Facebook - konwersja
Przeczytaj fragment on-line
Darmowy fragment

  • nowość

Ojciec Mojej Przyjaciółki - ebook

Wydawnictwo:
Format:
EPUB
Data wydania:
25 sierpnia 2026
14,99
1499 pkt
punktów Virtualo

Ojciec Mojej Przyjaciółki - ebook

Harrison Mercer to bezwzględny magnat finansowy i prezes Mercer Capital, przyzwyczajony do absolutnej kontroli nad ludźmi wokół siebie. Wszystko zmienia się, gdy przekracza granicę z Chloe Reed – młodą analityczką oraz najlepszą przyjaciółką swojej córki. Niewinne z pozoru spotkanie w rezydencji w Hamptons szybko przeradza się w niebezpieczną, sekretną relację. Harrison oferuje dziewczynie prestiżowe stanowisko na Manhattanie i finansową niezależność, żądając w zamian całkowitej dyskrecji i uległości. Służbowy układ traci wszelkie granice za zamkniętymi drzwiami prywatnych apartamentów, ustępując miejsca zaborczemu, zakazanemu pożądaniu. Kiedy tajemnica wychodzi na jaw, a rodzinny skandal grozi zniszczeniem reputacji i więzi, oboje stają przed ostatecznym wyborem: lojalność wobec bliskich czy namiętność, z której nie ma już odwrotu.

Ta publikacja spełnia wymagania dostępności zgodnie z dyrektywą EAA.

Kategoria: Romans
Zabezpieczenie: Watermark
Watermark
Watermarkowanie polega na znakowaniu plików wewnątrz treści, dzięki czemu możliwe jest rozpoznanie unikatowej licencji transakcyjnej Użytkownika. E-książki zabezpieczone watermarkiem można odczytywać na wszystkich urządzeniach odtwarzających wybrany format (czytniki, tablety, smartfony). Nie ma również ograniczeń liczby licencji oraz istnieje możliwość swobodnego przenoszenia plików między urządzeniami. Pliki z watermarkiem są kompatybilne z popularnymi programami do odczytywania ebooków, jak np. Calibre oraz aplikacjami na urządzenia mobilne na takie platformy jak iOS oraz Android.
Rozmiar pliku: 59 KB

FRAGMENT KSIĄŻKI

Rozdział 1: Igranie z ogniem

Deszcz bębnił o szyby niczym tysiące drobnych perkusistów, gdy Chloe o wpół do drugiej w nocy na paluszkach weszła do ogromnej kuchni w rezydencji Mercerów. Musiała mrużyć oczy w półmroku; jedyne światło sączyło się z księżyca za oknem oraz nikłej poświaty urządzeń. Powietrze było ciężkie od zapachu dojrzałego bourbona i cedrowej politury.

Chloe nalała sobie szklankę wody, czując pod bosymi stopami chłód posadzki.

– Tylko szybki łyk – szepnęła, jakby przepraszając pusty pokój.

Miała na sobie jedynie za dużą, jedwabną koszulę nocną sięgającą połowy ud – stanowczo zbyt cienką na chłodne letnie powietrze, które wkradało się do środka z deszczowej nocy w Hamptons.

Za jej plecami rozległy się kroki. Chloe podskoczyła ze strachu, rozlewając wodę na blat.

– Cholera! – zaklęła pod nosem, gdy wysoka sylwetka wyłoniła się z cienia przylegającego gabinetu Harrisona Mercera.

Serce Chloe załomotało w piersi, gdy czterdziestosześcioletni magnat finansowy wszedł do oświetlonej blaskiem księżyca kuchni. Był postawny, szeroki w barkach, o ciemnych włosach i szpakowatych skroniach. Jego nienaganna, ubrana w szyte na miarę ubrania sylwetka ostro kontrastowała z nagimi nogami Chloe i jej luźną koszulą. Rozpięty kołnierzyk białej koszuli odsłaniał lekko przyprószone siwizną włosy na klatce piersiowej.

– Harrison – wykrztusiła Chloe, próbując zabrzmieć swobodnie mimo adrenaliny krążącej w żyłach. – Myślałam, że wszyscy już śpią.

Uniósł brew, a jego przenikliwe, błękitne oczy zwęziły się, gdy omiótł wzrokiem jej potargany wygląd i nerwowość.

– Chloe. Co robisz, skradając się po moim domu o tej porze? – W jego głębokim głosie pobrzmiewała nuta nagany zmieszana z rozbawieniem.

Chloe wywróciła oczami, usiłując odzyskać choć odrobinę opanowania.

– Nie mogłam spać i pomyślałam, że napiję się wody, zanim wrócę do pokoju gościnnego. – Drżącą dłonią wskazała na zlew.

Wzrok Harrisona zatrzymał się na jej odsłoniętych udach o chwilę za długo, wywołując dreszcz na plecach Chloe. Nagle uświadomiła sobie, jak bardzo są sami w tej wielkiej kuchni, a szum deszczu zagłuszał wszystko, co mogłoby im przeszkodzić.

Podszedł bliżej, a nogawki jego dopasowanych spodni garniturowych miękko zaszeleściły na marmurowej podłodze. Chloe zamarła z bezdechu, gdy stanął tuż nad nią, a jego szeroka klatka piersiowa niemal muskała jej nagie ramiona. Chłodny marmurowy blat wbijał się w jej biodro, gdy Harrison położył obok niej dłoń, skutecznie odcinając jej drogę ucieczki.

– Wiesz, Kendall ostrzegała mnie przed twoją ciekawością – odezwał się, a kąciki jego ust uniosły się w chytrym uśmiechu, od którego puls Chloe gwałtownie przyspieszył. – Wygląda na to, że wcale nie przesadzała.

Chloe przełknęła ślinę, starając się opanować drżenie głosu pomimo żaru, który rozlewał się w dole jej brzucha pod wpływem jego bliskości i dominującej postawy.

– Po prostu chciało mi się pić, Harrison. Nie rób z tego wielkiej sprawy. – Spojrzała mu prosto w oczy, nie zamierzając kulić się pod jego władczym wzrokiem.

Uśmiech Harrisona rozszerzył się, ukazując równe, białe zęby. Pochylił się, aż jego usta musnęły płatek jej ucha, co przeszyło całe ciało Chloe niczym impuls elektryczny.

– Och, myślę, że igrasz z ogniem, dziewczynko – szepnął, a jego ciepły oddech łaskotał jej skórę. – Włóczysz się po moim domu w nocy, obnosząc się z tą... kuszącą figurą.

Jego wolna dłoń powędrowała w dół i spoczęła na dole jej pleców, a palce rozwarły się zaborczo na jedwabnej tkaninie.

Chloe znów zadrżała, tym razem z mieszaniny strachu i ekscytacji. Dzieląca ich różnica wieku była uderzająca – stanowiła zakazaną granicę, po której oboje stąpali w mroku nocy. Czuła miarowe bicie serca Harrisona pod koszulą, zderzające się z gorączkowym rytmem jej własnego.

Kiedy odsunął się nieznacznie, by na nią spojrzeć, Chloe dostrzegła własne pożądanie odbijające się w jego przeszywającym wzroku. Było to wyzwanie – milcząca zgoda na przesuwanie granic i badanie napięcia, które między nimi wrzało.

Głos Harrisona przeszedł w niski pomruk, gdy się wyprostował.

– Lepiej pamiętaj o swoim miejscu, Chloe. I radzę ci wracać do łóżka, zanim się sparzysz.

Rzuciwszy to tajemnicze ostrzeżenie, odsunął się, pozwalając jej uwolnić się spod magnetycznego wpływu swojej obecności. Chloe odwróciła się i pospiesznie wyszła z kuchni. Jej bose stopy klaskały o kafelki, gdy uciekała z powrotem do pokoju gościnnego. Nawet gdy próbowała uspokoić łomoczące serce, nie mogła pozbyć się przeczucia, że Harrison Mercer dopiero zaczął pogrywać z ogniem – a ona była aż nazbyt chętna, by stać się jego iskrą.

Ciężkie, aksamitne zasłony filtrowały popołudniowe słońce wpadające do wyłożonej drewnem biblioteki, rzucając ciepłe cienie na mahoniowe biurko, nad którym Harrison Mercer siedział pochylony nad dokumentami fuzji. Podniósł wzrok, gdy Chloe weszła do środka, a jego błękitne oczy zmrużyły się za bezramkowymi okularami.

– Chloe – rzucił oschle, a jego głęboki głos przeciął panującą w pokoju ciszę. – Zakładam, że te dokumenty są dla mnie?

Skinęła głową, przyciskając do piersi skórzaną teczkę, gdy podchodziła do biurka.

– Kendall prosiła, żebym to panu przyniosła.

Harrison machnął lekceważąco ręką, nie patrząc nawet na podawane papiery.

– Zamknij drzwi i podejdź bliżej, proszę.

Serce Chloe zaczęło bić jak oszalałe, gdy spełniła polecenie. Ciężkie drzwi zatrzasnęły się za nią ze złowrogą ostatecznością. Poczuła się uwięziona; napięcie z ich poprzedniego spotkania wciąż wisiało w powietrzu. Harrison podniósł się z fotela – wysoki i władczy – po czym zaczął powoli obchodzić biurko.

– Nie denerwuj się – powiedział z głosem ociekającym wyższością, zatrzymując się tuż przed Chloe. – Nie jesteś teraz w obecności Kendall.

Chloe zjeżyła się na ten ton i uniosła brodę w geście buntu.

– Przyszłam tylko dostarczyć twoje dokumenty, Harrison. Nie ma powodu robić z tego sensacji. – Ponownie wyciągnęła w jego stronę teczkę.

Zamiast ją wziąć, wyciągnął rękę i mocno chwycił ją za nadgarstek, przyciągając tak blisko, że ich ciała niemal się stykały. Chloe wstrzymała oddech, czując bijące od niego ciepło, a drogie perfumy, którymi pachniał, przyprawiały ją o zawrót głowy.

– Chyba wciąż jesteś roztrzęsiona po zeszłej nocy – rzucił Harrison, wwiercając się w nią spojrzeniem z siłą, od której miękły jej kolana. – Źle znosisz odrobinę dyscypliny, prawda?

Chloe próbowała się cofnąć, ale jego uścisk tylko się zacieśnił.

– Nie jestem jakąś płochliwą dziewczynką, Harrison. I nie potrzebuję, żebyś przypominał mi o moim miejscu.

Na jego ustach pojawił się drwiący uśmieszek. Puścił jej nadgarstek i odsunął się, pozwalając jej zrobić kilka kroków w tył, po czym przyparł ją do zamkniętych drzwi. Oparł dłoń na drewnianej futrynie tuż obok jej głowy. Ta bliskość sprawiła, że Chloe aż nazbyt wyraźnie odczuwała każdą twardą linię jego ciała.

– Myślę, że jednak potrzebujesz przypomnienia – szepnął, a jego wzrok powędrował ku jej ustom, jakby już czuł ich smak. – A ja z wielką chęcią ci w tym pomogę.

Puls Chloe dudnił w uszach, gdy Harrison pochylił się jeszcze bliżej, muskając jej usta ciepłym oddechem. Czuła się bezbronna wobec potęgi jego obecności, a niezaprzeczalne przyciąganie między nimi iskrzyło w powietrzu.

– Przestań – wykrztusiła niepewnie, choć jej ciało natychmiast ją zdradziło, lgnąc do jego dotyku z desperackim pragnieniem większej bliskości.
mniej..

BESTSELLERY

Menu

Zamknij