Facebook - konwersja
Przeczytaj fragment on-line
Darmowy fragment

  • nowość

Nowy wymiar sprawiedliwości w dobie sztucznej inteligencji - ebook

Wydawnictwo:
Format:
EPUB
Data wydania:
1 sierpnia 2026
50,48
5048 pkt
punktów Virtualo

Nowy wymiar sprawiedliwości w dobie sztucznej inteligencji - ebook

Wyobraź sobie świat, w którym o winie i niewinności nie decydują ludzie, lecz sztuczna inteligencja. Algorytmy analizują każdy ślad, słowo i wybór, a ich wyroki mają być nieomylne. Wszystko zmienia się, gdy ktoś odkrywa sposób na manipulowanie systemem. Kilka linijek kodu wystarcza, by maszyny zaczęły wskazywać niewinnych jako sprawców. Rozpoczyna się kryminalna rozgrywka, w której prawda ukrywa się w danych, a ktoś z cienia steruje decyzjami algorytmów. Kto oszukuje system i dlaczego?


Ta publikacja spełnia wymagania dostępności zgodnie z dyrektywą EAA.

Kategoria: Fantasy
Zabezpieczenie: Watermark
Watermark
Watermarkowanie polega na znakowaniu plików wewnątrz treści, dzięki czemu możliwe jest rozpoznanie unikatowej licencji transakcyjnej Użytkownika. E-książki zabezpieczone watermarkiem można odczytywać na wszystkich urządzeniach odtwarzających wybrany format (czytniki, tablety, smartfony). Nie ma również ograniczeń liczby licencji oraz istnieje możliwość swobodnego przenoszenia plików między urządzeniami. Pliki z watermarkiem są kompatybilne z popularnymi programami do odczytywania ebooków, jak np. Calibre oraz aplikacjami na urządzenia mobilne na takie platformy jak iOS oraz Android.
ISBN: 978-83-8467-161-0
Rozmiar pliku: 2,8 MB

FRAGMENT KSIĄŻKI

Rozdział 1
Zmiana

Najpierw był spór rządu z sędziami. Prawicowy gabinet, który wygrał wybory z hasłem o „przywracaniu porządku”, szybko przedstawił nową koncepcję funkcjonowania sądów. Zaczęły się konferencje o „kastach” i „nadzwyczajnych przywilejach”. Potem przyszły ograniczone budżety oraz nocne ustawy, poprawiane rano kolejnymi nowelizacjami. Sędziowie odpowiadali uchwałami i listami otwartymi, rząd reagował komunikatami w telewizji, że „broni suwerenności narodu przed buntownikami z sądów”.

Kiedy kolejne sądy zaczęły zawieszać postępowania, powołując się na sprzeczne przepisy, w rządzie zapadła decyzja, że tak dalej być nie może. W dokumentach opisywano to jako reformę. W gabinetach mówiono prościej:

— Ograniczmy zakres orzekania. Zostawimy tylko ceremoniał.

Na jednym z zamkniętych posiedzeń przedstawiono pomysł, który kilka miesięcy później miał stać się rzeczywistością: sąd algorytmiczny. „Bez emocji, bez układów, bez strajków” — dopisał ktoś na marginesie prezentacji, która krążyła między resortem sprawiedliwości a kancelarią premiera. Od tego momentu prace nad „nowym podejściem do wymiaru sprawiedliwości” ruszyły zaskakująco sprawnie jak na państwo, które od lat miało trudności z doprowadzeniem do końca jakiegokolwiek systemu informatycznego. I zaskakująco szybko jak na państwo, które lubowało się w ogłaszaniu niekończących przetargów.

_„Dobry wieczór państwu. Właśnie zakończyło się głosowanie, które komentatorzy już nazywają końcem wymiaru sprawiedliwości, jaki znamy…”._

Spikerka patrzy prosto w kamerę, jakby czytała nekrolog.

Za jej plecami — animacja z logo: AI. LEX SUPREMA. Chłodny blask, zero przypadkowości. W rogu ekranu — pasek:

_„SEJM PRZYJMUJE USTAWĘ O SĄDZIE ALGORYTMICZNYM. ERA LUDZKICH SĘDZIÓW DOBIEGŁA KOŃCA?”._

Odpowiedź jest już znana, choć większość widzów jeszcze tego nie rozumie.

NIEOFICJALNIE: KONIEC SĘDZIÓW.

Kinga wróciła pamięcią kilka lat wcześniej. Wtedy była jeszcze szeregową prokuratorką z okręgu, bez nazwiska w mediach, bez ambicji, żeby ją kiedykolwiek pokazywali w newsach. Sejm, późny wieczór. Zielone światło na tablicy głosowania rozlało się po sali plenarnej jak choroba — „ZA” przy każdym pośle z rządzącego klubu, poza kilkoma samotnymi „PRZECIW” i „WSTRZYMUJĘ SIĘ”. Kamery robiły zbliżenie na twarz marszałka w chwili, gdy wypowiadał podniosłe słowa o „historycznym kroku ku bezstronnej sprawiedliwości opartej na danych”.

— Wysokość progu konstytucyjnego została osiągnięta — powiedział — poprawka do artykułu sto siedemdziesiątego dotyczącego wymiaru sprawiedliwości zostaje przyjęta.

Nowe brzmienie artykułu wyglądało jak techniczny opis programu komputerowego, a nie jak fundament państwa:

„Wymiar sprawiedliwości w Rzeczypospolitej Polskiej w sprawach karnych sprawuje system sztucznej inteligencji spełniający wymogi określone w ustawie, zwany AI. LEX SUPREMA, działający przy udziale prokuratorów, obrońców oraz ławy przysięgłych”.

W komentarzach w studiu eksperci mówili o „rewolucji”, „końcu ludzkich błędów”, „erze 4.0”. Związki zawodowe sędziów mówiły o „egzekucji grupy zawodowej przeprowadzonej w białych rękawiczkach”. Kilka tygodni później w „Dzienniku Ustaw” ukazała się reszta. Zmieniono Kodeks postępowania karnego, ustawę „Prawo o ustroju sądów powszechnych”, inne ustawy i regulaminy. Wszędzie pojawiało się to samo zdanie, powtarzane jak mantra:

„W miejsce sędziego orzekającego w pierwszej i drugiej instancji w sprawach karnych wprowadza się orzekanie przez system AI. LEX SUPREMA”.

Wprowadzono jedynie ŁAWY PRZYSIĘGŁYCH, ale i im odebrano połowę władzy. W brzmieniu nowego art. 4 §2 k.p.k. zapisano:

„Ława przysięgłych może wyłącznie orzec uniewinnienie wbrew rekomendacji skazującej AI. LEX SUPREMA lub potwierdzić jej rekomendację. Skazanie bez pozytywnej rekomendacji systemu jest niedopuszczalne”.

Skazać mógł już tylko algorytm. Rezultat w sądzie widział każdy. Dawna ława sędziowska zamieniła się w gładką, czarną płytę z dyskretnym logo AI. LEX SUPREMY w rogu. Zniknęły togi z fioletowymi żabotami, złote łańcuchy, pieczęcie. Zostały czerwone pasy prokuratorów, niebieskie — adwokatów i radców i rząd zwykłych krzeseł ławy przysięgłych — sześć miejsc; sześć osób, które mogły już tylko powiedzieć „nie”. Pojawiły się liczne głosy sprzeciwu ze strony sędziów:

„Zwracam się z prośbą o przeniesienie w stan spoczynku w związku ze zmianą ustroju sądów karnych”.

„Nie wyrażam zgody na pełnienie funkcji eksperckich przy systemie AI. LEX SUPREMA”.

„Nie będę firmował swoim nazwiskiem eksperymentu, który narusza trójpodział władzy”.

Faksami, listami poleconymi wiadomości szły w górę: do prezesów sądów, do Krajowej Rady, do ministerstwa. Większość kończyła się tak samo — lakonicznym:

„Przyjęto do wiadomości. Dziękujemy za dotychczasową służbę”.

W archiwach zostały teczki z nazwiskami, orzeczeniami, dorobkiem. Ludzie, którzy przez trzydzieści lat decydowali o cudzym życiu, nagle znaleźli się na ławkach na widowni. Niektórzy przychodzili z przyzwyczajenia, by patrzeć, jak ich miejsce zajmują czarna płyta i animacja.

Kinga lubiła wtedy siedzieć z tyłu sali i obserwować. Pierwsza sprawa pokazowa z AI. LEX SUPREMĄ miała rozwiać wątpliwości.

Pierwotnie AI. LEX SUPREMA miała działać tylko pilotażowo w kilku największych okręgach jako „program testowy”. Ale pierwsze statystyki — czas trwania postępowań skrócony o połowę, „spójność orzecznictwa” sięgająca dziewięćdziesięciu dziewięciu procent, wykresy opatrzone zielonymi strzałkami w górę — zrobiły swoje. Algorytm zaczął obrastać legendą nieomylności, powtarzaną w wystąpieniach ministrów, w rządowych kampaniach informacyjnych, w występach ekspertów od nowych technologii.

W ciągu roku harmonogram wdrożenia kilkukrotnie przyspieszano. To, co miało być spokojną, kilkuletnią reformą, zamieniło się w wyścig: kolejne sądy okręgowe i rejonowe „podłączano do systemu”, jak mówiono w języku ministerialnych komunikatów. AI. LEX SUPREMA, która zaczynała jako kontrowersyjna innowacja, zdobyła taką sławę, że w końcu została wprowadzona we wszystkich sądach karnych w kraju. Dla opinii publicznej stała się nową, cyfrową twarzą sprawiedliwości — jedyną, jaką młodsi widzowie w ogóle kojarzyli z sądem.

„SPRAWA BURMISTRZA Z MIASTKA” — tak ochrzciły ją media. Mężczyzna, który przez lata był nietykalny, został oskarżony o przyjmowanie łapówek, ustawianie przetargów, kombinowanie przy budowie obwodnicy. Śledztwo ciągnęło się latami, dowody były poszlakowe, świadkowie albo odwoływali zeznania, albo nagle przypominali sobie inne wersje. Bez AI. LEX SUPREMY to byłby kolejny proces, który skończyłby się wysoką grzywną lub przedawnieniem. Tego dnia sala pękała w szwach. Telewizje robiły wejścia na żywo, a na widowni siedziało dwóch emerytowanych sędziów Sądu Najwyższego, z których jeden publicznie nazwał system „bluźnierstwem wobec Temidy”. Na środku, na wysokości dawnej ławy, nad czarną płytą rozbłysło logo AI. LEX SUPREMY, a potem — dane:

SPRAWA NR IUST/01/1

OSKARŻONY: JAN B. — BURMISTRZ MIASTKA

ZARZUTY: ART. 228 §1 K.K., ART. 231 §1 K.K. W ZW. Z ART. 12 K.K.

— AI. LEX SUPREMA przystępuje do analizy materiału dowodowego — oznajmił spokojny, syntetyczny głos. Po kolei na ekranie pojawiały się: skany umów, nagrania rozmów z podsłuchów, zeznania świadków. Obok każdego — mała ikonka oznaczająca „wiarygodność” według systemu: zielona, żółta, czerwona.

ZEZNANIA ŚWIADKA KORONNEGO NUMER JEDEN

PODSUMOWANIE: WYSOKI POZIOM NIESPÓJNOŚCI W PORÓWNANIU Z DANYMI OPERACYJNYMI.

WAGA: OBNIŻONA.

Stary sędzia na widowni się skrzywił. Całe życie sam ważył wiarygodność świadków. Teraz robiła to maszyna.

ANALIZA PRZEPŁYWÓW FINANSOWYCH

PODSUMOWANIE: OSIEM PRZELEWÓW Z KONT FIRM POWIĄZANYCH Z WYKONAWCĄ OBWODNICY NA KONTA OSÓB TRZECICH. PRZESUNIĘCIA MIĘDZY RACHUNKAMI AŻ DO ŻONY OSKARŻONEGO. W PIĘCIU PRZYPADKACH TYTUŁ PRZELEWU: „SPŁATA POŻYCZKI”.

Na ekranie pojawił się graf: linie między kontami bankowymi, niczym pajęczyna, stopniowo zagęszczająca się wokół jednego nazwiska. JAN B.

PORÓWNANIE Z INNYMI POSTĘPOWANIAMI KORUPCYJNYMI Z LAT 2005—2025

PODSUMOWANIE: WZORZEC IDENTYCZNY JAK SCHEMAT Z PIĘTNASTU INNYCH SPRAW ZAKOŃCZONYCH PRAWOMOCNYM SKAZANIEM. PRAWDOPODOBIEŃSTWO, ŻE PRZELEWY ODZWIERCIEDLAJĄ RZECZYWISTE SPŁATY POŻYCZEK: 3%.

Oskarżony wiercił się w ławie.

— Rekonstrukcja rozmowy z dnia 12, godzina 19:44 — zapowiedziała AI. LEX SUPREMA. Na ekranie rozbłysnął zapis z podsłuchu. Dawniej sąd odtwarzał takie nagrania w całości. Teraz system robił z nimi coś więcej. Przezroczysta linia pod tekstem przesuwała się w rytm słów, podświetlając te, które uznał za znaczące. „Trzeba się będzie jakoś dogadać”, „nie mogę oficjalnie”, „wiesz, jak się robi takie rzeczy”. Obok — wąska kolumna:

PRAWDOPODOBIEŃSTWO ZNACZENIA KORUPCYJNEGO: 78%.

PRAWDOPODOBIEŃSTWO ZNACZENIA NEUTRALNEGO: 9%.

PRAWDOPODOBIEŃSTWO ZNACZENIA METAFORYCZNEGO: 13%.

— Zakończono analizę danych — podsumowała.

PRAWDOPODOBIEŃSTWO POPEŁNIENIA CZYNU ZABRONIONEGO: 97%.

PRAWDOPODOBIEŃSTWO NIEWINNOŚCI: 3%.

A następnie pojawił się wyrok:

REKOMENDACJA: SKAZANIE

WYROK: 7 LAT POZBAWIENIA WOLNOŚCI

Ława przysięgłych, wylosowana tydzień wcześniej z różnych warstw społecznych, spojrzała po sobie. Wystarczyło nacisnąć: „potwierdzam”.

— Siedem głosów za potwierdzeniem — oznajmiła AI. LEX SUPREMA. — W imieniu Rzeczypospolitej Polskiej orzekam: Jan B. winnym.

Na paskach w telewizji pojawiło się: „AI rozbiła układ burmistrza. Koniec bezkarności”.

Druga sprawa, która przekonała sceptyków, była jeszcze głośniejsza.

„SPRAWA CHŁOPAKA Z TRZECIEGO PIĘTRA”.

Dwudziestolatek oskarżony o napad w nocy z użyciem noża na przechodnia. Na miejscu zdarzenia znaleziono jego odciski butów, scyzoryk, było też nagranie z monitoringu, na którym widać kogoś w podobnej kurtce. Wszystko na niego wskazywało — powiedziałby dawny sędzia. W starym systemie dostałby pewnie kilka lat odsiadki. Ale AI. LEX SUPREMA robiła to, czego ludzie nie potrafili: pamiętała wszystko. Przed analizą materiału system wyświetlił się napis:

UWAGA: WYKRYTO SPRZECZNOŚCI MIĘDZY MATERIAŁEM BIEŻĄCYM A ARCHIWALNYM. URUCHAMIAM MODUŁ WERYFIKACJI HISTORYCZNEJ.

Na ekranie pojawiło się nagranie sprzed dwóch lat z innej sprawy — drobnej bójki pod klubem. Te same buty, ta sama kurtka, ten sam chłopak. W aktach tamtej sprawy policjant wpisał „zarekwirowano obuwie i odzież”, ale protokół zwrotu nigdy się nie znalazł.

— Analiza śladów obuwia — kontynuował głos — wskazuje na identyczny wzór podeszwy jak zabezpieczonej w sprawie sprzed dwóch lat. Prawdopodobieństwo, że buty znajdujące się w policyjnym magazynie zostały użyte do zabezpieczenia śladów w bieżącej sprawie, wynosi 88%.

Na ekranie mignęły nazwy magazynów, daty, numery spraw.

— Wykryto brak zgodności dat między protokołem zabezpieczenia a dziennikiem magazynowym — dodała AI. LEX SUPREMA — wszczynam procedurę powiadomienia wewnętrznego.

Kinga, oglądając to potem na szkoleniu dla prokuratorów, poczuła mieszaninę wstydu i ulgi. Wstydu, że ktoś mógł tak ordynarnie podkładać dowody. Ulgi, że to nie człowiek, tylko algorytm to wyłapał.

— W świetle powyższego — podsumował głos — wiarygodność śladów obuwia oceniono jako znikomą. Inne dowody nie przekraczają progu prawdopodobieństwa wymaganego do skazania.

PRAWDOPODOBIEŃSTWO POPEŁNIENIA CZYNU PRZEZ OSKARŻONEGO: 23%.

PRAWDOPODOBIEŃSTWO NIEWINNOŚCI: 77%. REKOMENDACJA: UNIEWINNIENIE.

Po procesie okazało się, że policjant z magazynu dowodów „dorabiał” sobie, podkładając ślady butów w kilku sprawach. To AI. LEX SUPREMA puściła pierwszą nitkę, za którą pociągnięto resztę. Na paskach tym razem zapisano:

_„AI URATOWAŁA NIEWINNEGO. POLICJANT PRÓBOWAŁ WSADZIĆ GO DO WIĘZIENIA”_.

Takich spraw było więcej. Z miesiąca na miesiąc Ministerstwo Sprawiedliwości publikowało raporty, z których wynikały:

• spadek liczby uniewinnień przez sądy,

• wzrost wykrywalności w sprawach gospodarczych,

• wykryte nieprawidłowości w pracy policji, prokuratury, biegłych.

W statystykach wyglądało to jak bajka.

Zadowolenie społeczne z wymiaru sprawiedliwości rosło. Sondaże pokazywały, że ponad siedemdziesiąt procent obywateli „ufa bardziej wyrokom AI niż dawnym sędziom”. Młodzi prawnicy marzyli nie o nominacji sędziowskiej — bo tej ścieżki już nie było — tylko o pracy w departamentach współpracy z AI. LEX SUPREMĄ, o pisaniu wniosków pod algorytm. Kinga też przez jakiś czas wierzyła. Na szkoleniach powtarzano im, że ALGORYTM NIE MA INTERESU, nie boi się mediów, nie poddaje się naciskom, nie ma złego dnia, kaca ani rozwodu. W przeciwieństwie do sędziego nie wróci do domu z poczuciem winy i nie będzie się zastanawiał, czy dobrze zrobił. Że jeśli już ktoś tu ma dylematy, to prokurator i obrońca. Maszyna tylko liczy. Tyle że żeby liczyć, potrzebuje danych. A dane podawali jej ludzie. Kiedy więc parę lat po „nowej erze sprawiedliwości” pojawił się pierwszy głośny raport o wysokim procencie uniewinnień, nikt się specjalnie nie niepokoił.

— To naturalne — tłumaczył w telewizji główny architekt systemu, profesor informatyki, z lekkim uśmiechem celebryty. — Przez lata przeszacowywaliśmy winę. Teraz system uczy się ostrożności. Woli raczej przepuścić wątpliwą sprawę niż wsadzić niewinnego. To cena nowej etyki.

Na ekranie za jego plecami widniała plansza:

WYSOKI PROCENT UNIEWINNIENIA W SPRAWACH Z NISKĄ JAKOŚCIĄ MATERIAŁU DOWODOWEGO — AŻ 82%

Dla opinii publicznej brzmiało to dobrze. Mało kto pytał, co kryje się pod tym hasłem. Zwykli ludzie widzieli tylko to, co pokazano im w wiadomościach: burmistrz, który wreszcie poszedł siedzieć, katecheta, który już nie uczył dzieci, chłopak z trzeciego piętra, który nie trafił za kratki. W salach rozpraw czarna płyta AI. LEX SUPREMA świeciła dyskretnie. Prokuratorzy nauczyli się formułować akty oskarżenia tak, żeby system dostał jak najwięcej strukturalnych danych. Obrońcy wyspecjalizowali się w podważaniu wag dowodów i w szukaniu podobnych spraw w bazach, aby można było przeciągnąć wynik na swoją stronę. Ława przysięgłych stała się formalnością — bez prawa skazania, z prawem uniewinnienia, z którego korzystano rzadko, bo trudno było spojrzeć w oczy kamerom i powiedzieć: „My wiemy lepiej niż maszyna”. Sędziowie — ci, którzy nie przeszli do stanu spoczynku — rozeszli się po uczelniach, kancelariach. Czasem przychodzili na procesy, siadali z tyłu, nie odzywali się, śledzili tylko ruchy cyfr.

Kinga nie wiedziała jeszcze wtedy, że ten wysoki procent uniewinnień kiedyś stanie się jej obsesją. Na razie widziała tylko statystyki, które — jak powtarzano im na odprawach — mówią same za siebie. A przecież w komunikatach AI. LEX SUPREMA — tych pisanych suchym, technicznym językiem — już wtedy pojawiały się drobne, niepokojące frazy. „Model wykazał tendencję do niedoszacowywania ryzyka przy sprawcach o wysokim poziomie adaptacji społecznej”.

„STWIERDZONO BRAK WYSTARCZAJĄCYCH DANYCH TRENINGOWYCH DLA PROFILU: ZABURZENIA PSYCHICZNE MASKOWANE WYSOKĄ PODATNOŚCIĄ NA PRZYGOTOWANIE PROCESOWE”.

Nikt nie robił z tego dramatu. Ustawy zostały zmienione. Konstytucja została zmieniona, chociaż to wcale nie było takie proste.

Zmiana Konstytucji w Polsce jest możliwa tylko w ściśle określonej procedurze, opisanej w ART. 235 KONSTYTUCJI RP.

KIEDY MOŻEMY ZMIENIĆ KONSTYTUCJĘ:

ZMIANA JEST DOPUSZCZALNA, GDY POJAWI SIĘ PROJEKT USTAWY O ZMIANIE KONSTYTUCJI ZGŁOSZONY PRZEZ:

• CO NAJMNIEJ 1/5 POSŁÓW

• SENAT

• PREZYDENTA RP

JAK WYGLĄDA PROCEDURA:

1. SEJM UCHWALA ZMIANĘ WIĘKSZOŚCIĄ:

• CO NAJMNIEJ 2/3 GŁOSÓW

• PRZY OBECNOŚCI MINIMUM POŁOWY POSŁÓW

2. SENAT MUSI JĄ ZATWIERDZIĆ:

• BEZWZGLĘDNĄ WIĘKSZOŚCIĄ GŁOSÓW

3. PREZYDENT PODPISUJE USTAWĘ (NIE MA WETA W KLASYCZNYM SENSIE)

DODATKOWY WARUNEK (CZASEM):

JEŚLI ZMIANA DOTYCZY KLUCZOWYCH ROZDZIAŁÓW:

• I (ZASADY USTROJU)

• II (PRAWA I WOLNOŚCI)

• XII (ZMIANA KONSTYTUCJI)

TO MOŻLIWE JEST REFERENDUM OGÓLNOKRAJOWE, JEŚLI ZAŻĄDA TEGO:

• PREZYDENT

• SENAT

• LUB 1/5 POSŁÓW

SĘDZIĄ BYŁA AI. LEX SUPREMA. A ława przysięgłych mogła tylko powiedzieć „nie”. Jeszcze nikt wtedy nie przypuszczał, jak bardzo odbije się to wszystkim czkawką, gdy na ławie oskarżonych zasiądzie człowiek, którego poczynania algorytm opatrzy hasłem „WYSOKIE PRAWDOPODOBIEŃSTWO NIEWINNOŚCI”.Rozdział 2
Rewolucja

Rewolucje na żywo rzadko wyglądają jak na obrazkach z podręczników historii. Ta nie miała barykad ani tłumów na ulicach. Miała kolorowe wykresy, infografiki w social mediach i krótkie filmiki, w których dwudziestolatki tańczyły do popowych kawałków na tle przerobionego logo AI. LEX SUPREMA. Zamiast kamieni na bruk, ludzie rzucali serduszka i lajki. Pierwszy viral przyszedł po sprawie chłopaka z trzeciego piętra. Dziewczyna o nicku LEX.GIRL, studentka prawa, nagrała się przed sądem z telefonem w ręce.

— Słuchajcie, to jest absolutnie historyczny dzień — mówiła, robiąc lekki duckface, a za nią widać było wejście do gmachu z nową tablicą: „SĄD KARNY — WYDZIAŁ ALGORYTMICZNY”. AI właśnie uratowała chłopaka, który normalnie poszedłby siedzieć na kilka lat, bo policja mu podłożyła buty. BUTY! Dosłownie. Podniosła brew.

— A nasza kochana AI. LEX SUPREMA powiedziała „nope”. Dane się nie zgadzają, dowody są „brudne”. Wysoki procent niewinności. Uniewinniony.

Dodała napis: #TRUSTTHECODE i #WYSOKIPROCENCIK. Filmik obejrzało pięć milionów osób w trzy dni. Ktoś podłożył pod niego remiksowany głos AI. LEX SUPREMY, powtarzający monotonnie, w rytm bitu: „prawdopodobieństwo niewinności siedemdziesiąt siedem procent, siedemdziesiąt siedem procent”. Inni nagrywali duet: najpierw fragment z rekonstrukcji, którą telewizje puściły w wiadomościach, potem oni, powtarzający dramatycznie, z przesadną mimiką słowa algorytmu:

REKOMENDACJA: UNIEWINNIENIE.

Na kampusach prawniczych żartowano, że nowa specjalizacja to nie „prawo karne”, tylko „prawo algorytmiczne”. Na bluzy z uczelnianym logo nanoszono małe, stylizowane „AI. LEX.SUPREMA GÓRĄ”. Politycy też szybko się dostosowali. Minister sprawiedliwości — ten sam, który kilka lat wcześniej pilotował pakiet „Nowej Karty Sprawiedliwości” — objeżdżał kraj, odwiedzał sądy z nowymi salami. Kamery lubiły, gdy stał obok czarnej płyty AI. LEX SUPREMA z ręką opartą o elegancko wbudowany panel, niczym gospodarz nowoczesnego showroomu.

— Oddaliśmy sprawiedliwość algorytmowi, ale nie odebraliśmy jej ludziom — powtarzał w każdym wywiadzie. — Ława przysięgłych, prokurator, obrońca — oni wciąż są filarem procesu. My tylko usunęliśmy czynnik ludzkiej omylności tam, gdzie był najbardziej niebezpieczny.

Zapytany o wysokie wskaźniki uniewinnień, uśmiechał się łagodnie:

— To nie wysokie procenty uniewinnienia. To wysoki procent NIEWINNYCH, których wreszcie nie skazujemy. To różnica.

Na ekranach w tle pojawiały się kolorowe słupki. W jednym programie śniadaniowym prowadząca przesunęła palcem po ekranie dotykowym, pokazując wykres:

— Zobaczmy. W ciągu pięciu lat działania AI. LEX SUPREMA liczba wyroków uniewinniających w sprawach z niską jakością materiału dowodowego wzrosła z dwudziestu do osiemdziesięciu procent. Z kolei liczba niesłusznych skazań, potwierdzonych później przez sądy wyższych instancji, spadła o ponad dziewięćdziesiąt procent.

Jej gość — młody socjolog — kiwał głową.

— Ludzie widzą, że zyskują ochronę. To buduje zaufanie do państwa.

Nikt nie pokazywał na wykresie małej gwiazdki na dole: „dane za okres pięciu lat, bez uwzględnienia spraw wznowionych po trzech latach od wyroku AI”. Bo takich spraw było jeszcze wtedy niewiele. Kinga patrzyła na to wszystko nie z TiTaka, tylko z sali nr 7 w sądzie okręgowym. Tu rewolucja miała zapach kawy z automatu i dźwięku przewijanych plików. Na ekranie służbowego laptopa migały powiadomienia z intranetu prokuratury: nowe wytyczne co do formułowania aktów oskarżenia, rekomendacje, jak opisywać dowody w sposób przyjazny dla parsera AI. LEX SUPREMA, szkolenia z etyki pracy z algorytmem. Na jednym z webinarów prowadzący — analityk danych z ministerstwa — tłumaczył im, jak opis zdarzenia w akcie może wpływać na pierwszą fazę analizy systemu.

— Nie chodzi o to, żeby kłamać — zastrzegł z uśmiechem — chodzi o to, żeby być precyzyjnym. Jeśli napiszecie „oskarżony był agresywny”, system tego nie rozumie. Jeśli napiszecie „oskarżony trzykrotnie uderzył pokrzywdzonego pięścią w twarz, powodując złamanie nosa”, to jest konkret. To są dane.

Kinga notowała skrupulatnie. Czuła się czasem jak tłumacz między dwoma światami: tym ludzkim, w którym wszystko było złożone, szare, pełne niedomówień — i tym cyfrowym, w którym każdą emocję trzeba było przełożyć na kolumnę w tabeli.

— Pamiętajcie — dodał prowadzący — AI. LEX SUPREMA nie „czuje” sprawy. Ona ją liczy. Jeśli czegoś nie wpiszecie do systemu, to tak, jakby tego nie było. A jeśli wpiszecie to źle, to możecie przypadkiem obniżyć lub podnieść prawdopodobieństwo winy.

Na czacie ktoś anonimowo napisał:

„CZYLI TERAZ NAJWIĘKSZYM NIEBEZPIECZEŃSTWEM DLA WYMIARU SPRAWIEDLIWOŚCI JEST LITERÓWKA?”.

Kinga uśmiechnęła się pod nosem. Prowadzący nie skomentował. Media kochały liczby. Ludzie — historie. Więc rewolucję karmiono jednym i drugim. Materiał w niedzielnym programie „Sprawiedliwość 2.0” pokazywał staruszkę, która przez dziesięć lat chodziła po sądach, próbując udowodnić, że jej syn nie był pijany, kiedy zginął w wypadku samochodowym. Stary system opierał się na jednej, wadliwej opinii biegłego. Nowy — na analizie tysięcy podobnych zdarzeń, logów z telefonu, zapisów rozmów.

— Według AI. LEX SUPREMY — wyjaśniał prowadzący, siedząc naprzeciwko kobiety — prawdopodobieństwo, że pani syn był trzeźwy, wynosi… osiemdziesiąt dziewięć procent.

— Czyli… — głos jej zadrżał — on… on nie pił?

— System tak ocenia dostępne dane.

Widzowie płakali przed telewizorami, gdy kobieta ściskała w rękach wydruk z logo AI. LEX SUPREMA jak obrazek świętego.

— Dziękuję — powtarzała. — Dziękuję, że ktoś wreszcie go obronił.

Ktoś przerobił ten fragment na kolejny viral. Z podłożonym szeptem algorytmicznego głosu:

PRAWDOPODOBIEŃSTWO NIEWINNOŚCI: OSIEMDZIESIĄT DZIEWIĘĆ PROCENT.

REKOMENDACJA: PRZYWRÓCIĆ DOBRE IMIĘ.

Były też mroczniejsze opowieści, ale te trafiały głównie do ludzi takich jak Kinga. Na jednej z narad szef prokuratury okręgowej wyświetlił im wykres na ścianie:

— Widzicie? — wskazał wskaźniki. — W ciągu ostatnich dwóch lat AI. LEX SUPREMA wyłapała 3 przypadki manipulacji materiałem dowodowym po stronie policji i dwie po stronie prokuratury. To nie jest powód do wstydu. To powód, żeby się pilnować. Za jego plecami migał slajd:

„AI. LEX SUPREMA — STRAŻNIK CZYSTOŚCI POSTĘPOWANIA”.

Kinga pamiętała jedną z tych spraw. Jej kolegi po fachu, który na skróty przepisywał zeznania świadka z wcześniejszego przesłuchania zamiast robić nowe. System wychwycił identyczne błędy interpunkcyjne, te same powtórzenia i zgłosił „wysokie prawdopodobieństwo kopiowania treści”.

— Dawniej — mówił szef — takie rzeczy wychodziły na jaw może w jednej na sto spraw, z czego w jednej na tysiąc ktoś robił aferę. Teraz mamy mechanizm samokontroli. Algorytm nie jest przeciwko nam. On jest przeciwko fuszerce.

Nie wszyscy byli zachwyceni. Stary prokurator z sąsiedniego pokoju, Policjant Zdzisław, mruknął kiedyś podczas nalewania sobie kawy:

— Nie lubię, jak mi maszyna zagląda w warsztat. Jeszcze chwila, a będziemy pisali protokoły pod dyktando systemu.

Kinga tylko wzruszyła ramionami.

— Już to robimy — odparła — i jakoś żyjemy.

Na ulicach rewolucja miała postać memów. Zdjęcie dawnego sędziego z kamienną twarzą, z podpisem: „Prawdopodobieństwo, że miał zły dzień: 95%”. Obok czarna płyta AI. LEX SUPREMA z tym samym podpisem: „Prawdopodobieństwo, że ma zły dzień: 0%”. Albo grafika:

„TRZY RODZAJE WYROKÓW”

— kiedyś: sędzia, sędzia, sędzia,

— teraz: dane, dane, dane.

Ktoś założył stronę internetową „AI. LEX SUPREMAWatch”, która śledziła wszystkie głośne sprawy i analizowała, kiedy system „uratował niewinnych” albo „przywalił możnym”.

— To jest właśnie piękne — mówił w jednym z podcastów jego twórca. Żaden człowiek nie zdecydowałby się skazać burmistrza, księdza i prezesa banku w jednym kwartale. A AI. LEX SUPREMA? Ona nie wie, że oni są ważni. Ona widzi tylko liczby. Prowadzący dodał ze śmiechem: — No i nie można do niej zadzwonić w nocy i zasugerować wyniku.

Śmiech, muzyczka, reklama kursu „Jak pracować z AI. LEX SUPREMĄ — dla prawników”.

W korytarzach sądów, w których kiedyś czekało się na Wysoki Sąd, to wszystko mieszało się z bardziej przyziemną codziennością.

— Pani prokurator — zaczepił kiedyś Kingę młody obrońca przed salą. — Prawda, że w sprawach o rozboje lepiej się sprawdza, jeśli w akcie oskarżenia podkreśla się czasową sekwencję zdarzeń? Bo słyszałem, że algorytm na to mocniej reaguje.

— Pan pisze akty za mnie? — spytała chłodno.

Zarumienił się.

— Nie, ja… po prostu chcę zrozumieć logikę systemu.

— To pan powinien bardziej rozumieć logikę swojego klienta — ucięła.

Ale jego pytanie zostało jej w głowie.

Bo prawda była taka, że WSZYSCY zaczęli myśleć w kategoriach „co AI zobaczy”, a nie tylko „co człowiek przeczyta”. Świadków uczono zeznawać tak, żeby ich wypowiedzi dały się łatwo przetranskrybować i przeanalizować. Biegłych proszono o wnioski zwięzłe, punktowane, z wyraźnymi konkluzjami. Adwokaci ćwiczyli mowy końcowe, w których każda teza miała odniesienie do paragrafu, rokowań, statystyki.

— To nie jest rewolucja — powiedział jej kiedyś psycholog sądowy przy kawie. — To jest adaptacja. System wymusza na nas precyzję. Jak chirurgia, kiedy wprowadzono laparoskop — trzeba się nauczyć inaczej trzymać narzędzia.

— Tylko że jak chirurg przetnie nie to, co trzeba, to widać od razu — odparła — a jak my coś wpiszemy nie tak, to algorytm może się pomylić, a nikt tego nie zauważy latami.

Psycholog wzruszył ramionami.

Kinga spojrzała wtedy przez szybę na salę obok, gdzie akurat ładowano nową rekonstrukcję. Ława przysięgłych siedziała jak w kinie. Część notowała, część tylko patrzyła. Nad ich głowami świecił napis:

ZALECENIE: PROSZĘ NIE ULEGAĆ EMOCJOM. ZAUFAJ DANYM.

Na TiTaku krążył trend: „Dzień z życia ławnika AI. LEX SUPREMY”. Ludzie nagrywali się w perukach z mopa na głowach, siedzących na kanapie przed telewizorem, udających ławę przysięgłych, z podpisem:

AI. LEX SUPREMA: PRAWDOPODOBIEŃSTWO WINY 99%

— JA: POTWIERDZAM

— REWOLUCJA: DOKONANA.

Śmieszne. Głupie. Bezmyślne. Kinga scrollowała to wieczorami z mieszanką rozbawienia i irytacji.

— To nie jest takie proste — mruknęła kiedyś do ekranu, kiedy jakiś influencer tłumaczył swoim obserwatorom, że „wreszcie nikt nie skazuje niewinnych, bo algorytm nie ma uprzedzeń”.

Nad wideo ktoś dopisał komentarz:

„LEPIEJ, ŻEBY MYLIŁ SIĘ KOD NIŻ KTOKOLWIEK INNY”.

Tysiące lajków. Rewolucja miała też swoje ofiary, ale one rzadko dostawały push-notyfikacje. Stary sędzia z sądu okręgowego, którego Kinga pamiętała z aplikacji, sprzedał mieszkanie w mieście i wyprowadził się na wieś. Na pożegnalnym spotkaniu wypił z nimi po kieliszku wina i powiedział:

— Wiecie, nie jestem przeciwko maszynom. Sam używam nawigacji. Ale jak nawigacja pokazuje, że droga biegnie przez jezioro, to jednak spojrzę przez okno, zanim tam wjadę. Wy teraz jedziecie na autopilocie.

Kilka miesięcy później zobaczyła go w telewizji — w materiale, w którym pokazano „dawnych sędziów, którzy nie pogodzili się z postępem”. Był wcięty w montaż między starszą panią narzekającą, że „kiedyś to było inaczej”, a młodym programistą mówiącym, że „dziadki nie ogarniają technologii”.

— Rewolucje nie mają sentymentów — powiedział jej sędzia na emeryturze.

Kinga nie odpowiedziała. Bo to była właśnie rewolucja. Cicha, elegancka, w asyście interfejsów użytkownika i kampanii w social mediach. A w jej centrum — czarna płyta AI. LEX SUPREMA, która ani razu nie mrugnęła, kiedy skazywała burmistrza, ratowała chłopaka z trzeciego piętra i wyciągała na wierzch cudzy brud. Na razie lśniła nieskazitelnie. Na razie. Bo gdzieś w statystykach, których nikt poza garstką programistów i kilkoma prokuratorami nie czytał dokładnie, powoli zaczynały pojawiać się drobne, szare punkty. Wyroki z wysokim procentem uniewinnienia.

Sprawy, które nie pasowały do wykresów. Nazwiska, które jeszcze nic nikomu nie mówiły.Rozdział 3
Pierwsze pęknięcie

Kinga nie lubiła poniedziałków, ale ten zaczął się wyjątkowo dobrze. Zaczęło się od tego, że po raz pierwszy od wielu dni udało jej się odstawić córkę do przedszkola na czas — bez sprintu w szpilkach, bez tłumaczeń nauczycielom. Córka Ninka zdążyła jeszcze pomachać jej z sali, przyklejona twarzą do szyby, z włosami naprawdę uczesanymi, a nie tylko „symbolicznie ogarniętymi”. W windzie nikt nie gadał o polityce, ekspres na korytarzu zamiast fusów wypluł coś, co rzeczywiście przypominało kawę, a na służbowej skrzynce nie czekało żadne „pilne na wczoraj”. Czekało za to coś innego.

TEMAT: ANALIZA — WYSOKI PROCENT UNIEWINNIEŃ AI. LEX SUPREMA

NADAWCA: DEPARTAMENT ANALIZ SYSTEMU ALGORYTMICZNEGO

Weszła do pokoju, odłożyła teczkę na biurko, usiadła i kliknęła.

„W związku z zapytaniami opinii publicznej dotyczącymi rosnącego udziału wyroków uniewinniających wydawanych przez AI. LEX SUPREMĘ w sprawach karnych, przedstawiamy syntetyczną analizę danych za ostatnie 24 miesiące…” Przeleciała oczami tabelki i wykresy. Procenty. Słupki. Strzałki w górę i w dół.

„BRAK STATYSTYCZNIE ISTOTNYCH PRZESŁANEK WSKAZUJĄCYCH NA SYSTEMOWĄ STRONNICZOŚĆ AI. LEX SUPREMA. WZROST ODSETKA UNIEWINNIEŃ WYNIKA GŁÓWNIE Z ELIMINACJI SPRAW OPARTYCH NA POSZLAKACH”.

Krótko mówiąc: wszystko gra, proszę się rozejść. Kinga odchyliła się na krześle. Okno jej pokoju wychodziło na wewnętrzny dziedziniec. Pomiędzy blokami betonu i szkła ktoś kiedyś posadził jedno drzewo, które uparcie próbowało udawać zielony skwer.

— Wysoki procent uniewinnień… — mruknęła pod nosem, powtarzając tytuł raportu. — Ładnie to wygląda na papierze.

Zapisała sobie hasło „raport” na karteczce i wcisnęła ją pod monitor. Nauczyła się, że w tym zawodzie nic nie ginie. Ani stare sprawy, ani krótkie słowa, które kiedyś mogą znaczyć więcej, niż się dziś wydaje.

Telefon zadzwonił, zanim zdążyła się wgryźć w załączniki.

— Wysocka — odebrała.

— Sala trzecia, za piętnaście minut — odezwał się głos sekretarki. — Wznowienie w sprawie K-24/19. Rekonstrukcja AI. LEX SUPREMY po nowych dowodach. Prokurator generalny prosi, żeby pani była.

— Już idę.

Sala trzecia była jedną z pierwszych, które przeszły pełną „algorytmizację”. Ściany świeżo odmalowane na biało, wymienione ławki, a nad dawną ławą sędziowską — czarna tafla AI. LEX SUPREMA, matowa, bez żadnych ozdób. Na widowni siedziało kilka osób: dwóch dziennikarzy, ktoś z biura prasowego, grupa studentów pochylonych nad telefonami. Na ławie oskarżonych — mężczyzna po pięćdziesiątce, w koszuli z lekko odgniecionym kołnierzykiem, z wyrazem twarzy człowieka, którego niewiele już potrafi zaskoczyć. Kinga kojarzyła go ze zdjęć. To Kazimierz Strzelecki. Dwa lata temu skazany za śmiertelne potrącenie rowerzysty na drodze krajowej. Alkohol we krwi, zbyt duża prędkość, brak śladów hamowania — przypadek, jaki często przewijał się w aktach. Po wyroku pojawiło się jednak coś nowego. Tym „nowym” była AI. LEX SUPREMA. Kiedy system zaczął analizować stare sprawy pod względem ewentualnych pomyłek, sprawa Strzeleckiego pojawiła się w raporcie jako „wymagająca ponownej oceny”.

— AI. LEX SUPREMA przystępuje do rekonstrukcji — odezwał się głos, gdy tylko drzwi się zamknęły.

Na ekranie pojawiło się nocne nagranie z monitoringu drogowego. Wcześniej biegli oglądali je w zwolnionym tempie, klatka po klatce. Teraz system wykonywał tę pracę sam.

Dane wejściowe: nagrania z monitoringu, zeznania świadków, protokoły z oględzin, opinia biegłego sądowego z zakresu ruchu drogowego, dane z telefonu oskarżonego, dane z logów pojazdu zabezpieczone po wyroku. Obraz zyskał dodatkową głębię. System naniósł na niego linie, kąty, numery. Pokazał samochód Strzeleckiego. Pokazał rowerzystę. Pokazał dwie trajektorie.

— Weryfikacja opinii biegłego — ciągnął głos. — Stwierdzono błąd w przyjętych parametrach długości śladów hamowania. Po uwzględnieniu danych z ABS i logów prędkości pojazdu stwierdza się, że w momencie zderzenia prędkość samochodu wynosiła pięćdziesiąt dziewięć kilometrów na godzinę, a nie osiemdziesiąt.

Na widowni ktoś cicho wciągnął powietrze.

— Analiza danych z alkomatu — kontynuowała AI. LEX SUPREMA. — Stare urządzenie, kalibracja przekroczona o dwa tygodnie, wcześniejsze raporty o zawyżaniu wyniku. Po korekcie statystycznej prawdopodobne stężenie alkoholu we krwi oskarżonego: 0,12 promila, poniżej progu wynikającego z „Ustawy o wychowaniu w trzeźwości i przeciwdziałaniu alkoholizmowi”.

Na ekranie pojawił się schemat: wykres błędu pomiarowego, zakres odchyleń, czerwone i zielone linie.

— W świetle nowych danych — głos zwolnił, jakby podkreślając wagę komunikatu — prawdopodobieństwo, że do wypadku doszło wskutek rażącego naruszenia zasad bezpieczeństwa przez oskarżonego, wynosi dwadzieścia dwa procent. Prawdopodobieństwo, że zdarzenie miało charakter nieszczęśliwego wypadku w warunkach nieznacznego przekroczenia prędkości i błędu obu uczestników ruchu, wynosi siedemdziesiąt osiem procent.

Zapadła krótka cisza.

— Rekomendacja: uchylenie wyroku skazującego, przekwalifikowanie czynu na wykroczenie.

Strzelecki spojrzał na ekran z wyrazem twarzy, którego Kinga nie potrafiła odczytać. Jakby przez dwa lata odbywania kary nie przygotowywał się na taką ewentualność. Jakby wciąż trudno mu było uwierzyć, że taka sytuacja naprawdę może mieć miejsce.

Ława przysięgłych siedziała nieruchomo, ale mieli to samo zdanie.

— Ława proszona jest o zajęcie stanowiska — powiedział głos.

Po minucie wszystkie ikonki nad głowami ławników zaświeciły na zielono.

Wynik głosowania: sześć głosów za uniewinnieniem. AI. LEX SUPREMA nie dodawała komentarzy, ogłosiła uniewinnienie.

W IMIENIU RZECZYPOSPOLITEJ POLSKIEJ ORZEKAM: WYROK Z DNIA 8.04. ZOSTAJE UCHYLONY. OSKARŻONY ZOSTAJE ZWOLNIONY Z ODPOWIEDZIALNOŚCI KARNEJ ZA CZYN Z ART. 177 §2 W ZW. Z ART. 178A §1 K.K.

Strzelecki zacisnął dłonie na poręczy przed sobą. Kinga poczuła, jak coś ściska ją w gardle. Nie znała go. Nie prowadziła tamtej sprawy. Ale w tej scenie widziała to, o czym pisano w ministerialnych materiałach informacyjnych: „sprawiedliwość naprawczą”, „drugą szansę”, „korektę ludzkich błędów”.

— Panie Kazimierzu — powiedział cicho jego obrońca, pochylając się w jego stronę — jest pan wolny.

— Po dwóch latach — odparł tamten ochryple — po dwóch latach spędzonych w więzieniu jestem „wolny”.

Jego głos nie trafił do protokołu. AI. LEX SUPREMA nie analizowała emocji po wyroku.

Po rozprawie Kinga zajrzała do pokoju techników. To pomieszczenie zawsze ją fascynowało. Zwykły, wielki pokój, kilka biurek, monitory, kable. Żadnych świecących rur ani migających świateł jak w filmach. Serwerownia była piętro niżej, zamknięta dla ciekawskich. Tutaj siedzieli ludzie, którzy rozmawiali z AI. LEX SUPREMĄ inaczej niż prokuratorzy.

— Hej, Wysocka — przywitał ją chłopak w dżinsach i koszulce z napisem „DATA OR DIE” — przyszłaś zapytać, jak bardzo maszyna jest mądrzejsza od was?

— Przyszłam zapytać, jak bardzo wy jesteście mądrzejsi od maszyny — odparła. — Jak to w ogóle wyszło ze Strzeleckim? Przecież nikt tych logów wcześniej nie miał.

Wzruszył ramionami.

— Mieli, mieli. Leżały sobie w magazynie producenta auta. Tylko nikt nie wpadł na to, żeby je ściągnąć. My mamy teraz automatyczne zapytania do baz. — Uśmiechnął się z odrobiną dumy. — Jak gdzieś istnieje cyfrowy ślad, to my go znajdziemy.

— Pięknie — powiedziała, opierając się o framugę. — A jak gdzieś nie istnieje?

Nie odpowiedział od razu. Popatrzył na nią, potem na monitor.

— Wtedy go nie ma — powiedział w końcu — dla systemu.

— Czyli jeżeli ktoś jest wystarczająco ostrożny i nie zostawia śladów, to dla AI. LEX SUPREMY jest…?

— Mniej prawdopodobny — dokończył, jakby to było najoczywistsze na świecie. — Widzisz, my tego nie ukrywamy. Algorytm działa na tym, co ma, on nie jest Bogiem.

Kinga przygryzła dolną wargę.

— Ale ludzie zaczynają go tak traktować.

Wzruszył ramionami.

— Ludzie zawsze coś lub kogoś tak traktują. Kiedyś sędziów, teraz nas, za parę lat może coś innego.

Jej telefon zadrżał. Wiadomość z sekretariatu:

„PROKURATOR WYSOCKA PROSZONA DO GABINETU PROKURATORA OKRĘGOWEGO. SPRAWA PILNA”.

— Lecę — mruknęła — dzięki za kazanie.

— Zawsze do usług — odparł technik, już z powrotem wpatrzony w kod.

Szef siedział przy biurku zawalonym papierami, jakby chciał udowodnić, że szyld „epoka cyfrowa” kończy się na drzwiach.

— Usiądź. — Wskazał krzesło naprzeciwko. — Masz dziś jeszcze coś pilnego?

— Parę przesłuchań, ale mogę przełożyć.

— Przełóż. Dostałaś nową sprawę dość specyficzną.

Przysunął w jej stronę cienką teczkę. Na okładce — świeży numer.

KPR 74/28

Pod spodem: ZABÓJSTWO.

— Kolejna demonstracja AI. LEX SUPREMY? — zapytała, nim zdążyła się powstrzymać.

— W pewnym sensie — odpowiedział, a jego ton był zbyt spokojny. — To będzie jedna z pierwszych spraw, gdzie w pełni uruchomimy nowy moduł rekonstrukcji 3D w czasie rzeczywistym. Ministerstwo chce mieć pewność, że poprowadzi ją ktoś, kto wie, jak się rozmawia z systemem.

— I przypuszczam, że ktoś taki dziwnym trafem siedzi właśnie naprzeciwko pana? — Uniosła brew.

— Jakoś tak wyszło… — Uśmiechnął się krótko. — Otwórz.

Otworzyła teczkę.

Zdjęcie ofiary na pierwszej stronie. Dziewczyna. Delikatna skóra, ciemne włosy, aparat na zębach. Nie wyglądała jak bohaterka mrocznego kryminału. Wyglądała jak ktoś, kogo mijasz na schodach..

KATARZYNA BOREK, LAT 22.

PRZYCZYNA ZGONU: URAZ GŁOWY W WYNIKU UDERZENIA TĘPYM NARZĘDZIEM.

MIEJSCE: KLATKA SCHODOWA BLOKU PRZY ULICY ŻELAZNEJ.

— Mamy coś? — zapytała, kartkując dalej.

— Mamy krew na poręczy, mamy ślady błota na schodach, mamy nagrania z kamery samochodu i z domofonu.

Szef wyliczał dalej, jakby mówił o liście zakupów:

— Mamy nagranie z kamery z klatki, ale z fatalnym oświetleniem. No i mamy kilku podejrzanych: wskazał na kolejną stronę.

Na razie nikogo nie wykluczamy. Każdy z nich miał jakiś związek z Katarzyną. Kinga odwróciła kartkę.

Pierwsze zdjęcie przedstawiało młodego mężczyznę o krótko ostrzyżonych włosach. Michał Domański, dwadzieścia cztery lata. Były chłopak ofiary. Rozstali się trzy tygodnie temu. Sąsiedzi twierdzą, że kilka razy słyszeli głośne kłótnie na klatce schodowej.

— Przyznał się do nich?

— Nie zaprzecza. Twierdzi jednak, że od tygodnia nie widział Katarzyny.

Kinga zrobiła krótką notatkę i przewróciła stronę.

Drugie zdjęcie przedstawiało elegancko ubranego mężczyznę po pięćdziesiątce.

— Marek Borkowski. Właściciel firmy, w której Katarzyna pracowała dorywczo. Według współpracowników kilka dni przed śmiercią wezwał ją do gabinetu. Rozmowa trwała ponad godzinę. Po wyjściu wyglądała na roztrzęsioną.

— Wiadomo, o czym rozmawiali?

— Oboje twierdzą, że chodziło o grafik pracy.

— A wierzymy im?

— Szef wzruszył ramionami.

— Jeszcze nie.

— Na kolejnej stronie znajdowała się fotografia kobiety.

Joanna Król. Sąsiadka z tego samego piętra. To ona znalazła ciało i zadzwoniła pod numer alarmowy. Problem w tym, że monitoring pokazuje, iż wróciła do bloku znacznie wcześniej, niż podała w zeznaniach.

— O ile wcześniej?

— O prawie czterdzieści minut.

Kinga uniosła wzrok.

— I przez czterdzieści minut nikogo nie powiadomiła?

— Tak wynika z nagrań.

Zapadła cisza.

— Co mówi?

— Że pomyliła godziny.

Kinga zamknęła teczkę.

— Ludzie mylą godziny. Kamery nie.

Szef podszedł do tablicy i zawiesił trzy fotografie obok siebie.

— Były partner. Pracodawca. Sąsiadka. Każde z nich coś ukrywa. Pytanie brzmi, czy ukrywają morderstwo, czy tylko własne sekrety.

Kinga jeszcze raz spojrzała na zdjęcie Katarzyny. Miała wrażenie, że odpowiedź znajduje się gdzieś między tymi trzema twarzami. W śledztwie nauczyła się jednak jednego. Najbardziej podejrzany nie zawsze był najbardziej winny.

Prokurator Kinga umówiła pierwsze przesłuchanie jeszcze tego samego dnia. Michał Domański pojawił się punktualnie. Miał na sobie ciemną kurtkę i sprawiał wrażenie człowieka bardziej zmęczonego niż przestraszonego. Gdy usiadł naprzeciwko niej, przez chwilę rozglądał się po pokoju, jakby szukał wzrokiem czegoś, co pozwoliłoby mu uniknąć rozmowy.

Kinga otworzyła teczkę i położyła przed sobą zdjęcie Katarzyny.

— Znał ją pan najlepiej ze wszystkich osób, które do tej pory przesłuchaliśmy. Chciałabym, żeby opowiedział mi pan o waszej relacji.

Michał spuścił wzrok na fotografię.

— Byliśmy razem prawie dwa lata. Ostatnie miesiące nie były łatwe. Coraz częściej się kłóciliśmy, ale nigdy nie zrobiłbym jej krzywdy.

— Sąsiedzi twierdzą, że kilka razy słyszeli państwa awantury.

— To prawda. Nie będę udawał, że było inaczej. Oboje byliśmy uparci. Czasami wystarczyło jedno słowo, żeby wybuchła kolejna kłótnia.

Kinga uważnie obserwowała jego twarz. Nie odwracał wzroku, odpowiadał spokojnie i bez pośpiechu.

— Kiedy widział ją pan po raz ostatni?

— Cztery dni przed jej śmiercią. Spotkaliśmy się przypadkiem w sklepie. Rozmowa trwała może dwie minuty. Powiedziała, że chce zacząć wszystko od nowa i żebym przestał do niej dzwonić.

— Posłuchał jej pan?

Michał zawahał się.

— Przez kilka dni próbowałem się z nią skontaktować, ale nie odbierała.

— Kinga sięgnęła po wydruk połączeń.

— Z naszych danych wynika, że zadzwonił pan do niej jedenaście razy w ciągu dwóch dni.

Mężczyzna ciężko westchnął.

— Chciałem tylko porozmawiać. To wszystko.

— A gdzie był pan w wieczór zabójstwa?

— Oglądałem mecz u kolegi. Było nas trzech.

— Jeden z pańskich znajomych nie potrafił jednak potwierdzić godziny pańskiego wyjścia.

Na twarzy Michała pojawił się cień zdenerwowania.

— Bo wypił więcej od nas. Nawet nie pamiętał wyniku meczu.

Kinga zamknęła notatnik.

— Czy Katarzyna bała się kogoś?

Przez chwilę panowała cisza.

— Ostatnio wspominała o swoim szefie. Mówiła, że zaczął zachowywać się dziwnie. Często prosił ją, żeby zostawała po godzinach. Nigdy nie powiedziała wprost, o co chodzi, ale widziałem, że coś ją niepokoi.

Kinga zanotowała każde słowo. Gdy Michał opuścił pokój przesłuchań, od razu poleciła umówić rozmowę z Markiem Borkowskim. Po raz pierwszy od początku śledztwa miała wrażenie, że sprawa zaczyna prowadzić w zupełnie innym kierunku. Każda odpowiedź rodziła nowe pytania, a liczba osób, które mogły mieć coś wspólnego ze śmiercią Katarzyny, zamiast maleć, zaczynała niepokojąco rosnąć.Rozdział 4
Prokuratura

Marek Borkowski zjawił się w prokuraturze następnego dnia rano. W przeciwieństwie do Michała wyglądał na człowieka doskonale przygotowanego. Elegancki garnitur, nienagannie zawiązany krawat i spokojny uśmiech sprawiały wrażenie, jakby przyszedł na spotkanie biznesowe, a nie na przesłuchanie w sprawie zabójstwa.

Kinga zaprosiła go do pokoju przesłuchań i wskazała miejsce naprzeciwko siebie.

— Dziękuję, że znalazł pan czas.

— Nie miałem wyboru — odparł z lekkim uśmiechem. — Ale oczywiście chcę pomóc. Katarzyna była dobrą pracownicą.

Kinga otworzyła teczkę.

— Od jak dawna pracowała w pańskiej firmie?

— Niecałe dwa lata. Zaczynała jako stażystka, później dostała umowę. Była sumienna i szybko się uczyła.

— Świadkowie twierdzą, że często zostawała z panem po godzinach.

— Borkowski poprawił mankiet koszuli.

— Zdarzało się. Prowadziliśmy kilka ważnych projektów. Czasami trzeba było coś dokończyć.

— Czy tylko z Katarzyną zostawał pan po pracy?

Mężczyzna zastanowił się przez chwilę.

— Nie. Zdarzało się również innym pracownikom. Ale najczęściej zostawała właśnie ona.

Na twarzy Borkowskiego pojawiło się krótkie zakłopotanie.

— Była najbardziej zaangażowana.

Kinga wyjęła z teczki kopię listy wejść do budynku.

— Według systemu tydzień przed śmiercią Katarzyna opuściła firmę dopiero po dwudziestej drugiej. W budynku byli już wtedy tylko państwo.

Borkowski spojrzał na dokument.

— Rozmawialiśmy o jej przyszłości w firmie.

— O awansie?

— Tak.

— A dlaczego po tej rozmowie wyszła zapłakana?

Mężczyzna przez chwilę nic nie mówił.

— Była pod dużą presją. Powiedziała, że nie wie, czy chce dalej pracować.

— Z jakiego powodu?

— Nie powiedziała.

Kinga odchyliła się na krześle.

— Przesłuchaliśmy już kilka osób z pańskiej firmy. Dwie z nich twierdzą, że Katarzyna unikała z panem kontaktu.

Borkowski zmarszczył brwi.

— To nieprawda.

— Jest pan tego pewien?

— Oczywiście.

Kinga przez chwilę milczała. Wiedziała, że cisza często działa lepiej niż kolejne pytania.

Po kilku sekundach Borkowski sam się odezwał.

— Rozumiem, jak to wygląda. Młoda pracownica ginie, a jej przełożony automatycznie staje się podejrzany. Tylko że ja naprawdę nie mam z tym nic wspólnego.

— Czy może pan wskazać kogoś, kto mógł chcieć skrzywdzić Katarzynę?

Mężczyzna zawahał się.

— Kilka razy wspominała o sąsiadce.

— Co mówiła?

— Że ta kobieta ciągle ją obserwuje. Podobno zwracała jej uwagę o hałas, o gości, nawet o to, kiedy wraca do domu. Katarzyna śmiała się z tego, ale miałem wrażenie, że zaczyna ją to męczyć.

Kinga zapisała każde słowo.

— Dziękuję. Na razie to wszystko.

Borkowski wstał i bez pośpiechu wyszedł z pokoju.

Gdy drzwi się zamknęły, Kinga przez chwilę patrzyła w notatki. Jego odpowiedzi były spójne, ale zbyt ostrożne. Nie popełnił ani jednego błędu, a to często bywało bardziej niepokojące niż oczywiste kłamstwo.

Kilka minut później zadzwonił telefon.

— Pani prokurator, Joanna Król już czeka.

Kinga zamknęła teczkę i ruszyła w stronę kolejnego pokoju przesłuchań. Miała przeczucie, że starsza sąsiadka powie znacznie więcej, niż powiedziała podczas pierwszej rozmowy z policją. To właśnie świadkowie, którzy początkowo przemilczają część informacji, nierzadko okazują się kluczowi dla przebiegu śledztwa.
mniej..

BESTSELLERY

Menu

Zamknij