Facebook - konwersja
Oblicza wojny - Ebook (Książka EPUB) do pobrania w formacie EPUB
Pobierz fragment

Oblicza wojny - ebook

Format ebooka:
EPUB
Format EPUB
czytaj
na czytniku
czytaj
na tablecie
czytaj
na smartfonie
Jeden z najpopularniejszych formatów e-booków na świecie. Niezwykle wygodny i przyjazny czytelnikom - w przeciwieństwie do formatu PDF umożliwia skalowanie czcionki, dzięki czemu możliwe jest dopasowanie jej wielkości do kroju i rozmiarów ekranu. Więcej informacji znajdziesz w dziale Pomoc.
Multiformat
E-booki w Virtualo.pl dostępne są w opcji multiformatu. Oznacza to, że po dokonaniu zakupu, e-book pojawi się na Twoim koncie we wszystkich formatach dostępnych aktualnie dla danego tytułu. Informacja o dostępności poszczególnych formatów znajduje się na karcie produktu.
, MOBI
Format MOBI
czytaj
na czytniku
czytaj
na tablecie
czytaj
na smartfonie
Jeden z najczęściej wybieranych formatów wśród czytelników e-booków. Możesz go odczytać na czytniku Kindle oraz na smartfonach i tabletach po zainstalowaniu specjalnej aplikacji. Więcej informacji znajdziesz w dziale Pomoc.
Multiformat
E-booki w Virtualo.pl dostępne są w opcji multiformatu. Oznacza to, że po dokonaniu zakupu, e-book pojawi się na Twoim koncie we wszystkich formatach dostępnych aktualnie dla danego tytułu. Informacja o dostępności poszczególnych formatów znajduje się na karcie produktu.
(2w1)
Multiformat
E-booki sprzedawane w księgarni Virtualo.pl dostępne są w opcji multiformatu - kupujesz treść, nie format. Po dodaniu e-booka do koszyka i dokonaniu płatności, e-book pojawi się na Twoim koncie w Mojej Bibliotece we wszystkich formatach dostępnych aktualnie dla danego tytułu. Informacja o dostępności poszczególnych formatów znajduje się na karcie produktu przy okładce. Uwaga: audiobooki nie są objęte opcją multiformatu.
czytaj
na tablecie
Aby odczytywać e-booki na swoim tablecie musisz zainstalować specjalną aplikację. W zależności od formatu e-booka oraz systemu operacyjnego, który jest zainstalowany na Twoim urządzeniu może to być np. Bluefire dla EPUBa lub aplikacja Kindle dla formatu MOBI.
Informacje na temat zabezpieczenia e-booka znajdziesz na karcie produktu w "Szczegółach na temat e-booka". Więcej informacji znajdziesz w dziale Pomoc.
czytaj
na czytniku
Czytanie na e-czytniku z ekranem e-ink jest bardzo wygodne i nie męczy wzroku. Pliki przystosowane do odczytywania na czytnikach to przede wszystkim EPUB (ten format możesz odczytać m.in. na czytnikach PocketBook) i MOBI (ten fromat możesz odczytać m.in. na czytnikach Kindle).
Informacje na temat zabezpieczenia e-booka znajdziesz na karcie produktu w "Szczegółach na temat e-booka". Więcej informacji znajdziesz w dziale Pomoc.
czytaj
na smartfonie
Aby odczytywać e-booki na swoim smartfonie musisz zainstalować specjalną aplikację. W zależności od formatu e-booka oraz systemu operacyjnego, który jest zainstalowany na Twoim urządzeniu może to być np. iBooks dla EPUBa lub aplikacja Kindle dla formatu MOBI.
Informacje na temat zabezpieczenia e-booka znajdziesz na karcie produktu w "Szczegółach na temat e-booka". Więcej informacji znajdziesz w dziale Pomoc.
Wydawnictwo:
ISBN:
978-83-66095-10-6
Język:
Polski
Data wydania:
16 stycznia 2019
Rozmiar pliku:
744 KB
Zabezpieczenie:
Watermark
Watermark
Watermarkowanie polega na znakowaniu plików wewnątrz treści, dzięki czemu możliwe jest rozpoznanie unikatowej licencji transakcyjnej Użytkownika. E-książki zabezpieczone watermarkiem można odczytywać na wszystkich urządzeniach odtwarzających wybrany format (czytniki, tablety, smartfony). Nie ma również ograniczeń liczby licencji oraz istnieje możliwość swobodnego przenoszenia plików między urządzeniami. Pliki z watermarkiem są kompatybilne z popularnymi programami do odczytywania ebooków, jak np. Calibre oraz aplikacjami na urządzenia mobilne na takie platformy jak iOS oraz Android.
30,15
Cena w punktach Virtualo:
3015 pkt.

Oblicza wojny - opis ebooka

Wojna i przemoc towarzyszą człowiekowi od zarania dziejów. Sceny walki widzimy na rysunkach naściennych, odnajdujemy je we wnętrzu piramid. Zdobią antyczne wazy czy średniowieczne kodeksy. Wojna przyjmuje różne oblicza, zależne często od kontekstu i czasu, ale w jedno spina ją opowieść o przemocy, która potrafiła przyjąć niewyobrażalne wręcz rozmiary. Magdalena M. Baran w sześciu esejach kreśli opowieść o obliczach, jakie przybiera wojna. Autorka płynnie przechodzi od warstwy teoretycznej do praktyki, pokazując realność tego, co jest najbardziej przerażające. Każda z opowieści Magdaleny M. Baran jest historią wojny: tej świętej i świeckiej, walczącej twarzą w twarz lub zdehumanizowanej, pełnej mitów albo do bólu faktycznej. Baran przygląda się temu, jak rozwój technologii zmienił oblicze wojny, jak rozmyły się utarte cnoty, schematy myślenia czy obowiązki – w tym sprawiedliwość czy odpowiedzialność. Autorka próbuje pokazać, dlaczego potrzeba nam nowych etyk wojennych, a także myślenia o wojnie spełniającego wymogi naszych czasów i towarzyszących im wojen. Na końcu stawia pytanie, czy ludzkość może odbudować się po konflikcie tak, aby uniknąć powrotu kryminalnych scenariuszy i żyć w lepszym stanie pokoju.

Po II wojnie światowej często można było usłyszeć słowa-zaklęcia: „nigdy więcej wojny”. Dziś ta wiara zanika. Coraz więcej jest oznak tego, że stoimy w obliczu nowych wojen: klasycznych, domowych, zimnych i gorących, hybrydowych, ekonomicznych, informacyjnych i terrorystycznych. Książka Magdaleny M. Baran, mądra i zarazem przystępna, jest świetnym przewodnikiem po starej i nowej rzeczywistości wojen.

Aleksander Smolar, politolog, prezes zarządu Fundacji im. Stefana Batorego

Magdalena M. Baran wskazuje nam drogi rozwoju myślenia o wojnie. Idee przeplatają się z opowieściami, które wspomagają czytelnika w jego własnych poszukiwaniach. W sześciu esejach wojna staje nam przed oczami, a aktualność leżących u jej podstaw motywów pozostaje bezdyskusyjna. Potrzebna książka.

Prof. dr hab. Leszek Koczanowicz

Wojna jest tuż, powraca jak bumerang, jest częścią ludzkiej historii i natury. My jednak wolimy wierzyć, że do nas nie przyjdzie i że czeka nas wieczny pokój. Któż bowiem lubi myśleć o tym, co przeraża? A jednak – jak przekonuje Magdalena M. Baran – o wojnie warto pomyśleć, bo tylko tak można znaleźć sposób, aby jej nadejście na pewien czas powstrzymać. Oblicza wojny to książka napisana bardzo przystępnie, z pasją i podziwu godną kompetencją. Lektura niezwykle pomocna w mierzeniu się ze światem, nad którym unosi się widmo wojny.

Dr hab. Piotr Augustyniak, prof. UEK

FRAGMENT KSIĄŻKI

Gdy pojawia się pytanie o niegdysiejsze wojny, to z lekcji historii wielu pamięta co najwyżej, że się toczyły. Pasjonaci dociekają, analizują motywy, użyte rodzaje broni, szacują wielkość strat, słuszność podziału terytoriów czy wreszcie wagę zwycięstwa lub porażki. Wojny bliższe – te, które dotknęły pokolenie naszych dziadków lub pradziadków, obie światowe – pamiętamy w jakimś sensie lepiej. Bo rodzinne zdjęcia i opowieści (te straszne, ale i te piękne), bo listy przechowywane na pamiątkę, czapka czołgisty, wojskowy pasek, chwile chwały, momenty utraty albo tajemnice, o których w domach po prostu się nie mówiło. Pamięć albo zamazywanie pamięci. Wybór dany historii lub… pozostający w rodzinie. Te same wojny, na różne sposoby, upamiętniają dziś celebrowane państwowo lub lokalnie rocznice. Te same przetwarza kultura popularna, w kolejnych odsłonach pokazując nam oblicza wojny, scenariusze spełnione albo i te, które mogłyby nadejść, te budujące wielkie narracje, mity czy metafory, albo… te po prostu prawdziwe.

Dla pewnego pokolenia na opowieść o drugiej wojnie składają się filmowe hity: Lista Schindlera, Szeregowiec Ryan, Pearl Harbor, Dunkierka, Pianista, Upadek, Furia i… Bękarty wojny. Każdy zapewne dołożyłby do tego katalogu kolejne obrazy, które w jakimś sensie „kodują” wojnę w jego pamięci, wybierają z niej pewne elementy odbiorcy najbliższe czy dla niego najistotniejsze. Podobnie rzecz ma się z innymi wojnami, począwszy od legendarnego zdobycia Troi, przez wyprawy krzyżowe, marsz Shermana przez Georgię, aż po wizję z Helikoptera w ogniu. Każdy obraz – zarówno współczesny, jak i dawny – stawia przy tym na jakieś konkretne oblicze wojny, prezentuje postaci, które stają się bohaterami lub zbrodniarzami, a przy tym w pewnym sensie są nam bliskie, czytelne, noszą w sobie opowieści, na których przekazaniu twórcom zależy najbardziej.

Podobne przedstawienia nie były obce w odległej przeszłości. Wojnę, zwycięstwa, porażki, bohaterów, wielkie tragedie czy niesprawiedliwości ukazywano przecież w sztuce i literaturze, począwszy od opowieści, jakie znajdujemy w egipskich piramidach, przez te zachowane na greckiej ceramice, rzymskich łukach triumfalnych, malunkach w średniowiecznych kronikach czy psałterzach, aż po posągi, w końcu malarstwo… Aż po Okropności wojny uchwycone przez Goyę1, ogrom tragedii sportretowany przez Picassa w Guernice czy wojenną fotografię balansującą czasem na granicy tego, co należy pokazać, a czego pokazać nie wypada.

Pośród różnych wojennych przedstawień do najbardziej niezwykłych należą te pokazujące ludzkie twarze, oblicza zawierające prywatne opowieści, emocje, ból, strach, przerażenie, nadzieję, błagania, skargi czy wreszcie odwagę i pogodzenie się z losem, który stoi naprzeciw i zagląda w oczy, wyzierając z twarzy innego człowieka. Tak jest właśnie u Goi, gdy oczekujący na rozstrzelanie na wzgórzu księcia Pio pamiętnego 3 maja wyglądają śmierci… Twarze tych mężczyzn to prawdziwe oblicza wojny. To emocje, jakie jej towarzyszą. Począwszy od przerażenia perspektywą śmierci, aż po dumne spojrzenie jej w twarz z wiarą, że oto niesłusznie umiera się za słuszną sprawę. Kto raz ich zobaczył… nigdy nie zapomni.

„W życie szarego człowieka wojna wdziera się tąpnięciem. Któregoś dnia próbujesz załatwić wizytę u dentysty albo lekcje baletu dla córki, gdy ni stąd, ni zowąd opada kurtyna. Do pewnej chwili życie biegnie utartymi koleinami – działają bankomaty i telefony komórkowe. Aż nagle wszystko staje w miejscu. Rosną barykady. Wojsko werbuje rekruta, sąsiedzi skrzykują się w oddziały samoobrony . Bez wieści przepadają ojcowie. Zamykane są banki, znika pieniądz, kultura i dotychczasowe życie” . Tak „przychodzi” wojna. Ale „przychodzi” też inaczej, codziennie, do każdego z nas. Jej oblicza przełykamy wraz z poranną kawą, gdy pochyleni nad gazetą próbujemy się obudzić; wojna przemyka nam przed oczami, gdy przeglądamy newsy w internecie, gdy zmęczeni po całym dniu przeskakujemy po kanałach TV. Bo przecież gdzieś tam, w świecie bliższym czy dalszym, toczy się jakaś wojna. Gdzieś tam bardzo konkretni ludzie doświadczają przemocy i okrucieństwa, gdzieś tam życie bardzo konkretnych ludzi przeniknięte jest strachem, do którego „z daleka” niemal przywykliśmy, a do którego przecież przywyknąć nie sposób. Gdzieś tam wojna wchodzi w ludzkie życie, naznaczając codzienność niekończącymi się niewiadomymi, stawiając znaki zapytania tam, gdzie wszystko było naturalne, oczywiste, proste, oswojone.

Ta wojna w ostatecznym rozrachunku zawsze oznacza czyjeś nieszczęście, a tocząc się gdzieś daleko, pozostaje widoczna jak na dłoni i każdego dnia konfrontuje nas z widokiem cudzego cierpienia. Twarze wojny to zatem jej kolejne oblicza, formy, jakie przyjmuje, powody, dla których rozpoczęto walkę, i sposoby jej prowadzenia. Owe oblicza, zależne często od kontekstu i czasu, spaja opowieść o przemocy, która potrafi przyjmować niewyobrażalne wręcz rozmiary. Sama wojna jest przy tym tak stara jak człowiek. Ten zaś jest co prawda zwierzęciem ze swej natury politycznym, ale jest również zwierzęciem wojującym, stworzeniem zmilitaryzowanym, stosującym przemoc i maszerującym na wojnę. Sprawiedliwą i niesprawiedliwą, totalną i domową, tę najstarszą, najbardziej pierwotną, ale i tę, w której kalkuluje się straty i dba o precyzyjne namierzanie celów. Każda z tych opowieści jest historią wojny: tej świętej i świeckiej, walki twarzą w twarz lub wojny zdehumanizowanej, wojny, która u swych korzeni ma uśpione mity, co w chwili wybuchu konfliktu budzą się niczym spuszczona ze smyczy sfora psów. Wojna, co kiedyś się kończy, by… w kolejnej odsłonie rozpocząć się na nowo. By pojawić się w znanym sobie zakątku świata – w społeczności zaznajomionej z wojenną śmiercią, wypalonej konfliktem – niczym rzucony dawno bumerang. Albo też tam, gdzie nikt by się jej nie spodziewał. „Sięgając do najbardziej tajemniczych miejsc ludzkiego serca, miejsc, gdzie rządzi duma, gdzie emocje są najważniejsze, gdzie króluje instynkt”, tam właśnie znajdujemy wojnę. Właśnie tam, w głębi ludzkiej natury, ostatecznie znajdujemy każde oblicze wojny. Analizując dzieła myślicieli zajmujących się tematyką wojny, sięgając po relacje reporterów i bezpośrednich świadków – zbrodniarzy i ofiar – po bliską życiu fikcję literacką, wierzenia różnych ludów, a w końcu i po wymogi obowiązującego prawa, w książce tej staram się stworzyć syntetyczny obraz różnych obliczy wojny. Bo nawet jeśli w to, że wojnom da się położyć kres, nie wierzą dziś nawet sami pacyfiści i „mamy tylko nadzieję (na razie daremną), że można zaprzestać ludobójstwa i wymierzyć sprawiedliwość tym, którzy w sposób rażący łamią prawa wojenne” , to przecież każdego dnia próbujemy sobie radzić z wojną czy konfliktem. Bo ich skutki – te bezpośrednie, i te rozciągnięte w czasie – dotykają również nas. Mówiąc o różnych jej twarzach, pokazuję zatem elementy ogromnego historycznego, filozoficznego, mitologicznego, religijnego, technologicznego doświadczenia, które odziedziczyła współczesność. Tego doświadczenia, w którym dostrzec można, że ostatecznie wojna na swój sposób jest również arcyludzka.Wojna i przemoc towarzyszą człowiekowi od zarania dziejów. Sceny walki odnajdujemy na rysunkach naściennych, we wnętrzu piramid, zdobią antyczne wazy i średniowieczne kodeksy, a przetworzone przez wszystkie możliwe epoki i style bitwy, walki, wojny i tragedie upamiętniają historię oglądaną dziś w muzeach całego świata. Wojna przybiera różne oblicza, zależne często od kontekstu i czasu, ale w jedno spina ją opowieść o przemocy, która potrafiła przyjąć niewyobrażalne wręcz rozmiary. Sama wojna jest przy tym tak stara, jak i człowiek. Ten zaś jest co prawda zwierzęciem ze swej natury politycznym, jak chciał Arystoteles, ale również „zwierzęciem wojującym”. „Sięgając do najbardziej tajemniczych miejsc ludzkiego serca, miejsc, gdzie rządzi duma, gdzie emocje są najważniejsze, gdzie króluje instynkt”… tam właśnie znajdujemy wojnę . Sprawiedliwą i niesprawiedliwą, totalną i domową, tę najstarszą, najbardziej pierwotną, ale i tę, w której kalkuluje się straty i dba o precyzyjne namierzanie celów. Właśnie tam, w głębi ludzkiej natury, w ostatecznym rozrachunku znajdujemy każdą z nich.

Kiedy zatem zaczęły się wojenne „kłopoty”? Już Heraklit wiedział, że „wojna (polemos/πόλεμος) jest ojcem wszystkiego”. Dostrzegłszy jej obecność w wielowiekowej tradycji, jej swoistą normalność, w jakimś sensie „przyzwyczailiśmy się” do wojny. Thomas Hobbes przekonywał wszak, że wojna jest dla człowieka stanem naturalnym, z którego świadomie się uwalniamy i tworząc wspólnotę, społeczność, a w dalszej perspektywie państwo, próbujemy zapewnić sobie bezpieczeństwo. W stanie natury – powiadał brytyjski filozof – panuje „wojna wszystkich ze wszystkimi” (bellum omnium contra omnes), a po swoim pobratymcy człowiek nie powinien się spodziewać niczego dobrego. Dominują zatem strach i poczucie nieustannego zagrożenia. A przecież chcielibyśmy inaczej. Kiedy zatem zaczynają się owe kłopoty? Można sobie wyobrazić idylliczny obrazek, na którym żyjemy obok siebie w harmonii i spokoju, jednak wielowiekowa praktyka pokazuje, że taki stan wcześniej czy później zostaje zaburzony. Bo oto – na owym wyimaginowanym obrazie – pojawia się przebiegły człowiek z kijkiem. Wbija go w środek pola, zakreśla wokół spory obszar i stwierdza: „Od dziś to jest moje”. Owa „mojość”, określona później jako własność/przynależność, z konieczności zrodziła całą masę pytań: „Czemu twoje, a nie moje?”, „Czemu chcesz mieć aż tyle?”, „Czemu twoje jest większe/lepsze/piękniejsze/zasobniejsze?”, „Czemu twoje przynosi większy dochód?”, „Czemu akurat to?” i tak dalej, niemal w nieskończoność, tak w wymiarze relacji indywidualnych, międzygrupowych, jak i międzypaństwowych. Wyjaśnienie najprostsze, niewymagające opakowania w tomy badań czy opracowań, które ostatecznie często prowadzą do podobnych wniosków. Posiadanie, w każdej postaci, stało się podstawą konfliktu. Można bowiem posiadać więcej lub coś lepszej jakości niż to, co posiada kto inny. Posiada się coś, by zdobywać bądź utwierdzać swoją władzę nad tymi, co posiadają mniej. A skoro już się coś posiadło, to czemu nie sięgnąć po więcej, po jeszcze? Tym sposobem silni mogli się angażować w wojny niemal w nieskończoność, zyskując kolejne terytoria i pomnażając władzę, która zawsze znajdowała motywy dla usprawiedliwienia swych działań. Bo przecież silniejszy „może”, choć lepiej powiedzieć „ma możliwości”, przynajmniej póki nie trafi na jeszcze silniejszego albo nie padnie trupem (choćby ze starości).

Rządy pewnego szczególnego rodzaju – przez Barbarę Tuchman określane wprost jako „złe” – przez wieki prowadziły swoje kraje właśnie ku wojnie. Znajdziemy pośród nich „tyranię lub ucisk”, „wybujałe ambicje władców”, „nieudolność lub dekadencję” (by nie rzec wręcz „degenerację”) władzy, a w końcu i „szaleństwo lub bezmyślną pychę” . Wszystkie one, w każdej ze swych postaci, prowadzić mają do „militarnego szaleństwa”, które w krytycznych momentach może mieć wpływ na losy konkretnej wojny2. Gdy jednak idzie o bezpośrednie przyczyny stojące za decyzją o wojnie… „impuls nadszedł od niemożliwych do pokonania kusicielek: chęci posiadania, aspiracji do stania się wielkim, zachłanności” . W efekcie owych nieprzezwyciężalnych pokus przez wieki rządzący raz za razem „rzucali na szalę losu życie narodu i istnień ludzkich” . Każdy poszukiwał odblasków potęgi. I tak (w wielkim skrócie)… Aleksander żywił się przekonaniem, że buduje cywilizowany świat, Rzym tworzył swoją potęgę, krucjaty powiększały hegemonię Kościoła, Napoleon śnił o potędze, a zdobywając, chciał tylko więcej i więcej, Hitler przekuł jego marzenia w okrutny plan naznaczony eksterminacją… Można by wymieniać niemal w nieskończoność. Gdybyśmy poszli tą drogą, to z prostego początku, gdy jeden postanowił mieć coś dla siebie, na wyłączność, a następnie, gdy zgodziliśmy się chronić własność przez budowanie wspólnoty, dochodzimy do wyznaczania granic, za którymi jest to, co „nasze by być mogło”. Gdy jednak myślenie idzie w tym kierunku, to… wojna wisi na włosku.
mniej..

BESTSELLERY