ORP "Ślązak" - ebook
ORP „Ślązak”, niszczyciel eskortowy typu Hunt II, służył pod polską banderą w latach 1942–1946. Eskortował dziesiątki konwojów na Atlantyku i Morzu Śródziemnym, zwalczał niemieckie U-Booty i lotnictwo, brał udział w rajdzie na Dieppe, inwazji na Sycylię, walkach pod Salerno oraz lądowaniu w Normandii, wspierając aliantów ogniem artylerii. Okręt zasłynął także z ratowania licznych rozbitków i pilotów.
| Kategoria: | Historia |
| Zabezpieczenie: |
Watermark
|
| ISBN: | 978-83-11-18738-2 |
| Rozmiar pliku: | 1,1 MB |
FRAGMENT KSIĄŻKI
Nigdy nie byłem na pokładzie tego „Ślązaka”. Pisząc jednak o nim i jego załodze, myślami przenosiłem się na niszczyciel eskortowy, noszący żartobliwe brytyjskie przezwisko Shepherd (pasterz). Towarzyszyły mi wzruszenie przy podniesieniu biało-czerwonej bandery, obraz trudu szkolenia i walki w imieniu okupowanej Ojczyzny oraz emocje marynarzy – tęsknota, gniew, determinacja i duma. Szczególny podziw budził we mnie jeden z najwybitniejszych oficerów Polskiej Marynarki Wojennej, kontradmirał Romuald Nałęcz-Tymiński. Noszę ten sam mundur co on. Opowiadam o nich, bo są tego godni.
Zanim jednak przejdziemy do historii eskortowego niszczyciela ORP „Ślązak” z czasów II wojny światowej, warto przypomnieć, że nazwa ta miała już wcześniej swoje miejsce w Polskiej Marynarce Wojennej. Pierwszym był torpedowiec, dawny niemiecki A59, zbudowany w 1917 roku i przejęty przez Polskę w 1921 roku. Choć nie zapisał się w wielkich operacjach bojowych, stał się symbolem odradzającej się floty. Wycofano go ze służby w 1938 roku.
W 1954 roku nazwę ORP „Ślązak” otrzymał niewielki okręt podwodny wydzierżawiony od ZSRR, przystosowany do działań na Bałtyku. Jedenaście lat później został wycofany ze służby i zatopiony jako okręt-cel.
Kolejną jednostką noszącą to imię jest nowoczesna korweta patrolowa, zbudowana w Stoczni Marynarki Wojennej w Gdyni. Po latach opóźnień weszła do służby w listopadzie 2019 roku. Przeznaczona jest do działań patrolowych, eskortowych oraz zwalczania zagrożeń na morzu.
Historia czterech okrętów noszących nazwę „Ślązak” pokazuje, jak silnie wpisała się ona w tradycję Polskiej Marynarki Wojennej – jako symbol ciągłości służby, gotowości i odpowiedzialności za bezpieczeństwo Polski na morzu.WSTĘP
Okręt wojenny można porównać do żywego organizmu, w którym każda część pełni ściśle określoną funkcję, a całość działa w harmonii, by sprostać wyzwaniom pola walki. Kadłub jest jego szkieletem – nadaje kształt, wytrzymałość i chroni wnętrze przed siłami natury oraz ogniem przeciwnika. Pod pancerzem kryje się złożona sieć systemów i mechanizmów, przypominających ludzkie układy: krwionośny, oddechowy i nerwowy. Agregaty elektryczne są sercem, które nieustannie zasila okręt energią, silniki dają mu ruch i siłę manewru, a rury i przewody niczym arterie rozprowadzają paliwo, oleje i płyny chłodzące. Radary i sonary pełnią rolę zmysłów, rejestrując każdy ruch i dźwięk, natomiast stanowisko dowodzenia jest mózgiem, gdzie zapadają decyzje i skąd kieruje się działaniami. Uzbrojenie – artyleria i wyrzutnie bomb głębinowych – to jego pazury i zęby, gotowe do obrony i ataku.
Najważniejsza jest jednak załoga. To ona stanowi życie okrętu. Każdy marynarz, od mechanika po kucharza, jest jak komórka w organizmie, a wspólny wysiłek nadaje stalowej konstrukcji sens i człowieczeństwo. W pełnej synchronizacji powstaje byt zdolny przetrwać najtrudniejsze warunki i wykonywać złożone zadania – jeden z najbardziej imponujących wytworów ludzkiej myśli.
