-
promocja
Obrażają mnie, mówiąc, że chcę wojny. Wywiady z Hitlerem - ebook
Obrażają mnie, mówiąc, że chcę wojny. Wywiady z Hitlerem - ebook
Jak zachodnia prasa pomagała szerzyć hitlerowską propagandę.
Zanim ruszyły pierwsze czołgi, słowa były najpotężniejszą bronią Hitlera. Rozumiał media jak nikt przed nim i potrafił w pełni wykorzystać ich siłę. Błyskawicznie zdominował niemiecką prasę, a zagranicznych dziennikarzy owinął sobie wokół palca. Nawet potężna Associated Press uległa jego wpływowi – zwolniła pracowników żydowskiego pochodzenia i rozpowszechniała materiały zatwierdzone przez nazistów.
Wywiady, których Hitler udzielał starannie wybranym dziennikarzom, trafiały na pierwsze strony najważniejszych gazet: „Daily Mirror”, „The New York Times”, „Paris-soir”, a nawet żydowskiego tygodnika „The Jewish Criterion”.
Hitler po mistrzowsku manipulował opinią publiczną – obietnicami zdobywał zaufanie, a kłamstwami usypiał czujność.
Éric Branca jako pierwszy zebrał szesnaście autentycznych wywiadów udzielonych przez Hitlera wybranym dziennikarzom z USA, Wielkiej Brytanii i Francji w latach 1923–1940. Przeprowadził ich wnikliwą analizę i pokazał, jak dyktator wpływał na zachodnie redakcje.
To historia o propagandzie i o doświadczonych dziennikarzach, którzy ulegli charyzmie Führera.
Ta publikacja spełnia wymagania dostępności zgodnie z dyrektywą EAA.
| Kategoria: | Historia |
| Zabezpieczenie: |
Watermark
|
| ISBN: | 978-83-8427-220-6 |
| Rozmiar pliku: | 5,2 MB |
FRAGMENT KSIĄŻKI
„Nadzieja głupców”
„Jego oczy mają odcień delikatnego błękitu, jasnego błękitu górskich szczytów, niewinnego błękitu, który widuje się tylko u małych dzieci”.
Te słowa dziennikarza Roberta Cheneviera ukazały się 10 grudnia 1938 roku w tygodniku „L’Illustration”. A dziecięce spojrzenie, które tak go urzekło, należało do człowieka od prawie sześciu lat sprawującego władzę, bezlitosnego dyktatora i bezwzględnego zdobywcy.
Człowiek ten sukcesywnie zlikwidował ustrój parlamentarny w Niemczech, ograniczył podstawowe wolności publiczne, doprowadził do śmierci swoich przeciwników lub ich uwięził i wykluczył Żydów z niemieckiego społeczeństwa. Na arenie międzynarodowej trudno było się dopatrzyć jakiejkolwiek naiwności: kanclerz – a następnie Führer¹ – nie tylko unieważnił traktat wersalski, bez najmniejszego oporu ze strony Francji i Wielkiej Brytanii, które miały stać na jego straży, lecz także powiększył terytorium Niemiec, które nie było tak rozległe od czasów Bismarcka. Dziewięć miesięcy wcześniej Austria została wchłonięta na mocy anszlusu, a w myśl układu monachijskiego z 30 września 1938 roku Czechosłowacja musiała oddać Sudety. W książce _Mein Kampf_, politycznym manifeście opublikowanym w 1925 roku, Hitler nie ukrywał, że zamierza rozprawić się z Francją: „Nieubłaganym, śmiertelnym wrogiem narodu niemieckiego jest i pozostanie Francja. Trzeba sobie jednak zdać sprawę z tego, że odzyskanie utraconych obszarów nie nastąpi przez uroczyste wołania do kochanego Pana Boga ani w wyniku pobożnych życzeń w sprawie interwencji Ligi Narodów, lecz tylko przy użyciu broni”I.
Wielce szanowanego dziennikarza Roberta Cheneviera, gwiazdę „L’Illustration”, tej ostatniej zimy okresu pokoju nie interesowało jednak to, czemu ma służyć szybko postępujące dozbrajanie Niemiec. Nie przyjechał do bawarskiej rezydencji Adolfa Hitlera w Berchtesgaden w piątek, 25 listopada 1938 roku, by rozmawiać o polityce ani tym bardziej o stosunkach międzynarodowych, ale by dowiedzieć się czegoś więcej na temat koncepcji architektonicznych i urbanistycznych Führera. Chociaż Hitler od chwili dojścia do władzy udzielił francuskiej prasie zaledwie około dziesięciu wywiadów, bez wahania zgodził się przyjąć dziennikarza. Pod koniec 1936 roku Chenevier spędził dwa miesiące w Niemczech, badając „gospodarcze i społeczne osiągnięcia” Rzeszy, co zaowocowało raportem publikowanym w pięciu częściach od stycznia 1937 roku. Najwyraźniej spodobał się Kancelarii RzeszyII.
Właśnie z tego powodu dziennikarz został potraktowany jako gość specjalny, choć spotkanie nie trwało długo. Minęły zaledwie trzy dni między prośbą o wywiad a przyjęciem Cheneviera w Obersalzbergu, drugim ośrodku władzy w ówczesnych Niemczech, gdzie Berchtesgaden było, jeśli można tak powiedzieć, drugą stolicą kraju – a w każdym razie tą najdroższą sercu HitleraIII.
Robert Chenevier, jakkolwiek pobłażliwy, w żadnym razie nie był narodowym socjalistą. Spośród wszystkich francuskich osobistości, którym przed wojną pozwolono przeprowadzić wywiad z Adolfem Hitlerem, tylko jedna otwarcie pochwalała jego ideologię – Alphonse de Châteaubriant, który także spotkał się z nim w Berchtesgaden kilka miesięcy przed Chenevierem. Kolejną, która bardzo się zbliżyła do przywódcy kraju i podobnie jak Châteaubriant skończyła z piętnem aktywnej kolaboracji, był akademik Abel Bonnard. Uderza jednak przesadna ostrożność, z jaką niemieckie służby dobierały francuskich rozmówców Führera. Tylko trzech spośród dziesięciu z nich po zmiażdżeniu Francji² nie stało się orędownikami „nowej Europy”: Philippe Barrès – autor wywiadu z Hitlerem opublikowanego w „Le Matin” we wrześniu 1934 roku – który latem 1940 roku wstąpił w szeregi Wolnej Francji, a następnie napisał biografię generała Charles’a de Gaulle’a; Bertrand de Jouvenel, który jako niezależny intelektualista nie uległ indoktrynacji, chociaż jego zainteresowanie połączone z fascynacją osobowością Hitlera oraz zaangażowanie w europejski federalizm o mało co nie popchnęły go w tę stronę tuż po klęsce; i Lucien Lemas, który najprawdopodobniej nie spotkał się z Hitlerem bezpośrednio i padł ofiarą manipulacji³.
Niezależnie od dzielących ich różnic, wszystkich łączy – choć na różnych poziomach – to samo zaślepienie. Ponieważ boją się wojny, chcą wierzyć – a przede wszystkim sprawić, by uwierzyli w to ich czytelnicy – że Hitler mówi prawdę, kiedy twierdzi, że broni pokoju. I co najważniejsze, unikają zadawania pytań, na które ten nie chce odpowiadać.
To samozatrucie dotyczy nie tylko dziennikarzy francuskich. Można je zaobserwować również w Stanach Zjednoczonych i w Wielkiej Brytanii, gdzie słowa Führera są brane za dobrą monetę. Sprzeciwiają się temu dwie osoby: Amerykanka Dorothy Thompson, która w październiku 1931 roku wyszła z wywiadu z przyszłym kanclerzem z silnym przekonaniem, że jego ostatecznym celem jest „skąpanie świata w ogniu i krwi”, ale w żadnym wypadku nie dojdzie on do władzy z powodu „przeciętności”IV, oraz Maks Fraenkel, kolejny Amerykanin, któremu kilka miesięcy wcześniej udało się podejść do Hitlera po spotkaniu, a który – jak słusznie zakładamy – nie wspomniał o swoim żydowskim pochodzeniu. Stąd znaczenie kolejnych wywiadów, z których dowiadujemy się o Hitlerze tyle samo, co o jego rozmówcach, a w ostatecznym rozrachunku o tym, co chciała usłyszeć francuska, angielska i amerykańska opinia publiczna w przededniu wojny.
Z tego punktu widzenia sytuacja Francji jest wyjątkowa, ponieważ – w przeciwieństwie do krajów anglosaskich, o których Hitler nawet nie wspomniał w _Mein Kampf_ – Francja, jak już wskazano, stanowiła wyraźny cel. Do tego stopnia, że aż do 1930 roku przywódca partii narodowosocjalistycznej odmawiał spotkań z francuskimi dziennikarzami, podczas gdy od początku lat dwudziestych chętnie przyjmował Brytyjczyków i Amerykanów. Nie wspominając o Włochach, co było naturalne, biorąc pod uwagę oczywiste pokrewieństwo między totalitaryzmem nazistowskim i faszystowskim⁴, które sprawiło, że zdecydowaliśmy się wykluczyć z tego zbioru wywiady udzielone przez Hitlera włoskiej prasie, a także opublikowane w prasie niemieckiej, niewiele różniące się od niezliczonych przemówień wygłaszanych dla krajowej opinii publicznej.
Dlatego żadnych rozmów z Francuzami! Już ta pierwsza, wyraźnie niepokojąca wskazówka nierozerwalnie wiąże się z kolejną, która powinna była stanowić ostrzeżenie, a tym bardziej ukierunkować pytania dziennikarzy zabiegających o spotkanie z Führerem. Chodzi tu o brak zgody na tłumaczenie _Mein Kampf_ na język Moliera, co stanowi zawoalowane wyznanie pretensji żywionych wobec la Grande Nation. Pretensje te są w istocie trojakiego rodzaju: historyczne, geopolityczne i rasowe. Historyczne?
Wszystko jedno, kto we Francji rządził czy będzie rządził, Burbonowie czy jakobini, Napoleonidzi czy mieszczańscy demokraci, klerykalni republikanie lub czerwoni bolszewicy: końcowym celem ich polityki zagranicznej będzie zawsze próba wzięcia w posiadanie granicy na Renie i zabezpieczenie tej rzeki dla Francji przez rozbicie i zniszczenie NiemiecV.
Geopolityczne?
Anglia nie życzy sobie Niemiec jako światowej potęgi, a Francja, aby nie było potęgi, która nazywa się Niemcy: to przecież bardzo istotna różnica! My jednak nie walczymy dzisiaj o pozycję światowej potęgi, lecz musimy zabiegać o istnienie naszej ojczyzny, o jedność naszego narodu i o chleb powszedni dla naszych dzieci. Jeśli z tego punktu widzenia chcemy rozejrzeć się za naszymi europejskimi sojusznikami, to pozostają tylko dwa państwa: Anglia i WłochyVI.
Hitler wyjaśnia:
Anglia nigdy nie może życzyć sobie Francji, która, będąc w posiadaniu olbrzymich zachodnioeuropejskich kopalń rudy żelaza i węgla, ma warunki po temu, aby zdobyć gospodarczą pozycję na świecie, grożącą jej niebezpieczeństwem. Przyszłość Włoch będzie zawsze zależeć od rozwoju , które w sensie terytorium grupują się na terenach położonych w basenie Morza Śródziemnego. To, co pchało Włochy do wojny , to w rzeczywistości nie było pragnienie powiększenia Francji, lecz raczej zamiar zadania śmiertelnego ciosu znienawidzonym rywalom adriatyckim . Każde dalsze wzmocnienie Francji na kontynencie oznacza jednak w przyszłości zahamowanie WłochVII.
I wreszcie, a może przede wszystkim, argument rasowy:
Ten sam w sobie coraz bardziej ulegający negryzacji naród oznacza wraz ze swoim powiązaniem z celami żydowskiego panowania nad światem czyhające niebezpieczeństwo dla istnienia białej rasy w Europie. Albowiem skażenie murzyńską krwią nad Renem⁵, w sercu Europy, odpowiada tak samo sadystyczno-perwersyjnej chęci zemsty tego szowinistycznego odwiecznego wroga naszego narodu, jak i chłodnej kalkulacji Żyda, aby na tej drodze rozpocząć bękartyzację w samym centrum europejskiego kontynentu i przez zarażenie się niższym człowieczeństwem pozbawić białą rasę podstaw samowładczej egzystencji. To, co dzisiaj robi w Europie Francja, pobudzana własną żądzą zemsty, planowo prowadzona przez Żydów, jest grzechem przeciwko istnieniu białej ludzkości i z czasem zostaną poszczute na ten naród wszystkie duchy zemsty pokolenia, które w hańbieniu rasy rozpoznało grzech pierworodny ludzkościVIII.
To właśnie z powodu tych niezwykle dobitnych fragmentów Fernand Sorlot, właściciel Nouvelles Éditions Latines, antyniemiecki sympatyk Action Française⁶, w 1934 roku postanowił nie zważać na sprzeciw Hitlera i opublikować pełne tłumaczenie tekstu _Mein Kampf_. Inicjatywa ta została życzliwie przyjęta przez Międzynarodową Ligę przeciwko Antysemityzmowi (Ligue internationale contre l’antisémitisme, LICA, poprzedniczkę obecnej Ligue internationale contre le racisme et l’antisémitisme, LICRA), która sprzeciwiała się ideom Charles’a Maurrasa, ale świadoma, że jego tradycyjny antysemityzm nie ma nic wspólnego z biologicznym antysemityzmem Hitlera, przelała Sorlotowi 50 tysięcy franków, by pomóc w dystrybucji książki. Na pierwszej stronie widniał nakaz marszałka Huberta Lyauteya: „Każdy Francuz powinien przeczytać tę książkę”. Stało się więc dokładnie to, czego nie chciał Hitler…
Kiedy tylko książka została przetłumaczona na język francuski, Max Amann, jako przedstawiciel Hitlera i szef wydawnictwa Eher, które zajmowało się dystrybucją _Mein Kampf_ w Niemczech, wniósł pozew do Sądu Gospodarczego departamentu Sekwany, utrzymując, że nie przekazał wydawnictwu Nouvelles Éditions Latines praw autorskich. Była to prawda i 18 czerwca 1934 roku Sorlot został skazany na wniosek Hansa Franka, adwokata Hitlera. Pięć lat później Frank został gubernatorem okupowanej Polski⁷. Egzemplarze _Mein Kampf_ znajdujące się już w sprzedaży musiały zostać wycofane z rynku w ciągu dwudziestu czterech godzin, a matryce drukarskie – zniszczone pod nadzorem urzędniczym.
Czy ta batalia sądowa, która w większym stopniu niż jakiekolwiek zaprzeczenia ujawniała pragnienie Hitlera, by ukryć swoje zamiary przed Francuzami, wstrząsnęła dziennikarzami i wzbudziła apetyt śledczych? Wręcz przeciwnie, większość głównych francuskich gazet poświęciła temu wydarzeniu niewiele miejsca, a pozostałe zadowoliły się recenzją późniejszych wydań _Mein Kampf_, skróconych i złożonych z fragmentów odpowiednio przygotowanych przez niemieckiego wydawcę⁸.
W Berlinie dostrzeżono jednak zagrożenie. Bardziej niż przeredagowanych wydań swojej książki Hitler potrzebował nowego zbioru tekstów przeznaczonych specjalnie dla Francuzów. Wraz z Joachimem von Ribbentropem, doradcą dyplomatycznym, który w 1936 roku został ambasadorem w Londynie, a w 1938 roku ministrem spraw zagranicznych Rzeszy, Führer planował dwa równoczesne kontrataki wymierzone we francuską opinię publiczną: zalanie jej egzegezami własnych przemyśleń, opracowanymi przez autorów będących „pod kontrolą”, i udzielenie uspokajających wywiadów starannie wybranym dziennikarzom.
Spośród ponad pięćdziesięciu francuskich publikacji utrzymanych w tonie prohitlerowskim, które ukazały się przed 1939 rokiem, wymienimy tylko te najistotniejsze. Najlepiej skonstruowaną, a zarazem najskuteczniejszą z punktu widzenia propagandowego pozostaje bez wątpienia _La Gerbe des forces_ Alphonse’a de Châteaubrianta (1937), a najprymitywniejszą – _Face à Hitler_ Paula Ferdonneta (1934)⁹, pierwsza z długiej serii publikowanej przez wydawnictwo Éditions Baudinière: _Hitler devant l’opinion_ (1935), _La Préface de la guerre_ (1937), _La Crise tchèque_ (1938), _La Guerre juive_ (1939). Oprócz tych dwóch skrajnych pozycji należy wymienić _Pour Hitler_ Paula Auberta _alias_ Lazare’a (1934), _France-Allemagne, 1918–1934_ Fernanda de Brinona (1935), _Comment causer avec l’Allemagne_ André Chaumeta (1935) oraz _Qui conduit l’Europe à la guerre?_ Jeana Marquès-Rivière’a (1936). Przede wszystkim jednak _Hitler et la France_ Friedricha Grimma¹⁰, opublikowaną przez wydawnictwo Plon w 1938 roku i opatrzoną wstępem samego Ribbentropa, który przedstawia tezy odwrotne do zawartych w _Mein Kampf_, wymieniając wszystkie deklaracje Hitlera składane od 1933 roku na rzecz francusko-niemieckiego pojednania.
Joachim von Ribbentrop pisze:
Liczne spotkania z udziałem weteranów i młodzieży obu krajów wykazały, że zarówno we Francji, jak i w Niemczech istnieje chęć przezwyciężenia wzajemnej nieufności oraz wyciągnięcia wniosków z wydarzeń Wielkiej Wojny dla obu narodów. Ponieważ wola i intencje kanclerza nie zawsze były właściwie interpretowane przez zagranicznych polityków, ta publikacja może okazać się bardzo przydatna, ponieważ prezentuje idee Führera-kanclerza na temat stosunków francusko-niemieckich, które wyrażał wielokrotnieIX.
Jeśli chodzi o dziennikarzy, którym pozwolono się spotkać z przywódcą nowych Niemiec, eufemizmem byłoby stwierdzenie, że poddano ich starannej selekcji, nie mówiąc o tym, że zostali przeszkoleni do tego zadania przez niemieckich pośredników, a ich pracodawcy mieli niewiele do powiedzenia w tym zakresie. Jak przekonamy się na kolejnych stronach, Brytyjczycy i Amerykanie okażą się nie mniej naiwni, obłudni, a nawet współwinni. Ale – powtórzmy – czym innym jest przeprowadzanie wywiadów z Hitlerem, kiedy jest się Anglosasem, a co za tym idzie, nie dotykają nas jego plany, a czym innym rezygnacja z krytycznego myślenia, kiedy będąc Francuzem, nie ma się żadnych złudzeń co do jego szkodliwych intencji. Zwracając się do tych pierwszych, twórca Trzeciej Rzeszy ani razu nie zaprzeczał swoim długoterminowym celom i nie starał się ukryć tego, co napisał w _Mein Kampf_. Jeśli chodzi o tych drugich – wręcz przeciwnie, wciąż powtarzał, że się zmienił i poważnie należy traktować tylko jego obietnice składane tu i teraz. Już po jednorazowej lekturze prasy anglosaskiej dziennikarzy francuskich powinien zaniepokoić ten podwójny język. Tak się nie stało. Zamiast wykazać się elementarną podejrzliwością, w przeważającej większości wybrali optymizm, tę „fałszywą nadzieję na użytek tchórzy i głupców”, którą wkrótce potępi Georges BernanosX.
Prezentując opublikowany 18 listopada 1934 roku w „Le Matin” wywiad z Hitlerem, Jean Goy, deputowany do parlamentu z departamentu Sekwany, wciąż pozostając pod wrażeniem pobytu w Berlinie, „w jego ogromnym gabinecie przy Wilhelmstraße”, napisał, że powtarzając słowa Führera, z całą pewnością nie chce „wywoływać niebezpiecznych złudzeń”, ale nie chce także „siać jakiejkolwiek demoralizującej paniki”. Krótko mówiąc – pokładajmy ufność w przyszłości, jak śpiewał Albert Préjean w swoim przeboju, odtwarzanym przez wszystkie francuskie rozgłośnie radiowe pod koniec 1934 roku:
Bawcie się i gwiżdżcie na wszystko
Życie jest zbyt krótkie, mówiąc między nami
Bawcie się jak szaleni
Przecież życie jest zbyt krótkie!
A także:
Bo nie żyjemy po to
Żeby się martwić
Nie żyjemy po to
Żeby się martwićXI.
Niech sąsiedzi „się nie martwią” – to zdanie idealnie pasuje przywódcy Niemiec, powtarza je bowiem regularnie swoim rozmówcom, zwłaszcza jeśli są to Francuzi.
Adolf Hitler – publicznie magnetyczny i przerażający mówca, prywatnie uprzejmy i uwodzicielski – nie istniałby bez słów. Słowa te, niezależnie od tego, czy służyły mu do zjednywania sobie tłumów, zmanipulowania wrogów czy – na gruncie prywatnym – zyskania poparcia mężczyzny lub kobiety, którzy bez spotkania w cztery oczy mogliby występować przeciwko niemu, łatwo przechodziły w logoreę i znaczyły każdy etap jego mrocznej historii. Od zadymionych monachijskich piwiarni przez pogańskie zjazdy partyjne w Norymberdze po kanclerski bunkier – to właśnie bezustannie mówiąc, rekrutował pierwszych zwolenników, uwodził masy i przekonywał wykrwawione Niemcy do walki aż do ostatniej piędzi ziemi, do ostatniego dziecka. Słowo mówione, instrument o podwójnym znaczeniu, umożliwiło mu nie tylko zaprzęgnięcie współczesnych mu obywateli w służbę „nadludzkiego i nieludzkiego przedsięwzięcia” (Charles de Gaulle); jego przemowy były także, a może przede wszystkim, jak trafnie dowiódł psychoanalityk Carl Gustav Jung, sposobem na wyrażenie, w ramach ćwiczenia katartycznego, archetypów charakterystycznych dla niemieckiej zbiorowej podświadomości, złamanej klęską z 1918 roku¹¹.
Amerykańskiemu dziennikarzowi Hubertowi Knickerbockerowi, który często spotykał się z Führerem, a w 1938 roku poprosił Junga, by wydał opinię jako psychiatra na temat „przypadku Hitlera”, szwajcarski lekarz odpowiedział jako klinicysta, który nie musiał oceniać choroby:
To megafon, który wzmacnia niesłyszalne szepty niemieckiej duszy, aż zostaną usłyszane przez ucho niemieckiego sumienia. Jest pierwszym człowiekiem, który powiedział wszystkim Niemcom, co podświadomie myślą i czują o losie kraju, zwłaszcza po klęsce pierwszej wojny światowej, a jedną z cech charakterystycznych ich duszy jest typowo niemiecki kompleks niższości, kompleks młodszego brata, który zawsze przychodzi trochę spóźniony na przyjęcie. Władza Hitlera nie ma charakteru politycznego, jest magicznaXII.
Amerykanin dopytywał: „To dlatego Hitler uwodzi wszystkich Niemców, ale nie robi wrażenia na cudzoziemcach?”. Odpowiedź Junga:
Dokładnie. O ile Hitler jest zwierciadłem, w którym odbija się niemiecka podświadomość, nie jest nośnikiem żadnej projekcji dla kogoś, kto nie jest Niemcem. Tajemnica władzy Hitlera nie polega na tym, że jego podświadomość jest zdolniejsza do przechowywania informacji niż pańska czy moja, ale na tym, że ma on wyjątkowy dostęp do podświadomości… W naszym wypadku, nawet jeśli od czasu do czasu nasza podświadomość dociera do nas przez sny, jesteśmy zbyt racjonalni, zbyt „mózgowi”, by jej ulec, ale Hitler słucha i jest posłuszny. Prawdziwy przywódca zawsze jest „kierowany”… To właśnie czyni go potężnym. Bez narodu niemieckiego nic by nie znaczyłXIII.
Jeśli zgodzimy się z Jungiem, a nietrudno to uczynić, oto powód nadzwyczajnej skuteczności wystąpień Hitlera: są one w istocie kierowane wyłącznie do Niemców, a jedynie wyjątkowo do obcokrajowców – i tylko po to, by uwieść ich pojedynczo, skłonić do przekazania tego, co chciał upublicznić. W wypadku Hitlera i dziennikarzy czasownik „uwodzić” należy rozumieć w jego etymologicznym znaczeniu: po łacinie _seducere_ znaczy dosłownie ‘zmienić kierunek’…
To właśnie te mało znane, o ile nie całkowicie nieznane szerszej publiczności wyjątki są przedmiotem naszego zainteresowania. Przede wszystkim dlatego, że wyjątkowość tych przekazów świadczy o ich ogromnym znaczeniu historycznym: o ile przemówienia i rozmaite proklamacje dyktatora z lat 1932–1945 liczą ponad trzy tysiące stron tekstu¹², o tyle jego wypowiedzi skierowane do obcokrajowców są wyjątkowo rzadkie i – poza kilkoma okazjonalnymi przemówieniami, które można policzyć na palcach jednej ręki¹³ – mają formę wywiadów udzielonych przez Hitlera starannie dobranym dziennikarzom, zgodnie z przyjętą w danym momencie strategią.
Poza tym należy uściślić, co kryje się pod pojęciem „wywiady”. W latach 1923–1940 Führer udzielił dokładnie trzydziestu wywiadów zagranicznym dziennikarzomXIV, wliczając w to tych, z którymi często spotykał się w ramach kontaktów _off the record_, mających na celu uzupełnienie ich analiz. Jednak część spośród tych trzydziestu rozmów to nie tyle dialogi zbudowane z pytań i odpowiedzi, ile „wywiady” w pierwotnym znaczeniu tego terminu, który powstał w Anglii pod koniec XIX wieku, a więc relacje z rozmów uzupełnione jedynie kilkoma cytatami. Ta metoda, bardzo popularna wśród dziennikarzy w okresie międzywojennym, pozwalała tym, którzy uzyskali od danej osobistości zaledwie kilka wypowiedzi, przedstawić je jako „ekskluzywne” wywiady – w rzeczywistości obudowane własnymi komentarzami¹⁴.
Stąd decyzja, by z tej masy dokumentów wyodrębnić szesnaście wywiadów, które wówczas wywarły największy wpływ na ludzkie umysły – do tego stopnia, że techniki perswazji stosowane przez Hitlera pomogły mu zjednać sobie zagranicznych rozmówców.
To zbiorowe zaślepienie można wytłumaczyć co najmniej dwoma powodami. Pierwszy – jak zamierzamy wykazać – ma związek z doborem dziennikarzy, zarówno tych dopuszczonych do rozmowy z Hitlerem, jak i tych, znacznie mniej licznych, którym pozwolono przytoczyć jego słowa w cudzysłowie. Drugi to bardzo nowoczesne wykorzystanie przez Hitlera storytellingu, metody oficjalnie opracowanej w latach dziewięćdziesiątych w Stanach Zjednoczonych, która jednak nie musiała czekać na inżynierów opinii publicznej czy spin doktorów z neokonserwatywnego otoczenia George’a W. Busha, by przywódca Trzeciej Rzeszy użył jej do ukierunkowania dziennikarzy. Hitler, w równym stopniu zdolny do wyjawiania swoich długofalowych planów, kiedy mogły posłużyć zarówno do skłócenia przeciwników, jak i do bezwstydnego kłamania na temat tego, co zrobi następnego dnia, wykazywał się doskonałym wyczuciem tego, co dziś określamy mianem „komunikacji”, bez wątpienia w obawie przed odkryciem, co ta zasada postępowania zawdzięcza propagandzie, w której on i Joseph Goebbels byli niekwestionowanymi mistrzami. Propaganda, innymi słowy: sztuka rozpowszechniania opowieści w celu „sprzedania” idei tak, jak sprzedaje się produkt, zgodnie z definicją Amerykanina Edwarda Bernaysa, to technika, której zasady przywódcy Trzeciej Rzeszy metodycznie wdrożyli, choć nie mogli się do tego politycznie przyznaćXV.
Według Bernaysa propaganda – taki tytuł miało zresztą jego dzieło wydane w Stanach Zjednoczonych w 1928 roku – stanowiła część „inżynierii zgody”, dla której reklama, public relations czy komunikacja były jedynie formami pomocniczymi. Pisał: „W swojej masie propaganda musi werbować opinię publiczną kawałek po kawałku, podobnie jak armia werbuje swoich żołnierzy”XVI.
Dzięki temu cynizmowi, który odrzuca wszelkie odniesienia do prawdy wyłącznie na rzecz skuteczności, Bernays, który sam siebie określał mianem „propagandysty propagandy”, zaprzągł swój talent w służbie najbardziej sprzecznym celom, byle przyniosły mu sławę: niestrudzony orędownik tytoniu w latach dwudziestych (zwłaszcza wśród kobiet, które dzięki paleniu papierosów miały wyzwolić się spod męskiej dominacji), czterdzieści lat później zostanie pierwszym szefem kampanii reklamowej dotyczącej szkodliwości palenia. To właśnie jemu w 1954 roku amerykański Departament Stanu i CIA powierzyły zadanie uzasadnienia zamachu stanu w Gwatemali, której rząd utrzymywał, że kontroluje na swoim terytorium działalność międzynarodowej firmy United Fruit Company. W ciągu zaledwie kilku tygodni wzmożonej kampanii prasowej Bernaysowi udało się przekonać amerykańską opinię publiczną, że prezydent Gwatemali Jacobo Arbenz Guzmán był komunistą. Nie był nim, ale stał się nim kilka lat później, kiedy znalazł schronienie na Kubie, podczas gdy jego kraj, wydany na pastwę junty wspieranej przez Waszyngton, zyskał miano „republiki bananowej”.
Ta pogarda wobec rzeczywistości, użyta w służbie dialektyki mającej zastąpić ją inną rzeczywistością, stanowi klucz hitlerowskiej perswazji, inspirowanej w całej rozciągłości metodą Bernaysa:
Nasza demokracja, powołana do wyznaczania kursu, musi być sterowana przez inteligentną mniejszość, która potrafi zorganizować masy, by lepiej nimi kierować. Przyszły mąż stanu będzie musiał skupić uwagę opinii publicznej na kluczowych kwestiach, a następnie zmobilizować ogromne i zróżnicowane rzesze wyborcówXVII.
Wystarczy zastąpić słowo „demokracja” zwrotem „narodowy socjalizm” – i oto mamy ducha hitlerowskiej retoryki, tak jak została zdefiniowana w _Mein Kampf_:
Każda propaganda musi być narodowa, a jej duchowy poziom należy dostosować do możliwości recepcji najbardziej ograniczonego spośród tych, do których zamierza się ona zwrócić. W ten sposób jej czysto duchowy poziom będzie ustawiony tym niżej, im większa ma być masa ludzi, którą należy ogarnąć . Szerokie masy mają jedynie bardzo ograniczoną możliwość recepcji, niewiele rozumieją, a za to dużo zapominają. Z tych powodów każda dążąca do skuteczności propaganda musi ograniczać się do bardzo nielicznych punktów, a te muszą być eksploatowane w formie haseł tak długo, aż ten ostatni szerokich mas będzie w stanie na podstawie takich słów wyobrazić sobie to, co chciałXVIII.
A także:
Wszelki geniusz w uprawianiu propagandy i tak jednak nie doprowadzi do sukcesu, jeśli nie będzie uwzględniana ciągle tak samo rygorystycznie pewna zasada. Ona musi ograniczać się do niewielu kwestii, a te ciągle musi powtarzać. Wytrwałość jest tutaj, tak jak przy wielu sprawach na tym świecie, pierwszym i najważniejszym warunkiem sukcesuXIX.
Kiedy Hitler sporadycznie zwracał się do zagranicznej opinii publicznej, rygorystycznie stosował tę samą strategię, której używał na co dzień wobec Niemców: mówić to, co najbardziej chcieli usłyszeć. Nie trzeba wikłać się w subtelności – nawet, a zwłaszcza wtedy, gdy jego gościem był wybitny intelektualista (jak się przekonamy, nie brakowało takich myślicieli, szczególnie francuskich, którzy wysłuchiwali zwierzeń Führera). W umyśle dyktatora propaganda powinna celowo ignorować „wykształcone” klasyXX. Według niego okazałyby się godne swojego statusu tylko wówczas, gdyby spontanicznie przyjęły narodowy socjalizm. W przeciwnym razie same się dyskwalifikują. Co więcej, jeśli chodzi o masy ludowe, należy zwracać się przede wszystkim do przeciwników, a nie do tych, którzy już są zjednaniXXI.
Aby więc do nich dotrzeć, należało starannie dobierać media i rozmówców pozostających poza wszelkimi podejrzeniami. W rozmowach z przedstawicielami prasy francuskiej Hitler, symbol odradzającego się niemieckiego militaryzmu, bardzo dbał o to, by wykluczać gazety uznawane za skrajnie prawicowe, zwłaszcza oczarowane faszyzmem. Tytuły takie jak „L’ami du peuple”¹⁵ czy „Je suis partout”¹⁶ nie były mu na rękę. Wolał bardzo pacyfistyczne „Le Matin” lub „Paris-soir”, które utrzymywały, że są apolityczne. Kiedy Hitler chciał zwrócić się do Anglików, jego wybór nie padał na „Action”, gazetę założoną przez Oswalda Mosleya, szefa Brytyjskiej Unii Faszystowskiej, lecz na „Daily Mail” lub „Daily Mirror”, które – jak się przekonamy – nie były wrogo nastawione do Mosleya, ale ich głównym atrybutem były milionowe nakłady oraz czytelnicy o różnych przekonaniach, także ci, którzy sprzyjali związkom zawodowym. Z tych samych powodów nie udzielił żadnego wywiadu „Dearborn Independent”, otwarcie antysemickiemu tygodnikowi założonemu przez Henry’ego Forda, którego skądinąd podziwiał. Po co tracić czas na przekonywanie już przekonanych?
Hitler konsekwentnie stosował tę podstawową zasadę marketingu – zwiększanie udziału w rynku zamiast utrzymywania wyłącznej strefy wpływów – wobec demokratycznej opinii publicznej, do której kierował te przesłania. Delikatnie mówiąc, aż do wybuchu drugiej wojny światowej część prasy służyła mu jako pomocnik, nie zadając sobie nawet trudu, by zapytać o cel tej praktyki.
Bez wątpienia można znaleźć usprawiedliwienia dla tej pobłażliwości graniczącej z zaślepieniem, a najbardziej oczywiste jest to, że ogrom wypowiedzi Führera oraz ich absolutny i niezwykły radykalizm mogły doprowadzić do przekonania, że demagogiczna postawa – z pewnością niespotykana – niechybnie zaniknie, kiedy Hitler przejmie władzę. Największą umiejętnością Hitlera było to, że nie zrobił nic, by temu wrażeniu zaprzeczyć, a gwałtowność jego przemówień, począwszy od 1933 roku, zanika, ustępując miejsca bardziej ugodowemu dyskursowi. W całkowitej sprzeczności z wewnętrzną logiką Trzeciej Rzeszy – jedynym przykładem reżimu politycznego, który z coraz większą brutalnością pogłębiał swoje zasady aż do ostatecznego upadku.
Objaśnienia
1 Adolf Hitler, kanclerz od 30 stycznia 1933 roku, przyjął tytuł Führera po śmierci prezydenta Paula von Hindenburga 2 sierpnia 1934 roku i natychmiast objął funkcję przywódcy Rzeszy, de facto obalając proklamowaną 9 listopada 1918 roku Republikę Weimarską. Jeśli nie zaznaczono inaczej, wszystkie przypisy pochodzą od autora.
2 10 maja 1940 roku Niemcy rozpoczęły operację „Fall Gelb” (Plan Żółty), w ramach której dokonały błyskawicznego uderzenia (_Blitzkrieg_) na Francję. 22 czerwca 1940 roku w Compiègne pokonani Francuzi podpisali upokarzający dla nich rozejm z Trzecią Rzeszą. Na jego mocy kraj podzielono na dwie części: północną wraz z Paryżem, która znalazła się pod okupacją Niemiec, oraz „strefę wolną” ze stolicą w Vichy i rządem zależnym od Niemiec (przyp. red.).
3 Lucien Lemas to pseudonim Luciena Samuela, wolnego strzelca, dziennikarza „L’Intransigeant”, który utrzymywał, że przypadkowo spotkał się z Hitlerem podczas relacjonowania kongresu w Norymberdze w 1934 roku. Samuel, z pochodzenia Żyd, anagramował swoje nazwisko (pomijając literę „u”), by nie przyciągnąć uwagi nazistowskich władz, co pozwoliło mu, jak twierdził, zbliżyć się do Führera bez pytań o dowód tożsamości. Ten podstęp pozwolił mu również, jak przekonywał, uzyskać kilka obszernych zwierzeń na temat przyszłości stosunków francusko-niemieckich… A nawet, zadziwiająca ostrożność, poświadczenie autentyczności wywiadu, datowane na 13 września 1934 roku i podpisane przez Joachima von Ribbentropa. Według badacza Dominique’a Pinsolle’a, który zajmował się tą dziwną sprawą, chodziło o „całkowicie zaaranżowaną, czystą operację propagandową”, bazującą na pytaniach i odpowiedziach przygotowanych przez odpowiednie służby niemieckie. Po tym wywiadzie, który został uznany za podejrzany przez wielu jego kolegów, Lemas uzyskał obywatelstwo amerykańskie i został rzecznikiem prasowym w przemyśle filmowym (Dominique Pinsolle, _Interroger le Führer_, _Confrontations au national-socialisme en Europe francophone et germanophone, 1919–1949_, Bruxelles 2017).
4 Pokrewieństwo to jednak wyklucza rasizm państwowy, obcy doktrynie faszystowskiej.
5 Adolf Hitler nawiązuje tutaj do obecności licznych pułków kolonialnych, zwłaszcza z Senegalu i Maroka, wśród oddziałów francuskich wysłanych przez Raymonda Poincarégo w celu zajęcia Zagłębia Ruhry w styczniu 1923 roku. Na tych oddziałach, wykorzystywanych do stłumienia strajków, skrupiła się nienawiść rozgrzanych do czerwoności mieszkańców w latach 1914–1918, a stało się to za sprawą propagandy wojennej oskarżającej Francję o wykorzystywanie „krwiożerczych dzikusów” w charakterze „czyścicieli okopów”…
6 Action Française (Akcja Francuska) – ruch ideowo-polityczny francuskiej prawicy nacjonalistycznej i monarchistycznej, zapoczątkowany po procesie Dreyfusa (przyp. red.).
7 Curzio Malaparte, korespondent wojenny „La Stampa” i „Corriere della Sera”, który kilkakrotnie spotkał „kata Polski”, odmalował jego niezapomniany portret w swojej powieści _Kaputt_. Jak napisał, „jego natura stanowiła przedziwną mieszaninę inteligencji i okrucieństwa, finezji i wulgarności, brutalnego cynizmu i wyrafinowanej wrażliwości” (Curzio Malaparte, _Kaputt_, tłum. Barbara Sieroszewska, Warszawa 1983, s. 159).
8 Między 1934 a 1939 rokiem ukazało się dwanaście okrojonych wydań, opublikowanych we Francji za zgodą wydawnictwa Eherg pod różnymi tytułami (_La Doctrine hitlérienne_ , _Ma doctrine_ , _Principes d’action_ ). Natychmiast po wybuchu wojny, we wrześniu 1939 roku, Sorlot uznał za stosowne ponowne wydanie _Mein Kampf_ w wersji nieokrojonej, znów bez zgody autora. Niestety, tym razem padł ofiarą francuskiej cenzury, która – działając z opóźnieniem – zwalczała niemiecką propagandę!
9 Urodzony w 1901 roku Paul Ferdonnet został rozstrzelany w 1945 roku za zdradę stanu. Opłacany przez niemieckie tajne służby od 1933 roku, na kilka dni przed ogłoszeniem powszechnej mobilizacji zbiegł z kraju i we wrześniu 1939 roku objął kierownictwo nad francuskojęzycznymi audycjami propagandowymi Radia Stuttgart, wzywającymi Paryż do złożenia broni.
10 Współpracownik Josepha Goebbelsa oraz oficjalny doradca Adolfa Hitlera w kwestiach europejskich, prawnik Friedrich Grimm (1888–1959), był jednym z głównych niemieckich agentów niemieckiej propagandy we Francji z upoważnienia Ottona Abetza. Spędził tam większość czasu w latach 1940–1944, głosząc wykłady w ramach grupy Collaboration, założonej przez Alphonse’a de Châteaubrianta.
11 Wśród tych archetypów, jak pisze uczeń Freuda w eseju _Wotan_ (1936), znajduje się germański bóg o tym samym imieniu, „bóg chaosu i niszczycielskiej siły, wyzwalacz namiętności i szału bojowego , mistrz iluzji obeznany z tajemnicami okultyzmu”. Wotan, nordycki odpowiednik greckiego Dionizosa, „jest podstawowym atrybutem niemieckiej psychiki, irracjonalnym czynnikiem, który działa niczym tajfun na wysokie ciśnienie cywilizacyjne”.
12 Co więcej, wydanie autorstwa niemieckiego historyka Maksa Domarusa nie uwzględnia około tysiąca przemówień wyborczych wygłoszonych w latach 1920–1931, z których nie zachowały się żadne zapisy.
13 Jako przykłady można podać przemówienie z 12 września 1938 roku, wygłoszone na zakończenie kongresu w Norymberdze, wyraźnie mające na celu wywarcie międzynarodowej presji na kilka dni przed porozumieniami z Monachium, przemówienie z 28 kwietnia 1939 roku, w którym Hitler, ironicznie zwracając się do Roosevelta, obiecuje nie atakować trzydziestu krajów (w tym Polski, Francji, Belgii, Holandii, Luksemburga), czy jego apel z 19 lipca 1940 roku o natychmiastowe zawarcie pokoju z Wielką Brytanią. Był to bez wątpienia jego największy blef, ponieważ w chwili, gdy przemawiał, Hitler przygotowywał się do rozpoczęcia operacji „Adler” (niemieckiej ofensywy powietrznej mającej na celu zniszczenie angielskiego lotnictwa) – preludium do operacji „Seelöwe”, czyli lądowej inwazji na Wielką Brytanię. Plan ten porzucił dopiero po rozbiciu Luftwaffe przez RAF w sierpniu 1940 roku.
14 Jednym z najlepszych przykładów tej metody jest pseudowywiad udzielony przez Hitlera Philippe’owi Barrèsowi. Barrès rzeczywiście spotkał się z Hitlerem w Norymberdze podczas zjazdu NSDAP w 1934 roku. Jego wywiad został opublikowany przez „Le Matin” 10 września, ale wbrew temu, co sugeruje tytuł _En tête à tête avec Hitler_ , zawierał jedynie dwa cytaty z Führera, bez większego znaczenia. Jeden dotyczył pierwszego publicznego zjazdu w Norymberdze, wówczas opanowanej przez komunistów, „piętnaście lat wcześniej” (czyli według niego w 1919 roku, co nie wydaje się zgodne z prawdą, ponieważ wówczas NSDAP jeszcze nie istniała, a on wyraźnie to cytuje). Drugi był niemal dosłownie zaczerpnięty z _Mein Kampf_: „Widzi pan, trzeba umieć rozmawiać z ludźmi. Większość ludzi jest prosta. Trzeba ich zwyczajnie dla siebie pozyskać. Zawsze wiem, z kim mam do czynienia, i mówię do osoby, która przede mną stoi. Wartość mówcy można zmierzyć tylko w jeden sposób – przez jego skuteczność”.
15 Dziennik „L’ami du peuple”, założony w 1928 roku przez perfumiarza François Coty’ego, w 1934 roku został wykupiony przez agencję Havas. W 1930 roku jego nakład osiągnął rekordowe 80 tysięcy egzemplarzy. Ulubionym tematem była walka z imigracją, co czyniło z dziennika nośnik hitlerowskiej polityki wewnętrznej.
16 „Je suis partout”, tygodnik o nieskończenie wyższej jakości redakcyjnej i literackiej od „L’ami du peuple”, który jednak nie wahał się rozpowszechniać fałszywych wiadomości, został założony w 1930 roku przez redaktorów w większości wywodzących się z Action Française (jak Pierre Gaxotte, Robert Brasillach, Lucien Rebatet, Claude Jeantet, Bernard de Vaulx), ale – w przeciwieństwie do Maurrasa – opowiadających się za porozumieniem z Hitlerem.