Facebook - konwersja
Przeczytaj fragment on-line
Darmowy fragment

  • nowość

Nokturn - ebook

Wydawnictwo:
Format:
EPUB
Data wydania:
8 kwietnia 2026
3231 pkt
punktów Virtualo

Nokturn - ebook

Powiew świeżości w romansach. Nowe uniwersum, które przyprawia o dreszcze od pierwszych rozdziałów!

Opowieść zanurzona w dźwiękach fortepianu.

Retelling baśni „Piękna i Bestia” osadzony w mrocznym świecie rywalizacji, presji i zemsty, w której trudno się rozsmakować.

Po tragicznej śmierci rodziców Beatrice Spencer podąża śladami matki, rozpoczynając naukę w renomowanym konserwatorium muzycznym w Szwajcarii. Dwa lata pełne pasji, sukcesów i muzycznej harmonii stają się dla niej bezpieczną przystanią. Jednak gdy jej nauczycielka fortepianu niespodziewanie rezygnuje z posady, a jej miejsce zajmuje młody profesor Samael Graves, nic już nie będzie takie samo.

Dziewczyna nie przewiduje, że w dniu, w którym poda mężczyźnie dłoń na powitanie, sprzeda swoją duszę samemu diabłu.

To nie będzie zwykła lekcja fortepianu - to gra, w której stawką będzie ona sama.

#darkromance #lovehate #agegap

Kategoria: Romans
Zabezpieczenie: Watermark
Watermark
Watermarkowanie polega na znakowaniu plików wewnątrz treści, dzięki czemu możliwe jest rozpoznanie unikatowej licencji transakcyjnej Użytkownika. E-książki zabezpieczone watermarkiem można odczytywać na wszystkich urządzeniach odtwarzających wybrany format (czytniki, tablety, smartfony). Nie ma również ograniczeń liczby licencji oraz istnieje możliwość swobodnego przenoszenia plików między urządzeniami. Pliki z watermarkiem są kompatybilne z popularnymi programami do odczytywania ebooków, jak np. Calibre oraz aplikacjami na urządzenia mobilne na takie platformy jak iOS oraz Android.
ISBN: 978-83-287-3933-8
Rozmiar pliku: 1,3 MB

FRAGMENT KSIĄŻKI

PROLOGUE

Twarz potwora wyłoniła się z mroku. Miał na sobie czarny, idealnie skrojony garnitur, a pod kołnierzykiem jego ciemnej koszuli znajdował się cienki krawat. Spojrzał na ucznia z surowym wyrazem twarzy i wziął skórzany bat, wcześniej leżący na połyskującym meblu w kącie sali. Nie zastanawiał się ani chwili dłużej – mocno się zamachnął i uderzył w plecy młodzieńca.

– Jeszcze raz! – nakazał i wrócił na swoje miejsce. Do mroku, który pochłaniał każdą duszę w tym pomieszczeniu.

Uczeń wiedział, że będzie tam trwał tylko przez moment. Zbyt krótki, żeby bolące rany przygotowały się na kolejną dawkę cierpienia. Cichy jęk, który wydostał się z ust chłopaka, został zagłuszony dźwiękami pia­nina.

– Nie, nie, nie! – warknął mężczyzna i znalazł się za młodzieńcem równie szybko, co wcześniej. Kolejne uderzenie pozostawiło na skórze chłopaka gorący ślad. – Graj! Nazwisko do czegoś zobowiązuje! – wycedził przez zęby.

Uczeń niezauważalnie skrzywił twarz i spojrzał na pierwsze takty koncertu Rachmaninowa. Minęła prawie godzina, a on wciąż był na samym początku. Posłusznie położył palce na klawiaturze instrumentu i zaczął jeszcze raz. Co prawda chciał uciec, ale wiedział, że to najgorsze wyjście ze wszystkich, które podsuwał mu rozum.

Nagle poczuł na lędźwiach metalowe zakończenie sprzączki. Pochylił się z bólu do przodu i nacisnął losowe klawisze.

– Jesteś nieprzygotowany! – Usłyszał warknięcie.

Natychmiast skupił myśli na tym, co pozwalało mu przetrwać. Nie spojrzał na profesora. Doskonale wiedział, że nie patrzy się w oczy diabłu. Spuścił wzrok na swoje drętwiejące dłonie i czekał na kolejne słowa mężczyzny.

– Gdy spotkamy się na piątkowej lekcji, zagrasz wszystko z pamięci – poinformował nauczyciel lodowatym tonem. Uczeń przymknął powieki. Doskonale zdawał sobie sprawę, że to niewykonalne. – Możesz odejść.

Pospiesznie wstał, zgarnął nuty z pulpitu i w milczeniu wyszedł z dusznej sali. Dopiero wyjście na zewnątrz i wciągnięcie chłodnego powietrza przyniosło chwilowe wytchnienie. Nie chciał wracać do domu, tym bardziej dlatego, że musiałby spojrzeć w oczy ojcu.

Nogi same powiodły go na promenadę, wzdłuż spokojnie płynącego Renu. Opadł na tę samą drewnianą ławkę co zawsze i spojrzał na drugą stronę miasta, która mieniła się od jasnych świateł w oknach. Nie musiał długo czekać, by usłyszeć dźwięk fortepianu. Zwrócił oczy ku niebu i zdusił chęć płaczu.

Każdego dnia tylko ta nieznajoma melodia pozwalała mu przetrwać.1.
PREMIÈRE RENCONTRE

Beatrice

– Beatrice… – Ktoś szepnął mi do ucha. Uchyliłam jedno oko, potem drugie i natychmiast wyprostowałam plecy. Zasnęłam… Nie zliczę, który to raz w tym tygodniu. – Co się dzieje? – Zatroskane oczy przyjaciółki patrzyły na mnie uważnie.

Cicho westchnęłam i przymknęłam na sekundę powieki. Sala wykładowa nie była dobrym miejscem do ucięcia sobie drzemki, lecz odkąd do mojego pokoju w akademiku wprowadziła się nowa współlokatorka, noce zamieniły się w koszmar.

– Violet – wyjaśniłam krótko, a dziewczyna siedząca obok mnie kiwnęła tylko głową ze zrozumieniem. – Mam wrażenie, że walenie w klawiaturę elektronicznego pianina nigdy jej się nie znudzi – dodałam i wypuściłam powietrze głośniej, niż planowałam.

– Powinnaś już dawno przeciąć kabel do tego gówna – rzuciła żartem Harma i oparła łokcie o drewniany blat ławki, przypatrując się wykładowcy.

– Myślałam nad tym – odpowiedziałam cicho.

– Nie myśl, tylko po prostu to zrób. Jeśli nie masz nożyczek, to jakieś załatwię. – Harma uśmiechnęła się, po czym omiotła spojrzeniem salę wykładową, pełną jak nigdy. – Te laski zaraz dostaną palpitacji serca – prychnęła i poprawiła się na niewygodnym miejscu. – Patrz na tamtą. – Prawdopodobnie wskazała podbródkiem na rudą dziewczynę w trzecim rzędzie, choć nie mogłam mieć pewności. – Nie mrugnęła od kilku minut. Boże… – Jej usta pomalowane bezbarwnym błyszczykiem zadrżały. – Stawiam dziesięć franków, że zaraz poleci jej ślina.

Przeniosłam zmęczone oczy na młodego profesora Kevina Holligera. Nie byłam zafascynowana jego obecnością jak inne dziewczyny, a wręcz czułam dziwny niepokój. Nie było w nim nic, co przyciągałoby znacząco moją uwagę.

– Przydałoby się rozkręcić atmosferę. – Głos przyjaciółki spowodował, że wróciłam do rzeczywistości i nawet nie zaczęłam się zastanawiać nad plotkami krążącymi o nim po kampusie.

– Nie rób tego, Holliger jest u nas dopiero dwa tygodnie – jęknęłam i spojrzałam na nią błagalnie. Nie wydała się tym przejęta. Zarzuciła brązowe włosy za ramię i przyciągnęła długopis do ust, obmyślając zapewne uroczysty plan powitalny. – Profesor Roth ostatnio mówiła, że myśli o emeryturze – rzuciłam szybko, by skierować myśli Harmy na inne tory. – Obawiam się, że nie dociągnie do mojego dyplomu – szepnęłam i zerknęłam na mężczyznę w idealnie skrojonym ciemnym garniturze, który niskim głosem omawiał twórczość Beethovena.

– Przecież trzyma się świetnie.

– Ma lekkie problemy z pamięcią – wyjaśniłam, drapiąc grzbiet zeszytu w twardej oprawie.

– To znaczy? – Przeniosła na mnie zaciekawione spojrzenie i zmarszczyła czoło.

Byłam niemal pewna, że przedstawienie powitalne zostało przełożone na inne zajęcia, dzięki czemu poczułam ulgę.

– Wiele razy pomyliła mnie ze swoją wnuczką. – Przygryzłam dolną wargę i wbiłam wzrok w postacie wygrawerowane na okładce. Piękna i Bestia patrzyły mi prosto w oczy.

– Skoro nie z wnuczkiem, to chyba nie jest tak źle.

Harma parsknęła głośnym śmiechem. Studenci przed nami odwrócili się i zbesztali nas wzrokiem.

– Przeszkadzam wam?

Nie musiałyśmy czekać nawet sekundy, by lodowaty ton profesora Holligera wybrzmiał w auli. Jego gniewne spojrzenie przeszyło nas na wskroś, aż zaparło mi dech w piersi. Harma zaplotła palce u rąk i przekrzywiła głowę w bok. Oczywiście, że nie była przejęta.

– Nie – burknęła pewna siebie, patrząc prosto w oczy prowadzącego.

– Zatem o czym mówiłem? – Mężczyzna uniósł ciemne brwi i oparł dłonie na mównicy, napinając przy tym szerokie barki.

Kątem oka dostrzegłam, jak Harma zacisnęła szczęki.

– Mam zacząć od…

– Przeprosin – przerwał jej prowadzący.

Spojrzenia studentów grały w ping ponga. Poczułam duszność.

– Co za dupek – syknęła przez zęby przyjaciółka.

Z przerażeniem otworzyłam szeroko oczy, a na moich rękach pojawiła się gęsia skórka.

– Nie dosłyszałem. – Drwina wybrzmiała w jego głosie.

Harma wyprostowała plecy, podrapała policzek i wbiła brązowe tęczówki wprost w oczy profesora.

– Po prostu zastanawiałyśmy się, czy Beethoven rzeczywiście kochał grać, czy po prostu grzecznie przystał na kaprys swojego ojca alkoholika, który chciał z niego zrobić cudowne dziecko. – Harma cmoknęła językiem o podniebienie i w udawanym zamyśleniu potarła podbródek.

Przeklęłam w myślach.

Profesor zeskanował ją podejrzliwym wzrokiem, by po chwili na jego czole pojawiła się mała zmarszczka.

– Przepraszamy… – Moje usta odezwały się nieproszone. Szczypnęłam udo przyjaciółki, aby poskromiła temperament. Odpowiedziała mi cichym sykiem. – Nie mogę nadążyć z pisaniem notatek. – Uśmiechnęłam się przepraszająco.

– Rozumiem.

Kiwnął głową i znów spojrzał w stronę Harmy z chęcią mordu. Jednak ona kompletnie niewzruszona strzepnęła niewidzialny kurz z ramienia i wpatrzyła się w paznokcie.

– Na konsultacjach macie wgląd do moich materiałów, z których możecie uzupełnić notatki – powiedział stalowym głosem. – A jeśli ktoś chce zagłębić się w problemy psychologiczne kompozytorów, to również na nie zapraszam – dodał drwiąco i wcisnął guzik na malutkim pilocie, by zmienić slajd.

Zauważyłam, jak Harma wyciąga środkowy palec pod ławką. Przymknęłam powieki i rozpoczęłam odliczanie minut do zakończenia zajęć.

Po dwugodzinnym wykładzie z historii muzyki udałam się na ostatnie piętro akademii. Fortepian z panią Roth był najlepszym zakończeniem czwartków, a nasze rozmowy przypominały mi konwersacje ze zmarłą mamą. Tak naprawdę gdyby nie ona, nie przetrwałabym pierwszych miesięcy nauki w akademii.

Martwa cisza wypełniała ciemny korytarz, przez co mój krok stał się niepewny. Przeklinając w duchu pokryte kurzem kinkiety, zatrzymałam się przed dębowymi drzwiami sali muzycznej. Zmarszczyłam czoło i wbiłam wzrok w podniszczoną sztukaterię na ścianach. Przeważnie podczas czekania towarzyszyły mi dźwięki fortepianu, lecz dzisiaj żaden utwór nie zaszczycił moich uszu.

Podniosłam zwinięte palce, aby zapukać, ale nagle drewniane skrzydło z impetem się otworzyło, a blondynka ze łzami na policzkach wybiegła z sali. Jej szloch dźwięcznie rozniósł się po pustym korytarzu. Byłam zdziwiona, gdyż profesor Roth była najmilszą osobą na świecie.

Weszłam do środka i omiotłam wzrokiem salę. Wydawała się pusta w świetle starej lampy, zwisającej nad fortepianem. Zdjęłam czarny płaszcz i przewiesiłam go na metalowym wieszaku. Kiedy się odwróciłam, z mroku wyłonił się mężczyzna. Odskoczyłam do tyłu, uderzyłam plecami o ścianę, a następnie przyłożyłam dłoń do coraz mocniej dudniącego ze strachu serca. Wstrzymałam oddech.

– Witaj w miejscu, z którego nie ma ucieczki. – Jego chłodny ton przepełniony ledwo słyszalną kpiną zadźwięczał w moich uszach. – Samael Graves. – Z kamiennym wyrazem twarzy wyciągnął dłoń w moim kierunku.

Wbiłam wzrok w długie palce mężczyzny, a następnie nieśmiało podniosłam oczy na jego idealne rysy twarzy. Miałam wrażenie, że był dziełem największego mrocznego artysty, a jego czarny garnitur, doskonale podkreślający wyrzeźbione ciało, całkowicie to potwierdzał.

– Beatrice Spencer – ledwie wyszeptałam.

Zmrużyłam oczy. Miałam wrażenie, że kącik jego ust niezauważalnie drgnął, gdy posłusznie wyciągnęłam rękę, by się z nim przywitać.

– Profesor Roth zrezygnowała z zajęć w tym semestrze – wyjaśnił, po czym zamknął moje palce w lodowatym uścisku. Czułam, jakbym zawierała pakt z diabłem. – Więc… – Ciemne jak smoła tęczówki odnalazły moje. – Od teraz twoja dusza należy do mnie.

------------------------------------------------------------------------

_KONIEC DARMOWEGO FRAGMENTU
ZAPRASZAMY DO ZAKUPU PEŁNEJ WERSJI_
mniej..

BESTSELLERY

Menu

Zamknij