Facebook - konwersja
Czytaj fragment
Pobierz fragment

  • Empik Go W empik go

Ocalone miliony - ebook

Wydawnictwo:
Data wydania:
19 września 2023
Format ebooka:
EPUB
Format EPUB
czytaj
na czytniku
czytaj
na tablecie
czytaj
na smartfonie
Jeden z najpopularniejszych formatów e-booków na świecie. Niezwykle wygodny i przyjazny czytelnikom - w przeciwieństwie do formatu PDF umożliwia skalowanie czcionki, dzięki czemu możliwe jest dopasowanie jej wielkości do kroju i rozmiarów ekranu. Więcej informacji znajdziesz w dziale Pomoc.
Multiformat
E-booki w Virtualo.pl dostępne są w opcji multiformatu. Oznacza to, że po dokonaniu zakupu, e-book pojawi się na Twoim koncie we wszystkich formatach dostępnych aktualnie dla danego tytułu. Informacja o dostępności poszczególnych formatów znajduje się na karcie produktu.
, MOBI
Format MOBI
czytaj
na czytniku
czytaj
na tablecie
czytaj
na smartfonie
Jeden z najczęściej wybieranych formatów wśród czytelników e-booków. Możesz go odczytać na czytniku Kindle oraz na smartfonach i tabletach po zainstalowaniu specjalnej aplikacji. Więcej informacji znajdziesz w dziale Pomoc.
Multiformat
E-booki w Virtualo.pl dostępne są w opcji multiformatu. Oznacza to, że po dokonaniu zakupu, e-book pojawi się na Twoim koncie we wszystkich formatach dostępnych aktualnie dla danego tytułu. Informacja o dostępności poszczególnych formatów znajduje się na karcie produktu.
(2w1)
Multiformat
E-booki sprzedawane w księgarni Virtualo.pl dostępne są w opcji multiformatu - kupujesz treść, nie format. Po dodaniu e-booka do koszyka i dokonaniu płatności, e-book pojawi się na Twoim koncie w Mojej Bibliotece we wszystkich formatach dostępnych aktualnie dla danego tytułu. Informacja o dostępności poszczególnych formatów znajduje się na karcie produktu przy okładce. Uwaga: audiobooki nie są objęte opcją multiformatu.
czytaj
na tablecie
Aby odczytywać e-booki na swoim tablecie musisz zainstalować specjalną aplikację. W zależności od formatu e-booka oraz systemu operacyjnego, który jest zainstalowany na Twoim urządzeniu może to być np. Bluefire dla EPUBa lub aplikacja Kindle dla formatu MOBI.
Informacje na temat zabezpieczenia e-booka znajdziesz na karcie produktu w "Szczegółach na temat e-booka". Więcej informacji znajdziesz w dziale Pomoc.
czytaj
na czytniku
Czytanie na e-czytniku z ekranem e-ink jest bardzo wygodne i nie męczy wzroku. Pliki przystosowane do odczytywania na czytnikach to przede wszystkim EPUB (ten format możesz odczytać m.in. na czytnikach PocketBook) i MOBI (ten fromat możesz odczytać m.in. na czytnikach Kindle).
Informacje na temat zabezpieczenia e-booka znajdziesz na karcie produktu w "Szczegółach na temat e-booka". Więcej informacji znajdziesz w dziale Pomoc.
czytaj
na smartfonie
Aby odczytywać e-booki na swoim smartfonie musisz zainstalować specjalną aplikację. W zależności od formatu e-booka oraz systemu operacyjnego, który jest zainstalowany na Twoim urządzeniu może to być np. iBooks dla EPUBa lub aplikacja Kindle dla formatu MOBI.
Informacje na temat zabezpieczenia e-booka znajdziesz na karcie produktu w "Szczegółach na temat e-booka". Więcej informacji znajdziesz w dziale Pomoc.
Czytaj fragment
Pobierz fragment

Ocalone miliony - ebook

Karol May w swoim utworze "Ocalone Miliony: Cykl Szatan i Judasz" kontynuuje przygody znanych bohaterów, którzy przemierzają świat gotowi pomagać w najtrudniejszych sytuacjach. Tym razem stają nad obozem, jednak noc sprawia, że trudno jest rozpoznać konkretne namioty. Melton i lady są gdzieś tam, ale ich dokładne położenie jest zagadką. Postanawiają podjąć ryzyko i przekroczyć granice obozu przez wodę, choć otaczają go liczni strażnicy. To, co ich napotka, z pewnością przyciągnie uwagę czytelnika, gdyż akcja toczy się w mroku, a bohaterowie muszą działać ostrożnie, aby nie zostali zdemaskowani. Ale to dopiero początek znakomitej, intrygującej powieści!

