Oczarowanie - ebook
Po przeprowadzce do Katowic Jowita zostaje wychowawczynią klasy, w której uczy się osiemnastoletni Łukasz. W jej małżeństwie nie dzieje się dobrze, a atrakcyjny perkusista rockowego zespołu, mimo popularności, jeszcze nigdy nie spotkał dziewczyny, w której mógłby się zakochać. Kiedy poznaje Jowitę, szybko dostrzega w niej coś więcej niż to, co widzą jego koledzy, skupieni jedynie na urodzie nauczycielki. Różnymi sposobami próbuje się do niej zbliżyć. Jowita stara się utrzymać dystans, ale też czuje, że między nią a chłopakiem zaczyna iskrzyć. Dzieli ich siedem lat i sporo życiowych doświadczeń, choć wiele ich łączy. Lubią tę samą muzykę, bawią ich podobne żarty i - co najważniejsze – pojawia się między nimi chemia, nad którą coraz trudniej im panować. Gdy małżeństwo Jowity się rozpada, więź między nią a Łukaszem staje się jeszcze silniejsza. Tylko co się wydarzy, gdy uczucie wymknie się utartym społecznym regułom?
Ta publikacja spełnia wymagania dostępności zgodnie z dyrektywą EAA.
| Kategoria: | Romans |
| Zabezpieczenie: | brak |
| ISBN: | 978-83-68468-52-6 |
| Rozmiar pliku: | 1,4 MB |
FRAGMENT KSIĄŻKI
Jowita
Obudziły mnie emocje. Na zewnątrz wciąż panował mrok, a Jarek jeszcze spał – jego równe oddechy wypełniały ciszę sypialni. Wstałam ostrożnie, starając się go nie obudzić, i poszłam do kuchni, żeby zrobić sobie śniadanie. Zegar na ścianie pokazywał, że zostały mi nieco ponad dwie godziny do rozpoczęcia nowego etapu w moim życiu.
Przeprowadzka do Katowic nigdy nie była moim marzeniem. Choć całkiem nieźle znałam to miasto, nadal czułam się tu obco. Decyzję podjęliśmy wspólnie – chcieliśmy nowego początku. Głównie przez pracę Jarka i trudne doświadczenia, które oboje zostawiliśmy za sobą w Warszawie.
Wynajęliśmy mieszkanie z widokiem na Park Powstańców Śląskich – świetnie zlokalizowane i urokliwe. Podobało mi się, że mam tak blisko do centrum. Śląsk, który kiedyś kojarzył mi się wyłącznie z przemysłem, hałasem i szarością, okazał się pełen zieleni.
Gdy szykowaliśmy się do przeprowadzki, udało mi się znaleźć pracę w swoim zawodzie.
Dziś miałam zacząć. Myśl o tym, że zaraz poznam wiele nowych osób, wzbudzała we mnie mieszankę ciekawości i niepokoju.
Nigdy nie lubiłam być w centrum uwagi, choć z tym właśnie wiązała się moja praca. Wiedziałam, czego się spodziewać – dwadzieścia trzy pary oczu będą wpatrzone we mnie, analizując najpierw każdy szczegół mojego wyglądu, a potem każde słowo, które wypowiem. Pierwsze wrażenie było ważne, choć wiedziałam, że i tak nie wszystko zależy ode mnie. Nasze relacje mogą być trudne.
Mimo że nie miałam dużego doświadczenia, doskonale zdawałam sobie sprawę z wyzwań, jakie niesie za sobą praca nauczycielki. Większość z nich wynikała z wieku moich uczniów – ten etap życia rządzi się swoimi prawami, głównie przez burzę hormonów, która w nich szaleje.
Drugi semestr trzeciej klasy liceum… Czułam się, jakby to było wczoraj, gdy sama siedziałam w szkolnej ławce, czasem zachowując się tak irracjonalnie, jakby odebrało mi rozum. Nie znosiłam wtedy swojej wychowawczyni – ucieleśnienia wszystkiego, czym teraz nie chciałam się stać. Była typowym belfrem: jej autorytet opierał się na dystansie i sztywnej hierarchii. Ja chciałam być inna.
Oczywiście nie zamierzałam udawać rówieśniczki dla tych, którzy byli ode mnie siedem lat młodsi i dopiero wkraczali w świat dorosłych. Dobrze pamiętałam, jak sama czułam się w ich wieku. Ta dziewczyna wciąż gdzieś we mnie była – schowana głęboko pod warstwą bólu i trudnych wspomnień.
Chciałam pokazać moim uczniom, że naprawdę rozumiem, przez co przechodzą, i że ich problemy są dla mnie ważne. Zależało mi na tym, by nie oceniać ich tylko dlatego, że jestem starsza i mam więcej życiowego doświadczenia, i żeby zawsze mogli zwrócić się do mnie o pomoc. Nie bez powodu wybierałam szkoły społeczne i prywatne – miejsca, gdzie stawia się na dobre relacje i traktuje młodzież z szacunkiem i empatią.
Moje rozmyślania przerwał wchodzący do kuchni Jarek. Właśnie dopijałam kawę, która była nieodłącznym elementem moich poranków, kiedy usłyszałam jego zdecydowane kroki. Zatrzymałam na chwilę łyżeczkę w filiżance, czując, jakby chciał zmącić mój spokój.
– Już nie śpisz? Co tak siedzisz po ciemku? – zapytał, przeciągając się i odsłaniając rolety, co było jego typowym zachowaniem.
Jarek miał potrzebę nieustannego kontrolowania wszystkiego, co się wokół mnie działo.
– Szykuję głowę i ciało na długi dzień. – Uśmiechnęłam się, choć jego obecność wpłynęła na mnie negatywnie.
Przeszłam do garderoby i pokazałam mu dwie sukienki, które wybrałam na pierwszy dzień w nowej pracy. Obydwie sięgały tuż przed kolano, z rękawem kończącym się przy łokciu – jedna ciemnozielona, druga w odcieniach czerwonego wina. Obie były eleganckie, ale o dziewczęcym trapezowym kroju, by nie wyglądały zbyt formalnie. Gdy dostrzegłam na twarzy męża grymas niezadowolenia, od razu zaczęłam żałować, że w ogóle zapytałam go o zdanie.
– Serio chcesz tak od razu pokazywać tatuaż? A ta zielona… nie uważasz, że jest za krótka?
Jego ton miał w sobie coś, co spowodowało, że westchnęłam, by powstrzymać swoją irytację.
– Jarek, przecież wiesz, że uczniowie i tak szybko zauważą, że mam tatuaż. Dyrekcja nie ma z tym problemu, to liberalna szkoła. Po co miałabym to ukrywać? – Starałam się mówić spokojnie. – A sukienki zasłaniają tyle, ile trzeba, i nic więcej.
– Dobrze, niech będzie. Ale załóż tę bordową. Mam nadzieję, że nie pracuje tam za wielu facetów – dodał, a jego głos przesyciła nuta zaborczej zazdrości.
Jarek od jakiegoś czasu przytłaczał mnie swoim nieufnym nastawieniem. Z dnia na dzień stawał się coraz bardziej podejrzliwy, a zamiast zapytać, jak się czuję lub czy denerwuję się pierwszym dniem w nowej szkole, wolał interesować się tym, z kim będę pracować, jakby to miało jakiekolwiek znaczenie. Żołądek skręcał mi się z napięcia i bezsilności.
Miałam ochotę zapytać go wprost, w co według niego powinnam się ubrać, ale ugryzłam się w język, bo byłam pewna, że to tylko pogorszy sytuację. Poza tym dobrze wiedziałam, czego chcę – strój miał być trochę formalny, ale bez przesady. Chciałam czegoś, co doda mi pewności siebie, ale nie sprawi, że poczuję się, jakbym się przebrała.
Kiedy Jarek wyszedł do pracy, odetchnęłam z ulgą. Sięgnęłam po ciemnozieloną sukienkę i, uśmiechając się do siebie w lustrze, włożyłam ją z przekorą. Wiedziałam, że to właśnie ona jest najlepszym wyborem na początek nowego etapu. Jego zdanie na ten temat przestało mnie obchodzić.
Łukasz
Dwa tygodnie ferii zimowych minęły zdecydowanie za szybko. Wykorzystałem je na maksa – grałem z moim rockowym zespołem, pojechałem z tatą na snowboard do Włoch i zaliczyłem kilka słabych randek z Matyldą.
Spotykaliśmy się od kilku tygodni, choć znaliśmy się już od początku liceum. Według moich przyjaciół była idealna, wiedziałem, jak bardzo jej na mnie zależy. Jednak od jakiegoś czasu czułem, że to wszystko idzie w złą stronę.
Coraz rzadziej miałem ochotę się z nią spotykać, za to Matylda chciała być ze mną non stop. Zastanawiałem się, co z tym zrobić – dać sobie jeszcze trochę czasu, bo może coś do niej poczuję… czy odpuścić i mieć to z głowy.
Od kiedy pamiętam, miałem łatwo z dziewczynami. Właściwie same ustawiały się do mnie w kolejce, co – wbrew pozorom – tylko czasem mnie wkurzało. Brakowało mi tego całego napięcia, wysiłku, budowania czegoś od zera.
Właśnie przygotowywałem ubrania na powrót do szkoły po feriach i porządkowałem chaos, który pozostał na biurku po poprzednim dniu, gdy do pokoju weszła moja mama.
– Czy ty już nie powinieneś wychodzić?
Stanęła nade mną, wskazując na zegarek.
– Za dziesięć minut, przecież dzisiaj na dziewiątą. – Przewróciłem oczami, bo mama usiłowała kontrolować mój czas wyjścia z domu, jakbym miał siedem lat.
– Rozumiem, to szykuj się na spokojnie. Pamiętaj, żeby zrobić dobre wrażenie na nowej wychowawczyni. Pani Kasia często na ciebie narzekała, zanim odeszła. A ta nauczycielka będzie z wami pewnie aż do samej matury.
Żałowałem, że nie mam pod ręką słuchawek, bo szykowało się kazanie. Mama musiała mieć przed sobą jakiś ciężki dzień, bo od dawna nie mówiła do mnie w taki sposób.
– Okej, ja już lecę, bo mam spotkanie. Do zobaczenia później – powiedziała, zamykając za sobą drzwi.
Odniosłem małe zwycięstwo – uniknąłem dłuższego wykładu. Musiałem jednak przyznać, że miała rację. Lewińska była z nami od pierwszej klasy i każdemu działała na nerwy. Przynudzała na lekcjach, a do tego chyba wyczuła, że jej nie lubię, bo miałem wrażenie, że byłem na jej czarnej liście. Śmialiśmy się, że zaszła w ciążę tylko po to, żeby uciec od naszej klasy. Gdy poszła na zwolnienie, większość z nas odetchnęła.
Wszyscy liczyliśmy, że nowa wychowawczyni okaże się choć trochę bardziej normalna.
Spakowałem do plecaka najpotrzebniejsze rzeczy, w tym mój największy skarb – pałki do perkusji, bo po szkole planowaliśmy z moim zespołem próbę. Na zewnątrz padał śnieg, więc na bluzę z małym logo Nirvany narzuciłem czarną bomberkę, a do kieszeni wrzuciłem słuchawki. W przedpokoju szybko otarłem zabrudzone błotem Martensy i ruszyłem w stronę szkoły.
Dojście do celu zwykle zajmowało mi jakieś piętnaście minut – idealnie, żeby posłuchać muzyki i pobyć samemu ze sobą. Dzisiaj postawiłem na Green Day’a.
Kiedy dotarłem do szkoły, przed wejściem stała już moja paczka: Robert z 2C, wokalista naszego zespołu, a z nim Kajetan, basista, i Marcel, gitarzysta – obaj z mojej klasy. Koło Roberta standardowo kręciła się Julka, a z nią stała moja Matylda. Pocałowaliśmy się na przywitanie, ale czułem, że coś w tym geście było wymuszone. Może to przez wątpliwości, które od jakiegoś czasu nie dawały mi spokoju.
Zaraz miał zadzwonić dzwonek, a my siedzieliśmy w klasie i czekaliśmy na nową wychowawczynię. Jedni straszyli, że może być jeszcze gorsza niż Lewińska, drudzy liczyli na luz do matury.
Gdy w końcu przyszła, wszyscy wstrzymaliśmy oddech. Nowa polonistka od razu wywołała spore zamieszanie, zwłaszcza wśród chłopaków. Była szczupła, miała brązowe, sięgające ramion włosy i duże oczy, które przyciągały wzrok. Mówiła spokojnie, ale i tak wszyscy wpatrywali się głównie w jej usta. No i ta sylwetka – wszystko było na swoim miejscu. Takiej nauczycielki nikt się nie spodziewał.
– Serio, to ma być nowa wychowawczyni? – szepnął Janek z ławki przede mną. – Oj, wychowuj mnie, kobieto, wychowuj!
Kilka osób, które to usłyszało, zachichotało pod nosem, a ja, zatopiony we własnych myślach, zacząłem się zastanawiać, ile może mieć lat. Jej wygląd bardziej kojarzył się z dziewczyną w naszym wieku niż z nauczycielką. Gdy podeszła do biurka i zdjęła sweter, odsłoniła tatuaż – czerwone maki, zdobiące niemal całą prawą rękę.
I wtedy dotarło do mnie, że już ją kiedyś widziałem.
5 miesięcy wcześniej
Łukasz
W sobotni poranek mieliśmy próbę – wyjątkowo wcześnie, bo sala była wolna od dziesiątej. Robert i Marcel chcieli przedtem zapalić jointa w parku, ale ja odpuściłem. Od jakiegoś czasu trzymałem się z dala od takich rzeczy. Perkusja to nie tylko rytm, ale też kondycja, a forma była dla mnie ważniejsza niż chwilowy odlot.
Chłopacy odpalali blanta, a ja gadałem z Kajetanem o naszym nowym kawałku.
I wtedy pojawiła się ona.
Przebiegła obok naszej miejscówki i od razu przykuła uwagę – wyglądała obłędnie. Ciemne włosy związane w kucyk, czarne szorty, opalone nogi i żółty top, który świetnie na niej leżał. No i te maki na przedramieniu.
Patrzyłem na nią ukradkiem. Rzadko kiedy ktoś aż tak mi się podobał. Po chwili odwróciłem wzrok – nie chciałem tracić czasu na myślenie o czymś, co i tak nie miało sensu. Przecież nie zamierzałem podchodzić do dziewczyny, która wyszła na trening i nawet mnie nie zauważyła. To by było bez sensu.
Kilka minut później znów ją zobaczyliśmy. Zbliżyła się do nas, zatrzymując się przy nowo zainstalowanym kraniku z wodą pitną, niedaleko naszej ławki. Nachyliła się, by się napić. Zauważyłem, że zdjęła słuchawki, które teraz zwisały jej na szyi. Przetarła dłonią pot z czoła. Nie potrafiłem przestać się na nią gapić. Wyglądała zjawiskowo.
– Może dać ci moją koszulkę? – wypalił Marcel, a ja spojrzałem na niego krzywo. – Przyjmie twój pot i nie tylko… – dodał. Uśmiechnął się, jakby właśnie wymyślił najgenialniejszy tekst wszech czasów.
– Zamknij się – powiedziałem.
Dziewczyna spojrzała w jego stronę i pokręciła głową z niedowierzaniem, co tylko jeszcze bardziej nakręciło Marcela.
– Laska, pobiegnę z tobą! Będziemy razem rozgrzewać nogi! – krzyknął i ruszył w jej stronę.
Kajetan i Robert, wyraźnie zniesmaczeni, wymienili spojrzenia, a ja byłem im wdzięczny, że nie dorzucili swoich komentarzy. Gdyby to byli inni kumple ze szkoły, na pewno nie odpuściliby słabych tekstów na podryw.
Biegaczka wyglądała na coraz bardziej niezadowoloną, więc krzyknąłem w stronę Marcela to, co pierwsze przyszło mi do głowy:
– Zamknij się, bo nie ręczę za siebie.
Nie mówiłem do końca serio, bo to mój kumpel, ale musiałem trochę powstrzymać jego zapędy. Wiedziałem, że gdyby naprawdę przyszło co do czego, Marcel nie miałby ze mną żadnych szans – i on o tym dobrze wiedział.
