Facebook - konwersja
Przeczytaj fragment on-line
Darmowy fragment

  • nowość

Niechciane przeznaczenie - ebook

Wydawnictwo:
Format:
EPUB
Data wydania:
22 maja 2026
42,99
4299 pkt
punktów Virtualo

Niechciane przeznaczenie - ebook

Nie uciekniesz przed przeznaczeniem. Zawsze cię odnajdzie.

Salv wiedzie spokojne życie w Japonii – kraju zjednoczonym pod szlachetnym sztandarem projektu GAIA. Wierzy w obiecywany pokój i stabilność, dopóki do jego domu nie wkraczają ludzie w czerni.

W jednej chwili świat, który znał, rozpada się na jego oczach. Razem z przyjaciółką – Mei – musi uciekać przed tajemniczą organizacją, która nie cofnie się przed niczym, by ich schwytać.

Salv nie wie, dlaczego stał się jej celem, ale jest pewien jednego: jego poukładana codzienność stanowiła iluzję. Kłamstwo. I teraz musi walczyć, by ujść z życiem.

Ratunkiem okazuje się mistyczny portal, który niespodziewanie przenosi Salva i Mei do miejsca pełnego magicznych istot, pradawnej broni i… elfów. W tej obcej rzeczywistości muszą zmierzyć się z przeznaczeniem, na które nie są gotowi.

Czy tajemniczy świat okaże się dla nich wybawieniem… czy kolejną śmiertelną pułapką?

Ta publikacja spełnia wymagania dostępności zgodnie z dyrektywą EAA.

Kategoria: Fantasy
Zabezpieczenie: Watermark
Watermark
Watermarkowanie polega na znakowaniu plików wewnątrz treści, dzięki czemu możliwe jest rozpoznanie unikatowej licencji transakcyjnej Użytkownika. E-książki zabezpieczone watermarkiem można odczytywać na wszystkich urządzeniach odtwarzających wybrany format (czytniki, tablety, smartfony). Nie ma również ograniczeń liczby licencji oraz istnieje możliwość swobodnego przenoszenia plików między urządzeniami. Pliki z watermarkiem są kompatybilne z popularnymi programami do odczytywania ebooków, jak np. Calibre oraz aplikacjami na urządzenia mobilne na takie platformy jak iOS oraz Android.
ISBN: 978-83-8423-574-4
Rozmiar pliku: 2,9 MB

FRAGMENT KSIĄŻKI

Drogi Czytelniku,

zanim zanurzysz się w tę historię, chcę, żebyś wiedział, że trzymasz w rękach coś więcej niż tylko książkę. To cząstka mojego życia.

Ta opowieść zaczęła się, gdy miałem piętnaście lat. Wtedy po raz pierwszy usiadłem i zacząłem pisać pierwsze, fanowskie opowiadanie. Nie sądziłem wtedy, że przemieni się ono w mój własny świat.

To moja żona jako pierwsza dostrzegła w tym coś więcej niż młodzieńczą pasję. To ona przekonała mnie, że warto stworzyć coś własnego, coś, co przetrwa. Rozpaliła we mnie iskrę, która wciąż płonie i prowadzi mnie dalej. Bez niej ta historia nigdy by nie powstała. Swoją wiarą, sercem i nieocenionym wkładem stała się współautorką tego świata, współtwórczynią tej opowieści.

Jestem głęboko wdzięczny mojej rodzinie, która z czasem uwierzyła, że to nie tylko chwilowy zapał, ale część mnie. Dziękuję mojej cioci Lucynie za cierpliwość i trud w poprawianiu moich błędów. Dziękuję też mojemu dziadkowi Markowi, który wierzył w moje pióro, zanim ja sam w nie uwierzyłem.

Ogromne podziękowania kieruję do Roksany Gierszewskiej za jej wkład, który wzbogacił ten świat i pomógł mi go dopieścić.

Dziękuję Marcinowi za słowa wsparcia w chwilach, gdy najbardziej ich potrzebowałem. I wszystkim znajomym, którzy kibicowali mi na drodze do wydania tej książki.

To, że ta opowieść trafiła właśnie do Ciebie, jest dla mnie największą nagrodą.

Dziękuję Ci, że sięgnąłeś po tę książkę, bo bez Ciebie ta historia nie byłaby pełna. Wierzę, że to dopiero początek naszej wspólnej przygody.

Życzę Ci wspaniałej lektury.PROLOG

– Z drogi! – krzyknęła kobieta, szaleńczo biegnąc przed siebie.

Wszyscy odskakiwali na bok, ustępując jej miejsca. Wtargnęła do pomieszczenia bez zastanowienia.

– Zaczęło się – wysapała, nie mogąc nabrać powietrza.

Mężczyzna zerwał się jak oparzony, patrząc z przerażeniem w jej oczy.

– Jesteś tego pewna? – zapytał, idąc już w stronę wyjścia.

– Tak! – odparła zdecydowanie, powstrzymując łzy. – Pilnowałam… jak kazałeś – mówiła, idąc za mężczyzną.

– Dobrze się spisałaś – odparł, próbując jednocześnie zatrzymać kobietę.

Ta nie dała się jednak spławić i twardo szła dalej za nim. Nie podobało mu się to, ale nie miał czasu na walkę z jej uporem.

Przedarli się przez jedne drzwi, potem drugie, aż w końcu wybiegli na zewnątrz.

Południowe słońce zalało ich swoim ciepłem. Oślepieni pędzili w stronę stajni, która znajdowała się zaraz przy sąsiednim budynku. Konie czekały już na nich, gotowe do drogi. Mieli dosłownie minuty, aby zdążyć. Niedbale narzucili na siebie peleryny, wskoczyli na wierzchowce i ponaglili je do szaleńczego biegu. Mężczyzna wiedział, że w tej chwili życie niewinnych istot zależy tylko od niego.

Mieli wrażenie, jakby droga ciągnęła się godzinami, choć w rzeczywistości minęło niecałe trzydzieści minut. Przed nimi rozpościerała się polana, otoczona lasem. Zeskoczyli z koni, zostawiając je w cieniu drzew, a sami podeszli na środek łąki. Przygotowali wszystko, co było potrzebne…

– TERAZ! – wrzasnął mężczyzna, wytężając siły. Energia przekształciła się w swoiste drzwi.

– Udało się! – powiedziała kobieta z radością.

– Ukryj się w krzakach – rozkazał. – Zaraz do ciebie wrócę – dodał po chwili, widząc, że kieruje się ona do lasu.

Mężczyzna wykonał krok w stronę drzwi. Od razu pochłonęło go uczucie zagłębiania się w otchłani. Zimno przeszyło jego ciało. Wiedział, jak sobie z tym radzić. Otrząsnął się i dzięki swojej energii przeszedł dalej. Chwilę później jego ciało otuliło ciepło, dostrzegł znajome rośliny oraz światło przebijające się przez liście drzew. Wiedział, że dotarł we właściwe miejsce. Od razu ruszył w stronę krzewu znajdującego się na wprost. Odsłonił gałęzie. Dostrzegł ich. Biegli w jego stronę, praktycznie na oślep. Poczuł ulgę, szczęście, radość, jednak te uczucia zostały brutalnie przerwane. Zrozumiał – realizował się najczarniejszy scenariusz. Serce zaczęło mu bić jak szalone, głowa wypełniła się myślami, oczy napełniły łzami. Musiał się opanować, zaakceptować to, co się stało, i uratować, co się dało. Otarł łzy i zaczął działać.

Wyłonił się zza krzaków, po czym zaczął gwałtownie machać do biegnących w jego stronę osób z nadzieją, że go zauważą. Stało się. Dziewczyna go dostrzegła. Mieli szansę przeżyć.

Schował się ponownie w krzakach i obserwował w ciszy. Swoimi oczami widział więcej. Karcił siebie w duszy, że nie mógł ingerować w to, co się aktualnie działo. Liczył tylko, że uciekająca para da radę. Dobiegną i starczy im sił. Sam jednak poczuł ukłucie zmęczenia, ze strachem odwrócił się w stronę przejścia. Słabło.

Nagle nad jego głową przeleciało dwóch mężczyzn i dosłownie wpadli w otchłań. Chwilę później dołączyła do nich dziewczyna.

Mężczyzna wstał i upewniając się, że nikt go nie widzi, wrócił przez drzwi na polanę. Znalazł się tuż obok trojga nieprzytomnych. Chciał szybko pozbyć się zagrożenia, ale w ostatniej chwili powstrzymał się od zadania ciosu.

Kobieta podeszła do niego wraz z końmi. Jej twarz wyrażała zarówno ulgę, jak i lęk.

– Przeżyją? – zapytała, patrząc na leżące na ziemi sylwetki.

– Powinni – odpowiedział, klękając przy nastolatku. Przyjrzał się jego ranom i zaleczył te najgłębsze. – Niedługo się obudzą.

– Mam wracać? – spytała kobieta, zmartwiona całą tą sytuacją.

– Tak – odparł. – Zostanę tu do momentu, aż na pewno będą bezpieczni – dodał z powagą, przygotowany na najgorsze.

– Dobrze – powiedziała, po czym wskoczyła na konia i pognała w stronę miasta.

Sprawdził jeszcze raz stan dwóch nastolatków. Wiedział, że rany nie zagrażają ich życiu, lecz widmo śmierci wciąż czaiło się w jego umyśle. Nie mógł interweniować. Jedyne, co mu pozostało, to oczekiwanie na dalszy rozwój wydarzeń.

_Poradzą sobie _– upewniał sam siebie w duchu.ROZDZIAŁ I

– Witam w popołudniowym wydaniu programu KeyTalks. Nazywam się Mika Ito i dziś w studiu będę gościć niebywałą osobę. Jest nią nie kto inny jak sam założyciel firmy FastGrol, pan Makoto! Przywitajcie go gromkimi brawami – zachęciła prezenterka, a na scenie pojawił się wcześniej przedstawiony człowiek.

Niewidzialna publika powitała gościa entuzjastycznie.

Starszy mężczyzna z widoczną siwizną, ubrany w beżowy garnitur, szeroko uśmiechał się do kamery. Sprawiał wrażenie miłego i skromnego człowieka. Zbliżenie na jego twarz ukazało determinację i nadzieję na lepsze jutro.

– Dziękuję, dziękuję! Naprawdę niesamowite przywitanie – powiedział, machając w stronę widowni, po czym usiadł na krześle.

– Głównym tematem, który chcieliśmy dziś poruszyć, jest pański plan Danketsu. Mógłby Pan zdradzić nam coś więcej, skoro wszedł już on w nasze życie? – zaczęła od razu kobieta.

Mężczyzna uśmiechnął się, wziął łyk wody z butelki stojącej przed nim na biurku, po czym zaczął mówić.

– Żyliśmy w tragicznych czasach, kiedy każdy człowiek chciał coraz więcej władzy i pieniędzy. Wraz z moimi najwierniejszymi pracownikami zaczęliśmy myśleć, jak temu przeciwdziałać. Zadaliśmy sobie pytanie, czego ludzie tak naprawdę chcą i dlaczego nie możemy mieć pokoju na ziemi.

Prezenterka zdawała się nie słuchać wypowiedzi mężczyzny, a jej twarz wyrażała sztuczną ciekawość. Kiwała tylko bezmyślnie głową.

– Tak właśnie powstały pierwsze koncepcje planu Danketsu – kontynuował mimo wszystko gość. – Ostatnie konflikty na ziemi sprawiły, że musieliśmy pospieszyć się z jego realizacją. Ryzyko globalnej wojny było coraz większe. Zaczęliśmy przedstawiać nasz pomysł głowom państw. Nasza radość była ogromna, kiedy coraz więcej krajów dołączało do naszego planu. Oczywiście ludzie z wielkich mocarstw zaczęli się buntować. Doszło do wielu krwawych protestów, niestety zakończonych ofiarami śmiertelnymi… – mówił spokojnie, ale z wyraźnym smutkiem, spowodowanym tymi wydarzeniami. – Jednak byliśmy niezłomni i dążyliśmy dalej do realizacji naszego celu, czyli pokoju na całej ziemi.

– …Salv, kochany! Obiad gotowy! – zawołał kobiecy głos, wytrącając z zamyślenia młodego chłopaka, który oglądał telewizję.

_„Kochany”? Ile ja mam lat?_ – pomyślał z niesmakiem.

Salv wstał z kanapy w salonie i ruszył w stronę kuchni. Mieszkał z matką w małym i wąskim domu na przedmieściach Sakai w Japonii. Trafili tam wraz z jego ojcem, kiedy był jeszcze mały. Niestety w jego pamięci nie zachowało się nic więcej. Mama Salva wiele razy opowiadała mu o ojcu, lecz chłopak nie potrafił go sobie przypomnieć. Wspomnienia z dzieciństwa miał rozmyte i niewyraźne. Nastolatek wiedział, że rodzice poznali się, kiedy ona uczęszczała do zagranicznej szkoły w Norwegii. Studiowała tam ekonomię oraz zarządzanie. Musiała jednak zrezygnować z nauki, gdyż rozpoczęła się wojna w krajach sąsiadujących z jej ojczyzną, czyli Polską. Chciała tam wrócić, lecz za namową ojca chłopaka postanowili przeprowadzić się do Japonii. Niedługo później również i kraje bałtyckie zostały wplątane w morderczą walkę z Rosją. W tym samym czasie pojawiły się pierwsze pomysły związane ze zjednoczeniem świata pod jednym sztandarem.

Kilka lat później na świat przyszedł Salv. Z ojcem spędził tylko trzy krótkie lata. Chłopak był mądry i inteligentny. Zawsze dziwił się i próbował się dowiedzieć, dlaczego z lat dzieciństwa dokładnie pamięta swoją mamę, a tatę już nie. Kobieta miała wtedy długie do połowy pleców brązowe włosy. Była drobnej budowy i pełna wdzięku. Często się uśmiechała. Wzrostem sięgała ojcu chłopaka do ramion, wyglądała przy nim jak mała myszka.

Wszystko jednak zmieniło się, kiedy chłopak osiągnął pięć lat. Kobieta zaakceptowała fakt, że jej ukochany już nigdy nie wróci. Odbiło się to na jej charakterze i wyglądzie. Wcześniej rozrywkowa i szalona dziewczyna stała się zrównoważoną i odpowiedzialną matką, wyniosłą i dumną. Pomimo potężnej wytrwałości i siły ducha nie udało jej się powstrzymać zmian na ciele. Najbardziej widoczne były zmarszczki pod oczami, spowodowane stresem i problemami ze snem, ale niezbyt się nimi przejmowała. Włosy ścięła do ramion i pofarbowała na czarno. Chłopak bardzo współczuł matce, dlatego spędzał za młodu dużo czasu w jej towarzystwie. Uwielbiał z nią gotować, jednak nigdy nie udało mu się odtworzyć jej najwspanialszej potrawy, nawet w obecnej chwili, a miał już ponad siedemnaście lat.

Z kuchni unosił się właśnie zapach tego dania. Złote risotto. Salv po raz kolejny został nim oczarowany, kiedy zbliżył się do drzwi pomieszczenia. Wszedł do środka, gdzie ujrzał swoją mamę w błękitnym fartuchu, podającą na stół talerz pełen złotego dobrobytu.

– Zjesz tutaj czy wolisz iść do salonu? – zapytała kobieta z uśmiechem, widząc, jak chłopak zareagował na obiad.

– Nie będziesz zła, jak odpowiem, że w pokoju? To jest powtórka wywiadu z Makoto, nie wiem, kiedy będzie kolejna… – odpowiedział chłopak, odwzajemniając uśmiech i patrząc w brązowe oczy kobiety.

– Nie ma problemu – stwierdziła i pogłaskała go po głowie, na co chłopak lekko się skrzywił, ale się nie uchylił. Po chwili wziął talerz, widelec i wrócił przed telewizor.

– …najgorzej było przyzwyczaić ludzi do nowego porządku. Wielką zasługę zawdzięczamy młodzieży, która bardzo szybko rozpowszechniła nasz pomysł w mediach społecznościowych, zrzeszając się w wielkich grupach i manifestując potrzebę światowego pokoju. – Starszy mężczyzna mówił z wielką pasją, pokazując przygotowane wcześniej filmiki z mediów społecznościowych. – Dzięki tym działaniom doprowadziliśmy do spotkania wszystkich głów państw w jednym miejscu. To właśnie wtedy zaprezentowaliśmy nasz program, który następnie przeszedł do fazy drugiej. Rządzący musieli ustąpić pod naporem ogromnej liczby zwolenników… w momencie spotkania jedna trzecia populacji Ziemi była przekonana, że nasz projekt jest słuszny i prawdziwy. – Slajd zmienił się na ekranie, ukazując tabele statystyczne. – W momencie, kiedy ogłoszono rozbrojenie wszystkich państw, spotkaliśmy się ze srogą opozycją ze strony Niemiec, Rosji oraz Korei Północnej. Poradziliśmy sobie z tym problemem w pokojowy sposób, a niedługo potem Ziemia była już wolna od wojen. Jako zwieńczenie naszych starań stworzono potężną unię pod szlachetną nazwą GAIA, bogini Ziemi.

Salv od najmłodszych lat śledził ich działania. Sam czasami polubił jakieś zdjęcie czy post na forach społecznościowych, związanych z organizacją i projektem zjednoczenia Ziemi. Pomimo tego, że jego zainteresowania skupiały się głównie na grach komputerowych, kendo czy sporcie, to z uwagą obserwował każde poczynania związane z tym projektem politycznym. Bardzo się ucieszył na wieść o jego sukcesie. W końcu na Ziemi zapanowały pokój i jedność.

– Panie Makoto, mimo ogromnego sukcesu ludzie nadal obawiają się, że Ziemia pozostająca pod władzą jednego państwa okaże się tylko krótkim epizodem, zakończonym jeszcze gorszymi konfliktami, które wyniszczą nie tylko nas, lecz także całą planetę! – przekazała prezenterka, na co chłopak się skrzywił.

– Ciekawe, czy jej źródła są wiarygodne… – wymamrotał Salv, kończąc swoją porcję jedzenia.

– Mogę bez problemu wszystkich uspokoić – zaczął mężczyzna. – Nasza planeta nie jest w posiadaniu jednego państwa. Jest ona niczyja, a zarazem każdego. Jeśli chodzi o to, kto sprawuje władzę, to został powołany specjalny rząd, w którego skład wchodzą przedstawiciele każdego państwa i ich ekipy. Dotychczasowe budżety krajowe zostały zjednoczone. GAIA dysponuje armią i policją, która ma czuwać nad bezpieczeństwem obywateli. Z dokładnymi informacjami co do naszych „sił zbrojnych” możecie państwo zapoznać się na naszej stronie internetowej. Gdybym miał opowiadać o wszystkich szczegółach osobno, nie starczyłby nam miesiąc, tak dużo ich jest – wyjaśnił spokojnie i oczekiwał na kolejne pytanie Makoto.

– Proszę wytłumaczyć, jak teraz wygląda kwestia wiary, religii oraz przekonań. Nie od dziś wiemy, że w każdym państwie, choć raz w jego historii, dochodziło do walk na tle religijnym. Kolejna kwestia to również tożsamość płciowa czy inne trudne tematy społeczno-światopoglądowe – dopytywała kobieta, rozpoczynając najbardziej drażliwy temat tego świata.

– Przede wszystkim należy podejść do tego z otwartością i zrozumieniem naszej idei. Każdego, kto nie wie, jak to teraz ugryźć, zapraszam na kursy szkoleniowe, znajdujące się na naszych stronach internetowych. Jednakże dla Państwa mam krótką i łatwą odpowiedź. Kwestia, którą pani teraz poruszyła, jest indywidualna dla każdej z osób. Chce pani wierzyć w jednego czy w wielu bogów… nie ma problemu. Nikt nie ma prawa pani zakazać czcić, czego pani zapragnie. Naszym założeniem jest ochrona wolności religijnej i tożsamości płciowej każdego człowieka. W bibliotekach publicznych oraz w Internecie dostępne będą specjalne publikacje i komunikaty dotyczące tych tematów…

Nagle głośne pukanie do drzwi oderwało chłopaka od programu. Salv spojrzał w stronę kuchni. Jego mama wyglądała przez okno, kryjąc się za szafką, co wyglądało dziwnie z jego perspektywy. Tym razem pukanie przerodziło się w walenie.

– Co się dzieje? – zapytał cicho chłopak.

Kobieta jednak nie zareagowała na jego pytanie, za to bezszelestnie i powoli zbliżyła się do drzwi. Salv poderwał się na nogi i skierował w stronę schodów na piętro. Złapał się barierki, która w napiętej ciszy zaskrzypiała głośniej niż zwykle. Znajdował się on za kuchnią, przy jednym z dwóch wejść do salonu, tym bliżej okna balkonowego, prowadzącego do ogrodu. Był z dala od matki, ale słyszał jej przyspieszony oddech.

Atmosfera w domu stała się przytłaczająca i ponura, przepełniona strachem oraz niepewnością. Nigdy wcześniej nie czuł takiego ciężaru. Coraz bardziej bał się nieproszonego gościa. Walenie w drzwi nie cichło, pojawiły się krzyki.

– Mamo? – zapytał Salv.

– Nie podchodź – powiedziała stanowczo kobieta.

Na jej twarzy malowało się przerażenie i determinacja. Widać było, że zdaje sobie sprawę z powagi sytuacji i nie chce, by jej syn w niej uczestniczył. Sekundy ciągnęły się niczym minuty, a serca obojgu podeszły do gardeł. Chłopak chciał zrobić krok w stronę swojej mamy, jednak ta rzuciła mu ostre spojrzenie. Nigdy nie widział u niej takiego wzroku. Znieruchomiał, cofając się pod jego wpływem. Coś uderzyło w drzwi wejściowe z taką siłą, że całe mieszkanie zadrżało, a szklanki w kredensie zadźwięczały echem.

– Uciekaj! – krzyknęła kobieta, a w jej oczach pojawiły się łzy.

Młodzieniec jednak nie był w stanie się ruszyć. Jego wzrok utkwił w drzwiach wejściowych. Przerażenie całkowicie go sparaliżowało. Nie rozumiał, co się dzieje.

Tego dnia czytał broszury internetowe, że świat żyje już w pokoju i nie ma czym się martwić. W jego głowie brzmiało tylko jedno pytanie: „dlaczego?”.

– Co się dzieje? – zapytał ponownie. Czuł łzy spływające po policzku.

– Natychmiast! – wrzasnęła rozpaczliwie matka.

Zamek w drzwiach puścił po kolejnym silnym uderzeniu. Drzwi otworzyły się z trzaskiem, niemal uderzając kobietę w głowę. Upadła. Salv cofnął się ze strachu. Wysoki, umięśniony mężczyzna wtargnął do mieszkania, trzymając broń. Ubrany był w czarne niczym mrok ubrania. Matka patrzyła na niego, leżąc na ziemi. Nieznajomy postąpił krok do przodu, przechodząc przez próg mieszkania. Rozejrzał się powoli jak łowca wypatrujący ofiary.

Salv nie miał innego wyboru, rzucił się w stronę tarasu. Huk wystrzału zatrzymał go momentalnie, mrożąc krew w żyłach. Odwrócił się w stronę mężczyzny i dostrzegł, jak jego mama słania się na nogach. Zasłoniła go własnym ciałem. Z jej boku sączyła się krew. Salv widział, jak plama szybko się powiększa, a wnętrzności wydostają się na zewnątrz. Przed oczami miał wyłącznie czerwień krwi.

Ich spojrzenia się spotkały. Uśmiech, którym obdarzyła go matka, wstrząsnął nim do głębi.

– Dlaczego się uśmiechasz? – Poruszył ustami, ale głos nie był w stanie przebić się przez zaciśnięte gardło. Płakał.

Spojrzał ponownie na mężczyznę. Ten wycelował w niego i strzelił. Kula nie trafiła go wprost, zostawiając krwawy ślad na policzku. Nie mógł się ruszyć. Spojrzał z powrotem na matkę. Uśmiechała się. Stanęła między nim a napastnikiem, przyciskając dłoń do rany. Chwyciła za lufę broni i kolejny raz spojrzała na swojego syna.

– Jestem z ciebie dumna. Bądź dobrym człowiekiem, jak twój ojciec. – Jej usta poruszyły się jeszcze raz, lecz chłopak już nie usłyszał dźwięku.

Potężna siła uniosła go w powietrze i wyrzuciła przez taras, odrywając go od sceny rozgrywającej się w środku. Matka została pochłonięta przez kulę ognia, która wypełniła całe mieszkanie. Wybuch był tak silny, że Salv poleciał jeszcze dalej. Zarył ciałem w ziemię, rysując na trawie ślad długości około trzech metrów. Uderzenie odebrało mu dech. Metr dalej, a jego upadek skończyłby się na drzewie.

Minęło kilka długich chwil, zanim chłopak oprzytomniał. Odkaszlnął krew zalegającą mu w ustach i przekręcił się na bok, by złapać oddech. Jego dom płonął jak zapałka, a on żar ognia czuł na skórze tak intensywnie, jakby stał tuż obok budynku. Jednak ten ból był niczym w porównaniu z tym, co czuł w sercu. Wiedział, że nikt nie zdołałby tego przeżyć. Mimo to jego wzrok nie opuszczał drzwi, jakby zaraz miała się w nich pojawić mama. Mijały długie sekundy, a nadzieja gasła w nim jak płomień pozbawiony tlenu.

_Dlaczego? Dlaczego to właśnie się dzieje? Przecież miało być bezpiecznie… Mieliśmy żyć w pokoju… Co się właśnie odjebało?!_ – klął w głowie, a jego myśli krążyły chaotycznie. Próbował odnaleźć sens w wydarzeniach, lecz ostatnie słowa mamy wciąż zaćmiewały jego umysł.

– „Bądź dobrym człowiekiem, jak twój ojciec…”. Dlaczego? – wyszeptał i osunął się na kolana, płacząc.

W tle słychać było trzask palącego się domu. Salv walczył ze swoimi uczuciami. Nagle uderzył się otwartą dłonią w twarz. Wstał i otarł łzy oraz krew z policzków.

– Nie poddam się tak łatwo. Nie pozwolę, by jej śmierć poszła na marne – wyszeptał, powoli podnosząc się z ziemi. Jego nogi i ręce drżały. Każdy krok w stronę furtki ogrodowej wiązał się z bólem. Chciał zadzwonić na policję, ale szybko zauważył, że nie ma telefonu w kieszeni. Zostawił go na kanapie. Wydarzenia sprzed chwili wywróciły mu świat do góry nogami. Nie potrafił zebrać myśli.

Potrząsnął głową i pomimo sporego bólu pleców i mięśni zmusił się do biegu. Wtedy zrozumiał, w jakiej sytuacji się znajduje.

Jego dom był szeregowcem, ciasno przylegającym do innych i tworzącym z nimi długi blok mieszkalny. Dzięki temu napastnicy w czerni nie mogli go otoczyć. Przeżył tylko dlatego, że atakowano ich dom jedynie od frontu.

_To ja jestem ich celem_ – zorientował się chłopak. Zrozumiał, że mama uratowała mu życie nie raz, lecz dwa razy. Zasłoniła go własnym ciałem, a później jakaś siła wyrzuciła go z domu. Przepraszał ją w myślach, nie wiedząc, co zrobił ani dlaczego to jego ścigają.

Wtem chłopak zderzył się z czymś stojącym na jego drodze i upadł na ziemię. Szybko jednak otarł piasek z twarzy i stanął na nogi. Dostrzegł, że przed nim leży jego przyjaciółka – Mei. Dziewczyna, wyraźnie zaniepokojona, patrzyła mu prosto w oczy. Chłopak otrząsnął się i pomógł jej wstać.

– Dokąd ty się tak spieszysz? – zapytała, otrzepując się z piasku.

– Byłaś na dworze i nic nie słyszałaś?! – zawołał chłopak z niedowierzaniem. – Moją chatę wywaliło w powietrze, a ty naprawdę niczego nie słyszałaś?! – powtórzył, tym razem niemal z pretensją w głosie. Nie był w stanie powiedzieć nic więcej. Oczy znów napełniły mu się łzami.

– O czym ty mówisz?! – dopytywała Mei, coraz bardziej zaniepokojona stanem przyjaciela. – Jedyne, co słyszałam, to szczekanie psów sąsiadów – dodała z grymasem irytacji.

– Mężczyzna w czerni… – zaczął chłopak przez zaciśnięte gardło – włamał się do naszego domu… – Wziął głęboki wdech, próbując powstrzymać łzy spływające po policzkach. – Wyrzuciło mnie, a potem… potem dom już płonął… mama… nie uciekła – dokończył, ledwo utrzymując się na nogach. Czuł, jak siły opuszczają jego ciało. Bez namysłu przytulił się do przyjaciółki i rozpłakał się jak nigdy wcześniej.

Mei zrozumiała wtedy, że chłopak nie kłamie. Jego oczy przepełniało cierpienie i ból. Wyglądał jak bezradne dziecko. Dziewczyna, nie czekając, osunęła się z nim na ziemię i zaczęła głaskać go po włosach. Nie rozumiała tego, co właśnie przeżywał jej przyjaciel, ale nie mogła zostawić go samego. Otuliła go mocniej.

– Przepraszam, że nie zauważyłam tego wcześniej… – wyszeptała Mei. – To, co się stało… trudno w to uwierzyć – dodała, dopiero teraz dostrzegając ranę na jego twarzy. Fakt ten przeraził ją jeszcze bardziej. On naprawdę nie kłamał.

Oboje zastygli w ciszy. Salv starał się opanować emocje i łzy, a Mei została przy nim, okazując wsparcie swoją obecnością. Oboje mieli nadzieję, że to tylko zły sen i zaraz się obudzą. Niestety rzeczywistość okazała się okrutna.

Huk dochodzący z mieszkania Mei gwałtownie przywrócił ich do rzeczywistości. Chłopak, słysząc znajomy dźwięk, momentalnie odsunął się od dziewczyny. Spojrzał na nią przerażony, po czym wstał i chwycił ją za rękę.

– Musimy stąd odejść – wyszeptał, zbierając ostatnie resztki sił. Zaczął pomagać jej wstać.

– Co się tu dzieje? – zapytała zszokowana, oglądając się w stronę swojego mieszkania.

– Zaufaj mi, proszę – powiedział zrozpaczony i przerażony.

Mei wstała, lecz w tym momencie ich uwagę zwrócił odgłos pękającego szkła. Drzwi balkonowe w jej mieszkaniu rozpadły się z trzaskiem. Zza progu wyszedł kolejny mężczyzna ubrany w czerń. Rozglądał się niespokojnie, jakby kogoś szukał.

Salv zaczął ciągnąć przyjaciółkę. Mei stała jak zahipnotyzowana, wpatrzona w intruza na tarasie. Chłopak użył całej siły, by przeciągnąć ją dalej. To uratowało jej życie. Chwilę później napastnik wycelował i strzelił w miejsce, gdzie przed chwilą stała. Kula wbiła się w drzewo tuż obok. Mei pisnęła przerażona i rzuciła się na Salva. Chłopak wykorzystał moment i złapał ją za rękę. Zaczęli biec ścieżką w stronę wyjścia na główną ulicę. Mężczyzna ruszył ich śladem, oddając jeszcze dwa strzały. Jeden trafił w gałąź, rozpryskując ją na kawałki tuż obok głowy Salva, drugi w murek, za którym się schowali.

Nie zwlekając, chłopak pociągnął dziewczynę za sobą. Przeczołgali się na tyły jednego z domów, kryjąc się za kamienną osłoną. W ten sposób dotarli na główną ulicę. Salv wychylił się zza murku, by sprawdzić, jak wygląda sytuacja.

Zobaczył rząd ciężkich, czarnych furgonetek. Z każdej wysiadało kilku identycznie ubranych napastników. Zaskoczyło go, że jego dom już nie płonął. Ruiny przeszukiwali ludzie w ciężkim osprzęcie. Resztę mieszkań okupowali. Nikt nie mógł wyjść. Wtem jego wzrok przykuł widok, który wywołał w nim odruch wymiotny. Z mieszkania Mei wyniesiono dwa podłużne worki. Salv zasłonił usta, tłumiąc torsje. Nie pozwolił Mei spojrzeć. Dopiero gdy zwłoki zniknęły z pola widzenia, podjął decyzję o dalszej ucieczce. Mieli tylko kilka sekund. Musieli wykorzystać moment, gdy napastnicy skupieni byli na ciałach.

– Teraz! – syknął Salv i pociągnął ją za sobą. Ruszyli w stronę parku.

Przebiegli przez ulicę, unikając wzroku napastników. Dzięki temu szybko dotarli do zalesionej części osiedla. Schowali się za krzakiem. Serca biły im jak oszalałe, a oddechy rwały się w gardle. Spoceni, zmęczeni, z ubraniami brudnymi od piachu i błota przez chwilę siedzieli bez słowa. Wreszcie Mei odzyskała głos.

– Co tu się dzieje?! – zapytała roztrzęsiona, patrząc na Salva z niedowierzaniem. Widok uzbrojonych mężczyzn w ich okolicy sprawiał, że całe ciało miała napięte, a żołądek skręcał się coraz mocniej.

– Nie wiem – odpowiedział Salv. – Siedziałem przed telewizorem, oglądałem powtórkę wiadomości… I wtedy jeden z nich wpadł do mojego domu. Postrzelił mamę, a potem… nagle byłem na zewnątrz, a dom płonął – mówił chaotycznie, z trudem znajdując słowa. Ból gardła i napięcie dławiły mu głos.

– Dlaczego akurat my? – zapytała wciąż roztrzęsiona Mei.

Salv położył jej rękę na ramieniu i spojrzał jej w oczy.

– Nie wiem… – zaczął. – Ale gdybyś wtedy nie wyszła z domu… Nawet nie chcę o tym myśleć – wyszeptał, wyraźnie zmartwiony, ale i z ulgą, że jest przy nim. – Musimy teraz coś wymyślić. Cała ulica jest okupowana – zmienił temat, nie chcąc wyjawić, że to on był głównym celem tajemniczej organizacji.

– Może masz rację… – zgodziła się dziewczyna.

W tej samej chwili rozległy się syreny policyjnych radiowozów. Nie było już czasu na rozmowę. Musieli uciekać.

Napastnicy zaczęli rozbiegać się w różnych kierunkach, niektórzy wybrali park, by się ukryć. Salv znów chwycił Mei za rękę. Dziewczyna zrozumiała, że nie może się wahać. Wstała i pobiegła za nim.

Postanowili udać się w głąb parku, który gęstniał z każdą alejką. Salv przez chwilę rozważał ucieczkę w stronę miasta, by zniknąć w tłumie. Wiedział, że wśród ludzi łatwiej zgubić ścigających. Spostrzegł przerażony wyraz twarzy Mei. Otworzył usta, by coś powiedzieć, gdy nagle za ich plecami rozległ się huk.

Pocisk przeleciał ze świstem między przyjaciółmi. Salv poczuł przeszywający ból w udzie. Syknął, niemal się przewracając. Na szczęście kula tylko go drasnęła, choć spodnie szybko nasiąkały krwią. Mei patrzyła z przerażeniem na ranę, chcąc ukucnąć, by się nią zająć. Salv w porę chwycił ją za rękę i pociągnął za sobą. Znów rzucili się do ucieczki.

Strzał zaalarmował pozostałych napastników, którzy natychmiast ruszyli za nimi w pogoń. Mei obejrzała się i dostrzegła tego samego mężczyznę, który wcześniej wyszedł z jej mieszkania. Zrozumiała, że jego jedynym celem jest ich uśmiercenie. Przełknęła ślinę, czując na karku oddech śmierci.

W tym czasie Salv skupiał się na tym, aby utrzymać dystans od agresorów po prawej stronie. Wbiegł między drzewa, uniemożliwiając napastnikom czysty strzał.

– Salv! Spójrz! – krzyknęła nagle Mei. Wpatrywała się w świecący punkt przed nimi.

Chłopak zmrużył oczy, usiłując coś dostrzec. Ledwo łapał oddech, a siły opuszczały go z każdą sekundą. Nie chciał nawet myśleć, że zaraz zostaną zamordowani. Bez szansy na ratunek. Spojrzał na Mei rozkojarzony. Był gotów osłonić ją własnym ciałem. Oddać za nią życie.

– No mówię przecież! – wrzasnęła jeszcze raz. – Tam ktoś do nas macha! – zawołała z nadzieją.

W oddali, na skraju lasu, gdzie rozciągał się gąszcz nieprzepuszczający nikogo w głąb, pojawiło się coś nietypowego. Ciemna sylwetka, otulona przez promienie światła, odgarniała krzaki i zapraszała nastolatków do siebie.

Salv spojrzał na Mei jeszcze raz i słabo się uśmiechnął, potwierdzając, że widzi to samo co ona. Rzucili się w tamtą stronę.

Byli coraz bliżej. Postać zniknęła, lecz światło wciąż migotało. Para przyjaciół przyspieszyła jeszcze bardziej, eksploatując swe wyczerpane ciała do granic możliwości. Nagle Salv poczuł, że coś ciągnie go za ramię.

– Mam cię! – powiedział grubym głosem jeden z napastników, uśmiechając się z satysfakcją.

Właśnie w tym momencie chłopak stracił równowagę i runął z przeciwnikiem w krzaki, tworząc wyrwę w zaroślach. Chwilę później Mei wpadła tam za nimi z rozpędu. Jedynym, co udało im się dostrzec przed upadkiem, była rozległa polana skąpana nienaturalnym światłem bijącym z jej środka.

Na środku stał spory głaz o dziwacznym kształcie i pionowym wgłębieniu przypominającym misę. Wewnątrz znajdowała się błękitna ciecz, delikatnie poruszana podmuchem wiatru. Wszystko wyglądało mistycznie, a jednocześnie realnie.

Salv wraz z napastnikiem wpadli wprost w dziwną wodnistą materię. Mei nie wahała się długo i sama weszła w jej otchłań. Poczuli się jak w stanie nieważkości, zanurzeni w bezkresnych wodach oceanu. Każdy ruch był trudny, ociężały. Zmęczenie potęgowało się z każdą próbą. Nie mogli się temu przeciwstawić. Musieli się poddać i pozwolić, by pochłonął ich mrok.
mniej..

BESTSELLERY

Menu

Zamknij