Kategoria: Dla młodzieży
Zabezpieczenie: Watermark
Watermark
Watermarkowanie polega na znakowaniu plików wewnątrz treści, dzięki czemu możliwe jest rozpoznanie unikatowej licencji transakcyjnej Użytkownika. E-książki zabezpieczone watermarkiem można odczytywać na wszystkich urządzeniach odtwarzających wybrany format (czytniki, tablety, smartfony). Nie ma również ograniczeń liczby licencji oraz istnieje możliwość swobodnego przenoszenia plików między urządzeniami. Pliki z watermarkiem są kompatybilne z popularnymi programami do odczytywania ebooków, jak np. Calibre oraz aplikacjami na urządzenia mobilne na takie platformy jak iOS oraz Android.
ISBN: 978-83-7639-506-7
Rozmiar pliku: 166 KB

FRAGMENT KSIĄŻKI

I. MOGOLLONOWIE

Staliśmy na zboczu wierzchołka i spoglądali na obóz. Niestety, Białej Skały nie mogliśmy rozpoznać; po nocy wszystko czerniło się jednakowo. W obozie migały liczne światełka. Namioty rysowały się w niewyraźnych konturach.

– Well, jesteśmy tutaj, – rzekł Dunker. – Ale co dalej?

– Nie można rozeznać namiotów – odparłem. – Tak, gdybyż to była pełnia i księżyc oświetlał każdy namiot zasobna. Wówczas moglibyśmy działać!

– Mrok ma swoje zalety.

– Rozumie się. Ale teraz przedewszystkiem trzeba nam wiedzieć, w jakim namiocie jest Melton, a w jakim lady.

– Wiem dokładnie, ale nie potrafię ani określić, ani wskazać. Ale gdybym mógł nawet, cóżby pan wówczas począł?

– Podkradłbym się do obozu.

– W jakim celu?

– Aby przynajmniej rozmówić się z lady, jeśliby niepodobna było jej wykraść.

– Byłby to jeden z tych świetnych porywów, które fama przypisuje tylko panu, lub Winnetou. Ale musi pan wiedzieć, że dokoła obozu rozstawiono gęste posterunki. Jakżeby się pan przedostał?

– Najzwyklejszą drogą, mianowicie przez wodę. Nie odejdę stąd, dopóki przynajmniej nie spróbuję pomówić z lady. Co to za namioty? Letnie, czy zimowe?

– Letnie.

– A zatem płócienne, umocowane na kołkach, które łatwo wyciągnąć. Czy oba namioty, których szukam, są bardzo oddalone od wody?

– Przeciwnie, stoją tuż nad rzeką.

– Dobrze więc, idę. Wróćcie do koni i oczekujcie mnie. Oto moja broń, mój pas i drobiazgi, które nie zniosą wilgoci.

– A może mój dobry brat nazbyt się naraża? – zapytał zatroskanym głosem Winnetou. – Lepiej będzie, jeśli Winnetou z nim pójdzie.

– Przecież i ty nie znasz namiotu.

Naraz zapytał Dunker:

– Wchodzi pan do wody?

– Naturalnie! Na jednym brzegu wznosi się skała, na drugim rośnie zagajnik. Pod ich osłoną, w ich cieniu, przejdę niepostrzeżony przez cały obóz.

– To mi odwaga, ba, nawet zuchwałość, ale przypada mi do serca, sir! Jak pan mniema, czy mógłbym panu dopomóc?

– Hm, nie znam pana do tego stopnia, aby sąd o nim wydawać. Czy potrafi pan pływać, nurkować i chodzić we wodzie?

– Wcale znośnie.

– Czy rzeczułka głęboka?

– Nie wiem.

– Czy bystra?

– Nie.

– Czy woda była dziś jasna, czy mętna?

– Mętna. Zamulona trawą i sitowiem.

– To nam bardzo na rękę. Spleciemy z sitowia pływające wysepki i pod niemi skryjemi się przed okiem Mogollonów.

– Wysepki? – zapytał ździwiony.

– Tak.

– Wyjaśnij mi to, sir! Nie mogę pojąć.

– Nic nad to prostszego. Każde dziecko potrafi związać sitowie, zlepić je mułem, aby pływało po rzece nakształt wysepki, unoszonej nurtem wody. Pośrodku wysepki sklepia się kopułę pustą wewnątrz i przedziurawioną w wielu miejscach. Skoro włażę pod wysepkę i trzymam głowę we wnętrzu kopuły, mam nietylko dosyć powietrza, aby oddychać, ale i widok wszechstronny poprzez dziury. A zatem, słyszę i widzę wszystko, sam niepostrzeżony przez nikogo.

– Dowcipny, nader dowcipny pomysł, sir! Tak, od Old Shatterhanda i Winnetou niejeden, nawet naszego pokroju wyga może się wiele nauczyć.

– Trzeba mieć łeb na karku, master Dunker. Nieraz od takich rzeczy zależy nietylko powodzenie przedsięwzięcia, lecz, co więcej, nietykalność własnej skóry. Co do mnie, to już nieraz takie sztuczne wysepki ocalały mi życie.

– Wysepki mają pływać; a więc trzeba pływać wraz z nimi?

– Pływać, kiedy głęboko; brnąć, gdy płytko. W ostatnim wypadku należy to się wyciągnąć, to znów przykucnąć, zależnie od stopnia płytkości. W pierwszym wypadku wygodniej jest pływać stojąco, co się nazywa chodzeniem we wodzie. Trzyma się głowę do góry, nogi wdół, wyciąga się nieco kolana i stąpa naprzemian to prawą, to lewą nogą, podczas gdy wyciągniętemi rękoma grzebie się w wodzie, ale nie tuż pod powierzchnią, gdzie łatwo się zdradzić. Pod żadnym pozorem nie wolno wywołać najmniejszej fali, bo czujny widz może się wybiegu domyślić. Czy mnie pan zrozumiał, master Dunker?

– Yes, sir, bardzo dobrze, zupełnie dobrze! Ufam, że nie okryję swego imienia wstydem.

– Poczekajże, master! To nie wszystko. Trzeba przypuścić, że będziemy mieli uważnych i przenikliwych widzów. Pływa się naprzód i zatrzymuje w miejscach, w których się chce poczynić obserwacje. Nie wolno się szybciej poruszać, niż woda, niż wszystko, co pływa dookoła, a więc i wysepka. Nie należy iść przeciw nurtowi, ale zgodnie z prądem. W prądzie nie wolno się zatrzymywać, gdyż sprzeciwia się to prawom natury. W miejscach, gdzie są wiry, należy również wirować, a skoro się przybija do brzegu, to w miejscach stosownych, a więc tam, gdzie woda jest spokojna i gdzie wysunięty cypel brzegu może usprawiedliwić zatrzymanie się wysepki.

– Hm, trudniejsze to zadanie, niż sądziłem, sir!

– Zastanowienie i skrupulatność może opłacić brak wprawy. A zatem, czy starczy panu odwagi?

– Ależ naturalnie! Palę się do próby!

– Pięknie! Ale poczuwam się do obowiązku przestrzec pana, że kładziesz na szali życie. Jeśli nas spostrzegą, jeśli powezmą podejrzenia, to prawdopodobnie zginęliśmy.

– Nie tak prędko, i nie tak pewnie, jak pan mniema! Możemy się bronić.

– Czem? Wszak rozstajemy się z bronią palną – najwyżej możemy zabrać noże. Przy pierwszym alarmie setki Indjan skupią się nad brzegiem i rozpoczną palbę. Jeśli nawet wyskoczymy z wody i zechcemy rzucić się na nich z nożami, to prędzej padniemy przedziurawieni jak rzeszota, niż dosięgniemy wroga.

– Czy będą mieli broń wpogotowiu?

– Nawet gdyby nie mieli broni, to w stu na jednego zgnietliby nas gołemi rękami. A zatem, jestem szczery, zastanów się pan!

– Pshaw! Nie mam się czego zastanawiać – idę! Chcę również tkwić raz w życiu pod pływającą wyspą i chełpić się, że nauczył mnie tego Old Shatterhand. Nigdy jeszcze takiej sytuacji nie doświadczyłem. Skoro więc nadarza się sposobność, nie chcę jej pominąć.

– Dobrze. Czy wie pan, w jakiej odległości są rozstawione straże?

– Tak, o ile nie zmieniono układu od południa.

– A więc może mnie pan prowadzić. Oczywiście, wejdziemy do wody daleko przed obozem, a wyjdziemy poniżej niego. Ponieważ później nie będę miał czasu, przeto powiem panu już teraz, jak się masz zachować. Lekkie mlaśnięcie językiem oznacza chęć porozumienia się z towarzyszem. Wówczas obie wyspy zbliżają się do siebie tak, aby można było mówić i słyszeć. Poza tem powinien pan trzymać się mnie i to samo, co ja, czynić. Skoro przybiję do brzegu, przybij pan również. Skoro odbiję, pójdziesz za moim przykładem. Tylko w tym wypadku nie naśladuj mnie, kiedy opuszczę wysepkę i wyląduję, aby podkraść się do namiotu.

– Do piorunów! Odważy się pan może na to?

– Nietylko może, ale na pewno. Zwróć moją uwagę na poszukiwane namioty, jeszcze zanim do nich dopłyniemy, gdyż nie wolno będzie się cofać. Zresztą, dla zachęty powiem panu, że nie taki straszny djabeł, jak go malują. Na tym brzegu rzeczułki, gdzie wznosi się skała, niema nikogo. Z tej strony więc nic nam nie grozi. Drugi zaś brzeg jest zarośnięty krzewami, które nas osłonią. Dodajmy ponadto zachmurzone niebo, mrok nocy dzisiejszej i drżenie ognia, które nie pozwala dostrzec wyraźnie w rzece żadnego kształtu. – A zatem naprzód! Przedewszystkiem zawiadomimy Emery’ego, a potem rozpoczniemy zawody pływackie.

– Czy nie lepiej poczekać, aż ogniska wygasną i czerwoni ułożą się do snu?

– Nie, bo cóż nam z tego przyjdzie? Wszak chcę się rozmówić z lady i podpatrzeć Indjan, aby dowiedzieć się jakichś szczegółów z wyprawy przeciwko Nijorom. Albo poważymy się na wszystko, albo zaniechamy zamiaru.

Niepotrzebne drobiazgi i przedmioty, na które woda źle działa, złożyliśmy w ręce Emery’ego. Za całą broń miały nam starczyć noże. Ponieważ Dunker nie miał własnego, przeto dostał nóż Apacza. Nie mogliśmy wyperswadować Winnetou, aby nie towarzyszył nam do rzeki. Chciał pomóc przynajmniej przy kleceniu wysp, na co zresztą chętnie przystałem dla zaoszczędzenia sobie czasu.

Oczywiście, z największą przezornością trzeba było się wziąć do dzieła. Wyminąwszy przedni, wysunięty nad obozem posterunek, szliśmy dalej naprzód, dopóki nie znaleźliśmy sitowia. Musieliśmy je ścinać tylko pod wodą, bo nazajutrz, w dzień, szczerby w zaroślach mogły się Mogollonom wydać podejrzanemi. Wśród pobliskich krzewów było wiele suchego drzewa; mając więc pod ręką potrzebne materjały, wzięliśmy się do budowania wysepek. Musiały być lekkie, ale mocne, gdyż zerwanie się lub rozpłynięcie którejś wystawiłoby pływaka na najwyższe niebezpieczeństwo. Kształt nie powinien był zwracać na siebie uwagi – jakgdyby nurt wody zniósł i sklecił w jedną całość poszczególne składniki wysepki. Na przygotowaniach zbiegła nam godzina; pierwszy wszedł do rzeki Dunker, aby dokonać próby, która się istotnie udała. Winnetou oddalił się, oświadczywszy, że będzie czuwał z moim sztućcem wpogotowiu, aby w razie potrzeby skoczyć nam na pomoc. Zanurzyłem się w wodzie, podpełzliśmy pod swoje wysepki i wsunęli głowy w kopulaste wydrążenia.

