Facebook - konwersja
Czytaj fragment
Pobierz fragment

Ocalić Isabel. Część II - ebook

Format ebooka:
EPUB
Format EPUB
czytaj
na czytniku
czytaj
na tablecie
czytaj
na smartfonie
Jeden z najpopularniejszych formatów e-booków na świecie. Niezwykle wygodny i przyjazny czytelnikom - w przeciwieństwie do formatu PDF umożliwia skalowanie czcionki, dzięki czemu możliwe jest dopasowanie jej wielkości do kroju i rozmiarów ekranu. Więcej informacji znajdziesz w dziale Pomoc.
Multiformat
E-booki w Virtualo.pl dostępne są w opcji multiformatu. Oznacza to, że po dokonaniu zakupu, e-book pojawi się na Twoim koncie we wszystkich formatach dostępnych aktualnie dla danego tytułu. Informacja o dostępności poszczególnych formatów znajduje się na karcie produktu.
, MOBI
Format MOBI
czytaj
na czytniku
czytaj
na tablecie
czytaj
na smartfonie
Jeden z najczęściej wybieranych formatów wśród czytelników e-booków. Możesz go odczytać na czytniku Kindle oraz na smartfonach i tabletach po zainstalowaniu specjalnej aplikacji. Więcej informacji znajdziesz w dziale Pomoc.
Multiformat
E-booki w Virtualo.pl dostępne są w opcji multiformatu. Oznacza to, że po dokonaniu zakupu, e-book pojawi się na Twoim koncie we wszystkich formatach dostępnych aktualnie dla danego tytułu. Informacja o dostępności poszczególnych formatów znajduje się na karcie produktu.
(2w1)
Multiformat
E-booki sprzedawane w księgarni Virtualo.pl dostępne są w opcji multiformatu - kupujesz treść, nie format. Po dodaniu e-booka do koszyka i dokonaniu płatności, e-book pojawi się na Twoim koncie w Mojej Bibliotece we wszystkich formatach dostępnych aktualnie dla danego tytułu. Informacja o dostępności poszczególnych formatów znajduje się na karcie produktu przy okładce. Uwaga: audiobooki nie są objęte opcją multiformatu.
czytaj
na tablecie
Aby odczytywać e-booki na swoim tablecie musisz zainstalować specjalną aplikację. W zależności od formatu e-booka oraz systemu operacyjnego, który jest zainstalowany na Twoim urządzeniu może to być np. Bluefire dla EPUBa lub aplikacja Kindle dla formatu MOBI.
Informacje na temat zabezpieczenia e-booka znajdziesz na karcie produktu w "Szczegółach na temat e-booka". Więcej informacji znajdziesz w dziale Pomoc.
czytaj
na czytniku
Czytanie na e-czytniku z ekranem e-ink jest bardzo wygodne i nie męczy wzroku. Pliki przystosowane do odczytywania na czytnikach to przede wszystkim EPUB (ten format możesz odczytać m.in. na czytnikach PocketBook) i MOBI (ten fromat możesz odczytać m.in. na czytnikach Kindle).
Informacje na temat zabezpieczenia e-booka znajdziesz na karcie produktu w "Szczegółach na temat e-booka". Więcej informacji znajdziesz w dziale Pomoc.
czytaj
na smartfonie
Aby odczytywać e-booki na swoim smartfonie musisz zainstalować specjalną aplikację. W zależności od formatu e-booka oraz systemu operacyjnego, który jest zainstalowany na Twoim urządzeniu może to być np. iBooks dla EPUBa lub aplikacja Kindle dla formatu MOBI.
Informacje na temat zabezpieczenia e-booka znajdziesz na karcie produktu w "Szczegółach na temat e-booka". Więcej informacji znajdziesz w dziale Pomoc.
Wydawnictwo:
Tłumacz:
Data wydania:
5 października 2018
Czytaj fragment
Pobierz fragment
10,99
Cena w punktach Virtualo:
1099 pkt.

Ocalić Isabel. Część II - ebook

Paul Fiore wraca do Jacobsville jako agent FBI. Ma za zadanie odnaleźć sprawców morderstwa, w które może być zamieszany Darwin Grayling, miejscowy milioner.Paul został przydzielony do sprawy Graylinga, bowiem przed trzema laty był prywatnym ochroniarzem jego córki Isabel. Kiedy jednak Isabel zaczęła mu okazywać zainteresowanie, Paul postanowił odejść. Teraz czeka go bardzo trudne zadanie. Musi nie tylko przezwyciężyć zmowę milczenia panującą w miasteczku rządzonym przez Graylinga, ale też niechęć Isabel, której przed laty złamał serce

Część druga.

Kategoria: Romans
Zabezpieczenie: Watermark
Watermark
Watermarkowanie polega na znakowaniu plików wewnątrz treści, dzięki czemu możliwe jest rozpoznanie unikatowej licencji transakcyjnej Użytkownika. E-książki zabezpieczone watermarkiem można odczytywać na wszystkich urządzeniach odtwarzających wybrany format (czytniki, tablety, smartfony). Nie ma również ograniczeń liczby licencji oraz istnieje możliwość swobodnego przenoszenia plików między urządzeniami. Pliki z watermarkiem są kompatybilne z popularnymi programami do odczytywania ebooków, jak np. Calibre oraz aplikacjami na urządzenia mobilne na takie platformy jak iOS oraz Android.
ISBN: 978-83-276-4036-9
Rozmiar pliku: 945 KB

FRAGMENT KSIĄŻKI

ROZDZIAŁ PIERWSZY

Isabel wczytywała się w akta, kiedy usłyszała kroki na korytarzu. Pan Kemp brał udział w naradzie z komendantem Cashem Grierem, szeryfem Carsonem i agentem departamentu bezpieczeństwa krajowego. Tera poszła na lunch z Glory w towarzystwie sekretarza. W biurze została tylko Isabel. Jeden z zastępców prokuratora okręgowego pojechał na miejsce przestępstwa, a drugi wybrał się do kancelarii adwokackiej, aby wziąć udział w przesłuchaniu świadka.

