Facebook - konwersja
Przeczytaj fragment on-line
Darmowy fragment

Nietoperz w świątyni. Biografia Jerzego Nowosielskiego - ebook

Wydawnictwo:
Format:
EPUB
Data wydania:
10 lutego 2026
49,90
4990 pkt
punktów Virtualo

Nietoperz w świątyni. Biografia Jerzego Nowosielskiego - ebook

Bestselerowa biografia Jerzego Nowosielskiego, wybitnego malarza i prawosławnego myśliciela. Wydana po raz pierwszy w 2011 r. – znalazła się w finale najważniejszych nagród literackich: Nike, Gdynia i Gryfia. Dzieje Nowosielskiego skupiają jak w soczewce najważniejsze rozterki i dramaty mieszkańców tego zakątka Europy XX wieku. (...) Warto poznać źródła, z których wypływa jego myśl i sztuka, pochylić się nad nieprostym losem tego wielkiego artysty i pięknego, choć tragicznego człowieka – pisze we wstępie autorka, która tytuł książki zaczerpnęła ze słów Tadeusza Różewicza: Malarstwo Nowosielskiego to malarstwo rozpięte na ramionach miłości „niebiańskiej” i miłości „ziemskiej'” Rozdarty przez te dwie miłości malarz przypomina czasem anioła, a czasem nietoperza wiszącego w podziemiach opuszczonej świątyni.

Książka pokazuje Nowosielskiego jako artystę, który zmienił na zawsze oblicze polskiej sztuki i wywarł ogromny wpływ na kolejne pokolenia twórców. Krystyna Czerni szczegółowo opisuje drogę twórczą i działalność pedagogiczną Nowosielskiego; z ogromną delikatnością przedstawia jego życie osobiste, kłopoty z kobietami czy zmaganie się z chorobą alkoholową.

Ta książka to wielka sprawa: biografia napisana tak odważnie i jednocześnie z taką czułością. Z troską o każdy detal, każdy cień, cierń. Przy tym prosto, przezroczyście, bez retorycznej nadwyżki. Z tych powodów zresztą to lektura bolesna. Nic nam, czytelnikom, nie zostaje oszczędzone – pisał Wojciech Bonowicz.

Obecne, trzecie wydanie zostało przez autorkę przejrzane i uzupełnione; zawiera blisko trzysta zdjęć i ilustracji, a barwny, 32-stronicowy aneks przybliża najważniejsze dzieła Nowosielskiego, tak świeckie jak i sakralne.

Książka została wydana we współpracy z Muzeum Narodowym w Krakowie.

Ta publikacja spełnia wymagania dostępności zgodnie z dyrektywą EAA.

Kategoria: Biografie
Zabezpieczenie: Watermark
Watermark
Watermarkowanie polega na znakowaniu plików wewnątrz treści, dzięki czemu możliwe jest rozpoznanie unikatowej licencji transakcyjnej Użytkownika. E-książki zabezpieczone watermarkiem można odczytywać na wszystkich urządzeniach odtwarzających wybrany format (czytniki, tablety, smartfony). Nie ma również ograniczeń liczby licencji oraz istnieje możliwość swobodnego przenoszenia plików między urządzeniami. Pliki z watermarkiem są kompatybilne z popularnymi programami do odczytywania ebooków, jak np. Calibre oraz aplikacjami na urządzenia mobilne na takie platformy jak iOS oraz Android.
ISBN: 978-83-974793-8-8
Rozmiar pliku: 26 MB

FRAGMENT KSIĄŻKI

Dziękujemy panu Andrzejowi Starmachowi z Galerii Starmach, która jest właścicielem autorskich praw majątkowych do twórczości Jerzego Nowosielskiego o tematyce świeckiej, oraz ojcu Jarosławowi Antosiukowi z Parafii Prawosławnej pw. Zaśnięcia Najświętszej Marii Panny w Krakowie, która jest właścicielem autorskich praw majątkowych do twórczości Jerzego Nowosielskiego o tematyce sakralnej, a także agencji Art Ivilo, zajmującej się dyspozycją tych praw – za życzliwość i wyrażenie zgody na udostępnienie zdjęć oraz publikację fotografii prac artysty.WSTĘP

Gatunek biografii przeżywa prawdziwy renesans. Miłośnikom sztuki nie wystarcza już samo dzieło – chcą zbliżyć się do autora, zrozumieć jego czas, odtworzyć życiowe zakręty i wybory. Poznać człowieka. Dziś nikt już nie traktuje serio modnej kiedyś teorii Kunstgeschichte ohne Namen (historii sztuki bez nazwisk). Na zostanie bohaterem biografii trzeba sobie zasłużyć: wybitnym dorobkiem, nietuzinkowym życiorysem. Na miano biografa trzeba sobie zapracować, biograf pełni w pewnym sensie rolę „służebną”, jego głównym celem jest dokumentacja: zgromadzenie i uporządkowanie jak największej liczby faktów z życia opisywanej postaci. Obcowanie z prawdziwą Wielkością, będąc nierzadko dopuszczonym do jej prywatności i sekretów, jest niewątpliwie przywilejem, z czasem może nawet stać się rodzajem szlachetnej obsesji. Może dlatego biografowie nie chcą się zatrzymać, nie mogą się pożegnać ze swym bohaterem. Adam Zagajewski w eseju Anglosaskie biografie nazywa biografów „długodystansowcami piśmiennictwa”, którzy – w przeciwieństwie do poetów, tych „nerwowych sprinterów literatury” – „w zasadzie nie chcą wcale dokończyć swych dzieł. Niby śpieszą się, niby chcą dotrzymać terminu wydawniczego, przesuwanego z roku na rok ku rozpaczy redaktorów wydawnictwa, niby widzimy ich w archiwach i później w gabinetach, jak całymi dniami pracują nad powoli rosnącym tekstem, ale – z drugiej strony – drąży ich zarazem obawa, że czegoś nie znajdą; nie odnajdą ważnego listu, nie dotrą do ostatniego żyjącego świadka i ich opasła książka, owoc tylu lat, rezultat tylu trudów i wyrzeczeń, już po roku przestanie być definitywną biografią”.

Nie chcąc popełnić tego błędu – oddaję dziś do rąk czytelnikowi biografię Jerzego Nowosielskiego. Ten najwybitniejszy może polski malarz współczesny to dla Polski postać „emblematyczna”, jego dzieje skupiają jak w soczewce najważniejsze rozterki i dramaty mieszkańców tego zakątka Europy XX wieku. Jego życie duchowe przebyło drogę: od Łemkowszczyzny przez polskość do ponadnarodowej eschatologii; od katolicyzmu przez ateizm do prawosławia – i jeszcze dalej. Nowosielski pozostaje jednym z najciekawszych twórców i myślicieli współczesnej Polski, a jego postawa religijna i artystyczna wyraża to, co w naszej tradycji i duchowości najlepsze. Warto poznać źródła, z których wypływa jego myśl i sztuka, pochylić się nad nieprostym losem tego wielkiego artysty i pięknego, choć tragicznego człowieka.

Gdy przed kilkoma laty podjęłam się pisania biografii Nowosielskiego, zaledwie przeczuwałam stopień trudności, z jakim przyjdzie mi się zmierzyć. Nie chodzi nawet o ogrom poświęconej artyście literatury, choć pisali o nim najwybitniejsi: krytycy, historycy sztuki, poeci. Przeraził mnie raczej ogrom „białych plam” w wiedzy o życiu i twórczości malarza. Wiele dzieł sakralnych pozostawało w ukryciu, o wielu etapach jego życia wiadomości były szczątkowe, biogramy powtarzały wciąż te same niespójne informacje – w dodatku sam artysta, zwłaszcza w późniejszych wypowiedziach, często po prostu fantazjował i „zmyślał”. Wszystko to należało teraz uściślić i zweryfikować. Kiedy w latach 80. sama przeprowadzałam z malarzem wywiad-rzekę, zamiast pytać – po Bożemu – o mamę i tatę, dzieciństwo, historię rodziny, bardziej interesowały mnie ideowe uwikłania: okupacja, socrealizm, polityczne kompromisy. Taki był tamten czas, te sprawy wydawały się nam najistotniejsze. Czas, ale także wiek, weryfikuje hierarchię znaczeń. Dopiero dojrzałość pozwala docenić wagę pewnych rzeczy…

Gdy zasiadłam do pisania tej książki, sędziwy malarz nie mógł mi już służyć pomocą. Nie żyła jego żona ani nikt z dalszej rodziny, dzieci nie mieli – nie było kogo wypytywać. Kiedy skarżyłam się na „informacyjną pustkę” wokół Nowosielskiego, Józef Chrobak – autor szczegółowego kalendarium życia malarza z katalogu Zachęty – obruszył się: – To niemożliwe. Każdy ma jakąś rodzinę! – Zapamiętałam. Przełomem w moich poszukiwaniach stało się odnalezienie grobu rodziców i braci artysty. Chrześcijanin wierzy w „świętych obcowanie” – niewidoczną obecność zmarłych, relację między żyjącymi a tymi, którzy już odeszli. Nie chodzi o wywoływanie duchów, lecz o wiarę w to, że możemy doświadczać bliskości i wsparcia osób, które przekroczyły już granicę śmierci. Stojąc przy grobie Hanny i Stefana Nowosielskich, pomyślałam: – To jest też Wasza sprawa, pomóżcie, to o Was chcę opowiedzieć. – Niedługo potem trafiłam na piękny zbiór rodzinnych fotografii, odnalazłam cenne listy. Później jeszcze wielokrotnie, wędrując śladami artysty, znajdowałam dokumenty i świadectwa, które jakby czekały tylko na mnie. „Każdy ma jakąś rodzinę”. Nawet jeśli nasi bliscy są już „za grzbietem nieba”, pozostają rodziną, a rodzina się wspiera. Próbowałam odtworzyć genealogię i dzieciństwo Jerzego Nowosielskiego tak wiernie, jak to tylko możliwe, w głębokim przekonaniu, że właśnie najwcześniejsze lata życia są decydujące dla rozwoju człowieka i artysty.

Pozostało jeszcze badanie archiwów i dotarcie do żyjących świadków: przyjaciół i współpracowników, uczniów, sąsiadów, inwestorów i kolekcjonerów. Rozmawiałam z dziesiątkami osób, które spotkały na swojej drodze Nowosielskiego – ich świadectwa i wspomnienia wnoszą niezwykle cenne i nowe informacje o twórcy i jego dziele. Ludzka pamięć bywa wybiórcza i zwodnicza, lecz żadna uczona analiza nie potrafi tak namacalnie wskrzesić przeszłości, jej zapachów i kolorów. Prywatne opowieści dopuszczają też czytelnika do pewnej intymności, „domowej” zażyłości z bohaterem. Prawda o człowieku jest złożona. Legenda też ma duże znaczenie, ale prawda jest ciekawsza. Dlatego dobra biografia nie może być bezkrytyczna. Przeciwnie – powinna być niedyskretna, pozbawiona tematów tabu, biorąca pod uwagę wszystko: także słabości, upadki, tajemnice alkowy i sumienia. „Są różne punkty widzenia – przestrzegał mnie Tadeusz Różewicz – ja po prostu o pewnych rzeczach nigdy nikomu nie powiem (…), bo byłoby to nielojalne i paskudne. To są właśnie różnice między tymi, co piszą biografie, a przyjaciółmi. Nie wszystko jest na sprzedaż. To były sprawy między nami. Guzik mnie obchodzą biografie, zresztą najlepsze są sfałszowane. Nieprawdziwe są zawsze ciekawsze”. Mam nadzieję, że pisząc o „ciemnej stronie” życia artysty, udało mi się nie przekroczyć granicy braku szacunku i taktu.

Ze względów redakcyjnych cały wielki blok materiałów dotyczących obszernej twórczości religijnej i monumentalnej artysty został wyłączony do odrębnej, naukowej publikacji¹. Polichromie i adaptacje wnętrz sakralnych Nowosielskiego zasługują na szczegółowe, fachowe opracowanie, w książce o jego życiu mogły zostać przedstawione tylko ogólnie, bez należnej im uwagi i pieczołowitości.

Wszystkim, którzy wspierali mnie przy tej pracy, winna jestem słowa podziękowania. Prof. Mieczysław Porębski jako pierwszy namówił mnie do zajmowania się Nowosielskim i przez te wszystkie lata służył mi nieocenioną radą i pomocą. Andrzejowi Starmachowi dziękuję za zaufanie i możliwość nieograniczonego dostępu do archiwum malarza. Iwona Ornatowska, Renata Rogozińska, Władysław Podrazik, Paweł Różewicz i Olek Siemaszko niech przyjmą słowa wdzięczności za wnikliwą lekturę maszynopisu i cenne uwagi. Agnieszce Poniewierskiej-Ostapczuk i Alinie Doboszewskiej zawdzięczam pomoc w spolszczeniu tekstów ukraińskich. Rodzinie i Przyjaciołom dziękuję za bezustanną mobilizację, słowa zachęty i wyrozumiałość.

***

Nie jest łatwo pisać o twórcy tego formatu, nie popadając w banał. Również nie wszystkim wcześniejszym biografom udało się znaleźć odpowiedni język i klucz do opisania fenomenu Nowosielskiego. Gdy ukazała się pierwsza, skromnie ilustrowana, monografia artysty, pióra Jerzego Madeyskiego (WL, 1973), zbulwersowany prof. Ryszard Przybylski w liście do „Tygodnika Powszechnego” dokonał miażdżącej krytyki publikacji, odsądzając autora od czci i wiary, demaskując zawarte w książce „absolutnie fałszywe teorie” i „banialuki”, a przede wszystkim – ignorancję i niedostatki wiedzy religijnej. „Bez tej wiedzy – pisze Przybylski – każdy skazany jest na wymyślanie frywolnych fraszek i dość żałosne mądrzenie się, które żenuje w najwyższym stopniu. (…) Nie wolno popisywać się swą bezsilnością wobec wypowiedzi wyjątkowo wykształconego malarza. Do rozmowy z artystą należy się dobrze przygotować, a jeśli sił nie starczyło – zrezygnować z tej wielkiej biesiady duchowej, jaką powinna być książka o Nowosielskim”.

Ten groźny cytat powiesiłam sobie nad biurkiem jako memento. Do czytelnika należy ocena, czy okazał się skuteczny…

1.
RODOWÓD

------------------------------------------------------------------------

„Stryjenka strasznie przeżyła śmierć synów i trzymała Jurka pod kloszem – wspomina Barbara Nowosielska. – Nie było do niego dostępu. U nas czereda chłopaków grała w piłkę, ale stryjenka bardzo się bała, miała różne fobie, nie dopuszczała do Jurka, on nigdzie nie wychylał nosa”.

------------------------------------------------------------------------

„Jak dziś pamiętam pewne popołudnie – wspomina Nowosielski – gdy po jednej z rozmów z Jachimowiczem przeszedłem do drugiego pokoju i wtedy nagle wszystkie moje uprzednie wrażenia wyniesione z oglądania obrazów van Gogha i Utrilla odżyły we mnie w jakiś jedyny, niepowtarzalny sposób. Było to coś, co umyka opisowi. Po prostu otworzyły mi się oczy na sztukę. To tak, jakbym nie ucząc się, zaczął nagle mówić biegle jakimś nieznanym mi językiem albo nie umiejąc, rzucony na głęboką wodę, zaczął pływać… Zobaczyłem obrazy i zapragnąłem zostać malarzem”.

------------------------------------------------------------------------

„To była dość dziwna szkoła rzemiosła artystycznego, właściwie średnio-wyższa – wspomina Mieczysław Porębski. – Niemcom potrzebna była pewna ilość szkół rzemiosła dla szkolenia średnio biegłych niewolników – trzeba było coś tam umieć polakierować, zrobić sztukaterię, tkactwo. Dlatego oficjalnie program był ściśle ograniczony do czysto praktycznych umiejętności, ale profesorowie uczyli tego, co uważali za stosowne, to znaczy normalnie realizowali przedwojenny program”. (…) To właśnie w Kunstgewerbeschule Nowosielski spotyka przyjaciół, którzy kiedyś wyrosną na największe osobowości polskiej sztuki.

------------------------------------------------------------------------

„On był jakiś taki młodszy, jakby niedojrzały – wspomina prof. Irena Bajerowa, koleżanka z Kunstgewerbeschule. – Inni chłopcy to byli już prawie mężczyźni, a on był taki dość ciapowaty, jakby »odklejony«. (…) To był miły i dobry chłopak, którego niestety prześladowaliśmy – _mea culpa_ – a dlatego, że się dowiedzieliśmy, że to jest Ukrainiec. To był czas, kiedy już się zaczęły różne rzezie na Wschodzie, wobec tego postanowiliśmy mu dać łupnia. Polegało to na tym, że na lekcji rzeźby robiliśmy kulki i biliśmy w niego. My, to znaczy koledzy i koleżanki z grupy. No i waliliśmy w niego, a on tak grzecznie stał, nie bronił się. Może nawet nie wiedział dlaczego, bo myśmy mu nie powiedzieli”.

Reguła studytów jest niezwykle wymagająca, zbliżona do surowej reguły trapistów. (…) Tak zapamiętał zakonny reżim Jerzy Nowosielski: „Podział doby był na trzy ósemki: 8 godzin modlitwy, 8 godzin pracy i 8 godzin wypoczynku. (…) Z tym że dla człowieka, który lubi modlitwę i w ogóle rozumie liturgię wschodnią, te 8 godzin modlitwy było właściwie przyjemnością, przecież z tym były związane bardzo głębokie przeżycia estetyczne, literackie. (…) W ramach 8 godzin pracy było malowanie ikon, które też było dużą przyjemnością”.DOM

Nowosielski przechwalał się czasem, że ma „podwójny chrzest”: oficjalny w kościele rzymskokatolickim i nieoficjalny w cerkwi. Jednak księgi parafialne krakowskiego kościoła św. Mikołaja tego nie potwierdzają, choć odnotowują chrzest pierworodnego syna Nowosielskich: Włodzimierza. Zachowała się natomiast metryka z cerkwi św. Norberta („Księga urodzeń i chrztów”, tom III, s. 232): _Georgius Ciprianus Nowosielski, filius Stephani et Anna n. Harländer, natus in Cracovia 7 Januarii 1923, baptisatus et confirmatus 2 Februarii 1924._

pod kloszem

O swoich nieznanych braciach, z których młodszy był jego imiennikiem, Jerzy Nowosielski będzie mówił krótko: zmarli na zarazę w czasie pierwszej wojny. On sam jest ostatnim, późnym dzieckiem Nowosielskich. Gdy przychodzi na świat 7 stycznia 1923 roku, rodzice dobiegają czterdziestki. Ich wcześniejszy dramat musi wpłynąć na stosunek do najmłodszego syna i na życie całej rodziny – towarzyszące im już do końca poczucie kruchości i zagrożenia. Fotografie nie kłamią: na twarzach Stefana i Hanny na zawsze pozostaje cień smutku i powagi. Nie ma już poetyckiej, nieco egzaltowanej panny, zniknęły gdzieś zawadiackie, podkręcone w górę wąsy. Oczy straciły blask, rysy przysypała warstwa popiołu. Rodzice, jakich poznaje Jerzy Nowosielski, są już innymi ludźmi.

„Tamta Rodzina żyła »bardzo osobno« – wspomina Barbara Nowosielska, wnuczka stryja Michała. – To nie wynikało z kłótni, ale z traumy. Stryjenka strasznie przeżyła śmierć synów i trzymała Jurka pod kloszem. Nie było do niego dostępu. U nas czereda chłopaków grała w piłkę, ale stryjenka bardzo się bała, miała różne fobie, nie dopuszczała do Jurka, on nigdzie nie wychylał nosa”. „Wychowywałem się jako jedynak – potwierdza artysta. – Trochę samotnik, trochę odludek był ze mnie. Byłem taki mały niedojda, bałem się rówieśników, bo moi koledzy byli agresywni i lubili się bić… Wolałem być sam”.

Metryka Jerzego Cypriana Nowosielskiego, ur. 7 stycznia 1923

Gdy rodzina Nowosielskich się powiększa, sytuacja zawodowa ojca jest ustabilizowana. Kolejne ich adresy to mieszkania służbowe w budynkach kolei, najczęściej w pobliżu dworca i torów: Lubomirskich 51/52, Lubicz 10 a, Strzelecka 9, Moniuszki 2. W połowie lat 30. Nowosielscy wielkim wysiłkiem stawiają dom na rodzinnej działce przy Podmiejskiej 9, w pobliżu Rakowic. Z wszystkich mieszkań dzieciństwa artyście najbardziej zapadnie w pamięć jedno: „Mieszkałem w Krakowie, na takiej ulicy Lubicz, koło dworca kolejowego, jedno z okien wychodziło na wschód, i jako małe, cztero-, pięcioletnie dziecko myślałem, że tam na wschodzie jest Konstantynopol, miasto cudów, Nowy Rzym”.

Ogromny, dwupiętrowy gmach piętrzy się nad słynnym wiaduktem projektowanym przez samego Teodora Talowskiego, wpisanym do rejestru zabytków jako „most kolejowy nad ul. Lubicz wraz z murami oporowymi podkopu”. Okna budynku Dyrekcji Kolei przy klatce Lubicz 10 a – dziś siedziba Straży Ochrony Kolei – wychodzą bezpośrednio na perony. Gmach oddzielony jest od torów ogrodzeniem, podobno ojciec miał klucz do furtki i często przeprowadzał Jurka „na skróty”, przez perony. Naprzeciwko, po drugiej stronie torów, widać budynek dworca, z głośników słychać zapowiedzi. W dzieciństwie Nowosielski będzie chciał zostać maszynistą i już na zawsze polubi spacery wzdłuż kolejowych szyn, a zielone, dziecinne lokomotywy jadące przez jego płótna będą jednymi z najpiękniejszych obrazów. „Kolejki nadal maluję – zwierzy się w 1996 roku – gdyż rozumiem ich mechanizm. To mi pozostało z XIX-wiecznej edukacji, kiedy od szczenięcych lat wiedziałem, na jakich zasadach funkcjonuje maszyna parowa i kolej. Teraz nie. Gdy włączam telewizor, to nie wiem, jak on działa, czy porusza go Anioł, czy Diabeł. (…) Przeto wracam do tematu kolejki, jak do pięknych dziecinnych snów”.

Jerzy Nowosielski, 1924

Jerzy Nowosielski, koniec lat 20.

Nowosielski nie jest jedynym malarzem wśród kolejarskich synów. Na kolei pracowali ojcowie Weissa, Lebensteina, Kujawskiego, Borowczyka, Giorgia de Chirico – i widać to w ich obrazach. Koleje, statki, samoloty, wszystkie wehikuły przestrzeni od zawsze karmiły artystyczną wyobraźnię. Fascynację pociągami zdradzali Wróblewski, Brzozowski, nawet Witkacy, który z pasją fotografował lokomotywy. Pociągi i dworce – symbol tęsknoty, pożegnań i podróży w nieznane, ale także bezdomności, wykorzenienia. I ukochana chłopięca zabawka. Jeszcze jako dorosły, Nowosielski będzie kolekcjonował kolejki _Pico_, przerabiając je i przemalowując „po swojemu”. „Kiedyś zastałem u niego w pracowni – opowiada Mieczysław Porębski – zmontowaną na podłodze całą miniaturową sieć kolejową: szyny, rozjazdy, bocznice, krążące po niej składy kolorowych wagoników. Pochylony nad nimi dysponował tym ruchem pociągów, włączał światła, przesuwał zwrotnice, opuszczał i podnosił mijane szlabany. Miał tych urządzeń całą szafkę. Kraj lat dziecinnych. Święty i czysty”.

Co jeszcze zapamiętał Nowosielski z dzieciństwa? „Pamiętam, jak latały takie samoloty bez kadłuba, były tylko płaty, stateczniki, a zamiast kadłuba rusztowanie. Dorożek było pełno… A poza tym było to miasto pogranicza, sąsiadujące przez planty Dietlowskie z najczystszym Orientem. Bo jak człowiek przeszedł planty Dietlowskie, znajdował się w największym ośrodku judaistycznym na świecie. I człowiek traktował to jako coś najbardziej naturalnego na świecie, co musi być, co było, zanim on zaistniał, i będzie zawsze. Okazało się, że to nieprawda. (…) Dzisiaj ludzie sobie przecież nie wyobrażają, czym była dzielnica żydowska w okresie międzywojennym. To była inna kultura, inny świat, jakieś inne fluidy. I to, że tak nagle! Przeszła pani jedną jezdnię, klomb, drugą jezdnię – i pani nagle jest gdzie indziej. To było przeżycie! Ta egzotyka, która była w zasięgu ręki. Tym dziwniejsza, tym bardziej zdumiewająca. Ludzie powojenni nawet tego sobie wyobrazić nie mogą”.
mniej..

BESTSELLERY

Menu

Zamknij