Podczas II wojny światowej pod biało-czerwoną banderą walczyło wiele okrętów, działających samotnie lub w zespołach. Każdy z nich był jednak odrębną jednostką o własnym charakterze, atmosferze, dźwiękach i zapachach. Inaczej drżał niszczyciel, inaczej okręt podwodny; każdy reagował na morze i pogodę na swój sposób. Równie różne były załogi – żywiołowe, ciche, pełne napięcia – co sprawiało, że każdy okręt miał niepowtarzalną tożsamość. Tak należy postrzegać także jednostki współczesne.
Jednym z takich okrętów był ORP „Ślązak”, niszczyciel eskortowy typu Hunt II, walczący pod polską banderą w czasie II wojny światowej. Brał udział w licznych misjach eskortowych, chroniąc alianckie konwoje przed okrętami podwodnymi, ścigaczami i lotnictwem, oraz uczestniczył w kluczowych operacjach desantowych. Choć nie jest dziś tak rozpoznawalny jak ORP „Błyskawica”, zachowany jako okręt-muzeum w Gdyni, jego bojowy dorobek w pełni zasługuje na pamięć.
Suwerenność Polski w czasie wojny trwała także dzięki Marynarce Wojennej – dzięki temu, że Rząd RP na uchodźstwie posiadał swoje prawne terytorium na pokładach okrętów, a walka na morzu nigdy nie została przerwana.HMS „BEDALE” – NISZCZYCIEL ESKORTOWY TYPU HUNT II
Niszczyciele eskortowe typu Hunt II zostały zaprojektowane i zbudowane przez brytyjską Royal Navy w czasie II wojny światowej jako odpowiedź na rosnącą potrzebę ochrony morskich szlaków komunikacyjnych. Były to nowoczesne, zgrabne jednostki, dobrze przystosowane do współdziałania z większymi okrętami. Ich powstanie wiązało się bezpośrednio z koniecznością zwalczania zagrożeń ze strony niemieckich okrętów podwodnych oraz lotnictwa. Od początku projektowano je jako mniejsze niszczyciele przeznaczone do eskorty konwojów, obrony przeciwlotniczej i zwalczania okrętów podwodnych.
Łącznie zbudowano 86 niszczycieli eskortowych typu Hunt II, które weszły do służby w latach 1940–1942. W porównaniu z jednostkami typu Hunt I były one większe, lepiej uzbrojone i wyposażone w nowocześniejsze systemy artyleryjskie oraz przeciwlotnicze. W trakcie wojny część z nich przekazano marynarkom wojennym państw sojuszniczych, w tym Wolnej Francji, Grecji oraz Polskiej Marynarce Wojennej. Pod polską banderą pływały trzy okręty tego typu: ORP „Ślązak”, ORP „Krakowiak” i ORP „Kujawiak”.
Do głównych zadań niszczycieli Hunt II należało eskortowanie konwojów, patrolowanie szlaków morskich, zwalczanie okrętów podwodnych oraz ochrona przed atakami z powietrza. Jednostki te odegrały istotną rolę w utrzymaniu ciągłości transportów ludzi, sprzętu i zaopatrzenia pomiędzy Wielką Brytanią a innymi teatrami działań wojennych, zwłaszcza na Morzu Północnym i Śródziemnym.
Spośród 86 niszczycieli eskortowych typu Hunt II aż 21 zostało utraconych w wyniku działań wojennych. Przyczynami strat były przede wszystkim ataki U-Bootów, miny morskie, naloty lotnicze oraz kolizje. Wśród zatopionych jednostek znalazł się polski ORP „Kujawiak”, który zatonął 16 czerwca 1942 roku po wejściu na minę w rejonie Malty podczas eskorty konwoju.
