Facebook - konwersja
Przeczytaj fragment on-line
Darmowy fragment

  • nowość

Nie mów. Opowiedz to. Storytelling w praktyce. - ebook

Wydawnictwo:
Format:
EPUB
Data wydania:
1 października 2026
E-book: EPUB, PDF
49,00 zł
Audiobook
39,00 zł
49,00 zł
4900 pkt
punktów Virtualo

Nie mów. Opowiedz to. Storytelling w praktyce. - ebook

Pomyśl o relacji opowiadacz – słuchacz jak o transakcji finansowej. Ty masz produkt – opowieść, słuchacz ma walutę – swój czas. Warto dodać, że to najcenniejsza waluta na świecie. Niewymienialna i niepodlegająca zwrotowi. Raz wydana znika na zawsze. Jeśli jest tak cenna, to słuchacz jest w stanie nią zapłacić, tylko za coś naprawdę wartościowego. I teraz uwaga, bo dochodzimy do sedna – wartościowego dla niego, a nie dla Ciebie. Storytelling to 80% analizy i 20% zabawy słowem. Nie odwrotnie. Mówię Ci to jako automatyk i robotyk, który od 20 latu uczy, jak mówić, żeby inni słuchali.

Ta publikacja spełnia wymagania dostępności zgodnie z dyrektywą EAA.

Kategoria: Poradniki
Zabezpieczenie: Watermark
Watermark
Watermarkowanie polega na znakowaniu plików wewnątrz treści, dzięki czemu możliwe jest rozpoznanie unikatowej licencji transakcyjnej Użytkownika. E-książki zabezpieczone watermarkiem można odczytywać na wszystkich urządzeniach odtwarzających wybrany format (czytniki, tablety, smartfony). Nie ma również ograniczeń liczby licencji oraz istnieje możliwość swobodnego przenoszenia plików między urządzeniami. Pliki z watermarkiem są kompatybilne z popularnymi programami do odczytywania ebooków, jak np. Calibre oraz aplikacjami na urządzenia mobilne na takie platformy jak iOS oraz Android.
ISBN: 9788398177603
Rozmiar pliku: 1,2 MB

FRAGMENT KSIĄŻKI

Kłaniam,

skoro to czytasz, to znaczy, że ja zrealizowałem swoje marzenie. Marzenie o napisaniu książki. Długo z tym zwlekałem. Zawsze było coś ważniejszego do zrobienia. Mało tego, z upływem czasu nabierałem coraz silniejszego przekonania, że wszystko zostało już napisane.
Mimo to serce, czyli marzenie, wygrało z rozumem. W tym zwycięstwie pomogło kilka osób, które z upierdliwością godną lepszej sprawy pytały „to kiedy ta książka?”, za co bardzo im dziękuję. Dziękuję też:

Tobie, że czytasz.

sobie, że napisałem,

mojej żonie, Magdzie, za to, że jest. To wystarczy.

Dorocie, że sprawdziła i zadzwoniła,

Dominice, że złożyła i ogarnęła.

Jeszcze dwie sprawy zanim popłynie opowieść.

Pierwsza dotyczy przyjętej przeze mnie formy narracji.
W książce zwracam się do osób obu płci
oraz niebinarnych. Decydując się na rodzaj męski czasowników, sugerowałem się jedynie przejrzystością
i płynnością wypowiedzi.

Druga dotyczy „stosu wstydu”, czyli zbioru książek, które kiedyś przeczytam. Też masz taki? Żeby go nie przepełniać, opisałem tylko to, z czego faktycznie korzystam tworząc narrację dla siebie i moich klientów. Skupiłem się na „jak”, świadomie odpuszczając „dlaczego”.

Reszta, cytując mędrca, w Twoich rękach...

Phong Nha, 11 maja 2026

SŁOWO WSTĘPU

Dawno, dawno temu…

…a dokładniej jakieś 800 tysięcy lat temu ludzie oswoili ogień. Usiedli przy nim, poczuli ciepło, błogość i spokój. I zaczęli gadać. A że było bezpiecznie, to rozmowy płynęły w przeróżnych kierunkach – nie tylko tych związanych z życiem codziennym. Pojawiły się pierwsze słowne relacje, plotki, a potem coś, co pchnęło Homo sapiens w rozwoju – koncepty teoretyczne. To one pozwoliły ludziom pierwotnym wierzyć w coś, gromadzić się wokół czegoś czy walczyć w imię czegoś. Koncepty te, prościej nazywane historiami, są podwaliną społeczności, a społeczność wyróżnia Homo sapiens na tle innych gatunków, ponieważ pozwala żyć w większych stadach (dzisiaj zwanych narodami) i korzystać z przewagi liczebnej, eliminując kolejnych konkurentów.

Jak mawia ludowy mędrzec: „gena nie wydłubiesz”. Ludzie wychowani są na opowieściach. Można nawet powiedzieć, że są stworzeni z opowieści i do opowieści. Tylko że my lubimy kombinować… A to wynajdziemy druk i zamkniemy opowieści w zamknięte ramy okładek, a to wymyślimy krótkie wiadomości tekstowe i ograniczymy przekaz do 160 znaków, a to stworzymy media społecznościowe i zapchamy świat masą lepszych i gorszych historyjek.

