-
nowość
-
promocja
O tym, co Alicja odkryła po drugiej stronie lustra - ebook
O tym, co Alicja odkryła po drugiej stronie lustra - ebook
Alicja trafia do fantastycznego świata, który kryje się za lustrzanym odbiciem jej pokoju. Obrazy wyglądają jak żywe, zegar ma twarz uśmiechniętego staruszka, a figury szachowe spacerują dwójkami!
| Kategoria: | Dzieci 6-12 |
| Zabezpieczenie: |
Watermark
|
| ISBN: | 978-83-68865-15-8 |
| Rozmiar pliku: | 4,4 MB |
FRAGMENT KSIĄŻKI
Dziecko o czole jasnym, świeżym
I oczach czarodziejsko lśniących!
Choć życie między nami leży
I czas nas dzieli szybko mknący,
Twą miłość uśmiech twój ukaże,
Gdy, miła, bajką cię obdarzę.
Ucichł w mych uszach śmiech srebrzysty
I zaszło twarzy twojej słońce;
Już nigdy o mnie nie pomyślisz
W latach młodości nadchodzącej…
Lecz już niczego więcej nie chcę;
Dość, gdy wysłuchać bajki zechcesz.
Bajki zrodzonej w dniach minionych,
Która jak dzwonka dźwięk się niosła;
Wśród lata dni rozpromienionych
W jej rytmie biły nasze wiosła…
Echo jej wciąż powraca do mnie,
Choć czas zły każe: „Masz zapomnieć!”
Więc mnie wysłuchaj, choć dokoła
Gorzki głos trwogi nieustannej
Do nieprzytulnych łóżek woła
Melancholijne, smutne panny!
Gdyż my, jak dzieci nieco większe,
Do łóżek nie pójdziemy jeszcze.
Na zewnątrz wicher jak szalony
Dmie w oczy śniegiem wśród ciemności;
Wewnątrz kominka blask czerwony
I dziecko w gniazdku swej radości.
Magią słów moich cię zachwycę,
Nie będziesz zważać na śnieżycę.
A choć w opowieść tę się wplata
Jak nikły cień westchnienie małe,
Gdy żegna „dni szczęśliwe lata”
I lata przeminioną chwałę,
Ów podmuch nawałnicy ciemnej
Nie tknie bajeczki tej przyjemnej.ROZDZIAŁ I
DOM PO DRUGIEJ STRONIE LUSTRA
Jedno było pewne, biały kociak nie miał w tym żadnego udziału: wina leżała całkowicie po stronie czarnego kociaka. Gdyż w ciągu ostatniego kwadransa stara kotka myła buzię białemu kociakowi (który, zważywszy okoliczności, znosił to znakomicie), więc, jak widzicie, nie mógł przyłożyć ręki do tej psoty.
Dina myła buzie swoich dzieci w sposób następujący: najpierw przytrzymywała biedne stworzonko za ucho jedną łapą, a drugą pocierała jego buzię dokoła, od prawej do lewej, rozpoczynając w okolicy noska. Właśnie w tej chwili, jak powiedziałem, trudziła się nad białym kotkiem, który leżał zupełnie spokojnie, próbując mruczeć – i wierząc bez wątpienia, że to wszystko było pomyślane dla jego dobra.
Ale praca nad czarnym kotkiem została ukończona już wcześniej tego popołudnia; i tak, podczas gdy Alicja siedziała skulona w wielkim fotelu, trochę senna, a trochę pogrążona w rozmowie z samą sobą, kociak rozfiglował się niesłychanie wokół motka wełny, który Alicja starała się zmotać, i toczył go tak długo to tu, to tam, póki motek znowu całkowicie się nie rozmotał; i oto wyglądał teraz jak plątanina leżących na dywanie przed kominkiem supełków i węzełków, a kociak tańczył pośrodku, ścigając własny ogon.
– Och, ty paskudne, paskudne stworzonko! – zawołała Alicja, chwytając kotka i obdarzając go pocałunkiem, który powinien był przyjąć jako naganę. – Naprawdę, Dina powinna nauczyć cię lepszych manier! Powinnaś była, Dino, wiesz przecież, że powinnaś! – dodała, spoglądając z wyrzutem na kotkę i przemawiając głosem tak zagniewanym, jak tylko umiała… Później wgramoliła się z powrotem na fotel, zabierając z sobą kociaka i rozmotaną wełnę, żeby znów ją zmotać w kulę. Ale nie szło jej to bardzo szybko, bo przez cały czas przemawiała raz do kociaka, to znowu do siebie. Kociak siedział bardzo potulnie na jej kolanie, udając. że śledzi jej pracę; od czasu do czasu wysuwał łagodnie łapkę i dotykał motka, jak gdyby ukazując, że chętnie pomógłby, gdyby umiał. – Czy wiesz, co jutro będzie, Kiciu? – zaczęła Alicja. – Zgadłbyś, gdybyś był przy oknie ze mną… ale Dina myła cię, więc nie mogłeś. Przyglądałam się chłopcom, zbierającym patyki na ognisko… i było tych patyków okropnie wiele, Kiciu! Tylko że zrobiło się tak zimno i padał taki śnieg, że musieli przerwać. Nie przejmuj się, Kiciu, pójdziemy jutro przyjrzeć się ognisku. – Tu Alicja okręciła dwu- czy trzykrotnie wełną szyję kotka, żeby zobaczyć, jak będzie mu w tym do twarzy: doprowadziło to do utarczki, podczas której motek upadł na podłogę i odwinęły się go ponownie całe jardy.
– Czy wiesz. Kiciu, że byłam bardzo rozzłoszczona – powiedziała Alicja, gdy znowu usiedli wygodnie – kiedy zobaczyłam, ile napsociłeś! Chciałam otworzyć okno i wyrzucić cię na śnieg! I zasłużyłbyś na to, ty małe paskudne kochanie! Co masz do powiedzenia na swoją obronę! Nie przerywaj mi! – ciągnęła, unosząc ostrzegawczo palec. – Mam zamiar powiedzieć ci o wszystkich twoich przewinieniach. Po pierwsze, pisnąłeś dwa razy, kiedy Dina myła ci buzię dziś rano. Nie możesz zaprzeczyć temu, Kiciu, bo sama cię słyszałam! Co mówisz? – (Udając, że kociak przemówił): – Że wsadziła ci łapkę do oka? Cóż, to była twoja wina, że miałeś otwarte oczy… Gdybyś je mocno zamknął, nie przydarzyłoby się to. A teraz nie próbuj żadnych więcej wymówek, tylko posłuchaj! Po drugie, pociągnąłeś Śnieżyczkę za ogon, kiedy postawiłam przed nią spodeczek z mlekiem! Co, chciało ci się pić? Czy być może? A skąd wiesz, że jej się nie chciało? A teraz, po trzecie, odmotałeś caluteńką wełnę, kiedy nie patrzyłam!
To trzy wykroczenia, Kiciu, i nie zostałeś ukarany za żadne z nich do tej pory. Wiesz, że zbieram wszystkie kary dla ciebie i odkładam je do środy… Przypuśćmy, że zbieraliby tak wszystkie moje kary! – ciągnęła, mówiąc teraz nie do kotka, lecz do siebie. – Cóż by musieli uczynić pod koniec roku? Posłano by mnie do więzienia, jak przypuszczam, kiedy nadszedłby ten dzień. Albo… zastanówmy się… przypuśćmy, że każda kara to byłoby pójście spać bez kolacji: wówczas, kiedy wreszcie nadszedłby ten nieszczęsny dzień, musiałabym się obyć bez pięćdziesięciu kolacji naraz! Cóż, nie bardzo bym się tym przejęła! Sto razy wolę obywać się bez nich, niż jeść je!
Czy słyszysz śnieg na szybach, Kiciu? Jaki to miły i miękki dźwięk! Jak gdyby ktoś obcałowywał całe okna od zewnątrz. Ciekawa jestem, czy śnieg kocha drzewa i pola, jeżeli całuje je tak delikatnie? A poza tym, otula je miękko białą kołderką i może mówi im: „Uśnijcie, najmilsze, śpijcie, póki nie powróci lato”. A kiedy lato budzi je, Kiciu, ubierają się w zieleń i tańczą… kiedy wietrzyk wieje… och, to musi być bardzo ładne! – zawołała Alicja, upuszczając motek wełny, żeby klasnąć w ręce. – I jak bardzo bym chciała, żeby to była prawda! Pewna jestem, że lasy wyglądają sennie, kiedy liście robią się brązowe.
Kiciu, czy umiesz grać w szachy? Nie uśmiechaj się, kochanie, pytam zupełnie serio. Bo kiedy graliśmy niedawno, przyglądałeś się tak, jakbyś rozumiał, a kiedy powiedziałam: „Szach!”, zacząłeś mruczeć! Cóż, był to bardzo ładny szach, Kiciu, i naprawdę mogłam wygrać, gdyby nie ta paskudna wieża, która wkręciła się pomiędzy moje figury… Kiciu, kochanie, spróbujmy udawać, że…
I tu pragnąłbym opowiedzieć wam choćby o połowie rzeczy, które Alicja wypowiadała, rozpoczynając od swego ulubionego: „Spróbujmy udawać, że…”. Zaledwie wczoraj miała długą sprzeczkę z siostrą, a wszystko dlatego, że zaczęła: „Spróbujmy udawać, że jesteśmy królami i królowymi”, a siostra jej, skłonna zwykle do jak największej dokładności, powiedziała, że nie mogą, gdyż jest ich tylko dwie; więc Alicja była w końcu zmuszona powiedzieć: „No cóż, w takim razie ty bądź jednym z nich, a ja będę wszystkimi pozostałymi”. A razu pewnego naprawdę przestraszyła swą starą nianię, gdy nagle krzyknęła jej do ucha: „Nianiu! Spróbujmy udawać, że jestem głodną hieną, a ty kością!”.
Lecz odwodzi nas to od przemówienia wygłoszonego przez Alicję do kociaka.
– Spróbujmy udawać, że jesteś Czerwoną Królową, Kiciu! Czy wiesz, że gdybyś usiadł i splótł ręce, wyglądałbyś zupełnie jak ona? No, spróbuj, kochanie! – I zdjąwszy Czerwoną Królową ze stołu, Alicja postawiła ją przed kotkiem jako model do naśladowania. Przedsięwzięcie to nie zakończyło się sukcesem, gdyż, jak powiedziała Alicja, kociak nie chciał usiąść z rękami splecionymi w odpowiedni sposób. Więc, by go ukarać, uniosła go do Lustra, żeby sam mógł zobaczyć, jaki jest paskudny. – …I jeżeli zaraz nie będziesz grzeczniejszy, wsadzę cię do Domu po Drugiej Stronie Lustra. No, i jak by ci się to podobało?
A teraz, jeżeli tylko spróbujesz posłuchać, Kiciu, i nie będziesz tyle mówił, opowiem ci o wszystkim, co myślę o Domu po Drugiej Stronie Lustra. Najpierw, jak widzisz, jest tam pokój, który można zobaczyć w głębi… Jest zupełnie taki sam jak nasz salon, tylko że wszystkie rzeczy stoją po przeciwnej stronie. Mogę go obejrzeć w całości, kiedy wejdę na krzesło… nie widzę tylko tego kącika, tuż za kominkiem. Och! Och, jak bardzo chciałabym zobaczyć ten kącik! Tak bardzo chciałabym wiedzieć, czy mają oni tam zimą ogień na kominku: nie można tego stwierdzić, wiesz, chyba że nasz kominek zacznie dymić, a wtedy dym zaczyna kłębić się i w tamtym pokoju… ale to może być przecież tylko na niby, żeby wyglądało, że oni też tam mają ogień. No cóż, książki podobne tam są do naszych książek, tyle tylko, że słowa biegną w złym kierunku; wiem o tym, bo przyłożyłam jedną z naszych książek do lustra, a wtedy oni w tamtym pokoju też to zrobili z jedną ze swoich.
Czy chciałbyś mieszkać w Domu po Drugiej Stronie Lustra, Kiciu? Ciekawa jestem, czy dawaliby ci tam mleko? Może to lustrzane mleko nie nadaje się do picia… Ale, och, Kiciu! Oto jest korytarz. Jeżeli otworzysz drzwi naszego salonu, zobaczysz malusieńki skrawek korytarza w Domu po Drugiej Stronie Lustra: i jak głęboko wzrok sięga, jest on bardzo podobny do naszego korytarza, tylko, wiesz, tam dalej może być zupełnie inny. Och, Kiciu! Jak miło byłoby przedostać się do Domu po Drugiej Stronie Lustra! Jestem pewna, że są tam, och, takie piękne rzeczy! Spróbujmy udać, że znaleźliśmy sposób przedostania się tam, Kiciu. Spróbujmy udać, że szkło stało się miękkie jak gaza, tak żebyśmy się mogli tam przedostać. Ależ ono naprawdę zaczyna falować jak mgła! Z łatwością będzie można się przedostać… – Mówiąc to, znalazła się na obramowaniu kominka, choć nie umiała powiedzieć, jak się tam dostała. A szkło naprawdę zaczęło rozwiewać się jak lśniąca srebrzysta mgiełka. Już w następnej chwileczce Alicja była po Drugiej Stronie Lustra i zeskoczyła lekko do lustrzanego pokoju. Natychmiast spojrzała na kominek, żeby sprawdzić, czy w nim napalono, i z radością stwierdziła, że płonie tam ogień równie jasny jak ten, który pozostawiła po tamtej stronie. „Będzie mi więc tak ciepło, jak w dawnym pokoju – pomyślała Alicja – cieplej nawet, bo nie będzie tu nikogo, kto odpędzi mnie od kominka. Och, cóż to będzie za uciecha, kiedy zobaczą mnie tu w Lustrze i nie będą mogli się do mnie dostać!” Później zaczęła się rozglądać i zauważyła, że wszystko, co można było dostrzec z dawnego pokoju, było zwykłe i nieciekawe, ale cała reszta była tak inna, jak tylko można sobie wyobrazić. Na przykład obrazy na ścianie nad kominkiem wydawały się ożywione, nawet zegar na kominku (wiecie przecież, że w Lustrze można zobaczyć tylko jego tylną stronę) miał twarz małego staruszka i uśmiechał się do niej.
„Nie sprzątają tego pokoju tak dokładnie, jak sprzątają tamten” – pomyślała Alicja, widząc figury szachowe porozrzucane i tkwiące w popiele przed paleniskiem kominka. Ale już w następnej chwili z cichym zdumionym „Och!” przykucnęła i zaczęła się im przyglądać. Figury szachowe przechadzały się parami!
– Tu jest Czerwony Król i Czerwona Królowa – powiedziała Alicja (szeptem, gdyż bała się ich przestraszyć) – a tam na krawędzi szufelki siedzą Biały Król i Biała Królowa… a tu dwie Wieże idą sobie ramię w ramię… Wydaje mi się, że nie mogą mnie słyszeć – ciągnęła, zbliżając ku nim głowę – i jestem prawie pewna, że nie mogą mnie widzieć. Wydaje mi się, że jestem jak gdyby niewidzialna…
W tej samej chwili coś zaczęło piszczeć na stole za plecami Alicji i zmusiło ją do odwrócenia głowy w sam czas, żeby mogła dostrzec Białego Pionka, który przewrócił się i zaczął wierzgać. Zaczęła przyglądać mu się z największym zaciekawieniem, żeby zobaczyć, co dalej nastąpi.
– To głos mego dziecka! – krzyknęła Biała Królowa i ruszyła biegiem, potrącając Króla tak gwałtownie, że runął w popiół paleniska. – Moja najdroższa Lily! Moje królewskie kociątko! – I zaczęła wspinać się rozpaczliwie po kracie kominka.
– Królewskie bzdurzątko! – powiedział Król, pocierając nos stłuczony w czasie upadku. Miał prawo do lekkiego rozdrażnienia spowodowanego zachowaniem Królowej, gdyż od stóp do głów wytarzany był w popiele.
Alicja bardzo chciała pomóc, a że biedna mała Lily aż dławiła się od krzyku, szybko uniosła Królową i postawiła ją na stole tuż obok jej rozwrzeszczanej córeczki. Królowa gwałtownie wciągnęła powietrze i usiadła; nagła podróż powietrzna odebrała jej oddech tak, że przez minutę lub dwie zdolna była tylko do tulenia swej malutkiej Lily w zupełnym milczeniu. Gdy odzyskała nieco równowagi, zawołała do Białego Króla, który nadal siedział posępnie w popiele:
– Strzeż się wulkanu!
– Jakiego wulkanu? – zapytał Król, zerkając niespokojnie w głąb kominka, jak gdyby przypuszczał, że tam właśnie jest najbardziej odpowiednie miejsce, w którym mógłby znajdować się wulkan.
– Wysadził… mnie… w po… wie… trze – wydyszała Królowa, której wciąż jeszcze brakowało tchu. – Wejdź tu… zwykłą drogą… nie daj się wysadzić!
Alicja przyglądała się Białemu Królowi, który mozolnie zaczął wspinać się po kracie kominka; wreszcie powiedziała:
– Przecież zajmie ci to nie wiem ile czasu, zanim wdrapiesz się na ten stół. Powinnam ci chyba pomóc, prawda? – Lecz Król nie zwrócił najmniejszej uwagi na jej zapytanie; było zupełnie jasne, że nie mógł jej ani słyszeć, ani widzieć.
Więc Alicja uniosła go delikatnie i przeniosła o wiele wolniej niż Królową, żeby nie pozbawiać go tchu, ale nim postawiła go na stole, przyszło jej na myśl, że można by go troszeczkę odkurzyć, żeby nie był tak bardzo umazany popiołem. Opowiadała później, że w ciągu całego swego życia nie widziała wyrazu twarzy podobnego do tego, który miał Król, gdy zrozumiał, że niewidzialna dłoń unosi go w powietrzu podczas tego odkurzania; był o wiele zanadto zaskoczony, aby krzyczeć, lecz jego oczy i usta stawały się coraz większe i większe, okrąglejsze i okrąglejsze, póki Alicja nie zaczęła śmiać się tak, że dłoń jej zadrżała i omal nie upuściła go na podłogę.
– Och, błagam, nie rób takich grymasów, kochanie! – zawołała, zapominając zupełnie, że Król nie może jej usłyszeć. – Rozśmieszasz mnie tak, że nie mogę cię utrzymać! I nie rozdziawiaj tak ust! Popiół ci do nich wpadnie… No, teraz chyba jesteś mniej więcej czysty! – dodała, przyczesawszy mu włosy i stawiając go na stole w pobliżu Królowej.
Król niezwłocznie upadł na wznak i leżał zupełnie nieruchomo, tak że Alicję zaniepokoiło to trochę, wstała więc i obeszła pokój w poszukiwaniu choćby odrobiny wody, którą mogłaby go spryskać. Ale znalazła tylko butelkę atramentu, a kiedy powróciła z nią do stołu, zobaczyła, że przyszedł już do siebie i rozmawia przerażonym szeptem z Królową… tak cicho, że Alicji z trudem udało się usłyszeć, o czym mówią.
Król powiedział:
– Zapewniam cię, kochanie, że skostniałem aż po koniuszki wąsów!
Na co Królowa odparła:
– Nie masz ani odrobiny wąsów.
– Tej straszliwej chwili – ciągnął Król – nigdy, przenigdy nie zapomnę!
– A jednak zapomnisz – powiedziała Królowa – jeżeli nie zanotujesz jej sobie.
Alicja przyglądała się z największym zaciekawieniem, gdy Król wyjął z kieszeni ogromny notatnik i zaczął pisać. Uderzona nagłą myślą Alicja ujęła koniec ołówka, który wystawał trochę spoza jego ramienia, i zaczęła pisać.
Biedny, zaskoczony Król walczył w milczeniu przez pewien czas z ołówkiem; lecz Alicja była zbyt silnym przeciwnikiem i w końcu powiedział zupełnie bez tchu:
– Kochanie, naprawdę muszą się postarać o cieńszy ołówek. Zupełnie nie mogę sobie z tym dać rady; wypisuje najrozmaitsze rzeczy, których w ogóle nie mam zamiaru napisać…
– Jakie rzeczy? – powiedziała Królowa, zerkając do notesu (w którym Alicja zanotowała: „Biały Rycerz ześlizguje się wzdłuż pogrzebacza. Bardzo źle utrzymuje równowagę”). – To nie jest zapis twoich uczuć!
Na stole w pobliżu Alicji leżała książka, więc przyglądając się nadal Białemu Królowi (gdyż wciąż jeszcze niepokoiła się o niego i trzymała w pogotowiu butelkę atramentu, którym chciała go oblać, gdyby zemdlał ponownie), przewróciła kilka kartek, żeby znaleźć jakiś fragment nadający się do odczytania. – …Bo wszystko to napisano w języku, którego nie znam – powiedziała do siebie. A brzmiało to tak:
KOMSREBBAŻD
enjiwkums ejimzaj a ,onzsams ołyB
yłażęw ukinwgez an eintęrkordiwŚ
enjilohctums yłats elpazcileP
yłakątsiwśokyr einikąłbz I
Zdumiona, zastanawiała się nad tym przez pewien czas, lecz w końcu rozbłysła jej nagła myśl: „Oczywiście, to lustrzana książka! Jeśli przyłożę ją do Lustra, słowa ułożą się znowu prawidłowo”.
A oto poemat, który Alicja odczytała:
DŻABBERSMOK
Było smaszno, a jaszmije smukwijne
Świdrokrętnie na zegwniku wężały,
Peliczaple stały smutcholijne
I zbłąkinie rykoświstąkały.
„Ach, Dżabbersmoka strzeż się, strzeż!
Szponów jak kły i tnących szczęk!
Drżyj, gdy nadpełga Banderzwierz
Lub Dżubdżub ptakojęk!”
W dłoń ujął migbłystalny miecz,
Za swym pogromnym wrogiem mknie…
Stłumiwszy gniew, wśród Tumtum drzew
W zadumie ukrył się.
Gdy w czarsmutśleniu cichym stał,
Płomiennooki Dżabbersmok
Zagrzmudnił pośród srożnych skał,
Sapgulcząc poprzez mrok!
Raz-dwa! Raz-dwa! I ciach! I ciach!
Miecz migbłystalny świstotnie!
Łeb uciął mu, wziął i co tchu
Galumfująco mknie.
„Cudobry mój, uściśnij mnie,
Gdy Dżabbersmoka ściął twój cios!
O wielny dniu! Kalej! Kalu!”
Śmieselił się rad w głos.
Było smaszno, a jaszmije smukwijne
Świdrokrętnie na zegwniku wężały,
Peliczaple stały smutcholijne
I zbłąkinie rykoświstąkały.
– Wydaje się bardzo ładne – powiedziała, gdy skończyła czytać – ale trochę trudno to zrozumieć! – (Widzicie, nie chciała przyznać się nawet sama przed sobą, że w ogóle tego nie może pojąć). – Nasuwa to jakieś myśli… ale nie wiem dokładnie jakie! Bądź co bądź ktoś zabił coś: to jest oczywiste w każdym razie…
„Lecz, och! – pomyślała Alicja, zrywając się szybko – jeżeli się nie pospieszę, będę musiała wrócić przez Lustro, zanim zobaczę, jak wygląda reszta domu! Rzućmy najpierw okiem na ogród!” W jednej chwili znalazła się za drzwiami pokoju i zbiegła po schodach… a raczej nie był to bieg, lecz nowy szybki i łatwy sposób obniżania się po schodach, jak stwierdziła Alicja. Po prostu dotknęła koniuszkami palców poręczy schodów i spłynęła łagodnie w dół, nie tknąwszy nawet stopni nogami, a zapewne wydostałaby się tak przez drzwi, gdyby nie chwyciła za framugę. Zaczęło jej trochę wirować w głowie od tego unoszenia się w powietrzu i ucieszyła się, gdy odkryła, że może nadal chodzić w zwykły sposób.
Treść dostępna w pełnej wersji eBooka.
I oczach czarodziejsko lśniących!
Choć życie między nami leży
I czas nas dzieli szybko mknący,
Twą miłość uśmiech twój ukaże,
Gdy, miła, bajką cię obdarzę.
Ucichł w mych uszach śmiech srebrzysty
I zaszło twarzy twojej słońce;
Już nigdy o mnie nie pomyślisz
W latach młodości nadchodzącej…
Lecz już niczego więcej nie chcę;
Dość, gdy wysłuchać bajki zechcesz.
Bajki zrodzonej w dniach minionych,
Która jak dzwonka dźwięk się niosła;
Wśród lata dni rozpromienionych
W jej rytmie biły nasze wiosła…
Echo jej wciąż powraca do mnie,
Choć czas zły każe: „Masz zapomnieć!”
Więc mnie wysłuchaj, choć dokoła
Gorzki głos trwogi nieustannej
Do nieprzytulnych łóżek woła
Melancholijne, smutne panny!
Gdyż my, jak dzieci nieco większe,
Do łóżek nie pójdziemy jeszcze.
Na zewnątrz wicher jak szalony
Dmie w oczy śniegiem wśród ciemności;
Wewnątrz kominka blask czerwony
I dziecko w gniazdku swej radości.
Magią słów moich cię zachwycę,
Nie będziesz zważać na śnieżycę.
A choć w opowieść tę się wplata
Jak nikły cień westchnienie małe,
Gdy żegna „dni szczęśliwe lata”
I lata przeminioną chwałę,
Ów podmuch nawałnicy ciemnej
Nie tknie bajeczki tej przyjemnej.ROZDZIAŁ I
DOM PO DRUGIEJ STRONIE LUSTRA
Jedno było pewne, biały kociak nie miał w tym żadnego udziału: wina leżała całkowicie po stronie czarnego kociaka. Gdyż w ciągu ostatniego kwadransa stara kotka myła buzię białemu kociakowi (który, zważywszy okoliczności, znosił to znakomicie), więc, jak widzicie, nie mógł przyłożyć ręki do tej psoty.
Dina myła buzie swoich dzieci w sposób następujący: najpierw przytrzymywała biedne stworzonko za ucho jedną łapą, a drugą pocierała jego buzię dokoła, od prawej do lewej, rozpoczynając w okolicy noska. Właśnie w tej chwili, jak powiedziałem, trudziła się nad białym kotkiem, który leżał zupełnie spokojnie, próbując mruczeć – i wierząc bez wątpienia, że to wszystko było pomyślane dla jego dobra.
Ale praca nad czarnym kotkiem została ukończona już wcześniej tego popołudnia; i tak, podczas gdy Alicja siedziała skulona w wielkim fotelu, trochę senna, a trochę pogrążona w rozmowie z samą sobą, kociak rozfiglował się niesłychanie wokół motka wełny, który Alicja starała się zmotać, i toczył go tak długo to tu, to tam, póki motek znowu całkowicie się nie rozmotał; i oto wyglądał teraz jak plątanina leżących na dywanie przed kominkiem supełków i węzełków, a kociak tańczył pośrodku, ścigając własny ogon.
– Och, ty paskudne, paskudne stworzonko! – zawołała Alicja, chwytając kotka i obdarzając go pocałunkiem, który powinien był przyjąć jako naganę. – Naprawdę, Dina powinna nauczyć cię lepszych manier! Powinnaś była, Dino, wiesz przecież, że powinnaś! – dodała, spoglądając z wyrzutem na kotkę i przemawiając głosem tak zagniewanym, jak tylko umiała… Później wgramoliła się z powrotem na fotel, zabierając z sobą kociaka i rozmotaną wełnę, żeby znów ją zmotać w kulę. Ale nie szło jej to bardzo szybko, bo przez cały czas przemawiała raz do kociaka, to znowu do siebie. Kociak siedział bardzo potulnie na jej kolanie, udając. że śledzi jej pracę; od czasu do czasu wysuwał łagodnie łapkę i dotykał motka, jak gdyby ukazując, że chętnie pomógłby, gdyby umiał. – Czy wiesz, co jutro będzie, Kiciu? – zaczęła Alicja. – Zgadłbyś, gdybyś był przy oknie ze mną… ale Dina myła cię, więc nie mogłeś. Przyglądałam się chłopcom, zbierającym patyki na ognisko… i było tych patyków okropnie wiele, Kiciu! Tylko że zrobiło się tak zimno i padał taki śnieg, że musieli przerwać. Nie przejmuj się, Kiciu, pójdziemy jutro przyjrzeć się ognisku. – Tu Alicja okręciła dwu- czy trzykrotnie wełną szyję kotka, żeby zobaczyć, jak będzie mu w tym do twarzy: doprowadziło to do utarczki, podczas której motek upadł na podłogę i odwinęły się go ponownie całe jardy.
– Czy wiesz. Kiciu, że byłam bardzo rozzłoszczona – powiedziała Alicja, gdy znowu usiedli wygodnie – kiedy zobaczyłam, ile napsociłeś! Chciałam otworzyć okno i wyrzucić cię na śnieg! I zasłużyłbyś na to, ty małe paskudne kochanie! Co masz do powiedzenia na swoją obronę! Nie przerywaj mi! – ciągnęła, unosząc ostrzegawczo palec. – Mam zamiar powiedzieć ci o wszystkich twoich przewinieniach. Po pierwsze, pisnąłeś dwa razy, kiedy Dina myła ci buzię dziś rano. Nie możesz zaprzeczyć temu, Kiciu, bo sama cię słyszałam! Co mówisz? – (Udając, że kociak przemówił): – Że wsadziła ci łapkę do oka? Cóż, to była twoja wina, że miałeś otwarte oczy… Gdybyś je mocno zamknął, nie przydarzyłoby się to. A teraz nie próbuj żadnych więcej wymówek, tylko posłuchaj! Po drugie, pociągnąłeś Śnieżyczkę za ogon, kiedy postawiłam przed nią spodeczek z mlekiem! Co, chciało ci się pić? Czy być może? A skąd wiesz, że jej się nie chciało? A teraz, po trzecie, odmotałeś caluteńką wełnę, kiedy nie patrzyłam!
To trzy wykroczenia, Kiciu, i nie zostałeś ukarany za żadne z nich do tej pory. Wiesz, że zbieram wszystkie kary dla ciebie i odkładam je do środy… Przypuśćmy, że zbieraliby tak wszystkie moje kary! – ciągnęła, mówiąc teraz nie do kotka, lecz do siebie. – Cóż by musieli uczynić pod koniec roku? Posłano by mnie do więzienia, jak przypuszczam, kiedy nadszedłby ten dzień. Albo… zastanówmy się… przypuśćmy, że każda kara to byłoby pójście spać bez kolacji: wówczas, kiedy wreszcie nadszedłby ten nieszczęsny dzień, musiałabym się obyć bez pięćdziesięciu kolacji naraz! Cóż, nie bardzo bym się tym przejęła! Sto razy wolę obywać się bez nich, niż jeść je!
Czy słyszysz śnieg na szybach, Kiciu? Jaki to miły i miękki dźwięk! Jak gdyby ktoś obcałowywał całe okna od zewnątrz. Ciekawa jestem, czy śnieg kocha drzewa i pola, jeżeli całuje je tak delikatnie? A poza tym, otula je miękko białą kołderką i może mówi im: „Uśnijcie, najmilsze, śpijcie, póki nie powróci lato”. A kiedy lato budzi je, Kiciu, ubierają się w zieleń i tańczą… kiedy wietrzyk wieje… och, to musi być bardzo ładne! – zawołała Alicja, upuszczając motek wełny, żeby klasnąć w ręce. – I jak bardzo bym chciała, żeby to była prawda! Pewna jestem, że lasy wyglądają sennie, kiedy liście robią się brązowe.
Kiciu, czy umiesz grać w szachy? Nie uśmiechaj się, kochanie, pytam zupełnie serio. Bo kiedy graliśmy niedawno, przyglądałeś się tak, jakbyś rozumiał, a kiedy powiedziałam: „Szach!”, zacząłeś mruczeć! Cóż, był to bardzo ładny szach, Kiciu, i naprawdę mogłam wygrać, gdyby nie ta paskudna wieża, która wkręciła się pomiędzy moje figury… Kiciu, kochanie, spróbujmy udawać, że…
I tu pragnąłbym opowiedzieć wam choćby o połowie rzeczy, które Alicja wypowiadała, rozpoczynając od swego ulubionego: „Spróbujmy udawać, że…”. Zaledwie wczoraj miała długą sprzeczkę z siostrą, a wszystko dlatego, że zaczęła: „Spróbujmy udawać, że jesteśmy królami i królowymi”, a siostra jej, skłonna zwykle do jak największej dokładności, powiedziała, że nie mogą, gdyż jest ich tylko dwie; więc Alicja była w końcu zmuszona powiedzieć: „No cóż, w takim razie ty bądź jednym z nich, a ja będę wszystkimi pozostałymi”. A razu pewnego naprawdę przestraszyła swą starą nianię, gdy nagle krzyknęła jej do ucha: „Nianiu! Spróbujmy udawać, że jestem głodną hieną, a ty kością!”.
Lecz odwodzi nas to od przemówienia wygłoszonego przez Alicję do kociaka.
– Spróbujmy udawać, że jesteś Czerwoną Królową, Kiciu! Czy wiesz, że gdybyś usiadł i splótł ręce, wyglądałbyś zupełnie jak ona? No, spróbuj, kochanie! – I zdjąwszy Czerwoną Królową ze stołu, Alicja postawiła ją przed kotkiem jako model do naśladowania. Przedsięwzięcie to nie zakończyło się sukcesem, gdyż, jak powiedziała Alicja, kociak nie chciał usiąść z rękami splecionymi w odpowiedni sposób. Więc, by go ukarać, uniosła go do Lustra, żeby sam mógł zobaczyć, jaki jest paskudny. – …I jeżeli zaraz nie będziesz grzeczniejszy, wsadzę cię do Domu po Drugiej Stronie Lustra. No, i jak by ci się to podobało?
A teraz, jeżeli tylko spróbujesz posłuchać, Kiciu, i nie będziesz tyle mówił, opowiem ci o wszystkim, co myślę o Domu po Drugiej Stronie Lustra. Najpierw, jak widzisz, jest tam pokój, który można zobaczyć w głębi… Jest zupełnie taki sam jak nasz salon, tylko że wszystkie rzeczy stoją po przeciwnej stronie. Mogę go obejrzeć w całości, kiedy wejdę na krzesło… nie widzę tylko tego kącika, tuż za kominkiem. Och! Och, jak bardzo chciałabym zobaczyć ten kącik! Tak bardzo chciałabym wiedzieć, czy mają oni tam zimą ogień na kominku: nie można tego stwierdzić, wiesz, chyba że nasz kominek zacznie dymić, a wtedy dym zaczyna kłębić się i w tamtym pokoju… ale to może być przecież tylko na niby, żeby wyglądało, że oni też tam mają ogień. No cóż, książki podobne tam są do naszych książek, tyle tylko, że słowa biegną w złym kierunku; wiem o tym, bo przyłożyłam jedną z naszych książek do lustra, a wtedy oni w tamtym pokoju też to zrobili z jedną ze swoich.
Czy chciałbyś mieszkać w Domu po Drugiej Stronie Lustra, Kiciu? Ciekawa jestem, czy dawaliby ci tam mleko? Może to lustrzane mleko nie nadaje się do picia… Ale, och, Kiciu! Oto jest korytarz. Jeżeli otworzysz drzwi naszego salonu, zobaczysz malusieńki skrawek korytarza w Domu po Drugiej Stronie Lustra: i jak głęboko wzrok sięga, jest on bardzo podobny do naszego korytarza, tylko, wiesz, tam dalej może być zupełnie inny. Och, Kiciu! Jak miło byłoby przedostać się do Domu po Drugiej Stronie Lustra! Jestem pewna, że są tam, och, takie piękne rzeczy! Spróbujmy udać, że znaleźliśmy sposób przedostania się tam, Kiciu. Spróbujmy udać, że szkło stało się miękkie jak gaza, tak żebyśmy się mogli tam przedostać. Ależ ono naprawdę zaczyna falować jak mgła! Z łatwością będzie można się przedostać… – Mówiąc to, znalazła się na obramowaniu kominka, choć nie umiała powiedzieć, jak się tam dostała. A szkło naprawdę zaczęło rozwiewać się jak lśniąca srebrzysta mgiełka. Już w następnej chwileczce Alicja była po Drugiej Stronie Lustra i zeskoczyła lekko do lustrzanego pokoju. Natychmiast spojrzała na kominek, żeby sprawdzić, czy w nim napalono, i z radością stwierdziła, że płonie tam ogień równie jasny jak ten, który pozostawiła po tamtej stronie. „Będzie mi więc tak ciepło, jak w dawnym pokoju – pomyślała Alicja – cieplej nawet, bo nie będzie tu nikogo, kto odpędzi mnie od kominka. Och, cóż to będzie za uciecha, kiedy zobaczą mnie tu w Lustrze i nie będą mogli się do mnie dostać!” Później zaczęła się rozglądać i zauważyła, że wszystko, co można było dostrzec z dawnego pokoju, było zwykłe i nieciekawe, ale cała reszta była tak inna, jak tylko można sobie wyobrazić. Na przykład obrazy na ścianie nad kominkiem wydawały się ożywione, nawet zegar na kominku (wiecie przecież, że w Lustrze można zobaczyć tylko jego tylną stronę) miał twarz małego staruszka i uśmiechał się do niej.
„Nie sprzątają tego pokoju tak dokładnie, jak sprzątają tamten” – pomyślała Alicja, widząc figury szachowe porozrzucane i tkwiące w popiele przed paleniskiem kominka. Ale już w następnej chwili z cichym zdumionym „Och!” przykucnęła i zaczęła się im przyglądać. Figury szachowe przechadzały się parami!
– Tu jest Czerwony Król i Czerwona Królowa – powiedziała Alicja (szeptem, gdyż bała się ich przestraszyć) – a tam na krawędzi szufelki siedzą Biały Król i Biała Królowa… a tu dwie Wieże idą sobie ramię w ramię… Wydaje mi się, że nie mogą mnie słyszeć – ciągnęła, zbliżając ku nim głowę – i jestem prawie pewna, że nie mogą mnie widzieć. Wydaje mi się, że jestem jak gdyby niewidzialna…
W tej samej chwili coś zaczęło piszczeć na stole za plecami Alicji i zmusiło ją do odwrócenia głowy w sam czas, żeby mogła dostrzec Białego Pionka, który przewrócił się i zaczął wierzgać. Zaczęła przyglądać mu się z największym zaciekawieniem, żeby zobaczyć, co dalej nastąpi.
– To głos mego dziecka! – krzyknęła Biała Królowa i ruszyła biegiem, potrącając Króla tak gwałtownie, że runął w popiół paleniska. – Moja najdroższa Lily! Moje królewskie kociątko! – I zaczęła wspinać się rozpaczliwie po kracie kominka.
– Królewskie bzdurzątko! – powiedział Król, pocierając nos stłuczony w czasie upadku. Miał prawo do lekkiego rozdrażnienia spowodowanego zachowaniem Królowej, gdyż od stóp do głów wytarzany był w popiele.
Alicja bardzo chciała pomóc, a że biedna mała Lily aż dławiła się od krzyku, szybko uniosła Królową i postawiła ją na stole tuż obok jej rozwrzeszczanej córeczki. Królowa gwałtownie wciągnęła powietrze i usiadła; nagła podróż powietrzna odebrała jej oddech tak, że przez minutę lub dwie zdolna była tylko do tulenia swej malutkiej Lily w zupełnym milczeniu. Gdy odzyskała nieco równowagi, zawołała do Białego Króla, który nadal siedział posępnie w popiele:
– Strzeż się wulkanu!
– Jakiego wulkanu? – zapytał Król, zerkając niespokojnie w głąb kominka, jak gdyby przypuszczał, że tam właśnie jest najbardziej odpowiednie miejsce, w którym mógłby znajdować się wulkan.
– Wysadził… mnie… w po… wie… trze – wydyszała Królowa, której wciąż jeszcze brakowało tchu. – Wejdź tu… zwykłą drogą… nie daj się wysadzić!
Alicja przyglądała się Białemu Królowi, który mozolnie zaczął wspinać się po kracie kominka; wreszcie powiedziała:
– Przecież zajmie ci to nie wiem ile czasu, zanim wdrapiesz się na ten stół. Powinnam ci chyba pomóc, prawda? – Lecz Król nie zwrócił najmniejszej uwagi na jej zapytanie; było zupełnie jasne, że nie mógł jej ani słyszeć, ani widzieć.
Więc Alicja uniosła go delikatnie i przeniosła o wiele wolniej niż Królową, żeby nie pozbawiać go tchu, ale nim postawiła go na stole, przyszło jej na myśl, że można by go troszeczkę odkurzyć, żeby nie był tak bardzo umazany popiołem. Opowiadała później, że w ciągu całego swego życia nie widziała wyrazu twarzy podobnego do tego, który miał Król, gdy zrozumiał, że niewidzialna dłoń unosi go w powietrzu podczas tego odkurzania; był o wiele zanadto zaskoczony, aby krzyczeć, lecz jego oczy i usta stawały się coraz większe i większe, okrąglejsze i okrąglejsze, póki Alicja nie zaczęła śmiać się tak, że dłoń jej zadrżała i omal nie upuściła go na podłogę.
– Och, błagam, nie rób takich grymasów, kochanie! – zawołała, zapominając zupełnie, że Król nie może jej usłyszeć. – Rozśmieszasz mnie tak, że nie mogę cię utrzymać! I nie rozdziawiaj tak ust! Popiół ci do nich wpadnie… No, teraz chyba jesteś mniej więcej czysty! – dodała, przyczesawszy mu włosy i stawiając go na stole w pobliżu Królowej.
Król niezwłocznie upadł na wznak i leżał zupełnie nieruchomo, tak że Alicję zaniepokoiło to trochę, wstała więc i obeszła pokój w poszukiwaniu choćby odrobiny wody, którą mogłaby go spryskać. Ale znalazła tylko butelkę atramentu, a kiedy powróciła z nią do stołu, zobaczyła, że przyszedł już do siebie i rozmawia przerażonym szeptem z Królową… tak cicho, że Alicji z trudem udało się usłyszeć, o czym mówią.
Król powiedział:
– Zapewniam cię, kochanie, że skostniałem aż po koniuszki wąsów!
Na co Królowa odparła:
– Nie masz ani odrobiny wąsów.
– Tej straszliwej chwili – ciągnął Król – nigdy, przenigdy nie zapomnę!
– A jednak zapomnisz – powiedziała Królowa – jeżeli nie zanotujesz jej sobie.
Alicja przyglądała się z największym zaciekawieniem, gdy Król wyjął z kieszeni ogromny notatnik i zaczął pisać. Uderzona nagłą myślą Alicja ujęła koniec ołówka, który wystawał trochę spoza jego ramienia, i zaczęła pisać.
Biedny, zaskoczony Król walczył w milczeniu przez pewien czas z ołówkiem; lecz Alicja była zbyt silnym przeciwnikiem i w końcu powiedział zupełnie bez tchu:
– Kochanie, naprawdę muszą się postarać o cieńszy ołówek. Zupełnie nie mogę sobie z tym dać rady; wypisuje najrozmaitsze rzeczy, których w ogóle nie mam zamiaru napisać…
– Jakie rzeczy? – powiedziała Królowa, zerkając do notesu (w którym Alicja zanotowała: „Biały Rycerz ześlizguje się wzdłuż pogrzebacza. Bardzo źle utrzymuje równowagę”). – To nie jest zapis twoich uczuć!
Na stole w pobliżu Alicji leżała książka, więc przyglądając się nadal Białemu Królowi (gdyż wciąż jeszcze niepokoiła się o niego i trzymała w pogotowiu butelkę atramentu, którym chciała go oblać, gdyby zemdlał ponownie), przewróciła kilka kartek, żeby znaleźć jakiś fragment nadający się do odczytania. – …Bo wszystko to napisano w języku, którego nie znam – powiedziała do siebie. A brzmiało to tak:
KOMSREBBAŻD
enjiwkums ejimzaj a ,onzsams ołyB
yłażęw ukinwgez an eintęrkordiwŚ
enjilohctums yłats elpazcileP
yłakątsiwśokyr einikąłbz I
Zdumiona, zastanawiała się nad tym przez pewien czas, lecz w końcu rozbłysła jej nagła myśl: „Oczywiście, to lustrzana książka! Jeśli przyłożę ją do Lustra, słowa ułożą się znowu prawidłowo”.
A oto poemat, który Alicja odczytała:
DŻABBERSMOK
Było smaszno, a jaszmije smukwijne
Świdrokrętnie na zegwniku wężały,
Peliczaple stały smutcholijne
I zbłąkinie rykoświstąkały.
„Ach, Dżabbersmoka strzeż się, strzeż!
Szponów jak kły i tnących szczęk!
Drżyj, gdy nadpełga Banderzwierz
Lub Dżubdżub ptakojęk!”
W dłoń ujął migbłystalny miecz,
Za swym pogromnym wrogiem mknie…
Stłumiwszy gniew, wśród Tumtum drzew
W zadumie ukrył się.
Gdy w czarsmutśleniu cichym stał,
Płomiennooki Dżabbersmok
Zagrzmudnił pośród srożnych skał,
Sapgulcząc poprzez mrok!
Raz-dwa! Raz-dwa! I ciach! I ciach!
Miecz migbłystalny świstotnie!
Łeb uciął mu, wziął i co tchu
Galumfująco mknie.
„Cudobry mój, uściśnij mnie,
Gdy Dżabbersmoka ściął twój cios!
O wielny dniu! Kalej! Kalu!”
Śmieselił się rad w głos.
Było smaszno, a jaszmije smukwijne
Świdrokrętnie na zegwniku wężały,
Peliczaple stały smutcholijne
I zbłąkinie rykoświstąkały.
– Wydaje się bardzo ładne – powiedziała, gdy skończyła czytać – ale trochę trudno to zrozumieć! – (Widzicie, nie chciała przyznać się nawet sama przed sobą, że w ogóle tego nie może pojąć). – Nasuwa to jakieś myśli… ale nie wiem dokładnie jakie! Bądź co bądź ktoś zabił coś: to jest oczywiste w każdym razie…
„Lecz, och! – pomyślała Alicja, zrywając się szybko – jeżeli się nie pospieszę, będę musiała wrócić przez Lustro, zanim zobaczę, jak wygląda reszta domu! Rzućmy najpierw okiem na ogród!” W jednej chwili znalazła się za drzwiami pokoju i zbiegła po schodach… a raczej nie był to bieg, lecz nowy szybki i łatwy sposób obniżania się po schodach, jak stwierdziła Alicja. Po prostu dotknęła koniuszkami palców poręczy schodów i spłynęła łagodnie w dół, nie tknąwszy nawet stopni nogami, a zapewne wydostałaby się tak przez drzwi, gdyby nie chwyciła za framugę. Zaczęło jej trochę wirować w głowie od tego unoszenia się w powietrzu i ucieszyła się, gdy odkryła, że może nadal chodzić w zwykły sposób.
Treść dostępna w pełnej wersji eBooka.
więcej..