Facebook - konwersja
Przeczytaj fragment on-line
Darmowy fragment

  • nowość

Od Elise - ebook

Wydawnictwo:
Format:
EPUB
Data wydania:
24 lipca 2026
55,90
5590 pkt
punktów Virtualo

Od Elise - ebook

Tajemnice Haven High wkrótce mogą ujrzeć światło dzienne.

„Pragnęłam go mieć, a jednocześnie wiedziałam, że to niemożliwe”.

Elise i Michael są przekonani, że zbrodnia, którą popełnili na początku wakacji, pozostanie ich sekretem. Wszystko się zmienia, gdy odkrywają, iż ktoś niepożądany zna prawdę. Zmuszeni do działania, próbują ustalić, jak bardzo prześladowca może zniszczyć im życie.

Podczas konfrontacji na opuszczonym kempingu świadek ujawnia, że dostał tajemniczy SMS od nieznanego numeru. Ktoś zawarł w nim prawdę o zaginięciu Chada. Dodatkowo otrzymał polecenie, żeby utrudnić życie Elise, Michaelowi oraz ich przyjaciołom.

W jednej chwili wszystko wymyka się spod kontroli. Para rozumie, że wpadła w pułapkę – taką, z której nie mogą się wydostać ani nawet poprosić o pomoc, nie wyjawiając własnej winy.

Bo jak uciec przed kimś, kto zna twoją najgorszą tajemnicę…?

Książka zawiera treści nieodpowiednie dla osób poniżej szesnastego roku życia.

Opis pochodzi od Wydawcy.

Ta publikacja spełnia wymagania dostępności zgodnie z dyrektywą EAA.

Kategoria: Romans
Zabezpieczenie: Watermark
Watermark
Watermarkowanie polega na znakowaniu plików wewnątrz treści, dzięki czemu możliwe jest rozpoznanie unikatowej licencji transakcyjnej Użytkownika. E-książki zabezpieczone watermarkiem można odczytywać na wszystkich urządzeniach odtwarzających wybrany format (czytniki, tablety, smartfony). Nie ma również ograniczeń liczby licencji oraz istnieje możliwość swobodnego przenoszenia plików między urządzeniami. Pliki z watermarkiem są kompatybilne z popularnymi programami do odczytywania ebooków, jak np. Calibre oraz aplikacjami na urządzenia mobilne na takie platformy jak iOS oraz Android.
ISBN: 978-83-8418-912-2
Rozmiar pliku: 4,1 MB

FRAGMENT KSIĄŻKI

OSTRZEŻENIE

Zanim podzielę się z Wami treścią Od Elise, chciałabym odpowiedzialnie ostrzec, że w książce występują: wulgaryzmy, przemoc, używki, naruszanie prawa i zasad moralnych, krew, wątki związane z brakiem samoakceptacji, zaburzenia odżywiania, trudne relacje rodzinne.

Wszelkie treści, które mogłyby być drastyczne w odbiorze, zostały opisane w sposób jak najmniej obrazowy.

Narracja pierwszoosobowa pozwoliła mi na opowiedzenie tej historii ustami bohaterów, którzy postępują irracjonalnie oraz nieodpowiednio, ponieważ posiadają określony zestaw cech i doświadczeń. Nie pochwalam ani nie gloryfikuję ich zachowań.

Proszę, pamiętajcie, że jedną z najistotniejszych cech książki stanowi to, iż często wpuszcza nas do głowy bohatera. W ten sposób o wiele łatwiej mu zaufać.

ZAWSZE MYŚLCIE ZA SIEBIE.

Książka została napisana w celach rozrywkowych, nie edukacyjnych. Sposób funkcjonowania poszczególnych instytucji może różnić się od tego, jak działają one w rzeczywistości. Zastosowałam tu podstawowy research. Decydując się na przeczytanie jej, akceptujesz świat przedstawiony dzieła w taki sposób, w jaki został opisany.

Dziecięcy Telefon Zaufania Rzecznika Praw Dziecka: 800 12 12 12_To, czego nie potrafimy wyrazić słowami_

Eyes Closed – HEXXENMIND

I’m Not Okay (I Promise) – My Chemical Romance

When She Told Me – Cassyette

The Fate of Ophelia (Rock) – Loop Theory

The Secret – Our Waking Hour

Kiss or Kill – Stela Cole

Bad Girlfriend – Theory of a Deadman

Sit Next to Me – Foster the People

Speak in Tongues – machineheart

Die For You – Wraithlurk

DADDY DON’T CRY – BEAUTY SCHOOL DROPOUT

Dead to Me (Reimagined) – Unlike Pluto, Joanna Jones, Palaye Royale

Golden – Harry Styles

I Did Something Bad – Taylor Swift

Blank Space – I Prevail

I Love This Part – The Wrecks

Break the Rules – Charli XCX

Vicious – Bohnes

Anything But Ordinary – Avril Lavigne

WORSHIP – Saint Vice

PEACE & VIOLENCE – Faouzia

Hose on a Hill – The Pretty Reckless

HELL TO HAVE YOU – Our Last Night, Sam Tinnesz

CANCELLED! – Taylor Swift

Cursed – The Requiem

Ghost – 5 Seconds of Summer

Medusa – John Michael Howell

PRINCESS OF POWER – MARINA

Somewhere Only We Know – Keane

Hammer to the Heart – Teddy Swims

Champagne Problems – Taylor Swift

Silver Spoon – Erin LeCount

Beautiful Baby – Elizabeth

Happier Than Ever – Loveless

Villains Aren’t Born (They’re Made) – PEGGY

The Smallest Man Who Ever Lived – Taylor Swift

Hermit the Frog – MARINA

You – DEADLUVE

What’s Left of Me – Grace VanderWaal

Killing Boys – Halsey

Over And Out – 5 Second of Summer

She’s Out of My League – Tyler Chase

DON’T YOU SEE ME TRYING – Erin LeCount

For Me, It’s You – Lo Moon

BONNIE AND CLYDE – Red Leather

Cake – Melanie Martinez

You Give Love a Bad Name – Bon Jovi

Tear You Apart – She Wants RevengeProlog
Od Elise Stratford

Eyes Closed – HEXXENMIND

Istnieje pewien paradoks, który mówi, że jeśli nie możesz kontrolować niczego, zaczynasz kontrolować absolutnie wszystko. Liczbę kroków przez siebie stawianych. Godziny snu. Oceny w szkole. Harmonogram mycia włosów. To, jak chodzisz, pachniesz, śmiejesz się i płaczesz.

Nie pamiętałam dnia, w którym po raz ostatni czułam się wolna od więzów własnego umysłu. Pragnąc przetrwać w domu, gdzie nic istotnego nie należało do mnie, nauczyłam się mówić i poruszać tak, by jeszcze bardziej nie napiąć atmosfery. Miałam obowiązki, lecz żadnych przywilejów. Kary bez nagród. Urodziny bez tortu. Konwersacje bez głębi. Wszystko bez sensu.

Aż pewnego dnia wybudziłam się z transu. Poczułam ciepłe dłonie na ramionach. Miękkie usta na moich. Palce we włosach. I już wiedziałam, że zrobię wszystko dla Michaela Blackwooda. Nawet zabiję człowieka.Rozdział Pierwszy
Od Uciekinierki

Dwa miesiące wcześniej

I’m Not Okay (I Promise) – My Chemical Romance

To naprawdę ładna łazienka. Zbyt ładna, by ją zniszczyć, jednak wszystko we mnie kazało wziąć zamach i rozbić lustro. Resztkami samokontroli powstrzymałam krzyk. Zamiast tego wgapiałam się we własne odbicie.

Zapięłam marynarkę od mundurka pod samą szyję, po czym wygładziłam spódnicę, jak gdyby zasady wciąż obowiązywały, choć po dzwonku nikt ich już nie pilnował. Wyglądałam na kogoś poukładanego, kto wie, gdzie jego miejsce.

Same kłamstwa.

Zamiar ucieczki uporczywie powracał. Powinnam zniknąć, zanim rodzice wrócą, drzwi posiadłości na klifach znowu się otworzą, a każdy jej zakamarek wypełni obecność kogoś, kto podawał się za moją rodzinę.

Gówno prawda.

Dla Stratfordów stanowiłam projekt. Inwestycję. Coś, co mogli wykorzystać, aby podwoić majątek. Moja wola nie miała znaczenia. Wielokrotnie się o tym przekonałam.

Rok szkolny oficjalnie się skończył, internat opustoszał, a echo na korytarzach zniknęło. Łazienka była nienaturalnie cicha. Miękkie, żółtawe światło odbijało się w mosiężnych kranach i dużych lustrach. Kafelki miały delikatny wzór, gdzieniegdzie popękany ze starości, a zapach mydła oraz politury mieszał się z chłodem kamiennych murów.

Przez cały semestr byłam sama. W tej upiornej szkole i domu strachów… Ogromne pokoje, ciągnące się w nieskończoność korytarze, wiatr uderzający w szyby od strony morza… Cisza, która kojarzyła się z czujnością, nie spokojem.

Kiedyś zapytałam matkę, czy też przeprowadzą się z ojcem do Seabrook Haven i przestaną udawać, że istnieję tylko wtedy, gdy czegoś ode mnie chcą. Nie miałam na co liczyć.

– Poradzisz sobie – wyszeptałam do lustra i zacisnęłam pięści.

Nie widziałam spakowanej torby podróżnej, aczkolwiek doskonale wiedziałam, że znajduje się za pękniętym kafelkiem. Po pierwszym semestrze sama ją tam wsadziłam i nigdy wcześniej nie zebrałam się na odwagę, by rzeczywiście rozważyć zniknięcie. Ale teraz… Kiedy skończyłam osiemnaście lat i pojawiła się wizja spędzenia życia u boku Chadwicka – wszystko uległo zmianie.

– Ludzie przeżywają gorsze rzeczy – dodałam.

Serce ścisnęło mi się na myśl o tym, co nastanie, kiedy wyjmę bagaż. Bałam się. Nie tego, że zostanę znaleziona, ale że nie dam sobie rady. Nigdy nie musiałam liczyć pieniędzy, nie spałam w miejscach, gdzie pościel nie była wykrochmalona, a za każdą zachciankę płaciłam kartą taty. Przywykłam do luksusu tak bardzo, że stał się niewidzialny – aż do chwili, gdy miałam go stracić.

Oparłam dłonie o zimną umywalkę. Kamień okazał się gładki, pewny, jakby należał do świata, który zawsze będzie na swoim miejscu. Zamknęłam oczy.

Jeden, dwa, trzy…

Gdy uniosłam powieki, coś w moim spojrzeniu się zmieniło. Cisza zaczęła brzmieć jak wyrok.

Drzwi łazienki otworzyły się gwałtownie i z impetem uderzyły o ścianę. Instynktownie się odwróciłam. W progu, ciężko oddychając, jakby wcześniej biegł, stał Chad. Miał poluzowany krawat i napiętą z wściekłości twarz. Jego obecność natychmiast zmieniła powietrze – zrobiło się gęste, duszne, obce.

– Gdzie to masz, Elise? – warknął.

Nie odpowiedziałam. Mocniej zacisnęłam palce na umywalce.

Chadwick zrobił krok do przodu. Potem kolejny. Wchodził w moją przestrzeń, zawłaszczając ją tak samo, jak robił to zawsze. Bez pytania ani zgody. Jakbym była pozbawioną autonomii rzeczą, którą można przesunąć, ustawić lub zniszczyć.

– Myślisz, że jesteś taka mądra, co? – syknął. – Z tymi swoimi książkami, trudnymi słowami, których nikt nie używa…

Michael Blackwood ich używa.

Odepchnęłam od siebie tę myśl. Syn inspektora nie mógł mnie uratować, choć niejednokrotnie rozważałam pójście na policję. Niemniej jednak… Co bym powiedziała? Że rodzice, którzy płacą moje czesne, ubierają mnie i karmią, nawet nie dzwonią, by sprawdzić, czy żyję? To bez znaczenia, osiągnęłam pełnoletniość. Jeśli Stratfordowie postawiliby warunek, że dalej będą łożyć na mój byt, tylko jeśli wyjdę za Courtenaya, mogliby to zrobić. Fortuna należała do nich, nie do mnie.

Puściłam umywalkę i gdy Chad podszedł bliżej, cofnęłam się do ściany. Próbowałam z nim zrywać. Obrzydzić mu siebie. Tłumaczyć, że to nie ma sensu. Za każdym razem wracał, grożąc, że skłamie, iż go zdradzam albo okradam. Tego mój ojciec by nie wybaczył…

– Och, już nie dramatyzuj… – Chad jeszcze bardziej się zbliżył.

Nienawidziłam go. Za to, jak na mnie patrzył. Za to, jak mówił, że do niego należę… Za to, że pogodził się z naszym losem.

Za kilka dni miała odbyć się kolacja zaręczynowa. Oczami wyobraźni widziałam duży stół, wino, uśmiechy rodziców, którzy mówią o przyszłości, stabilności, o tym, że „to naturalna kolej rzeczy”. A Chadwick siedzi obok, zadowolony, pewny, jakby mnie kochał, a nie posiadał.

Zrobił kolejny krok w przód, a ja w tył, przez co dotknęłam plecami zimnych kafelków. Nie miałam już miejsca, by się cofnąć.

– Gdzie jest torba, Elise? – wycedził.

Wzięłam głęboki wdech i zadarłam brodę.

– Nie twój zaszczany interes, Chad – odfuknęłam.

Przez ułamek sekundy zobaczyłam w oczach Courtenaya coś niebezpiecznego. Nie zdziwienie ani złość, lecz utratę kontroli. Byliśmy tak blisko, że czułam jego miętowy oddech oraz silny zapach dezodorantu Axe, wymieszany z potem.

– Nie zostawisz mnie, rozumiesz? – wysyczał ostrzegawczo. – Mnie się, kurwa, nie zostawia, tylko błaga na kolanach, żebym został.

Nie odpowiedziałam. Milczenie stanowiło jedyną rzecz, której nie mógł mi odebrać.

Chłopak zacisnął pięści. Serce podskoczyło mi do gardła. Zamachnął się. Uderzenie przyszło nagle, gwałtownie, przez co mocno zamknęłam oczy. Nie walnął we mnie, tylko tuż obok. Knykcie Chada wbiły się z głuchym trzaskiem w kafelki przy mojej głowie.

Drgnęłam.

Stał tak przez chwilę, ciężko oddychając, z ręką opartą o ścianę. Nie ruszyłam się ani o centymetr. Dopiero po chwili obróciłam głowę i dostrzegłam, że płytki popękały, tworząc cienką pajęczynę linii.

Jeśli nie ucieknę teraz, to następnym razem pięść Chadwicka nie zatrzyma się na ścianie.

Nagle drzwi się otworzyły po raz drugi, tym razem z taką energią, że zawiasy zaprotestowały przeciągłym piskiem.

– Co tu się, do diabła, dzieje?!

Pierwszy raz w życiu odetchnęłam z ulgą, słysząc skrzekliwy głos doktor Beatrice Falcon. Stara chemiczka miała pooraną zmarszczkami twarz, na której próżno szukać łagodności. Jej siwe włosy sterczały w nieładzie, a cienkie usta wykrzywiły się w grymasie czystej odrazy. Nie znosiłam tej jędzy za sposób, w jaki patrzyła na uczniów, jakby wszyscy byli uciążliwym problemem, i za to, że zawsze stawała po stronie silniejszych. Z jakiegoś powodu kobieta obrała sobie za cel udowodnienie mi, iż nie jestem w stanie pojąć chemii. Musiałam starać się sto razy bardziej, żeby zasłużyć na tę samą ocenę co Michael Blackwood, ponieważ… No właśnie, dlaczego? Doktor Falcon próbowała uwalić mnie za nieczytelne pismo albo niedokolorowanie kwadracika z poprawną odpowiedzią. Mike’a też nie lubiła, ale wystarczyło, że od czasu do czasu się do niej wyszczerzył, żeby nieco mu odpuściła. Może zwyczajnie nauczycielka miała problem do kobiet? Szczerze? Gdybym była nią, też wkurzałabym się, widząc młodsze, ładniejsze dziewczyny, ze świetlaną przyszłością. Lecz teraz… Zapragnęłam ją ozłocić i ucałować w sam środek wielgachnego, krzywego nochala.

– Panie Courtenay, to damska toaleta, proszę natychmiast wyjść! – rozkazała.

Chad gwałtownie się odwrócił. Przez ułamek sekundy wyglądał, jakby chciał zaprotestować, ale belferka znalazła się zbyt blisko. Wtargnęła między nas, tak że koszykarz musiał się odsunąć.

– Ruszaj się, gamoniu – dodała, niemal popychając go w stronę wyjścia.

Posłuchał, aczkolwiek rzucił mi ostatnie, przelotne spojrzenie. Ostrzegawcze. Takie, które mówiło, że mam sobie uważać.

Gdy opuścili pomieszczenie, cisza wróciła brutalnie, ze zdwojoną siłą. Stałam jeszcze przez chwilę nieruchomo, jak gdyby moje ciało nie wiedziało, czy naprawdę znów jestem bezpieczna. Dopiero kiedy upewniłam się, że nikt nie wraca, osunęłam się powoli po ścianie. Podciągnęłam kolana do piersi. Oddychałam płytko, urywanymi haustami, niczym po długim biegu. Skupiłam się na liczeniu: wdech, wydech. Jeszcze raz. I jeszcze...

Nie płakałam. Nie pozwoliłam sobie na to. Łzy stanowiłyby dowód mojej słabości, a potrzebowałam teraz czegoś zupełnie innego. Zacisnęłam szczęki, oparłam głowę o ścianę i zamknęłam oczy, aż drżenie dłoni zaczęło powoli ustępować.

Byłam sama. Na razie. I to musiało mi wystarczyć.

Gdy doprowadziłam oddech do normy, wstałam z zamiarem wygrzebania bagażu z kryjówki. Nim zdołałam go chwycić, drzwi raz jeszcze się otworzyły. Przez próg przeszły Alessa i Vicky. Moje koleżanki, które chyba myślały, że jesteśmy bliżej niż w rzeczywistości, bo czasem nocowałyśmy w swoich domach.

– Ruda! – zawołała ta pierwsza. – Impreza u ciebie aktualna?

Zamarłam. Nie mogłam zabrać torby ani powiedzieć, że odwołuję zabawę. Właściwie o niej zapomniałam, ale to była tradycja. Nie musiałam nawet mówić, że dziś pijemy na klifach. Dziewczyny zwyczajnie założyły, że tak będzie.

Pokiwałam prędko głową, by dać sobie czas na odzyskanie języka w gębie.

– Blokujecie wejście! – Niespodziewanie dotarł do mnie głos Esther Walsh, która przepchnęła się przez koleżanki.

Laski zmierzyły ją wzrokiem. Kumplowałyśmy się z Es w pierwszym semestrze, a potem ona zaczęła chodzić z Willem Ainsworthem i nagle kontakt nam się urwał. Nie dlatego, że Esther nie miała czasu. Po prostu obracała się w towarzystwie Michaela Blackwooda, co dla Alessy i Vicky oznaczało zdradę. Ja i Mike skakaliśmy sobie do gardeł przy każdej możliwej okazji.

– Bo to nie jest łazienka dla dupolizów zjeba – odpowiedziała złośliwie Vicky.

Rozchyliłam wargi. Miałam większe problemy na głowie niż przejmowanie się tą durną przepychanką.

– „Dupolizów zjeba”? – zakpiła Es. – Amoniak z farby do włosów wyżarł ci mózg, że nie jesteś w stanie wymyślić lepszej obelgi, kretynko?

– Dajcie spokój – wcięłam się. – Na okres letni zawieśmy broń. Nie chcemy, żeby ktoś zadzwonił na policję, że impreza jest za głośna, dlatego, Es… – Podeszłam do dziewczyny mimo zdziwienia znajomych. – Zabierz kumpli i wpadnij do mnie wieczorem.

Walsh zmarszczyła brwi.

– Wow, cóż za łaska z twojej strony – skomentowała.

– No właśnie… – mruknęła Alessa. – Co ma policja do znajomych Es?

– To, że ojciec Michaela jest inspektorem i raczej nie wsadzi swojego syna za kratki, bo przebywa na hucznej domówce – wyjaśniłam. – A teraz wybaczcie, muszę ogarnąć przynajmniej dwa kegi i skrzynkę wódki. – Wyminęłam dziewczyny i w końcu wyszłam na korytarz.

Może jeśli rozkocham w sobie Blackwooda, to jego stary nie wsadzi mnie do pierdla, kiedy już zamorduję Chada gołymi rękami…? Zdecydowanie nie wzięłam tej myśli na poważnie. Aż się wzdrygnęłam. Nie wiedziałam, co gorsze – trup, więzienie czy jakakolwiek realna bliskość z Michaelem Blackwoodem.Rozdział Drugi
Od Kopciuszka

When She Told Me – Cassyette

Ogień trzaskał, jakby chciał zagłuszyć muzykę, ale bas i tak wwiercał się w żebra. Ktoś podkręcił głośniki do granic, morze w tle było już tylko czarną plamą, a piasek – lepkim, rozdeptanym błotem z piwa i słodkich drinków. Chaos miał zapach dymu, soli, absurdalnie drogiego alkoholu oraz… rzygów Harolda Hargreevesa.

– Ja pierdolę – wyrwało mi się, zanim zdążyłam pomyśleć.

Patrzyłam na swoją koszulkę z odrazą. Wymiociny. Naprawdę?! Spośród wszystkich możliwych katastrof – ta była najbardziej idiotyczna, a przez to najbardziej wkurzająca. Puls walił mi w skroniach, gniew mieszał się z mdłością. Chciałam krzyczeć, uciec, podpalić tę plażę razem z całym pieprzonym Haven High.

– Mam teorię, że to pierwsza popijawa Harry’ego. – Z zamyślenia wyrwał mnie dźwięk głosu Esther.

Dziewczyna kiwała się nieco na boki. Też musiała dać w palnik, czemu się wcale nie dziwiłam. Gdyby mój facet wolał innych kolesi, nie pozostałoby mi nic innego. Co prawda Will nie przyznał się do romansu z Theo, aczkolwiek to było po nich widać. Na pewno obściskiwali się w szatni po treningach. Ciekawe, czy Es miała świadomość, że jest przysłowiową „brodą”. Wściekłam się na świat do tego stopnia, że naprawdę wiele kosztowało mnie powstrzymanie się od zapytania wprost. Zamiast tego uśmiechnęłam się zbywająco.

Kiedy zeszłyśmy z piasku na leśną ścieżkę, poczułam dreszcze. Dostrzegłam strzępki plastiku wyrzucone przez morze. Ktoś zgubił łopatkę, a jej widok sprawił, że wróciło do mnie wspomnienie z początku wakacji.

Lato spędzone z dala od Seabrook Haven miało wszystko naprawić, a tylko pogłębiło problem. Detektywi kręcący się po korytarzach szkoły, szeptane pytania, spojrzenia, które zatrzymywały się o sekundę za długo. Narzędzie zbrodni w moich dłoniach i krótki błysk przerażenia w oczach Chada, gdy zadałam ostateczny cios.

– Gdzie byliście? – zapytała Esther, chyba żeby pociągnąć rozmowę.

– Hm? – Podniosłam na nią wzrok.

– Ty i Mike – doprecyzowała. – Co robiliście, zanim przyszliście tutaj?

Rozchyliłam wargi. Przed moimi oczami ukazał się obraz wściekłego Michaela, gdy bez zawahania rzucił się na Courtenaya. Nie miał skrupułów, a to sprawiło, że krew w moich żyłach zawrzała. Pragnęłam być tak wolna jak Blackwood; pewna każdej swojej decyzji i zakochana w wizji życia, którym kieruję sama, a nie ktoś w moim imieniu. Czasem zastanawiałam się, czy lubię Michaela, czy chcę być nim. A może z nim? Chcę być z nim.

To nic dobrego… Zakochać się, upaść przed kimś i powiedzieć wprost, że jest się słabym. Straciłam luksus słabości w chwili, kiedy porzuciliśmy zwłoki na śmietnisku.

– Pieprzyliśmy się – okłamałam Esther, ponieważ łatwiej było wyjaśnić uniesienie seksualne niż to, że nosiłam wianek ze stokrotek i słuchałam Lany Del Rey na wrzosowiskach w towarzystwie chłopaka, któremu oddałam część swojej obsesyjnej kontroli.

– Och… – Dziewczyna aż zatrzymała się w półkroku.

Poczułam jej dłoń na ramieniu. Przybrałam słodki, niewinny uśmiech.

– Czyli jednak się lubicie? – dopytała.

Dla ludzi z zewnątrz nasza relacja musiała wyglądać co najmniej dziwacznie.

– Uprawiamy seks, to nie to samo co „lubienie”. – Strzepnęłam rękę Walsh i skrzyżowałam ramiona.

Es wybuchnęła gromkim śmiechem. Przewróciłam oczami, a potem ją wyminęłam. Dostrzegłam bowiem samochód Willa zaparkowany między drzewami.

Przypomniałam sobie wóz policyjny, ukryty w tym samym lesie, podczas jednej z najbardziej deszczowych nocy, jakie przyszło mi przeżyć.

Trafię do pierdla, bo stary Blackwood zrobi wszystko, by ochronić syna…

Ten fakt pulsował mi gdzieś z tyłu głowy jak migrena, której nie da się zignorować. Myśli zaczęły się rozłazić. Jedna nakładała się na drugą niczym fale, które nie wiedzą, czy mają się cofnąć, czy zmasakrować kruche domki z piasku na brzegu.

– Hej, Ruda, daj spokój! – jęknęła dziewczyna. – Nawet jeśli byście się zeszli, to co w tym złego?

Co złego w tym, że William woli wskakiwać do wody pod czujnym spojrzeniem Theo, zamiast spędzać czas z tobą? Ugryzłam się w język. Nie powiesz tego, Elise. Zatkasz mordę, weźmiesz głęboki wdech i nie zrazisz do siebie jedynej laski, z którą mogłabyś się przyjaźnić.

Las przy parkingu był ciemniejszy, chłodniejszy, a muzyka stłumiona, jakby impreza nagle znalazła się w innym świecie. Auto Ainswortha stało między sosnami.

Gdy Es, bez zbędnych komentarzy, otworzyła drzwi, uderzył mnie zapach tapicerki i trampek. Teraz naprawdę liczyło się tylko jedno: zdjąć z siebie tę obleśną koszulkę. Kiedy kumpela podała mi bluzę Willa, zamiast zrobić zgorszoną minę, zmarszczyłam brwi. Wiedziałam, jak pachniał syn dyrektora. Wylewał na siebie litry perfum, lecz materiał ani nie śmierdział potem, ani nie rozsiewał wokół siebie piżmowej woni. Pachniał jak popcorn maślany i żel do włosów.

– Dzięki – wymamrotałam.

Obróciłam się do dziewczyny plecami i ściągnęłam koszulkę. Mimo że Es nie widziała mnie z przodu, mocno wciągnęłam brzuch i napięłam ramiona. Robiłam to odruchowo, jakbym za wszelką cenę próbowała się zmniejszyć i zniknąć. Prędko narzuciłam bluzę, po czym pozbyłam się T-shirtu. Zostawiłam go w krzakach.

– Więc? – Walsh zamknęła samochód, a potem usiadła na jego masce.

Myślałam, że wrócimy na imprezę, lecz widocznie chciała porozmawiać.

– No? – Oparłam się biodrem o karoserię.

– Co ty i Mike ukrywacie? – ciągnęła.

Zaśmiałam się w teatralny sposób.

Trupa.

– Romans, o którym wcześniej wspomniałam. – Starałam się, by moja mina nadal uchodziła za rozbawioną. – Nie musisz się o nic martwić, Esther, przysięgam.

– Daj spokój. – Spoważniała. – Gdybyś naprawdę próbowała to ukryć, nie byłabyś taka bezpośrednia. Oboje zachowujecie się co najmniej dziwnie. Ty od początku semestru, a Blackwood od… W sumie… – Zamyśliła się. – Od końca ostatniego.

Kuźwa, Michael, kiepski z ciebie kryminalista!

Musiałam szybko zmienić temat, a że miałam w głowie tylko to, iż jej chłopak jest co najmniej biseksualny, mocno się natrudziłam, próbując wymyślić coś innego. Nie chciałam przecież wyciągać Willa z szafy, zanim sam postanowi ją opuścić.

– O co chodzi z Colem i Malią? – bąknęłam.

Esther wzruszyła ramionami.

– Czy Hartwell jest świadomy, że kroczy tą samą ścieżką co Stanley Jones w jego wieku? – pociągnęłam.

– To trudne, wiesz? – Zmarkotniała i podrapała się po karku.

Bingo, przynajmniej nie cisnęła już w kwestii niepokojącego zachowania mojego i Michaela.

– Uzależnienie? – odparłam pytaniem na pytanie.

– Nie jest uzależniony…

– Od wódki? – Przekrzywiłam głowę. – Na pewno.

– Po prostu świat mu się posypał, ale wróci na prostą, jestem tego pewna.

Ja bym nie była. Nałogi wyniszczają. Nie tylko te, które dotyczą substancji. Paranoiczna kontrola, nieprzerwane oglądanie się w lustrze, wypadające włosy, szarzejąca skóra, słabe paznokcie i puste spojrzenie…

Przygryzłam dolną wargę. Woń popcornu maślanego mnie ogłupiła. Poczułam głód, ale nie fizyczny. Zachciało mi się palić, a potem pić i… zapomnieć. Byłam głodna wolności. Upojona pragnieniem spokoju, którego nie pamiętałam nawet z dzieciństwa.

– Sprawdźmy, co z nim, hm? – zaproponowałam.

– Mike się tym zajął – zapewniła Es.

A ty nie chcesz mu pomóc, bo boli cię oglądanie, jak twój przyjaciel się rozpada. Lepiej udawać, że nic się nie dzieje. Ktoś inny poświęci uwagę tragedii. Ktoś, kto przeżywa własną, lecz o tym milczy, nie dlatego, że się boi, tylko przez fakt, że nikt nigdy nie słucha.

– Ale Mike jest jeden, a problemów Collina z milion – odparowałam, po czym, nie czekając na Esther, obróciłam się na pięcie.

Dziewczyna dołączyła do mnie po chwili. Poczułam, że się spięła. Może nawet zawstydziła. Szła tuż za mną, zatem nie widziała, jak zwycięsko uśmiecham się pod nosem. Ktoś musiał nauczyć tych osłów szanowania Michaela tak, jak na to zasłużył. Nawet jeśli mieliby mnie znienawidzić, z nim na czele. Nie mogłam pozwolić, żeby taplał się w cudzym gównie, nie dopuszczając nikogo do własnego. Jedno z nas nie powinno być samo. Ja miałam więcej czasu, by zaprzyjaźnić się z potworami spod łóżka. On dopiero je poznawał.

– To nie tak, że nie zależy mi na Colu – oznajmiła Es.

– Spoko. – Wzruszyłam ramionami. – Nie musisz mi się z niczego tłumaczyć.

W końcu, zupełnie niezauważone, wróciłyśmy do tłumu. Przeciskałyśmy się przez imprezę jak przez żywy organizm. Ciała falowały w rytm muzyki, ktoś tańczył boso na piasku, ktoś inny klęczał przy ognisku, śmiejąc się za głośno. Dym osiadał mi na włosach, rzęsach i skórze. Wtem zahaczył nas jeden z koszykarzy. Trzymał piwo i gdy trąciliśmy się ramionami, natychmiast przeprosił. Posłałam mu lekki uśmiech, a potem zerknęłam na butelkę. Od razu mi ją podał. Była w połowie opróżniona, zatem bez trudu pochłonęłam resztę zawartości i oddałam chłopakowi pustą flaszkę.

– Dzięki, Chris. – Mrugnęłam do niego.

Esther się zaśmiała, odciągając mnie na bok. Odgarnęłam włosy, a potem przyspieszyłam, skupiona na jednym punkcie – ciemnej linii pomostu rysującej się na tle morza.

Im bardziej oddalałyśmy się od ogniska, tym ciszej się robiło. Pomost był oświetlony bladym światłem księżyca, a także pojedynczą lampką przy brzegu. Na nim zobaczyłyśmy Michaela, napiętego jak struna, z ręką wbitą w jeansową kurtkę Cola. Hartwell okazał się totalnie pijany, chwiejny, z błyszczącymi oczami oraz rozmazanym uśmiechem. Szarpał się, bełkotał coś niewyraźnie, raz popychając Blackwooda, raz próbując się wyrwać. Alkohol robił z niego karykaturę samego siebie. Żałosne.

– Puść mnie, zjebie! – wycharczał, a jego głos poniósł się po wodzie.

– Jak cię puszczę, to się utopisz, chuju z masła! – odburknął Mike.

Malia Whitemore stała kilka kroków dalej. Przyciągała ramiona do ciała, jakby próbowała się zdematerializować. Jej twarz była blada, a oczy szeroko otwarte. Z dziewczyny biło czyste, niemal dziecięce przerażenie.

– Collin! – krzyknęła Esther.

I on, i Mike ją zignorowali. Przyciągnęła jednak uwagę Malii. Przygryzając dolną wargę, zebrałam się do biegu.

– Col popchnął Mike’a – wyrzuciła z siebie Whitemore, niemal na mnie wpadając. – Nie wiem, o co im poszło…

Słowa zlewały się w jedno, ale sens był jasny. Musiałam coś zrobić, toteż wbiegłam na pomost. Deski okazały się śliskie. Serce waliło mi w piersi, aż w uszach dudniło od narastającego ciśnienia, myśli zniknęły, została tylko adrenalina. Widziałam plecy pijanego chłopaka, jego za wysoko uniesioną rękę. Zanim zdążyłam pomyśleć, ściągnęłam but. Zamachnęłam się, a potem rzuciłam nim prosto w Cola. Trampek upadł z głośnym plaskiem. Hartwell zamarł i odwrócił się gwałtownie. W jego oczach zapaliła się dzika, bezmyślna wściekłość.

Chadwick.

Wyglądał jak Chadwick…

– Ty pierdolona, ruda dziwko! – warknął i ruszył na mnie.

– Nie waż się… – wysapał Michael, chcąc złapać przyjaciela.

Pomost nagle wydał się za wąski, za długi, za niebezpieczny. Cofnęłam się o krok, potem jeszcze o pół. Hartwell wymknął się kumplowi. Zaczął biec. W ostatniej chwili zrobiłam unik. Col nie wyhamował. Jego stopa ześlizgnęła się z mokrej deski. Usłyszeliśmy pluśnięcie, po czym nastała głucha cisza. Woda zamknęła się nad chłopakiem, tymczasem echo muzyki z plaży dotarło do nas spóźnione i obojętne.

Nie dotykaj mnie, nie dotykaj mnie, nie dotykaj mnie, powtarzałam w myślach, opuszczając powieki. Przypomniałam sobie obleśne łapska Chadwicka na moich ramionach. A potem był Mike i jego niepohamowana wściekłość. Gdy otworzyłam oczy, dostrzegłam twarz Blackwooda. Teraz wyrażała irytację.

– Oszalałaś?! – krzyknął na mnie.

Zmarszczyłam brwi.

– Chcesz w ten sposób rozwiązywać każdy swój problem?!

Obejrzałam się dookoła. Poczułam nieprzyjemne, chmielowe palenie w przełyku. Esther pobiegła po pomoc. Malia weszła do wody od strony plaży, całkowicie ubrana. Tymczasem Michael zsunął glany i zrzucił koszulkę. Bez namysłu wskoczył do Kanału La Manche za Colem. A ja tylko stałam, zastanawiając się, czy oficjalnie zostałam… morderczynią. Gdy Blackwood zniknął pod ciemną taflą wody, pochyliłam się nad krawędzią.

Czarne lustro morza pękło, a potem obaj wynurzyli się kilka metrów dalej. Całe szczęście Hartwell nie stracił przytomności. Trzymał powietrze w płucach kurczowo, panicznie, jakby bał się je wypuścić. Kiedy tylko Michael mocniej go objął, Col wczepił się w niego całym ciałem.

Drżał. Nie był już agresywny ani groźny, tylko przerażony niczym dziecko w basenie bez dmuchanego kółka. Collin zaciskał ramiona wokół Blackwooda. Syn inspektora stanowił dla niego jedyną opcję przetrwania. Jedną ręką podtrzymywał przyjaciela pod plecami, a drugą przyciągał go do siebie, mówiąc coś cicho, niemal szeptem. Słowa zagłuszał mi szum krwi w uszach, lecz ton Mike’a był jednoznaczny – uspokajający, stabilny. Ten sam, który ocalił mnie przed szaleństwem.

Chłopaki powoli, krok po kroku, kierowali się w stronę płytszej wody. Obserwowałam, jak się wynurzają: najpierw ramiona, potem klatki piersiowe. Woda opadała, ale drżenie Cola nie ustępowało. W końcu Malia do nich dotarła. Chwyciła go za ramię, a drugą ręką objęła w pasie. Jej twarz była mokra – nie wiedziałam, czy od wody, czy łez.

– Już dobrze… – powtarzała, bardziej do siebie niż do niego.

Razem pomogli Hartwellowi wyjść na brzeg. Jak tylko stanęli na piasku, zaczęli ciężko oddychać. Wciąż znajdowałam się na pomoście. Bosa, bez jednego buta, z zimnem wspinającym się po łydce i poczuciem, że właśnie przekroczyłam granicę, której nie da się już cofnąć. Przez kilka sekund świat był tylko wodą. Jakiś pierwiastek mnie pragnął utonąć. Pozwoliłam sobie na jeden, głęboki oddech.

Drgnęłam, kiedy Mike wrócił na pomost po swoje rzeczy. Gdy się pochylał, dostrzegłam, że Col musiał wcześniej uderzyć go w żebra, bo miał na nich zaczerwienienie. Na ciele Blackwooda pojawiła się gęsia skórka, a usta całkiem mu posiniały.

– Michael – szepnęłam.

Pokręcił głową, wsunął buty, po czym założył bluzę. Gdy się wyprostował, odgarnął mokre kręcone włosy. Nie zamierzałam myśleć o tym, że wygląda pięknie. A jednak pomyślałam. Zacisnęłam pięści.

– Nie chciałam, żeby wpadł… – dodałam, choć w środku aż mnie skręcało na myśl, że w ogóle muszę się tłumaczyć. – Uderzyłby mnie.

– Powstrzymałbym go.

Był tego taki pewien…

– A jeśli nie? – zapytałam wprost.

Nasze spojrzenia się spotkały. Chłopak rozchylił wargi, lecz nic nie odparł. Poczułam, że robi mi się niedobrze.

– Co jeśli naprawdę by mi przywalił? – powieliłam pytanie. – Też byś go wtedy bronił?

– Jest pijany i nie rozumie, co się dzieje…

– Ma problem, a dopóki nikt mu nie pomoże, takie akcje będą się powtarzać, aż w końcu naprawdę kogoś skrzywdzi – powiedziałam ostrzej.

Oboje spojrzeliśmy w kierunku brzegu. Malia pocierała ramiona Cola i trzymała go w uścisku, chociaż była znacznie drobniejsza niż on. Miałam ochotę krzyknąć, żeby odpuściła, bo ta relacja nie przyniesie jej niczego dobrego. Lecz za kogo się uważałam, by ją oceniać? W naszej sytuacji… To Mike był Malią, a ja Colem.

– Odwiozę go do domu – zaproponował Blackwood. – Zostań tu, bo mamy problem.

– W sensie… – Zawahałam się. – My mamy? – Wskazałam najpierw na siebie, a potem na niego. – Chcesz, żebym zaczekała, abyś mógł dalej się ze mną kłócić?

– Kłócimy się? – Uniósł brew.

Skrzyżowałam ręce na piersiach.

– Nie! – jęknął. – Nie wiem…

Zmrużyłam powieki. Dostrzegłam, że jest spanikowany. Nie miałam pewności, czy to przez Hartwella, czy może stało się coś jeszcze. Poczułam, jak stres na nowo wije gniazdo w moim żołądku.

Pomost kołysał się ledwie wyczuwalnie. Stanęłam bliżej Mike’a. Zbyt blisko. Dystans przestał mieć znaczenie. Zacisnęłam dłoń na jego przedramieniu. Czułam pod palcami napięcie mięśni chłopaka, jak gdyby nie potrafił dłużej ukrywać lęku. Uniosłam drugą rękę i położyłam mu na policzku. Zrobiłam to odruchowo. Skóra Blackwooda okazała się zimna, wilgotna od wody. Ten gest go widocznie zaskoczył.

– Coś jest nie tak – stwierdziłam. – Widzę to.

Nie odpowiedział od razu. Przełknął ślinę, spojrzał w ciemność, gdzie fale rozbijały się o pale pomostu. Zdawał się zbyt spięty jak na kogoś, kto właśnie uratował przyjaciela.

– Chodzi o Harolda – wypalił w końcu, na co zmarszczyłam brwi.

Nie dokończył, gdyż zza wydm dobiegł hałas. Dołączyła do nas zadyszana Esther, z twarzą pobladłą od strachu, w towarzystwie Willa i Theo.

Patrząc na to zbiegowisko, poczułam nagły, nieprzyjemny skurcz w żołądku. Dopiero teraz uświadomiłam sobie, jak blisko Michaela stoję. Jak bardzo moja dłoń na jego policzku jest widoczna. Jak mocno trzymam go za ramię. Jak to musi wyglądać…

Niepokój zmieszał się ze wstydem. Cofnęłam gwałtownie ręce i splotłam je za plecami. Odsunęłam się o pół kroku, wystarczająco, by odzyskać pozory dystansu. Mike jednak nie zrobił tego samego. Uważnie mnie obserwował.

– Nie uciekaj – wyszeptał.

Te dwa słowa zadziałały na mnie mocniej niż cała wcześniejsza awantura. Poczułam, że się rozluźniam, lecz trwało to tylko chwilę i zaraz znów się spięłam. Potrzebowałam Michaela przy sobie. W tej jednej chwili byłam tego pewna bardziej niż czegokolwiek innego. Jego obecność działała uspokajająco, porządkowała moje myśli, sprawiała, że zaczynałam wierzyć w przesadnie słodkie, dotychczas nierealne, szczęśliwe zakończenia.

– O co chodzi z Haroldem? – starałam się nie mówić zbyt głośno.

Mike przeskanował wzrokiem przyjaciół, włącznie z chwiejącym się w uścisku Malii Colem, a potem znów wbił spojrzenie we mnie.

– On wie – oznajmił wreszcie. – A oni… – Skinął głową na pozostałych. – Oni pomogą.

– Pomogą?! – obruszyłam się.

– Yyy… Nie chcę wyjść na opóźnionego w rozwoju, ale o chuj chodzi? – wypalił w końcu Will.

Landon otoczył rękami Collina. Pozwolił Malii nieco odsapnąć. Esther patrzyła to na nas, to na Hartwella, aż w końcu na swojego chłopaka, który trzymał dłoń na ramieniu Theo. Obaj ledwie się ubrali po tym, jak wskakiwali do wody.

– Będę rzygał – wybąkał Col.

Poczułam krew pod paznokciami i uświadomiłam sobie, że wbiłam je w dłonie. Czy Michael powiedział przyjaciołom prawdę?

– Chłopaki, zostańcie tu z Burberry! – polecił Blackwood. – Es, Malia… Pomożecie mi zawlec Cola do łóżka.

– Mike?! – jęknęłam.

Wszyscy spojrzeli na mnie dziwnie. Nie wiedziałam, o co im chodzi.

– Daisy – odburknął.

– Kurwa mać! – krzyknęłam.

– Hej, wdech, wydech… – Theo wszedł na pomost.

Esther, zamiast zająć się Colem, złapała zaborczo dłoń Willa. Ten jednak ją odepchnął i dołączył do Dunkleda.

– Harold odwalił coś potężnego – odezwał się ponownie Michael. – To znaczy… – Chrząknął. – Ja i Ruda odwaliliśmy coś potężnego… Problem w tym, że Harry się dowiedział.

Poczułam, że tracę grunt pod nogami. Odruchowo chwyciłam Michaela za przedramię. On niezwłocznie objął mnie w tali, bym nie upadła.

– Nie wiem jak, nie wiem, co zrobi z tymi informacjami…

– Jezu, co takiego mogliście odjebać? – wybełkotał Collin. – Aborcję?

Mordowałam chłopaka wzrokiem. Landon pacnął go w tył głowy, aby się opamiętał.

– Odwiozę z dziewczynami Cola, a wy… – Michael wbił we mnie znaczące spojrzenie. – Zadbajcie, żeby Harold nie rozpłynął się tajemniczo we mgle. Potem ustalimy, co zrobić.

– Mike, co jest? – zapytała wystraszona Esther.

– Chcę zostać i pomóc – rzucił średnio zrozumiale Hartwell. – Chuj ci w dupę, Blackwood, ale, kurwa… Nie zostawię cię, stary…

– Ehe, super, a teraz rzygaj, dopóki nie wsiądziemy do auta, bo nie zniosę jazdy z reklamówką wypełnioną wymiocinami – ostrzegł syn szeryfa, po czym spojrzał na Willa. – Mogę pożyczyć twój wóz?

– Jasne, zawsze. – Ainsworth zaczął szukać kluczyków.

Nadal miała je Es, więc podniosła pęk kluczy, by Will i Mike zauważyli.

– Zaufajcie Burberry, pomóżcie nam, a potem… Kuźwa, sam nie wiem… – Westchnął.

– Nigdzie nie jadę… – jęknął Col, gdy Es, Malia i Landon próbowali pociągnąć go w stronę parkingu.

– Jedziesz, w przeciwnym razie znowu będziesz uczył się pływać – burknęłam.

– Spokojnie… – Mike ścisnął jeszcze moją talię, gdy się odsuwał. – Będzie dobrze.

– Jestem coraz bardziej zaniepokojona – przyznała Esther.

– Ehe, ja też – mruknął Theo.

– Ta? – Will na niego spojrzał. – To spierdalaj, nikt cię nie zapraszał.

– Ej, Border Kicia, ogarnij cipsko, przed chwilą ze mną chlałeś! – Dunkled szturchnął Ainswortha.

– Ale jeśli nie chcesz pomagać… – pociągnął Will.

– Stop! – warknął na nich Landon.

Mike podszedł już do Cola, który rzeczywiście zaczął wymiotować. Theo i William niemal się pobili. Prescott próbował temu zapobiec. A ja nadal stałam na pomoście, w jednym bucie, świadoma faktu, że to, czy trafię do więzienia, zależy od Harolda Hargreevesa, Michaela Blackwooda oraz bandy niepotrafiących się dogadać, nadętych, bogatych kutasów.

Po prostu cudownie…Rozdział Trzeci
Od Szpiega

Dwa miesiące wcześniej

The Fate of Ophelia – Taylor Swift

Korytarz był długi i pusty. Nie chciałam wracać do domu – ta myśl ciążyła mi od rana – ale wiedziałam, że nie da się jej odkładać w nieskończoność. Skoro zgodziłam się na imprezę, musiałam ją urządzić, choćby miała trwać tylko do północy.

Zatrzymałam się przy swojej szafce, wyjęłam książki i wrzuciłam je do torebki. Metalowe drzwiczki zamknęły się z cichym kliknięciem, które zabrzmiało zbyt ostatecznie.

Wciąż rozważałam ucieczkę. Myśl o tym, że prawie zostałam nakryta na wyciąganiu ukrytego bagażu ze schowka, paraliżowała mnie z nerwów. Może to był znak? Może świat próbował mnie zatrzymać?

Gdy ruszyłam w stronę wyjścia, minęłam panią sprzątającą. Kobieta zeskrobywała zaschnięte gumy do żucia spod krzeseł. Przyglądałam się jej przez chwilę i poczułam nagły, nieprzyjemny skurcz w żołądku.

Tak wygląda życie bez pieniędzy… Kiedy nie nazywasz się Stratford. Może bym sobie poradziła… Sama... Bez nazwiska, karty debetowej ojca, wykształcenia...

Jedna z gum miała przyklejone włosy. Jezu, mam nadzieję, że Ainsworth dobrze płaci pracownicy.

Ostatnia szansa…

Jeśli oboje z Chadem byśmy zaprotestowali i urządzili rodzicom piekło z tytułu ich niecnych planów, w końcu musieliby odpuścić, prawda?

– Przepraszam… – odezwałam się do woźnej. Zrobiło mi się głupio, że nie znam nawet jej nazwiska. – Czy Chadwick Courtenay już wyszedł ze szkoły?

Kobieta powoli się wyprostowała.

– Nie, kochana. – Pokręciła głową. – Poszedł z doktor Falcon do jej sali. Miała dać mu jakieś materiały do nauki.

Po co? Dziś zakończenie semestru! Od kiedy Chad jest taki pilny?

– Do poprawki – doprecyzowała.

Znieruchomiałam.

– Do poprawki? – powtórzyłam, chyba zbyt szybko.

Przecież sama robiłam mu zadania domowe! Siedziałam z tym tłukiem po nocach, co mogli potwierdzić nawet jego starzy! Przysięgał, że zdał. Co za jełop.

Podziękowałam zdawkowo i ruszyłam w głąb korytarza. Nogi niosły mnie same, coraz szybciej. Drzwi do sali chemii były niedomknięte. Światło paliło się w środku, ale głosy zdawały się co najmniej… dziwnie stłumione. Zatrzymałam się kilka metrów dalej.

Usłyszałam szuranie krzesła, cichy, nerwowy śmiech… Serce zaczęło mi walić. Podeszłam i bardzo ostrożnie uchyliłam drzwi tylko na tyle, by zajrzeć do środka. I wtedy ich zobaczyłam. Moją kartę przetargową, słodką wolność!

Chad stał zbyt blisko nauczycielki. Zdecydowanie bliżej, niż pozwalał na to statut. Ich twarze niemal się stykały, a ona trzymała dłoń na jego ramieniu w sposób, który nie miał nic wspólnego z nauczaniem.

Świat na moment zwolnił, jakby ktoś wyciszył dźwięk. Nie potrzebowałam więcej. Drżącymi dłońmi wyciągnęłam telefon i włączyłam nagrywanie. Przybliżyłam obraz, aby ująć, jak chłopak wsuwa dłoń pod spódnicę pani Beatrice. Zacisnęłam szczęki. Nie miałam pojęcia, czy bardziej mnie to cieszy, czy gorszy. A może powinnam się wstydzić? Przecież doktor Falcon była stara i ohydna!

– Nieładnie tak podglądać, Burberry… – Znienacka dotarł do mnie dźwięk głosu Michaela Blackwooda.

Spięłam się do tego stopnia, że niemal upuściłam komórkę. Mocno zacisnęłam na niej palce, prawie podskoczyłam i obróciłam się z impetem w stronę chłopaka. Wgapiałam się w niego wielkimi oczami. Czułam, że pot zbiera się na moich skroniach.

Nie mógł tego zobaczyć… Potrzebowałam materiału do szantażu! Dowodu… A ten… Ten pieprzony dupek mógłby wszystko zniszczyć.

– Zamknij się, Michael – wycedziłam przez zęby i mocno złapałam go za ramię. – Chodź stąd.

Zapisałam nagranie, po czym razem z Blackwoodem ruszyłam w stronę wyjścia ze szkoły. Nadal czułam buzujące napięcie. Nogi mi się uginały, a oddech nie chciał się uspokoić. Musiałam się czegoś chwycić, by nie upaść, więc agresywnie złapałam Mike’a pod kurtką, za materiał mundurkowej koszuli. Zerknęłam na niego tylko kątem oka. Ładnie pachniał. Ładnie wyglądał. Zawsze ładnie wyglądał. Niechlujnie, wręcz łobuzersko. I miał te swoje kręcone włosy oraz błysk w ciemnych oczach, który sprawiał wrażenie, jakby chłopak wszystko kontrolował.

Przestałam panikować. Powoli się rozluźniałam. A jednocześnie było mi jeszcze bardziej wstyd, ponieważ od pierwszego dnia, kiedy Michael pobrudził mój płaszcz Burberry, nie potrafiłam przestać odnotowywać jego obecności. Zawsze gdy się pojawiał, zwracał moją uwagę. Dawał mi poczucie celu. Chciałam być od niego lepsza. Pragnęłam, aby mnie podziwiał, zwracał na mnie uwagę, poświęcał mi swoje myśli – pierwsze po obudzeniu i ostatnie przed snem. Pragnęłam go mieć, a jednocześnie wiedziałam, że to niemożliwe. Cała ta jazda z moimi rodzicami, Chadem oraz ewentualną ucieczką… Nie było tu miejsca dla kogoś tak bezpretensjonalnego i wolnego jak Mike.

Wolałam się z nim kłócić, niż nie rozmawiać, bo przeciwieństwem miłości wcale nie jest nienawiść. Jest nim obojętność, a ja nie byłam obojętna. Dlatego zostawiłam Michaelowi swój szalik i miałam nadzieję, że perfumy Toma Forda utrzymają się na nim tak długo, że chłopak będzie o mnie pamiętał. Nawet jeśli ucieknę. Nawet jeśli Chadwick mnie skrzywdzi. Nawet jeśli… Nic się między nami nie wydarzy.
mniej..

BESTSELLERY

Menu

Zamknij