Spojrzał na mnie – chyba zrozumiał, że przesadził, bo nie powiedział nic więcej.
Kobieta poprawiła kucyk, ruszyła dalej, a na pożegnanie pokazała nam środkowy palec. Zaśmiałem się, bo naprawdę zrobiła na mnie wrażenie. Wtedy nie miałem pojęcia, że ta śliczna nieznajoma jeszcze pojawi się w naszym życiu. Marcel tylko mruknął pod nosem: „suka”, a my ruszyliśmy na próbę, starając się nie zwracać na niego uwagi.
Łukasz
Mińska stanęła na środku sali i po krótkim przywitaniu zaproponowała, żeby każdy przedstawił się na forum klasy i powiedział coś o sobie. Trybiki w mojej głowie zaczęły pracować na najwyższych obrotach – analizowałem, co powinienem powiedzieć, żeby dobrze przed nią wypaść.
I chyba wcale nie chodziło mi o to, żeby wyrobić sobie u niej dobrą opinię. Za tymi myślami kryło się znacznie więcej – coś, czego wtedy jeszcze nie chciałem dopuszczać do swojej świadomości.
Pierwszy odezwał się Marcel.
– Mam na imię Marcel, jestem gitarzystą w zespole, w którym gram z Kajtkiem, Łukaszem i Robertem z drugiej klasy. I tak jak pani, też czasem biegam. Najlepiej, żeby trochę się rozruszać po weekendzie.
Cała klasa wybuchnęła śmiechem, a nowa wychowawczyni wyglądała, jakby w jej głowie połączyły się jakieś fakty.
– Chyba po piwo do Żabki – dopowiedział ktoś z tyłu sali.
Jowita Mińska jak na razie powiedziała nam o sobie tyle, że do tej pory przez rok uczyła w liceum w Warszawie i że startuje w maratonach. Nie spodziewałem się, że Marcelowi to zaimponuje i postanowi ściemniać, że sam biega. Każdy z klasy wiedział, że to totalna bzdura, bo był królem melanżu, a nie sportu.
Kiedy przyszła moja kolej, obawiałem się, że Jowita rozpoznała mnie z tej akcji w parku sprzed kilku miesięcy. Będąc wtedy blisko nas, na pewno poczuła charakterystyczny zapach zioła. Jednak nie sprawiała wrażenia zniechęconej do mnie czy Marcela. Wręcz przeciwnie – przez moment spojrzała mi prosto w oczy, jakby doceniała, jak się wtedy zachowałem. A może to była tylko moja wyobraźnia, bo byłem pod ogromnym wrażeniem? Tak czy siak, ani ona, ani my nie mieliśmy wtedy pojęcia, że trafi do naszej szkoły.
Pod koniec zajęć rozdała nam plany. Kiedy podała mi kopię, jej dłoń zakończona czerwonymi paznokciami musnęła moją.
Poczułem, jakby przeszedł mnie prąd.
Trwało to sekundę, ale na długo zostało mi w głowie. Zacząłem sobie wkręcać, że może ona też to poczuła, ale zaraz się ogarnąłem – przecież nie mogła czytać mi w myślach.
Czułem jej perfumy. Delikatne, zmysłowe, trochę owocowe. Niby nic wielkiego, a jednak nie potrafiłem tego zignorować. Poczułem, jak serce nagle przyspieszyło.
Na samą myśl, że szedłem tego dnia do szkoły z nastawieniem, że naszą wychowawczynią okaże się jakaś nudna stara baba, chciało mi się śmiać. Mińska była nie tylko ładna, ale cały jej sposób bycia sprawiał, że wcale nie miałem ochoty na to, żeby ta lekcja kiedykolwiek dobiegła końca.
Wciąż się na nią gapiłem, kiedy zadzwonił dzwonek i wszyscy zaczęli się zbierać.
– Dziękujemy, pani profesor – powiedziała jedna z dziewczyn, wychodząc z sali.
– Wystarczy „pani Jowito” – odpowiedziała z ciepłym uśmiechem. – Jak zostanę profesorką, na pewno dam wam znać. Miłego dnia i do zobaczenia jutro na polskim.
