-
nowość
Niebezpieczna droga - ebook
Niebezpieczna droga - ebook
W jej świecie wszystko ma swoją cenę. Nawet ludzkie życie. Sylvia stoi na czele europejskiej siatki logistycznej organizacji, która oficjalnie nie istnieje. System działa bezbłędnie. Do czasu. Szalone tempo. Mroczne układy polityczne. Handel ludźmi. Terroryzm. Manipulacje sięgające wyżej, niż ktokolwiek przypuszcza. Czy Sylvia naprawdę kontroluje sytuację — czy sama jest jedynie elementem większej gry? Przekonaj się, jak cienka jest granica między władzą a upadkiem. #mafiaromance #mafia #romans #thriller #romansmafijny #book #bookstagrampl #selfpublishing #self-publishing #epstein #interpol #fbi #europol #kartel #upadek #upadekpolityczny #romansmafijny #technologia #technothriller #powieść #darkromance #mafijneromans #kartel #silnakobieta #kobietawbiznesie #niebezpiecznamiłość #miłośćizdrada #lojalność #zdrada #światbezreguł #brudnepieniądze#władza #thrillersensacyjny #romansdladziewczyn #czytambopolskie #polskaautorka #selfpublishing #ebookpolski #nowaksiążka #premieraksiążki
Ta publikacja spełnia wymagania dostępności zgodnie z dyrektywą EAA.
| Kategoria: | Sensacja |
| Zabezpieczenie: |
Watermark
|
| ISBN: | 9788397989702 |
| Rozmiar pliku: | 480 KB |
FRAGMENT KSIĄŻKI
Ciepłe promienie kanaryjskiego słońca przenikały przez wielkie, panoramiczne okna biura Sylvii. Światło padało na chłodną powierzchnię szklanych ścian, rzucając refleksy na drewniane biurko, na którym spoczywał jej laptop, kilka dokumentów i filiżanka z resztką porannego słodkiego espresso. Sylvia rzuciła okiem na zegar ścienny – była 08:42. A ona już od godziny próbowała rozwiązać problem z jednym z kierowców. Chociaż oficjalnie zarządzała firmą transportową, jej prawdziwym zajęciem było pilnowanie, by transporty nielegalne stawały się legalne jeszcze przed wpłynięciem do portu. Transport narkotyków przez wody terytorialne był operacją skomplikowaną, wymagającą precyzji, znajomości ludzi i odporności na stres. Sylvia była dobra w swej pracy. Jej polska natura, twarda i praktyczna, a także lata spędzone na Wyspach Kanaryjskich, uczyniły ją osobą niezłomną, ale jednocześnie potrafiącą grać w subtelne gry. Nie bała się trudnych decyzji ani brudnych interesów. Jednak dziś czekało ją coś zupełnie innego. Telefon zadzwonił, przerywając ciszę. Sylvia uniosła słuchawkę i natychmiast usłyszała niski, spokojny głos swojej prawej ręki, Franco. To młody, przystojny i dobrze zbudowany mężczyzna z blond włosami i niebieskimi oczami, które na kobiety działają jak magnes.
Jest on współpracownikiem i najbliższym przyjacielem, któremu Sylvia ufa.
– Dlaczego on przylatuje i informuje mnie o tym na ostatnią chwilę? Nie zdążyłam się przygotować – zapytała, nie kryjąc zniesmaczenia.
– Tak to jest, kiedy syn przejmuje biznes po ojcu. Gorąca głowa. Myśli on, że świat leży u jego stóp i każdy powinien spełniać jego zachcianki. A ty, zwłaszcza ty, masz być na każde skinienie – stwierdził Franco bez cienia skrępowania.
– Powinnam go utemperować, zanim wejdzie mi na głowę – rzuciła, podnosząc brew w geście irytacji.
– A skoro mowa o głowie… Lepiej się przygotuję na jego wizytę – zakończyła z wyraźnym sarkazmem. Spojrzała przez okno, a w tym samym momencie dostała informację przez radio, że gość nadchodzi. Stresowała się spotkaniem z kimś, kto był ukrywany przez ojca jak miliardy, które ona ukrywa przed światem. Narady w tym biznesie wyglądają nieco inaczej niż w korporacji. A pełnienie roli szefowej regionu jakim jest Europa to stanowisko, z którego nie można zrezygnować. Za to płacisz życiem. Poprawiła się na skórzanym fotelu i spojrzała na swoje odbicie w szklanej ścianie. Wyglądała dobrze – ciemne włosy spięte w elegancki kok, perfekcyjny makijaż i granatowy garnitur, który podkreślał jej smukłą sylwetkę. Wygląd był jej zbroją, a w obliczu Davida musiała być gotowa. Zaczęła od powitania swoich gości. Najpierw ochrona a potem… Potem wchodzi on. Jej serce zatrzymało się na sekundę. David. Imię, które brzmiało jak obietnica niebezpieczeństwa i fascynacji. Meksykański szef kartelu, który transportował narkotyki w niezliczonych ilościach i kontrolował większą część Ameryki Środkowej oraz Północnej i Południowej, był dla niej równie intrygujący, co budzący grozę. Nigdy nie spotkała kogoś takiego jak on. Jego reputacja wyprzedzała go o lata świetlne, a to, co słyszała o jego brutalności, wystarczało, by odstraszyć większość ludzi.
Sylvii wydawało się, że cały pokój wypełniła jego obecność. Był wysoki, o skórze w odcieniu gorącego brązu, przywodzący na myśl spaloną słońcem ziemię Ameryki Łacińskiej, ciemnych oczach, które zdawały się widzieć wszystko i delikatnie niechlujnej brodzie, która nadawała mu surowy wygląd. Ubrany w prosty, ciemny garnitur wyglądał tak, jakby całkowicie kontrolował świat i siebie.
– Sylvia, miło cię w końcu zobaczyć – powiedział, uśmiechając się lekko.
Jego głos był głęboki, z meksykańskim akcentem, który sprawił, że jej serce zabiło szybciej.
– David – odpowiedziała, podając mu rękę. Jego uścisk był mocny, ale niemiażdżący, a jego spojrzenie zatrzymało jej oczy na dłużej niż zwykle, jakby szukając czegoś w jej spojrzeniu. Chwilę później, delikatnie, jakby to było coś naturalnego, pocałowali się w policzek. To ciepły, serdeczny gest, który w tej kulturze mówił więcej niż słowa. Czuła, jak napięcie w gabinecie gęstnieje. Ten mężczyzna nie przyszedł tu bez powodu, a ona była zbyt inteligentna, by sądzić, że chodzi tylko o interesy.
– Chciałem zobaczyć, kto tak naprawdę stoi za tym imponującym systemem transportowym – powiedział, siadając naprzeciwko niej.
– I muszę przyznać, że jestem pod wrażeniem. Kiedy pisaliśmy ze sobą przez te wszystkie lata, miałem jakieś wyobrażenie o tobie, ale to nie odzwierciedlało wrażenia na żywo.
Sylvia uśmiechnęła się chłodno, choć wewnątrz czuła gorączkę.
– To, co robimy, to czysta logistyka. Tyle, że nasze towary są... nietypowe.
David zaśmiał się cicho, ale jego oczy pozostały poważne.
– Nietypowe towary wymagają nietypowych ludzi. A ty, Sylvia, jesteś kimś wyjątkowym. Mój ojciec wiedział to i przeszkolił do tej roli wzorowo.
Przez chwilę panowała cisza, podczas której oboje mierzyli się wzrokiem. Sylvia poczuła dreszcz. Zauważyła, że dzieje się coś, czego nie może jeszcze nazwać. Coś, co sprawi, że jej życie już nigdy nie będzie takie samo.
David usiadł naprzeciwko Sylvii, a atmosfera w biurze była gęsta od napięcia. Ona nie należała do osób, które łatwo się peszyły, ale jego obecność zmuszała ją do zachowania maksymalnej ostrożności. Mężczyzna miał w sobie coś, co przyciągało i jednocześnie budziło lęk – mieszankę chłodnej logiki i niebezpiecznego uroku. Zwłaszcza tego drugiego.
David wyjął cienką czarną teczkę i położył ją na biurku. Nie odrywając od niej wzroku, Sylvia zauważyła, że jego dłonie były spokojne, zbyt spokojne.
– Musimy porozmawiać o problemie, który nas... dotyka – powiedział, przerywając ciszę.
– Policja wie za dużo. Za szybko reagują. Wiesz, co to znaczy.
Sylvia uniosła brwi. Wiedziała dokładnie, co to znaczy. Ktoś z ich strony, jeden z ludzi, który powinien być lojalny, zdradzał.
– Przecieki. Myślałam o tym – powiedziała krótko.
David spojrzał na nią z uznaniem. Lubił ludzi, którzy nie tracili czasu na zbędne słowa.
– Masz jakieś podejrzenia? – zapytał, otwierając teczkę i wyjmując kilka dokumentów.
Sylvia pochyliła się lekko, żeby przyjrzeć się papierom. Były to raporty, schematy dostaw i szczegółowe notatki o kilku pracownikach z jej firmy.
– Podejrzani to dwaj kierowcy i jeden z ludzi Franco – zaczęła, wskazując na nazwiska.
– Kierowcy pracują ze mną od lat, ale jeden z nich miał ostatnio problemy finansowe. Może został przekupiony.
David spojrzał na nazwisko, które wskazała.
– Manuel Reyes – powiedział powoli.
– To ten, który w zeszłym miesiącu rozwiódł się z żoną, prawda?
Sylvia kiwnęła głową.
– Tak. Jego sytuacja jest niestabilna. Jeśli ktoś chciałby uderzyć w nasze operacje, Manuel mógłby być łatwym celem.
David zamyślił się na chwilę, przesuwając palcami po brodzie.
– A Franco? – zapytał, spoglądając na nią spod przymrużonych oczu.
Sylvia poczuła, jak jej ciało sztywnieje. Franco był jednym z jej najbliższych współpracowników. Czy mogłaby uwierzyć, że zdradził?
– Nie wydaje mi się, żeby Franco był zamieszany. Pracuje ze mną od lat. Jest moją prawą ręką – odpowiedziała ostrożnie.
– Ale w tej chwili nie wykluczam niczego.
David uśmiechnął się lekko, choć jego spojrzenie pozostało lodowate.
– Dobrze. Nigdy nie wykluczaj niczego. Przez chwilę panowała cisza, przerywana jedynie szumem klimatyzacji. Sylvia wiedziała, że David obserwuje ją uważnie, oceniając każdy jej ruch.
– Potrzebujemy planu – powiedziała w końcu. – Nie możemy pozwolić sobie na kolejny przeciek.
David skinął głową.
– Masz rację. Zastawimy pułapkę. Wypuścimy fałszywą informację – coś, co będzie wyglądało jak cenny ładunek. Coś, co przyciągnie policję.
Sylvia uniosła brew.
– Chcesz zaryzykować?
David uśmiechnął się lekko.
– Ryzyko jest częścią gry. To nie będzie prawdziwy ładunek. Jedynie pozory. Jeśli policja zareaguje, będziemy wiedzieć, że ktoś ich uprzedził. A wtedy... – Przerwał, pozwalając, by jego słowa zawisły w powietrzu.
Sylvia zastanowiła się przez chwilę. Plan był ryzykowny, ale skuteczny.
– W porządku – powiedziała w końcu.
– Wybierzmy kierunek transportu i ludzi, którzy będą za niego odpowiedzialni. Jeśli przeciek pochodzi z wewnątrz, zdrajca nie wytrzyma pokusy, żeby przekazać informację.
David wstał, zbliżając się do biurka. Jego obecność była niemal namacalna, a jego głos przybrał niższy, bardziej intymny ton.
– Jeśli ktoś z twoich ludzi okaże się szczurem, musisz być gotowa na to, żeby się go pozbyć. Bez wahania. Czy dasz radę?
Sylvia spojrzała na niego, jej oczy były twarde i zimne.
– Nie jestem kobietą, którą można zastraszyć, Davidzie. Wiem, co muszę zrobić.
David przytaknął.
– Dobrze. W takim razie działamy.
Zanim wyszedł, spojrzał na nią jeszcze raz, tym razem z czymś, co przypominało cień uśmiechu.
– Jesteś dokładnie taką osobą, z którą chcę pracować.
Sylvia poczuła, jak serce znowu zaczyna bić szybciej. Wiedziała, że to, co zaczynało się jako chłodna współpraca, mogło stać się czymś o wiele bardziej skomplikowanym i niebezpiecznym.
David opuścił biuro Sylvii, ale to napięcie, które wniósł ze sobą, wciąż unosiło się w powietrzu. Kobieta wstała, przeszła się po biurze, usiłując się uspokoić, a jej myśli wciąż krążyły wokół niego. Był intrygujący, ale także nieprzewidywalny. Z jednej strony fascynował ją, z drugiej, była świadoma, jak niebezpieczne może być angażowanie się z kimś takim.
Postanowiła jednak działać. Była osobą, która zawsze szła na przód i nie bała się ryzyka. Nawet jeśli tym ryzykiem był szef meksykańskiej mafii. Zatrzymała się przy oknie i spojrzała na ocean, którego błękitne fale połyskiwały w popołudniowym słońcu.
– Może czas przenieść tę rozmowę na bardziej neutralny grunt – mruknęła do siebie.
Chwyciła telefon i wybrała numer Franco.
– Franco, proszę, przekaż Davidowi zaproszenie. Chcę go ugościć dziś wieczorem w moim domu. Kolacja na spokojnie, bez napięcia.
Franco przez chwilę milczał, po czym roześmiał się cicho.
– To odważny ruch, Sylvia. Myślisz, że David polubi schabowe?
– Jeśli nie, to się dowiemy – odpowiedziała z uśmiechem.
Słońce powoli zachodziło, kiedy David przyjechał do jej domu. Sylvia czekała na niego przy drzwiach, ubrana w prostą, elegancką białą sukienkę. Wyglądała swobodnie, ale wciąż zachowywała tę aurę niedostępności.
Dom był niemal doskonałym odbiciem jej samej – nowoczesny, ale z nutą klasyki, pełen przestrzeni i światła. Ogromne okna odsłaniały zapierający dech w piersiach widok na ocean, a z tyłu, od strony ogrodu, widać było las i góry, które zdawały się być strażnikami tej oazy spokoju. Basen lśnił w delikatnym świetle zachodzącego słońca, dodając scenie niemal filmowej atmosfery.
David przywitał ją pocałunkiem w policzek, który był znacznie cieplejszy niż ten w biurze.
– Masz piękny dom – powiedział, rozglądając się.
– Przypomina mi trochę moją posiadłość w Acapulco i La Paz. Widok na ocean jest zawsze najlepszym wyborem.
Sylvia uśmiechnęła się lekko, prowadząc go na taras, gdzie ustawiono stół nakryty dla dwóch osób.
– Cieszę się, że ci się podoba. Dzisiaj zrobiłam coś prostego, ale mam nadzieję, że będzie ci smakować. Przygotowałam polski klasyk – kotlety schabowe, ziemniaczki i mizerię.
David spojrzał na nią z lekkim zdziwieniem, ale i ciekawością.
– Polska kuchnia? Nie miałem jeszcze okazji kosztować, ale wszystko, co przygotowałaś, jestem pewien, że będzie dobre.
Sylvia wzięła kieliszek i nalała cydru domowej roboty, którego bukiet przypominał jej jesień w Polsce – słodki aromat jabłek i miodu unosił się w powietrzu.
– Na początek cyser, ale na potem mam coś, co na pewno ci się spodoba – najlepszą tequilę z Meksyku, którą specjalnie na tę okazję przywiózł mi jeden z moich kontrahentów.
David zaśmiał się.
– Tequila? Zawsze to dobry wybór. Muszę przyznać, że zaczynasz ustawiać poprzeczkę bardzo wysoko.
Kiedy podała jedzenie, atmosfera stała się bardziej swobodna. David jadł z zaskakującym apetytem, a jego pochwały były szczere.
– Kotlety schabowe to coś, czego zdecydowanie brakowało w moim życiu, choć przypominają mi trochę milanesę – powiedział z uśmiechem, kiedy sięgał po kolejny kęs.
Rozmowa szybko zeszła na temat ich pracy, ale tym razem bez napięcia. Omówili szczegóły planu zastawienia pułapki na zdrajcę, analizując wszystkie możliwości i potencjalne ryzyko.
– Najważniejsze jest, aby informacja o transporcie wyglądała autentycznie – powiedział David, odkładając kieliszek wina.
– Ludzie muszą uwierzyć, że to coś wielkiego, żeby nasz szczur nie mógł się oprzeć.
Sylvia skinęła głową.
– Mam już w głowie pomysł. Wybiorę kierowcę, który jest poza podejrzeniem i wyślę fałszywe dokumenty do mojego zespołu. Resztą zajmie się czas.
David przytaknął, a w jego oczach błysnęło uznanie.
– Masz intuicję, Sylvia. I rozumiesz tę grę lepiej niż większość ludzi, których znam.
Wieczór przeciągnął się do późnych godzin nocnych, a tequila z Meksyku szybko stała się głównym punktem rozmów. Sylvia czuła, jak napięcie między nimi powoli ustępuje miejsca czemuś innemu.
Kiedy David wstał, żeby się pożegnać, spojrzał na nią z delikatnym uśmiechem.
– Musimy to powtórzyć. Może następnym razem ja ugotuję coś dla ciebie.
Sylvia uniosła brew.
– Meksykańska kuchnia?
– I najlepsza tequila, jaką mam – obiecał.
Sylvia patrzyła, jak David znika za drzwiami, a potem spojrzała na ocean, który odbijał srebrne światło księżyca. Wiedziała, że to był dopiero początek czegoś znacznie większego i nie była pewna, czy powinna się tego bać, czy na to czekać.
Następnego dnia, kiedy Sylvia w swoim biurze sączyła pierwszą filiżankę kawy, drzwi otworzyły się bez zapowiedzi. David wszedł swobodnym krokiem, jakby należał do tego miejsca. Jego ciemne oczy błyszczały energią, a na twarzy pojawił się uśmiech.
– Wczorajsza kolacja była świetna – powiedział na wstępie, przysiadając na jednym z foteli naprzeciwko niej. – Ale dziś czas na konkrety.
Sylvia odstawiła filiżankę na biurko i skrzyżowała ramiona.
– Dobrze, że nie lubisz marnować czasu.
David uśmiechnął się szerzej.
– Czasem warto zrobić wyjątek.
– Napijesz się kawy? – zapytała.
– Z przyjemnością – odpowiedział, śledząc ją wzrokiem, gdy podchodziła do ekspresu.
Sylvia postawiła filiżankę, a on nieprzerwanie obserwował każdy jej ruch. Następnie wyciągnęła z szuflady niewielkie urządzenie – czarne, matowe, mieszczące się w dłoni.
– Jeśli mamy rozegrać tę grę, musimy upewnić się, że nasze rozmowy nie będą przechwycone – powiedziała, podając mu urządzenie.
– To jest jeden z moich najnowszych nabytków. Używają tego tylko ludzie, którzy naprawdę wiedzą, co robią. David wziął urządzenie do ręki, obracając je w palcach.
– Wygląda niepozornie.
– I o to chodzi – odpowiedziała Sylvia, włączając jedno z nich na biurku.
– To sprzęt, który łączy się na bezpośredniej fali wąskopasmowej. Transmisja danych jest szyfrowana w czasie rzeczywistym, a sygnał nie jest możliwy do namierzenia w standardowy sposób. Nawet jeśli ktoś próbowałby śledzić gdzie się znajdujesz, znajdzie tylko szum.
David uniósł brwi.
– Imponujące. Skąd masz coś takiego?
Sylvia wzruszyła ramionami.
– Mam swoje kontakty. Zawsze dbam o to, żeby być krok przed resztą. Jeśli mamy przesyłać fałszywe informacje, potrzebujemy sprzętu, który nas nie zdradzi.
David spojrzał na nią z uznaniem.
– Ty naprawdę wiesz, co robisz, Sylvia.
– Zawsze wiem – odpowiedziała z lekkim uśmiechem. Sięgnęła po plik dokumentów i rozłożyła je na biurku.
– Przejdźmy do planu. Fałszywy ładunek będzie przewożony z naszej bazy przeładunkowej na obrzeżach wyspy na kontynent. Użyjemy standardowego statku drobnicowego, a potem ciężarówki kontenerowej, ale w dokumentach znajdą się informacje, które wskazują na znacznie bardziej wartościowy towar niż cokolwiek, co kiedykolwiek przewoziliśmy.
David wziął jeden z dokumentów i przebiegł wzrokiem po linijkach tekstu.
– Kto będzie kierowcą na lądzie?
Sylvia wskazała nazwisko na liście.
– Tomek Jankowski. Jest doświadczony i nie ma żadnych powiązań z naszymi podejrzanymi. Gwardia go nie zna, a jeśli nasz szczur prześle informacje, Tomasz będzie bezpieczny – ciężarówka będzie pusta.
David skinął głową.
– A co z punktem docelowym?
– Wybrałam niewielki magazyn na niedaleko Kadyksu. Nigdy nie używaliśmy go do przeładunków, ale nie będzie niczego podejrzanego w tym, że tam jedziemy. Wszystkie dane będą na tych urządzeniach – wskazała na komunikatory.
– Każdy z nas dostanie jeden. W momencie, kiedy zauważymy ruch gwardii, prześledzimy, kto przekazał dostęp do informacji.
David zastanowił się przez chwilę, stukając palcem w blat biurka.
– A co, jeśli szczur jest sprytniejszy, niż sądzimy?
Sylvia wzruszyła ramionami.
– Wtedy mamy problem. Ten plan jest zaprojektowany tak, żeby wyłapać nawet najbardziej przebiegłego zdrajcę.
David wstał i przeszedł się po pokoju.
– Jest jeszcze jedna rzecz – powiedział, zatrzymując się przy oknie i spoglądając na ulicę.
– Jeśli znajdziemy szczura, co proponujesz zrobić?
Sylvia spojrzała na niego chłodno.
– To chyba oczywiste, Davidzie. W naszym świecie za zdradę jest tylko jedna kara.
David odwrócił się do niej, a w jego oczach błysnęło coś, co mogło być zarówno uznaniem, jak i ostrzeżeniem.
– Dobrze. W takim razie mamy plan.
Kiedy wychodził, Sylvia wzięła łyk zimnej już kawy i spojrzała na urządzenie, które leżało na biurku. Wiedziała, że z każdą godziną zbliżała się do punktu, z którego nie będzie odwrotu – zarówno w swojej relacji z Davidem, jak i w grze, którą właśnie zaczęli.
Działania rozpoczęły się wczesnym wieczorem, kiedy towar docierał do portu w Kadyksie. Sylvia i David zasiedli w biurze, otoczeni monitorami, na których wyświetlały się dane w czasie rzeczywistym. Ekrany były podzielone na sektory: transmisje ze wszystkich urządzeń, podgląd kamer rozmieszczonych w strategicznych punktach oraz odczyty z fałszywych ładunków. W rogu pomieszczenia, przy mniejszym biurku, siedział genialny analityk Ramiro – młody, nerwowy chłopak o nieustannie ruchliwych palcach, które bez przerwy bębniły w klawiaturę. Był cichy, skupiony na swojej pracy, co idealnie pasowało Sylvii. David wstał i podszedł do jednego z ekranów, obserwując dane przepływające z urządzeń, które Sylvia rozmieściła wśród podejrzanych. Każdy z nich miał jeden z pozornie prostych komunikatorów, ale te urządzenia były o wiele bardziej zaawansowane, niż ktokolwiek się spodziewał.
– Masz genialną technologię – powiedział.
– Jeśli to nie zadziała, to znaczy, że nasz szczur jest naprawdę dobry.
Sylvia podeszła bliżej, skanując wzrokiem linijki kodu i analizując przechwycone transmisje.
– To zadziała – odpowiedziała pewnie.
– Każde z urządzeń nie tylko przesyła nasze fałszywe dane, ale też przechwytuje informacje z innych niezabezpieczonych urządzeń w pobliżu. Wiadomości tekstowe, rozmowy telefoniczne, a nawet dane z aplikacji. W końcu znajdziemy to, czego szukamy.
David spojrzał na nią z uznaniem.
– Franco o tym wie?
Sylvia uśmiechnęła się lekko, ale w jej oczach pojawił się chłód.
– Franco wie tyle, ile powinien wiedzieć. Bierze udział w każdej akcji. Nie mogę go wykluczyć. A ostatnio coś mi nie gra. Nie wiem czy to paranoja czy intuicja.
W tym momencie Ramiro podniósł głowę.
– Mamy coś – powiedział, wskazując na jeden z monitorów.
– Wyciek danych. SMS przesłany na nieznany numer. Wiadomość mówi o planowanym transporcie z portu.
David pochylił się nad ekranem, a jego spojrzenie stało się twardsze.
– Kto to wysłał?
Haker wklepał kilka komend, a na ekranie pojawiły się dane urządzenia.
– To telefon Manuela Reyesa – kierowcy, który miał przewozić „cenny” ładunek. Sylvia zacisnęła szczęki, ale nie wyglądała na zaskoczoną.
– Wiedziałam, że będzie jednym z nich.
– Ale to nie koniec – dodał analityk, klikając w kolejny raport.
– Otrzymałem też dane z urządzenia Franco. Kilka rozmów telefonicznych z nieznanym numerem, a treść jednej z nich... cóż, wygląda na to, że zdradził więcej, niż powinien.
– Franco? – spojrzała na Davida z mieszaniną gniewu i niedowierzania.
Sylvia odwróciła wzrok na obrazy z kamer, próbując ukryć wściekłość. Franco był jej prawą ręką od lat. Myśl, że mógłby zdradzić, wydawała się niemal nierealna.
– Musimy być pewni – powiedziała.
– Jeśli to prawda, Franco zniszczył więcej niż tylko naszą operację.
W tym momencie jeden z monitorów wyświetlił obraz z portu. Gwardia rozpoczęła nalot. Funkcjonariusze uzbrojeni w broń, sprzęt i psy, weszli na teren, podchodząc do ciężarówek i statku. Sylvia i David obserwowali, jak zaczynają sprawdzać kontenery. Na jednym z ekranów pojawił się obraz wnętrza ciężarówki. Patrzyli w milczeniu, gdy policja otworzyła pierwszy z kontenerów. Zamiast narkotyków znajdowały się w nim butelki tequili i mezcalu, elegancko zapakowane w drewniane skrzynki.
– Jak widzę, w Meksyku macie dobrą jakość – rzuciła Sylvia z ironią.
David uśmiechnął się lekko, ale jego oczy pozostały skupione na monitorze.
– Zawiodą się przeszukując dalej.
Kolejne kontenery okazały się równie „puste” pod względem nielegalnych towarów. Były pełne biżuterii meksykańskiej, tytoniu i przypraw. Funkcjonariusze wyglądali na zdezorientowanych, ale nie poddawali się. W końcu jeden z policjantów zadzwonił do dowództwa, a jego słowa były wyraźnie słyszalne przez przechwycony mikrofon.
– Nic nie ma. Wszystko wygląda legalnie.
Sylvia odetchnęła głęboko, choć wciąż była spięta.
– Fałszywy ładunek zadziałał. Teraz musimy zobaczyć, kto spanikował najbardziej.
David spojrzał na nią, a źrenice rozszerzyły się gwałtownie.
– Franco i Manuel. Zaczynamy od nich.
Sylvia skinęła głową, a w jej myślach zaczął się klarować kolejny plan. Plan, który miał zakończyć się tylko jednym. Kara za zdradę była nieunikniona.
W ciemnym pomieszczeniu, które służyło jako tymczasowe centrum operacyjne, odbywały się przygotowania do przesłuchań. Manuel i Franco zostali schwytani w Kadyksie przez ludzi Davida, bez rozgłosu, z dala od oczu ciekawskich. Obaj trafili do dwóch osobnych pomieszczeń w opuszczonym magazynie.
David wszedł do pokoju jako pierwszy. Sylvia pozostała za drzwiami, przypominając sobie jak bardzo jest to przerażające, gdy ktoś cię obserwuje, a ty nie możesz zobaczyć kto. Manuel siedział na krześle z rękami przywiązanymi do podłokietników, jego twarz była spocona, a nerwowe spojrzenie zdradzało strach.
– Manuel – zaczął David spokojnym, ale groźnym tonem.
– Wiem, że wiesz, o czym chcę rozmawiać. Dlaczego i komu wysłałeś wiadomość o transporcie?
– To… to pomyłka! – jęknął Manuel, drżąc na całym ciele.
– Była żona dzwoniła. Była wściekła, że nie wysłałem jej pieniędzy na dzieci.
David uśmiechnął się chłodno.
– Kłamiesz, Manuel. Wiemy, co zrobiłeś – głos rozbrzmiał w pokoju jak głos Boga.
– Kto cię zmusił? Franco? Kto jeszcze jest w to zamieszany? Manuel spojrzał w stronę drzwi, jakby widział za nimi Sylvię.
– Franco! – krzyknął, jego głos pękł.
– Tak, on mi kazał!
To potwierdzało ich podejrzenia, ale musieli mieć więcej.
– Co ci powiedział? – dopytał David, pochylając się nad Manuelem.
Mężczyzna zaczął mówić, ale jego słowa były chaotyczne i pełne strachu. Wspomniał o rozmowach telefonicznych, o tajemniczym mężczyźnie, który kontaktował się z Franco.
– Nie wiedziałem, że to pies! Myślałem, że to dodatkowy zarobek! Aaa potem było już za późno – wołał Manuel, płacząc.
David westchnął, wyprostował się i spojrzał w stronę drzwi. Sylvia była zimna i opanowana, przynajmniej na pierwszy rzut oka. Gdy Manuel wypowiedział te słowa, w jej wnętrzu rozpętała się burza, ale na twarzy nie drgnął nawet mięsień. Przez ułamek sekundy poczuła, jak krew odpływa jej z twarzy, a potem wróciła lodowata fala gniewu. Nie była osobą, którą łatwo zaskoczyć, ale to? To było coś więcej niż zdrada – to była osobista zniewaga. Franco, człowiek, któremu pozwoliła się zbliżyć, którego uważała za godnego zaufania, okazał się szpiegiem. Psem. Wrogiem. Jej dłonie zacisnęły się na krawędzi stołu, choć kontrolowała oddech, by nie zdradzić furii. W głowie błyskawicznie analizowała – od tak dawna? Czy to oznaczało, że była obserwowana przez cały ten czas? Spojrzała na Manuela, jej oczy szkliły się, błyszcząc w półmroku.
– Jesteś pewien? – zapytała cicho, ale w jej głosie czaiło się coś, co sprawiło, że mężczyzna skinął głową ostrożniej, niż zamierzał. Wewnątrz siebie miała ochotę coś zniszczyć. Strzelić Franco w twarz, ale to byłoby zbyt proste. Nie. To wymagało czegoś innego. Czegoś bardziej przemyślanego. Zimna wściekłość. Kalkulacja.
I odrobina żalu, którego nie chciała przed sobą przyznać.
Kilka godzin później, na opuszczonej drodze, Manuel został znaleziony martwy w samochodzie, który „przypadkowo” zderzył się z ciężarówką. Policja, która przyjechała na miejsce, odnotowała w raporcie, że kierowca prawdopodobnie zasnął za kierownicą.
Franco wyglądał na spokojniejszego niż Manuel, choć jego twarz zdradzała zmęczenie. Był pewny siebie, jakby wierzył, że wciąż ma kontrolę nad sytuacją.
– Co za niespodzianka, Sylvia – powiedział, gdy weszła do pokoju.
– Nie spodziewałem się, że to ty będziesz ze mną rozmawiać. Myślę, że Manuel wszystko wyśpiewał, więc to ja teraz powinienem przesłuchać ciebie.
Sylvia usiadła naprzeciwko niego, jej twarz była kamienna.
– Franco, przez te wszystkie lata byłeś moim przyjacielem i moją prawą ręką. Dlaczego do cholery to zrobiłeś? Jak to możliwe, że nic nie zauważyłam? – zapytała zimno. Franco zaśmiał się cicho, ale w jego oczach pojawiło się napięcie.
– Nie wiem, o czym mówisz.
Sylvia położyła na stole kopie zapisów rozmów telefonicznych i SMS-ów.
– Wiesz dokładnie, o czym mówię. Przekazałeś informacje. To ty jesteś zdrajcą.
Franco spojrzał na dokumenty i przez chwilę milczał, jego twarz stężała.
– Skoro już wszystko wiesz, przejdźmy do rzeczy – powiedział w końcu – przyznacie się, złożycie zeznania z kim pracujecie, a może zostaniecie potraktowani łagodnie i będziecie mogli zatrzymać część swojej brudnej forsy. Sylvia zacisnęła pięści, ale jej głos pozostał spokojny.
– Za tą brudną forsę żyłeś przez te wszystkie lata obok mnie, zabijałeś ludzi, ćpałeś i jakoś ma to tobie ujść na sucho?
– To była część operacji. Nie zginął z mojej ręki nikt, kto nie miał krwi na rękach – Franco próbował się bronić, ale było za późno. Sylvia wstała, podchodząc do niego.
– Żałuję, że ci ufałam i kochałam jak brata. Razem przeszliśmy najtrudniejsze czasy. Za zdradę jednak będziesz musiał ponieść najsurowszą karę. Wiesz, co muszę zrobić. Żegnaj – powiedziała ze łzami w oczach, całując go w czoło.
– Sylvia, nie rób tego! Błagam! Jestem po twojej stronie! – krzyknął desperacko. – Nie mówiłem im nic, co mogłoby zagrozić twojemu bezpieczeństwu!
– Co wiedzą? – zapytała chłodno.
– Wiedzą tylko tyle, że Castro wysyła towar przez twoją firmę. To inni zdradzili, nie ja!
Kobieta spojrzała na niego z pogardą i bez słowa wyszła z pokoju. Franco nie poddawał się, krzyczał za nią, błagając o życie, dopóki ciężkie drzwi nie stłumiły jego głosu.
Został znaleziony kilka godzin później w swoim mieszkaniu, w którym wymieniał jak się okazało po przeszukaniu, informacje z kolegami z policji. Na stole leżała pusta strzykawka, a obok niej torebka z białym proszkiem. Oficjalny raport stwierdzał przedawkowanie – „tragiczny upadek człowieka, który stracił kontrolę nad swoim życiem”. Dla świata, Franco był kolejnym uzależnionym, który zginął przez swoje słabości.
Sylvia nie mogła zasnąć po porażce jakiej doświadczyła ze zdradą Franco. Przeżywała to całą noc pijąc whisky. Płakała ale wiedziała, że musi wypłakać się zanim ruszy do biura. Następnego dnia pojechała do biura, gdzie Ramiro już analizował kolejne dane. David również je sprawdzał.
– Dwóch mniej – stwierdził David, siadając za biurkiem.
– Kto następny?
Sylvia spojrzała na ekran, na którym pojawiały się nowe dane.
– Zobaczymy – powiedziała chłodno. W jej oczach było widać smutek, ale operacja trwała dalej.
Przeszukanie tak dużego ładunku trwa, zwłaszcza jeśli chodzi o narkotyki.
Policja nic nie znalazła i musiała się tłumaczyć z operacji przed prasą i adwokatem Sylvii – Marcosem Dominquezem. Marcos obiecał pozew o odszkodowanie za opóźnienia i uszkodzenia ładunku. Ku zdziwieniu wszystkich pracowników nie wiedzieli, że to pułapka.
Kilka dni po zakończeniu operacji z Manuelem i Franco, Sylvia wróciła do biura, gdzie Ramiro przeglądał dane z podsłuchów i przechwyconych transmisji. David już tam był, pochylony nad jednym z monitorów.
– Mamy problem – powiedział, nie odwracając wzroku od ekranu. Sylvia podeszła bliżej. Na monitorze widniał zapis rozmowy telefonicznej, którą przechwycili z jednego z urządzeń rozlokowanych wśród podejrzanych. Rozmowa była krótka, ale treściwa.
– „Adrian? Musimy porozmawiać. Sytuacja wymyka się spod kontroli. Daj znać, kiedy się spotkamy” – odsłuchał David. Sylvia zmarszczyła brwi.
– Kto to?
Ramiro, znerwicowany jak zwykle, wstukał kilka komend. Na ekranie pojawiły się dane identyfikacyjne telefonu.
– Numer należy do Adriana Santosa – zaczął.
– To policjant współpracujący z Interpolem. Przypisany do oddziału antynarkotykowego. Ale to nie wszystko. Analityk przesunął palcem po ekranie, otwierając kolejne okna z informacjami.
– Santos był jednym z ludzi Moralesa. Wprowadził go do operacji kilka lat temu jako kontakt w policji. Był pod przykrywką, ale wygląda na to, że jego lojalność jest dwuznaczna.
– Jednak był tajniakiem – Sylvia oparła się o biurko, analizując sytuację.
– Nie wie, że Franco nie żyje – powiedziała powoli.
– Myśli, że może się z nim skontaktować.
David spojrzał na Sylvię.
– Musimy go wyciągnąć i dowiedzieć się, co wie.
Adriana Santosa schwytano bez większych problemów. Został zwabiony w zasadzkę, gdy przybył na umówione miejsce spotkania, rzekomo z Franco. Dwóch ludzi Davida pojmało go, zanim zdążył zorientować się, co się dzieje. Teraz siedział w tym samym pomieszczeniu, gdzie wcześniej przesłuchiwano Franco i Manuela.
– Dzień dobry, Adrianie – zaczęła Sylvia, wchodząc do pomieszczenia. Santos spojrzał na nią z nieufnością. Był wyraźnie zdenerwowany, choć próbował zachować spokój.
– Kim wy, do diabła, jesteście? – warknął.
Sylvia uśmiechnęła się chłodno.
– My? Jesteśmy tymi, którzy wiedzą, że pracowałeś z Franco. Jesteśmy też tymi, którzy wiedzą, że próbowałeś się z nim skontaktować.
Santos zmarszczył brwi, jego spojrzenie stało się czujne.
– Nie wiem, o czym mówicie. Jestem zwykłym człowiekiem.
David zaśmiał się cicho z drugiego końca pokoju.
– Raczej policjantem pod przykrywką, który kontaktował się z innym w mojej organizacji. Wiemy, że Franco był gliną.
Sylvia usiadła naprzeciwko Adriana, jej spojrzenie było lodowate.
– Franco nie żyje.
Te słowa sprawiły, że Santos zamarł.
– Co? – zapytał cicho, wyraźnie zaskoczony.
– Nie żyje – powtórzyła Sylvia. – Manuel również. Więc jeśli myślisz, że masz jakiekolwiek wyjście, mylisz się. Powiedz nam wszystko, co wiesz, zanim skończysz tak jak oni.
Santos przełknął ślinę, ale wciąż próbował grać na czas.
– Nie wiem, o czym mówicie. Franco był tylko kontaktem. Sylvia westchnęła, a David podszedł bliżej.
– Słuchaj, Adrian. Wiemy, że przekazywałeś informacje Franco, a on wykonywał twoje rozkazy. Chcemy tylko wiedzieć, kto jeszcze prowadzi śledztwo. Możemy to zrobić po dobroci, albo… wiesz.
Adrian milczał przez chwilę, walcząc z własnym strachem i lojalnością. W końcu zaczął mówić, powoli, niechętnie.
– Franco miał kontakt w policji federalnej – wyznał.
– Nazywał się Esteban Morales. Był jednym z tych, którzy pomagali przy sprawie. Nie wiem, kto jeszcze był w temacie. Franco nie mówił wszystkiego.
Sylvia i David wymienili spojrzenia. To była cenna informacja. Adrian Santos nie doczekał się wyjścia z magazynu. Sylvia wiedziała, że jego eliminacja była konieczna. Dzień później, rodziny Franco i Manuela otrzymały przesyłki – dyskretnie przekazane torby z dużymi kwotami pieniędzy. Sylvia zadbała, by dzieci obu mężczyzn miały przyszłość w takich warunkach, w jakich żyły do tej pory.
– Nikt nie wybiera swoich rodziców – powiedziała do Davida, gdy zamykali tę część operacji.
– Ale mogę sprawić, żeby ich błędy nie zrujnowały życia ich dzieciom.
David spojrzał na nią z cieniem uznania.
– Jesteś bezwzględna, ale masz zasady.
Sylvia uśmiechnęła się chłodno, patrząc na nowy zestaw danych, które Ramiro analizował na monitorach.
– Zasady to jedyne, co nas trzyma przy zdrowych zmysłach w tym świecie. A teraz znajdźmy Estebana Moralesa.ROZDZIAŁ II: ISKRA W CIEMNOŚCI
Sylvia zacisnęła dłonie na oparciu fotela, wpatrując się w ekrany pełne nic nieznaczących dla niej danych. Ramiro był blady, nerwowo wklepując kolejne komendy, ale to nie przynosiło efektów.
– Nic – powiedział w końcu, rozkładając ręce.
– Esteban Morales nie istnieje. Wszystko wskazuje na fałszywą tożsamość.
Sylvia spojrzała na Davida, który siedział na krawędzi biurka, zamyślony.
– Ktoś celowo usunął wszystkie ślady albo zostaliśmy oszukani – powiedział.
– Musiał wiedzieć, że w końcu do niego dotrzemy.
Sylvia zacisnęła usta w wąską linię.
– Musimy znaleźć inny trop. Każdy fałszywy dokument zostawia ślad, a każdy ślad prowadzi do czegoś większego. Nie pozwolę, żeby to się rozpadło na kawałki.
David spojrzał na nią, z uznaniem dla jej determinacji.
– Ale nie dzisiaj – powiedział spokojnie.
– Odpocznij, Sylvia. Zorganizowałem coś, co może ci się spodobać.
Sylvia zmarszczyła brwi, zaskoczona.
– Co takiego?
David uśmiechnął się lekko, tajemniczo.
– Zobaczysz.
Wieczór zapadł szybko, przynosząc chłodny powiew wiatru i delikatny zapach jaśminu, który unosił się wokół wynajętego domu Davida, który był położony na wzgórzu, z widokiem na miasto rozświetlone tysiącami świateł. W środku panował gwar. Ludzie śmiali się, rozmawiali, a muzyka delikatnie wypełniała przestrzeń.
Sylvia wzięła głęboki oddech, stojąc przed dużymi drzwiami wejściowymi. Miała na sobie długą, ciemnogranatową suknię, która podkreślała jej smukłą sylwetkę. Jej włosy, zazwyczaj związane w ciasny kok, teraz opadały swobodnie na ramiona, a ich czarny kolor z niebieskim połyskiem przyciągał spojrzenia. Makijaż był subtelny, ale idealnie podkreślał jej niebieskie oczy, które lśniły w świetle lamp.
Weszła do środka, czując na sobie spojrzenia. Ale tylko jedno naprawdę ją obchodziło – spojrzenie Davida.
Był w drugim końcu salonu, rozmawiając z kilkoma osobami, ale gdy tylko ją zobaczył, zastygnął na chwilę. Jego ciemne oczy, pełne intensywności, śledziły każdy jej krok. Wyglądał zjawiskowo. Czarne, dobrze skrojone spodnie, koszula rozpięta pod szyją, odsłaniająca odrobinę jego muskularnej klatki piersiowej. Jego ciemne, kruczoczarne włosy były lekko rozczochrane, co tylko dodawało mu uroku.
Sylvia poczuła przyspieszone bicie serca. Nie była przyzwyczajona do takich emocji. Przez lata nauczyła się być zimna, opanowana. Ale teraz... teraz nie mogła oderwać od niego wzroku.
David podszedł do niej powoli, jak drapieżnik, który właśnie dostrzegł swoją ofiarę.
– Sylvia – powiedział cicho, a jego głos brzmiał jak jedwab.
– Wyglądasz… niesamowicie.
Jej wargi uniosły się lekko w ledwo zauważalnym uśmiechu.
– Ty też nie wyglądasz najgorzej – odparła, starając się brzmieć neutralnie, ale jej głos zdradził delikatne napięcie.
David spojrzał na nią intensywnie, jego wzrok przeszywał ją na wskroś.
– Czy mogę cię porwać na chwilę? – zapytał, wyciągając do niej rękę.
Sylvia zawahała się tylko na sekundę, zanim położyła dłoń na jego.
David poprowadził ją na taras, gdzie panowała cisza, przerywana tylko szumem wiatru. Miasto lśniło w dole, a nad nimi rozpościerało się rozgwieżdżone niebo.
– A goście? – zapytała cicho, odwracając wzrok od niego, jakby bała się jego odpowiedzi.
David oparł się o balustradę, patrząc na nią z uśmiechem.
– Chciałem, żebyś przez chwilę zapomniała o tej całej brudnej rzeczywistości. Widzę jak bardzo zabolała cię zdrada Franco – powiedział.
– Widzisz, Sylvia, jesteś najtwardszą kobietą, jaką znam. Ale nawet ty zasługujesz na chwilę wytchnienia.
Serce Sylvii przyspieszyło. Spojrzała na niego, a ich oczy spotkały się. W jego spojrzeniu było coś więcej niż podziw. Była w nim namiętność, którą próbował ukryć, która teraz wypływała na powierzchnię.
– David… – zaczęła, ale urwała, nie wiedząc, co powiedzieć.
David zrobił krok bliżej, skracając odległość między nimi. Jego głos był niski, mówił prawie szeptem.
– Sylvia, od chwili, gdy cię zobaczyłem, nie mogłem przestać myśleć o tobie.
Zrobiło się gorąco. Chciała coś powiedzieć, ale nie potrafiła. Ich twarze były teraz tak blisko, że czuła jego oddech na swojej skórze.
– Powiedz mi, żebym przestał – szepnął, patrząc na jej usta.
Ale Sylvia nie powiedziała nic. Ich usta spotkały się w pełnym pasji pocałunku, który wydawał się trwać wieczność. W tej chwili wszystko inne przestało istnieć – tropy, zdrady, śmierć. Byli tylko oni.