej stronie stołu.

I dokładnie pamiętał, jak smakowała.ROZDZIAŁ 2 ZASADY WSPÓŁPRACY

Wiktor Rybacki nie wyglądał na człowieka, który łatwo przyjmował odpowiedzi wymijające.

Patrzył na Lenę, czekając na wyjaśnienie. Dorota również przenosiła wzrok między nią a Maksem. Tylko on wydawał się rozluźniony. Siedział naprzeciwko, oparty wygodnie o krzesło, jakby właśnie rozpoczęło się przedstawienie przygotowane wyłącznie dla jego rozrywki.

„Nigdy wcześniej nie spotkała pani mojego syna?” powtórzył Wiktor.

Lena nie oderwała wzroku od Maksa.

„Nie w okolicznościach, które miałyby znaczenie dla tej rozmowy.”

Kącik jego ust drgnął.

„To nie jest to samo co nigdy” zauważył.

„Dla mnie jest.”

Wiktor zmarszczył brwi.

„Maks?”

„Pani Maj najwyraźniej chce zachować zawodowy charakter spotkania” odpowiedział spokojnie. „Nie zamierzam jej tego utrudniać.”

Lena niemal się uśmiechnęła. Już samo jego pojawienie się utrudniało wszystko.

Dorota zamknęła leżący przed nią notatnik.

„Skoro nie ma to związku ze sprawą, proponuję wrócić do nagrania.”

„Świetny pomysł” powiedziała Lena.

Maks spojrzał na zatrzymany obraz widoczny na ekranie.

„Czyli zdążyliście już obejrzeć moje największe osiągnięcie ostatniego tygodnia.”

„Obejrzeliśmy jedenaście sekund filmu” odpowiedziała Lena. „Nie wiem jeszcze, czy przedstawiają największe osiągnięcie, czy największy błąd.”

„Media już zdecydowały.”

„Media podejmują decyzje na podstawie informacji, które otrzymują. Jeśli nie przekazuje im pan własnej wersji wydarzeń, wykorzystują tę najłatwiej dostępną.”

„I pani ma im powiedzieć, co powinni zobaczyć?”

„Mam sprawić, żeby zobaczyli coś więcej niż mężczyznę uderzającego fotografa.”

„A jeśli dokładnie to wydarzyło się przed klubem?”

„Wtedy przekonam się, czy potrafi pan wziąć za to odpowiedzialność.”

Maks wyprostował się nieznacznie. Rozbawienie zniknęło z jego twarzy.

„Nie zna mnie pani.”

„Dlatego zadaję pytania.”

„Na razie wydaje pani wyroki.”

„Gdybym już wydała wyrok, nie siedziałabym tutaj.”

Wiktor obserwował ich z wyraźnym zniecierpliwieniem.

„Potrzebujemy rozwiązania, a nie kolejnej kłótni.”

Lena odwróciła się do niego.

„Żeby znaleźć rozwiązanie, muszę zrozumieć problem. Pański syn odmówił wydania oświadczenia, nie przeprosił i nie wyjaśnił powodów swojego zachowania. To oznacza, że albo nie rozumie powagi sytuacji, albo wie coś, czego nie chce ujawnić.”

„Istnieje trzecia możliwość” odezwał się Maks.

Spojrzała na niego.

„Jaka?”

„Nie interesuje mnie, co myślą o mnie ludzie, których nie znam.”

„Mogłabym w to uwierzyć, gdyby nie był pan członkiem zarządu firmy zarabiającej dzięki ludziom, których pan nie zna.”

Maks zacisnął szczękę.
mniej..

BESTSELLERY

Menu

Zamknij