HMS „Bedale”, późniejszy ORP „Ślązak”, został zamówiony przez Royal Navy w ramach intensywnego programu rozbudowy floty eskortowej. Okręt, oznaczony numerem burtowym L16, zbudowano w stoczni R. & W. Hawthorn, Leslie & Company Ltd. w Hebburn nad rzeką Tyne, w północno-wschodniej Anglii. Stępkę położono 22 maja 1940 roku, w okresie gwałtownej eskalacji wojny na morzach. Budowa przebiegała sprawnie, co wynikało z pilnego zapotrzebowania na jednostki eskortowe. Okręt został zwodowany 23 lipca 1941 roku podczas uroczystej ceremonii na rzece Tyne, z udziałem przedstawicieli Royal Navy oraz władz lokalnych.ORP „ŚLĄZAK” – NOWY OKRĘT POD BIAŁO-CZERWONĄ
W 1942 roku szefem Kierownictwa Marynarki Wojennej (KMW), najwyższego organu dowodzenia Polskiej Marynarki Wojennej na uchodźstwie, był wiceadmirał Jerzy Świrski. Funkcję tę pełnił nieprzerwanie od 19 maja 1925 roku. Odpowiadał za organizację, rozwój i działania operacyjne Marynarki, która po 1939 roku przeniosła swoje struktury do Wielkiej Brytanii. W Londynie nadzorował całokształt jej funkcjonowania – od szkolenia kadr po koordynację działań z Royal Navy.
Na początku 1942 roku Świrski otrzymał od strony brytyjskiej informację o możliwości przekazania Polsce kolejnego niszczyciela eskortowego typu Hunt II. Propozycja była efektem bardzo dobrych opinii o służbie dwóch polskich jednostek tego typu – ORP „Kujawiak” i ORP „Krakowiak”, które skutecznie eskortowały konwoje i walczyły z U-Bootami oraz lotnictwem przeciwnika. Brytyjczycy zaproponowali przekazanie trzeciego okrętu.
24 lutego 1942 roku Świrski podjął decyzję personalną dotyczącą nowej jednostki, która miała otrzymać nazwę ORP „Ślązak”. Na dowódcę wyznaczył kapitana marynarki Romualda Nałęcz-Tymińskiego, wówczas zastępcę dowódcy ORP „Błyskawica”. Zastępcą dowódcy został kapitan marynarki Wszechwład Maracewicz, ceniony za wiedzę taktyczną i umiejętności dowódcze. Był to pierwszy krok w procesie przygotowania okrętu do służby pod polską banderą.
Dowódca przybył do Newcastle upon Tyne w sobotę 28 lutego 1942 roku. Okręt, który miał zostać przemianowany na ORP „Ślązak”, znajdował się w końcowej fazie budowy. Polscy oficerowie mieli nadzorować ostatnie prace, zapoznać się z jednostką oraz dopilnować, by była w pełni gotowa do służby.
W kolejnych tygodniach do stoczni zaczęli przybywać polscy oficerowie, podoficerowie i marynarze, wyznaczeni do załogi. Ich zadaniem było sprawdzenie okrętu i usuwanie usterek, które pojawiały się w pośpiechu prac stoczniowych. Wymagało to dużego zaangażowania, fachowej wiedzy i znajomości wyposażenia. Załoga dbała o to, by jednostka była maksymalnie przygotowana do przyszłych zadań bojowych.
Przygotowanie HMS „Bedale” do przekazania Polskiej Marynarce Wojennej miało charakter wieloetapowy. Obejmowało szczegółowy przegląd techniczny, naprawy oraz dostosowanie okrętu do polskich standardów. Zainstalowano polskie instrumenty nawigacyjne i łączności, zachowując brytyjskie systemy bojowe. Okręt oznakowano i pomalowano zgodnie z alianckim kamuflażem niszczycieli eskortowych; na burtach i rufie pojawił się numer taktyczny L26.
Równolegle prowadzono intensywne szkolenie załogi – w porcie i na morzu – obejmujące nawigację, obsługę uzbrojenia oraz systemów radarowych i sonarowych. Szkolenie odbywało się pod nadzorem doświadczonych brytyjskich instruktorów. Morze nie toleruje błędów – wróg tym bardziej.
Pod koniec kwietnia 1942 roku ORP „Ślązak” był gotowy do podniesienia polskiej bandery. Uroczystość zaplanowano na 30 kwietnia, w obecności przedstawicieli władz polskich i brytyjskich. Była ona zwieńczeniem tygodni intensywnych przygotowań.
Załoga okrętu pochodziła z różnych źródeł. Wielu marynarzy przeniesiono z ORP „Kujawiak” i ORP „Krakowiak”, co miało duże znaczenie ze względu na ich doświadczenie na okrętach typu Hunt II. Po zatonięciu „Kujawiaka” w czerwcu 1942 roku część jego załogi zasiliła „Ślązaka”.
Na pokładzie znaleźli się także rezerwiści ewakuowani z Polski w 1939 roku oraz ochotnicy, którzy zgłosili się do służby na emigracji. Część przeszła szkolenia w brytyjskich ośrodkach, inni zdobyli specjalistyczne kwalifikacje techniczne w warsztatach i jednostkach pomocniczych. Szczególnie cenni byli specjaliści od radarów, sonarów i artylerii.
W ramach współpracy z Royal Navy na „Ślązaka” przydzielono brytyjskiego oficera łącznikowego – Lt. L. Hindle Dodda z RNVR. Towarzyszyli mu brytyjski podoficer sygnalista, dwóch marynarzy sygnalistów oraz dwóch radiotelegrafistów, pełniących funkcje doradcze i łącznikowe.PODNIESIENIE POLSKIEJ BANDERY
30 kwietnia 1942 roku w Glasgow, gdzie odbyła się ceremonia podniesienia polskiej bandery na ORP „Ślązak”, panowała typowa dla szkockiej wiosny pogoda. Było chłodno i wilgotno, temperatura wynosiła około 10–12°C, utrzymywało się umiarkowane zachmurzenie z możliwością przelotnych opadów deszczu, a umiarkowany wiatr wiał z kierunków zachodnich i południowo-zachodnich.
Na kilka dni przed uroczystością specjalnie przeszkolona załoga ćwiczyła procedury związane z podnoszeniem bandery, proporca i znaku dowódcy oraz pełny ceremoniał przekazania okrętu. W wydarzeniu uczestniczyli przedstawiciele najwyższych władz brytyjskich i polskich, co podkreślało znaczenie uroczystości w kontekście alianckiej współpracy wojennej. Był to nie tylko formalny akt przekazania jednostki, lecz także symboliczny moment potwierdzający ścisłe więzi wojskowe Polski i Wielkiej Brytanii.
Stronę brytyjską reprezentował komandor Archibald Day RN, stronę polską – przedstawiciel Szefa Kierownictwa Marynarki Wojennej, komandor porucznik Stanisław Nahorski. Obecni byli także oficerowie Admiralicji oraz Royal Navy, wcześniej zaangażowani w przygotowanie okrętu i szkolenie polskiej załogi. Nadeszły depesze gratulacyjne od Prezydenta RP Władysława Raczkiewicza, Naczelnego Wodza gen. broni Władysława Sikorskiego oraz szefa KMW, wiceadmirała Jerzego Świrskiego.
Po przemówieniach nastąpił kulminacyjny moment uroczystości: opuszczono brytyjską banderę, a na jej miejsce wciągnięto polską banderę wojenną, proporzec i znak dowódcy. Akt ten symbolizował oficjalne przejęcie okrętu przez Polską Marynarkę Wojenną. W ciszy oddano hołd poległym marynarzom. Następnie dowódca oraz przełożeni dokonali inspekcji okrętu i załogi.
Udział rodzin członków załogi nie jest szeroko udokumentowany; uroczystość miała charakter ściśle wojskowy i oficjalny. Po jej zakończeniu dowódca wpisał do dziennika okrętowego notatkę o przyjęciu jednostki do służby, formalizując akt przekazania. Dyrektorzy stoczni zaprosili oficerów na obiad, a goście zwiedzili okręt, zapoznając się z jego uzbrojeniem i wyposażeniem.
ORP „Ślązak”, niszczyciel eskortowy typu Hunt II o numerze burtowym L26, był jedną z najnowocześniejszych jednostek, jakie trafiły do Polskiej Marynarki Wojennej na uchodźstwie. Okręt miał wyporność 1050 ton w stanie standardowym i 1490 ton w pełnym obciążeniu bojowym. Jego długość całkowita wynosiła 85,34 m, szerokość 9,62 m, a zanurzenie od 2,36 do 3,88 m. Wyposażono go w stabilizatory zmniejszające kołysanie podczas strzelań.
Napęd stanowiły dwie turbiny parowe zasilane przez dwa kotły, o łącznej mocy 19 000 KM, pozwalające osiągnąć prędkość około 27 węzłów. Zasięg wynosił 3500 Mm przy prędkości 15 węzłów, 2100 Mm przy 20 węzłach oraz około 1300 Mm przy prędkościach maksymalnych.
Załoga liczyła 8 oficerów oraz około 160 podoficerów i marynarzy. Uzbrojenie obejmowało sześć armat 102 mm w trzech podwójnych stanowiskach, czterolufowe działko przeciwlotnicze 40 mm „pom-pom”, dwa działka 20 mm Oerlikon oraz zrzutnie i miotacze bomb głębinowych Thornycrofta. Okręt był w pełni przygotowany do zadań eskortowych i bojowych.
1 maja przeznaczono na sprawy organizacyjne. 2 maja pobrano amunicję i przygotowano się do obchodów Święta Narodowego 3 maja. Tego dnia kapitan marynarki Romuald Tymiński otrzymał awans do stopnia komandora podporucznika, a kapelan Marynarki Wojennej ks. Bolesław Klementowski poświęcił banderę wojenną.
Podczas uroczystości 3 maja odbyło się także poświęcenie okrętu. Ceremonię poprzedziła msza święta odprawiona przez ks. Klementowskiego, przybyłego z Plymouth. Kierownictwo Marynarki Wojennej reprezentował komandor porucznik Włodzimierz Poraj-Kodrębski, a Admiralicję brytyjską ponownie komandor Archibald Day. Wśród gości znalazła się delegacja z niszczyciela ORP „Garland”.OSTATNIE PRZYGOTOWANIA
9 maja 1942 r., w standardowym malowaniu maskującym typu Western Approaches w dwóch kolorach: szaroniebieskim i jasnoszarym, po próbach maszyn, okręt wyruszył do bazy Royal Navy w Scapa Flow na Orkadach. Tam program przewidywał 5-tygodniowe intensywne szkolenie, nieco krótsze, niż standardowy program: Brytyjczycy już wcześniej ocenili znakomite przygotowanie załogi do działania.
Dwa dni później komandor Tymiński złożył ważną służbową wizytę u brytyjskiego admirała Roberta Burnetta, dowódcy niszczycieli, na jego flagowym okręcie HMS „Tyne”. Było to spotkanie o istotnym znaczeniu, mające na celu ustalenie dalszych planów operacyjnych oraz omówienie współpracy między jednostkami brytyjskimi a polskimi, szczególnie w kontekście działań eskortowych, które miały odegrać podstawową rolę w nadchodzących miesiącach. Wizyty takie były również elementem budowania zaufania i wzmacniania współpracy.
Przyszedł czas na intensywne szkolenia dla załogi. Każdy dzień wypełniony był alarmami bojowymi, strzelaniami i ćwiczeniami manewrowymi. Wszystko to miało na celu sprawdzenie przygotowania okrętu do pełnienia zadań bojowych oraz zgranie załogi, która po przejęciu okrętu musiała szybko dostosować się do nowych warunków. Atmosfera wśród marynarzy była doskonała – załoga odczuwała entuzjazm, a intensywne ćwiczenia dodatkowo wzmagały ich determinację i zapał do służby.
8 czerwca 1942 roku na pokład HMS „Tyne” przybył król Jerzy VI. Wizyta monarchy była wydarzeniem, które podniosło rangę stacjonujących tam jednostek. Ze „Ślązaka” wysłana została delegacja, której przewodził komandor Tymiński. Miał on zaszczyt spotkać się z królem, co było wyjątkowym momentem dla polskiej załogi. Rozmowa z Jerzym VI była krótkim i symbolicznym gestem docenienia polskiego wkładu w działania wojenne.
Wieczorem 12 czerwca „Ślązak” opuścił port i skierował się do swojej macierzystej bazy w Devonport przy Portsmouth. Załoga była już doskonale zgrana, a okręt gotowy do podjęcia zadań operacyjnych. Dwa dni później, około południa, okręt stanął na beczce na rzece Hamoaze w Devonport, gdzie miał przejść ostatnie przygotowania przed włączeniem do działań.
Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki