Facebook - konwersja
Przeczytaj fragment on-line
Darmowy fragment

  • nowość

Obudzić królewnę - ebook

Format:
EPUB
Data wydania:
1 kwietnia 2026
19,89
1989 pkt
punktów Virtualo

Obudzić królewnę - ebook

Bezrobocie zdarza się najlepszym, więc Yasie i Sodiemu również mogło się przytrafić. Przynajmniej chwilowo, gdyż z bezczynności wybawia ich młody kupiec, któremu zamarzyło się zostać księciem. A przecież od zawsze wiadomo, że najłatwiej zostać księciem, budząc magicznie uśpioną królewnę. Prawda? Prawda? Poznaj rodzinę Yudherthardere, najbardziej wygadanych krasnoludów w Krainie.

Ta publikacja spełnia wymagania dostępności zgodnie z dyrektywą EAA.

Kategoria: Fantasy
Zabezpieczenie: Watermark
Watermark
Watermarkowanie polega na znakowaniu plików wewnątrz treści, dzięki czemu możliwe jest rozpoznanie unikatowej licencji transakcyjnej Użytkownika. E-książki zabezpieczone watermarkiem można odczytywać na wszystkich urządzeniach odtwarzających wybrany format (czytniki, tablety, smartfony). Nie ma również ograniczeń liczby licencji oraz istnieje możliwość swobodnego przenoszenia plików między urządzeniami. Pliki z watermarkiem są kompatybilne z popularnymi programami do odczytywania ebooków, jak np. Calibre oraz aplikacjami na urządzenia mobilne na takie platformy jak iOS oraz Android.
ISBN: 9788398024327
Rozmiar pliku: 663 KB

FRAGMENT KSIĄŻKI

Obudzić królewnę

Barwny korowód parł ciasnymi uliczkami miasta. Ludzie tańczyli w uniesieniu, wywijali rękami, podrygiwali, podskakiwali w rytm ogłuszającej kakofonii dźwięków. Szyby w oknach domów drżały poruszone tupotem odzianych w chodaki stóp. Procesja zagłuszała wszystko inne. Jazgot bynajmniej nie przypominał tego, czym miał być z założenia. W paraliżującym hałasie trudno było rozróżnić słowa i określić czy wszyscy śpiewają ten sam utwór, czy każdy coś innego.

Idący z dala od tłumu, wysoki szczupły mężczyzna skrzywił się z niesmakiem i przyspieszył kroku. Chciał jak najszybciej dotrzeć do celu, żeby odnaleźć ukojenie w ciszy zamkniętych drzwi. Kiedy dojrzał niski budynek na końcu ulicy, z niejakim rozbawieniem pomyślał, że dom wygląda zupełnie jak jego właściciel. Brzydki, niski, acz rozłożysty, z czerwonym dachem i bluszczem oplatającym fasadę, jak włosy i broda Sodiego Yudherthardere. Gdyby jeszcze domostwo przeklinało w każdym zdaniu, byłoby zupełnie jak krasnolud.

Yasa roześmiał się cicho i wszedł do środka bez pukania.

– Znowu procesja, co? – Krasnolud stanął przy oknie i przyglądał się paradzie. – Czasami, kurwa, myślę, że to miasto nic nie robi, ino się modli. Toż bogowie chyba rzygają ich ciągłym nawoływaniem. Przynajmniej ci, co mają odrobinę słuchu.

Gość nie skomentował słów gospodarza.

– Obiad na stole, panie Yasa. Znowu polewka. Trza pomyśleć o jakiejś robocie, bo nam zasoby marnieją.

Yasa wyjął zza paska sakiewkę i rzucił ją na ławę obok Sodiego.

– Zabierajcie to – żachnął się krasnolud. – Przecie nie wezmę talarów od najmilejszego przyjaciela, co nie? Tak se inom mruknął. Toż nie mogę całymi dniami siedzieć w chałupie i drygębom się przyglądać. Ogłupieje od tych wrzasków albo, co gorsza, odkryję jakie powołanie i do monastyru wstąpię.

Mag uśmiechnął się nieznacznie.

– No dyć, macie rację. – Yudherthardere roześmiał się. – Nie ma takiego klasztoru, który byłby mnie godzien. No i w żadnym na pochędóżkę liczyć nie mogę… Nie sądziłem, że to powiem, ale brakuje mi królewskich piernatów, nawet z tymi durnymi żądaniami królówki… Gdzie by nas nie wysłała, zawsze przynajmniej dziewki czekały na powrocie. – Rozmarzył się na chwilę, ale zaraz skrzywił. – A tu w burdelu trzy talary za dupę. Trzy talary, niech im już wy tam wiecie co pryszczami się osypie! A od ludzi jednego biorą. W czymże ja gorszy jestem? Dogodzić takiej mogę i lepiej niż niejeden opasły kupiec. To mnie, kurwa, dopłacać powinny!

I z ogromnym żalem nad ową niesprawiedliwością zasiadł przy stole. Zamieszał w misie, wzdychając ciężko. Potem podniósł wzrok na gościa.

– No siadajcie, panie Yasa. Przepis na polewkę babka mi zostawiła. Lepszej nie ma w całej Krainie.

Właśnie gdy gość zamierzał przyjąć zaproszenie, chwilową ciszę przerwało walenie do drzwi.

– Kogoż niesie? – Krasnolud wstał, ale mag go uprzedził i otworzył drzwi.

Niewysoki chłopak, niezbyt urodziwy i z pierwszymi oznakami nadchodzącej otyłości na okrągłej twarzy z trudem łapał oddech, jakby biegł od dłuższego czasu. Na widok Yasy odetchnął z wyraźną ulgą.

– Nareszcie – wydyszał. – Tylem biegł za wami. Jużem myślał, że mi się nie uda.

– A wyście kto? – zapytał ostro krasnolud, jako że młodzian przypominał mu owych opasłych kupców, co to na każdej pannie dwa talary oszczędzają.

Chłopak ledwie na niego spojrzał.
mniej..

BESTSELLERY

Menu

Zamknij