Ale dobre historie zawsze się obronią. Wymykają się z ram książek, kiedy po raz kolejny interpretujemy je w filmach czy sztukach teatralnych. Suchy przekaz w wiadomości nabiera zabarwienia emocjonalnego poprzez emotikony. Opowieści ewoluują, dopasowując się do tempa odbiorcy, a jeśli tylko skupią jego uwagę w pierwszych sekundach, potrafią zatrzymać na długo – jak seriale, które w ostatnich latach stały się popularnym sposobem na życie obok życia.

Bo dobre historie działają. Zalewają nasz mózg dopaminą i oksytocyną, tworząc koktajl, który daje nam poczucie bezpieczeństwa, ciekawości i otwartości na to, co nadejdzie. To oznacza, że historie są potężnym narzędziem. Warto zatem używać ich w dobrym celu i z wyczuciem.

I o tym właśnie jest ta książka.

POZWÓL SOBIE OPOWIEDZIEĆ HISTORIĘ!

Podobno1 w latach 20. ubiegłego stulecia Ernest Hemingway założył się ze swoimi kolegami pisarzami, kto napisze najkrótsze opowiadanie. Wpisowe wynosiło 10 dolarów, co w tamtych czasach było niemałą kwotą. Dodatkowym smaczkiem był fakt, że Hemingway zdecydował się na grę: „ja kontra reszta bandy” i w przypadku przegranej zadeklarował dodatkową wypłatę w wysokości całej puli. Zakład wygrał. Na serwetce napisał 6 słów. Sześć słów, które brzmiały:

1 Nie istnieją dowody, że „dziecięce buciki” wyszły spod pióra Hemingwaya. Mało tego, wiele wskazuje na to, że ta anegdota wzorowana jest na ogłoszeniu prasowym z 1906 roku, które brzmiało „Na sprzedaż wózek dziecięcy; nigdy nie był używany. Zgłaszać się w tym biurze”.

„Na sprzedaż: dziecięce buciki, nigdy nienoszone.”.

Mocne, prawda? Zwłaszcza w tamtych czasach.

To opowiadanie jest dobrym przykładem tego, co w dużej mierze stanowi o sukcesie Twojej historii. Musisz mieć gotowość i odwagę, aby ją opowiedzieć! Nie ma nic gorszego, niż dobrze zacząć, a potem na skutek wątpliwości odpuścić. To jakby napisać scenariusz nowego Jamesa Bonda, który boi się stanąć oko w oko ze swoim wrogiem.

Co może Ci pomóc i uczynić Cię gotowym do opowiadania historii? Dobre przygotowanie. Zarówno jej (tej historii), jak i siebie jako narratora.

Zacznijmy od stworzenia angażującej narracji…

PO CO CHCESZ OPOWIEDZIEĆ HISTORIĘ?

Prowadząc warsztaty ze storytellingu, bardzo często zaczynam od pytania o jego wady. Pytam, co możemy stracić (np. wizerunkowo), opowiadając historie. Jedna z najczęstszych odpowiedzi brzmi: „Storytelling to lanie wody, a jak leję wodę, to nie brzmię jak ekspert. Rozmywam, choć lepiej byłoby powiedzieć, że rozwadniam mój wizerunek specjalisty.”.

I trudno się z tym nie zgodzić. Z drugiej strony to bardzo cenna wskazówka dla nas – tych, którzy chcą wzbogacić swój zasób komunikacyjny o umiejętność snucia opowieści. Wystarczy nie lać wody. Proste, prawda?

Stwórzmy zatem przepis na narracyjny liofilizat.

Pierwszym i najważniejszym etapem tego procesu będzie odsączenie tych historii, które niczemu nie służą. Pomyśl o relacji opowiadacz – słuchacz jak o transakcji finansowej. Ty masz produkt – opowieść, słuchacz ma walutę – swój czas. Warto dodać, że to najcenniejsza waluta na świecie, niewymienialna i niepodlegająca zwrotowi, a raz wydana znika na zawsze. Jeśli jest tak cenna, to słuchacz jest w stanie nią zapłacić, tylko za coś naprawdę wartościowego. I teraz uwaga, bo dochodzimy do sedna – wartościowego dla niego, a nie dla Ciebie.

Największym błędem – żeby nie napisać: największą zbrodnią – w opowiadaniu historii jest opowiadanie ich dla siebie. Bo lubimy swój głos, bo chcemy się pochwalić, albo nawet popisać przed odbiorcami.

Skąd to wiem? Bo przeszedłem ten etap. Gdy tylko nauczyłem się trochę opowiadać i uwierzyłem w potęgę storytellingu, łapałem każdego, kto tylko na drzewo nie uciekał, i opowiadałem. Nieważne co, byle opowiadać. Pisząc wprost – lałem wodę. Dużo wody upłynęło od tego czasu. Spokorniałem, wyciągnąłem wnioski i z pełną odpowiedzialnością piszę: storytelling to 80% analizy i 20% zabawy słowem. Nieodwrotnie.

Jasne, jako słuchacze zachwycamy się słowami i sposobem opowiadania, czyli efektem końcowym. Nie widzimy jednak i nie znamy procesu powstawania tych słów. A proces ten jest najważniejszy.

Chcesz dobrze opowiadać?

Zacznij od dobrego zaprojektowania historii. W tej książce pokażę Ci wiele narzędzi, które mogą w tym pomóc. Nawet jednak one nie załatwią sprawy, jeśli Twoja historia będzie dla Ciebie, a nie dla słuchaczy. Dlatego zanim zaczniesz projektować narrację, odpowiedz sobie na 3 bardzo ważne pytania:

z czym chcesz zostawić słuchaczy, kiedy skończysz opowiadać (z jaką myślą, refleksją, emocją, z jakim pytaniem chcesz ich zostawić);

w czym moja historia ma pomóc moim słuchaczom;

jaki mechanizm (schemat działania, myślenia) ma uwypuklić (i dzięki temu pomóc).

To nie oznacza, że nie masz mówić o sobie, wręcz przeciwnie. Twoje doświadczenia i przeżycia są świetnym materiałem na historie. Jak mawia Carmine Gallo „każdy ma historię wartą opowiedzenia”. Opowiedzenia po to, żeby coś dać słuchaczom!

Być może zastanawiasz się, czy to w ogóle możliwe i czy tak umiesz, lub będziesz umieć. Pozwól, że w ramach odpowiedzi podzielę się z Tobą moją historią.

Od małego, a konkretnie od pierwszej styczności z komiksem o Spider-Manie, chciałem poznać jakiegoś super bohatera. Studiowałem ich losy, uczyłem się ich zachowań i sposobu bycia. Wszystko po to, by umieć rozpoznać ich w tłumie, jeśli tylko nadarzy się okazja. Dość szybko odkryłem wzorzec identyfikacyjny. Po pierwsze peleryna, po drugie emblemat na piersi, po trzecie majtki na spodniach. Tego ostatniego nie rozumiałem, ale kimże ja byłem, żeby negować ubiór Supermana czy Kapitana Ameryki?

Lata mijały i nic się nie działo. Moje marzenie najpierw trochę wyblakło, a potem poszło w zapomnienie.

Aż w końcu po blisko 30 latach poznałem prawdziwych superbohaterów. Bez peleryn i bez emblematów.

W 2011 roku współorganizowałem i współprowadziłem I Polską Wyprawę Survivalową z Fundacją Jaśka Meli. Wśród uczestników wyprawy były osoby bez rąk, bez nóg, niewidzące i niesłyszące. Wszyscy razem mieliśmy do pokonania trasę z okolic Zalewu Klimkówka, aż po wrota Bieszczad, do Komańczy. Po drodze czekały nas etapy wodne, piesze, rowerowe. Były też konie, budowanie szałasów, jedzenie tego, co można znaleźć w lesie.

Ot, klasyczny urlop każdego z nas.

To właśnie na tej wyprawie poznałem superbohaterów.

Bartka, który na co dzień porusza się na wózku, a na wyprawie przechodził samodzielnie po 15-metrowym moście linowym. I to samo w sobie (w skali wyprawy) nie byłoby niczym wielkim, gdyby nie fakt, że w połowie dystansu spadł z dolnej liny. Spokojnie, była asekuracja, na której zawisł. I tak sobie wisiał 40 metrów na ziemią, a my gorączkowo szukaliśmy sposobu, żeby mu pomóc. Ale Bartek tego nie potrzebował. Za pomocą nadludzkiej siły woli i staropolskiego zaklęcia mocy (k… mać), wykrzyczanego na całe gardło, podciągnął się na bujającej się linie i wrócił na most. Facet, który nie jest w stanie zrobić 2 kroków, nie przewracając się, przeszedł 15 metrów po linie.

Kolejny bohater to Szymek, który nie widzi, a to tylko część jego problemów. Gość, który podczas etapów rowerowych miał jechać na tandemie. Oczywiście z tyłu. Kierować miał Jarek – bez nogi. Czyli prowadził jednonogi ślepego. Jak się okazało, to się świetnie sprawdzało. Do momentu, kiedy Szymek nie stwierdził, że Jarek mu zasłania. Dosłownie, to jego słowa. Więc panowie się zamienili i teraz ślepy prowadził jednonogiego. I to też działało, nawet aż za dobrze, bo Szymek się rozkręcał. Po kilkunastu kilometrach stwierdził, że Jarek go spowalnia i on chce jechać sam. I pojechał. Sam. Po beskidzkiej górskiej szutrówce. Z asystą kogoś, kto jechał z boku i opowiadał mu, co widzi.

mniej..

BESTSELLERY

Menu

Zamknij