-
nowość
Ognista dusza - ebook
Ognista dusza - ebook
Nawet po pokonaniu swojego mordercy, księcia Rena, Mingshin nie ma czasu na odpoczynek. Szokująca śmierć najmłodszego syna władcy wstrząsa rodziną królewską, a dziewczyna staje się zdeterminowana, by znaleźć odpowiedzi, jak do tego doszło. Który czarnoksiężnik ponosi za to odpowiedzialność?
Nocny Smok, cienisty mistrz Rena, nadal nie pokazał twarzy. Mingshin zdaje sobie sprawę, że pozostaje kwestią czasu, nim wróg odkryje, że potężny Boski Kamień znajduje się w jej posiadaniu. Już raz go użyła, by zmienić chronologię wydarzeń i nie może dopuścić, by magiczny przedmiot wpadł w niepowołane ręce.
Gdy Nocny Smok się zbliża, Mingshin musi zdecydować, czy ufa swoim przyjaciołom wystarczająco, by podzielić się sekretem potężnego kamienia. Czy Jieh – którego wychowano, by gardził magią – wciąż będzie ją kochał, gdy się dowie, że ta staje się magiczką? Dziewczyna musi znaleźć odwagę, by odkryć przed najbliższymi swoje prawdziwe moce i powstrzymać Nocnego Smoka, zanim ten zniszczy bieg zdarzeń świata raz na zawsze.
Książka zawiera treści nieodpowiednie dla osób poniżej szesnastego roku życia. Opis pochodzi od Wydawcy.
Ta publikacja spełnia wymagania dostępności zgodnie z dyrektywą EAA.
| Kategoria: | Fantasy |
| Zabezpieczenie: |
Watermark
|
| ISBN: | 978-83-8418-645-9 |
| Rozmiar pliku: | 8,6 MB |
FRAGMENT KSIĄŻKI
Moja kuzynka Aylin klęczy przed trumną, nagle odrzuca głowę, a z jej gardła wydobywają się wycie i szloch. Gdy wraz z Jiehem wchodzimy do Sali Żałoby, dziewczyna chowa twarz w obu dłoniach, a ramiona drżą jej od płaczu.
Założę się, że wewnątrz się śmieje.
Ręka w rękę mijamy dziesiątki służących w szarych tunikach otaczających leżący na środku pomieszczenia dywan w kolorze kości słoniowej. Urzędnicy wraz ze swoimi synami, ubrani w biel zgodnie z tradycją, pochylają głowy, gdy przechodzimy. Tak samo jak mój towarzysz, mam na sobie białą szatę, a pod nią ciepłe ubrania w nijakim kolorze. Moje zaplecione w warkocz włosy ozdabia tylko perłowy kwiat.
Imię księcia Wena zostało zapisane tuszem na wielkiej płachcie białego materiału, wiszącej na przeciwległej ścianie. Pod nią znajduje się długi stół, a na blacie ustawiono w równych odległościach od siebie kadzidła. Xunloony – piece węglowe z miedzi wyposażone w pokrywy z brązowej siatki – stoją w rzędach, ogrzewając pomieszczenie.
Gdy docieramy do długiego wgłębienia, służący podchodzi i podaje nam dwa patyczki kadzidełek, a z ich palących się końców unosi się delikatna strużka dymu. Trzymamy ceremonialne ofiary w obu dłoniach i skłaniamy się trzy razy, by się pożegnać i oddać księciu Wenowi ostatni hołd. W międzyczasie kątem oka przyglądam się Aylin. Wciąż ma pochyloną głowę. Tradycja mówi, że musi pozostać przy ciele zmarłego małżonka i klęczeć, by chronić jego duszę, aż pojawią się pierwsze promienie słońca, a trumna nie zostanie przeniesiona na miejsce pogrzebu.
Jieh i ja wbijamy tlące się patyczki w ziemię w podstawkach do kadzideł. Gdy się odwracam, by odejść, kuzynka nagle unosi głowę. Przez krótką chwilę nasze spojrzenia się spotykają. Pomimo tego, że jej policzki są czerwone od zimna, oczy ma tak jasne z zachwytu, że aż skręca mnie w żołądku.
Książę i ja kiwamy do siebie, po czym on odchodzi w stronę wolnego miejsca za służącymi. Zebrani urzędnicy od razu go otaczają, by wyrazić współczucie w związku z odejściem Wena, a mężczyzna zwraca się do każdego po imieniu.
Powinnam dołączyć do kobiet w pokoju wewnętrznym, ale się nie spieszę, przechodząc przez tłum, słuchając rozmów czy wyłapując plotki. Mój wzmocniony słuch tylko pomaga w szpiegowaniu.
Czuję ucisk w piersi. Niedawno odkryłam, że wzrok i słuch mocno mi się polepszyły, i to do tego stopnia, że mogę dostrzec ćmę w świetle księżyca i wyłapać dźwięk jej trzepoczących skrzydełek, jeśli znajdę się wystarczająco blisko. Czy ma to jakiś związek z tym, że potrafię wyczuć, gdy ktoś używa szczególnej magii?
Muszę zapytać Hanxina, czy magia wyczuwania także potęguje wzrok i słuch.
Cholera. Chociaż wysoka kapłanka Sudaji ma na to nadzieję, ja liczę, że wcale nie zdobywam magii.
Wymijam ludzi w tłumie, wychwytując fragmenty rozmów. Do tej pory nie usłyszałam niczego, co mogłoby okazać się dla mnie cenne.
Mój wujek dyskutuje z dwoma pomniejszymi urzędnikami. Jeden z nich uśmiecha się usłużnie, co rozjaśnia każdy centymetr jego okrągłej, pulchnej twarzy.
– Słyszałem, że książę Kai próbuje wytropić współpracownika zdrajcy poza stolicą – szepcze.
Ożywiam się, odwracając wzrok, by nie zauważyli, że przysłuchuję się ich słowom.
– Cieszę się, że jego wysokości powierzono tak ważne zadanie – wtrąca z emfazą urzędnik. – Och, co za błogosławieństwo Niebios.
Słyszę, że kolejny urzędnik reaguje zachwytem.
– Na pewno książę Kai wyłapie ich wszystkich. Jego królewska mość będzie tak dumny ze swojego bohaterskiego syna.
Czuję, jak supeł zaciska się w mojej piersi.
Podczas gdy Kaiowi powierzono ważne zadanie złapania wspólnika zdrajcy Rena – chociaż tylko najważniejsi oficjele zostali poinformowani o Nocnym Smoku – Jiehowi przypadło zwyczajne zadanie zaplanowania i zorganizowania pogrzebu Wena, włączając w to przyjmowanie dziś wyrazów współczucia w imieniu króla. Ten ostry kontrast powoduje, że wielu szlachciców w stolicy zaczyna spekulować. A najbardziej niepokojącym pytaniem pojawiającym się często w plotkach jest to, czy Jieh utracił zaufanie króla.
Najwyraźniej część pomniejszych oficjeli wystarczająco w to wierzy, by zacząć wykorzystywać tę sytuację do pochlebiania mojemu wujowi, ważnemu członkowi kręgu Kaia.
Jak wielu innych skrybów w tajemnicy ryzykuje i wspiera księcia w jego walce o tron?
– Po tym, jak został niesłusznie skazany na więzienie, gdzie spędził kilka miesięcy, książę Kai ani razu nie narzekał, ale dalej nieugięcie służył królestwu i poddanym – papla pierwszy mężczyzna.
Nie kilka miesięcy, lecz tygodni, głupku. Ale jakie to ma znaczenie? Pochwała dla wytrwałości młodego mężczyzny rozeszła się już po całej stolicy, czemu przyczynił się nikt inny jak mój wuj.
– Jakiego on ma silnego ducha – dodaje ten drugi. – Musiał zostać pobłogosławiony przez Niebiosa.
– Dobrze mówi – odpowiada wuj Yi.
Nie dam rady dłużej słuchać tych klaunów. Spoglądam z powrotem na białe płótno, na którym napisano tuszem imię Wena. Jeśli minister Sun ponosi jakąkolwiek odpowiedzialność za śmierć brata Jieha, to ja odkryję jego zbrodnię.
Rozglądam się, aż dostrzegam wielkiego uczonego Yu. Rozmawia z pierwszym ministrem Angiem. Kiedyś podeszłam dyskretnie do mistrza i zasugerowałam, że ktoś mógł maczać palce w samobójstwie jego bratanka, mając nadzieję, że mi pomoże. On jednak zachował się ozięble i jakby wcale go to nie obeszło.
Chociaż według mojej przyszłej teściowej, królewskiej damy Hwa, pasuje to do jego osobowości.
– Jako młody mężczyzna pozostawał dużo bardziej szczery – twierdziła. – Po tym, gdy król zakazał studiowania magii, poprzedni wielki uczony Yang narzekał na osobności, że ten zakaz nie powinien obowiązywać uczonych, ponieważ staje on w sprzeczności ze wszystkim, co ważne dla nich jako naukowców. Kiedy jego wysokość się o tym dowiedział, skazał Yanga i jego rodzinę na wygnanie z górniczego miasta. Yu, ulubiony uczeń Yanga, który w trakcie całej tej sytuacji milczał, został awansowany na następnego wielkiego uczonego. Od tamtej pory nigdy nie powiedział słowa więcej niż to, co musiał, by nikt nigdy nie mógł wykorzystać niczego przeciwko niemu. Musiał się nauczyć tej lekcji od Yanga.
Wielki uczony Yu nie zechce nam pomóc. Polityka dworska zawsze pozostawała mu bliska, ale nigdy nie opowiedział się po żadnej ze stron, nie stanął nawet za swoim bratankiem. Teraz również się nie zdeklaruje.
Zauważam pana Chunga, stoi z dala od tłumu w towarzystwie młodego, pełnego niepokoju mężczyzny. Muzyk i jego syn nigdy nie byli za dobrzy w rozmowach z politykami.
– Wasza książęca mość – wita mnie mistrz, gdy tylko podchodzę. Zaczyna się kłaniać, ale od razu wyciągam obie dłonie, by go powstrzymać. – Nie jestem godzien, księżniczko.
– Mój nauczyciel z przeszłości pozostanie moim nauczycielem na zawsze – cytuję powiedzenie. – Nieważne, jakie mam tytuły, zawsze będę twoją uczennicą, panie Chung.
– Co za zaszczyt, księżniczko. – Wskazuje na młodego mężczyznę stojącego obok. – Na pewno nie spotkałaś jeszcze mojego syna Chunga Leunga. Uczy się w Królewskiej Akademii Xueyuan u samego wielkiego uczonego Yu. – Twarz starszego mężczyzny rozjaśnia się z dumy.
Odwracam się do Leunga.
– Słyszałam o tobie, panie Chung. Uznano cię za najlepszego ucznia wielkiego uczonego Yu. – Znam go też jako jedną z niewielu osób, których Ren nie zdołał przekupić w moim poprzednim życiu.
Ale Ren się tym zirytował. Gdy miał na mnie wpływ, żywiłam przekonanie że każdego da się przekupić, że każdy ma swoją cenę. Teraz wiem lepiej: na przyjaźń i lojalność trzeba zasłużyć, a cokolwiek, co da się kupić, jest nic niewarte i nie przetrwa.
Nieco ponad dwudziestoletni Leung może się poszczycić typowym wyglądem młodego uczonego: skórą bladą od ciągłego przesiadywania wewnątrz budynku, ciekawskim i bystrym spojrzeniem, ściągniętymi brwiami zapewne od lat spędzonych na oddawaniu się koncentracji.
Twarz chłopaka się rozjaśnia.
– To ogromny zaszczyt, księżniczko, że mnie kojarzysz. – Pociera dłonie, a z gardła ucieka mu nerwowy śmiech. – Nie mogłem się doczekać, by cię spotkać. Nie wierzę, że w końcu otrzymałem tę możliwość. Mój ojciec wyraża się o tobie bardzo pochlebnie i podziwiałem cię, odkąd pokonałaś zdrajcę w kolejce po tron.
Moje policzki się rozpalają.
– Och, dziękuję. Tego dnia doszło do brutalnej walki i wielu ludzi zostało rannych, łącznie z moim kuzynem Bo. – Wuj Yi posłał po kilku lekarzy, by leczyli Bo, ale słyszałam, że nie ma wielkiej poprawy.
– Mój syn pomaga w leczeniu pana Sun Bo – wtrąca pan Chung, a Leung przytakuje.
– Zgłosiłem się, by pilnować stanu pana Sun i sprawdzić, czy mogę jakkolwiek pomóc. Znam się na medycynie i ziołach, ale nie jestem lekarzem.
– Zachowujesz się zbyt skromnie – odpowiadam. – Wielki uczony Yu jest z ciebie dumny, masz ogromną wiedzę i interesujesz się licznymi tematami.
Leung się rumieni.
– Nie zasługuję na tak ogromną pochwałę.
Uśmiech pana Chunga stałby się znacznie szerszy, gdybyśmy nie znajdowali się na pogrzebie.
– Jak rana głowy mojego kuzyna, panie Chung? – pytam, przyglądając się uważnie wyrazowi twarzy chłopaka. – Mam nadzieję, że wyzdrowiał, biorąc pod uwagę fakt, że to on otrzymał uderzenie od zdrajcy.
Przez twarz Leunga przemyka wiele emocji, nim odwraca wzrok.
– Naprawdę nie wiem, dlaczego pan Sun jeszcze nie wyzdrowiał – mamrocze.
Wzdycham.
– Śmierć księcia Wena to ogromna tragedia. Słyszałam, że byliście blisko?
Przytakuje krótko. Napina mięśnie szczęk oraz ścisza głos.
– Kiedy odwiedzałem księcia Wena, czasami pojawiała się też panna Sun. Myślałem, że ucieszy go, że ma koło siebie ukochaną kobietę. Ale on wydawał się podenerwowany, ponury, nawet zrozpaczony, a okazywane emocje z czasem stawały się tylko bardziej negatywne. Tak bardzo, że w końcu się zabił – szepcze.
Ludzie wierzą, że gdy Wen odesłał służbę, chwycił się barierki na moście i rzucił się w toń znajdującego się poniżej stawu.
Czy w końcu zrozumiał, jak nikczemną kobietą jest Aylin?
Pan Chung ściąga brwi na słowa swojego syna.
– Nie rozsiewaj plotek na temat księcia. To nie twoja rola.
Leung się kłania.
– Przepraszam, baba. – Kiedy się prostuje, wbija we mnie zaniepokojone i intensywne spojrzenie.
Moje serce przyspiesza. On coś wie na temat podejrzanej śmierci Wena.
Biorę głęboki wdech.
– Miło było cię znów zobaczyć, panie Chung. Oraz to przyjemność cię poznać, panie Chung.
– Ciebie również miło spotkać, księżniczko – odpowiada starszy mężczyzna.
– Przyjemność po mojej stronie, wasza książęca mość – zapewnia Leung. – Niech twoje dni wypełnią się mądrością Świętych.
– Z wzajemnością.
Kiedy docieram do wewnętrznego pokoju, unoszę oddzielającą pomieszczenia kurtynę i wchodzę do środka.
Królewska dama Yu opiera się o futrynę. Jej skóra przypomina białe płótno naciągnięte na wystające kości, a pod oczami ma cienie. Zapewne nie jadła nic ani nie spała za wiele od czasu śmierci Wena.
Wypełnione żałobą oczy wbija w mojego kuzyna znajdującego się za kotarą. Księżniczka Yunle, moja najlepsza przyjaciółka, kładzie dłoń na jej ramieniu i szepcze wyrazy współczucia, ale wątpię, by Yu odnalazła w nich pocieszenie. Skupia się na trumnie wykonanej z czarnego drzewa sandałowego, w której spoczywa ciało syna. Pomimo tego, że nie lubię tej kobiety jako osoby, czuję smagnięcie smutku wywołanego poniesioną przez nią stratą.
Wchodzę głębiej do pokoju.
Królewskie damy jako jedyne mogą spocząć na szezlongach, a szlachcianki muszą stać wokół. Królewska dama Hwa unosi głowę i spogląda na zebranych, jakby była słońcem. Królewska dama Bai, matka Kaia, wita wszystkich skinieniem głowy. Choć normalnie wyraz twarzy ma miły, a głos łagodny, od czasu do czasu dostrzegam ostry wyraz rozbłyskujący w jej spojrzeniu.
Jeśli Hwa jest śmiercionośnym mieczem, wyciągniętym z pochwy, by jego brutalna wspaniałość stała się dla wszystkich widoczna, to Bai jest ząbkowanym sztyletem owiniętym w jedwab, ale wciąż na tyle ostrym, by rozlać krew.
Mój umysł przywołuje wspomnienie, gdy jej ciało zwisało z krokwi więzienia obok mojego. Wypełniające ją wtedy panika i rozpacz są tak niepodobne do obecnego zachowania kobiety, bo zdaje się pozostawać ucieleśnieniem spokoju i dumy.
Przywołuję wspomnienie, jak zostałam uwięziona i oczekiwałam na los zgotowany dla mnie przez mężczyznę, który zdradził moją miłość. Już dłużej nie jestem tą przestraszoną, zdesperowaną dziewczyną. Stałam się wojowniczką, gotową przejąć kontrolę nad własnym losem.
Zarówno Hwa, jak i Bai otoczone są grupami lizusek, więc nie podchodzę do przyszłej teściowej. Odwracam się w chwili, gdy dołącza do mnie Yunle.
– Dawno cię nie widziałam – odzywam się. – Jak mijały spotkania Królewskiej Rady? – Po latach przysłuchiwania się naradom księżniczka w końcu dostała pozwolenie, by się odezwać, by wyrazić opinię.
Yunle wzrusza ramionami.
– Na razie dobrze. Przedstawiałam wiele propozycji.
– Założę się, że są pod wrażeniem.
Wskazuje brodą na główną komnatę.
– Musiałabyś zapytać tych starych facetów, czy to prawda.
Zachowuje się bardziej nonszalancko niż zazwyczaj. Czy czegoś mi nie mówi? A może po prostu wciąż przeżywa przedwczesną śmierć Wena.
Nagle pojawia się we mnie obezwładniające przeczucie, że ktoś wierci mi wzrokiem dziurę w plecach. Odwracam się, by dostrzec, że przygląda mi się Bai. Nie, ona mnie obserwuje i macha.
– Księżniczko Lu. Podejdź tu, proszę.
Yunle posyła mi spojrzenie zawierające mieszankę niepokoju i ciekawości. Zauważam, że moja przyszła teściowa wstała z siedziska i podeszła do królewskiej pani Yu. Odwraca głowę w moją stronę, a twarz jej pochmurnieje, gdy podchodzę do Bai.
Po tym, jak dygnęłam, Bai ujmuje moją dłoń.
– Nigdy ci oficjalnie nie podziękowałam, że pomogłaś Kaiowi w walce ze zdrajcą. Wykazałaś się ogromną odwagą.
Unoszę brew. Pomogłam? Czy ona twierdzi, że to Kai stał się bohaterem, bo pokonał Rena?
Kobiety przyglądają mi się z zapartym tchem. W oczach Bai dostrzegam odrobinę wyzwania, jakby podpuszczała mnie, bym podważyła jej słowa.
Ona w ogóle mnie nie zna, prawda?
– Nie ma potrzeby mi dziękować, jaśnie pani – odpowiadam. – Miałam ten honor, że mogłam pomóc obronić królestwo, ale to Jieh wykazał się szczególną odwagą, gdy zarówno walczył ze zdrajcą, jak i chronił księcia Kaia, swojego brata, przed zranieniem.
Niektóre kobiety bledną, inne się mizdrzą. Uśmiech Bai blednie.
Z głównej sali dociera do nas lament, zwracając uwagę wszystkich.
Tak jak myślałam, to znów Aylin.
Dostrzegam kątem oka grymas wuja Yi. Widocznie zapomniał powiedzieć, by nie okazywała przesadnie emocji.
Leung spogląda na Aylin jak na odchody. Jieh patrzy wilkiem na moją kuzynkę, a usta ma ściągnięte w wąską linię. Tą sztuczną żałobą dziewczyna niemal naśmiewa się z tragedii jego brata.
Błagam, Jieh, to nie czas na wybuch złości.
Królewska dama Yu odsłania kurtynę i wmaszerowuje do głównej komnaty. Kiedy dociera do mojej kuzynki, uderza ją w policzek tak mocno, że ta zatacza się w bok.
– Ty miotłowa gwiazdo¹! Zakończ swoje fałszywe przedstawienie! – karci ją królewska dama Yu, unosząc pięści w stronę Aylin. – Mój syn by żył, gdyby się z tobą nie zaręczył! Ty bezwstydna czarna owco!
Dziewczyna krzyczy, gdy próbuje zablokować uderzenia ramionami.
– Rozdzielcie je! – rozkazuje Jieh, wyrywając wszystkich z zaskoczenia.
Yunle biegnie w stronę zdenerwowanej królewskiej damy, a ja podążam za nią. Każda z nas łapie za ramię wymachującej nimi Yu, po czym odsuwamy ją w tył. Wuj Yi podchodzi szybko do Aylin i się pochyla, by obejrzeć jej twarz – w końcu jego cenne dobra nie mogą zostać zniszczone, czyż nie?
Królewska dama Yu walczy z naszym uściskiem.
– Proszę, uspokój się, moja pani – szepcze moja przyjaciółka. – Niektórzy chętnie zobaczą, jak urządzasz scenę.
Wielki uczony Yu się zbliża.
– Ogarnij się, siostro – warczy. – Czy niewystarczająco się już zhańbiłaś?
Wola walki opuszcza królewską damę Yu. Kobieta osuwa się na nas i łka, a wielkie łzy spływają po jej policzkach. Brat kobiety wydaje się wyjątkowo zirytowany, ale dostrzegam w nim odrobinę czułości i współczucia.
Kiedy wuj Yi się prostuje, odwraca się do Jieha i wykonuje formalny gest wyrażający szacunek, chowając pięść w drugiej dłoni przed piersią.
– Wasza wysokość, proszę cię, byś wymierzył sprawiedliwość w imieniu mojej córki. – Jego głos wybrzmiewa nisko i głośno. – Poza zadaniem ran fizycznych jej królewska dama podle splamiła honor mojej córki oraz jej dobre imię.
Yunle i ja wymieniamy spojrzenia. Królewska dama Yu oskarżyła Aylin o bycie przekleństwem. Nazwała ją miotłową gwiazdą, ponieważ ludzie uważają, że spadające gwiazdy przynoszą zły los i wyglądają jak miotły, ciągnące za sobą szczecinę.
Dziewczyna głośniej łka, jakby dostała od ojca sygnał. Muszę przyznać, że świetnie udaje jej się eleganckie płakanie, jej oczy przywodzą na myśl rozkwitnięty kwiat roniący rosę. Wielu młodych mężczyzn patrzy na nią z pożądaniem.
Wyraz twarzy Jieha twardnieje.
– Natychmiast przedstawię tę sprawę królowi, ministrze Sun.
***
– Ale mieliśmy dziś wspaniałe przedstawienie – zauważa królewska dama Hwa.
Siedzi na wielkiej, pokrytej jedwabiem i warstwami futer z norek kanapie i opiera się ramieniem o przymocowany do siedziska stoliczek.
Znajdujemy się w trójkę w komnacie wypoczynkowej w rezydencji kobiety, a usługuje nam tylko jej główna pokojówka.
Król Reifeng oraz Jieh planowali prowadzić dzisiaj procesję pogrzebową na królewski cmentarz, miała towarzyszyć im arystokracja oraz żołnierze i ochroniarze. Musieli jednak przesunąć to w czasie przez wybuch królewskiej damy Yu.
Główna pokojówka nalewa każdej z nas gorącej herbaty longjing. Odbieram filiżankę z tacy i siadam na wygodnym krześle naprzeciwko gospodyni. Jieh stawia swoją herbatę na jadeitowym stole pomiędzy nami.
– Powiedziałam Yu, że po twarzy tej małej suki nie popłynęła ani jedna łza – komentuje Hwa szyderczo. – Yu pozbawiła tę lisicę kolejnych dziewięciu żyć.
Unoszę szybko głowę znad herbaty. Hwa musiała to zrobić, kiedy stała obok królewskiej damy Yu.
Jieh pochyla się na krześle.
– Dlaczego tak sprowokowałaś Yu?
– Ja jej nie sprowokowałam – odburkuje Hwa, powściągliwa jak kawał lodu. – Yu już złościła się na tę małą sukę i winiła ją za śmierć Wena. Ja zwyczajnie wypowiedziałam dręczące myśli na głos, zwracając jej uwagę na coś oczywistego.
– To wystarczyło, by Yu straciła kontrolę, i dobrze o tym wiesz – wytyka Jieh.
– Zrobiłam to dla ciebie, Jieh, więc okaż wdzięczność! Plotka, że ta mała suka to miotłowa gwiazda, na pewno się rozejdzie. Jeśli Kai zamierza ją poślubić, musi to jeszcze raz dobrze przemyśleć. – Hwa opiera się o poduszkę i ukazuje ostry jak sztylet uśmiech. – Poza tym, czy to nie było wspaniałe popatrzeć, jak minister Sun obraża wielkiego uczonego Yu, wymagając kary dla siostry naukowca? Ten mężczyzna nie dba o tę kobietę, ale z pewnością dba o to, jak wpłynie to na jego rodzinę i na jego własną reputację.
– Ale, matko… – Jieh szuka przez chwilę słów. – Jak mogłaś użyć innej matki i jej żałoby po stracie syna na swoją korzyść?
Dokładnie to samo pomyślałam. Co jakiś czas się zastanawiam, jak tak okrutna kobieta jak Hwa mogła wychować tak honorowego syna jak Jieh. Czasami jabłko naprawdę pada daleko od jabłoni.
– Nieprawda – odwarkuje Hwa. – Yu zrobiła wszystko sama. Jeśli nie może kontrolować własnego zachowania, to zasługuje, by ponieść konsekwencje.
Z tego, co wiem, król Reifeng udzielił królewskiej damie Yu porządnej nagany, nazwał ją hańbą i wstydem, po czym ją uziemił.
– Czy kiedykolwiek przyszło ci do głowy, pani, że taki incydent może doprowadzić do tego, że w oczach ojca Jieh wypadnie jako niekompetentny, bo nie potrafi nawet zorganizować pogrzebu, na którym nic złego się nie wydarza? – pytam Hwa.
Moje słowa może brzmią bezdusznie, ale już dawno temu się nauczyłam, że aby zmusić ludzi takich jak Hwa do przyznania się do błędów, trzeba zacząć patrzeć z ich perspektywy i sprawić, by ujrzeli, jak to może popsuć ich własne interesy.
Dama nie odpowiada, ale bielejąca skóra na kostkach palców zaciśniętych na filiżance mówi mi, że dotarły do niej konsekwencje.
Spogląda nad naszymi głowami i syczy:
– Kto to?
Jieh i ja się odwracamy i wyglądamy przez okno za plecami. Na środku dziedzińca stoi służąca, machając, by przykuć naszą uwagę. Cały czas przebiera nogami przez zimowy chłód. Przypuszczam, że nie podeszła, ponieważ Fei pilnuje drzwi.
– Bezczelność! – syczy Hwa. – Kto ją wpuścił wbrew moim poleceniom?
– Rozpoznaję ją, służy w wewnętrznym dworze jego wysokości – odzywa się główna pokojówka. – Inni musieli ją wpuścić, ponieważ ma przy sobie rozkaz króla.
Hwa wskazuje jej ruchem dłoni, by poszła i porozmawiała z dziewczyną.
Kiedy wraca, jej twarz staje się blada.
– Wspaniała jaśnie pani. Wasza wysokość. Wasza książęca mość, księżniczko. – Przerywa, by wziąć drżący wdech. – Królewska dama Yu właśnie się powiesiła.
Spoglądamy na siebie z Jiehem z przerażeniem w oczach.
Usta Hwa wykrzywiają się w oziębłym uśmiechu.
– Chyba muszę w końcu odwiedzić Yu i wypłakać wszystkie łzy.ROZDZIAŁ 2
Wiotkie ciało królewskiej damy Bai zwisa z krokwi więziennej celi znajdującej się zaraz obok mojej. Gdy patrzę na nią przez szczelinę między drewnianymi słupami, a na moją twarz wypływa rozpacz, jej oblicze przekształca się, przyjmując rysy królewskiej damy Yu. Nagle otwiera oczy.
Cofam się i niemal upadam.
Wbija we mnie wzrok i zaczyna mówić:
– Mój syn został zamordowany.
Coś ciemnego jak noc zaczyna wypływać z ziemi pod jej ciałem. Wielki, bezkształtny cień wypuszcza niezliczoną ilość długich macek. Wzdłuż kręgosłupa czuję kłucie ostrych kolców przerażenia. Paraliżują mnie.
Cień wciąż rośnie, aż owija się wokół ciała wiercącej się królewskiej damy Yu.
Otwieram usta, by krzyknąć, rozkazać, by uciekała, ale wydostaje się ze mnie tylko bulgot.
Mrugam, a końce macek stają się kłami i pazurami długości moich przedramion. Twarz królewskiej damy Yu znów się przekształca, tym razem przybierając postać wysokiej kapłanki Sudaji. Wrzeszczę.
Sudaji wyciąga w moją stronę ramię, walcząc, by się oswobodzić. Rzucam się do przodu, by jej dosięgnąć, pomóc. Okazuje się jednak, że nie mogę się ruszyć, jakby powietrze wokół zamarzło.
Kobieta walczy zacieklej, rozwiera usta w milczącym krzyku, ale pazury utrzymują ją w miejscu. Zamiast strug krwi z ran, gdzie wbiły się w jej ciało kły, zaczynają wypływać strugi ciemnofioletowego dymu. Macki otaczają ją całą i zaczynają odciągać jeszcze dalej ode mnie.
Walczę tak mocno, jak tylko potrafię, ale nie mogę się ruszyć.
Na mojej piersi nagle rozbłyska Boski Kamień, jakby sygnalizował gwałtowność tej sytuacji.
Później to czuję.
Moc wijącej się ciemności. Przyglądającej mi się wygłodniale i nikczemnie.
Odwracam głowę w lewo, później w prawo, a serce mam ściśnięte jak pięść.
Z głębin ciemności wysuwa się cień. Jego macki drgają, łączą się i przekształcają, aż przyjmuje postać mężczyzny. Wygląda, jakby przekroczył trzydziestkę. Ma długie, falujące włosy. Linie jego twarzy są wyraźne i bez skazy, jakby zostały wykute w marmurze, a oczy lśnią mu jak czarne perły.
Jest przystojny, ale w gardle wyczuwam słony, obrzydliwy posmak.
Xiangyu, Nocny Smok.
Wyciąga dłoń, z której wylewa się fioletowy dym.
– Oddaj Boski Kamień.
Odwracam się i ruszam biegiem. On mnie goni. Przez chwilę nie słyszę żadnego dźwięku. Ryzykuję i spoglądam za siebie.
Xiangyu sunie moim śladem, okryty ciemnymi chmurami zwijającymi się jak gigantyczna ośmiornica. Oczy płoną czerwienią jak jezioro lawy.
Krzyczę.
– Panienko! Panienko!
Ktoś mną potrząsa. Gwałtownie wciągam powietrze i siadam na łóżku, pozbawiając się resztek snu, gdy ktoś wpatruje się we mnie, zatroskany.
– Czy miałaś koszmar? – pyta Fei, jedną ręką trzymając mnie za ramię, a drugą zaciskając na pochodni sygnałowej.
Siadam wygodniej i bez tchu kiwam głową.
Dotykam wisiorka przez koszulę nocną. Czuję w brzuchu supeł, gdy Boski Kamień się rozgrzewa, i szybko zerkam w dół. Dzięki Niebiosom, że nie świeci.
Wzdrygam się na dźwięk pukania do drzwi.
– Czy wszystko w porządku? – pyta mężczyzna naglącym tonem.
– Tak! – odkrzykuje Fei. – Wszystko w porządku.
Mężczyzna mruczy coś na potwierdzenie, a potem rozlega się odgłos szurania butami po podłodze. Po chwili znów zapada cisza.
Fei odwraca się do mnie, a ja się zmuszam, by się rozluźnić.
– Śniło mi się, że gonił mnie Nocny Smok. Wyglądał potwornie… – Mój głos się urywa, gdy dostrzegam na stoliku nocnym zwinięty kawałek materiału.
Sięgam po niego i rozwijam przed sobą.
Jeden z delegatów Hanxina namalował Xiangyu, bym wraz ze swoimi strażnikami potrafiła go rozpoznać. Wygląda tak samo jak w wizji w moim śnie. Według starszego jest inteligentny i charyzmatyczny oraz niemal natychmiast urzekł kanclerza Lew’Bunga oraz połowę Rady Starszych. Ale już gdy spotkali się po raz pierwszy, Hanxin wiedział, że coś w Nocnym Smoku mu nie pasuje.
„Jak widać, miałem rację. Od niemal dekady praktykował czarną magię”, wspomniał Hanxin.
– Może powinnaś odłożyć rysunek – odzywa się Fei. – Ciągłe skupianie się na tym niebezpiecznym mężczyźnie może pozostawać powodem twoich koszmarów. Starszy Hanxin miał pewność, że ten człowiek uciekł z Jingshi. Przeszukał całe miasto, pamiętasz?
Tak zrobił, i to wiele razy, nim odszedł z księciem Kaiem, by polować na Nocnego Smoka poza stolicą.
– Masz rację, Fei. – Ale boję się, że Xiangyu odbierze mi Boski Kamień i przypuszczam, że to jest głównym powodem, iż ciągle się pojawia w mojej głowie.
Kiedy zostało dane mi drugie życie, nie wiedziałam, że stało się to, ponieważ Sudaji przesłała boską moc przez Boski Kamień, by cofnąć czas o dwa lata. Jeszcze bardziej niesamowite wydaje się to, że od tamtego czasu dowiedziałam się, że urodziłam się z wisiorkiem i to mój święty obowiązek, by chronić kamień, aby nie wpadł w ręce nieodpowiednich osób, szczególnie Xiangyu, złego maga zwanego Nocnym Smokiem.
Nie wiem, jak to osiągnę, skoro nie posiadam żadnej mocy. Ta myśl zawsze wywoływała mój niepokój.
Ale Sudaji we mnie wierzy.
Byłaś słaba w poprzednim życiu, oznajmiła. Lecz teraz twoja wola jest silniejsza, stałaś się bardziej nieustępliwa i zdeterminowana, tak jak na opiekuna Kamienia przystało.
Odkładam malunek.
– Przepraszam, że obudziłam cię w środku nocy – zwracam się do Fei.
Dla własnego bezpieczeństwa Mai śpi teraz w tymczasowej sypialni dla pokojówek, podczas gdy strażniczka zajęła małe łóżko w tym pokoju, by mnie chronić.
Kładzie rękę na moim ramieniu.
– Nie musisz przepraszać, panienko. Wiele ostatnio przeszłaś. Mną również wstrząsnęło samobójstwo królewskiej damy Yu. Poza tym, też byłabym podenerwowana, gdyby na moje życie czyhał najpotężniejszy mag na kontynencie. Ale jesteśmy tu dla ciebie. – Spogląda na drzwi, za którymi stoi na warcie czwórka mężczyzn.
Odkąd dowiedzieliśmy się o Nocnym Smoku, Jieh przesłał kolejną część osobistej straży do mojego domu. Teraz na zmianę strzegą mnie i odpoczywają. Gdyby nie to, że muszę zachować reputację jako panna, mój narzeczony sam by się tu wprowadził, co pewnie nie spodobałoby się jego ojcu. Królowi.
Czuję nagłe uderzenie w brzuch. Na komodzie po drugiej stronie pokoju poroże kui wydaje skrzekliwy dźwięk.
Fei porusza się szybko jak gepard. Krew zamarza mi w żyłach.
– Bariera! – wołamy jednocześnie.
Longzo, ochroniarz Hanxina i uzdolniony czarnoksiężnik Portali, utkał niewidzialną Barierę wokół domu, by otoczyć go ochroną. Właśnie ktoś naruszył granicę.
Fei rzuca się do drzwi i je otwiera, odsłaniając czterech gotowych do walki strażników z mieczami w rękach. Wychodzę z łóżka, gdy kobieta im rozkazuje, by wyszli na zewnątrz i zbadali teren.
Bariera miała uniemożliwić każdemu czarnoksiężnikowi i magowi skorzystanie z portalu, by dostać się do mojego domu. Nawet jeśli nie była zbyt mocna, by powstrzymać Xiangyu, jej rolą pozostało przynajmniej wysłać nam ostrzeżenie przez zaczarowane poroże kui.
To pierwszy raz, gdy poroże zareagowało na możliwe wtargnięcie.
To uderzenie w brzuch, które poczułam… Tak działo się za każdym razem, gdy wyczuwałam użycie magii Portali. Czy to czarnoksiężnik się włamał?
Fei każe mi zostać z tyłu, po czym wygląda przez okno, by przeczesać otoczenie wzrokiem. Serce mi podskakuje aż do gardła, gdy w ciemności wybucha ogień, ale okazuje się, że to tylko pochodnie strażników. W całym domu panuje cisza. Mężczyźni zostali poinstruowani, by nie niepokoić matki.
Sztywnieję, gdy czuję… coś. Obecność pachnącą stęchlizną i smakującą pleśnią tak jak wtedy, gdy Xiangyu pojawił się w duchowej krainie.
Powietrze wydaje się zamarzać w moich płucach. Czy Nocny Smok tu jest? Jeśli tak, muszę wszystkich ostrzec!
Kątem oka dostrzegam błysk. Wbrew ostrzeżeniom Fei podbiegam do okna i wyglądam.
Wielki obraz twarzy Sudaji, zmartwionej i przerażonej, pojawił się na niebie jak miraż.
Mrugam, pewna, że to załamanie światła. Ale obraz nadal tam widnieje.
– Co to? – sapie Fei, wskazując na zjawę, nim ta zanika.
Wycofuję się od okna. Co się dzieje? Ta okropna obecność również zniknęła. Czy Xiangyu przyszedł i odszedł? Tylko w jakim celu?
Gdy wracają strażnicy, oznajmiają, że nikogo nie znaleźli, ale niosą martwą sowę.
– Z tą sową działo się coś dziwnego – wyjaśnia jeden z mężczyzn i się wzdryga. – Gdy dostrzegliśmy ją na drzewie, siedziała i gapiła się prosto w stronę twojego pokoju. Później spojrzała na nas i wydawało się… Wydawało się nam, że patrzy na nas człowiek.
Wszyscy przytakują, a na ich twarzach maluje się napięcie.
– To było straszne – dodaje inny łamiącym się głosem. – I nagle ptaszysko w jednej chwili zleciało z gałęzi i uderzyło martwe o ziemię.
Fei i ja wymieniamy zaniepokojone spojrzenia.
– Nikomu o tym nie mówcie – instruuje strażniczka. – Stójcie dalej na warcie. Noc jest jeszcze młoda.
Mężczyźni wracają na posterunek, ale ja nie mogę się na tyle zrelaksować, by zasnąć.
Zaraz po tym, jak śniłam, że Sudaji została uwięziona w potwornym cieniu, jej obraz pojawia się na niebie. Czy kapłance przydarzyło się coś złego? Wiem, że nie wymyśliłam sobie ciepła emanującego z mojego wisiorka. Czy może wzywała pomocy przez nasze duchowe połączenie?
Ogromnie chciałabym wiedzieć, czy nic jej się nie stało, lecz nie odważam się wkroczyć do duchowej krainy, by się tego dowiedzieć. Co, jeśli Nocny Smok wdarł się z powrotem do stolicy pomimo wszelkich środków ostrożności zachowanych przez Hanxina? Jeszcze jedna podróż do duchowej krainy może skończyć się tym, że przyprowadzę Xiangyu prosto do Boskiego Kamienia.
Dlaczego nas nie zaatakował, jeśli wtedy to rzeczywiście jego złowrogą obecność wyczułam? Jeśli to nie on… Dreszcz sunie wzdłuż mojego kręgosłupa aż do czaszki na myśl o dziwnym zachowaniu sowy oraz jej jeszcze dziwniejszej śmierci. Czy to może być związane z tą zgniłą aurą?
Teraz bardziej niż kiedykolwiek chciałabym wiedzieć więcej o magii.
***
– Książę Jieh się tu zjawił – informuje rano Fei, gdy tylko wstaję. – Stoi na zewnątrz i rozmawia ze strażnikami z nocnej warty.
Kiedy Jieh wchodzi, zęby ma zaciśnięte, a podłużne mięśnie jego szyi drżą.
Widocznie strażnicy powiedzieli mu o wydarzeniach z zeszłej nocy.
Podchodzi, chwyta mnie w ramiona i mocno przytula.
– Martwiłem się, Shin.
Delikatnie się od niego odsuwam.
– Nic mi nie jest. Widzisz? – Obracam się przed nim wokół własnej osi.
Śmieje się delikatnie.
– Znasz osobę, której twarz widziałaś w tamtej iluzji?
– Nie. – Czuję ukłucie winy.
Nienawidzę kłamać, ale jak mam powiedzieć o Sudaji i nie wspominać o swoim ponownym narodzeniu i Boskim Kamieniu?
Jieh przejeżdża ręką po włosach.
– Nie myślałem, że kiedykolwiek to powiem, lecz żałuję, że nie ma tu Hanxina, który lepiej wyjaśniłby nam magię.
– Mam tak samo – dopowiada Fei.
Stal lśni w spojrzeniu Jieha i wybrzmiewa w jego głosie.
– Ktokolwiek próbował wczoraj przejść przez Barierę, musimy założyć, że pozostaje czarnoksiężnikiem i wrogiem, więc trzeba zwiększyć liczbę strażników.
– Zostawiliśmy truchło sowy, nie mogliśmy zrozumieć, dlaczego nagle spadła z drzewa i umarła – wtrąca Fei. – Nie odniosła żadnej rany i odległość była zbyt mała, by przez upadek skręciła kark.
– To bardzo mądre – komentuje Jieh. – Wezmę ją zaraz do Królewskiej Akademii Xueyuan i poproszę, by zbadał ją ekspert od ptaków. Zobaczymy, czy ktokolwiek znajdzie przyczynę śmierci.
Kiwam głową.
– Udam się z tobą do Akademii. Muszę znaleźć pana Leunga i z nim porozmawiać. On wie coś o śmierci Wena, tak sądzę. Chciał się tym ze mną podzielić, ale nie mógł tego zrobić na pogrzebie.
– Nie podoba mi się pomysł, żebyś sama opuściła dom i go szukała – przyznaje Jieh. – Czarnoksiężnik z zeszłej nocy wciąż gdzieś tam jest. Może cię zaatakować. Powinniśmy razem spotkać się z Chungiem Leungiem albo możemy zaprosić go tutaj.
– Obie opcje przyciągną za dużo uwagi. Wątpię, by czarnoksiężnik zaatakował mnie na otwartej przestrzeni. To by ujawniło jego obecność w Dazhou, a to coś, czego wszyscy magowie starają się jak najbardziej unikać. – Uśmiecham się i chwytam dłoń księcia. – Nie martw się. Wezmę ze sobą Fei i wystarczająco dużo strażników.
Jieh wzdycha.
– Nie dam rady cię powstrzymać, prawda? W porządku. Obiecaj, proszę, że zachowasz ostrożność.
Ściskam jego rękę.
– Obiecuję.