Facebook - konwersja
Nieistotne - Ebook (Książka EPUB) do pobrania w formacie EPUB
Pobierz fragment

Nieistotne - ebook

Format ebooka:
EPUB
Format EPUB
czytaj
na czytniku
czytaj
na tablecie
czytaj
na smartfonie
Jeden z najpopularniejszych formatów e-booków na świecie. Niezwykle wygodny i przyjazny czytelnikom - w przeciwieństwie do formatu PDF umożliwia skalowanie czcionki, dzięki czemu możliwe jest dopasowanie jej wielkości do kroju i rozmiarów ekranu. Więcej informacji znajdziesz w dziale Pomoc.
Multiformat
E-booki w Virtualo.pl dostępne są w opcji multiformatu. Oznacza to, że po dokonaniu zakupu, e-book pojawi się na Twoim koncie we wszystkich formatach dostępnych aktualnie dla danego tytułu. Informacja o dostępności poszczególnych formatów znajduje się na karcie produktu.
, MOBI
Format MOBI
czytaj
na czytniku
czytaj
na tablecie
czytaj
na smartfonie
Jeden z najczęściej wybieranych formatów wśród czytelników e-booków. Możesz go odczytać na czytniku Kindle oraz na smartfonach i tabletach po zainstalowaniu specjalnej aplikacji. Więcej informacji znajdziesz w dziale Pomoc.
Multiformat
E-booki w Virtualo.pl dostępne są w opcji multiformatu. Oznacza to, że po dokonaniu zakupu, e-book pojawi się na Twoim koncie we wszystkich formatach dostępnych aktualnie dla danego tytułu. Informacja o dostępności poszczególnych formatów znajduje się na karcie produktu.
(2w1)
Multiformat
E-booki sprzedawane w księgarni Virtualo.pl dostępne są w opcji multiformatu - kupujesz treść, nie format. Po dodaniu e-booka do koszyka i dokonaniu płatności, e-book pojawi się na Twoim koncie w Mojej Bibliotece we wszystkich formatach dostępnych aktualnie dla danego tytułu. Informacja o dostępności poszczególnych formatów znajduje się na karcie produktu przy okładce. Uwaga: audiobooki nie są objęte opcją multiformatu.
czytaj
na tablecie
Aby odczytywać e-booki na swoim tablecie musisz zainstalować specjalną aplikację. W zależności od formatu e-booka oraz systemu operacyjnego, który jest zainstalowany na Twoim urządzeniu może to być np. Bluefire dla EPUBa lub aplikacja Kindle dla formatu MOBI.
Informacje na temat zabezpieczenia e-booka znajdziesz na karcie produktu w "Szczegółach na temat e-booka". Więcej informacji znajdziesz w dziale Pomoc.
czytaj
na czytniku
Czytanie na e-czytniku z ekranem e-ink jest bardzo wygodne i nie męczy wzroku. Pliki przystosowane do odczytywania na czytnikach to przede wszystkim EPUB (ten format możesz odczytać m.in. na czytnikach PocketBook) i MOBI (ten fromat możesz odczytać m.in. na czytnikach Kindle).
Informacje na temat zabezpieczenia e-booka znajdziesz na karcie produktu w "Szczegółach na temat e-booka". Więcej informacji znajdziesz w dziale Pomoc.
czytaj
na smartfonie
Aby odczytywać e-booki na swoim smartfonie musisz zainstalować specjalną aplikację. W zależności od formatu e-booka oraz systemu operacyjnego, który jest zainstalowany na Twoim urządzeniu może to być np. iBooks dla EPUBa lub aplikacja Kindle dla formatu MOBI.
Informacje na temat zabezpieczenia e-booka znajdziesz na karcie produktu w "Szczegółach na temat e-booka". Więcej informacji znajdziesz w dziale Pomoc.
Wydawnictwo:
ISBN:
978-83-8083-042-4
Język:
Polski
Data wydania:
1 listopada 2015
Rozmiar pliku:
1,1 MB
Zabezpieczenie:
Watermark
Watermark
Watermarkowanie polega na znakowaniu plików wewnątrz treści, dzięki czemu możliwe jest rozpoznanie unikatowej licencji transakcyjnej Użytkownika. E-książki zabezpieczone watermarkiem można odczytywać na wszystkich urządzeniach odtwarzających wybrany format (czytniki, tablety, smartfony). Nie ma również ograniczeń liczby licencji oraz istnieje możliwość swobodnego przenoszenia plików między urządzeniami. Pliki z watermarkiem są kompatybilne z popularnymi programami do odczytywania ebooków, jak np. Calibre oraz aplikacjami na urządzenia mobilne na takie platformy jak iOS oraz Android.
28,00
Cena w punktach Virtualo:
2800 pkt.

Nieistotne - opis ebooka

Zbliżała się połowa XXII wieku, kiedy Anna została naczelnikiem więzienia w Nanterre. Tego samego więzienia, którym kiedyś zarządzał jej ojciec i w którego piwnicach jako dziecko spotkała tajemniczego człowieka. Jego jedno jedyne spojrzenie odcisnęło piętno na całym jej życiu.

To spojrzenie zmieniło także życie wielu innych osób – tych żyjących na tym świecie, tych umierających wraz z naszą cywilizacją i tych, które przybyły z innych planet. Kim jest ten człowiek, który za swoją niezwykłość płaci wielką cenę? Czy dla niego też miało znaczenie spojrzenie małej dziewczynki? Odpowiedzi na te pytania są więcej niż zaskakujące.

FRAGMENT KSIĄŻKI

ROZDZIAŁ 1

OD GODZINY STAŁA W KORKU. Póki co nie martwiła się o to, że się spóźni. Celowo wyjechała dwie godziny wcześniej. Poza tym nawet jeśliby się spóźniła, to nie poniosłaby żadnych konsekwencji. W końcu to ona była szefową. Naczelniczką. Co prawda nadal miała nad sobą całą drabinę funkcjonariuszy Agencji Bezpieczeństwa, ale oni nie zajmowali się tak błahymi sprawami jak punktualność pracowników kadry zarządzającej.

Jedyny dyskomfort, jaki czuła, pochodził z wnętrza jej głowy. Takiej batalii myśli nie przeżywała od dawna. Było tyle pytań i tyle spraw, które nie pozwalały jej w nocy spać. Od tygodni chodziła niewyspana. Jednak zza tej góry trudności przebijała coraz wyraźniej wizja ulgi. W końcu po tylu latach będzie miała możliwość rozwiązania największej zagadki swojego życia. Czy znajdzie odpowiedzi na wszystkie pytania? Tego nie wiedziała. Zdawała sobie natomiast sprawę, że perspektywa poznania tajemnicy, która towarzyszyła jej od dzieciństwa, będzie teraz bliżej niż kiedykolwiek. Niemal na wyciągnięcie ręki. Pomimo tego, że była zmęczona, że biła się z myślami, była też tym faktem niezmiernie podekscytowana.

Anna zagryzła dolną wargę i spojrzała przez przednią szybę do góry, opierając łokcie na kierownicy. Droga na drugim poziomie też była zakorkowana. Przez rzęsiście padający na szybę deszcz nie mogła dostrzec drogi na pierwszym poziomie, mimo iż wycieraczki śpieszyły się, jak mogły. Podejrzewała jednak, że tam też jest korek. Ruch na pierwszym szlaku powietrznym mógł jakoś płynąć, wolno bo wolno, ale cały czas po trochu do przodu. Żałowała, że nie zostawiła auta i nie poleciała powietrzem, komunikacją miejską.

Oderwała myśli od przyziemnych spraw i opadła na oparcie fotela.

Zagadka z dzieciństwa. Jej życiowa zagadka! Co działo się w podziemiach bloku H więzienia rejonowego? Przywołała z pamięci obraz zdarzenia, które tak bardzo odcisnęło ślad na jej psychice: Dawno temu wraz ze swoim kolegą Connerem odbywali wstępne praktyki zawodowe w więzieniu, w biurze jej ojca, który był tam naczelnikiem. To ojciec załatwił im te praktyki. Mieli szczęście, bo większość kolegów i koleżanek z klasy odbywała praktyki na przykład w fabrykach, szpitalach czy sekcjach transportowych, a to wiązało się z pracą fizyczną. Oni natomiast pracowali umysłowo. Zajmowali się dokumentacją i sprawami więźniów. Oczywiście tymi sprawami, którymi mogli zajmować się dziesięciolatkowie dopiero poznający aspekty przyszłego, dorosłego życia w społeczeństwie. Często się nudzili i wynajdywali sobie przeróżne zabawy dla zabicia czasu. Pewnego razu przeprogramowali robota obsługowego. Włamując się do jego bazy danych, odkryli, że wśród wielu obowiązków ma też za zadanie zawozić posiłki i środki higieniczne do czwartego poziomu piwnicy bloku H. Nie wahali się ani chwili i zorganizowali sobie kryjówkę pod wózkiem, na którym jechało jedzenie. Bali się wtedy jak cholera, ale ekscytacja wygrała z rozsądkiem. Jechali długo plątaniną korytarzy i kilkoma windami. Robot z przeprogramowanymi czujnikami nie zwracał uwagi na to, że na spodzie wózka wiezie ludzi. A oni, przytuleni do siebie, czuli, jakby przeżywali największą przygodę swego życia. Nie myśleli wtedy o konsekwencjach swojego działania.

Gdy robot dotarł do podziemi, do swojego celu, stało się to, co, prawdę mówiąc, ukształtowało jej życie. To, co nie dawało jej spokoju od dwudziestu lat. Gdy odchylili szary, zwisający niemal do podłogi obrus, spostrzegli, że w tak wielkim, pustym pomieszczeniu znajduje się tylko jedna cela. Widzieli czyjeś nogi, jakąś postać odzianą w jednolity, szary, więzienny kombinezon. Słyszeli, jak ten ktoś zabiera tacę z posiłkiem i wsuwa ją do swej celi przez poziomą, szeroką szparę w kratach. I usłyszeli też głośne westchnienie. Nie wiedziała, czy Conner czuje to samo, ale ona była pewna, że tajemniczy więzień spostrzegł, że tam byli, wyczuł ich obecność. Czuła na sobie jego spojrzenie. I wtedy zdecydowała się odchylić obrus jeszcze bardziej i spojrzeć. Conner chciał ją powstrzymać, ale nie udało mu się. Gdy tylko wychyliła się na tyle, aby spojrzeć ku górze, spostrzegła, że tamte oczy już na nią patrzą. To była sekunda, może dwie, zanim ponownie się schowała. W tym krótkim czasie to spojrzenie wryło się głęboko w jej pamięć. Spojrzenie dziwnych, szarych oczu. Spojrzenie, którego nie zapomniała i nigdy nie zapomni. Tak głębokie, agresywne, ale i wyrozumiałe.

Byli jeszcze dziećmi. Może mieli za mało wyobraźni, a może po prostu byli zbyt głupi. Kiedy robot odwiózł ich na górne piętra w pobliże biura naczelnika, czekał na nich już tuzin strażników i kilku funkcjonariuszy „szarej policji”. Dlaczego przypuszczali, że czujniki robota są jedynymi zabezpieczeniami przed intruzami próbującymi się dostać do zamkniętej strefy?

Od tamtej pory już nigdy nie była tak nieostrożna i tak głupia.

Przypomniała sobie też spojrzenie jednego z funkcjonariuszy Agencji Bezpieczeństwa, który kierował broń w ich stronę. Widziała w jego oczach pół sekundy zawahania. Gdyby nie to zawahanie, gdyby nie jeden krok jej ojca, to zastrzeliłby ich. Była tego pewna.

Potem były tylko kłopoty. Ojciec nie stracił pracy dzięki wpływom i znajomości osób na wysokich stanowiskach. Pamiętała częste przesłuchania, niezapowiedziane wizyty policjantów w ich domu. Podsłuchała, jak jej ojciec mówił: „Jest jeszcze dzieckiem. Nie wie, co zrobiła. Zapomni o tym. Ja dołożę wszelkich starań, aby wymazać to z jej pamięci”. Przez następny rok była bacznie obserwowana i śledzona. Bała się. Wiedziała, że jeśli choć jednym słówkiem wspomni o tamtej sytuacji, to w najlepszym przypadku zamkną ją w szpitalu psychiatrycznym i fizycznie usuną to wspomnienie z jej głowy, a w najgorszym – zginie. Nie było kar śmierci dla dzieci, ale mógł jej się oczywiście zdarzyć jakiś „wypadek”.

Tak się właśnie zachowywała przez kolejne lata, jakby zapomniała, jakby myśl o tamtym zdarzeniu uszła z jej głowy wraz z wieloma innymi młodzieńczymi wybrykami. Od tamtego zajścia nie widziała się i nie rozmawiała z Connerem. Jego rodzice zabronili mu się z nią spotykać, a wkrótce później przeprowadzili się do innego miasta.

Z czasem nauczyła się z tym żyć. Wiedziała doskonale, że służby bezpieczeństwa jej nie odpuściły. Może zwyczajnie do tego przywykła, a może rzeczywiście „szara policja” przestała ją śledzić. Wiedziała natomiast, że nadal ją obserwują. Gdy miała siedemnaście lat, podjęła staż w najlepszej szkole bezpieczeństwa wewnętrznego w Waszyngtonie. Sama podróż do Ameryki była dla niej wspaniałym przeżyciem, ale już na lotnisku zauważyła niepokojący fakt, że obiektywy kamer zbyt często kierują się „przypadkowo” w jej stronę. W hotelu w Waszyngtonie wynajęła pokój, a potem poszła coś zjeść. Gdy wróciła, recepcjonistka poinformowała ją o fatalnej pomyłce. Powiedziała, że pokój, który wynajęła, jednak jest zajęty. Przepraszała uniżenie i wielokrotnie za ten błąd, a w zamian za niedogodności zaproponowała apartament w cenie pokoju. Apartament był świetny, przestronny i wygodny, ale znajdował się niemal na szczycie wieżowca i miał okno wielkie jak cała ściana. Widać było z niego piękną panoramę miasta, ale w pobliżu biegł akurat trzeci powietrzny szlak. Wiedziała, że będą z powietrza zaglądać jej przez okno. Będzie jak na tacy, w podczerwieni i na podsłuchu.

Nauczyła się też świetnie kłamać i grać różne role, ale mimo to pozostawała tą samą osobą ukrywającą głęboko wewnątrz siebie tajemnicę swojego życia. Nigdy nikomu nie powiedziała o człowieku w piwnicy bloku H. I najpiękniejsze było to, że po wielu trudach, po odejściu jej matki, po tragicznej śmierci jej ojca, który zmarł na zawał serca, po wszystkich tych trudnościach, każdy jej krok przybliżał ją do celu. Została naczelnikiem tego samego więzienia, w którym naczelnikiem wiele lat wcześniej był jej ojciec. Całe swoje życie podporządkowała jednemu nadrzędnemu celowi – wrócić do tej piwnicy i dowiedzieć się, co właściwie się tam działo.

Los jej sprzyjał. Trzy miesiące temu została zakończona przebudowa Rejonowego Zakładu Karnego. W miejscu, gdzie kiedyś znajdował się oddział dla mężczyzn, i którego naczelnikiem był jej ojciec, teraz znajdował się oddział dla kobiet. To pozwoliło jej objąć posadę naczelnika w tym samym gmachu, który skrywał jej tajemnicę. Gdyby nie to, nie miałaby aż tak dużych szans na rozwiązanie tej zagadki, ponieważ kobiety nie mogły obejmować stanowisk naczelnych w zakładach dla mężczyzn i odwrotnie. Najwidoczniej wielkie szczęście uśmiechnęło się do niej.

Nie miała ścisłego planu działania, ale była pewna, że dokopie się do informacji, kim był człowiek w piwnicy bloku H.ROZDZIAŁ 2

PRZYJECHAŁA JEDNAK SPÓŹNIONA. Na szczęście niewiele, bo tylko piętnaście minut. Miała rację, twierdząc, że nikt nie będzie kontrolował, czy pojawia się dokładnie o czasie. Mimo wszystko miała psychiczny dyskomfort z tego powodu. Po prostu nie lubiła się spóźniać.

Wchodząc do ogromnego holu gmachu więziennego, zastanawiała się przez chwilę, na czym właściwie polegać będzie jej praca. Prawdopodobnie głównie na sprawach biurowych. Czasy, w których stanowisko naczelnika zakładu karnego wiązało się z potężną odpowiedzialnością panowania nad całym zakładem, więźniami, służbą strażniczą, potrzebami i problemami, minęły już dawno. O takiej pracy czytała w starych książkach. Obecnie każdy skazany był chemicznie lub elektronicznie uwarunkowany. Potulny jak baranek. Miły, grzeczny i wyleczony z choroby, jaką jest złe postępowanie. Cóż więc miał robić naczelnik? Przeglądał papierki z informacjami o przyjętych i wypisanych więźniach. Resztą zajmowali się podlegli mu funkcjonariusze.

Stawiając się w swoim nowym miejscu pracy, Anna zachowywała się pewniej niż zazwyczaj. Przybrała też chłodną i pozbawioną jakichkolwiek uczuć prezencję.

Na pierwszej bramie strażniczej poszło gładko. Kobieta o sylwetce lekkoatletki powiedziała tylko: „Dzień dobry, miło panią poznać”, po czym skierowała wzrok na odczyt skanera siatkówki. Anna kiwnęła tylko głową i mruknęła: „Dziękuję”.

Na drugiej bramie, tej, przez którą przejść mogli tylko pracownicy służby wewnętrznej, też obyło się bez jakichkolwiek problemów.

Natomiast kłopot pojawił się na trzydziestym drugim piętrze i trzeciej bramie, która oddzielała całe piętro od jej własnego biura.

– Poproszę dowód tożsamości i odczyt DNA – powiedział po pięciu sekundach wahania młody strażnik.

– Jestem pana nową szefową, wie pan o tym? – odrzekła Anna głosem „złej szefowej”.

– Tak przypuszczam. Jednak nie znam pani. Jeśli widzę panią po raz pierwszy, to moje obowiązki nakazują mi sprawdzić dowód tożsamości i odczyt ze skanera DNA – upierał się strażnik.

– Niech pan pomyśli logicznie. Przeszłam przez dwie bramki bez problemu i kieruję się w stronę swojego biura. Skaner siatkówki potwierdził moją tożsamość, to dowód, że nie jestem terrorystką, która ukradła dokumenty i oczy Anny Meyer. – Złożyła ręce na piersi i przyjrzała mu się uważnie.

Wahał się przez chwilę.

– Mimo wszystko poproszę o dowód tożsamości i odczyt DNA.

Westchnęła głęboko. Sięgnęła do torebki, wyjęła swoją kartę tożsamości i podała ją młodemu strażnikowi. Następnie położyła dłoń na czarnym panelu znajdującym się na szerokim, metalowym biurku, za którym siedział nadgorliwy funkcjonariusz. Poczuła delikatne ukłucie po wewnętrznej stronie dłoni.

Strażnik rzucił okiem na jej kartę i na ekran z odczytem DNA. Po chwili powiedział uprzejmym głosem:

– Dziękuję za współpracę, proszę pani. Drzwi do pani biura są już otwarte.

Wzięła swoją kartę, ale nie odeszła od jego biurka. Przyglądała mu się z zimnym wyrazem twarzy.

– Ja też dziękuję za tak krótką współpracę. Od jutra pan tu nie pracuje.

Odwróciła się na pięcie i poszła do swojego biura – kilka kroków korytarzem na wprost i w pierwsze (i jedyne za bramką) drzwi po prawej.

Próbował tłumaczyć się i przepraszać, wołając za nią. Nie odwracała się.

Weszła do swojego biura. Rozejrzała się. Ściany były ozdobione gustowną imitacją drewna. Ładne meble były wykonane z tego samego materiału. Poza tym znajdowały się tu wysokie kwiaty, duże okna z widokiem na miasto, gruby dywan, szerokie biurko w tym samym, dobrym stylu oraz duży, wygodny fotel.

Płaszcz powiesiła na wieszaku, torebkę położyła na stojaku tuż obok fotela, po czym ostrożnie zasiadła za biurkiem. Odetchnęła. Odchyliła głowę do tyłu zaskoczona wygodą, którą otoczył ją fotel.

Zastanawiała się przez chwilę nad tym, jak potraktowała strażnika przed wejściem do biura. Nie wiedziała, od jak dawna tu pracował. Wymyśliła, że powinna w jakikolwiek sposób pozbyć się ze swego najbliższego otoczenia osób współpracujących z poprzednim zarządcą, a na ich miejsca przyjąć nowe osoby, które mogła sobie zjednać. To ułatwiłoby jej niektóre działania mające na celu rozwiązanie jej zagadki. Jednak teraz nie była już zupełnie pewna, czy postąpiła dobrze. Czy zwalniając go, zdradza, że coś kombinuje, czy może po prostu gra rolę złej szefowej? Jak powinna to rozegrać? A może uda jej się wyciągnąć z młodego strażnika jakieś informacje? Może słyszał jakieś plotki albo mity krążące wśród strażników na temat tego, co działo się kiedyś w piwnicy?

Podjęła decyzję. Westchnęła i wyszła z biura. Gdy stanęła przy jego biurku, zerknął tylko na nią, po czym przeniósł spłoszony wzrok na monitory wystające z blatu.

– Odwołuję to, co powiedziałam – rzekła spokojnym głosem.

Podniósł wzrok i spojrzał jej w oczy.

– Proszę pani, ja tylko wykonuję swoje obowiązki. Chciałem dobrze i dokładnie wykonać swoją pracę. Zostałem poinformowany o pani przybyciu, mam pani profil w komputerze, ale wymagane jest, aby nowej osobie, bez względu na stanowisko, sprawdzić kartę tożsamości i zrobić skan DNA – wytłumaczył się nieco urażonym tonem.

– Nie wiedziałam o tych procedurach – skłamała – dlatego cofam to, co powiedziałam. Będzie pan nadal tutaj pracował, zwłaszcza że robi pan to dobrze.

Uśmiechnął się lekko i wyglądało na to, że silne napięcie całkowicie z niego zeszło.

Nie omieszkała przyjrzeć mu się też okiem normalnej kobiety. Kto wie, może będzie nawet trzeba lekko go uwieść, dać mu jakiś sygnał, żeby poczuł się bliżej niej. Może nawet umówić się z nim. Był młodszy od niej o jakieś dziesięć lat, ale nie uważała, że mógłby wyglądać przy niej jak dzieciak. Był wysoki i chyba nieźle zbudowany. Miał czarne, krótkie włosy lekko zaczesane na bok. Mundur leżał na nim dobrze – czyściutki, wyprasowany.

„Całkiem przystojny chłopak” – pomyślała.

Uśmiechnęła się delikatnie i skierowała ponownie do swego biura. Przyszło jej do głowy, aby coś jeszcze mu powiedzieć, może zażartować, może wytłumaczyć, że też się stresuje pierwszym dniem swojej nowej pracy, ale doszła do wniosku, że potrzebny jest dystans. Dystans i cierpliwość.

*

Siedząc w wygodnym fotelu za swoim biurkiem, rozmyślała o tym, co powinna zrobić w pierwszej kolejności. Jak ugryźć pierwszy kęs swojej zagadki. Miała pracę do wykonania. Musiała wypełnić sporo formularzy, ale odłożyła to całkowicie na bok. „Nie dziś” – myślała. Wolałaby zająć się tym, co naprawdę ją tu przywiodło, ale nakazała sobie cierpliwość. Zdawała sobie sprawę z tego, że nie wolno jej brać się za to od razu, a przede wszystkim nie wolno jej zdradzać się ze swoim zamiarem. Jednak ta cholerna chęć rozwiązania zagadki była nie do zniesienia. Nie dziś – powtarzała sobie.

Po trzech godzinach intensywnego rozmyślania wzięła się za wykonywanie swoich nowych obowiązków.

*

Pierwszy dzień w pracy minął. Był niezbyt trudny. Najpierw trochę kombinowania z młodym strażnikiem na recepcji. Potem papierkologia i krótka wycieczka po całym więzieniu, którą zorganizowano w celu pokazania jej, jak wielkim gmachem będzie zarządzać. Oprowadzało ją zbyt wiele osób i zbyt krótko to trwało, aby mogła wyciągnąć jakieś istotne informacje. Potem były odwiedziny pierwszego zastępcy – czarnowłosej kobiety w wieku około czterdziestu lat; jej imię wyleciało Annie z głowy. Następnie odwiedziny drugiego zastępcy, miłej, młodej dziewczyny mówiącej o tym, że trzeba iść na drinka. Jej imienia też nie zapamiętała. Dalej – odwiedziny trzeciego zastępcy, bezbarwnej dziewczyny o przesadnie szczupłej sylwetce, która prócz owej budowy nie miała chyba w sobie nic wartego zapamiętania (póki co). Potem lunch w bistro i czytanie w spojrzeniach otaczających ją ludzi. Na podstawie tych spojrzeń można by napisać tysiąc historii, począwszy od tych erotycznych, jak to facet z dyżurki umawia się z nią na drinka, a potem zaciąga do łóżka – wydawało się jej, że właśnie to mówił pracujący tam funkcjonariusz do kolegi, z którym siedział przy stoliku – aż po historie o morderstwie tej suki – naczelniczki. Następnie była kolejna papierkologia, a potem już tylko droga do domu.

Pierwszy dzień, a tyle negatywnych emocji. Taki był ówczesny świat. Ludzie sobie nie ufali. Często patrzyli na siebie wilkiem. Pracuj, kupuj, żryj, umieraj. Pozwól wzbierać tej wewnętrznej frustracji, ale udawaj, że ona nie istnieje. Pozwól się przerobić. Pracuj więcej, kupuj droższe i lepsze rzeczy, bądź przykładnym konsumentem. Jeśli coś w twym domu nosi ślady starości w postaci kilku rys lub zmatowienia – wyrzuć to i kup nowe, lepsze. Kup drugą generację sprzętu, która od pierwszej różni się kolorem i napisem: „druga generacja”. Kup drugą generację papieru toaletowego; pierwsza jest dla ludzi biedniejszych od ciebie. Nie pozwól innym pomyśleć, że jesteś biedniejszy – zdobądź lepszą pracę i pracuj więcej. Wtedy będzie cię stać na to, co lepsze. Z nikim nie dziel się swoimi rzeczami. Dziel się z innymi tylko twoją obecnością w zatłoczonym świecie, ponieważ to, co zdobyłeś, należy tylko do ciebie. A potem umrzyj; niech narodzi się z twoich zwłok druga generacja idealnych konsumentów.

Anna wcale nie była egotyczką. Nie była również samolubem. Zdawała sobie sprawę, w jakim świecie żyła. Nie opierała mu się, bo każdy opór rodził poważne problemy. Po prostu starała się stać z boku. Rozumiała wszystkie dziwności, które ją otaczały. Miała po prostu to szczęście, że w jej życiu istniał jakiś poważny cel. I nie jakiś tam sobie typowy cel, ale prawdziwa tajemnica, prawdziwa zagadka do rozwiązania. Była jak odkrywca z dawnych opowieści, który przeczesywał ruiny na końcu świata, aby dotrzeć do skarbu, którego ślad odkrył na starej mapie. Mając ten cel, mogła znieść wszystko, mogła stać się przezroczysta dla świata, którego nie akceptowała.

*

Wracając do domu, również stała w korku, ale znacznie mniejszym niż ten z rana.

Deszcz przestał padać. Włączyła autopilota, rozsiadła się wygodnie w fotelu i obserwowała miasto skąpane w pomarańczowym świetle słońca z wolna chowającego się za drapaczami chmur. Kochała widok miasta, nawet jeśli nie kochała pędu życia. Widziała wstęgi tysięcy dróg i setek tysięcy pojazdów na wszystkich poziomach miasta. Widziała powietrzne szlaki i latające pojazdy jak malutkie robaczki ciągnące się wstęgami w różnych kierunkach. Wokół błyszczały miliony świateł, dużych i małych. A wszystko to wplecione było w ten bezkresny, metalowy, kolczasty twór, teraz zdominowany blaskiem chylącej się ku zachodowi, przysłoniętej mgłą gwiazdy.

Rozmyślała o tym, co będzie dalej. Niestety odkryła pierwszą przeszkodę – swoją niecierpliwość. Nie potrafiła tego w sobie stłumić. Nie potrafiła sobie wytłumaczyć: tyle lat czekałaś, to teraz trochę zwłoki cię nie zbawi! Najchętniej poszłaby jutro po przepustkę do dolnych poziomów więzienia i po prostu weszła do tej piwnicy.

„Jak to rozegrać? Jak to się skończy? – pytała sama siebie. – Czy lepiej zrobić to powoli, wpaść w trakcie kombinowania i dostać ewentualnie kulkę w głowę, zanim odkryje tajemnicę? Czy może lepiej po prostu pójść tam, odkryć ją i wtedy dostać kulkę, ale umrzeć z rozwiązaną już zagadką? A może nie będzie żadnej kulki? Może wcale nie grozi mi śmierć? Może ta śmiertelnie niebezpieczna tajemnica to tylko moje urojenie?”

Postanowiła być cierpliwa. Ustaliła, że jutro dowie się, czy cokolwiek dziwnego dzieje się wokół piwnicy. Sprawdzi wszystkie procedury, począwszy od ilości wydawanych posiłków, skończywszy na ruchu robotów użytkowych.

Będzie sporo pracy. Doszła do wniosku, że powinna zrobić wszystko, żeby dobrze się wyspać.

Jednak kiedy była już w łóżku, znowu nie mogła usnąć.ROZDZIAŁ 3

DRUGIEGO DNIA WYBRAŁA DROGĘ POWIETRZNĄ i komunikację miejską. Pozwoliła sobie na jednoosobową kapsułę. Jeśli już rezygnować z auta, to nie po to, żeby tłoczyć się w ciasnym powietrznym autobusie.

Leżała rozłożona wygodnie w fotelu i oceniała dzisiejsze korki. Były znacznie mniejsze niż wczorajsze. Pogoda była lepsza, niebo bezchmurne, to i ruch uliczny nabrał płynności.

Po lewej ciągnęła się betonowa ściana odgradzająca siedemdziesiątą piątą ulicę od zabudowań miasta. Wyświetliła się na niej reklama osobista i przesuwała wraz z jej kapsułą. Był to miły dla oka obraz śpiącej kobiety, otulonej puszystą kołdrą. Jednocześnie z wyświetleniem obrazu w jej kapsule odezwał się głośnik:

– Jesteś zmęczona? Niewyspana? Zanurz się w miękkim śnie. Pomogą ci w tym tabletki Nasen firmy Co-Corp Pharmaceutics…

– Wal się! – syknęła i nagłym ruchem wyłączyła głośnik.

Tak, była zmęczona i niewyspana i to bardzo, ale teraz nie miało to znaczenia. Miała ważniejsze rzeczy na głowie.

„Jak to rozegrać?” – zadawała sobie pytanie.

Spojrzała w górę. Usunęła z górnej, półkolistej szyby kapsuły wszystkie wiadomości, prognozy pogody i reklamy, rozrzucając je gestem dłoni na boki i do tyłu. Uczyniła szybę całkowicie czystą i przyglądała się miastu rozpościerającemu się ponad jej głową. Wyglądało to tak, jakby leżała w gęstym, metalowym lesie. Filary podtrzymujące wyższe poziomy miasta oraz wieżowce były pniami drzew. Każda droga, ulica, chodnik, pomost byłyby gałęziami. A mniejsze budynki, kawiarnie, garaże, platformy były liśćmi. Co prawda nigdy nie była w prawdziwym lesie, a tylko w parku i sztucznym rezerwacie, ale była niemal pewna, że tak właśnie wyglądałby gęsty las z perspektywy człowieka leżącego pod drzewem.

Przyznała się przed sobą, że nieco się pogubiła. Rok temu pomyślałaby, że będzie łatwo, że będzie z górki. Wyobrażała sobie, że kiedy znajdzie się już blisko wyjaśnienia swojej życiowej zagadki, to będzie miała czyste myśli, trzeźwy umysł i anielską cierpliwość. Tymczasem pozwoliła sobie na to, aby trochę przestać nad tym panować. Postanowiła się uspokoić i nie upaść przed samą metą.

*

Kapsuła zatrzymała się na trzecim poziomie, na przystanku dla kapsuł osobistych przy Bulwarze Ikara. Gdy Anna opuściła ją, ta zamknęła się i po cichutku oddaliła, aby posłużyć następnej osobie.

Anna spojrzała na zegarek. Do rozpoczęcia pracy miała niecałą godzinę. Trochę ją to rozzłościło, przecież mogła spędzić tę godzinę w łóżku, próbując nadrobić niedospaną noc. Cóż, tak to niestety wyglądało, że jak człowiek rozpoczyna nową pracę, to przez pierwszy miesiąc dostraja trasę oraz czas podróży do pracy i z powrotem.

Dokładnie za nią znajdowała się wysoka ściana, sięgająca niemal do drugiego poziomu, upstrzona reklamami. To była ściana więzienia, w którym pracowała. Po prawej i po lewej stronie ciągnęła się ulica siedemdziesiąta piąta, przy której, prócz samego ogromnego więzienia, mieściło się centrum policyjne, kilkanaście mniejszych i większych zakładów wytwórczych oraz bloki mieszkalne dla ludzi klasy robotniczej. A prócz tego setki barów i kafejek. Przed Anną natomiast rozciągał się park z szerokimi alejkami, hybrydowymi drzewami, oczkami wodnymi i mostkami.

„Nadgorliwość jest gorsza od faszyzmu” – pomyślała w kontekście rozpoczęcia pracy godzinę wcześniej, po czym ruszyła schodami w dół, przed siebie, w stronę parku.

Usiadła na pierwszej wolnej ławce, wyłączyła i ściągnęła okulary oraz odchyliła głowę do tyłu, wystawiając twarz na ciepłe promienie kwietniowego słońca. Odetchnęła głęboko.

Ciche bzyczenie dobiegające z prawej strony przerwało jej tę chwilę wytchnienia. Dron reklamowy zbliżył się, unosząc się na wysokości jej twarzy, i wyświetlił reklamę.

„Jesteś zmęczona i rozdrażniona. Nie martw się. Stres codzienny dotyczy ponad siedemdziesięciu procent ludzi…” – popłynęło z głośników drona. Obraz ukazał ją samą siedzącą na ławce i zapatrzoną w piękny, błękitny ocean rozpościerający się przed nią zamiast parku.

Rzuciła okiem, ale nie słuchała. Gdy reklama się skończyła, Anna uśmiechnęła się i podziękowała.

„Jak będę ciągle wkurzona, to nie przestaną mi polecać prochów na uspokojenie przez następne pół roku” – pomyślała, odprowadzając drona wzrokiem.

Potem siedziała po prostu na ławce i starała się nie myśleć o niczym, łapiąc jak najwięcej pozytywnej energii i jak najbardziej się wyciszając.

*

Będąc już w swoim biurze, starała się zagłębić w swojej faktycznej pracy. I nawet się jej to udało.

Na godzinę czternastą zaplanowała pierwsze zebranie i wezwała wszystkich swoich pracowników zajmujących kierownicze stanowiska. Na zebraniu zadbała o wszystko, co było potrzebne do realizacji jej celu. Poprosiła o dokładne raporty ruchu dokumentów, ludzi i sprzętu w całej placówce więziennej.

Przeprowadziła też archaiczną i dziwaczną zabawę, pytała jakim owocem oraz jakim zwierzęciem chcieliby być jej pracownicy i dlaczego. Obserwowała reakcje swoich podkomendnych i przysłuchiwała się z uwagą, jakimi to chcieliby być owocami i zwierzakami. Osiągnęła swój cel – trzy czwarte jej pracowników miało ją właśnie za idiotkę, a prawie wszyscy za co najmniej naiwną. Na koniec dopełniła wszystko szczyptą demagogii. I w ten sposób osiągnęła pierwszy krok do swojego celu – nałożyła maskę, którą opracowywała przez długi czas. Maskę „ukrytej idiotki”. Takiej, która jest niezbyt bystra, ale stara się to nadrobić. Albo wcale nie jest idiotką, tylko nie potrafi przestać zachowywać się w naiwny sposób, jak gdyby łatka idiotki pozwalała ślizgać się przez życie łatwiej niż siła, szczerość i rozwaga. A jeśli ktoś całkiem bystry odkryje, że nie jest sobą, to określi to magicznym słowem „dualizm”, które wyjaśnia absolutnie wszystko, gdy ktoś robi coś całkowicie bezbarwnego. Ambiwalencja – to nawet lepsze słówko niż „dualizm”. Tak, tak, nie jestem idiotką! Uczę się trudnych słów!

W najgorszym przypadku mieli ją za idealną korpokratkę, co i tak oznaczało jej sukces w tej gierce.

*

Do końca dnia czekała na pierwsze raporty od swoich pracowników, a potem zaczęła je przerabiać od deski do deski.

Pierwszy dzień rozwiązywania zagadki był trudny. Natomiast drugi był znacznie łatwiejszy. Była z siebie zadowolona, bo w końcu przetłumaczyła sobie, aby zwolnić, żeby nie rzucać się od razu na wyniki, żeby krok po kroku, ostrożnie zbierać dane.

*

Przez resztę tygodnia jej praca była podzielona równo po połowie na bieżące sprawy w funkcjonowaniu więzienia oraz na przeglądanie szczegółowych raportów. Swoją „nadprogramową” robotę zabierała też do domu.

Przez cały czas śledziła również obecne wydarzenia w placówce poprzez obrazy z całej sieci kamer. Była to oczywiście praca podrzędnych strażników, ale ona nie gapiła się w obrazy z kamer po to, żeby patrzeć, co się dzieje, nawet wtedy, gdy nic się nie działo, ale w poszukiwaniu nietypowych zachowań. Szukała klucza do drzwi tajemnicy.

Pierwszy problem pojawił się w piątek wieczorem, gdy siedząc w fotelu w swym mieszkaniu, przejrzała ostatni raport, który miała. Okazało się, że żaden robot użytkowy nie ma w programie żadnych działań na poziomie piwnicy gmachu. Założyła, że niektóre programy robotów mogą być utajnione. Jednak ona, jako naczelnik, powinna mieć dostęp do wszystkich danych, nawet tych poufnych. W raportach zaszyfrowane były ścieżki dostępu widoczne tylko dla niej. Skorzystała z każdego poufnego protokołu. Odkryła w ten sposób informacje o zgonach wśród pracowników, które zdarzyły się z winy złego funkcjonowania placówki, a które podpięto pod nieszczęśliwe wypadki. Dostała dane o oszustwach jej pracowników w trakcie testów psychologicznych, a także mnóstwo innych informacji dostępnych tylko dla jej oczu. Jednakże żadne utajnione dane nie dotyczyły poziomów piwnicy.

I to właśnie miało jej zrujnować cały weekend.

Rozwiązań było kilka, jednak ona była realistką i brała pod uwagę najbardziej prawdopodobne wyjaśnienie: Minęło dwadzieścia lat i dziś już nic nadzwyczajnego nie działo się w piwnicy bloku H. Cokolwiek się tam działo – przestało. Człowieka, którego jako dziecko tam widziała, już tam nie było.

Przez wszystkie te lata zastanawiała się niezliczoną ilość razy nad tym, czy nie przesadza. Badała swój umysł i zaglądała tak daleko, jak tylko się dało, aby ustalić, czy przypadkiem poczucie tej niezwykłości nie było jedynie wytworem wyobraźni podekscytowanego dziecka. Oczy tego człowieka śniły jej się po nocach. Coś było z nim nie tak. Zastanawiała się, czy może nie był to jakiś nietypowy karcer, w którym łamie się umysł człowieka, czy może jakiś eksperyment. Jednak zdawała sobie też sprawę, że to nie było potrzebne, bo przecież chemiczne lub elektroniczne uwarunkowanie pozwala ukształtować więźnia tak, jak się chce. Po cóż trzymać człowieka w piwnicy? I po tych wszystkich latach była pewna, że z nim było coś nie tak, że kryła się w nim jakaś niezwykłość. Czyżby był jakimś nowym typem androida? Nawet jeśli tak, to jego miejsce było w centrum robotyki, gdzie dostęp do najnowszych i najdziwniejszych rzeczy jest otwarty dla każdego, bo założono tam kamery, za pomocą których można było obserwować pomieszczenia centrum na żywo w Internecie, organizowano imprezy typu „drzwi otwarte”.

Tego piątkowego wieczoru zdała sobie sprawę, że nie chodzi jej wcale o uzyskanie odpowiedzi na pytanie, po co ktoś zamknął człowieka w piwnicy, ale o to, kim jest lub był ów człowiek. I to ją właśnie zabijało. Jeśli go już tam nie ma, to będzie musiała dowiedzieć się, cóż mogło się z nim dziać na przestrzeni dwudziestu lat. Bała się, że odkopując stare archiwa więzienia, z pewnością się zdradzi. I wtedy skończy się wszystko – wyleci z pracy albo ją zabiją. W obydwu przypadkach odejdzie z niczym.

*

W sobotę snuła się po mieszkaniu i rozmyślała o swojej sprawie. Żeby nie popaść w paranoję, postanowiła zaproponować wyjście na drinka swojej drugiej zastępczyni – kobiecie, która podczas ich pierwszego spotkania wspominała właśnie o tym. Emma, bo tak miała na imię owa dziewczyna, przyjęła zaproszenie z zadziwiającym entuzjazmem.

Spotkały się mniej więcej „pośrodku drogi”, w barze, który znajdował się w dzielnicy rozrywkowej Albedo na trzecim poziomie miasta. Zarówno Emma, jak i Anna miała podobną drogę do przebycia. To było najuczciwsze rozwiązanie jak na pierwsze spotkanie.

Po dotarciu na miejsce przez chwilę przechadzały się zatłoczonymi ulicami dzielnicy rozrywkowej, a potem wybrały pierwszy z brzegu bar, w którym były jeszcze jakiekolwiek wolne stoliki. Szczęśliwie trafiły dokładnie w środek własnych gustów. Muzyka nie była ani za głośna, ani za cicha, ani zbyt agresywna, ani za spokojna. Wystrój, podobnie, odważny, ale nie krzykliwy. I ludzie również – pijani, ale nie do nieprzytomności.

Anna bawiła się w miarę dobrze i przypuszczała, że Emma też. Trochę wypiły, nawet trochę potańczyły. Pomiędzy szóstym bodajże a siódmym drinkiem Emma wyjawiła, że lubi kobiety, i ucieszyła się, usłyszawszy w odpowiedzi, że Anna, mimo iż raczej woli mężczyzn, to od czasu do czasu też sypia z kobietami. To nieco zacieśniło świeżo nawiązaną znajomość oraz sprawiło, że czuły się ze sobą dobrze i bawiły się świetnie niemal do rana.

Gdy pomiędzy poziomami miasta i lasem budynków pojawiły się pierwsze promienie słońca, one, dość mocno nietrzeźwe, pożegnały się serdecznie i udały taksówkami do swych domów.

*

Niedziela przyniosła nadzieję.

Obudziwszy się około trzynastej, Anna wpadła na coś, co w dziwny sposób jej umknęło. Otóż raporty od jej pracowników były miesięczne! Nie zwróciła na to wcześniej uwagi. Wyjaśniała to sobie zbyt dużym skoncentrowaniem się na szczegółach. I dzięki temu, że minionego wieczora odprężyła się, oderwała na chwilę od swej osobistej obsesji, przepłukała trochę umysł alkoholem, teraz mogła spojrzeć na sprawę z innej strony.

Wskoczyła do wanny, wzięła tablet i jeszcze raz przyjrzała się raportom. Było to pięć gigabajtów „papierów”, które dotyczyły dokładnie trzydziestu czterech dni. Był piąty kwietnia. Raporty obejmowały trzydzieści jeden dni marca i trzy pierwsze dni kwietnia.

Uśmiechnęła się do siebie. Na zebraniu nie sprecyzowała przecież, z jakiego okresu miały być raporty. Domyślnie więc dostarczono jej raporty bieżące. Również domyślnie nikt nie wysyłał raportów z okresu dłuższego, bo tylko nienormalny szef takowych by wymagał. Sprawozdaniami z większą liczbą danych zajmują się zwykle komputery.

I w ten sposób jej wczorajszy wieczór i noc w towarzystwie Emmy, a także miesięczne (z kawałkiem) raporty sprawiły, że nie był to zmarnowany weekend. Wręcz przeciwnie.ROZDZIAŁ 4

JADĄC W PONIEDZIAŁEK DO PRACY (kolejny raz komunikacją miejską), zastanawiała się, co tak naprawdę zmieniał fakt, że raporty były miesięczne. Z jednej strony nic, ponieważ musiała zacząć poszukiwania od zera. Jednak po głębszym zastanowieniu się stwierdziła, że miała już pierwsze efekty swojego dochodzenia. Podsumowała. Żadne roboty i żadni ludzie w przeciągu ponad miesiąca nie odwiedzali piwnicy bloku H. Zatem nikt nie woził tam posiłków i środków higienicznych tak, jak miało to miejsce tamtego dnia ponad dwadzieścia lat temu. A więc tajemniczego człowieka albo tam nie było, albo znaleziono inny sposób dostarczania mu potrzebnych do życia środków. Kilkakrotnie przeglądała ilość wydawanych w bloku H posiłków, ale w ten sposób nie potrafiła odkryć niczego, co mogłoby jej pomóc. To było oczywiste, że nawet jeśli jedzących było pięciuset, to posiłki mogły być jawnie wydane w ilości pięciuset dziesięciu. A to komuś upadła taca, a to ktoś dostał dwa małe kotlety zamiast jednego dużego. W obliczu takich ilości jedzenia nie ma sensu rozliczać się co do grama. Tace były jednorazowe, toteż mało kogo obchodziło, ile tac dokładnie trafiło do recyklerów na bloku, a ile do recyklerów na stołówce.

„Muszę mieć inny trop” – pomyślała.

Postanowiła, że skoncentruje się na obserwacji ruchu ludzi, zwłaszcza w windach i na parterze.

Przyszło jej do głowy, że mogłaby przejrzeć papiery dotyczące niedawnej przebudowy oddziału męskiego na damski. Z tego, czego już zdążyła się dowiedzieć, wynikało, że do niedawna cała placówka była więzieniem dla mężczyzn. Jednakże w związku z wprowadzeniem przez rząd bardziej radykalnych i szybszych sposobów resocjalizacji więźniowie mieli wychodzić na wolność całkowicie „wyleczeni” z przestępczych zapędów dwa razy szybciej niż do tej pory. Co więcej, spodziewano się, że przestępczość w ciągu najbliższych dwóch lat spadnie przynajmniej o kilka procent dzięki zastosowaniu obroży zwanych warunkującymi dla ludzi skłonnych do popełniania ciężkich przestępstw. Dlatego postanowiono bardziej upchnąć więźniów, zmniejszając rozmiar cel, a następnie przedzielić całą placówkę na pół i utworzyć w niej również zakład karny dla kobiet. W wyniku tego kobiece więzienie w Nowym Ivry mogło zostać zlikwidowane i przebudowane w centrum usługowe, a więźniarki trafiły do nowej, męsko-damskiej placówki w Nanterre, w której Anna od niedawna pracowała.

Nie była do końca pewna, czy grzebiąc w papierach opisujących przebudowę, znajdzie coś wartościowego. Natomiast była świadoma ryzyka, że może zostać przy tym zdemaskowana. Od dawna nic nie świadczyło o tym, że jest śledzona przez „szarą policję” albo Agencję Bezpieczeństwa, jednak zdawała sobie sprawę, że nie powinna rezygnować z wypracowanej przez lata ostrożności. Rzucałaby się tym za bardzo w oczy. Po cholerę kobieta na stanowisku naczelnika miałaby przeglądać modele i schematy przebudowy ścian budynku?

Na razie postanowiła pozostać przy śledzeniu ruchu ludzi w placówce, a jeśli to nie dałoby efektów, to wtedy pomyśli, jak dobrać się do papierów z przebudowy.

*

W pracy trzymała się swojego planu – koncentrowała się na ruchu ludzi, przyglądała się dokąd chodzą i czy miejsca przez nich odwiedzane nie wykraczają poza normalny obszar ich pracy. W międzyczasie zajmowała się bieżącymi obowiązkami, przeglądała rejestry nowych osadzonych, rozpatrywała prośby i zażalenia płynące od kadry, wydawała pozwolenia i tym podobne rzeczy.

Po raz pierwszy od rozpoczęcia pracy w tym miejscu nie jadła lunchu samotnie. Gdy tylko usiadła do stolika, ujrzała w wejściu Emmę. Ta również dostrzegła Annę i pomachała jej. Emma wzięła tacę z jedzeniem, podeszła do stolika i spytała:

– Mogę?

– Jasne.

Przywitały się serdecznie, przytulając się i dając sobie lekkiego buziaka w policzek.

– Co słychać? – zaczęła Emma. – Jak się czułaś w niedzielę? – Uśmiechnęła się szeroko.

– Nie było tragedii, ale chyba wypiłyśmy trochę za dużo.

– Olać to. Świetnie się bawiłam.

– Ja też.

Emma pochyliła się nad jednym z talerzyków, który miała na tacy. Przygotowała widelec i nóż.

– No, to zobaczmy, co się trafiło – mruknęła z uśmiechem na twarzy.

– Ale co? – zainteresowała się Anna.

– Naleśnik niespodzianka. Nie próbowałaś?

Anna pokręciła głową.

Emma przekroiła naleśnik i pozwoliła półpłynnemu nadzieniu nieco wylać się na talerz. Po chwili na obrzeżu talerza pojawił się napis: „Bekon z miodem”, a następnie: „Twój naleśnik niespodzianka. SmartFood życzy smacznego”.

– Łeeeee. – Dziewczyna skrzywiła się.

– Pokaż! – Anna wzięła od niej talerz i spróbowała naleśnika. – Pyszny! – stwierdziła, gdy tylko przeżuła pierwszy kęs.

– Skoro tak, to oddaj! – Właścicielka szybko odzyskała talerz.

Śmiały się przez chwilę, po czym zaczęły jeść. Obydwie skończyły swe posiłki szybko, żeby mieć jeszcze trochę czasu na pogawędkę, zanim skończy się przerwa. Zaczęła Anna.

– Zostałaś tutaj przeniesiona z Nowego Ivry, tak?

– Tak. Udało mi się załatwić, żeby przenieśli mnie razem z więźniarkami z Ivry. Dostałam tę samą posadę, to samo stanowisko i tę samą płacę, tylko w innym miejscu.

– Byłaś już tutaj, gdy przenoszono wszystkie skazane?

– Tak – odpowiedziała ponownie Emma. – Nadzorowałam to wraz z całym głównym sztabem strażniczym. Przyjechały na trzy tury. Wszystkie dane przyszły komem równo z nimi. Przydzieliliśmy im cele, zamknęliśmy i po sprawie. Wszyscy się bali, że się zbuntują, że trzeba potroić ochronę i tak dalej. A w praktyce wyglądało to jak zameldowanie jakiejś dużej wycieczki w hotelu. – Uśmiechnęła się.

– A posada naczelniczki? Naczelniczka z Nowego Ivry nie starała się o przeniesienie i zachowanie stanowiska, tak jak ty?

– Owszem, starała się, ale podobno jej opinia służbowa nie była wystarczająca dobra. No i była już dość stara. A oni podobno potrzebowali świeżej krwi, kogoś młodego.

Na chwilę przerwały rozmowę, aby napić się kawy.

Emma kontynuowała:

– Wiesz, że się starałam o to stanowisko? – Uśmiechnęła się krzywo.

– Ojej. – Anna była trochę zaskoczona. – I ja ci się wpieprzyłam.

– Tak!

Roześmiały się.

– Emma, jeśli nie podołam, to chętnie oddam to stanowisko właśnie tobie.

– Trzymam cię za słowo. – Emma wycelowała palec w Annę.

Dopiły kawę. Wstając od stolika, Emma powiedziała:

– Jeśli mogę zapytać, jak dostałaś to stanowisko?

Anna przez krótką chwilę pomyślała nad odpowiedzią.

– Aplikowałam z ogłoszenia. Ale jakieś tam fory miałam, bo mój ojciec pracował wiele lat w więziennictwie. Też kiedyś był naczelnikiem.

– Miło się gadało, ale obowiązki wzywają – westchnęła Emma.

– Niestety – mruknęła Anna i żartobliwie popchnęła ją do wyjścia, trzymając za ramiona.

*

Przez kolejne dni realizowała swój plan, dzieliła czas w pracy tylko pomiędzy wykonywanie swoich obowiązków i przyglądanie się przekazom z kamer. Przejrzała też wszystkie foldery na przyporządkowanym jej serwerze z nadzieją na znalezienie ogólnodostępnych informacji odnośnie do przebudowy więzienia. Nie znalazła nic. A więc musiałaby wystąpić z prośbą do działu budowlanego o udostępnienie takich danych. To wiązało się z ryzykiem zdemaskowania jej, więc ostatecznie porzuciła ten temat.

Czuła, że stoi w miejscu. Z jednej strony to dobrze, bo narzuciła sobie właściwą dla jej sprawy cierpliwość, ale z drugiej strony brak efektów zaczynał ją zasmucać.
mniej..

BESTSELLERY