-
nowość
Od Adama do Baranka - ebook
Od Adama do Baranka - ebook
„Od Adama do Baranka” prowadzi przez Biblię jako jedną historię zbawienia — od stworzenia człowieka i dramatu Edenu, przez Abrahama, Wyjście, Paschę, królów i proroków, aż po Wcielenie, Krzyż, Zmartwychwstanie, Eucharystię i wizję Baranka z Apokalipsy. Książka ukazuje, jak obrazy, wydarzenia i postacie Starego Testamentu znajdują swoje dopełnienie w Chrystusie, nie traktując Pisma jako zbioru przypadkowych symboli ani ukrytego szyfru. Jej główną osią jest droga człowieka od zawłaszczenia do przyjęcia daru — od ręki Adama, która wyciąga się, aby wziąć, do otwartych rąk Chrystusa, który daje siebie. To teologiczno-literacka opowieść o zaufaniu, wolności, ciele, krwi, imieniu, Obliczu i świetle — o historii, która od pierwszych stron Księgi Rodzaju prowadzi ku Barankowi.
Ta publikacja spełnia wymagania dostępności zgodnie z dyrektywą EAA.
| Kategoria: | Wiara i religia |
| Zabezpieczenie: |
Watermark
|
| ISBN: | 9788398244121 |
| Rozmiar pliku: | 1 017 KB |
FRAGMENT KSIĄŻKI
„Od Adama do Baranka” prowadzi przez wybrane wydarzenia, postacie i obrazy biblijne, szukając ich wewnętrznej jedności w Chrystusie. Książka nie traktuje Starego Testamentu jak szyfru, w którym każdy szczegół miałby być bezpośrednią zapowiedzią Nowego Testamentu.
W tekście rozróżniane są: sens historyczny i literacki, lektura kanoniczna, typologia, późniejszy rozwój dogmatu oraz hipoteza teologiczna. Typologia nie usuwa pierwszego znaczenia wydarzeń Izraela; odczytuje je w świetle pełni Objawienia, której centrum stanowi osoba, śmierć i zmartwychwstanie Jezusa Chrystusa.
Interpretacje maryjne i eklezjalne pozostają podporządkowane Chrystusowi. Maryja nie jest drugim źródłem zbawienia, Kościół nie jest „drugim Wcieleniem”, a prywatne objawienia nie uzupełniają publicznego Objawienia zakończonego w Chrystusie.
Autor nie zamierza zastępować egzegezy historyczno-krytycznej ani nauczania Kościoła własnym systemem. Celem książki jest pokazanie jednej drogi: od człowieka, który próbuje wziąć życie dla siebie, ku Barankowi, który otrzymane człowieczeństwo przemienia w całkowity dar.PROLOG
NIE OD KSIĘGI, LECZ OD SŁOWA
_GŁOS PRZED TEKSTEM_
Na początku nie było jeszcze księgi. Był Bóg, który mówił — i człowiek zdolny odpowiedzieć albo się ukryć. Zanim zapisano pierwsze wersety, istniały już powołanie i obietnica, wyjście z niewoli, przymierze, modlitwa oraz pamięć o ocaleniu. Pismo wyrosło z historii, w której słowo Boga przychodziło do konkretnych ludzi i domagało się odpowiedzi.
Biblia zachowała pamięć tego spotkania, nie zastępując go papierem. Dlatego chrześcijanin nie czyta jej ani jako zbioru luźnych religijnych intuicji, ani jako księgi oderwanej od wspólnoty wiary, która ją otrzymała i przekazała. Pismo, Tradycja i Magisterium nie tworzą trzech konkurencyjnych źródeł. Służą temu samemu Objawieniu, którego pełnią jest sam Chrystus.
Taka wiara nie zwalnia z pytania o gatunek literacki, czas powstania, historyczne okoliczności i sens dostępny pierwszym słuchaczom. Przeciwnie, właśnie szacunek dla Słowa chroni przed pobożną dowolnością. Stary Testament nie musi znać z góry całej późniejszej teologii, aby naprawdę prowadzić ku jej spełnieniu.¹
_NIE SZYFR, LECZ DROGA_
Chrystus nie zamienia Starego Testamentu w szyfr. Drzewo nie staje się automatycznie krzyżem, liczba proroctwem, a każda postać ukrytą figurą Mesjasza. Typologia zaczyna się głębiej: tam, gdzie wydarzenie, osoba albo instytucja odsłania pytanie większe od własnej chwili, a późniejsze Objawienie nie unieważnia pierwszego sensu, lecz ukazuje jego dalszy horyzont.²
Dlatego będziemy odróżniać sens historyczny tekstu od lektury kanonicznej, typologii, rozwoju dogmatu i teologicznej hipotezy. To rozróżnienie nie rozcina Biblii na obce sobie warstwy. Pozwala raczej nie nazywać dowodem tego, co jest analogią, i nie przedstawiać późniejszej pełni tak, jakby była już wyłożona w każdym wcześniejszym wersecie.
Podobnie działa dogmat. Nie zamyka tajemnicy w definicji, lecz strzeże jej przed zubożeniem. Sobory nie stworzyły Boskości Syna, Bożego macierzyństwa Maryi ani jedności osoby Chrystusa; nauczyły Kościół odrzucać odpowiedzi prostsze od tajemnicy, którą otrzymał.³
_DAR, KTÓRY MOŻNA ZAMIENIĆ W ZDOBYCZ_
Najgłębszej osi tej drogi nie wyznaczy jednak sama chronologia. Pod kolejnymi wydarzeniami powraca ruch bardziej pierwotny: człowiek otrzymuje dar i zaczyna pytać, jak uczynić go własnością. Życie, imię, ziemia, błogosławieństwo, wolność, władza — to, co miało być przyjęte w relacji, łatwo staje się zdobyczą odłączoną od Dawcy.
Tu rodzi się pytanie większe niż pojedyncze przekroczenie zakazu. Czy stworzenie potrafi przyjąć dobro bez próby odłączenia go od Źródła? Czy może pragnąć podobieństwa do Boga, a zarazem pozostać synem, nie rywalem? Czy błogosławieństwo, chleb, przebaczenie i życie można otrzymać tak, aby dar nie stał się tytułem własności?
Dlatego będą powracały obrazy: ręka, która przyjmuje albo zagarnia; imię, które można wypowiedzieć albo zastąpić liczbą; oblicze, przed którym człowiek się ukrywa lub którego szuka; krew oznaczająca życie, którego nie jest właścicielem; mieszkanie Boga, którego obecności nie da się zamknąć w ludzkim posiadaniu. Nie są to ozdobniki. Z czasem zaczną układać się w jedną drogę.
_OD ADAMA KU BARANKOWI_
Tytuł tej książki wyznacza kierunek, nie skrót. Nie chodzi o przejście przez całą Biblię po to, aby przy każdym wydarzeniu dopisać z góry gotową odpowiedź. Chodzi o śledzenie pytania, które dojrzewa wraz z historią: co Bóg robi z człowiekiem, który dar coraz łatwiej zamienia w zdobycz, a zależność od Dawcy zaczyna odczuwać jak zagrożenie?
Chrześcijańska odpowiedź nie jest ostatecznie teorią. Jest Osobą. „Słowo stało się ciałem”. Ten, przez którego wszystko istnieje, wchodzi w historię stworzenia jako prawdziwy Bóg i prawdziwy człowiek. Od tej chwili biblijne obrazy mogą spotkać się nie w systemie pojęć, lecz w jednym życiu.
Nie trzeba jeszcze wiedzieć, dokąd doprowadzi każdy z nich. Wystarczy rozpocząć od pierwszego daru i pierwszego podejrzenia: od człowieka, który otrzymał życie, a zaczął się lękać, że Dawca zatrzymuje dla siebie jego pełnię; od ręki stworzonej do przyjmowania, która nauczy się brać; i od Boga, który mimo wszystko nie przestanie wołać człowieka po imieniu.
Stąd zaczyna się droga od Adama do Baranka.
