Niewinne serce - ebook
Pierwszy tom kultowej szwedzkiej sagi o młodej pomocy domowej
Ponad milion sprzedanych egzemplarzy
Idealna powieść dla miłośniczek Stefci i Służących do wszystkiego!
Rok 1937. Betty pragnie poznawać świat i czytać książki, lecz chłopskie pochodzenie uniemożliwia jej kontynuowanie nauki. Zamiast tego wyjeżdża do Sztokholmu, by zostać służącą w domu bogatego doktora, gdzie codzienność stawia przed nią kolejne wyzwania.
Wśród trudów pracy i nieustannych przytyków ze strony pani domu Betty znajduje wsparcie w innej pomocy domowej, Violi, a spotkanie z przystojnym wykładowcą Martinem Fischerem otwiera przed nią świat intelektualnych pasji i pierwszej miłości. Z czasem dziewczyna odkrywa, że życie rzadko bywa czarno-białe i że każdy kryje w sobie pewne tajemnice.
W tej poruszającej, pełnej emocji opowieści Katarina Widholm przenosi czytelnika do barwnego Sztokholmu lat 30., pokazując świat kobiet, które odważnie szukały swojego miejsca w życiu i w historii.
Ta publikacja spełnia wymagania dostępności zgodnie z dyrektywą EAA.
| Kategoria: | Obyczajowe |
| Zabezpieczenie: |
Watermark
|
| ISBN: | 978-83-68647-51-8 |
| Rozmiar pliku: | 2,0 MB |
FRAGMENT KSIĄŻKI
28 września 1937
Proszę wsiadać, drzwi zamykać!
Mama za oknem uniosła dłoń w geście pożegnania, choć wyglądało to tak, jakby przy okazji próbowała otrzeć kącik oka. Spod kapelusza, który nosiła, odkąd Betty sięgała pamięcią, wystawały cienkie, mysie włosy. Że też Betty do tej pory nie dostrzegła, jaka mama jest szczupła i niska. Pociąg ruszył z wolna i po chwili zarówno mama w brązowym palcie, jak i stacja w Hudiksvall zniknęły z pola widzenia.
Betty opadła na swoje miejsce. Drżała z zimna, a jej dłonie wciąż były zlodowaciałe od czekania na chłodnym peronie, lecz za radą ciotki Helmi zdjęła czapkę i rozpięła płaszcz. Warkocze przemokły od deszczu, więc odrzuciła je na plecy. Postanowiła, że kiedy tylko nadarzy się okazja, zetnie je, pójdzie do prawdziwej fryzjerki i każe sobie nawinąć włosy na wałki w profesjonalnej maszynie do trwałej ondulacji. Lecz nie wcześniej niż przed pierwszą wypłatą. Za każdym razem, gdy o niej myślała, czuła motyle w brzuchu. Wkrótce miała już dysponować samodzielnie zarobionymi pieniędzmi.
Ciotka Helmi powiedziała mamie, że Betty powinna uważać się za szczęściarę, skoro trafiła jej się posada u doktorostwa Molanderów w Sztokholmie na Jungfrugatan.
– Doprawdy trudno o lepszego pracodawcę! – powtarzała.
I raczej wiedziała, co mówi, bo przepracowała w stolicy całe dorosłe życie. Najpierw jako pomoc domowa, potem pracownica biurowa, a ostatnie dwadzieścia lat jako asystentka rewizora na Rådmandgatan.
– Usiądź przy oknie, będziesz miała widok. – Ciotka Helmi podniosła się ze stęknięciem i rozpinając płaszcz na wydatnym biuście, zamieniła się z Betty miejscami. Sama nie zdjęła eleganckiego kapelusza z ptasim piórem. Odebrała od dziewczyny znoszone palto i powiesiła je pod swoim nakryciem na haczyku pod półką na bagaże. Oprócz nich w przedziale był tylko jeden pasażer – elegancki pan zajmujący miejsce przy drzwiach. Wyglądał, jakby spał.
Betty ponownie usiadła. Jeszcze nigdy nie podróżowała pociągiem. Wiele razy odbierała ciotkę Helmi ze stacji albo patrzyła, jak odjeżdża z peronu, i za każdym razem marzyła, by kiedyś też wybrać się w taką podróż. A teraz... Teraz sama jechała do Sztokholmu.
Mama wolałaby, żeby Betty znalazła sobie posadę w rodzinnym Hudiksvall, a skoro już musiała wyjeżdżać, czyż nie wystarczyłoby Sundsvall albo chociaż Gävle?
Jednak Betty marzyła o stolicy. Śniła o niej, odkąd była małą dziewczynką i ciotka Helmi, w strojach z najpiękniejszych tkanin, przyjeżdżała do domu na Boże Narodzenie z łakociami, jakich Betty nigdy wcześniej nie widziała. W międzyczasie przysyłała pocztówki ze zdjęciami sztokholmskich wysp oblanych wodami i dostojnych budynków. A teraz to ona, Betty Lind z Åviku w Hudiksvall, też miała tam zamieszkać.
– Pamiętaj, żeby odpowiadać „tak, pani doktorowo” albo „nie, pani doktorowo” za każdym razem, kiedy zostaniesz o coś zapytana albo poproszona. I odzywaj się tylko wtedy, kiedy cię zagadną!
Betty potaknęła. Przerabiały to już setki razy. Mama i braciszkowie Betty siedzieli na ławie w kuchni i słuchali, jak ciotka Helmi przepytuje dziewczynę z przepisów na sosy, techniki polerowania sreber oraz podawania do stołu.
Czuła się pewnie. Bo czyż przez prawie cały miniony rok nie zajmowała się domem i braćmi? Każdego dnia szykowała śniadania i kolacje, żeby ulżyć mamie, która chodziła do pracy w tartaku. Słała łóżka, robiła pranie i sprzątała ich malutkie mieszkanko na Bagargatan. Cerowała i naszywała łaty na kolana w spodniach Edvina po tym, jak spadł z drzewa i cały się podrapał, czyściła rany małego Pellego po wywrotce pod szkołą. Poza tym przez ostatnie dwa lata pomagała w domu starszej pani Skoglundowej, zamieszkałej w nowoczesnej kamienicy „Automathuset” – trzy razy w tygodniu robiła zakupy, gotowała i sprzątała. Pani Skoglundowa nigdy się na nią nie skarżyła – wręcz przeciwnie, chwaliła ją. Mama też powtarzała, że Betty jest dokładna i wyśmienicie gotuje. Na pewno poradzi sobie jako pomoc domowa w Sztokholmie.
– Odwiedź mnie, kiedy będziesz miała wychodne – mówiła dalej ciotka Helmi. – Jak dobrze się składa, że mieszkam tak blisko! Nauczę cię wszystkiego, co trzeba. Pani doktorowa jest, jaka jest, ale doktor ma serce ze szczerego złota! To co, może byśmy coś przekąsiły?
Betty odpowiedziała uśmiechem. Tyle się już nasłuchała o doktorowej i doktorze, że zdawało jej się, iż ma tych ludzi przed oczami. Oprócz państwa doktorostwa w domu formalnie mieszkał jeszcze ich dorosły syn, student, ale ponoć rzadko tam zaglądał. Betty miała nadzieję, że wszyscy okażą się mili.
– Emma, którą zastąpisz, mówi, że służbówka jest czysta i przytulna oraz że ma okno wychodzące na podwórko, na którym rośnie duży dąb. Na pewno ci się spodoba!
Betty znów się uśmiechnęła. Dąb za oknem. Do tej pory widziała to drzewo tylko w podręczniku. Potem przez króciutką chwilę ścisnął jej się żołądek. Jak da radę oporządzić całe mieszkanie w Sztokholmie? Ma dopiero siedemnaście lat. I czy nie uschnie z tęsknoty za braciszkami? Oraz za Anną, przyjaciółką z Köpmangatan? Nie rozstawały się, odkąd zaczęły szkołę, a nawet jeszcze wcześniej. A teraz Anna poszła na służbę do Forsy, a Betty wyjeżdżała do Sztokholmu.
Oparła głowę o szybę i zamknęła oczy. Zaraz po przyjeździe napisze listy do mamy i do Anny, opowie im, jak wszystko wygląda i jakie wspaniałe zdążyła już przeżyć przygody. Mama pewnie odpowie, kiedy znajdzie czas, lecz co do Anny – Betty nie była tego taka pewna. Przyjaciółka miała na głowie tyle ważniejszych spraw niż czytanie i pisanie. Nikt nie dorównywał jej w pracach domowych i gotowaniu, nikt też nie wiedział tyle co Anna o prowadzeniu gospodarstwa. Za to Anna nigdy nie przepadała za książkami. A już na pewno nie tak jak Betty. Betty uwielbiała książki i często bywała w bibliotece.
Otworzyła oczy i spojrzała przez okno.
– Zjesz kanapkę? – zapytała ciotka Helmi. – Naleję ci kawy, zanim wystygnie.
Nie czekając na odpowiedź, napełniła kubek i podała go Betty, wciskając jej przy tym w dłoń kanapkę zawiniętą w papier śniadaniowy. Betty musiała przyjąć kubek w obie dłonie, więc położyła sobie jedzenie na kolanach, z nadzieją, że nie poplami sukienki.
– Może szanowny pan też się poczęstuje? – Ciotka Helmi wyciągnęła kolejną kanapkę w stronę nieznajomego, który zdążył się obudzić i teraz czytał książkę.
– Dziękuję, ale chętnie skuszę się na kawę – odrzekł uprzejmie.
Miał wyraziste rysy i brązowe oczy okolone gęstymi rzęsami. Odebrał od ciotki kubek parującego płynu. Za kanapkę podziękował z szerokim uśmiechem.
– Ależ to domowe pieczywo z solonym mięsem prosto z Enånger! – przekonywała ciotka.
Nieznajomy ponownie się uśmiechnął i pokręcił głową.
– Jadę do znajomego w Gävle, zarezerwowaliśmy stolik na lunch. Nie chcę się objadać przed posiłkiem – wyjaśnił.
– To niech szanowny pan chociaż skosztuje, dziewczyna sama te kanapki robiła i chętnie usłyszy opinię, czy się nadają dla szykownych ludzi – dodała ciotka Helmi, wskazując skinieniem głowy na Betty. – Dostała posadę u doktorostwa ze Sztokholmu.
Nie czekając na odpowiedź, oderwała kawałek kanapki i podała go mężczyźnie. Betty zarumieniła się ze wstydu. Ciotka przesadzała, kanapki Betty nie były aż tak wyjątkowe. Nieznajomy dostrzegł jej rumieniec i uprzejmie przyjął poczęstunek.
– Kawałeczek nie zaszkodzi – przyznał. – Skoro mam wydać opinię...
Betty powoli przeżuwała swoją kanapkę, przysłuchując się rozmowie ciotki Helmi z nieznajomym. Ogarnęło ją zmęczenie, bo zerwała się wcześnie rano, żeby przyszykować wałówkę i przygotować się do podróży. Mały Pelle biegał koło niej przez cały czas i domagał się smacznych kąsków, aż w końcu mama mu zabroniła i oświadczyła, że musi się zadowolić kromką z masłem i cukrem, bo solone mięso zostało kupione specjalnie na podróż. Kiedy jednak na chwilę wyszła z kuchni, Betty podsunęła braciszkowi kawałek. Pochłonął go niemal bez gryzienia, a potem usiadł na podłodze u stóp siostry i zrobił zafrasowaną minę.
– Ech, Betty, ale będzie tu nudno bez ciebie! – powiedział.
Musiała wziąć go na ręce, poczochrać po jasnej czuprynie i tulić go przez chwilę jak niemowlę. Ona też będzie tęskniła za jego ciepłymi piąstkami i niebieskimi oczami. Nawet butny Edvin, który niezagadnięty tak rzadko się odzywał, oznajmił, że będzie tęsknił za starszą siostrą. A kiedy machała im na pożegnanie, obaj mieli bardzo poważne miny.
– Wyborna przekąska! Panienka może być dumna. Czyżbym wyczuwał nutkę musztardy?
Nieznajomy uśmiechnął się do Betty, a ona nieśmiało odwzajemniła uśmiech i kiwnęła głową. Ciotka Helmi kontynuowała z zapałem:
– Betty jest doprawdy utalentowaną kucharką! To bardzo zdolna dziewczyna. I właśnie jedziemy do Sztokholmu. Na Östermalm! Dostała posadę w eleganckim mieszkaniu.
– W takim razie gospodarze powinni się uważać za szczęśliwców, skoro trafiła im się taka utalentowana panienka z Hälsinglandii.
– Może szanowny pan zna doktora Molandera?
Ciotka Helmi ugryzła spory kęs swojej kanapki i przeżuwszy go, strzepnęła okruszki z podołka.
Uprzejmy współpasażer zaprzeczył i wyjaśnił, że nie ma wielu znajomych w stolicy, bo mieszka w Uppsali.
– Tak czy inaczej, jestem przekonany, że doktor i jego rodzina będą zadowoleni – dodał. – Niełatwo dziś znaleźć dobrą pomoc domową.
Jeszcze raz uśmiechnął się do Betty, a ona znów, nieśmiało, odwzajemniła się tym samym. Nie była pewna, czy zdobędzie się na odwagę, by zadać mu pytanie. W końcu się przemogła:
– Czy szanowny pan wie, czy będę mogła pożyczać książki w jakiejś sztokholmskiej bibliotece?
Nieznajomy dopił kawę i oddał ciotce Helmi kubek. Potem spojrzał na Betty i uśmiechnął się jeszcze szerzej.
– W bibliotece? – powtórzył. – Czyżby panienka była miłośniczką czytania?
Betty przytaknęła.
Mężczyzna odchylił się na oparcie siedzenia, założył nogę na nogę, rozprasował dłonią nogawkę eleganckiego garnituru, kiwnął głową i zrobił zamyśloną minę.
– A to ci dopiero! – odezwał się po chwili. – Panienka czyta książki! Można spytać jakie? Wybaczy panienka... Nie zapamiętałem jej imienia...
Betty oblała się rumieńcem i spuściła wzrok. Ciotka Helmi pospiesznie przedstawiła siebie i ją. Nieznajomy skłonił się uprzejmie, nie przestając uśmiechać się do Betty.
– Martin Fischer, wykładam na uniwersytecie w Uppsali, bardzo mi przyjemnie – odrzekł. – A zatem, panno Lind, co panienka do tej pory czytała?
Wykładowca uniwersytecki... Ktoś tak elegancki jak on musiał sądzić, że Betty i jej książki to kpina. Przygryzła dolną wargę, zastanawiając się, co odpowiedzieć. Nawet ona wiedziała, że książka książce nierówna. Tego, co przeczytała w ciągu ostatniego roku, ów szykowny pan zapewne nie uznałby nawet za literaturę. Zarazem bawiło ją, że nazywał ją „panienką”. Ciotka Helmi spojrzała na nią bezradnie. Sama nie umiałaby odpowiedzieć, czytanie było domeną Betty. Ona sięgała tylko po gazetę. Betty zwilżyła wargi językiem i posłała ciotce przelotny uśmiech, po czym odpowiedziała:
– Och... To i owo... Bardzo lubię Selmę Lagerlöf i Vilhelma Moberga. Oprócz nich tego... Ivara Lo i Moę Martinsson, a także Elin Wägner. Niedawno czytałam też zagraniczną autorkę kryminałów Dorothy Sayers i... – Zawahała się, przerywając swoją zapalczywą wyliczankę na widok szerokiego uśmiechu pana Fischera. Odebrała go jako oznakę szyderstwa, zamilkła więc, poczerwieniała i odwróciła twarz do okna.
– Szanowny pan wybaczy – rzuciła ciotka Helmi. – Pewnie pana to nie interesuje.
Ku przerażeniu pań Martin Fischer nagle poderwał się na równe nogi, wziął Betty za rękę i usiadł na miejscu naprzeciwko niej. W przedziale rozniósł się zapach drogiej wody po goleniu i Betty lekko zakręciło się w głowie. Fischer, nie przestając się uśmiechać, mocno, bardzo mocno ścisnął jej rękę.
– Niech panienka kontynuuje! – poprosił. – Widzę, że prawdziwy z niej mól książkowy! I miłośniczka literatury! Jakież to ciekawe i urocze. Sam wykładam literaturę w Uppsali i potrafię docenić entuzjazm do czytania u młodej osoby. Może panienka zdecyduje się na studia?
Ciotka Helmi zasznurowała usta i położyła opiekuńczą dłoń na kolanie Betty.
– Studia? – powtórzyła. – Boże broń. Betty skończyła szkołę ludową i właśnie zaczyna pracę. Nie stać nas na inne życie.
Fischer spojrzał na ciotkę Helmi z zakłopotaniem. Betty zrozumiała, że poczuł się zażenowany. Wstał powoli i nabrał powietrza, żeby coś powiedzieć, kiedy pociąg nagle zwolnił przed stacją Söderhamn, zmuszając pasażera, by ten wrócił na swoje miejsce. Betty palił wstyd, że w ogóle zaczęła temat książek, i wbiła wzrok w podołek. Za moment do przedziału weszli kolejni pasażerowie, co definitywnie zakończyło ich rozmowę. Ciotka Helmi wyjęła robótkę, a Betty zasnęła po jakiejś chwili, z głową opartą o szybę.
Tuż przed czternastą pociąg powinien dotrzeć do Uppsali. Miały tam dziesięć minut na przesiadkę do Sztokholmu. Betty wiedziała, że ciotka Helmi denerwuje się tym punktem podróży. Ponoć czasem trudno było wysiąść i przebić się przez zatłoczony peron, w dodatku na odcinku z Uppsali do Sztokholmu nie zawsze dało się znaleźć miejsce siedzące. Dlatego już dwadzieścia minut przed dotarciem do Uppsali ciotka włożyła płaszcz i wytaszczyła ich bagaże na korytarz. Betty musiała się przecisnąć między kolanami współpasażerów, pomrukujących z niezadowoleniem, że oni też wysiadają w Uppsali, więc nie ma po co się pchać. Ciotka Helmi tylko prychnęła i wykrzyknęła:
– Wysiadka a przesiadka to dwie różne rzeczy! Jacyż ludzie potrafią być bezczelni!
Betty spuściła wzrok, żeby na nią nie patrzeć, i uśmiechała się do współpasażerów najuprzejmiej, jak potrafiła. Właśnie miała wyjść z przedziału, gdy poczuła czyjąś dłoń na przedramieniu.
– Niech panienka zaczeka!
Cofnęła rękę i nerwowo obejrzała się za ciotką, która dotarła już do końca wagonu. Oczy Martina Fischera były teraz ciepłe i przyjazne, pozbawione zażenowania, jakie widziała w nich chwilę temu.
– Proszę, niech panienka przyjmie ode mnie tę książkę i ją przeczyta – powiedział. – A potem może zgodzi się podzielić ze mną wrażeniami? Będzie mi niezmiernie miło, jeśli panienka zechce się do mnie odezwać.
Betty spojrzała na nieznany dotąd tytuł: _Kat_. Lektura wyglądała na nową i intrygującą. Posłała Fischerowi swój najpiękniejszy uśmiech i dygnęła w podzięce.
– I niech panienka wybierze się do Biblioteki Miejskiej na Sveavägen. Jest zachwycająca! To istna świątynia dla miłośników czytania.
Spojrzał na nią jeszcze cieplej i ze szczerym entuzjazmem. Betty zdążyła się uśmiechnąć na pożegnanie, nim zasunęły się za nią drzwi do przedziału. Stała jeszcze chwilkę w obłoku pachnącym wodą po goleniu, po czym schowała książkę do kuferka.
------------------------------------------------------------------------
ZAPRASZAMY DO ZAKUPU PEŁNEJ WERSJI KSIĄŻKI
------------------------------------------------------------------------