Nie podniosła nawet wzroku, kiedy zaskrzypiały otwierane drzwi. Budynek sądu miał niemal sto lat, a wewnętrznych drzwi do tej pory nie wymieniono. Zazwyczaj w biurze panował duży ruch. Isabel zapisała otwarty plik na dysku i dopiero wtedy popatrzyła znad ekranu.

Zbladła jak ściana.

Przed nią stał Paul Fiore. Ręce wsunął nonszalancko do kieszeni i patrzył na nią, mrużąc oczy. Jego czarne, krótkie włosy znaczyła na skroniach odrobina siwizny. Twarz miał opaloną, był gładko ogolony i bardzo elegancki w szarym garniturze z ciemnoczerwonym krawatem. Już na pierwszy rzut oka wyglądał na agenta FBI.

Isabel wzruszyła ramionami. Była wciąż na niego wściekła.

– Chciałem porozmawiać z prokuratorem okręgowym – odezwał się niemal przepraszającym tonem. – Schudłaś – zauważył.

Isabel wbiła wzrok w ekran komputera. Zadrżały jej palce na klawiaturze. Na jego widok ogarnął ją niepokój. Nie chciała na niego patrzeć ani z nim rozmawiać.

– Jest na konferencji – odparła zdawkowo.

– Zauważyłem, że go nie ma. – Paul podszedł do jej biurka z namaszczeniem. – Posłuchaj… wiem, że na przeprosiny jest za późno…

– Nie zależy mi na nich.

Spojrzał na nią lekko zdziwiony.

– W takim razie czego chcesz?

Zmrużyła wrogo oczy.

– Chcę, żebyś zawisł – odrzekła zimnym tonem.

Paul uniósł brwi zaskoczony, a Isabel poczuła, że zrobiła z siebie idiotkę. Zarumieniła się i z nagłym zainteresowaniem nachyliła nad ekranem komputera. Była urzędnikiem sądu. Nie mogła uwierzyć, że odezwała się tak do agenta FBI, choćby nawet prywatnie szczerze go nienawidziła.

Paul jednak nie zareagował.

– Wiesz, że obróciłem wszystko w żart? – odezwał się po chwili. – Powiedziałem Graylingowi, że to był niewinny flirt…

– Z powodu twoich słów lekarz musiał mi założyć osiemnaście szwów – odparła bezbarwnym głosem. – Merrie miała szesnaście.

Paul nie zrozumiał. Popatrzył na nią spode łba.

– O czym ty mówisz?

Spojrzała na niego z zimną pogardą.

– Gruby skórzany pas, złożony na pół. Tatuś omal mnie nie zabił. Merrie próbowała go powstrzymać, więc rzucił się też na nią. – Isabel zadrżała. – Powiedział, że wybije nam, „dziwkom”, z głowy takie myśli. I że porządna kobieta nigdy by nie próbowała uwieść żonatego, i do tego z dzieckiem.

Uśmiechnęła się blado.

– Dzieci trzeba trzymać krótko. Nie tak się mówi? – dodała. – Chociaż ja i Merrie nie jesteśmy już dziećmi.

– Aresztowali go, prawda? – zapytał wstrząśnięty.

– Nikt się o niczym nie dowiedział. – Parsknęła. – Tatuś sprowadził swojego lekarza, na którego ma jakieś haki. A najpierw posłał Mandy na urlop, żeby się jej pozbyć. Ale ona i tak by nic tu nie zdziałała, bo kocha swojego brata, a tatuś szantażuje ją, że go zabije.

Paul nigdy w życiu nie czuł takiej frustracji. Wszystko to wydarzyło się za jego sprawą!

– A przy mnie zbył to wszystko śmiechem! – Zacisnął powieki. – Boże…!

Ta reakcja ją zaskoczyła. Była przekonana, że Paul o nią nie dbał. Droczył się z nią, mimo że miał rodzinę.

– Isabel… – rzekł stłumionym głosem i urwał, szukając właściwych słów.

Jednak zanim je zdołał znaleźć, drzwi do gabinetu Blake’a Kempa otworzyły się i do biura weszło kilku mężczyzn. Blake uścisnął im dłonie, a potem spojrzał na pobladłą twarz Isabel i wstrząśniętą minę Paula.

– Pamiętałaś dzisiaj o swoich lekarstwach? – zapytał Isabel, mierząc podejrzliwym wzrokiem Fiorego.

Kemp wiedział, że Isabel profilaktycznie brała proszki na migrenę, które zazwyczaj działały cuda. Miała też inne, gdyby tamte zawiodły.

Wzięła kilka głębokich i powolnych wdechów, żeby się uspokoić. Na jej policzki wróciły kolory.

– Tak, sir – odparła z wymuszonym uśmiechem. – Pamiętałam.

– Dobrze. Nie zapominaj. Przy tobie i Glory będę wkrótce siwiuteńki. Panie Fiore, czym mogę panu dzisiaj służyć? – dodał, zwracając się do Paula.

– Chciałbym z panem porozmawiać o sprawie Graylinga – odparł Paul bez zastanowienia i popatrzył na Isabel. Spuściła wzrok.

Blake zaprosił go gestem do swojego gabinetu, A kiedy weszli do środka, zamknął drzwi.

– Jakie lekarstwa zażywa Isabel? – zapytał z miejsca Paul.

Blake zajrzał mu głęboko w oczy.

– Miewa migrenowe bóle głowy. Przy całym stresie ostatnich tygodni bóle się nasiliły. Lekarstwa profilaktyczne nie zawsze działają, dlatego muszę pana prosić, żeby jej pan nie denerwował bez potrzeby – dodał surowo, zasiadając za biurkiem. – Niełatwo znaleźć tak dobrą asystentkę prokuratora, jak ona.

Paul usiadł na wskazanym krześle i wsparł głowę na dłoniach, starając się odzyskać spokój.

– Co z tym Graylingiem? – Blake przerwał w końcu ciszę.

Paul zamrugał, jakby właśnie się obudził, i kiwnął głową. Zdążył już zapomnieć, po co tu przyszedł. W głowie wirowały mu obrazy, wywołane zdawkową relacją Isabel.

– Ojciec ją pobił – wyznał prokuratorowi. – Kiedy rezygnowałem z pracy, wymówiłem się rodziną i tym, że Isabel ze mną flirtowała… Sam pan wie, jakie są młode dziewczęta… A on się tylko roześmiał. Powiedział, że to nic wielkiego i że dobrze rozumie. Wypłacił mi dwutygodniowe wypowiedzenie i nie oczekiwał dalszego świadczenia pracy. Zapłacił mi nawet za bilet! Wszystko to odbyło się z uśmiechem… A potem ją pobił! Przeze mnie!

Blake wyglądał na wstrząśniętego.

– Powinien był pan powiedzieć jej prawdę – odparł Blake cicho.

– Tylko jak? – Paul uniósł głowę. Na jego twarzy malował się gniew przemieszany z poczuciem winy. – Czy pan wie, ile pieniędzy ma Grayling? Jeden z jego ludzi żartował, że trafiłem z Isabel jak na loterii. Jak by się to panu podobało, gdyby posądzano pana o takie motywy? Co by pan zrobił na moim miejscu?

Blake odetchnął głęboko.

– Zwiałbym.

– I ja też zwiałem. – Popatrzył wilkiem na prokuratora, ale nie znalazł w jego oczach oskarżenia. Raczej zrozumienie. – Pan wie, prawda?

Blake skinął głową, a Paula przeszedł dreszcz.

– Byłem w biurze nowy – próbował wyjaśnić. – Chciałem oczyścić ulice z przestępczości. Trenton jest niewielkie, inaczej niż miasta na wschodzie. Był tam pewien gangster, którego nienawidziłem za to, co zrobił mojej rodzinie. Uwziąłem się na niego. – Paul zaśmiał się głucho. – Wszystko, co robimy, niesie konsekwencje. Byłem młody i w gorącej wodzie kąpany. Zdawało mi się, że jestem niezniszczalny. Może i miałem rację… Ale w tym wszystkim nie pomyślałem o moich bliskich…

Spuścił głowę.

– Tyle tam było krwi… Choć minęło tyle czasu, wciąż miewam koszmary. Słyszę wołania o pomoc, a ja nic nie mogę poradzić…

– Służyłem w Iraku – odparł cicho Blake. – Byłem kapitanem sił specjalnych. Moi ludzie byli dla mnie jak rodzina. – Umilkł, ale kiedy Paul uniósł głowę, dodał: – Dlatego rozumiem, co pan czuje.

Paul odetchnął głęboko i usiadł prosto.

– Nie mówiłem jej – odparł. – Panu też nie wolno. Nie jest mi obojętna, ale nie chcę dla wszystkich robić za donżuana.

Blake pokiwał głową.

– Cholerna szkoda.

– Racja. – Paul uśmiechnął się smutno. – Ale nie mam odwagi spróbować jeszcze raz.

Blake mu nie uwierzył, ale zachował to dla siebie. Odchylił się w fotelu.

– Wróćmy do sprawy Graylinga.

– Mamy informatora, który kręci się po barach. Wie pan, jak często się zdarza, że ktoś próbuje wynająć tajniaka, żeby pozbył się dla niego żony?

Blake parsknął.

– Skazałem przynajmniej jednego takiego.

– Ten informator zasłyszał rozmowę jakiegoś gówniarza ze znanym miejscowym gangsterem.

– O czym rozmawiali?

– Chłopak szukał kogoś do mokrej roboty.

Blake gwizdnął.

– Nic dziwnego! Nie brakuje facetów, którzy chętnie zabiliby kobietę, zamiast latami płacić alimenty na dziecko.

– Nie chodziło jednak o kobietę. Zamierzał pozbyć się Graylinga.

– Chyba go na to nie stać – zażartował ponuro Blake.

Paul pokręcił tylko głową.

– To nie wszystko. Twierdził, że Grayling ma fioła na punkcie swoich córek. Od matki dowiedział się, że przede wszystkim ochrania właśnie je. – Blake zachowywał kamienną twarz. – Ponoć ten gość wygrażał również po pijanemu, że wyrówna z Graylingiem rachunki… kiedy tylko załatwi jego dzieci.

Blake wstrzymał oddech.

– Co za idiotyczny i potworny pomysł! Mam nadzieję, że macie go okrągłą dobę pod obserwacją!

– Kłopot w tym, że wymknął się z baru ze swoim rozmówcą, a informator nie znalazł pretekstu, żeby pójść za nimi. Nie chciał tracić przykrywki. Pracował wtedy nad czymś innym. Dopóki nie nawiązał z nami kontaktu, nie wiedział, że zdobyte przez niego informacje mogły okazać się istotne.

– Niech to szlag! – wybuchnął Blake.

– Wciąż jest szansa, że go znajdziemy, zanim się weźmie do rzeczy – powiedział Paul. – Tymczasem potrzebujemy, żeby ktoś opiekował się dziewczętami na okrągło.

– Są przecież ochroniarze Eba Scotta – zauważył Blake.

– Nic pan nie rozumie. Potrzebujemy kogoś w miasteczku oraz na ranczu przy Mandy – odparł Paul z naciskiem. – Ona również może być celem.

Blake zmarszczył brwi, jakby dopiero teraz zdał sobie sprawę, jak sytuacja jest poważna. I że dotyczy kogoś bardzo bliskiego Fioremu.

– Są dla ciebie jak rodzina, prawda? – zapytał wprost.

Paul się zawahał, po czym wziął głęboki oddech i wzruszył ramionami.

– Tak – przyznał. – Oprócz nich mam tylko kuzyna w Jersey.

Spuścił wzrok.

– Spędziłem z nimi kilka lat. Przez cały ten czas pan Grayling był najczęściej w podróży. Zbliżyłem się do nich.

Paul popatrzył na Blake’a.

– Były dla mnie jak rodzina – poprawił się. – A potem wyjechałem… – Odwrócił wzrok i westchnął ciężko. – Gdybym tylko wtedy wiedział, co się kryje pod codzienną maską Graylinga…

– Każdy wkłada czasem maskę – odparł Blake. – A Grayling oszukał nas wszystkich. Może tylko poza Hayesem… On i Copper Coltrain przeczuwali, że śmierć pani Grayling jest podejrzana. Jednak dzięki swoim wpływom Grayling przeszkodził im w zainicjowaniu śledztwa.

Prokurator zmrużył oczy.

– Nigdy więcej mu się to nie uda. Wkrótce zamrozimy jego konta i zajmiemy majątek. Zabraknie mu funduszy, żeby korumpować urzędników lub ingerować w postępowanie. Jeśli zapadnie wyrok skazujący, kara go nie minie.

– Jeśli nasze śledztwo przyniesie efekt, będzie oskarżony także o wymuszenie okupu, a przestępstwa federalne obciążone są surowszym wymiarem kary od stanowych.

– Trwa także dochodzenie w sprawie morderstwa – dodał Blake.

– Jak przebiega?

– Copper uznał, że było to zabójstwo. Śledczy badają już sprawę.

– Jakim sposobem udało wam się to tak szybko ustalić? – zainteresował się Paul.

– Podobno ofiara wpuściła na ten sam padok dwa rozpłodowe ogiery podczas burzy, żeby z nimi pracować.

Paul przewrócił oczami.

– Żaden ze mnie hodowca, ale nawet ja nie wypuściłbym na jeden wybieg dwóch ogierów. Nie mówiąc już o tym, że nikt przy zdrowych zmysłach nie wybrałby się z końmi na padok podczas burzy.

– Grayling posiada własną hodowlę koni, prawda? – zapytał Blake.

– Konie czystej krwi, owszem – odparł Paul. – Zabawne, ale nie sprawiał wrażenia, żeby te zwierzęta były dla niego ważne. Trenerzy dbali tylko o to, żeby były zadbane i by po stajniach kręciło się mnóstwo stajennych, kiedy Grayling przychodził na inspekcję.

– Wiemy o jednym zdarzeniu sprzed lat – przypomniał sobie Blake. – Trzeba było uśpić konia. Dowiedzieliśmy się o tym od mężczyzny, który pracował dla Graylinga. Podobno koń był ciężko ranny. Chodziły plotki, że został uderzony tępym przedmiotem. Hayes zamierzał przeprowadzić dochodzenie, ale nikt nie chciał z nim rozmawiać. A ten, który nam o wszystkim opowiedział, wkrótce zniknął bez wieści. Nikt nie wie, dokąd się udał…

– Coś mi się widzi, że nigdzie nie wyjechał – odparł Paul.

– My też o tym pomyśleliśmy. Ale ktoś dysponujący trzystoma milionami łatwo może sobie kupić milczenie – mruknął Blake.

– Wszędzie, tylko nie tutaj. – Paul uśmiechnął się szeroko.

Blake też się uśmiechnął.

– Hrabstwo Jacobs ma najuczciwszych urzędników w całym Teksasie – przyznał. – Hayes był niepocieszony, kiedy musiał zawiesić dochodzenie. On i Minette trzymają u siebie konie palomino i bardzo je kochają.

– Rzeczywiście, widywałem je czasami z drogi – przypomniał sobie Paul. – Przejeżdżałem obok, kiedy odbierałem Merrie ze szkoły.

– Dziewczyna mogłaby zdobyć sławę, gdyby tylko ojciec pozwolił jej wystawiać swoje prace – dodał Blake cicho. – Jest niesłychanie utalentowana.

– To prawda. – Paul spuścił wzrok, ale zaraz podniósł oczy. – A co z Isabel? – zapytał. – Nawracające migreny to w takiej pracy niemały problem.

Blake westchnął.

– Glory cierpi na podwyższone ciśnienie, a i tak codziennie przychodzi do biura. Pracowała kiedyś dla prokuratora okręgowego San Antonio… Obecna posada jest mimo wszystko mniej stresująca. Tutaj nie musi się przynajmniej ukrywać przed handlarzami narkotyków, którzy chcieliby ją zabić.

– Dzięki Ebowi Scottowi i Hayesowi Carsonowi nie zostało ich w okolicy zbyt dużo.

Blake się uśmiechnął.

– Cóż, Hayes wziął za żonę Minette, której prawdziwy ojciec, El Jefe, jest jednym z największych handlarzy narkotyków w hrabstwie. Choć oczywiście nigdy nie łamie prawa w południowym Teksasie – dodał. – Inaczej nie mógłby odwiedzać swojej nowo narodzonej wnuczki!

– Małe dziewczynki są takie słodkie. – Paul uśmiechnął się rozmarzony, ale po chwili jego twarz zmienił wyraz bólu. Przypomniał sobie swoją córeczkę. Podniósł się z miejsca. – Pora, żebym wracał do pracy. Będziemy mieć oko na syna pani Leeds. Gdyby jednak miał pan okazję rozmawiać z Ebem Scottem, proszę go poprosić w moim imieniu o przysługę. Chodzi o to, żeby przysłał kogoś do opieki nad Mandy. To wyjątkowa kobieta.

– Może pan na mnie liczyć- zapewnił go Blake.

Wychodząc z biura, Paul przystanął obok biurka Isabel. Oprócz niej w pokoju były dwie kobiety oraz mężczyzna.

– Czy mógłbym cię prosić o rozmowę na osobności? – zapytał.

Isabel zacisnęła zęby.

– Bardzo mi przykro, ale jestem zajęta – odparła oficjalnym tonem, nie odrywając wzroku od ekranu komputera.

– Wybacz – odrzekł, po czym pochylił się, wziął ją na ręce i ruszył w stronę drzwi. Popatrzył na pozostałych, którzy przecierali oczy ze zdumienia. – Proszę zachować spokój i sobie nie przerywać. Przeprowadzam ćwiczenia z ewakuacji zakładników.

Zignorował stłumione śmiechy i ruszył korytarzem.

– Natychmiast mnie postaw! – wydyszała zła jak osa, wijąc się w jego ramionach.

– Przestań, jeśli cię upuszczę, będę musiał sam siebie aresztować za napaść! – mruknął. – Chcę tylko porozmawiać. Trzeba było od razu się zgodzić.

– Ale ja wcale nie chcę z tobą rozmawiać!

– Wiem. Zawaliłem sprawę, ale… – urwał i zacisnął zęby, gdy drogę zagrodziło mu dwóch ochroniarzy. Obaj byli dobrze zbudowani, ale Paul przewyższał ich o głowę.

– Sir… – odezwał się jeden z nich.

– Agent specjalny Fiore – przedstawił się Paul. – Odznakę mam w wewnętrznej kieszeni marynarki, ale nie chciałbym upuścić panny Grayling.

Popatrzył ochroniarzowi stanowczo w oczy.

– Panna Grayling jest ważnym świadkiem w sprawie morderstwa i mam obowiązek ją przesłuchać.

– Sir – podjął drugi ochroniarz, wyraźnie zmieszany – w biurze prokuratora mieści się odpowiednia sala…

– Jest zajęta – w szedł mu w słowo. – I klimatyzacja jest do kitu. W moim samochodzie będzie znacznie wygodniej. Proszę spojrzeć na tę biedaczkę. Jest cała spocona!

Wszyscy trzej popatrzyli na Isabel, która na swoje nieszczęście była rzeczywiście mokra od potu ze złości i z wysiłku.

– Natychmiast mnie postaw! – wysyczała.

– Oczywiście, proszę pani – zgodził się Paul i bez dalszych ceregieli ruszył dalej.

– Proszę postawić pannę Grayling na ziemi – nie dawał za wygraną pierwszy ochroniarz.

– Chyba już o tym mówiliśmy – rzucił Paul przez ramię. – Chłopaki, bardzo was proszę. Wystarczy mi dziesięć minut. Nadszedł czas, abym wypił piwo, którego sobie nawarzyłem. Naprawdę chcecie mi to jeszcze utrudniać?

Obaj ochroniarze ruszyli za nim.

– Czy moglibyście tu zostać? – poprosił Paul przy samochodzie. – W ten sposób też zapewnicie pannie Grayling bezpieczeństwo.

Otworzył tylne drzwi, umieścił Isabel na siedzeniu i wsiadł za nią.

– Nigdzie się pan nie wybiera, prawda? – zapytał wyższy ochroniarz.

– Ani kroku – zapewnił go Paul. – A jeśli panna Grayling zacznie krzyczeć, jesteście tuż obok. Tylko proszę pamiętać, że jestem z FBI. Żadnych numerów.

Z tymi słowy zatrzasnął drzwi.

– Jesteś najbardziej irytującym… – wybuchła Isabel, ale widząc poważną minę Paula, zamilkła.

– Podjąłem kilka idiotycznych decyzji… – zaczął. – Zapłaciłaś za nie, podobnie jak ja. Nie chciałem, żeby ojciec cię skrzywdził. Nie przypuszczałem, że to zrobi. Po prostu próbowałem znaleźć dla nas obojga łatwe wyjście z trudnej sytuacji.

Odwrócił wzrok.

– Zdawało mi się, że to się udało.

– No pewnie! – mruknęła, odgarniając za ucho mokry kosmyk rudozłotych włosów. Patrzyła na niego bez cienia współczucia. – Jesteś żonaty!

– To było kłamstwo! Ja i moja żona… nie jesteśmy już razem – odpowiedział cicho. – To już zamknięty rozdział. Nie ma możliwości, żebym do niej wrócił.

Isabel nie wiedziała, co powiedzieć. Spoglądała na niego z wyrzutem.

Paul podniósł oczy.

– Nie chciałem cię skrzywdzić, Isabel, ale nie mogłem zostać. Nasza relacja była zbyt… nieprzewidywalna. Byłaś bardzo naiwna – dodał cicho – a ja wciąż mam resztki honoru. Nie uwodzę dziewic.

Zarumieniła się i odwróciła wzrok. Paul odetchnął głęboko.

– Wydawało mi się, że postępuję słusznie. Po tym, co stało się poprzedniej nocy w moim pokoju… – Zamknął na chwilę oczy. – Musiałem znaleźć powód do nagłego wyjazdu. Dlatego okłamałem twojego ojca. Przez myśl mi nie przeszło, że mógłby skrzywdzić ciebie albo Merrie… – Popatrzył jej w oczy. – Przepraszam. Przykro mi…

Isabel była wstrząśnięta.

– Miałeś dziecko!

Przez jego twarz przemknął wyraz bólu. Odwrócił wzrok.

– Nie chcę o tym mówić.

– Współczuję ci… – powiedziała Isabel. Pomyślała, że Paul musiał przejść bardzo trudny rozwód. Być może nie miał prawa widywać się z córką.

– Mam nadzieję, że twój ojciec będzie się opierał podczas aresztowania – wycedził Paul przez zęby.

– Paulu!

Nie mógł znieść myśli o tym, że Darwin omal nie zabił Isabel z powodu tego, co usłyszał od Paula.

– Idziemy przez życie od tragedii do tragedii, starając się ocalić, co tylko się da. Życie jest takie trudne…

Isabel poprawiła się na brzegu siedzenia.

– To prawda – przyznała.

Spojrzał na nią z ukosa.

– Do tego ucierpiała Bogu ducha winna Merrie. – Uśmiechnął się smutno. – Oczywiście, próbowała cię ratować.

Sari przytaknęła.

– Mandy dowiedziała się o wszystkim dopiero po wielu tygodniach. Bałyśmy się jej cokolwiek powiedzieć, bo zagroził, że zrobi jej krzywdę. – Przygryzła wargę. – Kiedy nas bił, to przyznał, że nieraz już zabijał i nikt się o niczym nie dowiedział. Mówił, że każdy ma bliskich, o których się boi. Właśnie w ten sposób tatuś wszystkich kontroluje.

– Nigdy nie patrzyłem na niego z tej strony – przyznał Paul cicho.

– Umie doskonale grać – odparła Isabel. – Większość ludzi nigdy nie pozna jego prawdziwej twarzy, o ile nie staną mu na drodze. Tak jak ta kobieta, Leeds. Podobno jej syn z żalu po niej niemal oszalał.

– Słyszałem. – Paul nie chciał mówić nic więcej, aby jej nie denerwować.

– Czasami zapraszał ją do domu. Rozmawiali godzinami w jego gabinecie. Nie lubiła nas, ale podobno swojego syna kochała bardzo mocno.

– Na pewno. Zadbała o to, żeby nie zabrakło mu pieniędzy nawet po tym, kiedy odkryliśmy ich brudne interesy.

– Czy pieniądze taty też skonfiskują?

– Zrobimy, co w naszej mocy. – Paul nie mógł niczego obiecać. – Zebranie dowodów to długotrwały proces.

– A tymczasem on jeździ po kraju i wymyśla nowe sposoby, aby krzywdzić ludzi – wypomniała mu ponuro Isabel.

– Nie ma go w domu? – zapytał.

– Nie. Od wielu dni nie daje znaku życia. Wpadł raz ogarnięty furią, ale natknął się na ludzi Eba Scotta. – Roześmiała się cicho. – Stanął jak wryty. Potem wyszedł i zniknął.

– Na pewno wydarzyło się coś więcej.

– Tak. Kazał mi i Merrie wynosić się z domu, ale powiedziałam mu, że nigdzie się nie wybieramy.

– Co takiego? – Paul uśmiechnął się szeroko. – Naprawdę mu się postawiłaś?

Isabel poczuła się jak za dawnych czasów, kiedy się sobie zwierzali.

– Tak! Przypomniałam mu, że mama przepisała nam połowę domu i wyposażenia. Posiadłość jest dużo warta. Co prawda, wymusił na nas podpisanie aktu pełnomocnictwa, żeby mógł zaciągnąć na nią kredyt hipoteczny, ale sprzedać jej nie może. Mamie by się nie spodobało to, co zrobił z pieniędzmi, które dla nas zostawiła.

– A co takiego zrobił?

– Twierdzi, że założył fundusz powierniczy i że uzyskamy do niego dostęp, kiedy skończymy trzydzieści lat. Nie mamy jak od niego uciec. Obie z Merrie często marzyłyśmy o tym, jak wspaniale byłoby uwolnić się od ochroniarzy i wreszcie robić to, na co mamy ochotę. – Popatrzyła Paulowi w oczy. – Przez całe życie jesteśmy pod obserwacją.

– Pod obserwacją! – powtórzył Paul i pod wpływem nagłego impulsu sięgnął po telefon. Wybrał numer. – Gaines? Tu Fiore. Czy komuś przyszło do głowy, żeby sprawdzić karty pamięci w kamerach wokół domu Graylinga i Leeds? Jeszcze nie? To może wyślij tam kogoś, zanim Grayling sam na to wpadnie.

Pokiwał głową.

– W porządku – odezwał się do słuchawki. – Co takiego? A i owszem, podziałało. Kupiłem dwie pizze. Nie mogli dojść do porozumienia. Jeden nie chciał nawet sera! Wyobrażasz to sobie? Dzięki. Ty też.

Rozłączył się.

– Pizza? – zainteresowała się Isabel.

– Mamy dwóch facetów od inwigilacji. Nienawidzą się. A kiedy są głodni, skaczą sobie do oczu. Trzeba im zapewnić stałą dostawę pizzy, wtedy obserwacja przebiega bez ekscesów.

Roześmiała się.

– Zapamiętaj sobie tę sztuczkę – podkreślił, podnosząc po profesorsku wskazujący palec. – Może ci się przydać, kiedy sama będziesz zlecała obserwację.

– Jestem tu nowa – odparła nieśmiało. – Muszę się jeszcze dużo nauczyć.

– Poradzisz sobie. Tylko nie zapominaj zażywać lekarstw – podkreślił surowo. – Merrie ma tylko ciebie. Podobnie jak Mandy.

– Będę pamiętała. Na szczęście od migreny się nie umiera. To tylko niedogodność. – Isabel przemilczała fakt, że ludzie miewający migreny są znacznie bardziej narażeni na udary mózgu. Spodziewała się, że on już i tak o tym wie.

Paul popatrzył na jej delikatną, smukłą dłoń, którą położyła skromnie na kolanie. Miał ogromną ochotę, żeby przycisnąć ją do swoich ust. Wiedział jednak, że za wcześnie na taki wyraz uczuć. Nakazał sobie cierpliwość i rozwagę. Zwłaszcza że Isabel nadal była córką milionera, a jego sytuacja finansowa niewiele się poprawiła.

– Ładny pierścionek – pochwalił ją, kiedy zauważył, że poruszyła się niespokojnie. Zbyt długo wpatrywał się w jej dłoń.

– Ten? – Pogłaskała kamyk kciukiem. – Należał do mojej praprababki. W tysiąc dziewięćset pierwszym roku przyjechała do Teksasu w krytym wozie osadników z mężem i dwoma małymi synkami. Zostawiła po sobie również pamiętnik. Dostałam go w spadku po mamie. Pamiętnik miał przypaść Merrie, ale powiedziała, że nie wolno rozdzielać go z pierścionkiem. Szczególnie że dostała też zegarek z dewizką po naszym prapradziadku. Wyobraź sobie, że był strażnikiem Teksasu!

– No proszę! – odparł Paul z podziwem.

– Z kolei nasz drugi prapradziadek był koniokradem – dodała. – Został powieszony na jednym z tych starych dębów w śródmieściu Jacobsville.

– Ja też mam chyba wśród przodków kilku koniokradów. I przynajmniej jednego pirata!

– Był Grekiem?

Uśmiechnął się. Pochlebiało mu, że pamiętała to, co opowiadał jej o swojej rodzinie.

– Tak. W końcu jednak został rybakiem. Nie jestem tylko przekonany, czy kutry naprawdę należały do niego – dodał z uśmiechem.

Naraz ktoś zastukał w okno. Paul otworzył drzwi. Elektryczne szyby nie działały przy wyłączonym silniku.

– Co jest? – zapytał.

Do okna nachylił się wyższy ochroniarz.

– Pan Kemp upomina się o zwrot asystentki i grozi, że przyśle tu po nią Casha Griera.

Paul roześmiał się.

– Aż taki chojrak to nie jestem. Już się robi.

Wysiadł i podał Isabel dłoń. Trzymał ją za rękę nieco dłużej, niż wymagała tego sytuacja, i z wyrazem twarzy, którego Isabel nie umiała zgłębić. Wydał się jej udręczony.

– Jeśli coś pani usłyszy… – zaczął.

– Wiem, co robić – odparła.

– Dziękuję za informacje – dodał z uśmiechem. – Nawet FBI czasem coś przeoczy.

Posłała mu ciepły uśmiech.

– Nie ma za co.

Popatrzył za nią tęsknym wzrokiem, co nie uszło uwagi ochroniarzy.

– Mam nadzieję, że wasz szef jest coś winien prokuratorowi – zwrócił się do nich Paul. – Nikt nie opiekuje się Mandy…

Obaj ochroniarze się roześmiali.

– O co chodzi? – spytał Paul.

– Dołączył do nas jeden żółtodziób. Eb się na niego wściekł, więc posłał go do Graylinga, żeby miał ją na oku.

– A dlaczego się wściekł?

– Bo chłopak przyniósł jego córce królika.

– W czym problem?

Wyższy zachichotał.

– Eb jet uczulony na króliczą sierść, a córka uparła się, żeby królik zamieszkał z nimi pod jednym dachem. Eb nie umiał jej odmówić.

– A chłopak nie wiedział, że Eb jest uczulony?

– Teraz na pewno o tym nie zapomni – roześmiał się ten krępy.

Paul uśmiechnął się smutno.

– Mój dzieciak też miał królika… – Przerwał i zerknął na zegarek. – Pora, żebym wrócił do San Antonio. Dziękuję!

– Za co?

– Za to, że dbacie o jej bezpieczeństwo – odparł, spoglądając w stronę gmachu sądu. Uśmiechnął się do nich krzywo, wsiadł do samochodu i odjechał.

– Słyszałeś, co się stało z jego córką? – spytał wyższy ochroniarz swojego kolegę.

– Tak – przyznał tamten i ściągnął usta. – Okropna historia.

– Okropna – zgodził się wysoki.

Isabel zasiadła za biurkiem i lekko się zarumieniła. Zdawała sobie sprawę, że wynosząc ją z biura, Paul ściągnął na nią uwagę wszystkich.

Jednak Blake Kemp nie skomentował tego nawet słowem. Uniósł tylko jedną brew i popatrzył na Isabel z uśmiechem.

Kiedy później wróciła do domu, przebrała się w jeansy i podkoszulkę i poszła do kuchni sprawdzić, czy może pomóc Merrie i Mandy w przygotowywaniu kolacji. Czekali tam na nią wszyscy, włącznie z ochroniarzami.

Isabel wyrzuciła ręce w górę w odpowiedzi na pytające spojrzenia.

– Czy już nic nie jest święte? – zawołała dotknięta do żywego, wpatrując się w ochroniarzy. – Już zdążyliście o wszystkim opowiedzieć!?

– No wiesz… – odparł wyższy – …za rzadko wychodzimy.

– Wyniósł cię z budynku?! – nie wytrzymała Merrie.

– Bo nie chciałam z nim rozmawiać – wyjaśniła rzeczowo Isabel.

– Najwyraźniej musiał dowiedzieć się czegoś bardzo ważnego. W sprawie śledztwa, oczywiście – dodała szybko Mandy. Robiła wszystko, żeby nie dać po sobie poznać, jak bardzo się cieszy. Uwielbiała Paula. Bez wiedzy dziewcząt pozostawała z nim przez cały czas w kontakcie. Nie chciała, żeby uznały ją za zdrajczynię, ale tęskniła za dawnym szefem ochrony.

– Dokładnie tak – zgodziła się natychmiast Isabel.

– Odszukali już tatusia? – zapytała Merrie.

Isabel naszła nagła myśl. Wybiegła z kuchni po torebkę, by wrócić po chwili i na stole postawić zagłuszacz.

– Skąd masz ten gadżet? – zdziwił się wysoki ochroniarz.

– Mogłabym ci powiedzieć, ale wtedy… – urwała złowieszczo.

– Wcale nie musiałabyś mnie zabijać! Mam certyfikat dostępu do ściśle tajnych informacji! – wyznał dumnie.

– Ja również – dodał cicho krępy.

– Uzyskałam go z wątpliwego źródła – wyjaśniła wymijająco.

Mężczyźni popatrzyli po sobie.

– Od więźnia federalnych… – domyślił się wyższy.

– Tego szpiega przemysłowego?

Isabel popatrzyła na nich szeroko otwartymi oczami.

– To nie był dowód w żadnej sprawie – broniła się. – Przekazał mi go znajomy i nauczył używać. Gdyby pan Kemp uznał, że mam go nielegalnie, na pewno kazałby mi go oddać!

– Łapówka! – zawyrokował wysoki.

– Pewnie tak – zawtórował mu partner. – Albo wyłudzenie.

Popatrzyli na Isabel surowo.

– Nikogo nie przekupiłam ani niczego nie wyłudziłam!

– I kto w to uwierzy? – wtrąciła się Merrie z psotnym uśmiechem. – Dobrze pamiętam, jak wciskałaś mi belgijską czekoladkę, żebym nie powiedziała Mandy, gdzie zniknął ostatni kawałek bezy!

– Aha! – wykrzyknęła Mandy. – Tajemnica nareszcie się wyjaśniła!

– A więc przekupstwo i drobna kradzież – zakonotował wysoki.

– Sam byś ją ukradł, gdybyś tylko spróbował! – wyrzuciła z siebie Isabel. – Gruba warstwa mlecznej czekolady i pięć centymetrów kremowej bezy…

Zamknęła oczy i uśmiechnęła się rozmarzona.

– Doskonała chrupiąca skórka… Jestem gotowa na każdy wymiar kary! A ty i tak byś jej nie zjadła – zwróciła się do Merrie. – Od ostatniej wizyty u lekarza przybrałaś na wadze trzy dekagramy! – Uśmiechnęła się chytrze i dodała: – Zrobiłam to dla twojego dobra!

– Jeśli jeszcze raz zrobisz coś dla mojego dobra, będziesz potrzebowała dobrego obrońcy! – odcięła się Merrie. – A podejrzenie skierowałaś na nich!

Wskazała ochroniarzy dramatycznym gestem. Obaj byli komicznie wstrząśnięci.

– Na nas?

– My byśmy nigdy…

– Kłamczuchy! – Isabel uśmiechnęła się wyniośle. – Mam informacje z pewnego źródła, że kiedy zeszłego czwartku Mandy poszła na zakupy, tuż pod waszym nosem tajemniczo zniknął cały półmisek czekoladowych ciasteczek!

Mandy spuściła głowę.

– Sama im je dałam… – przyznała się.

– Jak to?! – zawołała Merrie.

– Dlaczego? – indagowała dalej Isabel.

– No, pokaż im! – zachęcił Mandy wysoki ochroniarz.

Mandy westchnęła ciężko. Sięgnęła do szuflady i wyjęła z niej wielki nóż w czarnej pochwie.

– Co to?! – wykrzyknęła Merrie.

– Ka-Bar – wyjaśniła Isabel, zanim którykolwiek z mężczyzn zdążył się odezwać. – Nóż komandosów.

– A ty skąd to wiesz? – zaciekawiła się Merrie.

– Widziałam już taki jeden wśród dowodów w biurze szeryfa – wyjaśniła Isabel.

– A on skąd go miał?

– Wyjął z ramienia narkotykowego bossa. – Isabel zachichotała.

– A wbił mu go Cy Parks – wyjaśnił wysoki z uśmiechem. – Chłopak miał cela! Ale to było dawno temu, jeszcze zanim się ożenił.

– Małżeństwo zmieni każdego mężczyznę – zauważyła Merrie, prowokacyjnie zerkając na ochroniarzy.

– Mnie nic nie poskromi! – napuszył się wysoki.

– I jak dotąd żadna nie nauczyła mnie czystości w domu… – dodał krępy teatralnym szeptem.

Isabel pożegnała się ze wszystkimi i poszła do siebie. Miała za sobą dzień pełen wrażeń. Usłyszała od Paula coś nowego, ale nie chciała jeszcze nikomu o tym mówić. Nie wiedziała, czy czeka ich wspólna przyszłość, ale była już przynajmniej pewna, że żałował swojego wyjazdu.

Niestety, blizny na jej i Merrie plecach od tego nie znikną.
mniej..

BESTSELLERY

Kategorie: