-
nowość
-
promocja
Okupowany Kraków. Przewodnik po stolicy Generalnego Gubernatorstwa - ebook
Okupowany Kraków. Przewodnik po stolicy Generalnego Gubernatorstwa - ebook
Zobacz, jak wyglądało miasto królów w czasach III Rzeszy.
Najpierw znikają polskie nazwy ulic. Potem polskie symbole, szyldy i pomniki. Na fasadach pojawiają się niemieckie oznaczenia, nad Wawelem powiewa flaga III Rzeszy, a Rynek Główny staje się Adolf-Hitler-Platz. Kraków wciąż wygląda znajomo – choć został podporządkowany okupacyjnej władzy.
W latach 1939–1945 dawna stolica Polski była sercem Generalnego Gubernatorstwa. To tutaj rezydował Hans Frank, tutaj działała okupacyjna administracja, tutaj propaganda próbowała udowodnić rzekomo odwiecznie germański charakter miasta. Tak budowany był mit Krakowa jako Norymbergi Wschodu oraz symbolu niemieckiego panowania i nowego porządku.
Jan Jakub Grabowski przeprowadzi cię przez okupowane miasto – od Dworca Głównego po Wawel, od śladów bombardowań po miejsca egzekucji. Każdy punkt na trasie przywołuje kolejną opowieść, a szczegółowa mapa oraz ponad 60 archiwalnych fotografii poddanych cyfrowej koloryzacji zamieniają książkę w wyjątkowy, współczesny przewodnik. Dzięki temu możesz nie tylko poznać historię okupowanego Krakowa, lecz także samodzielnie ruszyć jej śladem.
----
Jan Jakub Grabowski – historyk, licencjonowany przewodnik i badacz dziejów II wojny światowej, autor wystaw muzealnych, uczestnik konferencji i debat historycznych. Autor książki „Suki, wiedźmy, bestie. Historia nadzorczyń z niemieckich obozów koncentracyjnych” oraz twórca kanału Okupowana Polska na YouTubie i profilu na Facebooku, popularyzujących wiedzę o realiach okupacji niemieckiej i sowieckiej. Finalista konkursu BohaterONy 2021 im. Powstańców Warszawskich. Otrzymał stypendium w ramach programu Kultura w sieci oraz Stypendium Twórcze Miasta Krakowa.
Jego najnowsza książka – „Okupowany Kraków. Przewodnik po dawnej stolicy Generalnego Gubernatorstwa” – została wyróżniona prestiżową Nagrodą Krakowa Miasta Literatury UNESCO 2026.
| Kategoria: | Historia |
| Zabezpieczenie: |
Watermark
|
| ISBN: | 978-83-8399-606-6 |
| Rozmiar pliku: | 11 MB |
FRAGMENT KSIĄŻKI
Na temat okupowanego Krakowa napisano setki książek i artykułów. Równie bogata jest literatura wspomnieniowa poświęcona temu okresowi. Można by zatem zadać pytanie: na cóż komu kolejna publikacja? Odpowiedź wydaje się jednak stosunkowo prosta: jak dotąd nie pojawił się kompletny przewodnik, który w „podręczny” sposób pozwoliłby zarówno poznać historię wojennego Krakowa, jak i – a może przede wszystkim – zobaczyć go na własne oczy¹. Brak takiej publikacji może z pozoru dziwić. W końcu krakowska architektura, inaczej niż w większości polskich miast, prawie nie ucierpiała podczas wojny, a nawet wzbogaciła się w jej trakcie o szereg interesujących konstrukcji. Tym samym znajdujące się w mieście budynki, często wykorzystywane podczas okupacji w zaskakujący sposób, stanowią zespół kluczowych (a niebawem już jedynych) świadków tej trudnej historii.
Przypuszczalnie ich znaczna liczba stała się hamulcem dla pokoleń uczonych, pisarzy i publicystów – gdybyśmy bowiem chcieli dokładnie opisać każde miejsce związane z II wojną światową, to nawet na kartach kilkusetstronicowej książki przygotowanej przez transdyscyplinarny zespół badaczy i pasjonatów nie zdołalibyśmy wyjść poza Rynek Główny. Historia okupowanego Krakowa jest znacznie bardziej bogata, niż mogłoby się wydawać, przez co plan jej przedstawienia w formie specyficznego przewodnika wymaga pewnych cięć i obrania odpowiedniej narracji.
W związku z powyższym będę przedstawiał Kraków lat 1939–1945 w sposób dość subiektywny, a w niektórych przypadkach również selektywny. Z jednej strony chcę zaproponować konkretną trasę, po której jako przewodnik oprowadzam turystów od wielu lat, a z drugiej – skupić się na administracyjnym aspekcie okupowanego miasta, związanym z aktywnością jego wojennych włodarzy, którzy odcisnęli na nim piętno widoczne do dziś. Może się zatem zdarzyć, że Czytelnik nie odnajdzie w tej książce opisów miejsc, których by oczekiwał, i na odwrót – pozna historię obiektów, o których nigdy by nie pomyślał. Niniejsza książka w żadnym razie nie aspiruje zatem do bycia monografią okupowanego Krakowa – nie sposób byłoby uwzględnić tu wszystkiego lub choćby prawie wszystkiego.
Nie znaczy to oczywiście, że takie próby (i to z sukcesami) nie były podejmowane. W tym miejscu przede wszystkim należy wymienić książkę prof. Andrzeja Chwalby _Okupacyjny Kraków_, w której autor trafnie przedstawił wojenne miasto, patrząc przez pryzmat czterech zamieszkujących je narodowości (niemieckiej, ukraińskiej, żydowskiej i polskiej). Dzięki temu zabiegowi powstała publikacja kompletna i obejmująca dotychczasową bibliografię, stając się przez to głównym opracowaniem historii miasta w latach 1939–1945².
Od pierwszego wydania _Okupacyjnego Krakowa_ (w 2002 roku) minęło już jednak ponad 20 lat. W tym czasie literatura na temat tego okresu wzbogaciła się o szereg innych publikacji związanych ze „stolicą” Generalnego Gubernatorstwa. W publikacjach coraz częściej poruszano nieznane wcześniej zagadnienia lub rozwijano wątki obecne w monografii Andrzeja Chwalby, takie jak życie codzienne Niemców³ i Polaków⁴, mit wyzwolenia Krakowa przez Armię Czerwoną⁵ czy polityka terroru realizowana przez okupantów⁶. Nie mniej cennym źródłem wiedzy na temat okupacji jest również obszerny katalog, który towarzyszył otwarciu oddziału Muzeum Krakowa w dawnym budynku administracyjnym Fabryki „Emalia” Oskara Schindlera⁷. W ciągu ostatnich lat odnotowano również ogromne zainteresowanie architekturą tego okresu, w efekcie czego półki księgarskie wzbogaciły się o szczegółową monografię Wawelu autorstwa Jadwigi Gwizdałówny⁸ (2019) oraz towarzyszący wystawie _Niechciana stołeczność_ (2022) katalog, wydany przez Międzynarodowe Centrum Kultury, w którym po raz pierwszy tak szeroko i dokładnie omówiono inicjatywy architektoniczne okupantów na terenie miasta⁹.
W tym skrótowym zestawieniu należy też uwzględnić wydaną w 2024 roku _Społeczną historię Krakowa_¹⁰ Jacka Chrobaczyńskiego (oraz pozostałe publikacje autora¹¹). Na kartach tej gigantycznej, bo liczącej blisko 900 stron książki, autor analizuje przeszłość Krakowa w ujęciu socjohistorycznym, wprowadzając do klasycznej narracji jakże cenną analizę społeczno-kulturową. Monografia Chrobaczyńskiego stała się przez to nie tylko źródłem wiedzy, ale przede wszystkim kluczem do zrozumienia rozmaitych postaw Krakowian, uzyskania portretu zbiorowego ludności okupowanej i (co nie mniej ważne) samych okupantów.
Oczywiście trudno byłoby wymienić wszystkie książki i artykuły poświęcone okupowanemu Krakowowi. Wiele z nich jednak w połączeniu z analizą źródeł archiwalnych pozwoliło na skonstruowanie pierwszego przewodnika po „stolicy” Generalnego Gubernatorstwa. Wszystkie publikacje, z których korzystałem w trakcie jego tworzenia, odnajdzie Czytelnik w poszczególnych przypisach oraz w bibliografii.
◆ ◆ ◆
Wróćmy do wspomnianej wcześniej selektywności tej publikacji. Tematem, który omawiam w sposób ograniczony, jest historia Żydów oraz realizacja zaplanowanego przez Niemców „ostatecznego rozwiązania” (niem. _Endlösung der Judenfrage_). Nie wynika to, rzecz jasna, z chęci marginalizowania czy ignorowania tego zagadnienia, lecz ze świadomości, że jest ono – z całym swoim tragizmem – niezwykle rozległe, a przez to trudne do ujęcia w przyjętej tu perspektywie bez uproszczeń i (w najgorszym wypadku) schematyzacji.
Nie można jednak pominąć prowadzonej przez Niemców polityki deportacji, izolacji i eksterminacji. W pierwszych tygodniach okupacji Żydzi zostali poddani licznym ograniczeniom, które skutecznie utrudniały im normalne funkcjonowanie (m.in. takim jak zamrożenie kont bankowych, przymus pracy oraz restrykcyjne godziny policyjne). Kraków, jako „stolica” Generalnego Gubernatorstwa, został ogłoszony miastem „_judenrein_”, czyli „wolnym od Żydów”. Od wiosny do jesieni 1940 roku Niemcy przeprowadzili szereg deportacji, którymi objęto od 40 do nawet 50 tysięcy żydowskich mieszkańców miasta. Stanowili oni od blisko 60 do ponad 70% przedwojennej społeczności, którą stopniowo zastępowali niemieckojęzyczni mieszkańcy. Począwszy od marca 1941 roku, czyli od momentu powstania krakowskiego getta, obecność pozostałych Żydów na terenie Starego Miasta i w jego bezpośredniej okolicy została świadomie zredukowana do absolutnego minimum. Getto dla Żydów (oficjalnie określane mianem Jüdischer Wohnbezirk) nieprzypadkowo ulokowano w Podgórzu, czyli po drugiej stronie Wisły. Gwarantowało to znaczną odległość od historycznego centrum, a w każdym razie wystarczającą z punktu widzenia okupacyjnych władz. Getto miało charakter zamknięty, a jego opuszczenie wymagało specjalnej, trudnej do uzyskania przepustki. Druga połowa 1942 roku przyniosła kolejną zbrodniczą „redukcję” żydowskich mieszkańców. W trakcie dwóch akcji wysiedleńczych do obozu zagłady w Bełżcu wywieziono około 12 tysięcy osób. Każde wysiedlenie oznaczało jednocześnie zmniejszenie obszaru getta. W grudniu podzielono je na dwie części – dla pracujących i niezdolnych do pracy. Był to zarazem początek końca tego miejsca.
W lutym 1943 roku do Krakowa przybył Amon Göth, który miesiąc później – 13 i 14 marca 1943 roku – koordynował likwidację getta. Na jego ulicach Niemcy oraz towarzyszące im oddziały kolaboracyjne zamordowały od kilkuset do nawet dwóch tysięcy osób. Około trzech tysięcy trafiło do KL Auschwitz, gdzie większość została zamordowana w komorach gazowych. Pozostałych przy życiu około sześciu tysięcy Żydów przetransportowano do obozu ZAL Plaszow, co jeszcze bardziej oddaliło ich od historycznego centrum miasta i umożliwiło nieskrępowaną realizację zbrodniczej polityki okupanta.
Dźwięki egzekucji i krzyki matek zazwyczaj nie docierały z odległego Podgórza. Jakkolwiek brutalnie to zabrzmi – zagłada krakowskich Żydów odbywała się w cieniu „normalnego” życia okupowanego Krakowa. Ufam, że moja rezygnacja z tego tematu, będzie dla Czytelnika w pełni zrozumiała. Tym dramatycznym i bezprecedensowym wydarzeniom poświęcono już zresztą niezwykle bogatą i wciąż rosnącą literaturę przedmiotu, która w dużym stopniu zgłębia, a nawet wyczerpuje to zagadnienie (nie brakuje również przewodników). Do najważniejszych (choć, rzecz jasna, nie wszystkich) tytułów odsyłam w przypisie¹².
◆ ◆ ◆
Co zatem charakteryzuje publikację, którą Czytelnik trzyma właśnie w rękach? Moim zamiarem było z jednej strony kompaktowe omówienie większości zagadnień, a z drugiej – zastosowanie linearności w ich przedstawieniu. Lektura nie wymaga przeskakiwania myślami z jednego końca Krakowa na drugi (w każdym razie nie zawsze) – lecz oferuje możliwość podążania konkretną trasą. Każdemu miejscu i każdej postaci – w zgodzie z _credo_ przewodników – towarzyszy również opowieść. Starałem się nie ograniczać tylko do chłodnej faktografii, lecz przybliżyć Czytelnikowi atmosferę życia okupowanego miasta oraz sprowokować go do stawiania pytań – także konfrontacyjnych względem ogólnie przyjętej wizji dziejów i klasycznej definicji bohaterstwa. Jednym z moich celów było przywrócenie zbiorowej pamięci postaci zapomnianych lub wręcz skazanych na zapomnienie, bo wymykających się prostym, tradycyjnym ocenom. Ponadto w opowieściach nie zabraknie zwrócenia uwagi na rozmaite ślady pochodzące z okresu okupacji. Przez dekady niszczone lub w najlepszym przypadku zaniedbane – znikają niestety z roku na rok. Mam nadzieję, że ta publikacja przynajmniej w pewnym stopniu zatrzyma lub spowolni ten proces.
Moim zamiarem było również ukazanie Krakowa z „niemieckiej perspektywy” – jako „stolicy” Generalnego Gubernatorstwa i „starego germańskiego miasta”, co Niemcy usilnie podkreślali niemal przez cały okres okupacji. Skupię się zatem na takich zagadnieniach, jak propaganda, administracja, architektura oraz życie towarzyskie okupantów. Nierzadko wątki te będą się przeplatać z losami polskich mieszkańców miasta, których – mimo usilnych starań – nie udało się Niemcom całkowicie wyrzucić z jego historycznego centrum. Przedstawię wybrane miejsca, budynki i place, które łączą się opowieścią o okupacyjnej przeszłości miasta. Będą to zarówno kamienice, które pełniły specyficzne funkcje podczas wojny, jak i obecne na ich fasadach ślady świadczące czy to o obecności Niemców w Krakowie, czy też o walkach, które krótko – ale jednak – toczyły się na jego terenie.
