Facebook - konwersja
Obrazki z życia - Ebook (Książka EPUB) do pobrania w formacie EPUB
Pobierz fragment

Obrazki z życia - ebook

Format ebooka:
EPUB
Format EPUB
czytaj
na czytniku
czytaj
na tablecie
czytaj
na smartfonie
Jeden z najpopularniejszych formatów e-booków na świecie. Niezwykle wygodny i przyjazny czytelnikom - w przeciwieństwie do formatu PDF umożliwia skalowanie czcionki, dzięki czemu możliwe jest dopasowanie jej wielkości do kroju i rozmiarów ekranu. Więcej informacji znajdziesz w dziale Pomoc.
Multiformat
E-booki w Virtualo.pl dostępne są w opcji multiformatu. Oznacza to, że po dokonaniu zakupu, e-book pojawi się na Twoim koncie we wszystkich formatach dostępnych aktualnie dla danego tytułu. Informacja o dostępności poszczególnych formatów znajduje się na karcie produktu.
, MOBI
Format MOBI
czytaj
na czytniku
czytaj
na tablecie
czytaj
na smartfonie
Jeden z najczęściej wybieranych formatów wśród czytelników e-booków. Możesz go odczytać na czytniku Kindle oraz na smartfonach i tabletach po zainstalowaniu specjalnej aplikacji. Więcej informacji znajdziesz w dziale Pomoc.
Multiformat
E-booki w Virtualo.pl dostępne są w opcji multiformatu. Oznacza to, że po dokonaniu zakupu, e-book pojawi się na Twoim koncie we wszystkich formatach dostępnych aktualnie dla danego tytułu. Informacja o dostępności poszczególnych formatów znajduje się na karcie produktu.
(2w1)
Multiformat
E-booki sprzedawane w księgarni Virtualo.pl dostępne są w opcji multiformatu - kupujesz treść, nie format. Po dodaniu e-booka do koszyka i dokonaniu płatności, e-book pojawi się na Twoim koncie w Mojej Bibliotece we wszystkich formatach dostępnych aktualnie dla danego tytułu. Informacja o dostępności poszczególnych formatów znajduje się na karcie produktu przy okładce. Uwaga: audiobooki nie są objęte opcją multiformatu.
czytaj
na tablecie
Aby odczytywać e-booki na swoim tablecie musisz zainstalować specjalną aplikację. W zależności od formatu e-booka oraz systemu operacyjnego, który jest zainstalowany na Twoim urządzeniu może to być np. Bluefire dla EPUBa lub aplikacja Kindle dla formatu MOBI.
Informacje na temat zabezpieczenia e-booka znajdziesz na karcie produktu w "Szczegółach na temat e-booka". Więcej informacji znajdziesz w dziale Pomoc.
czytaj
na czytniku
Czytanie na e-czytniku z ekranem e-ink jest bardzo wygodne i nie męczy wzroku. Pliki przystosowane do odczytywania na czytnikach to przede wszystkim EPUB (ten format możesz odczytać m.in. na czytnikach PocketBook) i MOBI (ten fromat możesz odczytać m.in. na czytnikach Kindle).
Informacje na temat zabezpieczenia e-booka znajdziesz na karcie produktu w "Szczegółach na temat e-booka". Więcej informacji znajdziesz w dziale Pomoc.
czytaj
na smartfonie
Aby odczytywać e-booki na swoim smartfonie musisz zainstalować specjalną aplikację. W zależności od formatu e-booka oraz systemu operacyjnego, który jest zainstalowany na Twoim urządzeniu może to być np. iBooks dla EPUBa lub aplikacja Kindle dla formatu MOBI.
Informacje na temat zabezpieczenia e-booka znajdziesz na karcie produktu w "Szczegółach na temat e-booka". Więcej informacji znajdziesz w dziale Pomoc.
Wydawnictwo:
Tłumacz:
ISBN:
978-83-7950-859-4
Język:
Polski
Rok wydania:
2020
Rozmiar pliku:
360 KB
Zabezpieczenie:
Watermark
Watermark
Watermarkowanie polega na znakowaniu plików wewnątrz treści, dzięki czemu możliwe jest rozpoznanie unikatowej licencji transakcyjnej Użytkownika. E-książki zabezpieczone watermarkiem można odczytywać na wszystkich urządzeniach odtwarzających wybrany format (czytniki, tablety, smartfony). Nie ma również ograniczeń liczby licencji oraz istnieje możliwość swobodnego przenoszenia plików między urządzeniami. Pliki z watermarkiem są kompatybilne z popularnymi programami do odczytywania ebooków, jak np. Calibre oraz aplikacjami na urządzenia mobilne na takie platformy jak iOS oraz Android.
5,25
Cena w punktach Virtualo:
525 pkt.

Obrazki z życia - opis ebooka

Zbiór opowiadań mistrza pióra Mikołaja Gogola. Wszystko, co tworzył Gogol, miał z własnych spostrzeżeń lub ze słyszenia. „Nigdy nic nie utworzyłem z wyobraźni – powiadał sam autor– nie posiadałem tej właściwości. To tylko dobrze się w dziełach moich przedstawiało, com wziął z życia rzeczywistego, z faktów mi znanych. Odgadywać człowieka mogłem tylko wówczas, gdym miał przed sobą najdrobniejsze szczegóły jego zewnętrzności. Nigdy jednak nie malowałem portretu w znaczeniu prostej kopii. Tworzyłem portret, ale tworzyłem wskutek rozmyślania, a nie wyobrażania. Im więcej rzeczy brałem pod rozmysł, tym utwór stawał się wierniejszy, prawdziwszy. Musiałem wiedzieć daleko więcej niż którykolwiek inny pisarz, bo gdym tylko jakie szczegóły pominął, nie wziął pod rozmysł, to fałsz występował w pracy jaskrawiej niż u kogo innego... Dotychczas (tj. do r. 1847) wyobraźnia nie obdarzyła mnie ani jednym godnym uwagi charakterem i nie utworzyła, ani jednej takiej rzeczy, której by wzrok mój nie zauważył gdzie bądź w naturze... Mam taki umysł jak większa część Rosjan, tj. zdolny raczej do wnioskowania, aniżeli do wynajdowania”. Geneza więc trzech wybranych tu obrazków tkwi wyłącznie w bezpośredniej obserwacji, dokonanej przez autora.

FRAGMENT KSIĄŻKI

Życie i twórczość Mikołaja Gogola.

Znakomity pisarz rosyjski pochodził ze starego rodu ukraińskiego Hoholów, z którego w XVI wieku wsławił się Jonasz, władyka piński i turowski, zwolennik unii religijnej, a w XVII Ostap, pułkownik kozacki, obdarzony szlachectwem polskiem przez Jana Sobieskiego na sejmie koronacyjnym r. 1676. Wnuk właśnie tego Ostapa, Jan, wychowaniec Akademii kijowskiej, wyniósłszy się z granic Rzeczypospolitej, osiadł w guberni połtawskiej pod panowaniem rosyjskiem, a od jego imienia dalsze potomstwo wzięło przydomek Janowskich. Wnukiem znów Jana, już prawosławnym, był pisarz łubieńskiego pułku kozaków Atanazy (Afanasij), który w dokumencie urzędowym napisał, że przodkowie jego pochodzili „z polskiej nacyi”. Umiał on tak cudnie opowiadać o dawnych czasach, o walkach kozaków z Lachami, o wolnej kozaczyznie, o czarodziejach i dyabłach, że słuchano go z tchem zapartym, nie ruszając się z miejsca. Synem jego był Bazyli (Wasyl), urzędnik pocztamtu, asesor kolegialny, „Małorusin typowy, równie z rodu jak z charakteru, z mowy i z głowy, wesoły, dowcipny, oczytany, gawędziarz niezrównany i zdolny pisarz”. Założona przezeń wieś Wasylówka, „stanowiła ognisko życia towarzyskiego całej okolicy, gdzie podczas rozmaitych festynów urządzał nieraz i widowiska teatralne, na których odegrywano najprzód świeżo wyszłe komedye małoruskie Kotlarewskiego: Natałka Połtawka i Moskal Czariwnik, a potem jego własne: Pies-owca i Prostak”. Czasami dyrygował on także teatrem domowym swego sąsiada w Kibińcach, małoruskiego magnata Troszczyńskiego, spowinowaconego z sobą przez żonę, i sam występował na nim we własnych komedyach. Żonaty był z Maryą Kosiarowską, niewiastą nieukształconą, z żywym umysłem, wielce pobożną, wielce przywiązaną do cerkwi prawosławnej, lecz zakładającą pobożność przeważnie na zachowywaniu i spełnianiu całej formalistyki obrzędowej.

Takich to rodziców miał Mikołaj, urodzony we wsi Soroczyńcach, na granicy powiatu połtawskiego i mirogrodzkiego, 19 (31) marca 1809 roku. Już w dzieciństwie przejął się głębokiem uczuciem religijnem i wielkiem przywiązaniem do stron swoich rodzinnych, do Ukrainy, do jej kozackiej przeszłości, o której tyle się nasłuchał od swego dziadka, owego wielce utalentowanego opowiadacza. Poznał też wówczas zarówno życie chłopskie, kiedy się rodzice osiedlili w Wasylówce, jak i pańskie, bywając z nimi to na imieninach Troszczyńskiego, to na przedstawieniach teatralnych, w których brali udział i poddani także chłopi, to wogóle na wszelakich zabawach, bo w Kibińcach życie wydawało się nieustającą uroczystością: muzyka, tańce, obiady, kolacye, zwabiały mnóstwo gości. Chłopcu wydawał się pięknie urządzony dwór Troszczyńskiego zaczarowanym zamkiem.

Mając lat 10, został Mikołaj oddany do gimnazyum w Połtawie, ale niebawem gdy w czernihowskiej gubernii, w Nieżynie otwarto nowy zakład naukowy (liceum), pojechał do niego i Gogol, a przebywał w nim od maja 1821 r. do czerwca 1828 jako pensyonarz. Chłopiec chorowity, niezbyt pilny, skłonny do figlów i drwin z towarzyszy, przez czas długi nie wywierał miłego wrażenia ani na rówieśników, ani na starszych, uważających go za błazna, niechluja i leniwca. Otoczenie jednak i warunki życia nazwać należy szczęśliwymi. Dzieci miały dużo swobody, mogły bawić się wspólnie, urządzać teatr amatorski i tp. Pod względem naukowym niewiele, co prawda, korzystały; większość, użytkując z nadzwyczajnej wolności i pobłażliwości, przepędziła lata szkolne bez widomych wyników umysłowych, i wyjątkowo tylko zdolniejsi i do pracy duchowej skłonniejsi wyrobili się na jednostki wybitne. Gogol z początku zadowalał się żartami i figlami, zwłaszcza nadawaniem towarzyszom śmiesznych przezwisk, potem zaczął namiętnie rysować, trochę czytać, wreszcie zapalił się do przedstawień scenicznych, sam w nich grywał znakomicie starców i staruszki; przytem wydawał miesięcznik szkolny („Gwiazda”), który przeważnie sam zapełniał. W r. 1826 umiera mu ojciec; poważniejsze myśli zaczynają osiadać w jego głowie; myśl o własnej przyszłości i o losie rodziny skłania go do usilniejszej pracy, mianowicie w dziedzinie historyi i literatury; dawniejsza kostyczność przemienia się na zmysł krytyczny; Gogol wyśmiewa profesora literatury, dla którego największym poetą był Dierżawin, a Puszkin — godnym wzgardy; ostro gani w listach do matki liceum, w którem kończył kurs, prawie żadnej nie nabywszy wiedzy i tp. Przysiedziawszy fałdów, wchłonął niezbędną ilość wiadomości przepisaną dla kończących liceum, zdał ostateczny egzamin, pojechał, tak samo jak lat poprzednich, do rodziny na wieś; doczekał się tu w grudniu 1828 r. najbliższego swego kolegi i przyjaciela, A. Danilewskiego, i z nim razem puścił się do Petersburga.

Stolicę Rosyi wystawiał sobie w tak tęczowych, czarodziejskich barwach, że ażeby nie zepsuć żywego wrażenia, nie chciał wstąpić do leżącej na jego drodze Moskwy. Ale urocze rojenia nie sprawdziły się. Musiał mieszkać licho, odmówić sobie przyjemności wszelkich, nawet bywania w teatrze, chodzić przez całą zimę w letnim płaszczyku; listy polecające (między innemi i od Troszczyńskiego) na nic mu się nie zdały. Chciał wstąpić do teatru, ale jego piękny sposób czytania, wolny od afektacyi, nie podobał się ówczesnym krytykom teatralnym i Gogol musiał dać pokój scenie. Wydrukował sielankę wierszowaną: „Hans Küchelgarten”; krytyka obeszła się z nią surowo i biedny autor musiał palić jej egzemplarze. Niepokój wewnętrzny, żądza poznania świata szerszego, powzięta jeszcze w Nieżynie porwały go nagle za granicę w r. 1829, lecz zaledwie obejrzał Lubekę i Hamburg, taka go opanowała tęsknota, że czemprędzej wrócił do Petersburga, gdzie otrzymał nędzną posadę w zarządzie apanażów. Zauważywszy wśród Petersburszczan pewne zajęcie się rzeczami ukraińskiemi, postanowił wyzyskać to, co słyszał niegdyś od dziadka i co sam widział; ale nie poprzestając na tem, rozpisał listy do matki i znajomych, by zbierali i przysyłali mu materyały, odnoszące się do minionego i obecnego bytu Małorosyi. Zawiązał przytem stosunki literackie, zaczął w czasopismach drukować pierwsze swe artykuły i poznajomił się osobiście z kilku pisarzami, jak: Delwigiem, Żukowskim i Pletniewem. Ten ostatni zajął się nim po ojcowsku; wyrobił mu miejsce nauczyciela historyi w Instytucie Patryotycznym, gdzie był inspektorem; wystarał mu się w kilku magnackich domach o lekcye, zaznajomił go z największym poetą rosyjskim, Aleksandrem Puszkinem, który go nadzwyczajnie polubił. Gogol znalazł się tedy wśród najwyższych sfer świata literackiego, a równocześnie zawiązał stosunki obszerne w innych sferach, mianowicie zaś z piękną damą dworu Rosset (późniejszą panią Smirnową), która równie jak on rozkochaną była w Ukrainie.

W r. 1831 ogłosił Gogol pod pseudonimem Rudego Pańka, pierwszy tom swoich „Wieczorów na futorze koło Dikańki” (Wieczera na chutorie bliz Dikańki) i odrazu zdobył sobie rozgłos wśród czytelników oraz uznanie krytyki. Jeżeli w naszej literaturze ukazały się najprzód idealizowane przez Bohdana Zaleskiego obrazy przeszłości ukraińskiej; to w rosyjskiej wpierw się pojawiły zarysy spółczesnego życia ukraińskiego zarówno w powszednich, codziennych, a nawet trywialnych jego przejawach, jak i w tem, co w niem było poetycznego, a co się znamionowało bujnością, awanturniczością, siłą i przebiegłością. Zarówno stosunki realne, jak wyobrażenia o świecie nadzmysłowym, o związkach z dyabłem, zarówno trzeźwość myśli, jak najzabawniejsze przesądy i zabobony znajdowały w tych obrazkach i opowiadaniach wyraz pełen świeżości. Ale najpiękniej odtworzył Gogol urok przyrody ukraińskiej w powiastce p. t. „Noc majowa”. — Niebawem w roku następnym (1832) ukazał się tom drugi „Wieczorów”, a w nim prześliczny opis „Nocy przed Bożem Narodzeniem”. W tymże tomie znajduje się także opowiadanie z życia dawnej kozaczyzny p. t. „Straszna zemsta”, w której po raz pierwszy u Gogola przejawiła się niechęć do Polaków w karykaturalnem przedstawieniu zarówno ich postaci jak i mściwych uczuć. Poprzednio uwydatniał raczej przeciwieństwo Ukraińców do Moskali, często powtarzając takie ludowe zestawienia pojęć, że co „przeklęty Moskal” to „złodziej” lub „czart”; teraz jaskrawo uwydatniał wzajemną nienawiść kozaka i Lacha, upatrując jej przyczyny w pogardzie wiary prawosławnej i w ucisku chłopów ukraińskich. Bardzo być może, iż powstanie listopadowe, jak u Puszkina, tak i u Gogola przyczyniło się do obudzenia czy ożywienia niechęci względem Polaków. Pomijając atoli tę stronę utworu, wyznać należy, iż „Straszna zemsta”, przeważnie treści fantastycznej, piękną nazwać się nie może; jest w niej wydwarzanie poetyckie, dalekie od prostoty i naturalności innych obrazków, z życia spółczesnego przez Gogola nakreślonych; tonem i stylem najbardziej się zbliża do „Powieści kozackich” Michała Czajkowskiego, dawniej wielbionych, dziś zapomnianych.

Za dalszy ciąg „Wieczorów” uważał Gogol zbiór opowiadań wydanych r. 1835 w dwu tomach p. t. „Mirgorod”. Istotnie i one są wzięte wyłącznie z życia ukraińskiego. Mieści się tu mianowicie jedno z drobnych arcydziełek p. t. „Staroświeccy obywatele”, oraz wielce przez Ukraińców, a nawet Rosyan ceniona powieść (a jak oni powiadają) epopeja kozacka p. t. „Taras Bulba”. Epopei tej atoli brak głównej zalety tj. bezstronności w obrazie stron walczących; całe światło skierowano tu na kozaków, a wszystkie cienie na Lachów; nie zyskuje na tem malowidło nie tylko artystycznie, lecz nawet pod względem uczucia chluby narodowej, boć jeżeli Polacy tak łatwo dawali się pobić kozakom, to cóż za sława dla zwycięzców?... Należy prócz tego zaznaczyć, że w pierwotnem opracowaniu „Tarasa Bulby” nie było tych szerokich, stylem epicznym kreślonych obrazów bitew, jakie znalazły się w póżniejszem, dwa razy niemal dłuższem, którego dokonał autor między r. 1839 a 1842 do pierwszego zbiorowego wydania dzieł swoich.

Staraniem przyjaciół, a mianowicie Żukowskiego i Puszkina, otrzymał Gogol r. 1834, choć nie miał stopnia naukowego, katedrę historyi wieków średnich w uniwersytecie petersburskim. Dostatecznego ku temu przygotowania nie posiadał, a co gorsza, zajęty pracami literackiemi, nie starał się nawet należycie przygotowywać na lekcye; sądząc, że urokiem stylu, świetnemi porównaniami i niespodzianemi zestawieniami wielkich zdarzeń zdoła zastąpić dokładną znajomość przedmiotu. Oczywiście zawiódł się okropnie; studenci odczuli, jeżeli nie zrozumieli, pustkę pod wspaniałymi frazesami, i zaczęli podżartowywać z profesora i jego powieściowego stylu; profesor zaczął opuszczać lekcye; a że właśnie wtedy podwyższono wymagania od profesorów pod względem naukowym, Gogol musiał się podać do dymisyi, a równocześnie utracił także lekcye w Instytucie Patryotycznym.

Trzeba się było utrzymywać z pisania. Temata małoruskie już się przejadły; wypadło korzystać ze spostrzeżeń porobionych w Petersburgu, oraz z tych pobieżnych studyów, jakie poczynić musiał profesor dla swoich wykładów. Z takiego to materyału powstały dwa tomy „Arabesek” ogłoszone w 1835 roku. Mieściły się tu rzeczy wielce różnorodnej wartości: rozprawki o rzeźbie, malarstwie, budownictwie, muzyce, o wiekach średnich, o wykładzie uniwersyteckim historyi, o wędrówce narodów, o geografii, o pieśniach małoruskich; a obok powiastki takie, jak „Portret”, „Newski Prospekt”, wreszcie najlepszy z całego zbioru obrazek p. t. „Dziennik obłąkanego”.

„Arabeski” nie mogły podnieść sławy Gogola, ale wzmogło ją przedstawienie satyrycznej komedyi „Rewizor” w r. 1836. Pomysł do niej poddał Gogolowi Puszkin; obrobienie pomysłu przewyższało pod względem siły komicznej wszystko, co do owego czasu w tym rodzaju znajdowało się w literaturze rosyjskiej, przewyższało także wszystkie sceny śmieszne, jakie do owego czasu kreślił sam Gogol. Krytyka istniejących stosunków Rosyi, mianowicie wśród urzędników, ich nieuctwo, zmateryalizowanie, przekupstwo, wzajemne podstawianie sobie stołka tak jaskrawo, z takiem satyrycznem zacięciem odmalował autor, że w rozwoju komedyi rosyjskiej stworzył nowy okres. Cesarz Mikołaj, u którego wyproszono przedstawienie „Rewizora”, będąc na niem, miał powiedzieć: „Oto sztuka! wszystkim się dostało, a najwięcej mnie samemu” — oczywiście dlatego, że się rozwijać owej zarazie dozwolił. Wraz z powodzeniem atoli literackiem i scenicznem, pojawiło się straszne oburzenie ze strony tych, co się czuli satyrą dotknięci; starano się nawet o zakazanie przedstawień. Żeby się uwolnić od tych ukłóć i intryg, Gogol postanowił wyjechać za granicę i zamiaru tego dokonał w lipcu 1836, puszczając się w podróż wraz ze swym przyjacielem Danilewskim. Przebywał kolejno to w Niemczech, to w Szwajcaryi, to w Paryżu, gdzie w r. 1837 doszła go bolesna wieść o śmierci Puszkina w pojedynku; wieść ta wywarła na nim nigdy niezapomniane wrażenie i była może tą okolicznością, o której później często napomykał, że go ostatecznie zwróciła do poważnego zastanowienia się nad celem życia i poprowadziła następnie do głębokiego przejęcia się duchem ewangelii i mistycznych poglądów. Z Paryża udał się do Włoch, napawając się dziełami sztuki. Zamieszkawszy w Rzymie, bywał u księżnej Wołkońskiej, znanej dobrze z życiorysu Mickiewicza. Księżna przeszła już wtedy na katolicyzm i chętnie przyjmowała Polaków kształcących się na księży, mianowicie Hieronima Kajsiewicza i Piotra Semenenkę, przyszłych twórców zakonu Zmartwychwstańców. Na jednym z obiadów (17 marca 1838) u księżnej, oprócz tych dwu Polaków, znajdował się i Gogol. Z rozmowy wielce się im podobał. Semenenko tegoż dnia pisał o nim w liście do Bogdana Jańskiego: „Szlachetnego jest serca, przytem młody i głębiej z czasem tknięty, może też i na prawdę nie będzie głuchy i duszą całą do niej się obróci. Tę ma nadzieję księżna i myśmy się dziś nieco utwierdzili. Naturalna, żeśmy o Słowiańszczyznie rozprawiali. Pokazał się wcale bez przesądów, ba, nawet może tam w głębi bardzo czysta tkwi dusza. Umie po polsku, to jest czyta. Gadaliśmy długo o Nieboskiej komedyi i o Tadeuszu... Z tego pokazuje się, żeby wcale rzecz była użyteczna, gdybyśmy mieli i Mickiewicza i Nieboską komedyę z Irydionem i Mochnackiego. A po co tego ostatniego? Owo mówił nam, że czyta Mierosławskiego i że mu się podoba, wyjąwszy namiętność i przesadę. Więc my mu o Wrotnowskim i Mochnackim, — ostatniego szczególniej dla języka i stylu. I to go właśnie ujęło, bowiem chciałby się przejąć mocą polskiego języka”. A dnia 17 kwietnia pisali Semenenko i Kajsiewicz: „Onegdaj Gogol nas odwiedził, my jego nazajutrz. Mieliśmy u niego biesiadę słowiańską. Co za czysta dusza! Można do niego z Panem powiedzieć: Niedalekiś Królestwa Bożego. Gadaliśmy szeroko o wspólnej literaturze. Dziwne nam zrobił wyznanie; w prostocie bowiem serca przyznał się, że mu język polski daleko dźwięczniejszy się wydaje od ruskiego. Długo — powiada — o tem się przeświadczałem, starałem zupełnie stać się obojętnym, i nareszcie tak mi się wydało. Sam dodał: Wiem, że powszechnie inaczej powiadają, szczególniej w Rosyi to przyjęto, ale niemniej mi się wydaje prawdą to, co mówię. Dla Mickiewicza z największem poważaniem”.

Przez kilka tygodni widywali się ze sobą często; Polacy mieli nadzieję pozyskania Gogola dla katolicyzmu. Z przyjemnością zapisywali wyrzeczone przezeń słowa o Polsce i Rosyi; widać z nich, że w autorze „Rewizora” odbywał się dziwny ferment. I tak 12 maja pisali nasi seminarzyści: „Z Gogolem bardzośmy się za łaską bożą porozumieli. Dziwna! wyznał, że Moskwa jest rózgą, którą ojciec karze dziecko, a potem łamie, — i wiele, wiele innych, pełnych pociechy rzeczy”. A 25 maja: „Gogol jak najlepiej... Mówił nam za rzecz szczególniejszą o odmianie, jaka zaszła w umysłach moskiewskich w dwóch leciech ostatnich. Oficerowie lejbgwardyi, tu przebywający, przed dwoma laty entuzjaści rosyjscy, dziś niepodobne rzeczy na cara wymyślają, ci właśnie, którzy są osypani honorami, przywilejami, dobrodziejstwy. I to dziwna ta otwartość, która panuje między Moskalami, w Paryżu ostrożniejsi demagodzy, niż tamci niezadowoleńcy. Zajmuje się historyą ruską Gogol. I w tem bardzo ma myśli jasne. Widzi to dobrze, że niema pierwiastku, coby wiązał to niekształtne gmaszysko. Z góry napiera przemoc, ale niema wewnątrz ducha. I za każdym razem wykrzyka: U was, u was co za życie! Po upadku tyle mocy! Cios, który miał zniszczyć, podniósł i ożywił. Co za ludzie! co za literatura! co za nadzieje! To rzecz nigdy niesłychana!”

Trwałości jednak te stosunki z Polakami nie nabrały i niebawem Gogol wystąpił jako gorący wielbiciel prawosławia. Z Mickiewiczem i Zaleskim poznał się Gogol osobiście, ale kiedy, niepodobna oznaczyć dokładnie, bo daty, podawane przez biografów, nie zgadzają się ani z sobą, ani z okolicznościami życia wszystkich trzech poetów.

W drugiej połowie r. 1839 odwiedził Gogol Rosyę, a zaciągnąwszy za pośrednictwem przyjaciół znaczną pożyczkę, wrócił do Rzymu. Dwa razy w ciągu r. 1840 ciężko chorował, a każde wyzdrowienie poczytywał za cudowne ocalenie od śmierci, zesłane przez Opatrzność na to, by on przyszłemi dziełami mógł przynieść pożytek ludzkości w sposób wznioślejszy, czyli, jak sam się później wyraził, by „wyśpiewać jakiś hymn na cześć piękna niebieskiego”. Pracował usilnie nad rozpoczętem jeszcze w r. 1835 z pomysłu Puszkina dziełem p. t. „Dusze zmarłe” (Miortwyja duszi), których tom pierwszy ukończył w roku 1841, a zmuszony potrzebą, postanowił go wydrukować, choć go jeszcze za zupełnie wykończony nie poczytywał. Utwór ten nazwał Gogol „poematem” prawdopodobnie dlatego, że pierwiastkowi lirycznemu nieraz w nim folgował, już to bolejąc nad zatratą swojej dawniejszej świeżości, już to zawodząc hymny na cześć Rosyi, jako ojczyzny bohaterów, mającej przed sobą najświetniejszą przyszłość. W gruncie atoli rzeczy jest to wielka satyra społeczna, daleko rozleglejsza od „Rewizora” i daleko głębiej sięgająca w samą rdzeń stosunków społecznych w Rosyi. Nikt przed Gogolem nie odmalował tak przerażająco lichoty życia rosyjskiego. Karyerowiczostwo, łapownictwo, chęć zdobycia grosza za jakąbądź cenę, aby go bezmyślnie gromadzić, żyjąc jak żebrak, albo też by go rozpraszać na użycie w bardzo ordynarny czy wykwintny sposób; myślenie tylko o sobie bez pamięci na innych, bez poczucia ogólniejszych narodowych spraw i zadań, a w najlepszym razie zachowując bierną uczciwość, zadawalanie się pięknie brzmiącymi frazesami o dobru, obowiązku i cnocie: oto cechy główniejsze, jakie ukazał nam Gogol, przeglądając wraz z swym bohaterem olbrzymie przestrzenie Rosyi. Bohater ten, Paweł Czyczykow, to uosobienie energii i przewrotności, rozwijanych od dzieciństwa celem zdobycia majątku. Bywał już niekiedy u szczytu marzeń, ale niepohamowana chciwość, nie pozwalająca mu wstrzymać się w porę, spychała go na dno. Ostatecznie postanowił wyłudzać lub kupować poddanych, którzy już wprawdzie pomarli, ale którzy jeszcze w spisach urzędowych, co pewien czas jeno sporządzanych, figurowali jako żyjący, i od których dziedzice płacili podatki. Wprawdzie nawet za czasów poddaństwa w Rosyi nie można było sprzedawać „dusz” (tj. poddanych) bez ziemi, ale i na to znalazł się sposób; kupione „dusze” można było przeprowadzić na inne miejsce i tam je osadzić (nazywało się to sprzedawać i kupować dusze na „wywód”). Czyczykow, objeżdżając Rosyę dla nabycia „dusz zmarłych”, dał sposobność Gogolowi do nakreślenia całego szeregu charakterów i sytuacyj. Jest to zatem wspaniała galerya nadzwyczaj plastycznie odmalowanych postaci z całą potęgą zmysłu spostrzegawczego i dowcipu satyrycznego.

Gdy wyszedł pierwszy tom „Zmarłych dusz” (1842) z druku, posypały się na autora tak samo jak po „Rewizorze”, tylko z innych warstw, złorzeczenia i obelgi za spotwarzanie spółziomków. Gogol sam czuł i wiedział, że satyryczny jeno obraz stosunków wystarczyć nie może, iż trzeba było wyprowadzić na jaw dobre, dodatnie strony życia, stworzyć kilka przynajmniej osobistości, któreby się stały wcieleniem przepowiedni, że obszary Rosyi dają pole najdogodniejsze do wykazania duszy bohaterskiej. Ale równocześnie czuł, że bez wzoru żywego nie zdoła utworzyć takiego bohatera. Domyślał się, że on istnieć musi, tylko niedostateczna znajomość całej Rosyi nie pozwala pisarzowi dojrzeć go i odmalować. Więc wzywał wszystkich, a zwłaszcza ludzi praktycznemi sprawami zajętych, by mu przysyłali uwagi swoje nad pierwszym tomem „Dusz zmarłych”, czy to ku potwierdzeniu, czy ku obaleniu mniemań tam wyrażonych; chciał bowiem poznać życie rosyjskie jaknajwszechstronniej i faktami poprzeć swój domysł o istnieniu obywateli, szerzej i głębiej pojmujących zadania życia jednostkowego i państwowego. Odezwy jego atoli wywoływały tylko uśmiech lub drwiny; pożądanych przezeń materyałów o życiu rzeczywistem rosyjskiem nie otrzymywał. Musiał więc czerpać z wnętrza własnego. Trzeba siebie udoskonalić — pomyślał — by stworzyć bohatera dodatniego. Ta myśl ściśle się zespoliła z nurtującem już duszę jego od lat kilku uczuciem religijnem i poprowadziła go do podobnego nastroju, jaki w tym samym czasie pogłębiał się w duszy Mickiewicza i innych, za zewnętrzną pobudką Towiańskiego. Szło mianowicie o ścisłe stosowanie zasad ewangelicznych w życiu, szło o takie zespolenie się z Bogiem, by w modlitwie szukać natchnienia i odpowiedzi na wszelkie pytania i postępować według wskazówek ducha bożego, osiągniętych w ekstazie...

Zatapiając się coraz bardziej w myśli udoskonalenia wewnętrznego od czasu powrotu do Rzymu w końcu r. 1842, pozyskawszy dla swoich poglądów dawną swoją znajomą Smirnową, z nią Gogol najwięcej przestawał czy to w Rzymie czy w Nicei. Nad drugim tomem „Dusz zmarłych” pracował pilnie, usiłując w nim nakreślić parę postaci dodatnich; ale po pięciu prawie latach mozolnej roboty, uznał to obrobienie za słabe i spalił je w r. 1845, przygotowując się do spowiedzi wielkanocnej w Stutgardzie. Wziął się natomiast do przeglądania korespondencji swojej o różnorodnych zagadnieniach, wydobył z niej to, co odpowiadało ówczesnemu jego nastrojowi religijnemu, a przerobiwszy i dopełniwszy, wydał w r. 1846 „Wybór listów do przyjaciół” (Wybrannyja miesta iz pierepiski s druzjami). Książką tą ściągnął na siebie gromy dawniejszych swych wielbicieli, którzy z bólem i wstrętem zaczęli go uważać za wstecznika, nieprzyjaznego cywilizacji europejskiej i oświeceniu ludu, za pietystę i mistyka, gardzącego zdobyczami wiedzy i całym ruchem myśli nowożytnej, za pysznego proroka, depcącego wszystkich, za waryata wreszcie. Te zarzuty, w znacznej części zgoła nieuzasadnione, bo oparte na dowolnie wyrwanych z tekstu ustępach, straszliwie zabolały Gogola. Napisał „Spowiedź autorską”, w której starał się oczyścić z dotkliwych napaści i wypowiedzieć myśl swą o udoskonaleniu wewnętrznem jaknajjaśniej. Zrobił tu atoli straszne wyznanie, iż nie czuł już w sobie zdolności do tworzenia dzieł artystycznych. Mimo to pracował wciąż nad nowem obrobieniem drugiego tomu „Dusz zmarłych”, nie ustając w swoich ćwiczeniach pobożnych. W początkach r. 1848 odbył podróż do Ziemi Świętej, bo żyjąc w ciągłej obawie śmierci, chciał się do niej należycie przysposobić i mniemał, że modlitwa u grobu Chrystusa przyniesie mu ukojenie. I tu spotkał go zawód. Nie znalazł wymarzonych przez siebie stosunków; z przestrachem zauważył, że wrażenia, doznane w Palestynie, nadzwyczaj dalekiemi okazały się od tych, jakich pragnął gorąco.

Za powrotem do Rosyi osiadł w Moskwie, skąd niekiedy wyjeżdżał do majątku pani Smirnowej (w gub. kałuskiej), na Ukrainę i do Odessy. Ostatnie lata i pod fizycznym i pod moralnym względem były dla niego szeregiem katuszy. Drugi tom „Zmarłych dusz” w ponownem obrobieniu spalił nakrótko przed zgonem. Zmarł dnia 21 lutego (4 marca) 1852 roku w Moskwie.

Znaczenie Gogola w dziejach literatury rosyjskiej polega na tem, że on pierwszy zobrazował życie rosyjskie w sposób realistyczny, że odtwarzał to, co istniało naprawdę czy to w dziedzinie stosunków powszednich, czy też w sferze wyobraźni, mianowicie ludowej (przesądy, zabobony, podania o czarownikach, upiorach, dyabłach). Przed nim, twórca kierunku romantycznego, Aleksander Puszkin, dopiero pod koniec swej działalności wejrzał pilniej w przejawy życia rzeczywistego, lecz jego wysoki polot poetycki nie dozwalał mu nawet wtedy zniżyć się do drobiazgów, pchając go zawsze do kreślenia pewnych niezwykłych wypadków, pewnych niecodziennych ludzi. Gogol, z natury umysłu swego, mało mógł sam wymyśleć, lecz za to doskonale umiał się przejąć widzianemi i słyszanemi rzeczami, dopełnić rysy, jakich nie zauważył, a dopełnić tak, że każdy musiał uznać ich psychologiczną konieczność. Miał on fantazyę nie twórczą w najwyższem znaczeniu tego wyrazu, tylko dopełniającą, ale rozwiniętą tak bujnie, że za twórczą uchodzić mogła. Spostrzegawczość nadzwyczaj bystra, wrażliwość niemal chorobliwa, spółczucie psychologiczne nader żywe i nader wyrobione, zdolność plastyczna niesłychana, a przy tem dowcip i humor niepospolity: oto znamiona talentu, nie genialnego wprawdzie, jak utrzymują krytycy rosyjscy, lecz do genialności zbliżonego, a w każdym razie niezmiernie silnego i samorodnego.

Na ten ostatni rys należy położyć nacisk. Ze wszystkich znakomitych pisarzy rosyjskich Gogol najmniej uległ wpływowi cudzoziemskiemu. Po części mała znajomość obcych języków, po części natura, odrzucająca od siebie wszystko, co się w niej samej nie zrodziło, sprawiły, że autor „Rewizora” i „Dusz zmarłych” pozostał zawsze w kręgu rodzimej przeważnie twórczości, ulegając, pod względem stylu, wpływowi nieraz podrzędnych nawet pisarzy, choć przedewszystkim wielbił Puszkina i Żukowskiego. Z obcych oddziałał nań fantasta niemiecki Hoffmann, jak to widać z opowiadań: „Portret”, „Nos” i pierwszej części „Newskiego Prospektu”. Gogol jest często podobny do Dickensa, ale to bynajmniej nie przez naśladowanie, bo Dickens był od niego młodszy i szkice swe zaczął ogłaszać później od niego. Humor też Gogola nie posiadał odrazu cech upodobniających go z humorem angielskim. Z początku był on niefrasobliwą jeno wesołością, zmieszaną z żartami i konceptami; później dołączyła się satyryczność dotkliwa; a w końcu dopiero nastąpiło uśmiechanie się przez łzy spółczucia dla wszystkiego, co biedne, nieszczęśliwe, uciśnione. Humor ten przejawił się najdobitniej w drobnych powiastkach i obrazkach; satyra — w obszerniejszych utworach („Rewizor”, „Dusze zmarłe”).

Ujemną stroną umysłu Gogola był brak głębszego wykształcenia naukowego. Nie można go nazwać płytkim i powierzchownym, mianowicie w dziełach wieku dojrzalszego; owszem podziwiać trzeba trafność spostrzeżeń psychologicznych, które go tak znakomicie wyróżniły od powieściopisarzy, mających na widoku głównie rysy zewnętrzne; bądźcobądź jednak widnokrąg myśli Gogola zakreśla się niezbyt wielkim promieniem; a niemożność harmonijnego wykończenia większej całości („Dusze zmarłe”), między innemi przyczynami, ma także i tę, że autor nie uświadamiał sobie należycie reform, niezbędnych dla rozwoju Rosyi, co oczywiście zostaje w ścisłym związku z głębszem rozwinięciem rozumu.OBRAZKI Z ŻYCIA.

I. STAROŚWIECCY OBYWATELE.

Bardzo lubię skromne życie tych odosobnionych właścicieli w zapadłych wioseczkach, których w Małorosyi zwykle zowią staroświeckimi, i którzy jak walące się domki na rysunkach, podobają się dla swej prostoty i zupełnego przeciwieństwa z nowym wymuszonym budynkiem, którego ściany jeszcze nie opłókane deszczem, dachy zieloną pleśnią nie pokryte, a pozbawiony tynku mur gankowy nie pokazuje swych cegieł czerwonych. Niekiedy lubię zejść na chwilę w sferę tego niezwykle odosobnionego życia, gdzie ani jedno życzenie nie przekracza granic częstokołu dworku niewielkiego, nie przechodzi płotu ogrodu pełnego jabłek i śliwek, nie sięga za wiejskie chatki, które go otaczają, pokrzywione, wierzbami, bzem i gruszami ocienione. Życie tych właścicieli takie ciche, takie ciche, że zapomnisz się na chwilę i zdaje ci się, że namiętności, żądze niepomiarkowane, dzieci ducha złego....................DZIENNIK OBŁĄKANEGO.

3. października.

Dnia dzisiejszego wydarzyła się nadzwyczajność. Wstałem bardzo późno, i gdy Mawra przyniosła mi oczyszczone buty, zapytałem ją, która godzina? Dowiedziawszy się, że już dawno wybiła dziesiąta, pośpieszyłem ubrać się co prędzej. Wyznam szczerze, że nie poszedłbym wcale do biura, wiedząc naprzód, jak kwaśną minę zrobi naczelnik naszego wydziału. On już od dawna robi mi uwagi.

— „Co to, bratku, u ciebie za groch z kapustą w głowie? Niekiedy rzucasz się jak kot zagorzały, a czasem tak rzecz zagmatwasz, że i sam szatan nie dojdzie ładu; w zatytułowaniu napiszesz małą literę, nie dasz daty i liczby”.

Przeklęta czapla! On pewno mi zazdrości, że siedzę w gabiniecie pana dyrektora i temperuję pióra dla Jego Ekscelencyi. Słowem, nie poszedłbym do biura, gdyby nie nadzieja widzenia się z kasyerem; a nuż uda się wyprosić u tego żyda choć cokolwiek naprzód z mojej pensyi. Oto stworzenie! Żeby on wydał kiedykolwiek komu naprzód za cały miesiąc pieniądze — Boże święty, raczej nastąpi sąd ostateczny! Proś, choć pęknij, choćbyś był w największej nędzy — nie da, ten siwy dyabeł! A tymczasem w domu własna jego kucharka bije go po twarzy....................
mniej..

BESTSELLERY