Kolejny punkt dla niej. Do tej pory nauczyciele uwielbiali ten idiotyczny tytuł „profesora”, przyklejany przez uczniów do ich nazwisk. Zawsze nas to irytowało – wiedzieliśmy, że żaden prawdziwy profesor nie uczy w liceum. Jowita, jako jedyna, postanowiła wyjść przed szereg i pokazała, że nie będzie nas traktować, jakby była alfą i omegą. Patrzyłem na zadowolone miny osób z klasy i pomyślałem, że zapowiada się ciekawy semestr. Może w końcu nie będę zasypiał z nudów na polskim.
Niedługo po lekcjach ruszyliśmy na próbę No More Tears. Powoli zapadał zmierzch, a zima w pełni zaczynała dawać o sobie znać.
Oprócz chłopaków z zespołu, w drodze do sali prób towarzyszyli nam Matylda i Janek, którego nigdy nie trawiłem. Całą drogę czekałem, aż ktoś zacznie wspominać o Mińskiej. Ten temat dosłownie unosił się w powietrzu.
– Jowita jest naprawdę niezła – zaczął Marcel, zaciągając się papierosem. – Czuję, że pokocham polski – dodał, unosząc brwi.
– Zgadzam się w stu procentach! – podekscytował się Janek, jakby zaraz miał zostać członkiem jury w jakimś konkursie piękności. – Już nie mogę się doczekać kolejnych lekcji, będę ją rozbierał wzrokiem. A ty co sądzisz, Łukasz? – zapytał, spoglądając na mnie z zaciekawieniem.
Wchodziliśmy do domu kultury, a ja trzymałem Matyldę za rękę. Zastanawiałem się, jak wybrnąć z tej sytuacji. Nie chciałem ściemniać, że Mińska mnie w ogóle nie zainteresowała. Musiałbym być ślepy. Z drugiej strony nie miałem zamiaru zachwycać się jej wyglądem przy dziewczynie, z którą się spotykałem.
Czułem, jak Matylda zerka na mnie, czekając na to, co powiem. Moje tętno przyspieszyło, ale nie mogłem już dłużej zwlekać z odpowiedzią.
– Wydaje się sympatyczna i na pewno nie będzie z nią tak pod górkę jak z Lewińską. – Próbowałem się ratować.
– „Sympatyczna”? – Janek roześmiał się głośno. – Ciekawe, że pierwsze, co przychodzi ci do głowy, gdy myślisz o takiej lasce, to „sympatyczna”. Może coś przed nami ukrywasz, Łukasz?
Jego poczucie humoru zawsze mnie irytowało.
– Tak, Jasiu, wyobraź sobie, że ładne kobiety bywają też sympatyczne. – Chciałem go zgasić. – I serio myślisz, że to ma dla ciebie jakieś znaczenie, czy nowa wychowawczyni jest niezłą laską?
Czułem, jak dłoń Matyldy powoli wysuwa się spomiędzy moich palców, dokładnie w momencie, gdy powiedziałem: „niezła laska”. A mi zależało przecież tylko na jednym – żeby zagiąć Janka. Był jedynym chłopakiem z naszej klasy, z którym zupełnie się nie dogadywałem. Niestety, ponieważ trzymał się z Marcelem, często musiałem znosić jego obecność.
Matylda chyba nie łapała, że Mińska, jako nauczycielka, miała nad nami jakąś władzę – i to właśnie kręciło chłopaków. Wiedziałem, że za kilka dni im przejdzie.
Marcel i Janek kontynuowali swoje rozkminy Mińskiej, obstawiając, ile ma lat i czy jest mężatką. Myślałem o Matyldzie, czując, że jej humor gdzieś zniknął. Przez kolejną godzinę była na mnie obrażona, a ja skupiłem się na graniu. Mówiłem jej tyle razy, że jest piękna, że mi się podoba. Jeśli to nie wystarczało, to nie zamierzałem teraz organizować jej koncertu komplementów na życzenie.
Coraz częściej łapałem się na tym, że może jednak nie był to najlepszy pomysł, żeby w ogóle się z nią wiązać.