Nie jest przyjemne tkwić w wodzie w ubraniu. Wprawdzie zostawiliśmy u Emery’ego zbyteczny balast, ale ja, zwłaszcza z tego względu, że chciałem rozmówić się z Martą, miałem na sobie jeszcze tyle odzieży, że wnet zaczęła mi ciążyć i przeszkadzać w pływaniu.

Rzeczułka nie była szeroka, ale skoro tylko opuściliśmy brzeg, grunt uciekł nam z pod nóg i musieliśmy pływać. Przystosowałem się do prądu, towarzysz mój zaś poruszał się o kilka łokci za mną. Było ciemno, a jednak po przebyciu pewnej odległości zobaczyłem pierwszą placówkę na brzegu. Wyminęliśmy ją szczęśliwie; w strażniku, zwróconym twarzą ku rzece, oba skupienia gałęzi i sitowia nie wzbudziły żadnego podejrzenia. To mnie przekonało, że nasze wysepki wyglądają naturalnie, i mogłem się spodziewać, że również innym szczęśliwie zejdziemy z oczu.

Nie mieliśmy już przed sobą posterunków, prócz tego oczywiście, który zapewne stał za obozem. Niebawem ujrzeliśmy pierwsze oświetlone namioty. Stały, na lewym, ocienionym zaroślami brzegu. Gdybyśmy się zatem tego brzegu trzymali, obserwację utrudniałyby nam gęste chaszcze. Dlatego podpłynęliśmy do brzegu prawego. Mogliśmy tu przeprawić się przez rzekę i zaglądać skroś zagajnik, a poza tem mieliśmy pewność, że nikt na czatach nie stoi.

Teraz rzeka toczyła swe nurty wolniej, gdyż zakreślała daleki łuk na prawo, gdzie podmywała Jasną Skałę. Dzięki temu powstało wewnątrz łuku, po lewej od nas stronie, miejsce dla namiotów, które rozbito wpobliżu rzeki, aby wodę mieć pod ręką.

Wyminęliśmy już dwanaście, czy czternaście namiotów, gdy Dunker dał znak, że chce się ze mną porozumieć. Ponieważ pływał niedaleko ode mnie, więc zamiast się zatrzymywać, mogłem słuch jedynie natężyć.

– Wielki namiot, przed którym wbito dwie dzidy z lekami, to namiot wodza.

Ta wiadomość nie mogła mnie interesować. Ale spojrzałem w tę stronę i uczyniłem dobrze. Ognisko przed namiotem teraz zaledwie tliło; dlatego rozpalono opodal, gdzie więcej było miejsca, drugie. Kilku czerwonych siedziało dookoła tak, że można było przypuścić, iż nadejdą jeszcze inni i dopełnią kręgu. Więc zapowiadała się narada. Gdybyśmy mogli podsłuchać, wynieślibyśmy niewątpliwie wiele cennych wiadomości. Przybiłem do prawego brzegu, wślad za mną Dunker. Obie wyspy zbiły się w jedną, Byliśmy do siebie tak zbliżeni, że mogliśmy się porozumiewać szeptem.

Podsłuchiwać można było u lewego brzegu, ale zagajnik zasłaniał widok. Dlatego chwilowo przybiłem do brzegu prawego; stąd widzieliśmy, co się dzieje w obozie. Nogi znów natrafiły na grunt, co więcej, woda była tak płytka, że mogliśmy usiąść na miękkim, wygładzonym piasku i dosyć znośnie przetrwać tu tyle czasu, ile nam było potrzeba.

– Dlaczego się pan tutaj zatrzymuje, sir? – zapytał cicho Dunker.

– Czy nie widzi pan, – odrzekłem – że tam zanosi się na zebranie?

– Oczywiście! Czy chce pan podsłuchiwać?

– Tak, później, kiedy się rozpocznie narada. Tymczasem tu się zatrzymamy, aby zobaczyć, ilu i jacy wojownicy wezmą udział w zgromadzeniu. Czy nie widać stąd namiotu, w którym mieszka Melton?

– Nie. Jest to szósty, licząc od namiotu wodza poniżej.

– A namiot lady?

– Czwarty.

– A zatem sam już sobie poradzę, o ile się master nie przeliczyłeś. Poczekajmy i patrzmy, co się tam dziać będzie.

Narada tyczyła się ważnej wielce sprawy. Poznać to było z wielkości koła, które miano utworzyć, a i z natłoku zwykłych wojowników, którzy się zbiegali zewsząd, aby się przysłuchać naradzie swoich najwybitniejszych wojowników.

Pomyślnie się złożyło, że nie czekaliśmy długo. Staliśmy na kotwicy, a właściwie siedzieliśmy przeszło godzinę, gdy zobaczyliśmy wybujałego wzrostu atletycznego Indjanina, który wyszedł z namiotu wodza i skierował się ku zgromadzeniu.

– Silny Wicher – szepnął Dunker.

Był to zatem wódz. Za nim szedł Jonatan Melton od stóp do głów uzbrojony. Usiadł koło Silnego Wichru. Nietylko więc nie był uważany za jeńca, lecz miał uczestniczyć w naradzie. Widocznie doszedł do porozumienia z wodzem. Następnie, na głośny sygnał, nadeszło dziesięciu czy dwunastu starych doświadczonych wojowników i wnet zasiedli w kole.

Rozpoczęła się narada, wobec czego przepłynęliśmy jeden po drugim ku lewemu brzegowi, lecz tak wolno i ostrożnie, jakgdyby prąd unosił nasze wyspy. Przy brzegu zwarliśmy je ponownie ze sobą.

Minęło nieco czasu, zanim ułożyliśmy się znów wygodnie i mocno. Narada już się toczyła. Nie mogliśmy przeglądać skroś dosyć wysoki brzeg, ale zato słyszeliśmy donośny, grzmiący głos mówcy.

– Czy wie pan, kto mówi? – zapytał Dunker.

– Wódz.

Głos rozbrzmiewał tak wyraźnie, że słyszeliśmy każde słowo:

– ...aczkolwiek moi czerwoni bracia zamierzali wyruszyć za cztery dni, istnieją pewne powody, które przemawiają za wyruszeniem jutro rano. A następnie powiedział mi ten mężny biały, że w drodze możemy schwytać trzech słynnych mężów. Jeśli to prawda, wówczas po wszystkich namiotach i dolinach wpobliżu i zdala rozpowiadać będą o męstwie Mogollonów. Owi trzej wojownicy to Winnetou, wódz Apaczów, Old Shatterhand i jeszcze jeden wielki biały, który trupem położył wielu czerwonych wojowników.

– Uff, uff, uff! – rozbrzmiało w kole i szeregi otaczających wojowników wtórowały temu okrzykowi radosnego zdumienia.

– Nasz biały brat – ciągnął dalej wódz – powtórzy moim czerwonym braciom to, co mnie był powiedział.

Temi słowy zagaił obrady. Przemawiał, stojąc, a teraz zapewne usiadł zpowrotem. Po kilku chwilach rozległ się głos Jonatana Meltona. Wygłosił drugą zaciekłą filipikę przeciwko nam. Opowiadał, że byliśmy u niego w pueblu, klęliśmy Mogollonów i wygrażali się, że pojedziemy do Nijorów i podjudzimy ich do napadu na Mogollonów. Ponieważ jest przyjacielem tego plemienia, przeto czemprędzej skoczył na konia, aby ich ostrzec. O jego lojalności mogą sądzić chociażby z tego, że przybył na spienionym i padającym ze znużenia rumaku. Teraz oto dowiedział się, że postanowiono wyruszyć na Nijorów, ale dopiero za cztery dni. Lecz przedtem Nijorowie prawdopodobnie na nich napadną. Trzeba raczej natychmiast zarządzić wymarsz, tem bardziej, że Dunkerowi udało się zbiec. Ten biały słyszał wszak, że gotuje się wyprawa, i należy przypuścić, że pośpieszy do Nijorów, aby ich ostrzec.