Przypisy
1. Por. Sobór Watykański II, Dei Verbum, 7–12: Pismo i Tradycja przekazują jeden depozyt wiary; urząd nauczycielski mu służy, a interpretacja respektuje sens historyczny i jedność całego Pisma. ↩
2. Por. Łk 24,25–27.44–47. Chrystus jest centrum Pism, co nie oznacza bezpośredniego sensu chrystologicznego każdego szczegółu Starego Testamentu. ↩
3. Por. Nicea, Efez i Chalcedon oraz J 1,1–3.14; Kol 1,15–17; Hbr 1,1–3. Dogmat strzeże wyznania, że Syn należy po stronie Stwórcy i naprawdę przyjął ludzką naturę. ↩ROZDZIAŁ I
CZŁOWIEK STWORZONY DLA SYNA
_Z PEŁNI, NIE Z POTRZEBY_
Pierwsze zdanie Biblii nie mówi o człowieku. Zanim na kartach Pisma pojawi się istota zdolna nazwać świat, pokochać go, zranić albo zapytać o jego sens, jest już Bóg: „Na początku Bóg stworzył niebo i ziemię”. To zdanie waży więcej, niż może się wydawać. Świat nie jest odpowiedzią na brak w Bogu, lekarstwem na Jego samotność ani materiałem potrzebnym Stwórcy, aby stał się pełniejszy. Nie zostaje wydarty odwiecznej materii ani zbudowany ze szczątków pokonanego bóstwa. Zaczyna istnieć dlatego, że został chciany.
Chrześcijaństwo mówi jeszcze więcej. Jeśli Bóg odwiecznie jest Ojcem, Synem i Duchem Świętym, miłość nie czeka na stworzenie pierwszej istoty zdolnej na nią odpowiedzieć — jest wcześniej niż świat. Bóg nie potrzebuje stworzenia, aby mieć kogo kochać. Stworzenie wypływa więc nie z pustki domagającej się zapełnienia, lecz z pełni, która potrafi udzielić istnienia temu, co Bogiem nie jest.
To od razu zmienia pierwszą prawdę o człowieku. Nie zostaliśmy powołani dlatego, że byliśmy potrzebni. Nie istnieliśmy jeszcze, by zasłużyć na istnienie. Nasza wartość nie zaczyna się wraz z użytecznością, świadomością, samodzielnością ani społecznym uznaniem. Człowiek jest najpierw chciany, dopiero potem może cokolwiek uczynić. Godność wyprzedza osiągnięcie.
_CZŁOWIEK STWORZONY DLA SYNA_
Opis stworzenia powraca niemal jak refren liturgii: „Bóg rzekł”. Ludzkie słowo zawsze przychodzi po rzeczywistości — nazywa to, co już istnieje. Słowo Boga działa inaczej. Nie komentuje gotowego świata, lecz powołuje go do istnienia. Dopiero św. Jan odsłoni, że u początku nie stoi bezosobowy rozkaz, lecz Słowo, które „było u Boga” i „było Bogiem”. Wszystko przez Nie się stało.
Nie trzeba tutaj rozstrzygać całej tajemnicy odwiecznego zrodzenia Syna. Wystarczy strzec granicy, bez której chrześcijańska opowieść traci swój środek: Syn nie należy do stworzeń. Nie jest pierwszym, najwyższym ani najdoskonalszym z nich. Jest z Ojca, a nie pośród rzeczy, które zaczęły istnieć. Dlatego kiedy wejdzie w historię, człowiek nie spotka jedynie Bożego wysłannika. Spotka Boga, który naprawdę przyjął człowieczeństwo.1,\ 2
Nowy Testament mówi jednak coś jeszcze bardziej zaskakującego: wszystko zostało stworzone nie tylko przez Syna, lecz również dla Niego. Człowiek nie jest więc przypadkową istotą, do której Bóg po katastrofie grzechu dopasuje później Chrystusa jako plan ratunkowy. Ludzka natura od początku powstaje przez Tego, który w pełni czasu sam ją przyjmie. Syn nie staje się człowiekiem dlatego, że człowieczeństwo było Mu obce, lecz wchodzi w naturę stworzoną przez siebie i ku sobie.
