Nowy Związek - ebook
Marzec 2022 roku po śmierci Władimira Putina nowym prezydentem Państwa Związkowego zostaje Miedwiediew jest on tylko jedynie częścią większego planu Aleksieja. Nota: Jest to tylko Fikcja!
Ta publikacja spełnia wymagania dostępności zgodnie z dyrektywą EAA.
| Kategoria: | Proza |
| Zabezpieczenie: |
Watermark
|
| ISBN: | 978-83-8455-041-0 |
| Rozmiar pliku: | 1 013 KB |
FRAGMENT KSIĄŻKI
Rozdział 1
Nowe otwarcie
— Zdradził. — oficer ESO spojrzał na Sylwię spokojnie. — Zdezerterował.
— Nie. — Sylwia pokręciła głową. — On po prostu się zakochał.
— Miłość do wroga to słabość proszę pani.
— Jeśli tak uważacie proszę mnie zastrzelić, bo waszym zdaniem wydałam komunistę na świat. — odparła spokojnie.
— Tu nie chodzi o panią… tylko o niego.
— Jest dla was problemem. — powiedziała. — Gdyż pokazuje, że Europa może mieć alternatywę.
— Związek Sowiecki to zagrożenie dla demokracji. — oficer spojrzał na nią uważnie. — On prowadzi eksport rewolucji.
— Jak tak patrzę na to czym Europa się stała… demokracją tylko z nazwy… to powiem, że Rosja nie jest naszym wrogiem.
— To co pani mówi można uznać za sprzyjanie Rosji.
— To są fakty panie generale. — Sylwia spojrzała mu w oczy. — Fakty trudne do zaakceptowania.
— Rosja was zniewoliła. — zauważył generał.
— Owszem, ale tak samo Prusy i Austria. Francja czy Anglia temu wtórowały a wasz Wolter… on nami gardził.
— W czasie wojny u was zdrajcy byli zabijani.
— W czasie wojny to pół Europy kurwiło się z Niemcami.
— Dość. — generał uderzył dłonią w stół. — To jest nieprawomyślne.
— Powiem panu jedną brutalną prawdę, dlaczego Polska jest waszym problemem? Bo nie pasuje do waszej wizji Europy, jeśli dodamy do tego nie bójmy się tego słowa powiedzieć judeofilię Zachodu, który wcześniej tak ochoczo zabijał Żydów.
— Koniec.
Sylwia bez słowa wstała i wyjęła biało-czerwoną flagę.
— Jestem Polką a potem dopiero Europejką.
Wyszła bez słowa.
…
Kazimierz siedział w baraku sztabowym, nad kubkiem gorzkiej herbaty. Na ścianie wisiała flaga z sierpem i młotem, jeszcze nowa, pachnąca farbą drukarską. Mundur ciągle uwierał go w ramionach — jakby ciało nie zdążyło przywyknąć do nowej tożsamości.
Drzwi otworzyły się bez pukania.
— Towarzyszu Studnicki. — oficer polityczny skinął głową. — Przyszła depesza z Europy.
Kazimierz podniósł wzrok.
— Od Mamy?
— Pośrednio.
Dostał tablet. Przeczytał krótki raport.
„Przesłuchanie Sylwii Plater. Konfrontacja z dowództwem ESO. Otwarte zakwestionowanie doktryny europejskiej. Brak skruchy.”
Jego ręka zadrżała.
— Co jeszcze?
— Powiedziała, że nie jesteś zdrajcą. — oficer zawahał się. — Powiedziała, że jesteś… wyborem.
Kazimierz zamknął oczy.
Przez chwilę widział ją sprzed lat: kawiarnia w Krakowie, deszcz za oknem, Europa jeszcze pewna siebie. Wtedy wszystko było prostsze. Świat dzielił się na „nas” i „ich”. Teraz podział biegł przez ludzi.
— Wiedzą, gdzie jestem? — zapytał.
— Oficjalnie: „zaginiony”. Nieoficjalnie: symbol. — oficer usiadł naprzeciwko. — Europa boi się symboli bardziej niż armii.
— A Moskwa?
— Moskwa uważa, że zrobiłeś to, czego inni się bali.
Kazimierz uśmiechnął się krótko, bez radości.
— Nie chciałem być symbolem. Chciałem przestać być trybikiem.
— W polityce to to samo.
Zapadła cisza.
— Jeśli ją skrzywdzą… — zaczął.
— Nie zrobią z niej męczennicy. — przerwał oficer. — Męczennicy są groźni. Zrobią z niej wariatkę. Albo zdrajczynię.
Kazimierz wstał.
— Muszę do niej dotrzeć.
— Nie możesz. Europa zamknęła granice informacyjne. — oficer spojrzał mu prosto w oczy. — Ale ona już zrobiła swoje.
— Co?
— Zasiała wątpliwość.
Kazimierz podszedł do okna. Za nim rozciągał się obóz szkoleniowy Neo-ZSRR: kolumny żołnierzy, czerwone gwiazdy, hymn dobiegający z głośników.
— Myślisz, że historia nas zapamięta?
— Tak. — odpowiedział oficer. — Pytanie tylko jako bohaterów czy jako początek nowej wojny.
Kazimierz ścisnął w dłoni tablet.
— Mama zawsze była wrogiem Europy.
— Zawsze?
— Odkąd usłyszała, że Polskość to nienormalność.
Spojrzał jeszcze raz na ekran. Na końcu raportu widniało jedno zdanie:
„Obiekt wykazuje lojalność wobec dezertera mimo presji.”
— Jest silniejsza niż myślałem — powiedział cicho.
— Albo bardziej samotna.
Za oknem zabrzmiał sygnał alarmowy — ćwiczenia bojowe.
Kazimierz założył czapkę mundurową.
— Jeśli to ma być nowa wojna… — powiedział — …to ona zaczęła się nie od strzału. Tylko od rozmowy.
Odwrócił się w stronę drzwi.
— A rozmów nie da się już cofnąć.
…
Jan spojrzał na raport i na list.
— Wierutne kłamstwa. -powiedział do siebie.
Zadzwonił.
— Tak?
— To ja Sylwia.
— Nie możemy rozmawiać Janek oni mnie obserwują.
Uśmiechnął się.
— Tu też trzeba uważać co się mówi.
— Oni uważają naszego syna za zdrajcę.
— No tak… czemu się przejmować jakimś oficerem, skoro dziecko Europy zdradziło.
— W ich mniemaniu.
— Nie rozumieją, że dla niektórych Demokracja to nie jest tylko puste opakowanie czekoladek.
— Wiem kochany.
— To chore. — powiedział po chwili. — Każą się nam zabijać w imię swoich interesów.
— Nawet nie wiesz, jaka jest nagonka na tych co myślą inaczej.
— Wiem aż za dobrze, przecież byłem raz przewodniczącym Unii.
— Czy ciebie tam nie śledzą? — spytała czule.
— Pilnują, każą czytać Lenina i Marksa, ale nie Stalina.
Spojrzał na flagę dwie czerwone gwiazdy w złotym obramowaniu na czerwonym tle.
— Rosja nie jest już radziecka w sensie instytucji, ale mentalność została.
Jan odsunął telefon od ucha i spojrzał przez okno. Miasto było spokojne, aż nienaturalnie. Europejska stolica, pełna flag, haseł o wolności i tolerancji, a on pierwszy raz od dawna czuł, że to tylko dekoracja.
— Sylwia… — powiedział ciszej. — Oni nie boją się Rosji. Oni boją się, że ktoś pokaże inną drogę.
— Nasz syn… — jej głos zadrżał. — On chciał tylko żyć po swojemu.
— A to dziś największa zbrodnia.
Zapadła chwila ciszy, przerywana tylko trzaskiem zakłóceń.
— Janek… — wyszeptała. — Jeśli coś mi się stanie…
— Nie mów tak.
— Musisz go chronić. Choćby z daleka.
Jan zamknął oczy.
— Chronię was oboje. Na swój sposób. Raporty, które widzę… Europa szykuje coś dużego. Potrzebują wroga. A wy jesteście wygodni.
— Bo nie pasujemy do narracji.
— Bo pokazujecie, że człowiek może kochać kogoś „po drugiej stronie”.
Sylwia zaśmiała się krótko, gorzko.
— Miłość jako kontrrewolucja. Brzmi jak herezja.
— Dla nich wszystko, co nie mieści się w tabelkach ideologii, jest herezją.
Jan spojrzał znów na flagę z dwiema czerwonymi gwiazdami.
— Wiesz, co jest najgorsze? — powiedział. — Oni naprawdę wierzą, że bronią demokracji. Tak jak kiedyś wierzyli, że bronią socjalizmu. Zmienili słowa, ale nie mechanizm.
— A my?
— My jesteśmy między młotem a kowadłem.
W słuchawce znów zaszumiało.
— Muszę kończyć — szepnęła. — Ktoś idzie.
— Sylwia…
— Kocham cię.
— Ja ciebie też.
Połączenie się urwało.
Jan długo trzymał telefon w dłoni. Potem wstał i wyjął z szuflady stary dokument: projekt deklaracji, który kiedyś chciał przedstawić Radzie Europy. Odrzucony jako „niebezpiecznie relatywistyczny”.
Przeczytał pierwsze zdanie:
„Demokracja bez wyboru przestaje być demokracją.”
Uśmiechnął się smutno.
— Może jeszcze nie jest za późno — powiedział do pustego pokoju.
Spojrzał na ekran komputera. Na biurku czekał nowy raport oznaczony klauzulą TAJNE — HEPTARCHIA.
Otworzył go.
Pierwsze zdanie brzmiało:
„Japonia, Indie i Brazylia rozważają wspólne stanowisko wobec konfliktu Europa–Neo-ZSRR.”
Jan odchylił się na krześle.
— A więc świat naprawdę się zmienia… — mruknął. — I nikt już nie kontroluje tej gry.
Za oknem zawyły syreny policyjne. Demonstracja. Transparenty. Hasła o zdradzie i lojalności.
Jan zamknął laptopa.
— Jeśli historia ma się powtórzyć. — powiedział cicho — To tym razem zacznie się od rodzin.
…
Parlament Europejski był taki jak go zapamiętał chłodny i zimny przypomniał sobie syna patrzącego na niego strzelającego do demonstrantów.
— Ma pan głos, panie Studnicki. — powiedziała przewodnicząca.
— Proszę państwa Europa stoi w obliczu kryzysu tożsamości pamiętam, kiedy byłem przewodniczącym Europa stawiała na innowacyjność, na wspólne dobro, na wartości demokracji i praw człowieka. Teraz Europa jest inna, zamknięta w sobie, nieprzyjmująca argumentów drugiej strony a odkąd przestałem być jej głową szczuje własnych obywateli na innych u nas NIE ma wojny. Mimo to czuję się tak, jakbym w niej uczestniczył. Ofiarą tej zmiany kursu jest mój syn, który nie widząc wyjścia wybrał życie w Rosji. Europa zbudowana na demokracji stała się niczym Oceania z Orwellowskiej powieści pamiętam doskonale czasy żelaznej kurtyny, ta sama psychoza, ten sam strach pytam w czyim interesie jest rozpętanie kolejnego światowego konfliktu? Odpowiedź jest oczywista, ale poprzez traumę II Wojny ukrywana, to ruchy ekstremistyczne chcą takiej wojny żydowskie, ukraińskie i wiele innych jeszcze kilka lat temu ustaliliśmy z Rosją podział odpowiedzialności. W strefie rosyjskiej jest Ukraina. A wy złamaliście to co ja konsekwentnie budowałem. Pokojową koegzystencję zanim coś powiecie. Od 1871 do 1914 mieliśmy 40 lat pokoju w Europie w latach 1945—2008 również. Nie jestem pacyfistą wojna to stan naturalny, ale wielkie imperia mogą ze sobą współistnieć, dlatego apeluje nie wywołujcie wojny, która skończy się zagładą całej ludzkości.
Na sali zapadła cisza. Taka cisza, która nie oznacza zgody, tylko szok.
Jan Studnicki stał jeszcze chwilę przy mównicy. Czuł, jak drżą mu dłonie, ale głos pozostał spokojny. Zbyt spokojny jak na to, co właśnie powiedział.
Przewodnicząca przełknęła ślinę.
— Dziękujemy panu za… wystąpienie. — powiedziała chłodno. — Czy ktoś z państwa chce zabrać głos?
Podniósł się mężczyzna w granatowym garniturze z emblematem ESO.
— To, co przed chwilą usłyszeliśmy, jest nie tylko nieodpowiedzialne, ale i niebezpieczne. — spojrzał na Jana. — Pan Studnicki wprost usprawiedliwia agresję Rosji oraz podważa fundamenty europejskiej demokracji.
— Ja je przypominam. — odparł Jan. — Wy je porzuciliście.
— Pański syn służy w armii wroga.
— Mój syn służy idei, której Europa już nie rozumie.
Na galerii rozległy się szepty. Jedni bili brawo. Inni kręcili głowami.
— Mówi pan o Orwellańskiej Oceanii… — ciągnął generał ESO. — A sam proponuje pan strefy wpływów jak w Jałcie.
Jan uśmiechnął się gorzko.
— Europa zawsze żyła w iluzji, że nie ma stref wpływów. A tymczasem każdy wasz traktat jest nową Jałtą. Różnica polega na tym, że dawniej robili to zwycięzcy wojny. Teraz robią to biurokraci bez mandatu historii.
— To zdrada.
— Zdradą jest wysyłać młodych ludzi na śmierć w imię abstrakcji.
Wstała kobieta z delegacji skandynawskiej.
— Pan mówi o pokoju, ale Rosja eksportuje rewolucję!
— A Europa eksportuje demokrację rakietami. — odpowiedział natychmiast. — Każde imperium nazywa swoją przemoc inaczej.
Zapadła kolejna cisza. Tym razem cięższa.
Przewodnicząca uderzyła młotkiem.
— Wystąpienie pana Studnickiego zostanie odnotowane w protokole. Komisja Bezpieczeństwa zajmie się jego… treścią.
Jan odszedł od mównicy powoli. W głowie widział twarz syna w hełmie, z karabinem skierowanym w tłum.
„Europa każe mi strzelać do ludzi, którzy myślą inaczej” — przypomniał sobie jego słowa.
Gdy wychodził z sali, ktoś złapał go za rękaw.
— Panie Studnicki… — szepnęła młoda europosłanka. — Ma pan rację. Ale oni pana zniszczą.
— Już próbowali. — odparł. — Teraz próbują zniszczyć świat.
Na korytarzu czekało dwóch funkcjonariuszy ESO.
— Prosimy z nami.
— Za co? — spytał spokojnie.
— Prewencyjne przesłuchanie. Dla pana bezpieczeństwa.
Uśmiechnął się krzywo.
— Tak właśnie zaczyna się każda wojna. Od słowa „bezpieczeństwo”.
Drzwi zamknęły się za nim z metalicznym trzaskiem.
Za oknami Parlamentu Europejskiego tłum skandował hasła:
„ZDRADA!”
„WOJNA JEDYNĄ DROGĄ!”
A gdzieś daleko, po drugiej stronie kontynentu, jego syn patrzył na mapę Europy z zaznaczonymi czerwonymi i niebieskimi strefami.
I pierwszy raz pomyślał:
„Może ojciec ma rację. Może to już nie jest walka o ideologię, tylko o to, kto napisze historię.”Rozdział 2
Myślozbrodnia
— Pana słowa są niebezpieczne. — powiedział oficer ESO.
— Dla kogo? Bo na pewno nie dla Europy, którą rządziłem.
— To ta sama Europa proszę pana.
— Nie. — powiedział Jan. — Moja Europa była racjonalna a co najważniejsze wolna od partykularnych interesów państw członkowskich.
— Sugeruje pan, że jakieś państwo steruje Europą?
— To oczywiste kto. — powiedział Jan. — Niemcy i Francja chociaż co do Francji bym dyskutował.
— Po czym pan to wnioskuje?
— Po obserwacji, kiedyś w urzędach mówiło się po łacinie, ewentualnie grece teraz po francusku i niemiecku nie na takich fundamentach to wyrosło.
Oficer wyjął dokument.
— Proszę podpisać.
— Nie znam niemieckiego. — powiedział.
— To deklaracja, że pan wyrzeka się swojej myślozbrodni.
— Nawet już się nie kryjecie z tym co Niemcy zrobiły z Europą od 2019 roku mówicie o mowie nienawiści, ale nie ma czegoś takiego. Mówicie o demokracji, ale liczy się jedyny słuszny przekaz. I pomyśleć, że pan był moim podkomendnym.
Oficer ESO zacisnął szczękę.
— To ostatnia szansa, panie Studnicki. Podpisze pan i wróci do domu. Bez rozgłosu. Bez procesu.
Jan wziął dokument do ręki. Przeczytał powoli, linijka po linijce.
— „Oświadczam, że moje poglądy były wynikiem dezinformacji oraz wpływu narracji wrogich demokracji europejskiej…” — uniósł wzrok. — Piękne. Brakuje tylko słowa: samokrytyka.
— Czasy się zmieniły.
— Nie. — Jan odłożył kartkę. — Zmieniły się dekoracje. Mechanizm jest ten sam.
— Wie pan, co się stanie, jeśli pan odmówi?
— Zostanę ekstremistą. Albo rosyjskim agentem. Albo chorym psychicznie. — uśmiechnął się gorzko. — Wybierzecie wygodną etykietę.
Oficer nachylił się nad stołem.
— Europa jest zagrożona.
— Nie. Europa boi się prawdy.
— Pana słowa mogą wywołać niepokoje społeczne.
— A wasze milczenie wywoła wojnę.
Zapadła cisza. Kamera w rogu lekko się obróciła.
— Wie pan, że pański syn służy w armii Neo-ZSRR. — powiedział oficer wolniej. — To poważna okoliczność obciążająca.
Jan uniósł brwi.
— Groźby przez dziecko? Naprawdę tak nisko upadliście?
— To nie groźba. To fakt.
— Faktem jest też to, że Europa kiedyś potrafiła rozmawiać z Moskwą. Teraz tylko krzyczy.
Oficer wstał.
— Skoro pan odmawia współpracy… zostanie pan objęty procedurą izolacji informacyjnej.
— Czyli?
— Zakaz wystąpień publicznych. Blokada kont. Monitoring rozmów. Ochrona.
— Internowanie bez nazwy. — Jan spojrzał mu w oczy. — Gratuluję. Przekroczyliście granicę, której obiecywaliście nigdy nie przekroczyć.
Drzwi otworzyły się. Dwóch strażników stanęło w progu.
— Proszę wstać.
Jan wstał powoli.
— Wie pan, czego się boicie najbardziej? — zapytał spokojnie. — Nie Rosji. Nie Chin. Boicie się, że ludzie zaczną porównywać.
— Proszę iść.
— Bo jeśli porównają… to zapytają, kto naprawdę jest wolny.
Strażnicy wyprowadzili go korytarzem. Za szybą Sylwia stała nieruchomo. Ich spojrzenia spotkały się na sekundę.
— Nie żałuj. — powiedział cicho.
— Nie żałuję. — odpowiedziała bezgłośnie.
Drzwi zamknęły się.
Oficer ESO został sam w sali przesłuchań. Spojrzał na niepodpisany dokument.
— Idealista… — mruknął. — Albo przyszły symbol.
Sięgnął po telefon.
— Centrala? Mamy problem. Studnicki nie pękł.
Po drugiej stronie zapadła chwila ciszy.
— W takim razie… przygotujcie plan B.
…
Nadieżda patrzyła na najnowsze wydanie Prawdy.
— Mówią o twoim tacie. — powiedziała spokojnie. — Uważają go za naszego agenta.
— Brzmi znajomo. — Kazimierz uśmiechnął się. — Jeśli coś zrobią mamie lub ojcu… rozwalę im tą Brukselę.
Nadieżda złożyła gazetę i spojrzała na niego uważnie.
— Nie mów tak głośno. — powiedziała cicho. — Ściany mają uszy. Nawet tutaj.
Kazimierz prychnął.
— Myślisz, że Moskwa mnie nie słyszy? Jestem idealnym symbolem: Europejczyk, który przeszedł na Wschód. Jedni zrobią ze mnie bohatera, drudzy terrorystę.
— A ty kim jesteś naprawdę? — spytała.
Zawahał się.
— Synem człowieka, który uwierzył w Europę. I mężem kobiety, która wierzy w Związek Radziecki. — spojrzał na nią. — A pomiędzy tym wszystkim… żołnierzem.
Radio w kącie pokoju zachrzęściło.
„Według źródeł europejskich były przewodniczący Unii, Jan Studnicki, został objęty procedurą izolacji informacyjnej z powodu szerzenia prorosyjskiej narracji…”
Nadieżda ścisnęła filiżankę tak mocno, że aż zadźwięczała.
— Izolacja informacyjna. Piękne słowo na więzienie.
Nowe otwarcie
— Zdradził. — oficer ESO spojrzał na Sylwię spokojnie. — Zdezerterował.
— Nie. — Sylwia pokręciła głową. — On po prostu się zakochał.
— Miłość do wroga to słabość proszę pani.
— Jeśli tak uważacie proszę mnie zastrzelić, bo waszym zdaniem wydałam komunistę na świat. — odparła spokojnie.
— Tu nie chodzi o panią… tylko o niego.
— Jest dla was problemem. — powiedziała. — Gdyż pokazuje, że Europa może mieć alternatywę.
— Związek Sowiecki to zagrożenie dla demokracji. — oficer spojrzał na nią uważnie. — On prowadzi eksport rewolucji.
— Jak tak patrzę na to czym Europa się stała… demokracją tylko z nazwy… to powiem, że Rosja nie jest naszym wrogiem.
— To co pani mówi można uznać za sprzyjanie Rosji.
— To są fakty panie generale. — Sylwia spojrzała mu w oczy. — Fakty trudne do zaakceptowania.
— Rosja was zniewoliła. — zauważył generał.
— Owszem, ale tak samo Prusy i Austria. Francja czy Anglia temu wtórowały a wasz Wolter… on nami gardził.
— W czasie wojny u was zdrajcy byli zabijani.
— W czasie wojny to pół Europy kurwiło się z Niemcami.
— Dość. — generał uderzył dłonią w stół. — To jest nieprawomyślne.
— Powiem panu jedną brutalną prawdę, dlaczego Polska jest waszym problemem? Bo nie pasuje do waszej wizji Europy, jeśli dodamy do tego nie bójmy się tego słowa powiedzieć judeofilię Zachodu, który wcześniej tak ochoczo zabijał Żydów.
— Koniec.
Sylwia bez słowa wstała i wyjęła biało-czerwoną flagę.
— Jestem Polką a potem dopiero Europejką.
Wyszła bez słowa.
…
Kazimierz siedział w baraku sztabowym, nad kubkiem gorzkiej herbaty. Na ścianie wisiała flaga z sierpem i młotem, jeszcze nowa, pachnąca farbą drukarską. Mundur ciągle uwierał go w ramionach — jakby ciało nie zdążyło przywyknąć do nowej tożsamości.
Drzwi otworzyły się bez pukania.
— Towarzyszu Studnicki. — oficer polityczny skinął głową. — Przyszła depesza z Europy.
Kazimierz podniósł wzrok.
— Od Mamy?
— Pośrednio.
Dostał tablet. Przeczytał krótki raport.
„Przesłuchanie Sylwii Plater. Konfrontacja z dowództwem ESO. Otwarte zakwestionowanie doktryny europejskiej. Brak skruchy.”
Jego ręka zadrżała.
— Co jeszcze?
— Powiedziała, że nie jesteś zdrajcą. — oficer zawahał się. — Powiedziała, że jesteś… wyborem.
Kazimierz zamknął oczy.
Przez chwilę widział ją sprzed lat: kawiarnia w Krakowie, deszcz za oknem, Europa jeszcze pewna siebie. Wtedy wszystko było prostsze. Świat dzielił się na „nas” i „ich”. Teraz podział biegł przez ludzi.
— Wiedzą, gdzie jestem? — zapytał.
— Oficjalnie: „zaginiony”. Nieoficjalnie: symbol. — oficer usiadł naprzeciwko. — Europa boi się symboli bardziej niż armii.
— A Moskwa?
— Moskwa uważa, że zrobiłeś to, czego inni się bali.
Kazimierz uśmiechnął się krótko, bez radości.
— Nie chciałem być symbolem. Chciałem przestać być trybikiem.
— W polityce to to samo.
Zapadła cisza.
— Jeśli ją skrzywdzą… — zaczął.
— Nie zrobią z niej męczennicy. — przerwał oficer. — Męczennicy są groźni. Zrobią z niej wariatkę. Albo zdrajczynię.
Kazimierz wstał.
— Muszę do niej dotrzeć.
— Nie możesz. Europa zamknęła granice informacyjne. — oficer spojrzał mu prosto w oczy. — Ale ona już zrobiła swoje.
— Co?
— Zasiała wątpliwość.
Kazimierz podszedł do okna. Za nim rozciągał się obóz szkoleniowy Neo-ZSRR: kolumny żołnierzy, czerwone gwiazdy, hymn dobiegający z głośników.
— Myślisz, że historia nas zapamięta?
— Tak. — odpowiedział oficer. — Pytanie tylko jako bohaterów czy jako początek nowej wojny.
Kazimierz ścisnął w dłoni tablet.
— Mama zawsze była wrogiem Europy.
— Zawsze?
— Odkąd usłyszała, że Polskość to nienormalność.
Spojrzał jeszcze raz na ekran. Na końcu raportu widniało jedno zdanie:
„Obiekt wykazuje lojalność wobec dezertera mimo presji.”
— Jest silniejsza niż myślałem — powiedział cicho.
— Albo bardziej samotna.
Za oknem zabrzmiał sygnał alarmowy — ćwiczenia bojowe.
Kazimierz założył czapkę mundurową.
— Jeśli to ma być nowa wojna… — powiedział — …to ona zaczęła się nie od strzału. Tylko od rozmowy.
Odwrócił się w stronę drzwi.
— A rozmów nie da się już cofnąć.
…
Jan spojrzał na raport i na list.
— Wierutne kłamstwa. -powiedział do siebie.
Zadzwonił.
— Tak?
— To ja Sylwia.
— Nie możemy rozmawiać Janek oni mnie obserwują.
Uśmiechnął się.
— Tu też trzeba uważać co się mówi.
— Oni uważają naszego syna za zdrajcę.
— No tak… czemu się przejmować jakimś oficerem, skoro dziecko Europy zdradziło.
— W ich mniemaniu.
— Nie rozumieją, że dla niektórych Demokracja to nie jest tylko puste opakowanie czekoladek.
— Wiem kochany.
— To chore. — powiedział po chwili. — Każą się nam zabijać w imię swoich interesów.
— Nawet nie wiesz, jaka jest nagonka na tych co myślą inaczej.
— Wiem aż za dobrze, przecież byłem raz przewodniczącym Unii.
— Czy ciebie tam nie śledzą? — spytała czule.
— Pilnują, każą czytać Lenina i Marksa, ale nie Stalina.
Spojrzał na flagę dwie czerwone gwiazdy w złotym obramowaniu na czerwonym tle.
— Rosja nie jest już radziecka w sensie instytucji, ale mentalność została.
Jan odsunął telefon od ucha i spojrzał przez okno. Miasto było spokojne, aż nienaturalnie. Europejska stolica, pełna flag, haseł o wolności i tolerancji, a on pierwszy raz od dawna czuł, że to tylko dekoracja.
— Sylwia… — powiedział ciszej. — Oni nie boją się Rosji. Oni boją się, że ktoś pokaże inną drogę.
— Nasz syn… — jej głos zadrżał. — On chciał tylko żyć po swojemu.
— A to dziś największa zbrodnia.
Zapadła chwila ciszy, przerywana tylko trzaskiem zakłóceń.
— Janek… — wyszeptała. — Jeśli coś mi się stanie…
— Nie mów tak.
— Musisz go chronić. Choćby z daleka.
Jan zamknął oczy.
— Chronię was oboje. Na swój sposób. Raporty, które widzę… Europa szykuje coś dużego. Potrzebują wroga. A wy jesteście wygodni.
— Bo nie pasujemy do narracji.
— Bo pokazujecie, że człowiek może kochać kogoś „po drugiej stronie”.
Sylwia zaśmiała się krótko, gorzko.
— Miłość jako kontrrewolucja. Brzmi jak herezja.
— Dla nich wszystko, co nie mieści się w tabelkach ideologii, jest herezją.
Jan spojrzał znów na flagę z dwiema czerwonymi gwiazdami.
— Wiesz, co jest najgorsze? — powiedział. — Oni naprawdę wierzą, że bronią demokracji. Tak jak kiedyś wierzyli, że bronią socjalizmu. Zmienili słowa, ale nie mechanizm.
— A my?
— My jesteśmy między młotem a kowadłem.
W słuchawce znów zaszumiało.
— Muszę kończyć — szepnęła. — Ktoś idzie.
— Sylwia…
— Kocham cię.
— Ja ciebie też.
Połączenie się urwało.
Jan długo trzymał telefon w dłoni. Potem wstał i wyjął z szuflady stary dokument: projekt deklaracji, który kiedyś chciał przedstawić Radzie Europy. Odrzucony jako „niebezpiecznie relatywistyczny”.
Przeczytał pierwsze zdanie:
„Demokracja bez wyboru przestaje być demokracją.”
Uśmiechnął się smutno.
— Może jeszcze nie jest za późno — powiedział do pustego pokoju.
Spojrzał na ekran komputera. Na biurku czekał nowy raport oznaczony klauzulą TAJNE — HEPTARCHIA.
Otworzył go.
Pierwsze zdanie brzmiało:
„Japonia, Indie i Brazylia rozważają wspólne stanowisko wobec konfliktu Europa–Neo-ZSRR.”
Jan odchylił się na krześle.
— A więc świat naprawdę się zmienia… — mruknął. — I nikt już nie kontroluje tej gry.
Za oknem zawyły syreny policyjne. Demonstracja. Transparenty. Hasła o zdradzie i lojalności.
Jan zamknął laptopa.
— Jeśli historia ma się powtórzyć. — powiedział cicho — To tym razem zacznie się od rodzin.
…
Parlament Europejski był taki jak go zapamiętał chłodny i zimny przypomniał sobie syna patrzącego na niego strzelającego do demonstrantów.
— Ma pan głos, panie Studnicki. — powiedziała przewodnicząca.
— Proszę państwa Europa stoi w obliczu kryzysu tożsamości pamiętam, kiedy byłem przewodniczącym Europa stawiała na innowacyjność, na wspólne dobro, na wartości demokracji i praw człowieka. Teraz Europa jest inna, zamknięta w sobie, nieprzyjmująca argumentów drugiej strony a odkąd przestałem być jej głową szczuje własnych obywateli na innych u nas NIE ma wojny. Mimo to czuję się tak, jakbym w niej uczestniczył. Ofiarą tej zmiany kursu jest mój syn, który nie widząc wyjścia wybrał życie w Rosji. Europa zbudowana na demokracji stała się niczym Oceania z Orwellowskiej powieści pamiętam doskonale czasy żelaznej kurtyny, ta sama psychoza, ten sam strach pytam w czyim interesie jest rozpętanie kolejnego światowego konfliktu? Odpowiedź jest oczywista, ale poprzez traumę II Wojny ukrywana, to ruchy ekstremistyczne chcą takiej wojny żydowskie, ukraińskie i wiele innych jeszcze kilka lat temu ustaliliśmy z Rosją podział odpowiedzialności. W strefie rosyjskiej jest Ukraina. A wy złamaliście to co ja konsekwentnie budowałem. Pokojową koegzystencję zanim coś powiecie. Od 1871 do 1914 mieliśmy 40 lat pokoju w Europie w latach 1945—2008 również. Nie jestem pacyfistą wojna to stan naturalny, ale wielkie imperia mogą ze sobą współistnieć, dlatego apeluje nie wywołujcie wojny, która skończy się zagładą całej ludzkości.
Na sali zapadła cisza. Taka cisza, która nie oznacza zgody, tylko szok.
Jan Studnicki stał jeszcze chwilę przy mównicy. Czuł, jak drżą mu dłonie, ale głos pozostał spokojny. Zbyt spokojny jak na to, co właśnie powiedział.
Przewodnicząca przełknęła ślinę.
— Dziękujemy panu za… wystąpienie. — powiedziała chłodno. — Czy ktoś z państwa chce zabrać głos?
Podniósł się mężczyzna w granatowym garniturze z emblematem ESO.
— To, co przed chwilą usłyszeliśmy, jest nie tylko nieodpowiedzialne, ale i niebezpieczne. — spojrzał na Jana. — Pan Studnicki wprost usprawiedliwia agresję Rosji oraz podważa fundamenty europejskiej demokracji.
— Ja je przypominam. — odparł Jan. — Wy je porzuciliście.
— Pański syn służy w armii wroga.
— Mój syn służy idei, której Europa już nie rozumie.
Na galerii rozległy się szepty. Jedni bili brawo. Inni kręcili głowami.
— Mówi pan o Orwellańskiej Oceanii… — ciągnął generał ESO. — A sam proponuje pan strefy wpływów jak w Jałcie.
Jan uśmiechnął się gorzko.
— Europa zawsze żyła w iluzji, że nie ma stref wpływów. A tymczasem każdy wasz traktat jest nową Jałtą. Różnica polega na tym, że dawniej robili to zwycięzcy wojny. Teraz robią to biurokraci bez mandatu historii.
— To zdrada.
— Zdradą jest wysyłać młodych ludzi na śmierć w imię abstrakcji.
Wstała kobieta z delegacji skandynawskiej.
— Pan mówi o pokoju, ale Rosja eksportuje rewolucję!
— A Europa eksportuje demokrację rakietami. — odpowiedział natychmiast. — Każde imperium nazywa swoją przemoc inaczej.
Zapadła kolejna cisza. Tym razem cięższa.
Przewodnicząca uderzyła młotkiem.
— Wystąpienie pana Studnickiego zostanie odnotowane w protokole. Komisja Bezpieczeństwa zajmie się jego… treścią.
Jan odszedł od mównicy powoli. W głowie widział twarz syna w hełmie, z karabinem skierowanym w tłum.
„Europa każe mi strzelać do ludzi, którzy myślą inaczej” — przypomniał sobie jego słowa.
Gdy wychodził z sali, ktoś złapał go za rękaw.
— Panie Studnicki… — szepnęła młoda europosłanka. — Ma pan rację. Ale oni pana zniszczą.
— Już próbowali. — odparł. — Teraz próbują zniszczyć świat.
Na korytarzu czekało dwóch funkcjonariuszy ESO.
— Prosimy z nami.
— Za co? — spytał spokojnie.
— Prewencyjne przesłuchanie. Dla pana bezpieczeństwa.
Uśmiechnął się krzywo.
— Tak właśnie zaczyna się każda wojna. Od słowa „bezpieczeństwo”.
Drzwi zamknęły się za nim z metalicznym trzaskiem.
Za oknami Parlamentu Europejskiego tłum skandował hasła:
„ZDRADA!”
„WOJNA JEDYNĄ DROGĄ!”
A gdzieś daleko, po drugiej stronie kontynentu, jego syn patrzył na mapę Europy z zaznaczonymi czerwonymi i niebieskimi strefami.
I pierwszy raz pomyślał:
„Może ojciec ma rację. Może to już nie jest walka o ideologię, tylko o to, kto napisze historię.”Rozdział 2
Myślozbrodnia
— Pana słowa są niebezpieczne. — powiedział oficer ESO.
— Dla kogo? Bo na pewno nie dla Europy, którą rządziłem.
— To ta sama Europa proszę pana.
— Nie. — powiedział Jan. — Moja Europa była racjonalna a co najważniejsze wolna od partykularnych interesów państw członkowskich.
— Sugeruje pan, że jakieś państwo steruje Europą?
— To oczywiste kto. — powiedział Jan. — Niemcy i Francja chociaż co do Francji bym dyskutował.
— Po czym pan to wnioskuje?
— Po obserwacji, kiedyś w urzędach mówiło się po łacinie, ewentualnie grece teraz po francusku i niemiecku nie na takich fundamentach to wyrosło.
Oficer wyjął dokument.
— Proszę podpisać.
— Nie znam niemieckiego. — powiedział.
— To deklaracja, że pan wyrzeka się swojej myślozbrodni.
— Nawet już się nie kryjecie z tym co Niemcy zrobiły z Europą od 2019 roku mówicie o mowie nienawiści, ale nie ma czegoś takiego. Mówicie o demokracji, ale liczy się jedyny słuszny przekaz. I pomyśleć, że pan był moim podkomendnym.
Oficer ESO zacisnął szczękę.
— To ostatnia szansa, panie Studnicki. Podpisze pan i wróci do domu. Bez rozgłosu. Bez procesu.
Jan wziął dokument do ręki. Przeczytał powoli, linijka po linijce.
— „Oświadczam, że moje poglądy były wynikiem dezinformacji oraz wpływu narracji wrogich demokracji europejskiej…” — uniósł wzrok. — Piękne. Brakuje tylko słowa: samokrytyka.
— Czasy się zmieniły.
— Nie. — Jan odłożył kartkę. — Zmieniły się dekoracje. Mechanizm jest ten sam.
— Wie pan, co się stanie, jeśli pan odmówi?
— Zostanę ekstremistą. Albo rosyjskim agentem. Albo chorym psychicznie. — uśmiechnął się gorzko. — Wybierzecie wygodną etykietę.
Oficer nachylił się nad stołem.
— Europa jest zagrożona.
— Nie. Europa boi się prawdy.
— Pana słowa mogą wywołać niepokoje społeczne.
— A wasze milczenie wywoła wojnę.
Zapadła cisza. Kamera w rogu lekko się obróciła.
— Wie pan, że pański syn służy w armii Neo-ZSRR. — powiedział oficer wolniej. — To poważna okoliczność obciążająca.
Jan uniósł brwi.
— Groźby przez dziecko? Naprawdę tak nisko upadliście?
— To nie groźba. To fakt.
— Faktem jest też to, że Europa kiedyś potrafiła rozmawiać z Moskwą. Teraz tylko krzyczy.
Oficer wstał.
— Skoro pan odmawia współpracy… zostanie pan objęty procedurą izolacji informacyjnej.
— Czyli?
— Zakaz wystąpień publicznych. Blokada kont. Monitoring rozmów. Ochrona.
— Internowanie bez nazwy. — Jan spojrzał mu w oczy. — Gratuluję. Przekroczyliście granicę, której obiecywaliście nigdy nie przekroczyć.
Drzwi otworzyły się. Dwóch strażników stanęło w progu.
— Proszę wstać.
Jan wstał powoli.
— Wie pan, czego się boicie najbardziej? — zapytał spokojnie. — Nie Rosji. Nie Chin. Boicie się, że ludzie zaczną porównywać.
— Proszę iść.
— Bo jeśli porównają… to zapytają, kto naprawdę jest wolny.
Strażnicy wyprowadzili go korytarzem. Za szybą Sylwia stała nieruchomo. Ich spojrzenia spotkały się na sekundę.
— Nie żałuj. — powiedział cicho.
— Nie żałuję. — odpowiedziała bezgłośnie.
Drzwi zamknęły się.
Oficer ESO został sam w sali przesłuchań. Spojrzał na niepodpisany dokument.
— Idealista… — mruknął. — Albo przyszły symbol.
Sięgnął po telefon.
— Centrala? Mamy problem. Studnicki nie pękł.
Po drugiej stronie zapadła chwila ciszy.
— W takim razie… przygotujcie plan B.
…
Nadieżda patrzyła na najnowsze wydanie Prawdy.
— Mówią o twoim tacie. — powiedziała spokojnie. — Uważają go za naszego agenta.
— Brzmi znajomo. — Kazimierz uśmiechnął się. — Jeśli coś zrobią mamie lub ojcu… rozwalę im tą Brukselę.
Nadieżda złożyła gazetę i spojrzała na niego uważnie.
— Nie mów tak głośno. — powiedziała cicho. — Ściany mają uszy. Nawet tutaj.
Kazimierz prychnął.
— Myślisz, że Moskwa mnie nie słyszy? Jestem idealnym symbolem: Europejczyk, który przeszedł na Wschód. Jedni zrobią ze mnie bohatera, drudzy terrorystę.
— A ty kim jesteś naprawdę? — spytała.
Zawahał się.
— Synem człowieka, który uwierzył w Europę. I mężem kobiety, która wierzy w Związek Radziecki. — spojrzał na nią. — A pomiędzy tym wszystkim… żołnierzem.
Radio w kącie pokoju zachrzęściło.
„Według źródeł europejskich były przewodniczący Unii, Jan Studnicki, został objęty procedurą izolacji informacyjnej z powodu szerzenia prorosyjskiej narracji…”
Nadieżda ścisnęła filiżankę tak mocno, że aż zadźwięczała.
— Izolacja informacyjna. Piękne słowo na więzienie.
więcej..