Przytoczył jeszcze inne powody i kłamliwe wymysły, a czynił to tak dowcipnie, że nie wątpiłem, iż uzyska poklask zgromadzenia. Istotnie, gdy skończył, rozległy się w szeregach czerwonych przychylne szepty i pomruki. Zapanowała krótka cisza, poczem rzekł wódz:

– Mój biały brat dowiódł, iż jest przyjacielem naszego plemienia. Dziękujemy mu. Niech mi tylko odpowie na kilka jeszcze pytań. Czy Winnetou i Old Shatterhand byli jeszcze w pueblu białej squaw, kiedyś stamtąd wyjechał, i czy wiadomo ci, kiedy pueblo opuszczą?

– Nie.

– Czy wiedzą dokąd pojechałeś?

– Nie.

– A więc nie należy się spodziewać, że odrazu puścili się za tobą w pościg. Być może, są jeszcze w pueblu?

– Istotnie, tak być może.

– Udaremnimy ich zamiary, wysyłając oddział wojowników, aby ich schwytać. Wówczas nie zdołają dotrzeć do Nijorów.

– A jeśli już tam są?

– W takim razie istotnie musielibyśmy wyruszyć jutro rano. Jeśli Nijorowie naprawdę targną się na nas, to nie chcąc nakładać drogi, muszą przebyć Tikh Nastla, Mroczną Dolinę. Tam możemy na nich czekać i wytracić co do nogi. Jeśli starzy wojownicy pozwolą, wyślę pięćdziesięciu mężów natychmiast na spotkanie Winnetou i Old Shatterhanda; pozostali wojownicy wyjadą jutro rano pod moim dowództwem do Tikh Nastla. Powiedziałem. Naradzimy się nad propozycją!

– Chodźcie, idziemy! – szepnąłem Dunkerowi.

– Jeszcze nie – odparł. – Skoro podsłuchujemy, musimy czekać, aż się narada skończy. Najważniejsze rzeczy dopiero nastąpią.

– Mianowicie jakie?

– Uchwała ostateczna.

– Znam ją. Zresztą, skupiło się tu mnóstwo wojowników i namiot Meltona jest pusty. Muszę działać, zanim skończy się zebranie. A zatem, chodź master. Przybijemy do brzegu przy szóstym namiocie, gdzie zamierzam wylądować.

Popłynęliśmy dalej. Namiot stał, tak samo, jak wszystko inne, blisko brzegu i rzucał cień na krzewy i wodę. W cieniu tym zatrzymaliśmy się ponownie.

– Czekaj pan tutaj, – rzekłem do Dunkera – dopóki nie wrócę. W żadnym razie nie wyłaź z wody.

– Ale jeśli pan nie wróci, sir?

– Wówczas usłyszysz strzały Winnetou.

– A jeśli nie będzie strzelał?

– Na pewno będzie. Nie poddam się bez walki. Zgiełk, który wywołam, zawiadomi Apacza, że jestem w niebezpieczeństwie. Mogę pana upewnić, że nie będzie bąków zbijał na swoim posterunku. Skoro usłyszysz jego wystrzały, uciekaj czem prędzej. Płyń pod wysepką wdół, póki nie wyminiesz ostatniej placówki, poczem wróć do sir Emery’ego.

– A pan? Co będzie z panem?

– Głowa w tem moja i Winnetou.

– Sir, łatwo wymówić! Mam zmykać, podczas gdy pan zagląda śmierci w oczy?

– Tak. Pana podpora na nic mi się nie przyda, owszem, może mi tylko zaszkodzić. Zresztą, jestem pewien powodzenia. Poczekajże; wrócę niebawem.

– Well! Ale powiadam panu, że drżę, a nie o własną skórę, tylko o pańską.

Przymocowałem wysepkę do krzaku, przy którym leżałem, i dawszy nura, wypłynąłem z pod niej. Następnie wślizgnąłem....................
mniej..

BESTSELLERY

Kategorie: