-
nowość
-
promocja
Niektórych trzeba zabić - ebook
Niektórych trzeba zabić - ebook
Gdy Filipińczycy wybrali Rodriga Dutertego na prezydenta, wszyscy, których uznał za „narkomanów, handlarzy, ćpunów, dilerów, potwory, szaleńców”, stracili prawo do życia. Od 2016 do 2022 roku na archipelagu trwała obłąkańcza rzeź, która pochłonęła tysiące ofiar, często tylko podejrzewanych o związki z narkotykami. Zabijano bez sądu, bez wyroku, bez litości.
Patricia Evangelista dokumentowała działania Dutertego od początku jego prezydentury. Jeździła na miejsca zbrodni, przesłuchiwała świadków, rekonstruowała trajektorie lotu pocisków, wyszukiwała informatorów w policji. Tak powstała wybitna reporterska opowieść o świecie, który oszalał, o zabitych i ich bliskich, którzy przeżyli, ale nigdy nie zapomną. A także historia wielkiego złudzenia i fałszywej nadziei na to, że silny mężczyzna i przemoc państwa rozwiążą każdy problem społeczny.
Reportaż Evangelisty otrzymał Nagrodę im. Helen Bernstein przyznawaną przez Nowojorską Bibliotekę Publiczną, trafił do w finału Nagrody Chautauqua i nagrody przyznawanej przez Fundację Moore’a najlepszym książkom dotyczącym praw człowieka; był też nominowany do Women’s Prize for Non-Fiction. Znalazł się wśród najlepszych książek roku w rankingach wielu pism, m.in. „The New York Times”, „The New Yorker” czy „The Economist”.
„Przenikliwe i głęboko poruszające świadectwo Patricii Evangelisty to nie tylko najpełniejsza kronika epoki terroru na Filipinach, lecz również ostrzeżenie dla całego świata przed zagrożeniem, jakie niesie despotyzm – jego koszmarnymi skutkami i potwornym ludzkim kosztem.” Patrick Radden Keefe
| Kategoria: | Polityka |
| Zabezpieczenie: |
Watermark
|
| ISBN: | 978-83-8396-274-0 |
| Rozmiar pliku: | 1,3 MB |
FRAGMENT KSIĄŻKI
Anna Sawińska _Przesłonięty uśmiech. O kobietach w Korei Południowej_(wyd. 2 zmienione)
Zbigniew Rokita _Królowie strzelców. Piłka w cieniu imperium_ (wyd. 2 rozszerzone)
Thomas Orchowski _Wyspa trzech ojczyzn. Reportaż z podzielonego Cypru_ (wyd. 2)
Maciej Czarnecki _Dzieci Norwegii. O państwie (nad)opiekuńczym_ (wyd. 3)
Maciej Czarnecki _Dla dobra dziecka. Szwedzki socjal i polscy rodzice_
Bartosz Józefiak _Wszyscy tak jeżdżą_ (wyd. 2)
Aleksandra Boćkowska _Gdynia. Pierwsza w Polsce_
Anna Malinowska _Od Katowic idzie słońce_ (wyd. 2)
Anna Bikont _Nie koniec, nie początek. Powojenne wybory polskich Żydów_
John McPhee _Plac Zgody. Wieczyście neutralna Szwajcaria_
Marta Grzywacz _Radość Soboty. Archiwum życia i śmierci_
Ilona Wiśniewska _Białe. Zimna wyspa Spitsbergen_ (wyd. 5)
Paweł Smoleński _Trędowate kobiety czyszczą ryż_
Marta Wroniszewska _Matka bez wyboru. O kobietach, które opuściły swoje dzieci_
Barbara Seidler _Pamiętajcie, że byłem przeciw. Reportaże sądowe_ (wyd. 3)
François-Henri Désérable _Kruszenie świata. Podróż do Iranu_
Martyna M. Wojtkowska _W Nowej Zelandii wschodzi słońce. Wojenna tułaczka polskich dzieci_
Katarzyna Kobylarczyk _Ciałko. Hiszpania kradnie swoje dzieci_ (wyd. 2)
Patrick Radden Keefe _Cokolwiek powiesz, nic nie mów. Zbrodnia i pamięć w Irlandii Północnej_ (wyd. 3)
Thomas Orchowski _Pasterzy jest coraz mniej. Reportaż z Krety_
Karolina Bednarz _Kwiaty w pudełku. Japonia oczami kobiet_ (wyd. 3)
Linda Polman _Karawana kryzysu. Za kulisami przemysłu pomocy humanitarnej_ (wyd. 4)
Agata Komosa-Styczeń _Wyspa niechcianych kobiet_
Ilona Wiśniewska _Hjem. Na północnych wyspach_
Nicola Lagioia _Ciao amore, ciao. Morderstwo w Rzymie_
Paweł Smoleński _Zielone migdały, czyli po co światu Kurdowie_ (wyd. 2)
Tomáš Forró _Śpiew syren. W głąb wojennej Ukrainy_
Will Storr _Nadprzyrodzone. Śledztwo w sprawie duchów_
Jacek Hołub _Wszystko mam bardziej. Życie w spektrum autyzmu_(wyd. 2 zmienione)
Remigiusz Ryziński _Dziwniejsza historia_ (wyd. 2 rozszerzone)
Jack El-Hai _Norymberga. Naziści oczami psychiatry_
Andrzej Dybczak _Gugara_ (wyd. 2 zmienione)
Marta Madejska _Ostatni gasi światło. Przypowieści o transformacji_
Tobias Buck _Ostatni proces. Niemieckie rozliczenia z nazistowską przeszłością_
Anna Sulińska _Wniebowzięte. O stewardessach w _PRL_-u_ (wyd. 3)
W serii ukaże się m. in.:
Dariusz Rosiak _Ziarno i krew. Podróż śladami bliskowschodnich chrześcijan_ (wyd. 3)2 Większość, która przeżyła
W historii opowiadanej przez mojego dziadka pierwsi biali przybyli z flotą pięciu okrętów, którym przewodził statek o nazwie Trinidad.
Był rok 1521. Wyprawa od nieco ponad roku zmagała się z przeciwnościami losu i buntami załogi. Kapitan Trinidadu, brodaty podróżnik Ferdynand Magellan, ujrzał porośniętą lasami wyspę, która rozciągała się wzdłuż horyzontu. Marynarze padli na kolana, chwaląc Pana, a jako że skończył im się rum, wznieśli toast oranżadą Bireley’s oraz winem ryżowym Siu Hoc Tong i całkowicie się upili.
Magellan kazał rzucić kotwicę i pozdrowił tubylców przepływających łódką.
„Aby pokazać, że serce ma po właściwej stronie – snuł swą opowieść dziadek – Magellan polecił stewardowi, żeby przyniósł trochę czerwonych czapek, lusterka, grzebienie, dzwonki i szesnastowieczny odpowiednik dzisiejszego garnituru z długą marynarką. Następnie podarował to wszystko wodzowi tubylców, mówiąc: »Nie znajdziesz tego w żadnym katalogu Sears, Roebuck. To najnowszy krzyk mody wśród łowców głów chcących zadać szyku, więc przyjmij ten dar z pozdrowieniami ode mnie i od króla. A przy okazji, nie masz gdzieś tu paru zbędnych sztabek złota?«”¹.
Gdy piszę, że dziadek opowiadał historię Magellana, nie mam na myśli, że opowiadał ją mnie, tylko ludziom, którzy kupili jego książkę, wydaną w 1951 roku przez Philippine Book Company. _How To Become a Father_ autorstwa Maria P. Chanco była zbiorem podań ludowych, który dziadek opublikował, gdy zajmował się dziennikarstwem. Mój dziadek, jak z czułością napisał jeden z jego przyjaciół, „zdecydowanie zbyt często pozwalał sobie na niepoważne komentarze i prześmiewcze uwagi, zwłaszcza na marginesie poważnego pisarstwa”².
Wyobraził więc sobie, że Magellan pożeglował dalej w głąb archipelagu, który później zasłynie jako Filipiny. Spotkał tam kolejnych tubylców, z którymi wymieniał przywieziony towar na złoto i przyprawy, aż napotkał Lapulapu, słynącego z okrucieństwa wodza z wyspy Mactan. Odmówił on zapłacenia Magellanowi daniny oraz złożenia przysięgi wierności hiszpańskiemu królowi.
„To oczywiście wprawiło Magellana w przygnębienie – tłumaczył dziadek – bo czyż nie głosił on dobrej woli i błogosławieństw swojego monarchy dla oświecenia i korzyści niewiernych z całego świata? I czy miało jakieś znaczenie to, że owa dobra wola była im okazywana pod strzelbami muszkietów? Czy to nie na jedno wychodzi?”
Konkwistadorzy zeszli na brzeg „pod potężnym ostrzałem z plaży”. Naprzeciwko nich znaleźli się dzierżący włócznie wojownicy Mactanu, którzy „spadli na nich niczym anioły zemsty”. Magellan padł martwy, ugodzony zaostrzonym kijem z bambusa. Jego rozbita załoga odpłynęła, a z wielkiej floty przetrwały jedynie dwa statki.
„Jeśli chodzi o Magellana – kończył swą opowieść dziadek – to pozostał tam, gdzie dopadli go mactańscy wyspiarze. A morał z tej historii jest taki: następnym razem, gdy czegoś zechcesz, najpierw ładnie poproś”.
Żaden czytelnik nie powinien mylić mojego dziadka z historykiem, ale jego wersja opowieści o przybyciu pierwszych konkwistadorów na Filipiny zachowuje powierzchowną zgodność z prawdziwym przebiegiem zdarzeń. Lapulapu z Mactanu, którego wojownicy wystrzelili zatrute strzały w stronę ludzi Ferdynanda Magellana, opóźnił hiszpańską inwazję na Filipiny o blisko pół wieku. Nie powiodła się również kolejna próba podboju tego terytorium, którą w 1544 roku podjął Ruy López de Villalobos. Jego jedynym sukcesem było nadanie nazwy wyspom, z których jego ludzie zostali wyparci – _Las Islas Filipinas_ – na cześć przyszłego króla Hiszpanii, Filipa II³.
Dopiero wraz z przybyciem w 1565 roku Miguela Lópeza de Legazpiego wyspy w końcu zostały włączone do imperium hiszpańskiego4. Następnie przez dziesięciolecia hiszpańskie galeony przywoziły tu kolejnych żołnierzy, gubernatorów i mnichów z tonsurami. Moich przodków uczono klękać przed katolickim Bogiem i cierpieć z rąk jego ziemskich posłańców, ale Hiszpanie niebawem przekonali się, że ich nowa kolonia w Azji Południowo-Wschodniej nie ma ochoty znosić gwałtów i mąk zadawanych z różańcem w dłoni⁵. Rozkwitały tam tajne stowarzyszenia, wybuchały zbrojne bunty, prowadzono walkę partyzancką i dokonywano publicznych egzekucji. W końcu Hiszpanie próbowali stosować na przemian siłę i działania pojednawcze, w jednym miejscu rozstrzeliwując dziennikarza, w innym zaś skazując na wygnanie przywódcę powstania.
Pod koniec XIX wieku już nie tylko Filipiny buntowały się przeciwko Matce Hiszpanii⁶. Rewolta ogarnęła również Meksyk, Portoryko i Kubę, a tymczasem Theodore Roosevelt, wówczas wicesekretarz Departamentu Marynarki Wojennej Stanów Zjednoczonych, domagał się poszerzenia amerykańskich granic. W 1898 roku Stany Zjednoczone wypowiedziały wojnę Hiszpanii w imię obrony swoich interesów na Kubie7. Wrogość do metropolii rozlała się po same granice słabnącego imperium hiszpańskiego.
Tak wyglądała wypisana wielkimi literami koncepcja objawionego przeznaczenia Ameryki⁸. Studwudziestopięciotysięczna armia ochotników wmaszerowała do Santiago de Cuba. Kawalerzyści z Rough Riders odnieśli pod wodzą Roosevelta zwycięstwa pod Las Guasimas i wzgórzem San Juan. Armada wioząca eskadrę azjatycką Marynarki Wojennej Stanów Zjednoczonych została zaś skierowana do stolicy hiszpańskiego przyczółku w Azji, czyli do Manili⁹.
Nie wygraliśmy wojny z Hiszpanią, ponieważ to Ameryka przypisała sobie zwycięstwo.
Bitwa w Zatoce Manilskiej zakończyła się pogromem. Hiszpańskie okręty poszły na dno. Ci, którzy przeżyli, zostali pojmani. Straty wśród Amerykanów były minimalne.
O ile na morzu panował komandor George Dewey, o tyle na lądzie walczyli sami Filipińczycy, wyzwalający miasto za miastem kosztem tysięcy zabitych. Był to ostatni akt ciągnącego się od dawna zbrojnego powstania miejscowej ludności. Generał Emilio Aguinaldo po powrocie z wygnania w Hongkongu polecił swoim ludziom, by gromadzili się tłumnie wszędzie tam, gdzie zobaczą amerykańską flagę. Amerykanie, jak powiedział, „dla dobra ludzkości i chęci ulżenia tak wielu prześladowanym ludom” rozpostarli „swą ochronną opończę nad naszym ukochanym krajem”10.
Filipińskie oddziały powstańcze weszły w sojusz z wojskiem Stanów Zjednoczonych. Generał Aguinaldo ogłosił niepodległość. Hiszpania odmówiła jednak kapitulacji przed Filipińczykami, co skwapliwie wykorzystali Amerykanie. Stany Zjednoczone i Hiszpania zawarły tajne porozumienie i przeprowadziły pozorowaną bitwę, trzymając oddziały Filipińczyków na dystans. Hiszpańska flaga została ściągnięta z masztu. Po chwili załopotał na nim gwiaździsty sztandar. Wojska filipińskie otoczyły Manilę, ale sojusznicze siły nie pozwoliły im wejść do miasta¹¹.
Cztery miesiące później prezydent William McKinley zażądał, żeby Filipińczycy „uznali okupację wojskową oraz władzę Stanów Zjednoczonych”. Na mocy podpisanego w Paryżu traktatu pokojowego Królestwo Hiszpanii sprzedało Stanom Zjednoczonym całą kolonię za okazyjną cenę dwudziestu milionów dolarów12.
Rudyard Kipling napisał wówczas wiersz ze słowami zachęty dla panów nowego imperium amerykańskiego, by „ponieśli brzemię białego człowieka”:
Nakażcie synom iść precz na wygnanie,
Niech świadczą na rzecz waszych jeńców!
Niech służą, gnąc karki, w mozole i trudzie,
Tym trwożnym i dzikim plemionom,
Tym zniewolonym, niechętnym wam ludziom –
Pół dzieciom, a pół demonom!¹³.
Na wpół dziecięcy, na wpół diabelscy obywatele istniejącej od niedawna Republiki Filipin domagali się wolności obiecanej im przez synów kraju będącego tej wolności symbolem. Ameryka odpowiedziała jednak żelazną pięścią¹⁴. Powstańcy zostali zmasakrowani. Miasta zrównano z ziemią. William Howard Taft mógł sobie nazywać Filipińczyków „małymi brązowymi braćmi” Ameryki, ale żołnierze maszerujący po filipińskiej ziemi śpiewali całkiem inną pieśń. Zdarzały się od czasu do czasu ucieczki na stronę filipińską, ale dla złapanych żołnierzy afroamerykańskich, którzy zmienili front ze względu na zasady, kończyło się to rozstrzelaniem¹⁵.
Tak oto rozpoczęło się panowanie nowej potęgi światowej, której terytoria biały prezydent Nowego Świata kupił od białego króla Starego Świata.
Najpierw byliśmy Hiszpanią, by potem na czterdzieści osiem lat stać się Ameryką.
Mój dziadek urodził się w 1922 roku, dwadzieścia cztery lata po rozpoczęciu amerykańskiej okupacji. Był praprawnukiem chińskiego kupca o nazwisku San Chang Co, który przypłynął do Manili w połowie XIX wieku i osiadł tu, żeniąc się z Filipinką. W chwili przyjścia na świat dziadka, którego rodzicami byli urzędnik zatrudniony na uniwersytecie i spadkobierczyni domu towarowego, jego nazwisko brzmiało już Chanco. Potomkowie San Chang Co dorastali zaś jako mówiący po angielsku obywatele Stanów Zjednoczonych.
Mario Chanco był szóstym z siedmiorga rodzeństwa. Rodzina mieszkała przy San Antonio Street w okazałym domu z ciężkimi meblami i ciągnącymi się wzdłuż ścian regałami książek. Większa część rodzinnego majątku szła na wykształcenie młodszego pokolenia. Dzieci uczyły się w domu hiszpańskiego, w szkole angielskiego, a wszędzie indziej filipińskiego¹⁶.
Gdy dziadek miał dwanaście lat, 73. Kongres Stanów Zjednoczonych uchwalił ustawę Tydingsa–McDuffiego, która określała drogę Filipin do niepodległości¹⁷. Przekształcono je z kolonii we wspólnotę, z obietnicą uzyskania pełnej suwerenności po dziesięciu latach.
II wojna światowa przerwała zarówno edukację dziadka, jak i ostatnie lata Wspólnoty Filipin. Mój pradziadek stracił pracę na uniwersytecie, gdy Japończycy odkryli, że jeden z jego starszych synów, pułkownik wykształcony w West Point, wysadzał mosty, żeby spowolnić marsz japońskich wojsk¹⁸. Część rodziny przyczaiła się w stolicy – wyprzedawali wszystko, co zostało z ich ziemi, i dorabiali sprzedażą biletów na nielegalne walki bokserskie. Pozostali rozproszyli się po kraju.
Nasza rodzina przetrwała. Wiele innych nie miało tyle szczęścia – szacuje się, że w stolicy zginęło ponad sto tysięcy ludzi¹⁹. „Raport o zbrodniach wojennych” przedstawiony 15 lutego 1945 roku przez majora amerykańskiej armii w Manili pokazywał całą skalę barbarzyństwa ostatnich miesięcy japońskiej okupacji. Major wraz ze swoimi ludźmi odkrył między innymi osiem rozkładających się ciał w domu na przedmieściach Manili. Pięcioro dorosłych, w tym dwie kobiety, zostało rozstrzelanych z rękami związanymi na plecach. Niemowlę przebito bagnetem. W ramach śledztwa przeprowadzonego w najbliższej okolicy „przesłuchano Filipińczyka o imieniu i nazwisku Mario Chanco, sąsiada zamordowanych”, który w raporcie został opisany jako dziennikarz prasowy.
„Widzieliśmy, jak wchodzą do środka – relacjonował dziadek Amerykanom. – Wkrótce potem usłyszeliśmy pięć strzałów. Nic więcej nie mogę powiedzieć, bo zaraz po tym uciekłem stąd wraz z innymi świadkami”²⁰.
Japończycy znajdowali się już wtedy w odwrocie. Starszy brat mojego dziadka przeżył bataański marsz śmierci i wrócił do walki partyzanckiej, zostając dowódcą 91 Batalionu Inżynieryjnego Armii Stanów Zjednoczonych na Dalekim Wschodzie.
Niebawem po kapitulacji Japonii Stany Zjednoczone zakończyły swoją „doniosłą misję” określaną mianem „życzliwej asymilacji”²¹. Po blisko czterystu latach kolonialnych rządów Republika Filipin została ogłoszona niepodległym państwem z konstytucją opisywaną jako „wierna kopia konstytucji Stanów Zjednoczonych”, kraju będącego „podręcznikowym przykładem demokracji liberalnej”²². Amerykanie zdążyli się już zorientować, że światowa hegemonia nie wymaga wcale kosztownego utrzymywania całego archipelagu z milionami kłopotliwych, niepełnoprawnych obywateli, zwłaszcza jeśli władze tego kraju są skłonne zgodzić się na preferencyjne warunki handlu i obecność baz wojskowych na swoim terenie.
Dziadek miał dwadzieścia cztery lata, kiedy Stany Zjednoczone zrzekły się kolonialnych posiadłości na Filipinach. Nie chciał jednak wracać na uniwersytet, poświęcił się więc dziennikarstwu. Pisał o filipińsko-amerykańskich relacjach gospodarczych i sponsorowanych przez firmę Studebaker muzycznych audycjach radiowych, odnotowując napływ „nowiuteńkich samochodów i najnowszych trendów w modzie męskiej i damskiej, dziesiątków odcieni szminek i kolorowych tkanin wszelkiego rodzaju”²³. Był gospodarzem programu radiowego, w którym pod przydomkiem „Mao” prowadził żartobliwe wywiady z politykami, mówiąc ze sztucznym chińskim akcentem. Na pierwszym piętrze domu przy San Antonio Street zaczął wydawać lokalną gazetę, a w wolnych chwilach pisał prozę. Jako korespondent z ratusza miejskiego zawarł wiele znajomości z pracującymi tam urzędnikami, w tym z pewną „szczupłą, młodą dziewczyną o intrygującym uśmiechu”. Styl pisarski dziadka, który – co muszę przyznać – charakteryzował się nadmiernym stosowaniem przysłówków, określano jako „zwodniczo lekki” i „bezwstydnie dowcipny”. Dziadek był współzałożycielem filipińskiego National Press Club²⁴ i pierwszym gospodarzem programu _Meet the Press_, podczas którego jego „dowcip i ironiczne komentarze na stronie pozwoliły rozluźnić panującą wśród polityków pełną zadęcia atmosfer攲⁵. Nazwisko dziadka pojawiało się w kolejnych gazetach i czasopismach, publikował w „The Philippines Herald”, „This Week”, „Sunday Times”, „Literary Song-Movie”, „Women’s Magazine”, aż w końcu został awansowany na samodzielnego reportera w „Manila Daily Bulletin”.
Według wszystkich, którzy go pamiętali, dziadek był zasadniczo sympatycznym człowiekiem. „Zawsze pogodny i szczery, nigdy zaś dramatyczny, marudny ani zezowaty, jak to zwykle bywa u humorystów – pisała historyczka Carmen Guerrero Nakpil. – Był dobry dla błąkających się jak bezdomne koty dziennikarzy z ostatnich szeregów manilskich gazet, czuły dla ładnych, młodych kobiet i pełen szacunku wobec redaktorów. Regularnie chodził do kościoła Paco, gdzie redagował dla swojej parafii z lekka religijne, na poły zaś utrzymane w duchu rotariańskim wydawnictwo »Paco Town Crier«. Nosił się z pełnym polotu stylem, jakiego po wyzwoleniu oczekiwano od filipińskich mężczyzn. Był również przedsiębiorczym młodym człowiekiem, zawsze gotowym iść naprzód i nieustająco pracującym nad jakimś śmiałym projektem wydawniczym”.
W 1955 roku dziadek otrzymał tytuł „najbardziej wyróżniającego się młodego dziennikarza”²⁶. W Stanach Zjednoczonych przyznano mu stypendium Fulbrighta²⁷. Wydawał przegląd prasowy zatytułowany „The Orient”²⁸. A „szczupła, młoda dziewczyna”, którą poznał w ratuszu, została matką czworga jego dzieci, dziadek zaś w swoich felietonach zawsze nazywał ją swoją „Piękną Żoną”, niezmiennie zapisując to wyrażenie wielkimi literami.
„Chanco bardziej niż którykolwiek inny znany mi dziennikarz odpowiada powstałemu za sprawą Hollywoodu powszechnemu wyobrażeniu tego, jak wygląda reporter prasowy – pisał Felix Bautista dla »Sunday Times Magazine«. – Jest pełen energii, żywiołowy, niepoprawnie ekstrawertyczny. Zawsze ma na podorędziu ciętą ripostę, zgrabną odpowiedź i cechują go typowy dla dziennikarza dowcip oraz talent do karkołomnych gier słownych. Jego ręce, jeśli nie są akurat zajęte bębnieniem w maszynę do pisania, albo wykonują serdeczne gesty wobec osób, z którymi wylewnie się wita, albo wskazują na coś z oskarżycielsko wyciągniętym palcem, zazwyczaj na rządowe machlojki”.
Przez następnych kilkadziesiąt lat przez parę godzin każdego ranka dziadek wystukiwał na maszynie IBM Selectric swoją, jak sam żartobliwie mówił, „nieśmiertelną prozę”. Uruchomił własną maszynę drukarską, dzięki czemu sam mógł zaopatrywać się w notatniki o wymiarach dopasowanych do tylnej kieszeni jego znoszonych spodni. Po posiłku palił Rothmansy, a jeśli mu się skończyły, to Dunhille, za to gdy pisał, zawsze miał przy sobie otwartą paczkę Marlboro Red i strzepywał popiół, gdzie popadnie, jeśli akurat nie miał pod ręką popielniczki. Wychowywał swoje dzieci w sposób, który moja matka – najstarsza z całej czwórki – zapamiętała jako w dużej mierze wygodny dla niego samego. Jak mi powiedziano, to przedsiębiorcza „Piękna Żona”, dyplomowana pielęgniarka, stanowiła główną oś jego gwałtownie obracającego się świata. To ona inwestowała w ziemię, prowadziła różne interesy i gościła zastępy przyjaciół, których dziadek spraszał do domu. Znajdowali się wśród nich dziennikarze, politycy i działacze ekologiczni, a także były korespondent wojenny Benigno Aquino Jr.
W 1965 roku senator, który podawał się za „udekorowanego największą liczbą odznaczeń bohatera wojennego Filipin”, został wybrany na dziesiątego prezydenta w historii naszego kraju. Nazywał się Ferdinand Edralin Marcos. Nie miał jednak żadnych odznaczeń wojskowych ani nie był wcale bohaterem wojennym, ale wyszło to na jaw dopiero po latach²⁹. W 1972 roku, na koniec drugiej dozwolonej przez konstytucję kadencji, Marcos pod pretekstem szerzącej się przemocy i zagrożenia komunistycznego ogłosił wprowadzenie stanu wyjątkowego³⁰. Ustanowił również nową konstytucję, na mocy której miał dożywotnio sprawować urząd prezydenta, a do tego systematycznie uciszał swoich krytyków i wolną prasę.
Dyktatura małżeńska Ferdinanda i Imeldy Marcosów trwała czternaście lat, zresztą przy gorącym poparciu Stanów Zjednoczonych31. Imelda tańczyła z prezydentem Ronaldem Reaganem³², zgromadziła kilka tysięcy par szpilek w rozmiarze osiem i pół³³, a także nabyła cały katalog jednej z aukcji Sotheby’s wraz z kamienicą z piaskowca, w której mieściła się kolekcja34. Okres stanu wyjątkowego to lata korupcji, kolesiostwa i represji politycznych³⁵. Szacuje się, że w tym czasie ze skarbu państwa skradziono od pięciu do dziesięciu miliardów dolarów, w więzieniach znalazło się siedemdziesiąt tysięcy ludzi, trzydzieści cztery tysiące poddano torturom, a zamordowano trzy tysiące dwustu czterdziestu aktywistów politycznych³⁶. W rzeczywistości liczby te były zapewne wyższe.
W tym okresie, jak głosi rodzinna legenda, mój dziadek trafił do więzienia wraz z dziesiątkami innych przeciwników politycznych Marcosa. Kuzyn mojej matki, wujek Boo, który był wówczas dwudziestodwuletnim reporterem, widział, jak aresztują wszystkich jego przyjaciół, i czym prędzej porzucił dziennikarstwo: „Udało mi się uniknąć aresztowania i co, miałem sam im się wystawić na strzał? Niedoczekanie”.
Stan wyjątkowy zakończył się – przynajmniej na papierze – w 1981 roku za sprawą międzynarodowych nacisków na reżim Marcosa³⁷. W praktyce niewiele się zmieniło. Po zniesieniu stanu wyjątkowego wiceprezydent Stanów Zjednoczonych George H. W. Bush wzniósł na cześć Marcosa toast: „Podziwiamy pańskie przywiązanie do reguł demokracji”³⁸.
Prawda o tym przywiązaniu została obnażona już dwa lata później, gdy do kraju powrócił jeden z najważniejszych liderów filipińskiej opozycji³⁹. Benigno Aquino Jr., zwany Ninoy, najpierw pracował jako korespondent wojenny, po czym wybrano go na gubernatora, a w końcu został najmłodszym senatorem w historii Filipin. Objęła go pierwsza fala aresztowań po wprowadzeniu stanu wyjątkowego i spędził w więzieniu siedem lat. W 1980 roku pozwolono mu wyjechać do Stanów Zjednoczonych na zabieg wszczepienia by-passów, pod warunkiem że obieca zakończyć swoją krucjatę przeciwko rządom Marcosa.
Tej obietnicy Aquino nie zdołał jednak dotrzymać. Przez kolejne trzy lata wykładał na Harvardzie i działał na rzecz międzynarodowego wsparcia dla opozycji na Filipinach, aż w końcu postanowił wrócić do kraju. Jak powiedział w jednym z ostatnich przemówień, dla Filipińczyków gotów jest nawet umrzeć⁴⁰.
Wczesnym rankiem 21 sierpnia 1983 roku Aquino włożył ten sam biały garnitur, który miał na sobie, gdy udawał się na emigrację, i z fałszywym paszportem udał się na lot 811 obsługiwany przez China Airlines⁴¹. Gdy samolot zbliżał się do Manili, Aquina otoczyła grupa dziennikarzy. „Trzymajcie aparaty w gotowości – oznajmił dzień wcześniej reporterom – bo cała akcja może się rozegrać w mgnieniu oka. Wystarczą trzy, cztery minuty, żeby było po wszystkim, i niewykluczone, że już nigdy więcej nie będę mógł z wami porozmawiać”.
Na lotnisku międzynarodowym w Manili czekał wielotysięczny tłum. Drzewa opasano żółtymi wstążkami. Było to nawiązanie do piosenki Tony’ego Orlanda i grupy Dawn o więźniu wracającym do domu: „Sto żółtych wstążek wokół pnia starego dębu / Wracam do domu. / Zawiąż żółtą wstążkę wokół starego dębu”⁴².
Oddział żołnierzy pojawił się w samolocie, gdy tylko podjechał on pod bramkę wyjściową. Aquino wszedł w ich eskorcie do rękawa prowadzącego do terminala. Wszystkim pozostałym pasażerom nakazano pozostać na miejscach, choć dziennikarze wykłócali się z żołnierzami, by ich przepuścić. Po chwili rozległy się strzały. Młoda kobieta, która patrzyła na zewnątrz przez okno, zaczęła krzyczeć. Gdy po latach zeznawała przed Sandiganbayanem, filipińskim sądem apelacyjnym, i amerykańskim Kongresem, powiedziała: „Wysoki Sądzie, nawet gdybym miała okazać się najgorszym człowiekiem na świecie, nic nie zmieni faktu, że Ninoya zastrzelił żołnierz”⁴³.
Ubrany na biało Ninoy Aquino, nadzieja filipińskiej opozycji, wykrwawił się, leżąc na płycie lotniska, zanim zdążył wygłosić przemówienie, nad którym tak starannie pracował w Bostonie: „Powracam z emigracji, choć nie wiem, co mnie tu czeka, a do zaoferowania mam jedynie wiarę i determinację”⁴⁴.
Pomimo ulewnych deszczy monsunowych co najmniej cztery miliony ludzi szło za trumną z jego zmasakrowanymi zwłokami. Nieśli ze sobą tablice i transparenty z napisem: „Nie jesteś sam”. Kondukt pogrzebowy przemierzał ulice Manili przez jedenaście godzin. Zabójstwo Aquina było dla wielu osób ostatecznym aktem zniewagi po latach brutalnego łamania praw człowieka.
W roku, w którym przyszłam na świat, dwa lata po zamachu, presja międzynarodowa zmusiła Ferdinanda Marcosa do rozpisania wyborów prezydenckich. Główną rywalką dyktatora była wdowa po Ninoyu Aquinie, elokwentna gospodyni domowa, która nosiła duże okulary i żółte sukienki. Miała na imię Corazon, co znaczy „serce”. Ale wszyscy w kraju nazywali ją Cory.
Kampania wyborcza przed wyborami prezydenckimi trwała czterdzieści pięć dni. 7 lutego 1986 roku o siódmej rano otworzono osiemdziesiąt pięć tysięcy lokali wyborczych. Z oszustwami nawet się nie kryto, dopuszczając się ich na oczach międzynarodowych obserwatorów, przedstawicieli filipińskiej prasy i ponad tysiąca korespondentów zagranicznych⁴⁵. W całym kraju zginęło co najmniej osiemdziesiąt osób⁴⁶. Wielu wolontariuszy zostało pobitych. Do lokali wyborczych wdzierały się grupy mężczyzn uzbrojonych w karabiny i granaty. W prowincji Antique, tuż przed wejściem do siedziby lokalnych władz, morderca wpakował dwadzieścia cztery kule w Evelia Javiera, miejscowego szefa kampanii wyborczej Corazon Aquino⁴⁷. W Manili pocisk snajpera przebił na wylot trzymaną przez jednego z demonstrantów tablicę z napisem: „Marcos, odejdź”. Trafiony w klatkę piersiową dwudziestotrzyletni mężczyzna zginął na miejscu⁴⁸.
Według wyników podawanych przez niezależne instytucje Cory Aquino prowadziła, ale Zgromadzenie Narodowe ogłosiło Marcosa prezydentem Filipin na czwartą kadencję⁴⁹. Co najmniej trzydziestu młodych programistów komputerowych, którzy odpowiadali za liczenie głosów, w ramach protestu zrezygnowało z pracy. Ich zdaniem rząd manipulował wynikami⁵⁰.
Kościół katolicki opublikował niemające precedensu oświadczenie, w którym uznał wybory za sfałszowane⁵¹. Władze innych państw wstrzymały się z gratulacjami. Prezydent Reagan, który początkowo utrzymywał, że do oszustw dochodziło po obu stronach, w końcu ugiął się pod presją ze strony własnej administracji oraz amerykańskiej prasy i potępił „szeroko zakrojone fałszerstwa, a także akty przemocy, jakich dopuściła się głównie partia rządząca”⁵². Na Filipinach tymczasem coraz bardziej wrzało.
W trzecim tygodniu lutego 1986 roku sekretarz obrony Juan Ponce Enrile oraz Fidel Ramos, wiceszef Sztabu Generalnego Sił Zbrojnych, zabarykadowali się wraz z niewielką grupą zbuntowanych żołnierzy w kwaterze głównej wojska i policji⁵³. Prowadzona przez kobietę i dwóch nastoletnich chłopców nielegalna stacja radiowa, Radio Veritas, nadała apel arcybiskupa Manili: „Chrońcie demonstrantów”.
„Księżyc w pełni wzeszedł wczorajszej nocy nad Filipinami rozrywanymi od środka przez siły rewolucji – pisał Phil Bronstein dla »San Francisco Chronicle«. – Pod bramami dwóch baz wojskowych w Manili stoją ludzie, którzy strzegą żołnierzy”⁵⁴.
_Reszta tekstu dostępna w regularnej sprzedaży._
1.
Proces kolonizacji podczas ekspedycji Legazpiego sprytnie łączył w sobie kampanie pokojowe i bardziej agresywne działania, angażując w nie przedstawicieli tubylczych elit. Krzewiono również, z coraz większą mocą i w coraz bardziej zorganizowany sposób, religię chrześcijańską, na którą nawracano miejscową ludność. Współdziałanie miecza i krzyża trwało aż do 1571 roku, kiedy to Manila znalazła się pod hiszpańskim władaniem i stała się stolicą nowej kolonii.
2.
Stany Zjednoczone musiały zmagać się z sytuacją polityczną, w której kolonie zaczęły wyrywać się spod jarzma imperiów. Pod koniec XIX wieku USA same ustawiły się w pozycji potęgi kolonialnej i przyjęły dyskurs własnego szczególnego posłannictwa, kreując się na prawdziwego orędownika misji cywilizacyjnej. W przeciwieństwie do wcześniejszych imperiów Stany Zjednoczone angażowały się w politykę kolonialną jako przedsięwzięcie o charakterze opiekuńczym, które miało rzekomo przygotować kolonie do pełnej autonomii.
3.
W następstwie tego, że Filipiny, które wówczas były hiszpańską kolonią, zostały wplątane w wojnę hiszpańsko-amerykańską, Stany Zjednoczone zaangażowały się w trwające powstanie filipińskie mające na celu obalenie kolonialnych rządów Hiszpanii. W trakcie negocjacji z siłami hiszpańskimi w Manili Amerykanie uzgodnili zainscenizowanie „pozorowanej bitwy”, żeby zapewnić „pokojową” kapitulację wojsk hiszpańskich. W tle toczyły się pertraktacje na szczeblu rządowym, a poddanie się oddziałów hiszpańskich miało stanowić sygnał do zakończenia całej wojny. Do „pozorowanej bitwy o Manilę” doszło 13 sierpnia 1898 roku, a w jej efekcie podpisano akt kapitulacji, który umożliwił Amerykanom ustanowienie na Filipinach władzy wojskowej.
4.
Po podpisaniu traktatu paryskiego Stany Zjednoczone opublikowały proklamację życzliwej asymilacji. Dokument ten stanowił wykładnię retoryki amerykańskiego ekscepcjonalizmu, która uzasadniała zagarnięcie filipińskiej kolonii.
5.
Określenie „dyktatura małżeńska” zaczęło być powszechnie stosowane po tym, jak Primitivo Mijares, były sekretarz prasowy Marcosa i jego zaufany współpracownik, wykorzystał je w tytule swoich wspomnień. Książka, która pierwotnie ukazała się w 1976 roku, a także zeznania złożone przed amerykańskim Kongresem kosztowały życie zarówno samego Mijaresa, jak i jego najmłodszego syna Boyeta.
6.
22 marca 1986 roku były pracownik sieci domów aukcyjnych Sotheby’s ujawnił w „Los Angeles Times”, że ówczesna pierwsza dama Imelda Marcos wykupiła całą zawartość apartamentu filantropa Lesliego R. Samuelsa tuż przed wystawieniem jej na licytację. Obejmowała ona wartą pięć milionów dolarów kolekcję siedemnasto- i osiemnastowiecznych obrazów angielskich, mebli i ceramiki.