Szczególnie ważna jest ostatnia część książki pt. _Topografia zbrodni_, w której prześledziłem miejsca masowych egzekucji przeprowadzonych przez Niemców w latach 1939–1945. Dotychczas wiedza na ich temat była raczej niepełna, a przede wszystkim rozproszona w wielu, często starych i trudno dostępnych, artykułach. Niektóre miejsca egzekucji pozostawały zaś całkowicie nieznane lub jedynie słabo obecne w powszechnej świadomości. W ich odnalezieniu pomocne okazały się relacje świadków zgromadzone w zasobach Instytutu Pamięci Narodowej, które stanowią jedno z podstawowych źródeł wiedzy na temat niemieckiego terroru.
Bardzo cenne są również licznie zachowane fotografie i reprodukcje dokumentów znajdujących w zbiorach Narodowego Archiwum Cyfrowego. Na kartach niniejszej książki umieściliśmy aż 65 archiwalnych fotografii, które zostały pokolorowane przez Mateusza Pietruszkiewicza. Ożywione współczesną technologią zdjęcia są nie tylko oryginalnym uzupełnieniem właściwej treści, lecz także pozwalają lepiej wyobrazić sobie Kraków sprzed ponad 80 lat. Istotna jest także mapa miasta przygotowana przez Łukasza Szypulskiego, na której zaznaczono najważniejsze obiekty omówione w książce, co ułatwi ich ewentualne odwiedzenie.Rozdział 1
Kraków jako „stolica” Generalnego Gubernatorstwa
W podróżnych zmierzających ze Wschodu do Rzeszy Generalne Gubernatorstwo wzbudza silne poczucie, że są już w domu, ale dla podróżnych zmierzających z Rzeszy na Wschód jest to już pierwsza pocztówka ze wschodniego świata¹.
Hans Frank, 23 października 1942 roku
Tymi słowami poprzedzono treść jedynego przewodnika po Generalnym Gubernatorstwie, dziwnym tworze, którego władze wybrały na swoją siedzibę dawną stolicę Polski i miasto szczególnie ważne dla każdego Polaka – Kraków. Niemcom jawił się on jako miasto pragermańskie – założone przez ich przodków, a przez to i historycznie przynależne do Rzeszy. Dowodzić tej tezy miały nie tylko dzieła niemieckich artystów, lecz także zabytki rękopiśmienne oraz zachowana miejscowa architektura (przede wszystkim gotycka). Z niemieckiej perspektywy Kraków był jedynie przykryty słowiańskim kurzem, który należało dokładnie wymieść. Już w pierwszym numerze niemieckojęzycznego czasopisma „Das Generalgouvernement” podkreślano:
Bez względu na to, z której strony zbliżamy się do Krakowa, już z daleka wita nas dumny zamek nad brzegiem Wisły, otoczony wieńcem gotyckich wież. Jest to powitanie niemieckie. Było ono niepodważalne również w czasach polskich. Niemieckiego charakteru Krakowa nie dało się wymazać. Jego rysy były zbyt wyraźne i zbyt głęboko wyryte w kamieniu. Być może w okresie świadomego zaniedbania kurz i brud osadziły się w szczelinach i zakamarkach, wrześniowa burza z poprzedniego roku zmiotła jednak wszystkie śmieci. Dzisiaj podajemy Krakowowi rękę jak staremu, dobremu znajomemu. Dawne niemieckie centrum kultury Wschodu jako stolica Generalnego Gubernatorstwa ponownie stało się sercem niemieckiego porządku i niemieckiej odbudowy²_._
Kraków liczył przed wojną niespełna 260 tysięcy mieszkańców, co dawało mu piąte miejsce wśród największych polskich miast. Od stolicy Małopolski większe były: Warszawa (1 milion 300 tysięcy mieszkańców), Łódź (672 tysiące), Lwów (318 tysięcy) oraz Poznań (272 tysiące)³. Wraz z utworzeniem Generalnego Gubernatorstwa dla okupowanych ziem polskich⁴ (proklamowanego 26 października 1939 roku przez Hansa Franka⁵ na mocy ogólnikowego dekretu Adolfa Hitlera z 12 października⁶) w granicach tego quasipaństwa znalazły się jedynie dwa ze wspomnianych miast, czyli Warszawa oraz Kraków. Lwów przypadł Sowietom, a Łódź i Poznań zostały włączone bezpośrednio do III Rzeszy Niemieckiej, a dokładniej – do Okręgu Rzeszy (Warthegau), zwanego niekiedy Krajem Warty (Wartheland)⁷. W związku z powyższym włodarzom Generalnego Gubernatorstwa nie pozostawało nic innego, jak zainstalować się w dawnej rezydencji polskich królów. Za tym wyborem przemawiały zarówno niewielkie rozmiary miasta (co ułatwiało dominację nad okupowanym terenem), jak i mała odległość dzieląca Kraków od granic z Rzeszą. Nieobojętne było również przekonanie o germańskim rodowodzie miasta.
Początkowo jednak okupanci, na czele z późniejszym gubernatorem Hansem Frankiem (który o nominacji na stanowisko naczelnego szefa administracji dowiedział się już 15 września, czyli miesiąc przed wydaniem dekretu przez Hitlera⁸), mieli nie lada problemy z podzieleniem terytorium oraz wyborem odpowiedniego ośrodka na „stolicę”, między innymi z uwagi na towarzyszący temu procesowi ogromny chaos. Przed wybuchem wojny Niemcy nie mieli bowiem żadnych konkretnych planów podziału Polski i uzależniali to od postępów militarnych na froncie oraz postawy mocarstw zachodnich. Z uwagi na ten ostatni aspekt rozważano nawet pozostawienie jakiejś namiastki państwa polskiego, tzw. _Reststaat_ („państwa szczątkowego”), mogącego pełnić funkcję karty przetargowej w ewentualnych negocjacjach pokojowych⁹. Gdy jednak klęska II Rzeczypospolitej stała się faktem, a państwa zachodnie nie były skłonne do zawarcia ugody z Hitlerem i utrzymały stan wojny¹⁰, pojawiła się konieczność zarządzania zdobytym terytorium, ustanowienia na jego terenie okupacyjnych władz cywilnych oraz ulokowania ich w odpowiednim miejscu.
Pospiesznie zdecydowano, że na terenach zajętych przez Wehrmacht, ale niewłączonych do Rzeszy Niemieckiej¹¹, powstanie „Generalne Gubernatorstwo dla okupowanych ziem polskich” (skróconą nazwę Generalne Gubernatorstwo wprowadzono dopiero latem 1940 roku¹²). Samo powstanie i funkcjonowanie tego tworu stało w sprzeczności z prawem międzynarodowym, a mówiąc precyzyjnie – z postanowieniami IV Konwencji Haskiej uchwalonej 18 października 1907 roku, którą respektowały zarówno II Rzeczpospolita, jak i III Rzesza¹³. W rozumieniu tego dokumentu do końca wojny na zajętych ziemiach polskich powinna funkcjonować jedynie okupacja wojskowa, która została faktycznie zakończona już 25 października 1939 roku. Kuriozalny charakter Generalnego Gubernatorstwa trafnie opisał Wilhelm Szczęsny Wachholz, polski prawnik i zarazem specjalista w zakresie niemieckiego prawa administracyjnego, profesor Uniwersytetu Jagiellońskiego, powołany na biegłego podczas procesu Ludwiga Fischera¹⁴, gubernatora dystryktu warszawskiego:
Czym było owo Generalne Gubernatorstwo? Na to pytanie nie umieli odpowiedzieć sami jego twórcy. Nie tworzyło samoistnej organizacji państwowej, gdyż zarówno funkcję administracyjną, jak też ustawodawczą, sprawowały czynniki obce, zewnętrzne, będące równocześnie organami innego państwa. Nie było również prowincją Rzeszy Niemieckiej, gdyż administrację wykonywano odrębnie od administracji Rzeszy, obszar zaś Generalnego Gubernatorstwa był od obszaru tejże Rzeszy oddzielony poczwórną barierą, a to: celną, walutową, dewizową i policyjną. Czymże więc było? (…) stwierdzić można, że był to obszar, na którym myśl niemiecka ubrana w pozory formy prawnej rządziła wszystkim, co nazywało się polskim, w sposób zmierzający do zagłady tej polskości. Był to rezerwat brutalnej przemocy, wykonywanej przez grupę władców nad zespołami ludzi, których stanowisko graniczyło o miedzę z pojęciem niewolnictwa świata starożytnego¹⁵_._
Jeszcze przed proklamacją Generalnego Gubernatorstwa na specjalnej konferencji zwołanej 20 października 1939 roku omówiono niemieckie plany względem nowych terenów. Uznano, że Polakom należy odebrać jakąkolwiek samodzielność, a oni sami mają mieć „tylko skromne warunki egzystencji”¹⁶. Trzy dni później przedstawiono (lecz bez zagłębiania się w szczegóły) kolejne zagadnienia związane z przyszłym statusem Generalnego Gubernatorstwa. Analizowano m.in. kwestie granicy celnej i policyjnej, nowej waluty i wytycznych gospodarczych. Wykluczono również obecność obcych placówek dyplomatycznych¹⁷. Ostatecznie plany skonkretyzowały się 26 października 1939 roku, gdy Hans Frank równocześnie ogłosił powstanie Generalnego Gubernatorstwa¹⁸ oraz – co ważniejsze z punktu widzenia charakteru tego tworu – rozporządzenie w sprawie podziału administracyjnego Generalnego Gubernatorstwa¹⁹. Obszary nieanektowane do Rzeszy podzielono na cztery dystrykty: lubelski, radomski, warszawski i krakowski. W 1941 roku przyłączono piąty dystrykt – Galicję – ze stolicą we Lwowie. Zanim do tego doszło, w Generalnym Gubernatorstwie mieszkało 11 milionów 542 tysiące ludzi, w tym 9 milionów 863 tysiące Polaków, zaledwie 61 tysięcy Niemców, 1 milion 125 tysięcy Żydów i 357 tysięcy Ukraińców. Po przyłączeniu Galicji liczba ludności wzrosła do 17 milionów 607 tysięcy, na którą składało się 11 milionów 300 tysięcy Polaków, aż 4 miliony 29 tysięcy Ukraińców, 2 miliony 92 tysiące Żydów, 90 tysięcy górali (o czym później), 75 tysięcy volksdeutschów, 15 tysięcy Białorusinów i 6,5 tysiąca Rosjan²⁰.
Jeśli chodzi o wybór siedziby, to jeszcze przed właściwą proklamacją Generalnego Gubernatorstwa, a nawet wydaniem dekretu przez Hitlera, zastanawiano się nad Poznaniem (gdzie pierwotnie zlokalizowano sztab Franka, do którego przybył on 29 września i gdzie pozostawał niemal do końca października²¹) oraz Łodzią. Ostatecznie to drugie miasto (w zgodzie z dyrektywą Hitlera, która pojawiła się pod koniec września) stało się _de facto_ ośrodkiem centralnym, w którym miał urzędować Frank. Łódź jednak nie przypadła mu do gustu (podobnie jak innym przybywającym tam dygnitarzom²²), więc swoje wizyty ograniczał do krótkich inspekcji, po których pospiesznie wracał do Poznania, Berlina lub Bawarii. Naciski ze strony władz wojskowych (chcących wreszcie scedować część obowiązków na administrację cywilną) spowodowały jednak, że 25 października 1939 roku Frank ostatecznie przeniósł się do Łodzi i zajął na swoje potrzeby monumentalny, neobarokowy gmach Banku Handlowego przy Al. Kościuszki 15²³. W „polskim Manchesterze” Frank urzędował rzadko, lecz zdążył podjąć tam kilka decyzji związanych z funkcjonowaniem Generalnego Gubernatorstwa – w tym proklamować jego powstanie – co potwierdzało centralny (jeszcze) charakter miasta²⁴, ale w samej proklamacji (wydanej w Warszawie) podkreślono, że to Kraków będzie pełnił funkcje „stołeczne” dla powołanego do życia Generalnego Gubernatorstwa²⁵.
Starania o to, aby to właśnie stolica Małopolski stała się siedzibą Hansa Franka, zostały podjęte przez niego samego prawdopodobnie dopiero w październiku 1939 roku. Kwestia ta była nawet przedmiotem rozmów na naradzie sztabu 15 października, w której trakcie Frank zapewniał, że Łódź jest rozwiązaniem jedynie tymczasowym²⁶. Niewykluczone, że plany Franka wynikały z faktu, iż w lutym 1936 roku odwiedził Kraków, gdzie jako minister Rzeszy i prezydent Akademii Prawa Niemieckiego był bardzo życzliwie podejmowany przez władze Polskiej Akademii Umiejętności²⁷. Kraków zdecydowanie zyskał uznanie jego, a także jego żony Brigitte, której późniejsza zachłanność na lokalne zabytki i mienie mieszkańców szybko stała się wprost legendarna. Mimo determinacji i sprecyzowanych planów nie uniknięto jednak kolejnego zamieszania. Choć 27 października powtórzono w prasie, że stolicą Generalnego Gubernatorstwa będzie Kraków (równolegle eksmitując mieszkańców z Wawelu²⁸), a 29 października Frank wyznaczył przenosiny do Krakowa na 7 listopada²⁹, to w wydanym cztery dni później obwieszczeniu zaznaczono, że właściwe przenosiny nastąpią dopiero 15 listopada, a tymczasem funkcje stołeczne wciąż utrzymuje Łódź³⁰. Przeniesiono się jednak wcześniej, co w dużej mierze było efektem decyzji, które zapadły w kontekście „polskiego Manchesteru”.
Okupowana Polska bardzo szybko stała się areną starć natury ambicjonalnej między wyznaczonymi przez Hitlera namiestnikami. Jednym z najbardziej aktywnych prominentów pozostawał Arthur Greiser³¹. Ten dawny oficer z czasów I wojny światowej, a następnie kupiec i taksówkarz, z ruchem narodowosocjalistycznym związał się już w 1928 roku, by ostatecznie zostać prezydentem Senatu Wolnego Miasta Gdańska. Nastawiony wybitnie antypolsko (choć sprawiający wrażenie ugodowego) wraz z wybuchem wojny zaczął usilnie zabiegać o przydzielenie mu nowej roli na przejętych terenach. Do jego próśb przychylił się sam Führer i powierzył mu najpierw stanowisko szefa administracji cywilnej w Poznaniu (i tym samym uczynił go nominalnie podwładnym Franka), a następnie funkcję namiestnika Okręgu Rzeszy Kraj Warty (niem. Reichsgau Wartheland), dzięki czemu wybił się na niezależność. W stolicy Wielkopolski przyszły gauleiter pojawił się już 13 września, a kolejnego dnia objął pierwsze ze wspomnianych stanowisk³².
Jego rządy od samego początku były naznaczone olbrzymią brutalnością i prześladowaniem polskiej ludności, pod której adresem na wiecu zorganizowanym 21 października skierował następujące słowa: „Polak nigdy nie będzie równy Niemcowi na nowych niemieckich ziemiach (…), będzie mu mógł jedynie służy㔳³. Zanim na dobre sformowano zręby okupacyjnej administracji, Niemcy zamordowali na terenie Reichsgau Wartheland 10 tysięcy Polaków, a to był dopiero początek zbrodniczych rządów³⁴. Greisera cechowała ambicja i zachłanność. Od samego początku zależało mu na tym, aby do powierzonego mu terytorium przyłączyć również Łódź – potencjalną bazę przemysłową Okręgu Rzeszy Kraj Warty. Za tym pomysłem opowiadali się zarówno niemieccy mieszkańcy miasta, jak i Hermann Göring³⁵ – _de facto_ druga, a przez to niezwykle wpływowa osoba w III Rzeszy. Ponadto włączenie Łodzi bezpośrednio do Rzeszy dawałoby Niemcom realne korzyści ekonomiczne.
Ostatecznie ten pomysł zyskał aprobatę Hitlera, który 4 listopada 1939 roku na konferencji w Berlinie oznajmił Frankowi, że ziemia łódzka stanie się częścią Kraju Warty (co oficjalnie usankcjonowano 9 listopada 1939 roku)³⁶. Tym samym dalsze pozostawanie Franka w Łodzi traciło sens, ale dawało mu też wolną rękę w kontekście przenosin do Krakowa. W dniu konferencji Hitler zgodził się na to, aby to Zamek Królewski na Wawelu pełnił funkcję rezydencji Franka³⁷. Na prawnika podziałało to elektryzująco. Jeszcze tego samego dnia generalny gubernator wydał swojemu sztabowi dyspozycje nakazujące przeprowadzkę najpóźniej 10 listopada 1939 roku³⁸.
Sam Frank przyjechał do Krakowa już 7 listopada 1939 roku. Tego dnia o godzinie 18:00 oficjalnie wjechał na wzgórze wawelskie i zajął komnaty zamku królewskiego, czemu towarzyszył uroczysty i wyreżyserowany co do minuty program³⁹. Nie zabrakło mnóstwa flag i sztandarów, defilad, muzyki granej przez orkiestrę (m.in. nazistowskiego hymnu _Horst-Wessel-Lied_⁴⁰) oraz oficjalnych powitań. Wydarzeniu towarzyszyła iście monarsza ceremonia, którą szeroko opisywano w prasie gadzinowej⁴¹. Bizantyjska impreza zakończyła się dopiero o 21:50⁴². Nowa siedziba spodobała się Frankowi, a on sam miał niebawem tytułować się jako „niemiecki król Polski”. Sam Goebbels zauważył, że Frank „czuje , jakby był królem Polski”⁴³, a później dodał: „Frank nie rządzi, on panuje”⁴⁴. Wojenna „stołeczność” Krakowa stała się faktem. Wawel został odebrany Polakom, a na Baszcie Senatorskiej zawisła flaga III Rzeszy. W mieście nastała ciemna noc niemieckiej okupacji.Rozdział 2
Norymberga Wschodu
Kraków został zajęty przez Niemców bez większych walk już 6 września 1939 roku⁴⁵. Dowodzący Armią „Kraków”⁴⁶ gen. Antoni Szylling⁴⁷ trzeźwo zauważył, że obrona miasta nie ma najmniejszego sensu i odstąpił od tego zamiaru, którego realizacja mogła przynieść jedynie zniszczenia. Wieczorem 5 września polskie wojska opuściły Kraków i obwołały go miastem „otwartym”. Umożliwiło to agresorom szybkie przejęcie władzy i ustanowienie okupacji wojskowej. Niemcy wkroczyli do miasta z dwóch stron. Od zachodu, zmierzając w kierunku Rynku Głównego i dworca kolejowego, weszli żołnierze 28 Dywizji Piechoty, a od południa – 44 Dywizji Piechoty⁴⁸. Ci drudzy dotarli do miasta pierwsi i ulokowali sztab w Hotelu Francuskim przy ul. Pijarskiej (przemianowanej rychło na Basteigasse).
Już od pierwszych chwil Polacy widzieli, że mają do czynienia z profesjonalnym i bitnym wojskiem. Jak gorzko podkreślał Edward Kubalski: „Mówiono nam bajeczki o wygłodzonych Niemcach – tymczasem żołnierze ich to chłopy na schwał, dobrze odkarmione i wyposażone”⁴⁹. Rozgoryczenie wywołane militarną klęską państwa (w tym rosnącą liczbą cywilnych ofiar konfliktu) było wśród Krakowian ogromne. „Wrześniowy syndrom”, związany w dużym stopniu z bezprecedensowym (bo totalnym) charakterem okupacji oraz ucieczką władz (od szczebli najwyższych po zupełnie lokalne), udzielił się w zasadzie każdemu obywatelowi, by wreszcie w wielu przypadkach przybrać formę nienawiści do okupantów⁵⁰. Dowództwo Wehrmachtu błyskawicznie wprowadziło swoje rządy poprzez wydanie rozmaitych nakazów i zakazów – dotyczących głównie posiadania broni, radioodbiorników, zakopywania rowów przeciwlotniczych i prac porządkowych⁵¹. Dochodziło również do pierwszych egzekucji ludności cywilnej, co było szokiem dla każdego obywatela. Wojna wciąż trwała i dopiero całkowita klęska Polski, przypieczętowana defiladą wojsk niemieckich i sowieckich w Brześciu nad Bugiem, a następnie wizytą Hitlera w Warszawie, wymogła powołanie władz administracyjnych, które ostatecznie przejęły rządy nad podbitymi terenami i sprawowały je przez ponad pięć długich lat.
Przedstawiciele okupacyjnych władz administracyjnych od razu przystąpili do depolonizacji i germanizacji „stolicy” Generalnego Gubernatorstwa. Bardzo szybko okazało się, że te działania wynikają ze szczerego przekonania, iż Kraków to w rzeczywistości stare niemieckie miasto. W samej idei nie było nic oryginalnego, jeszcze przed wybuchem wojny wielu niemieckich naukowców starało się udowodnić, że wszystko, co wartościowe na Wschodzie, jest efektem działalności żywiołu germańskiego. W przypadku Krakowa i funkcji, jaką otrzymał, było to jednak najbardziej widoczne – a sam Frank postrzegał miasto jako „Norymbergę Wschodu”⁵².
Niemcy skupili się przede wszystkim na „oczyszczaniu” Krakowa z „polskiego brudu”, co miało wpisywać się w tezę o nieudolności polskiej administracji (słynne „_polnische Wirtschaft_”⁵³). Realizowali to poprzez prace remontowe, w które zaangażowano okupowaną ludność objętą obowiązkiem pracy (co oczywiście przedstawiano jako walkę z bezrobociem), oraz poszerzenie granic miasta, do którego przyłączono okoliczne wsie i gromady (będzie o tym mowa później). Budowlany szał przybrał naprawdę ogromne rozmiary, czym chwalono się w niemieckojęzycznej prasie:
Kraków się buduje! I to w środku wojny, mimo że nie widać jakichkolwiek zewnętrznych śladów przegranego konfliktu zbrojnego. W Krakowie żadne budynki publiczne ani prywatne nie zostały zniszczone, ale jest tu wystarczająco dużo ruin, z których ma wyrosnąć nowe życie. Silne zaniedbanie z jednej strony i ostentacyjny amerykanizm z drugiej zniekształciły piękny, stary obraz Krakowa w ciągu dwóch dekad polskich rządów. Niemieckie władze uważają za swój poważny i oczywisty obowiązek wprowadzenie tu zmian, które – podobnie jak planowanie urbanistyczne i poszczególne projekty budowlane sprzed wieków – są realizowane z niemiecką dokładnością⁵⁴_._
W rzeczywistości Niemcy bardzo często wykorzystywali przedwojenne polskie pomysły – w tym przede wszystkim uchwalony przez Radę Miasta program inwestycyjny⁵⁵. Okupacyjne prace były niejednokrotnie szeroko zakrojone – ostatecznie podczas okupacji zbudowano aż 27 km dróg o twardej nawierzchni (w przededniu wojny 23,9% ulic miało taką nawierzchnię, natomiast pod koniec okupacji ten odsetek wzrósł do 32,1%⁵⁶). Ponadto ruch uliczny dostosowano do przepisów obowiązujących w Rzeszy; w Krakowie wprowadzono regulamin ruchu drogowego (Strassenverkehrsordnung) wydany 17 maja 1941 roku⁵⁷. Oczywiście wszystkie samochody musiały zostać ponownie zarejestrowane, zgodnie z zarządzeniami z 27 listopada 1939 roku⁵⁸ i 4 grudnia 1939 roku⁵⁹; należało też uzyskać pozwolenie na dopuszczenie do ruchu, co określono w obwieszczeniu z 27 lutego 1940 roku⁶⁰. Dość szybko ustalono również taryfy obowiązujące dorożki konne⁶¹. Ponadto opodatkowano środki przewozowe⁶², a wiosną 1940 roku wszystkich przedsiębiorców świadczących usługi transportowe połączono w jeden związek⁶³.
Pracami obejmowano zarówno ulice w centrum miasta⁶⁴, jak i w dalszych dzielnicach; trwały one w zasadzie przez cały okres okupacji⁶⁵. O ich skali świadczy fakt, że pod koniec 1943 roku w Krakowie znajdowało się 30 przedsiębiorstw budowlanych, które zatrudniały blisko osiem tysięcy pracowników. Ponadto współpracowano z 17 polskimi firmami, w których pracowały 1562 osoby⁶⁶. W trakcie wojny poprowadzono również kilka linii tramwajowych, m.in. do Hali Targowej oraz wzdłuż dzisiejszej ul. Królewskiej (przed wojną ul. Wybickiego, a podczas okupacji przemianowanej na Reichstrasse). Niemcy z zaangażowaniem podeszli do rozbudowy krakowskiego węzła kolejowego, wznosząc łącznie dwanaście budynków (nastawni i posterunków) związanych ze sterowaniem ruchem oraz rozbudowując lokomotywownie w Płaszowie czy podejmując się budowy parowozowni w Prokocimiu⁶⁷.
W dużym stopniu usprawniono ruch pieszy poprzez wybicie arkad (zwanych przebiciami lub podcieniami⁶⁸) w kamienicach wzdłuż niektórych ulic (Krakowskiej⁶⁹, Starowiślnej, Grodzkiej czy Księcia Józefa)⁷⁰. Wysoko oceniano usypanie wału nad Wisłą, dzięki któremu można było wygodnie przejść z Wawelu do Podgórza. Prace objęły również pozbycie się archaicznych i niepożądanych konstrukcji, np. jatki przy ul. Dominikańskiej, pracowni Kossaków przy Al. Krasińskiego⁷¹ oraz kramów przy Pl. Słowiańskim⁷². Ponadto w latach 1940–1942 odnowiono około 400 fasad kamienic krakowskiego śródmieścia, co jednocześnie spowodowało zatarcie rozmaitych polskich śladów, symboli, herbów i rzeźb. Efekty tych prac były szczególnie zauważalne na Małym Rynku⁷³ i nie wzbudzały entuzjazmu mieszkańców:
Orgia odnawiania domów doszła teraz do M. Rynku. Niemcy lubują się w tym, aby i filunki malować jaśniejszym kolorem niż sam dom dla uwypuklenia architektury – stąd też te fasady odnowione na żółto, zielono czy gołąbkowo przybierają jakiś swoisty biedermajerowski charakter (…). Wikarówka na buraczkowy ton z jasną attyką, tył kościoła św. Barbary podobnie odbija od jasno gołąbkowej bursy. Wszystko to jako domy z pierników lub dziecinnych zabawek w guście niemieckim, tak dalekim od naszych wymogów estetycznych. Chyba czas spatynuje te barwy i złagodzi krzykliwe kontrasty⁷⁴_._
Zaawansowane prace zrealizowano m.in. w Kamienicy Bonerów (Rynek Główny 9) – w październiku 1942 roku na poziomie pierwszego piętra pojawiły się gotycko-renesansowe okna w stylu „wawelskim”, zrekonstruowano też renesansową attykę⁷⁵. Wybór był nieprzypadkowy – dzieje niemieckiej rodziny o tym nazwisku uznawano za kolejny dowód przemawiający za germańską przeszłością Krakowa, a 15 lipca 1944 roku pojawił się znaczek pocztowy z wizerunkiem jednego z Bonerów⁷⁶. Ofiarą okupantów padły dzwony z krakowskich kościołów (m.in. św. Floriana oraz św. Katarzyny), które zdejmowano, by je przetopić⁷⁷. Poza pomnikami przedstawiającymi wybitnych Polaków usuwano również tablice pamiątkowe⁷⁸ lub germanizowano dotychczasowe, jak tę poświęconą wizycie Goethego⁷⁹. Jaskrawym przykładem niemieckiej aktywności było pozbawienie gmachu Feniksa modernistycznego charakteru. Niejednokrotnie dochodziło też do przebudowy istniejących elementów – przykładowo przy Pl. Szczepańskim wymieniono portal Kamienicy Szołayskich, której próg do dzisiaj przekraczamy przez masywną kamienną bramę (jedynie pozbawioną nazistowskich symboli)⁸⁰.
Nie mniej istotna jest okupacyjna architektura przemysłowa, przede wszystkim na terenie Zabłocia czy, ogólnie rzecz ujmując, w południowo-wschodniej części miasta. Za przykład niech posłuży posiadający obszerną dokumentację budynek chłodni portowej (niem. _Hafengefrierhaus_) przy ul. Dekerta 47⁸¹. Ta zaprojektowana przez warszawskiego architekta Witolda Marcinkowskiego⁸² inwestycja to w istocie rozległy i – przede wszystkim – zachowany do dzisiaj kompleks⁸³. Ten imponujący skądinąd budynek jeszcze przez długie dekady wyróżniał się w krajobrazie Zabłocia rozmiarami oraz interesującą architekturą. Chłodnia przy ul. Dekerta 47 stanowi zarazem intrygujący przykład zaangażowania polskich architektów w niemieckie prace. Poza Marcinkowskim w pracach brał udział m.in. Wacław Pawłowski, który odpowiadał za obliczenia⁸⁴. Po wojnie budynek chłodni był wykorzystywany przez spółdzielnię „Społem” zgodnie z jego pierwotnym przeznaczeniem (poszerzonym o zamrażalnie jaj i objętym modernizacjami w latach 60. i 70.)⁸⁵.
Warto zauważyć, że te szeroko zakrojone inwestycje nie zawsze spotykały się ze zrozumieniem hitlerowskich dygnitarzy, którzy niejednokrotnie wyrażali się krytycznie na temat prac podejmowanych przez Hansa Franka. Wystarczy sięgnąć do słynnych pamiętników Josepha Goebbelsa (nawiasem mówiąc niechętnego Hansowi Frankowi), by odnaleźć następujące słowa:
Generalny gubernator Frank nie dorósł w żadnej mierze do swoich zadań (…). Zamiast wspierać niemieckie przywództwo wojenne, uprawia się propolską politykę , doprowadza kraj do porządku, buduje drogi, mosty i domy, remontuje zniszczone miasta, odnawia zamki, urządza się kosztowne wnętrza pałaców i na to wszystko trwoni się pieniądze, materiały i robociznę na taką skalę, która wskazuje wprost na kompletny brak odpowiedzialności⁸⁶_._
Początkowo te działania spotykały się jednak z aprobatą samego Adolfa Hitlera, co dla ich głównego inicjatora – Hansa Franka – było najważniejsze. Generalny gubernator otwarcie zresztą szczycił się zainteresowaniem, jakim miał obdarzyć go Führer (choć warto zauważyć, że w relacjonowaniu spotkań z Hitlerem nigdy nie brakowało przesady).
Efektem niemieckich rządów, a zarazem kolejnym dowodem na ambitne plany rozbudowy „stolicy” GG, było również poszerzenie jej granic i stworzenie tzw. „Gross Krakau”⁸⁷. Już 16 kwietnia 1941 roku Hans Frank wydał dyrektywy mające na celu włączenie do Krakowa niektórych sąsiednich gmin. Ostateczne zarządzenie pojawiło się jednak kilka tygodni później – 28 maja 1941 roku (i obowiązywało od 1 czerwca)⁸⁸. Na jego mocy „stolica” Generalnego Gubernatorstwa została powiększona o 11 gmin wiejskich (Bronowice Małe, Zielonki, Prądnik Czerwony, Mogiłę, Prokocim, Bieżanów, Wolę Duchacką, Piaski Wielkie, Borek Fałęcki, Tyniec i Liszki), w których znalazło się 27 gromad wiejskich, a także części dwóch innych. Powierzchnia miasta zwiększyła się ponad trzykrotnie!⁸⁹ Przed wybuchem wojny liczyła 48 km², a w następstwie niemieckich decyzji osiągnęła rozmiary 169 km², natomiast liczba mieszkańców wzrosła do 321 tysięcy⁹⁰. Najwyższy stan populacja miasta osiągnęła w 1942 roku – wtedy zamieszkiwało je aż 380 tysięcy osób⁹¹. Warto również zauważyć, że powojenna Rada Miasta 18 grudnia 1945 roku zaakceptowała zmiany poczynione przez Niemców w tym zakresie⁹².
Na terenie Krakowa do dzisiaj możemy zresztą odnaleźć dwa z okupacyjnych słupów granicznych. Znajdują się one w lesie przy ul. Pasternik 122 oraz u zbiegu ulic Myślenickiej i Łężce. Pierwszy wykonano z wapienia, jest wysoki na trzy metry, a w jego górnej części umieszczono herb miasta. Wizerunek heraldyczny jest jednak niekompletny – przestrzeń w bramie została wyraźnie naruszona. Prawdopodobnie znajdowała się w niej swastyka, którą anonimowy „wandal” postanowił odłupać. Podobnie rzecz się przedstawia w przypadku drugiego, tym razem ceglanego słupa, na którym również widnieje wizerunek heraldyczny z ubytkiem w bramie. Te osobliwe zabytki powinny zostać objęte należytą opieką i opatrzone stosownymi tablicami informacyjnymi – jak dotąd, niestety, są skazane na powolne i coraz bardziej zauważalne niszczenie.
Nieodłącznym elementem niemieckich działań było germanizowanie przestrzeni miasta poprzez m.in. zniemczanie nazw ulic, alei i placów lub nadawanie im zupełnie nowych patronów, czego najbardziej ponurym przykładem było przemianowanie Rynku Głównego w Krakowie na Pl. Adolfa Hitlera (Adolf-Hitler-Platz)⁹³. „Niemcy zgermanizowali cały Kraków, wszędzie napisy niemieckie, restauracje i kawiarnie co celniejsze tylko dla Niemców, sklepy co lepsze dla Niemców, tam Polak nie kupi nic zgoła” – opisywał tę sytuację naoczny świadek⁹⁴. Ceremonia, która odbyła się 1 września 1940 roku, zgromadziła przedstawicieli najwyższych szczebli władz Generalnego Gubernatorstwa, a „stolicę” zaszczycił swoją obecnością Joseph Goebbels. W swoich słynnych dziennikach opisał jednak tę wizytę dość zdawkowo:
(…) azda do Krakowa. Przez polskie i absolutnie żydowskie wsie. Tu jest cała masa problemów. Na „granicy” wielkie powitanie. W zamku u „króla” Franka. Opowiada mi o sytuacji (…). Polacy posłusznie się dostosowują (…). Jazda do Krakowa. Znowu wielkie powitanie. Otwarcie teatru niemieckiego . _Agnes Bernauer_ w bardzo dobrej i solidnej inscenizacji. Tu ma się jakieś osiągnięcia. Jeszcze długie rozmowy w kasynie dla cywilów. Z niezliczonymi t. p., którzy tu pracują (…). Późno i śmiertelnie zmęczony do łóżka. Parę godzin snu. Zaraz odlot do Berlina⁹⁵_._
Na Rynku Głównym można było obejrzeć paradę formacji policyjnych, wojskowych, członków NSDAP oraz Hitlerjugend. Każda kamienica była obwieszona flagami ze swastyką. Tego dnia Polacy pozostali w domach – z rocznicy wybuchu wojny cieszyli się jedynie Niemcy⁹⁶. Równocześnie zmieniano nazwy krakowskich ulic⁹⁷. Już 13 lutego 1940 roku ul. Kanonicza stała się ul. Bonerów (Bonergasse), Poselska – Wita Stwosza (Veit-Stoss-Strasse), a Mikołajska – Hansa Dürera (Hans-Dürer-Strasse)⁹⁸. Uzupełnieniem tych działań były liczne wystawy mające na celu udowodnienie istnienia niemieckiego żywiołu na podbitych ziemiach. Funkcję przestrzeni wystawienniczej pełniły m.in. wnętrza Sukiennic oraz Towarzystwa Przyjaciół Sztuk Pięknych, gdzie urządzono takie wystawy jak _Bernstein – Deutschland Gold_ („Bursztyn – niemieckim złotem”) czy krakowskie targi wzornictwa⁹⁹. Kolejne rozporządzenie, tym razem wydane przez Wydział Spraw Wewnętrznych Rządu Generalnego Gubernatorstwa, które nakazywało zmianę nazw miast na niemieckie, wprowadzono 15 sierpnia 1941 roku. Dotyczyło ono również Krakowa – odtąd mógł być określany jedynie jako „Krakau”. Używanie polskiej nazwy było bezwzględnie zakazane¹⁰⁰. Z pism urzędowych zniknęła ona w grudniu 1941 roku¹⁰¹.
Ważnym elementem niemieckich działań było pozbycie się osób stanowiących potencjalne zagrożenie dla nowych rządów. Pierwszy cios spadł na lokalną elitę intelektualną. Najpierw ofiarami Niemców stali się polscy profesorowie, których 6 listopada 1939 roku podstępnie aresztowano w ramach tzw. Sonderaktion Krakau i wywieziono do obozu koncentracyjnego. Podobną akcję powtórzono trzy dni później – tym razem skupiono się na nauczycielach szkół średnich i przedstawicielach wolnych zawodów (tzw. Zweite Sonderaktion Krakau¹⁰²). Stąd już bardzo blisko było do nakręcania spirali terroru, mordowania przeciwników politycznych lub osadzania ich w miejscach odosobnienia, wśród których najbardziej znane są więzienie przy ul. Montelupich oraz areszt gestapo przy ul. Pomorskiej 2.
Niemiecka determinacja i skłonność do radykalnych kroków były nieprzypadkowe. W praktyce udowodnienie rzekomej „niemieckości” Krakowa było bardzo trudne. W mieście wprost mnożyły się polskie pamiątki historyczne, a sam Kraków (w przededniu wybuchu wojny) zamieszkiwało zaledwie dwa tysiące Niemców, co stanowiło ułamek procenta ogółu jego ludności. Okupantom nie pomagał również fakt, że Kraków znajdował się przez ponad 100 lat w strefie wpływów państwa austriackiego. Najczęściej zdarzało się bowiem tak, że przybysze z centrum monarchii ulegali błyskawicznej polonizacji, a ich przywiązanie do germańskich korzeni było znikome. Najlepszym tego przykładem są takie rodziny jak Estreicherowie, których członkowie nie tylko tworzyli elitę intelektualną kraju, lecz także nie byli skłonni do zawarcia jakiejkolwiek ugody z okupantem, nierzadko płacąc za to najwyższą cenę.
Nie znaczy to jednak, że Niemcy nie mogli odwołać się do absolutnie żadnych wątków historii miasta. W średniowieczu wpływy niemieckiego patrycjatu były bardzo silne – Niemcy przyczynili się do lokacji miasta na prawie magdeburskim i pełnili w nim później najważniejsze funkcje. Symbolem tych wpływów – co bardzo chętnie podkreślali nazistowscy ideolodzy – był Kościół Mariacki, czy raczej Marienkirche, którego perłą jest późnogotycki ołtarz wykonany przez pochodzącego z Norymbergi Veita Stossa (zwanego przez nas Witem Stwoszem). Postać artysty była zresztą bardzo często wykorzystywana przez propagandzistów, poświęcano mu wystawy, artykuły, a nawet opowiadania¹⁰³. Tym skądinąd prawdziwym stwierdzeniom towarzyszyły jednak szowinistyczne wynurzenia, przykładowo wskazywanie, że na „niemieckim” uniwersytecie studiował „niemiecki” astronom Nikolaus Kopernikus, a Polacy nie stworzyli w mieście nic godnego uwagi.
Na pewno zdawano sobie sprawę z ułomności tej ostatniej tezy i aby uczynić z Krakowa miasto iście germańskie, postanowiono objąć go szeroko zakrojonymi pracami architektonicznymi, w których aktywnie uczestniczył sam Hans Frank. Przez pierwsze miesiące głównie snuto plany i starano się opanować chaos związany z okupacją, dopiero klęska Francji latem 1940 roku przyspieszyła realizację niemieckich zamiarów związanych z aktywnością budowlaną. Jak zauważa Jacek Purchla: „Już latem 1940 roku Kraków znalazł się – obok niedawno zdobytych przez hitlerowskie Niemcy Strasburga i Luksemburga – na liście Gauhauptstädte, to znaczy miast, które miały otrzymać nowy szlif urbanistyczny w wielkim stylu”¹⁰⁴.
Generalny gubernator 15 lipca 1940 roku zwołał na Wawelu specjalną naradę poświęconą kwestiom urbanistycznym, którą powtórzono 23 lipca¹⁰⁵. W każdej z nich wziął udział Richard Rattinger¹⁰⁶, doradca Franka w zakresie architektury. Niemieckie plany zakładały nie tylko tworzenie zabudowy od podstaw w duchu „volkistowskim” (czyli ludowym), lecz także adaptowanie już istniejących budynków, pozbawianie ich elementów „sztuki zdegenerowanej” (np. modernistycznej). Kolejnym architektem działającym przy generalnym gubernatorze był Hubert Ritter¹⁰⁷, który zaprojektował obszary zieleni czy układ komunikacyjny. To właśnie Ritter odpowiadał za plan dzielnicy rządowej na Dębnikach – nawiasem mówiąc, ciekawej i spektakularnej, co dobrze świadczyło o jego warsztacie artystycznym, stanowiącym jednak – i tu znów powtórzmy za Jackiem Purchlą – „niewątpliwy wyjątek na tle innych niemieckich architektów, którzy w pierwszej połowie lat czterdziestych XX wieku przewinęli się przez stolicę Generalnego Gubernatorstwa”¹⁰⁸.
Poza tymi dwoma architektami warto również wspomnieć o Georgu Stahlu¹⁰⁹, który stał na czele wydziału budowlanego magistratu i odpowiadał m.in. za planowanie ulic oraz budownictwo mieszkaniowe i publiczne. Plany Stahla obejmowały przestrzeń Rynku Głównego, Sukiennice (które chciano połączyć z nieistniejącym dzisiaj odwachem obok Wieży Ratuszowej) oraz budynek magistratu. To również Stahl odpowiadał za w pełni ukończoną przebudowę gmachu Feniksa przy Rynku Głównym (kamienicę pozbawiono wtedy elementów modernistycznych) oraz stworzenie rozległej, niemieckiej dzielnicy mieszkaniowej wzdłuż obecnej ul. Królewskiej¹¹⁰ (będzie o tym mowa w dalszej części książki), w czym pomogli mu także inni architekci, m.in. Theodor Bauder¹¹¹ oraz Alfred Aldinger¹¹², współpracujący zresztą z polskimi architektami¹¹³.
Większość tych wizji nigdy nie wyszła poza sferę planów. Warto zauważyć, że niejednokrotnie ich rozmach – a mowa tu m.in. o zniszczeniu kopców Kościuszki i Piłsudskiego czy zabudowaniu Błoni¹¹⁴ – sprawiał, że były one po prostu niemożliwe do realizacji w warunkach wojennych. Stało się to szczególnie zauważalne wtedy, gdy Niemcy przestali triumfować, a potęga Wehrmachtu zaczynała się coraz bardziej kruszyć. Mimo to wpływ, jaki na architekturę i charakter Krakowa wywarli niemieccy okupanci, widać również dzisiaj – i to w bliskim sąsiedztwie miejsca, które codziennie mijają tysiące mieszkańców i turystów, czyli krakowskiego Dworca Głównego.
_Dalsza część w wersji pełnej_