Chronologia podpowiada: najpierw Adam, potem Jezus. Teologia odwraca perspektywę. Chrystus jest „Obrazem Boga niewidzialnego”, a człowiek zostaje stworzony „na obraz Boga”. Adam nie jest pierwowzorem, według którego później ukształtowano człowieczeństwo Chrystusa. To Chrystus odsłania, kim Adam miał się stać. Człowiek jest, w tym analogicznym sensie, obrazem Obrazu. Ostatni w porządku czasu okazuje się pierwszy w porządku sensu.³
Dlatego Wcielenie nie jest jedynie naprawą awarii. Syn przyjdzie jako Odkupiciel grzesznika, ale wcześniej i głębiej pozostaje Tym, ku któremu człowiek został stworzony. Człowiek został stworzony ku Synowi jako swemu celowi; grzech sprawił, że potrzebuje Go także jako Odkupiciela.⁴
Sobór Watykański II ujął tę intuicję w zdaniu, że Chrystus „objawia w pełni człowieka samemu człowiekowi”. Nie dlatego, że Adam był człowiekiem pozornym, lecz dlatego, że w Synu widać człowieczeństwo doprowadzone do swojej prawdy: nie samotną autonomię, ale istnienie otrzymane od Ojca i zdolne stać się darem. Chrystus nie odbiera człowiekowi człowieczeństwa przez swoją Boskość. Przeciwnie, Jego człowieczeństwo pokazuje, że zależność od Boga nie jest konkurencją wobec wolności.⁵
To odwraca jeden z najbardziej uporczywych odruchów religijnych: łatwo myśleć o Bogu i człowieku jak o dwóch wielkościach walczących o tę samą przestrzeń — im więcej Boga, tym mniej człowieka; im większa autonomia człowieka, tym mniej miejsca dla Boga. W Chrystusie ta rachuba się załamuje. Najpełniejsze ludzkie życie jest równocześnie całkowicie zwrócone ku Ojcu. Syn pokazuje, że stworzenie nie osiąga wielkości przez odsunięcie Źródła, lecz przez przyjęcie od Niego wszystkiego bez lęku, że dar poniża obdarowanego.
Synostwo nie jest więc dodatkiem do antropologii. Jest jednym z jej najgłębszych kluczy. Człowiek nie ma stać się Bogiem przeciw Bogu; zostaje zaproszony do udziału w życiu Boga jako przybrany syn w Synu. Historia zaczyna się od stworzenia, lecz jej celem nie jest jedynie zachowanie niewinności pierwszego ogrodu. Celem jest komunia, której Adam jeszcze nie ogląda w pełni.
_OBRAZ, KTÓREGO NIE MOŻNA ODEBRAĆ_
Słowa „na obraz i podobieństwo Boga” próbowano wiązać z rozumem, wolą, duchowością, twórczością, panowaniem nad światem czy zdolnością do relacji. Każda z tych intuicji może coś odsłonić, żadna nie powinna jednak stać się miarą, którą odmierzamy cudze człowieczeństwo. Gdyby obraz Boga zależał od aktualnej sprawności intelektu, zanikałby wraz z utratą świadomości. Gdyby jego miarą była samodzielność, niemowlę i człowiek umierający znaleźliby się na marginesie własnego gatunku. Gdyby objawiał się przede wszystkim we władzy, najbardziej podobny do Boga byłby najsilniejszy.
Tymczasem Księga Rodzaju dokonuje przesunięcia o ogromnych konsekwencjach: obrazem Boga nie zostaje nazwany wyłącznie król, kapłan czy zwycięzca. Obrazem jest człowiek jako człowiek. Społeczeństwo może tę godność uznać albo podeptać, lecz nie może jej stworzyć, a zatem nie może jej również prawomocnie odebrać.
Święty Augustyn będzie później szukał śladów Bożego obrazu szczególnie w duchowym życiu człowieka: w pamięci, poznaniu i miłości. Trzeba jednak strzec szerszej prawdy biblijnej: obrazem nie jest odłączony fragment osoby. Człowiek odpowiada Bogu jako jedność życia cielesnego i duchowego. Grzech może ten obraz zaciemnić, ale nie zamienia osoby w rzecz pozbawioną Pierwowzoru.⁶
Ma to konsekwencję głębszą niż zwykłe stwierdzenie, że „każdy zasługuje na szacunek”. Obraz Boga pozostaje w człowieku również wtedy, gdy trudno go dostrzec: pod niepełnosprawnością, winą, starością, lękiem, chorobą, poniżeniem i społecznym odrzuceniem. Nie znaczy to, że każde ludzkie działanie staje się dobre. Oznacza, że nawet sprawca zła nie przestaje być osobą, której czyn trzeba osądzić bez zamiany jej samej w rzecz. Godność wyprzedza moralną ocenę czynu, choć odpowiedzialność pozostaje realna.
Obraz nie jest swoim źródłem. Lustro nie tworzy światła, które odbija; odwrócone od słońca nie staje się przez to bardziej samodzielne — staje się po prostu ciemniejsze. Podobnie człowiek nie zostaje pomniejszony przez to, że nie jest Bogiem. Jego wielkość polega właśnie na tym, że potrafi otrzymać prawdę, miłość i istnienie, a następnie odpowiedzieć na nie świadomie i wolnie.
_DRUGI CZŁOWIEK NIE JEST PRZEDŁUŻENIEM MNIE_
Zaraz po słowach o obrazie Boga Biblia dodaje: „stworzył mężczyznę i niewiastę”. Jedna natura ludzka istnieje w dwojgu — równych w godności, a jednak nieredukowalnych do siebie. Różnica nie jest błędem, który należy usunąć, lecz pierwszą szkołą prawdy, że świat nie składa się z przedłużeń mojego „ja”. Drugi człowiek nie istnieje po to, aby potwierdzać moje pragnienia, wypełniać każdą pustkę ani stać się materiałem mojego spełnienia.⁷
Pierwsze biblijne „nie jest dobrze” dotyczy samotności. Nie jest to jeszcze moralne zło, lecz sytuacja człowieka, który ma świat, zadanie i odniesienie do Boga, a nie spotkał jeszcze kogoś równego sobie. Zwierzęta są dobre, ale żadne nie może odpowiedzieć mu z wnętrza tej samej ludzkiej natury. Kobieta nie pojawia się jako własność mężczyzny ani jego brakująca połowa. Pojawia się jako ktoś, wobec kogo zachwyt musi nauczyć się granicy.
To jedna z subtelniejszych prawd o miłości: drugi człowiek jest darem właśnie dlatego, że nie jest mną. Komunia nie polega na wchłonięciu różnicy, lecz na bliskości, która nie niszczy odrębności — obejmuje, nie zaciera. Grzech później przetłumaczy tę różnicę na język walki o władzę i zawłaszczenia; na początku jednak odmienność zostaje dana jako możliwość spotkania.
_CIAŁO NIE JEST OPAKOWANIEM DUSZY_
Drugi opis stworzenia mówi o prochu ziemi i tchnieniu życia. Nie jest podręcznikiem biologii, lecz zdaniem teologicznym o całym człowieku: jesteśmy z ziemi i jesteśmy otwarci ku Bogu. Materia nie pochodzi z gorszego źródła. Ciało nie jest więzieniem prawdziwej osoby ani tymczasową powłoką, którą zbawienie pewnego dnia pozwoli zrzucić.
Nie tyle „posiadamy” ciało, jak posiada się narzędzie. Jesteśmy cieleśni. To człowiek patrzy, dotyka, kocha, pracuje, cierpi i umiera. Ciało staje się językiem osoby: spojrzenie może pocieszyć albo uprzedmiotowić, ręka może przyjąć albo zagarnąć, obecność może chronić albo naruszyć. Adam, widząc kobietę, nie mówi „duch z mojego ducha”, lecz z zachwytem rozpoznaje „ciało z mego ciała”. Biblia nie wstydzi się cielesności, zanim grzech nauczy człowieka wstydu i pożądliwości.⁸
Właśnie dlatego Wcielenie będzie tak radykalne. Syn nie przywdzieje człowieczeństwa jak kostiumu. Przyjmie prawdziwe ciało, ludzki rozum i wolę, uczucia, zmęczenie, życie poddane czasowi i rzeczywistą zdolność cierpienia oraz śmierci. Chrześcijańska nadzieja nie kończy się więc na nieśmiertelności duszy. Oczekuje zmartwychwstania ciała, ponieważ człowiek ma zostać ocalony cały.
Cielesność sprawia również, że miłość nie może pozostać czystą intencją. Potrzebuje sposobu obecności: czasu oddanego drugiemu, miejsca przy stole, dłoni, która nie wykorzystuje przewagi, słowa wypowiedzianego we właściwej chwili. To samo ciało może stać się narzędziem przemocy albo znakiem odpowiedzialności, przez który osoba staje się widzialna. Dlatego odkupienie ludzkiego ciała będzie później również odkupieniem spojrzenia, dotyku i pragnienia — nie ich unicestwieniem, lecz uzdrowieniem.
_DAR, PRACA I ODPOCZYNEK_
Człowiek otrzymuje świat, aby go uprawiać i strzec. Panowanie nie oznacza prawa do pożerania wszystkiego, co słabsze. Jeśli człowiek ma być obrazem Boga, jego władza powinna przypominać władzę Stwórcy, który podtrzymuje istnienie tego, co nie jest Nim, zamiast zamieniać stworzenie w przedłużenie własnej potęgi. Władza oddzielona od odpowiedzialności bardzo szybko przekształca dar w surowiec.⁹
Praca pojawia się przed grzechem, więc sama nie jest karą. Człowiek ma rozwijać możliwości świata, ale nie zostaje stworzony jako narzędzie produkcji. Szabat przecina iluzję, że kosmos utrzymuje się dzięki ludzkiej nieustanności. Odpoczynek jest aktem wiary: świat ma Stwórcę i nie jestem nim ja.
Później Chrystus nie zaproponuje jedynie przerwy od wysiłku. Powie: „Przyjdźcie do Mnie”. Odpoczynek okaże się relacją. Człowiek odzyskuje pokój nie wtedy, gdy wykona wszystko, lecz gdy przestaje próbować być własnym stwórcą, opatrznością i zbawicielem.
To pozwala inaczej spojrzeć także na sens stworzenia. Świat nie zmierza ku chwili, w której człowiek wyprodukuje doskonałość własnymi siłami. Jego celem jest obecność i komunia. Przybytek, świątynia, Wcielenie i Nowe Jeruzalem rozwiną później tę samą oś: Bóg nie stworzył świata po to, aby obserwować go z bezpiecznej odległości, lecz aby stworzenie mogło żyć przed Jego Obliczem. Rozdział IX powróci do tej intuicji szerzej; tutaj wystarczy zobaczyć, że pierwsze strony Biblii już zmierzają ku mieszkaniu Boga z człowiekiem.
_GRANICA, KTÓRA CHRONI DAR_
W ogrodzie pojawia się również granica. Nie jest pułapką zastawioną przez Boga ani zazdrosnym zatrzymaniem wiedzy. Wypowiada prawdę o stworzeniu: człowiek nie jest swoim początkiem, nie ustanawia dobra samą wolą i nie posiada życia niezależnie od Dawcy. Granica nie upokarza — uwalnia od niemożliwego zadania bycia Bogiem dla samego siebie.¹⁰
Właśnie tutaj zaczyna się dramat. Wąż nie proponuje człowiekowi czegoś całkowicie obcego jego powołaniu. Człowiek rzeczywiście został stworzony ku poznaniu, wolności i podobieństwu do Boga. Pokusa dotyczy sposobu dojścia do celu: czy podobieństwo zostanie przyjęte jako komunia, czy potraktowane jako zdobycz.
Pokusa nie zaczyna się więc od negacji Boga, lecz od podejrzenia wobec Dawcy. Wtedy dar zaczyna wyglądać jak ograniczenie, zależność jak poniżenie, a granica jak przeszkoda stojąca między człowiekiem a pełnią.
To tutaj cała książka zaczyna naprawdę swoją drogę. Człowiek został stworzony dla Syna, lecz może zapragnąć Boskiego życia bez synowskiej relacji — podobieństwa bez Pierwowzoru, wolności bez Dawcy, daru bez wdzięczności. Ręka stworzona do przyjmowania wyciągnie się, aby wziąć.
Przypisy