Ocal moje serce - ebook
Natalii nie zostało wiele czasu. Doskonale o tym wie, dlatego chce wykorzystać każdą chwilę, która jej pozostała, i spędzić ją z rodziną oraz przyjaciółmi.
Jest w trzeciej klasie liceum, a właśnie teraz ma rozpocząć ścisłą współpracę ze szkolną drużyną koszykówki. Wszystko za sprawą projektu, nad którym ciężko pracowała rok wcześniej i który został wyróżniony przez dyrekcję. Dzięki fundacji zajmującej szczególne miejsce w jej sercu pomysł ma wreszcie zostać wcielony w życie.
Tylko czy Natalia podoła temu zadaniu, skoro sama odsunęła sport na dalszy plan? Nie będzie łatwo. Zwłaszcza że u jej boku pojawia się Kuba, choć przy nim wszystko wydaje się prostsze… przynajmniej do czasu. Bo przyjaciel brata to przecież zakazany owoc.
Tik-tak, tik-tak… Zegar nie przestaje tykać. Czas ucieka, a gra o życie właśnie się rozpoczęła. Czy znajdzie się dawca, który podaruje siedemnastoletniej dziewczynie zakochanej w książkach i koszykówce jeszcze trochę czasu? I czy Natalia zdąży przeżyć to, na co do tej pory nie miała odwagi?
Ta publikacja spełnia wymagania dostępności zgodnie z dyrektywą EAA.
| Kategoria: | Romans |
| Zabezpieczenie: |
Watermark
|
| ISBN: | 9788368657708 |
| Rozmiar pliku: | 1,3 MB |
FRAGMENT KSIĄŻKI
Codziennie pokazujesz mi, jak ogromną siłę masz w sobie.
Zainspirowałeś mnie do stworzenia tej historii…
Cieszę się, że jesteś moim tatą,
– Twoja Aneta
Kochani!
Oddaję w Wasze ręce moją trzecią powieść. Tym razem tematyka zupełnie inna, jednakże mam nadzieję, że książka przypadnie Wam do gustu.
Wszystko, co zostało przedstawione w powieści, to fikcja literacka. Jedynie objawy choroby i jej przebieg oparte są na faktach, za co już teraz bardzo dziękuję Beacie :)
Życzę udanej lektury!
Ściskam,
AnetaProlog
Kochacie życie?
Bo ja TAK.
Doceniam każdą chwilę, każdą minutę, a nawet sekundę.
Może na tym etapie bardziej niż kilka lat temu…
Może każdy musi doświadczyć czegoś, co na zawsze zmieni jego nastawienie do życia?
Ja doświadczyłam czegoś takiego… Moje życie rozsypało się w jednym momencie.
Teraz ciężko je posklejać… o ile w ogóle kiedyś to się stanie.
Na razie mój zegar tyka…
Mój czas się kończy…
No chyba że…
Czyjeś serce przestanie dla kogoś bić…
Wtedy być może moje będzie biło dłużej…Rozdział 1
Piątek, pierwszy września. To właśnie dziś zaczynam trzeci rok nauki w liceum. W tym roku niestety obejdzie się bez treningów koszykówki. Musiałam z nich zrezygnować ze względu na zdrowie. Bardzo nad tym ubolewam, tym bardziej że mój brat nadal trenuje. Ja jestem na profilu humanistycznym. Razem z moją najlepszą przyjaciółką, Kają, dostałyśmy się do tej samej klasy. Nawet nie wyobrażałam sobie, że mogłoby być inaczej, bo obie uwielbiamy czytać książki, a najbardziej romanse. Oczywiście dobrym thrillerem czy kryminałem też nie pogardzimy, ale raczej wolimy love story, najlepiej z dobrym zakończeniem. Może niektóre historie są oklepane, może już na wstępie wiem, jak dana książka się skończy, ale nic a nic nam to nie przeszkadza. A jeśli jeszcze znajdę w powieści motyw love-hate, jestem kupiona od pierwszych stron. Ale wystarczy o książkach, bo o nich mogłabym nawijać bez końca.
Wróćmy do mojej przyjaciółki Kai. Znam ją od dziecka, bo mieszka dom obok mojego. Odkąd tylko pamiętam, biegałyśmy razem po podwórku, bawiłyśmy się w piaskownicy, a kiedy padał deszcz, przychodziła do mnie pobawić się lalkami albo innymi zabawkami. Gdy nadszedł czas przedszkola, oczywiście trafiłyśmy do jednej grupy. Nawet nie było innej opcji, żeby nas rozdzielić, więc nasze mamy jakoś to załatwiły. Nie wiem jak, ale na ten moment jestem im za to bardzo wdzięczna. Kaja jest dla mnie jak siostra, której nigdy nie miałam… za to mam brata. Starszego o rok i bardzo irytującego. Kiedyś, w dzieciństwie, mieliśmy nawet fajną paczkę. Ja, Kaja, mój brat Łukasz oraz Kuba z Kamilem… przez jakiś czas razem biegaliśmy po podwórku. Później Łukasz z Kubą zaczęli biegać za piłką do kosza. Muszę przyznać, że wychodziło im to całkiem nieźle. Zaczęli trenować i tak koszykówka stała się ich codzienną pasją. Nie liczyło się nic więcej, tylko piłka. Nie zmienia to jednak faktu, że cieszę się, że mam brata i bardzo mu kibicuję. Do dziś staram się chodzić na wszystkie jego mecze. Siedzę na trybunach i dopinguję go z całych sił, chociaż czasami cholernie żałuję, że to nie ja biegam po boisku.
Moja pasja do tego sportu zakiełkowała, kiedy zaczęłam czasami rzucać do kosza z chłopakami na naszym podwórku. Z początku rzadko udawało mi się trafić, ale jakieś celne rzuty zawsze wpadały. Tata zamontował nam nawet kosz przed domem, żeby Łukasz mógł trenować w każdej wolnej chwili. Lubiłam te nasze wspólne momenty z piłką, chociaż nie trwały długo, bo zazwyczaj, kiedy już się rozkręcałam, wpadał nie kto inny jak Kuba i wtedy przestawałam być bratu potrzebna. On i Kuba byli sobie tak samo bliscy jak ja i Kaja.
Zresztą… do tego chłopaka zawsze było mi jakoś najdalej. Nigdy nie mieliśmy wspólnych tematów, chociaż bardzo często przebywał w moim domu. Zazwyczaj traktował mnie jak jakąś małolatę, która na niczym się nie zna, a przecież dzieli nas tylko rok różnicy. Ale kto zrozumie chłopaków? Jeżeli zaś chodzi o jego urodę… od zawsze był przystojny. Teraz ma już osiemnaście lat i dziewczyny podrywają go w każdy możliwy sposób, tak samo jak mojego brata. W końcu zawodnicy koszykówki zawsze mieli branie. Śmiałam się za każdym razem, kiedy dostawały od nich kosza. No ale cóż… niektóre laski nie rozumieją słowa „nie”.
No i został Kamil, który jest w moim wieku, ale również chodzi do klasy sportowej i trenuje koszykówkę. Także wokół mnie kręcą się sami sportowcy, chociaż sama sportu nie mogę za bardzo uprawiać. Nie mogę się męczyć, przemęczać i tak dalej… Rodzice najchętniej zamknęliby mnie w pokoju, żebym nigdzie się nie ruszała, ale tak się nie da. Wiem, że się o mnie martwią, tylko ja też chciałabym normalnie żyć. Jeżeli w moim przypadku jest to jeszcze w ogóle możliwe, bo normalnie to chyba za dużo powiedziane. Przynajmniej chciałabym stwarzać takie pozory.
No i znów to samo…
Siedzę na łóżku i zastanawiam się, ile to jeszcze potrwa.
Jestem świadoma tego, że każdy z nas kiedyś odejdzie z tego świata. Jedni prędzej, drudzy później, ale…
Właśnie, ale…
Dlaczego ja zrobię to szybciej niż moi rówieśnicy? Wiem, że to moje gdybanie jest bez sensu, a ostatnio zdarza się coraz częściej, bo przecież za chwilę mogę zginąć w wypadku samochodowym albo może wydarzyć się coś innego. Tyle że ja, żeby żyć, muszę czekać, aż ktoś inny umrze.
To brzmi strasznie, ale taka jest prawda.
Moje życie zależy od innego człowieka.
To znowu był ten moment, kiedy zaczynałam się dołować i lada chwila z moich oczu popłynęłyby łzy. Na szczęście pukanie do drzwi i głos mamy przywołały mnie do porządku. Nie mogę jej pokazać, że znów płaczę, bo wtedy rodzice będą martwić się jeszcze bardziej… chociaż nie wiem, czy bardziej w ogóle się da.
– Natalio – zawołała mama i tym razem weszła do pokoju. Uśmiechnęła się do mnie promiennie. Nie wiem, skąd ta kobieta ma w sobie tyle pozytywnej energii. Czasami chciałabym mieć choć połowę tego, co ona. – Jesteś gotowa? Śniadanie czeka, twój brat już, o dziwo, zszedł na dół. A dzisiaj chyba nie chciałabyś się spóźnić do szkoły, co?
– Jasne, że nie. Przecież wiesz, że nie lubię spóźnialstwa i zawsze muszę być na czas – odpowiedziałam, odwzajemniając uśmiech. – Łukasz mnie zawiezie?
– Powiedział, że tak. Tylko chyba nie przywiezie cię z powrotem, bo po rozpoczęciu roku szkolnego ma spotkanie z drużyną. Podobno muszą omówić jakiś ważny projekt na ten rok.
– Mówił, o jaki projekt chodzi? – zagadnęłam.
– Nie. Wiem tylko, że wszyscy mają spotkanie z trenerem.
– Aha… okej… Może dowiemy się później – powiedziałam i zaczęłam czesać włosy, które po wstaniu z łóżka były jeszcze w kompletnym nieładzie.
– Poczesać cię? – zapytała, na co tylko kiwnęłam głową. Lubię, kiedy ktoś czesze moje włosy. W jakiś sposób mnie to uspokaja. Kiedy byłam mała, mama zawsze plotła mi warkoczyki albo robiła dwa kucyki. Pamiętam, że za każdym razem starała się, żeby oba warkocze były równe, a na końcu koniecznie musiały zostać związane kokardką. Uśmiechnęłam się na to wspomnienie. – Chcesz iść w rozpuszczonych czy mam cię jakoś uczesać?
– Myślę, że mogę je rozpuścić. W końcu to rozpoczęcie roku, nie będą mi w niczym przeszkadzać.
Mama jeszcze przez chwilę je rozczesywała, po czym odłożyła szczotkę na toaletkę stojącą obok mojego łóżka.
– Gotowe. Jesteś śliczna, kochanie. Jak zawsze – powiedziała i pocałowała mnie w czubek głowy. – Idę nalać ci herbaty, a ty, jak będziesz gotowa, zejdź na dół coś zjeść. Nie zostało już wiele czasu do waszego wyjścia.
Po tych słowach zniknęła za drzwiami, zostawiając mnie samą z własnymi myślami. Popatrzyłam jeszcze chwilę na swoje odbicie w lustrze. Jestem brunetką średniego wzrostu. W końcu metr sześćdziesiąt siedem to wcale nie tak dużo. Na szczęście nie stało to na przeszkodzie i mogłam trenować koszykówkę w naszej szkole. W porównaniu z moim bratem, który ma metr dziewięćdziesiąt, czuję się malutka. Ktoś, widząc nas razem, mógłby pomyśleć, że jestem adoptowana. Zachichotałam sama do siebie. Na szczęście mamy ten sam kolor oczu i podobne rysy twarzy. Moim znakiem szczególnym jest malutki pieprzyk tuż nad górną wargą. Naprawdę drobny i trudny do dostrzeżenia.
A tak poza tym jestem normalną, zwykłą dziewczyną, która pragnęła mieć spokojne życie. No ale niestety tak się nie stało. Muszę zmagać się z własnymi myślami, które nawiedzają mnie dosłownie codziennie. Do tego też chyba powoli zaczynam się przyzwyczajać… a to niedobrze. Mrugnęłam kilka razy, żeby wrócić do rzeczywistości. Delikatnie umalowałam oczy, założyłam białą koszulę i czarne spodnie, po czym wyszłam z pokoju. Zegar wskazywał siódmą czterdzieści pięć, a to oznaczało, że naprawdę zostało niewiele czasu, żeby wyjść do szkoły. Zbiegłam po schodach prosto do kuchni, gdzie przy stole siedziała mama, wesoło rozmawiając z Łukaszem.
– Hej! – zawołałam, siadając obok brata.
– Cześć. Gotowa, żeby rozpocząć kolejny rok liceum? – zapytał, a w jego oczach widziałam wesołe iskierki.
– Czy ja wiem, czy gotowa… – wymamrotałam, upijając łyk herbaty. – Znowu czeka nas nauka, więc to żadna frajda. Poza tym przydałby mi się jeszcze jeden miesiąc pracy w kawiarni. Wiem, że nie pracowałam codziennie, ale taka dorywcza praca była okej. Mogłam odpocząć, trochę popracować i zarobić na… – nie mogłam dokończyć, bo mój kochany braciszek musiał mi wejść w słowo. Nie byłby sobą, gdyby tego nie zrobił.
– …na te twoje romanse – skończył za mnie i przewrócił oczami. – Powiedz mi, ile można czytać o tej wyimaginowanej miłości? Takie rzeczy dzieją się pewnie tylko w książkach, a wy je czytacie i tylko się nakręcacie… – Pokręcił z rezygnacją głową. – Mało tego! Potem oczekujecie od nas – wskazał na siebie – żebyśmy byli tak samo romantyczni jak ci wasi bohaterowie z książek…
Po tych słowach oboje zaczęliśmy się głośno śmiać.
– Ja naprawdę, siostra, nie wiem, jak można czytać tyle tego… – zrobił cudzysłów w powietrzu – „szitu”.
– Ej! – oburzyłam się. – Czy ja obrażam twoje mecze piłki nożnej albo koszykówki, które tak namiętnie oglądasz? Nie. Mało tego! Nawet czasami sama się do ciebie dosiadam i oglądamy razem. – Sięgnęłam po kanapkę z serem i pomidorem, którą przygotowała mi mama, i wzięłam porządnego gryza.
– Chwila… Czy ty próbujesz mi coś zasugerować? – Popatrzył na mnie, a ja tylko uniosłam lewą brew i dalej próbowałam jeść kanapkę. – No chyba nie sądzisz, że będę czytał twoje książki? Nawet niech ci taki pomysł nie przychodzi do tej twojej ślicznej główki… Nie mam czasu na takie pierdoły. A co by było, gdyby chłopaki z drużyny się dowiedzieli? Nie miałbym przecież życia… – Pokręcił głową i znowu się zaśmiał. – Oj, Nati, Nati… ty to masz poczucie humoru z rana.
Uśmiech nie schodził mu z ust.
– I vice versa, braciszku. A tak à propos książek… uważasz, że chłopacy nie czytają romansów?
– No raczej – odpowiedział, prostując się na krześle.
– Oj… tu byś się zdziwił. Wielu czyta, tylko się do tego nie przyznaje. Więc gdybyś jednak się zdecydował, zapraszam do mojego skromnego pokoju. Wiesz, jak do niego trafić – powiedziałam i puściłam mu oczko.
– Raczej nie skorzystam, ale dziękuję za zaproszenie. Zjadłaś już? – Zerknął na zegar. – Bo jak będziesz jadła w takim tempie, to gwarantuję, że spóźnimy się pierwszego dnia do szkoły. Więc jak? – Kiwnął głową w stronę mojego talerza. – Wrzucisz szybszy bieg?
Spojrzałam na dwie kanapki, które nadal leżały na talerzu, i przełknęłam ślinę.
– Wiesz co… w zasadzie jestem już pełna…
– Tylko mi nie mów, że najadłaś się jedną kanapką… Proszę cię, wcinaj to, a ja lecę jeszcze do pokoju po plecak.
Odsunął krzesło i pobiegł na górę. A mnie, tak szczerze, nie chciało się już jeść. Jedna kanapka mi wystarczyła. Najchętniej zapakowałabym te dwie i zjadła później, bo nie lubię tak wcześnie jeść śniadań, ale wszyscy strasznie mnie pilnują, żebym nigdy nie wychodziła z domu z pustym żołądkiem. Nie wiem, jak długo wpatrywałam się w talerz. Nawet nie zauważyłam, kiedy przy moim krześle znowu pojawił się Łukasz.
– Ty nadal nie tknęłaś tych kanapek… Przecież wiesz, że musisz jeść – westchnął ze zrezygnowaniem.
Już chciałam mu odpowiedzieć, kiedy usłyszałam:
– Natalio, skoro nie zjadłaś w domu, to może zapakuję ci je do szkoły? – Ni stąd, ni zowąd w kuchni znów pojawiła się mama. Przez dwadzieścia minut jej nie było, a teraz nagle wyskoczyła nie wiadomo skąd. Podejrzewam, że Łukasz maczał w tym palce, ale wolałam się już nie odzywać.
– Okej… niech będzie. Przecież wiecie, że rano nigdy nie jem dużo. Za każdym razem ta sama śpiewka… Zjadłam jedną kromkę i ona naprawdę w zupełności mi wystarczy.
Starałam się brzmieć wiarygodnie, ale raczej nikt tego nie kupił, bo Łukasz w odpowiedzi tylko prychnął, a mama zmarszczyła czoło. Wypuściłam ze świstem powietrze, po czym wstałam i zasunęłam krzesło.
– To jak, jedziemy, panie kierowco? – zwróciłam się do brata.
– Najwyższy czas… Dzisiaj będziemy na styk. Mam nadzieję, że po drodze nie będzie żadnych niespodzianek, bo serio się spóźnimy. Gdybyś normalnie jadła i nie trzeba było robić całej tej gadki o jedzeniu, pewnie już dawno siedzielibyśmy w samochodzie. Więc chodź – powiedział i pociągnął mnie za rękę.
Mama zdążyła podać mi zapakowane kanapki i wyszliśmy przed dom.
– Hej! – Usłyszałam, jak mój brat woła do kogoś. – Sorry za spóźnienie, ale wystąpił mały problem… – Wskazał na mnie głową, a ja zobaczyłam nie kogo innego jak Kubę, który stał oparty plecami o nasz samochód. Przecież mogłam się spodziewać, że pojedzie z nami do szkoły. Mój brat i Kuba są nierozłączni. – To byłby hit, gdybyśmy się spóźnili na nasze ostatnie rozpoczęcie roku. Już oczami wyobraźni widzę te wszystkie miny… – nawijał dalej, aż doszedł do samochodu. Chłopcy przybili sobie piątki na powitanie i zaraz po tym mój brat otworzył przednie drzwi, sugerując tym samym, bym wsiadła do środka. – nawijał dalej, aż dotarł do auta.
– …że niby ona ma siedzieć z przodu? – Usłyszałam prychnięcie, kiedy byłam już prawie przy samochodzie.
– A może powiedziałbyś jakieś cześć? A nie od razu z wyrzutem… Nie możesz ten jeden jedyny raz usiąść z tyłu? – zapytałam, a wtedy jego oczy skierowały się w moją stronę. Do tej pory zachowywał się tak, jakby mnie nie widział.
Kuba
Zauważyłem ją, gdy tylko Łukasz otworzył drzwi domu. Jej długie brązowe włosy, sięgające za ramiona, tym razem były rozpuszczone. Rzadko widuję ją w tym wydaniu, a tak chyba wygląda najlepiej. Nie, żeby mi się podobała, bo nie myślę o niej w ten sposób. To znaczy… nie myślę o niej w kategorii dziewczyny, która mogłaby mi się podobać. Wychowywaliśmy się na jednym podwórku, a poza tym to siostra mojego najlepszego kumpla, więc relacja dziewczyna-chłopak nie wchodzi tutaj w grę. Lubię na nią patrzeć i lubię z nią przebywać, bo wnosi do towarzystwa dużo pozytywnej energii, a do tego uroczo się uśmiecha. Nie zmienia to jednak faktu, że ma cięty język i chyba nie było spotkania, podczas którego byśmy się nie pogryźli albo nie wymienili kąśliwych uwag. Tym razem również zapowiadało się na to samo. Czasami tak bardzo mnie denerwuje, że muszę się mocno pilnować, żeby nie powiedzieć jej czegoś głupiego. Właśnie tak wygląda „nasza relacja”. Niby się lubimy, ale bez sprzeczek się nie obejdzie. Kroczyła w stronę samochodu i dopiero wtedy mnie zauważyła. Chyba się mnie dzisiaj nie spodziewała.
– Myślę, że to jakieś nieporozumienie, stary… chyba nie pozwolisz jej tak pyskować w moją stronę? – Kuba próbował jeszcze bardziej podgrzewać sytuację. Zresztą to nie pierwszy raz, kiedy wykłócał się w najmniej odpowiednim momencie.
– A wiesz, co ja myślę? – zapytałam, podchodząc bliżej. – Że to nie jest twój samochód i raczej nie masz nic do gadania. Powinieneś się cieszyć, że jeździsz z moim bratem. – Uśmiechnęłam się i wpakowałam do auta. – A! Zapomniałabym… Cześć, sąsiedzie. Najwidoczniej muszę przywitać się pierwsza, bo dla ciebie jestem chyba duchem albo niewidzialna…
Po tych słowach zatrzasnęłam za sobą drzwi, uśmiechając się pod nosem. Lubiłam czasami mu odpysknąć, ale mimo wszystko zawsze gadaliśmy. Nie wiem, czy u nas powiedzenie „kto się czubi, ten się lubi” się sprawdza, ale osobiście lubię te nasze przekomarzanki. No i lubię Kubę. Zawsze go lubiłam. W naszej relacji zazwyczaj trzymaliśmy dystans, ale mimo wszystko dobrze czułam się w jego towarzystwie.
Nagle poczułam, jak Łukasz siada za kierownicą.
– Siostra… ty czasami nie umiesz odpuścić, co? – zapytał z uśmiechem, włożył kluczyki do stacyjki i odpalił samochód.
– Przecież wiesz, że to są tylko żarty między nami… Ja nie mogę się denerwować, pamiętasz? – Odwzajemniłam uśmiech i usłyszałam kolejne prychnięcie. Tym razem za swoimi plecami.
Nie chciałam się już odwracać, więc tylko spojrzałam w lusterko. Patrzyły na mnie błękitne oczy przyjaciela mojego brata, który teraz uśmiechał się szeroko…