Ogniem i mieczem - ebook
Literatura jest sztuką opowiadania, a Sienkiewicz jest największym opowiadaczem literatury polskiej i jego fraza równej sobie nie ma – pisał Jerzy Pilch. Do dziś Ogniem i mieczem cieszy się dużym zainteresowaniem czytelników. Obok poważnej tematyki cechuje je stylistyczne mistrzostwo, zarówno w przypadku narracji, jak i języka bohaterów – zróżnicowanego oraz oddającego charakter postaci, ponadto wartka akcja i liczne nieprzewidziane jej zwroty.
Ogniem i mieczem otwiera Sienkiewiczowską Trylogię, jedno z najważniejszych w polskiej literaturze podejmujących kwestie narodowościowe w trudnym a zarazem kluczowym dla Rzeczypospolitej momencie historycznym. To właśnie w XVII wieku na terenie dzisiejszej Ukrainy uwypukliły się główne problemy szlacheckiej Rzeczypospolitej, które przyczyniły się do jej upadku i miały konsekwencje w czasach współczesnych Sienkiewiczowi.
Autorzy omówienia poza analizą samego dzieła przybliżyli tło historyczne, nie unikając przy tym tematu napiętych relacji między poszczególnymi grupami etnicznymi na ziemiach dawnej Rzeczypospolitej. We Wstępie czytamy: Powstanie Chmielnickiego w Sienkiewiczowskim ujęciu to dramat dziejowy o konsekwencjach sięgających w daleką przyszłość. Wojna staje się bratobójczą walką, w której występują przeciwko sobie także Rusini. Motyw rozdarcia wewnątrz wspólnoty narodowej, którą w mniejszym stopniu dzieli położenie socjalne czy wyznawana religia, a w większym – stosunek do trwałości „wielkiej” Rzeczypospolitej, wielokrotnie powraca w powieści.
Do tomu dołączona jest mapa przedstawiająca szlaki literackie działań bohaterów Ogniem i mieczem oraz szlaki historyczne związane z wydarzeniami podczas powstania Chmielnickiego na Ukrainie.
Ta publikacja spełnia wymagania dostępności zgodnie z dyrektywą EAA.
| Kategoria: | Powieść |
| Zabezpieczenie: |
Watermark
|
| ISBN: | 9788366257764 |
| Rozmiar pliku: | 2,7 MB |
FRAGMENT KSIĄŻKI
– I kondemnatę⁴⁹ uzyskam, i bezecnym go ogłoszę, a potem wojna, ale już z infamisem⁵⁰.
– Zdrowie waszmościów!
Niektórzy wszelako śmieli się, a z nimi i pan Skrzetuski, bo mu się z czupryny trochę kurzyło, szlachcic zaś tokował⁵¹ dalej naprawdę jak głuszec, który się własnym głosem upaja. Na szczęście dyskurs jego przerwany został przez innego szlachcica, który zbliżywszy się, pociągnął go za rękaw i rzekł śpiewnym litewskim akcentem:
– Poznajomijże waćpan, mości Zagłobo, i mnie z panem namiestnikiem Skrzetuskim... poznajomijże!
– A i owszem, i owszem. Mości namiestniku, oto jest pan Powsinoga.
– Podbipięta – poprawił szlachcic.
– Wszystko jedno! Herbu Zerwipludry...
– Zerwikaptur – poprawił szlachcic.
– Wszystko jedno. Z Psichkiszek.
– Myszykiszek⁵² – poprawił szlachcic.
– Wszystko jedno. _Nescio_⁵³, co bym wolał, czy mysie, czy psie kiszki. Ale to pewna, że bym w żadnych mieszkać nie chciał, bo to i osiedzieć się tam niełatwo, i wychodzić niepolitycznie. Mości panie! – mówił dalej do Skrzetuskiego, ukazując Litwina. – Oto tydzień już piję wino za pieniądze tego szlachcica, któren ma miecz za pasem równie ciężki jak trzos⁵⁴, a trzos równie ciężki jak dowcip. Ale jeślim pił kiedy wino za pieniądze większego cudaka, to pozwolę się nazwać takim kpem⁵⁵, jak ten, co mi wino kupuje.
– A to go objechał! – wołała, śmiejąc się, szlachta.
Ale Litwin nie gniewał się, kiwał tylko ręką, uśmiechał się łagodnie i powtarzał:
– At, dałbyś waćpan pokój... słuchać hadko⁵⁶!
Pan Skrzetuski przypatrywał się ciekawie tej nowej figurze, która istotnie zasługiwała na nazwę cudaka. Przede wszystkim był to mąż wzrostu tak wysokiego, że głową prawie powały dosięgał, a chudość nadzwyczajna wydawała go wyższym jeszcze. Szerokie jego ramiona i żylasty kark zwiastowały niepospolitą siłę, ale była na nim tylko skóra i kości. Brzuch miał tak wpadły pod piersią, że można by go wziąć za głodomora, lubo ubrany był dostatnio, w szarą opiętą kurtę ze świebodzińskiego sukna, z wąskimi rękawami, i wysokie szwedzkie buty, które na Litwie zaczynały wchodzić w użycie. Szeroki i dobrze wypchany łosiowy pas, nie mając na czym się trzymać, opadał mu aż na biodra, a do pasa przywiązany był krzyżacki miecz tak długi, że temu olbrzymiemu mężowi prawie do pachy dochodził.
Ale kto by się miecza przeląkł, wnet by się uspokoił, spojrzawszy na twarz jego właściciela. Była to twarz chuda, również jak i cała osoba, ozdobiona dwiema zwiśniętymi ku dołowi brwiami i parą tak samo zwisłych konopnego koloru wąsów, ale tak poczciwa, tak szczera, jak u dziecka. Owa obwisłość wąsów i brwi nadawała jej wyraz stroskany, smutny i śmieszny zarazem. Wyglądał na człeka, którego ludzie popychają, ale panu Skrzetuskiemu podobał się z pierwszego wejrzenia za ową szczerość twarzy i doskonały moderunek⁵⁷ żołnierski.
– Panie namiestniku – rzekł – to waszmość od księcia pana Wiśniowieckiego?
– Tak jest.
Litwin ręce złożył jako do modlitwy i oczy podniósł w górę.
– Ach, co to za wielki wojennik! co to za rycerz! co to za wódz!
– Daj Boże Rzeczypospolitej takich jak najwięcej.
– I pewno, i pewno! A czyby nie można do niego pod znak⁵⁸?
– Będzie waści rad.
Tu pan Zagłoba wtrącił się do rozmowy:
– Będzie miał książę dwa rożny do kuchni: jeden z waćpana, drugi z jego miecza, albo najmie waści za mistrza, albo każe na wasanu zbójów wieszać lub sukno na barwę będzie waspanem mierzył! Tfu, jak się waćpan nie wstydzisz, będąc człowiekiem i katolikiem, być tak długim, jak _serpens_⁵⁹ lub jak pogańska włócznia!
– Słuchać hadko – rzekł cierpliwie Litwin.
– Jakże też godność waszeci? – spytał pan Skrzetuski – bo gdyś mówił, pan Zagłoba tak waści podrywał, że z przeproszeniem nic nie mogłem zrozumieć.
– Podbipięta.
– Powsinoga.
– Zerwikaptur z Myszykiszek.
– Masz babo pociechę! Piję jego wino, ale kpem jestem, jeśli to nie pogańskie imiona.
– Dawno waść z Litwy? – pytał namiestnik.
– At, już dwie niedziele w Czehrynie. Dowiedziawszy się od pana Zaćwilichowskiego, że waść tędy ciągnąć będziesz, czekam, by pod jego opieką księciu moje prośby przedstawić.
– Powiedzże mi waszmość, proszę, bom ciekaw, czemu też taki katowski miecz pod pachą nosisz?
– Nie katowski to, mości namiestniku, ale krzyżacki, a noszę, bo zdobyczny i dawno w rodzie. Już pod Chojnicami⁶⁰ służył w litewskim ręku – tak i noszę.
– Ale to sroga machina i ciężka być musi okrutnie – chyba do obu rąk?
– Można do obu, można do jednej.
– Pokażże wasze!
Litwin wydobył i podał, ale panu Skrzetuskiemu ręka zwisła od razu. Ni się złożyć, ni cięcia wymierzyć swobodnie. Na dwie ręce poradził, ale jeszcze było za ciężko. Więc pan Skrzetuski zawstydził się trochę i zwróciwszy się do obecnych:
– No, mości panowie – rzekł – kto krzyż uczyni?
– My już próbowali – odrzekło kilkanaście głosów. – Jeden pan komisarz Zaćwilichowski podniesie, ale krzyża i on nie uczyni.
– No, a waćpan? – pytał pan Skrzetuski, zwracając się do Litwina.
Szlachcic podniósł miecz jak trzcinę i machnął nim kilkanaście razy z największą łatwością, aż powietrze warczało w izbie, a wiatr powiał po twarzach.
– A niechże waści Bóg sekunduje⁶¹! – zawołał Skrzetuski. – Pewną masz służbę u księcia pana!
------------------------------------------------------------------------
ZAPRASZAMY DO ZAKUPU PEŁNEJ WERSJI KSIĄŻKI
------------------------------------------------------------------------PRZYPISY
49 _kondemnata_ (z łac. _condemnatio_) – wyrok skazujący. ↩
50 _infamis_ (łac.) – ktoś pozbawiony czci obywatelskiej, wyjęty spod prawa. ↩
51 _toki_ – rytuał godowy głuszca; tu: tokować, czyli mówić, nikogo nie słuchając. ↩
52 _Myszykiszki_ – historyczny zaścianek niedaleko Wilna nad jeziorem Żeżabry. ↩
53 _nescio_ (łac.) – nie wiem. ↩
54 _trzos_ – pas z kieszeniami lub woreczek na pieniądze. ↩
55 _kiep_ (stpol.) – łatwowierny głupiec. W staropolszczyźnie wyrażenie obsceniczne. ↩
56 _hadko_ (rus.) – nieprzyjemnie, brzydko. ↩
57 _moderunek_ (z łac. _moderare_) – tu: wyposażenie; w szczególności broń. ↩
58 _pod znak_ – zaciągnąć się na służbę wojskową do konkretnego dowódcy i jego pułku lub chorągwi. ↩
59 _serpens_ (łac.) – wąż. ↩
60 _bitwa pod Chojnicami_ – starcie i klęska wojsk polsko-litewskich w bitwie z Krzyżakami w 1454 r. ↩
61 _sekundować_ (z łac. _secundare_) – sprzyjać, wspierać. ↩