Nowe nadzieje - ebook
27 lat – tyle potrzebował Pennywise, żeby wrócić do Derry. My wracamy z antologią konkursową pisma „Nowa Fantastyka” równie mocnym uderzeniem.
W kolejnych konkursach „Fantastyki” i „Nowej Fantastyki” znaleźli się m.in. Andrzej Sapkowski, Feliks W. Kres, Marek S. Huberath i Marcin Podlewski.
Na ogłoszony w połowie 2024 roku konkurs literacki „Nowej Fantastyki” nadesłano 1267 tekstów. Rozstrzygnięcie go zajęło jury prawie półtora roku. W tej antologii znajdziecie czternaście opowiadań ‒ nieco ponad jeden procent ogółu ‒ które nadały tej robocie sens. Mam nadzieję, że docenicie je tak jak my, a dla ich autorów ta publikacja będzie nie finałem, tylko początkiem ‒ pięknej literackiej kariery.
Jerzy Rzymowski
redaktor naczelny „Nowej Fantastyki”
Opowiadania rekomendują: Anna Brzezińska, Istvan Vizvary, Magdalena Salik, Łukasz Kucharczyk, Anna Hrycyszyn, Marcin Zwierzchowski, Wojciech Chmielarz, Michał Cholewa, Paweł Majka, Marta Krajewska, Aleksandra Janusz-Kamińska, Krzysztof Rewiuk, Łukasz Orbitowski i Michał Cetnarowski.
Autorzy:
Rafał Łoboda – lubi skakać po różnych odmianach fantastyki: od pokręconych horrorów po humorystyczne pastisze. Jego opowiadania były wydawane w rozmaitych antologiach oraz trzykrotnie w „Nowej Fantastyce”. Obecnie kończy powieść dark urban fantasy. Mieszka w Kołobrzegu z żoną, synem i psem, który miał towarzyszyć mu w bieganiu, ale okazał się zbyt leniwy.
Łukasz Borowiecki – absolwent inżynierii mechanicznej (Akademia Górniczo-Hutnicza) oraz filozofii (Uniwersytet Jagielloński). Swoje teksty publikował dotychczas w antologiach, między innymi w „Snach Umarłych” i „Weird fiction po polsku”. Jest również autorem scenariuszy komiksowych. Jeden z laureatów konkursu Polskiej Fundacji Fantastyki Naukowej za rok 2025.
Żaneta Siemsia-Pindur – zawodowo zajmuje się tworzeniem gier komputerowych, a dla przyjemności pisze fantastykę i ogląda filmy animowane. W 2024 r. zadebiutowała powieścią „Imperium Kolibra”, historią osadzoną w podbitej przez Azteków industrialnej Europie, której kontynuacja, „Słońce Londynu”, miała premierę w lutym 2026 r. Na łamach „Nowej Fantastyki” opublikowano jej dwa opowiadania: „Rzeźnicy statków” (nr 7/2025) oraz „Świt nad Adramelechem” (nr 2/2026).
Anna Fijałek – studentka polonistyki Uniwersytetu Śląskiego w Katowicach, debiutantka. Interesuje się absurdem, groteską oraz popkulturą lat 90. i 2000.
Magdalena Anna Sakowska – dziennikarka, anglistka, antropolożka kultury, redaktorka prowadząca w wydawnictwie książkowym. Publikowała m.in. w antologiach „Epidemie”, „Gruzy”, „Na zawsze, do jutra, już nigdy”, „Fantazje Zielonogórskie”, „Sny Umarłych”, w „Magazynie Biały Kruk”, gdzie – ku udręce redaktora naczelnego – pomaga na co dzień. Od 2026 r. jest także członkinią redakcji prozy polskiej w „Nowej Fantastyce”. W 2022 r. ukazała się jej powieść „Fuga”, nominowana do nagrody im. Janusza A. Zajdla. Niestrudzenie wierzy w moc opowieści.
Hubert Jan Bereś – debiutant. Pasjonat i hobbysta sztuk wizualnych, projektowania gier, beletrystyki i etnografii. Jeszcze chwilę studiuje na Uniwersytecie Warszawskim. W dobie sztucznej inteligencji naiwny luddysta. Okazjonalnie można go spotkać w sieci pod pseudonimem @efemerowisko.
Michał Puchalski – rocznik 1994. Urodzony na Warmii, obecnie grasujący na Pomorzu. Biotechnolog, w życiu codziennym stara się łączyć pasję do nauki z pasją do fantastyki. Z zamiłowania entuzjasta kina klasy Z, ze szczególnym uwzględnieniem nurtu filmów o krwiożerczych rekinach. Oddany fan mocnej muzyki i mocnej herbaty. Od lat związany ze społecznością portalu fantastyka.pl – początkowo jako użytkownik i czytelnik, potem organizator konkursów literackich, obecnie administrator portalu. Jego opowiadania ukazywały się m.in. w antologiach Fantazmatów („Ja, legenda”; „Retrowizje”), wydawnictwa Fabryka Słów („Gladiatorzy”) czy rocznikach polskiego weird fiction „Sny Umarłych”.
Marek Kolenda – debiutował w 2005 r. na łamach Fahrenheita. Po długiej przerwie wrócił do pisania, publikując w licznych antologiach, m.in. „Nowoświaty” (SQN), „Sny Umarłych” (2024), „Ku gwiazdom” (2024), „Insekcje” (Wydawnictwo IX) i „Exterra. Antologia science fiction” (Planeta Czytelnika), a także w „Nowej Fantastyce”. Poza wyróżnieniem w konkursie „NF” może się pochwalić trzecim miejscem w konkursie Polskiej Fundacji Fantastyki Naukowej na opowiadanie SF. Mieszka w Szkocji, pisze powieść, ale pozostaje wielkim miłośnikiem fantastycznych krótkich form oraz antologii.
Adrianna Filimonowicz – urodzona w 1990 r., autorka tekstów fantasy, SF i realizmu magicznego. Dotychczas wydała dwie powieści („Odejścia” i „Taniec gór żywych”) i publikowała opowiadania, m.in. w „Nowej Fantastyce”, antologiach oraz e-zinach. Mieszka w Warszawie, ale serce zostawiła gdzieś na Orlej Perci. Kocha taniec w jego najróżniejszych odsłonach – od flamenco po rock’n’rolla, prowadzi sesje RPG i próbuje swoich sił we wspinaczce.
Ewa „Srebrna” Marczyńska-Goldstein – Krakowianka mieszkająca w Warszawie. Z wykształcenia i zawodu informatyczka, uprawia rękodzieło, uczy się rysunku, akwareli i języka włoskiego. Podczas pisania słucha Adiemusa, Loitumy oraz nocnych odgłosów miasta. Żywi się herbatą imbirową, miętówkami i zdjęciami ładnych kamienic. Lubi fan fiction (czytać i pisać). Debiutowała w „Nowej Fantastyce” (nr 11/2025) opowiadaniem „O przewadze safianowych trzewiczków”.
Sasza Hady (właśc. Aleksandra Motyka) – autorka kryminałów: „Morderstwo na mokradłach” i „Trup z Nottingham”, powieści o polskim gamedevie „Na końcu wchodzą ninja”, powieści fantasy „Zefiryna i Księga Uroków” oraz powieści obyczajowej dla młodzieży „Same dobre wróżby”. Współtworzyła scenariusz i dialogi do gry Wiedźmin 3: Dziki Gon oraz Cyberpunk 2077. Napisała scenariusze do komiksów „Wiedźmin. Córka Płomienia” (rys. Marianna Strychowska) i „Twój głos. Cyberpunk 2077” (z Marcinem Blachą, rys. Danijel Žeželj).
Adam Groth – sporadycznie tworzy krótkie formy z szeroko pojętej fantastyki. Pisanie stanowi dla niego sposób eksplorowania tematów takich jak zmiana, ponadczasowość, technologia czy dylematy egzystencjalne. Swoje teksty traktuje raczej jako pytania niż odpowiedzi. Debiutował w antologii „Ku gwiazdom”.
Marcin Bartosz Łukasiewicz – z wykształcenia gitarzysta jazzowy, z zawodu narrative designer, muzyk i nauczyciel. Mieszka w Zielonej Górze, czyli idealnym połączeniu miasta oraz przyrody i lasów. Uwielbia psy, urbex, granie koncertów oraz ciszę. Autor ponad 30 opowiadań, opublikowanych m.in. w „Nowej Fantastyce”, „Szeptach Mokoszy”, „Nowoświatach”, „Snach Umarłych” oraz antologiach „Zapomnianych Snów”. Laureat nagród, w tym Brązowego Wyróżnienia od redakcji „Nowej Fantastyki” czy Nagrody Kapituły Fantazji Zielonogórskich. W sierpniu 2023 r. nakładem wydawnictwa Zysk i S-ka ukazał się jego debiut powieściowy „Moja martwa dziewczyna” – miks kryminału, urban fantasy oraz paranormal romance. Druga powieść autora, „Żar”, stanowiąca połączenie postapo, romansu queer i fantasy, została wydana w marcu 2026 przez wydawnictwo KMH.
Daniel Kordowski – człowiek_za_dużo_myślący_nie_o_tym_co_trzeba; zamiast skupić się na rzeczach pożytecznych, swoją uwagę kieruje ku fantastycznym światom i nieprawdopodobnym historiom. Wielokrotnie nagradzany pobłażliwymi uśmiechami bliskich, którzy już dawno uznali, że nie ma dla niego nadziei. Do tej pory dał się poznać jako autor opowiadań: dwukrotnie publikował w „Nowej Fantastyce”; pięć tekstów można przeczytać w antologii „Fantastycznych Piór” z lat 2020, 2021, 2022. Zajął trzecie miejsce w plebiscycie Polskiej Fundacji Fantastyki Naukowej w 2024 r., a wyróżnione opowiadanie ukaże się w nadchodzącej antologii „Ku gwiazdom”. Poza tym ma na koncie mniejsze sukcesy, jak publikacja w „Magazynie Biały Kruk” czy w antologii „Zapomnianych Snów” („Interwencja informatyka”).
| Kategoria: | Fantasy |
| Zabezpieczenie: |
Watermark
|
| ISBN: | 978-83-8444-613-3 |
| Rozmiar pliku: | 1,0 MB |
FRAGMENT KSIĄŻKI
PRZEDMOWA
Konkursy literackie to strasznie kłopotliwy twór.
W sporcie łatwo ocenić, kto jest najlepszy – wyniki i rekordy mówią same za siebie, chociaż tam również są sędziowie, którzy mogą zmienić bieg wydarzeń: a to oceną za styl tam, gdzie ma on znaczenie, a to odgwizdaniem faulu, który był albo go nie było, a to dyskwalifikacją zawodnika za kombinezon o trzy milimetry zbyt luźny w kroku… Ale we wszelkich konkursach, gdzie oceniana jest ludzka twórczość, wyznacznikiem zwycięstwa jest w gruncie rzeczy trafienie w zmysł estetyczny odpowiednio dużej części jury. Który niekoniecznie bywa zbieżny z gustami opinii publicznej i równie niekoniecznie wytrzymuje próbę czasu. Twórca nie zawsze nawet dokładnie zna skład jury, które ma oceniać jego dzieło – trochę jakby pokazywał zdjęcie swojego ukochanego, odchuchanego dziecka grupce obcych w przedziale kolejowym, w nadziei, że też się nim zachwycą, a nie stwierdzą: „Cóż, podobne do tatusia… bardzo mi przykro”.
Do tego dochodzi fakt, że wbrew temu, co głosi prawo Sturgeona, wcale nie jest tak, że dziewięćdziesiąt procent wszystkiego to bzdury. Jakość nadsyłanych na takie konkursy tekstów rozkłada się zgodnie ze statystyczną krzywą Gaussa. Najwięcej przychodzi utworów całkiem miałkich, nudnych, wtórnych – takich, które przelatują przez czytelnika jak herbatka z kopru włoskiego, pozostawiając go pustym i co najwyżej z poczuciem straconego czasu, którego nikt mu nie zwróci. Teksty autentycznie złe przynajmniej dostarczają jakiejś rozrywki; cytaty z nich potrafią wypalić się w zwojach mózgowych niczym runy Czarnej Mowy na Jedynym Pierścieniu (tak… po kilkunastu latach nadal pamiętam diamentową mąkę gwiazd na ciemnej stolnicy nieba). No a te znakomite… przecież właśnie o te opowiadania w tym wszystkim chodzi! To nadzieja na ich odkrycie nadaje całemu przedsięwzięciu jakikolwiek sens i napędza do organizowania kolejnych konkursów, chociaż po każdym z nich człowiek zarzeka się, że już nigdy więcej się w to nie wpakuje. Bo przecież ta druga, wyjątkowa krawędź krzywej Gaussa też istnieje. Na niej w kolejnych konkursach „Fantastyki” i „Nowej Fantastyki” znaleźli się między innymi Andrzej Sapkowski, Feliks W. Kres, Marek S. Huberath i Marcin Podlewski.
Na ogłoszony w połowie 2024 roku konkurs literacki „Nowej Fantastyki” nadesłano 1267 tekstów. Rozstrzygnięcie go zajęło jury prawie półtora roku. W tej antologii znajdziecie czternaście opowiadań – nieco ponad jeden procent ogółu – które nadały tej robocie sens. Mam nadzieję, że docenicie je tak jak my, a dla ich autorów ta publikacja nie będzie finałem, tylko początkiem – pięknej literackiej kariery.
Gorące podziękowania należą się całemu jury konkursu, a szczególnie absolutnie nieocenionej Oli Klęczar, która była siłą napędową tego konkursu i bez której tytanicznej pracy i zaangażowania nie uporalibyśmy się z nim.
Zapraszam do lektury!
JeRzyANNA BRZEZIŃSKA
WSTĘP
W Dzieciach wszechdżungli rzeczywistość jest labiryntem. To nieuniknione, skoro koncepcyjną osią opowiadania jest mit o Dedalu i Ikarze. Ziemia upadła, Unia Marsjańska eksploruje kosmos, ale wszystko to dzieje się w dalekim tle. Krążymy bowiem w labiryncie legend i półprawd wraz z dziewczynką, która dorasta wśród rdzennych mieszkańców wszechdżungli, ale i tam nie porusza się swobodnie. Wiedzę o wydarzeniach spoza dziupli w drzewie miąższowym zawdzięcza głównie babci, ta zaś nie mówi jej wszystkiego. Nigdy więc nie poznamy pełnych konturów wszechdżungli, ale to nie szkodzi. Jej obraz jest na wskroś subiektywny i przefiltrowany przez wrażliwość dziecka. Dzięki temu zabiegowi świat stworzony przez Łobodę jest wiarygodny, kompletny i oszałamia bogactwem, zwłaszcza że autor bardzo sprawnie operuje szczegółem i w taki sposób dozuje obcość i swojskość, by czytelnik dopowiadał i uzupełniał sobie to, czego nie zawarto w tekście.
Oryginalna scenografia – czułki ziszczające myśli, kwiaty śnicości, ważki pieczone nad ogniem – nie przesłania faktu, że Dzieci wszechdżungli realizują scenariusz dobrze znany z miejsc znacznie bliższych niż ta obca planeta pod dwoma słońcami i sześcioma księżycami. Paradoksalnie, to również stanowi o sile tekstu Łobody. Autor pokazuje planetę, do której dociera pierwsza fala kolonizacji, a zarazem odsłania mechanizmy, które ukształtowały i wciąż kształtują naszą współczesność. Kiedy wszechdżungla zaczyna stawiać opór, przybysze rozmyślnie, z okrucieństwem bogów z greckiej mitologii, płodzą z miejscowymi kobietami dzieci. Na świat przychodzą jednak nie herosi, tylko okaleczone hybrydy, które mogą stać się pomostem między dwiema społecznościami albo narzędziem zawłaszczenia nowo odkrytych ziem i ich zasobów, to dopiero zostanie przesądzone. Rdzenni mieszkańcy wszechdżungli także nie przypominają szlachetnych dzikusów, gdy kalkulują, że nie bombarduje się planety, gdzie żyją twoje dzieci, i nie masakruje rasy ich matek.
Trudno w tym świecie o niewinność. Obie rasy przeglądają się w sobie jak w lustrze, w równym stopniu zdolne do wyrachowania i potworności, ale przecież nie tylko. Chyba właśnie ten brak ocen i prostych motywacji przesądza o emocjonalnej sile tekstu Łobody.
Cielesność, wprowadzona już w pierwszym zdaniu tekstu, staje się narzędziem wykorzystywanym w imię wspólnoty z zapierającą dech bezwzględnością. Dzieci są zakładnikami oczekującymi na powrót ludzi, którzy obiecali uleczyć swoje potomstwo. Ich matki nie odgrywają żadnej roli, są jedynie żyzną glebą, w której kiełkuje przyszłość. Nie inaczej dzieje się zresztą w micie o Dedalu i Ikarze, bo któż z nas pamięta o niewolnicy Naukrate, matce Ikara?
Zasadnicze pozostaje u Łobody zniewolenie. Dedal i Ikar przypięli skrzydła, by wyrwać się z labiryntu na wolność, w świecie wszechdżungli jednak nawet najbardziej bezinteresowny gest przynosi gorzkie owoce. Bo, owszem, nasza przewodniczka kocha swojego brata najmocniej, jak to możliwe, ale czy rozpoznałaby go w bohaterze wojny o Złoża Enceladusa? I czy da się w ogóle wyjść poza znany schemat wojen i podbojów? Czy skrzydła, które dajemy naszym dzieciom, mają je ponieść ku wolności, czy tylko pętamy je własnymi marzeniami w imię przyszłości, którą dla nich zaplanowaliśmy? Czy natura ludzka jest niezmienna, a role w tej starej opowieści o zdobywcach i pokonanych są ustalone od pokoleń i można jedynie wybierać strony, choć czasami i ten wybór jest pozorny?
Dobre historie pozostają otwarte. Zapadają w serce i pamięć, ale poddają się wielu różnym odczytaniom i pozwalają czytelnikowi, by dopełniał je samodzielnie. Takie właśnie są Dzieci wszechdżungli.