Facebook - konwersja
Przeczytaj fragment on-line
Darmowy fragment

  • nowość
  • promocja

ORP "Ślązak" - ebook

Wydawnictwo:
Format:
EPUB
Data wydania:
25 lutego 2026
Audiobook
12,99 zł
944 pkt
punktów Virtualo

ORP "Ślązak" - ebook

ORP „Ślązak”, niszczyciel eskortowy typu Hunt II, służył pod polską banderą w latach 1942–1946. Eskortował dziesiątki konwojów na Atlantyku i Morzu Śródziemnym, zwalczał niemieckie U-Booty i lotnictwo, brał udział w rajdzie na Dieppe, inwazji na Sycylię, walkach pod Salerno oraz lądowaniu w Normandii, wspierając aliantów ogniem artylerii. Okręt zasłynął także z ratowania licznych rozbitków i pilotów.

Kategoria: Historia
Zabezpieczenie: Watermark
Watermark
Watermarkowanie polega na znakowaniu plików wewnątrz treści, dzięki czemu możliwe jest rozpoznanie unikatowej licencji transakcyjnej Użytkownika. E-książki zabezpieczone watermarkiem można odczytywać na wszystkich urządzeniach odtwarzających wybrany format (czytniki, tablety, smartfony). Nie ma również ograniczeń liczby licencji oraz istnieje możliwość swobodnego przenoszenia plików między urządzeniami. Pliki z watermarkiem są kompatybilne z popularnymi programami do odczytywania ebooków, jak np. Calibre oraz aplikacjami na urządzenia mobilne na takie platformy jak iOS oraz Android.
ISBN: 978-83-11-18738-2
Rozmiar pliku: 1,1 MB

FRAGMENT KSIĄŻKI

OD AUTORA

Ni­gdy nie byłem na pokła­dzie tego „Ślą­zaka”. Pisząc jed­nak o nim i jego zało­dze, myślami prze­no­si­łem się na nisz­czy­ciel eskor­towy, noszący żar­to­bliwe bry­tyj­skie prze­zwi­sko She­pherd (pasterz). Towa­rzy­szyły mi wzru­sze­nie przy pod­nie­sie­niu biało-czer­wo­nej ban­dery, obraz trudu szko­le­nia i walki w imie­niu oku­po­wa­nej Ojczy­zny oraz emo­cje mary­na­rzy – tęsk­nota, gniew, deter­mi­na­cja i duma. Szcze­gólny podziw budził we mnie jeden z naj­wy­bit­niej­szych ofi­ce­rów Pol­skiej Mary­narki Wojen­nej, kontr­ad­mi­rał Romu­ald Nałęcz-Tymiń­ski. Noszę ten sam mun­dur co on. Opo­wia­dam o nich, bo są tego godni.

Zanim jed­nak przej­dziemy do histo­rii eskor­to­wego nisz­czy­ciela ORP „Ślą­zak” z cza­sów II wojny świa­to­wej, warto przy­po­mnieć, że nazwa ta miała już wcze­śniej swoje miej­sce w Pol­skiej Mary­narce Wojen­nej. Pierw­szym był tor­pe­do­wiec, dawny nie­miecki A59, zbu­do­wany w 1917 roku i prze­jęty przez Pol­skę w 1921 roku. Choć nie zapi­sał się w wiel­kich ope­ra­cjach bojo­wych, stał się sym­bo­lem odra­dza­ją­cej się floty. Wyco­fano go ze służby w 1938 roku.

W 1954 roku nazwę ORP „Ślą­zak” otrzy­mał nie­wielki okręt pod­wodny wydzier­ża­wiony od ZSRR, przy­sto­so­wany do dzia­łań na Bał­tyku. Jede­na­ście lat póź­niej został wyco­fany ze służby i zato­piony jako okręt-cel.

Kolejną jed­nostką noszącą to imię jest nowo­cze­sna kor­weta patro­lowa, zbu­do­wana w Stoczni Mary­narki Wojen­nej w Gdyni. Po latach opóź­nień weszła do służby w listo­pa­dzie 2019 roku. Prze­zna­czona jest do dzia­łań patro­lo­wych, eskor­to­wych oraz zwal­cza­nia zagro­żeń na morzu.

Histo­ria czte­rech okrę­tów noszą­cych nazwę „Ślą­zak” poka­zuje, jak sil­nie wpi­sała się ona w tra­dy­cję Pol­skiej Mary­narki Wojen­nej – jako sym­bol cią­gło­ści służby, goto­wo­ści i odpo­wie­dzial­no­ści za bez­pie­czeń­stwo Pol­ski na morzu.WSTĘP

Okręt wojenny można porów­nać do żywego orga­ni­zmu, w któ­rym każda część pełni ści­śle okre­śloną funk­cję, a całość działa w har­mo­nii, by spro­stać wyzwa­niom pola walki. Kadłub jest jego szkie­le­tem – nadaje kształt, wytrzy­ma­łość i chroni wnę­trze przed siłami natury oraz ogniem prze­ciw­nika. Pod pan­ce­rzem kryje się zło­żona sieć sys­te­mów i mecha­ni­zmów, przy­po­mi­na­ją­cych ludz­kie układy: krwio­no­śny, odde­chowy i ner­wowy. Agre­gaty elek­tryczne są ser­cem, które nie­ustan­nie zasila okręt ener­gią, sil­niki dają mu ruch i siłę manewru, a rury i prze­wody niczym arte­rie roz­pro­wa­dzają paliwo, oleje i płyny chło­dzące. Radary i sonary peł­nią rolę zmy­słów, reje­stru­jąc każdy ruch i dźwięk, nato­miast sta­no­wi­sko dowo­dze­nia jest mózgiem, gdzie zapa­dają decy­zje i skąd kie­ruje się dzia­ła­niami. Uzbro­je­nie – arty­le­ria i wyrzut­nie bomb głę­bi­no­wych – to jego pazury i zęby, gotowe do obrony i ataku.

Naj­waż­niej­sza jest jed­nak załoga. To ona sta­nowi życie okrętu. Każdy mary­narz, od mecha­nika po kucha­rza, jest jak komórka w orga­ni­zmie, a wspólny wysi­łek nadaje sta­lo­wej kon­struk­cji sens i czło­wie­czeń­stwo. W peł­nej syn­chro­ni­za­cji powstaje byt zdolny prze­trwać naj­trud­niej­sze warunki i wyko­ny­wać zło­żone zada­nia – jeden z naj­bar­dziej impo­nu­ją­cych wytwo­rów ludz­kiej myśli.

Pod­czas II wojny świa­to­wej pod biało-czer­woną ban­derą wal­czyło wiele okrę­tów, dzia­ła­ją­cych samot­nie lub w zespo­łach. Każdy z nich był jed­nak odrębną jed­nostką o wła­snym cha­rak­te­rze, atmos­fe­rze, dźwię­kach i zapa­chach. Ina­czej drżał nisz­czy­ciel, ina­czej okręt pod­wodny; każdy reago­wał na morze i pogodę na swój spo­sób. Rów­nie różne były załogi – żywio­łowe, ciche, pełne napię­cia – co spra­wiało, że każdy okręt miał nie­po­wta­rzalną toż­sa­mość. Tak należy postrze­gać także jed­nostki współ­cze­sne.

Jed­nym z takich okrę­tów był ORP „Ślą­zak”, nisz­czy­ciel eskor­towy typu Hunt II, wal­czący pod pol­ską ban­derą w cza­sie II wojny świa­to­wej. Brał udział w licz­nych misjach eskor­towych, chro­niąc alianc­kie kon­woje przed okrę­tami pod­wod­nymi, ści­ga­czami i lot­nic­twem, oraz uczest­ni­czył w klu­czo­wych ope­ra­cjach desan­to­wych. Choć nie jest dziś tak roz­po­zna­walny jak ORP „Bły­ska­wica”, zacho­wany jako okręt-muzeum w Gdyni, jego bojowy doro­bek w pełni zasłu­guje na pamięć.

Suwe­ren­ność Pol­ski w cza­sie wojny trwała także dzięki Mary­narce Wojen­nej – dzięki temu, że Rząd RP na uchodź­stwie posia­dał swoje prawne tery­to­rium na pokła­dach okrę­tów, a walka na morzu ni­gdy nie została prze­rwana.HMS „BEDALE” – NISZCZYCIEL ESKORTOWY TYPU HUNT II

Nisz­czy­ciele eskor­towe typu Hunt II zostały zapro­jek­to­wane i zbu­do­wane przez bry­tyj­ską Royal Navy w cza­sie II wojny świa­to­wej jako odpo­wiedź na rosnącą potrzebę ochrony mor­skich szla­ków komu­ni­ka­cyj­nych. Były to nowo­cze­sne, zgrabne jed­nostki, dobrze przy­sto­so­wane do współ­dzia­ła­nia z więk­szymi okrę­tami. Ich powsta­nie wią­zało się bez­po­śred­nio z koniecz­no­ścią zwal­cza­nia zagro­żeń ze strony nie­miec­kich okrę­tów pod­wod­nych oraz lot­nic­twa. Od początku pro­jek­to­wano je jako mniej­sze nisz­czy­ciele prze­zna­czone do eskorty kon­wo­jów, obrony prze­ciw­lot­ni­czej i zwal­cza­nia okrę­tów pod­wod­nych.

Łącz­nie zbu­do­wano 86 nisz­czy­cieli eskor­to­wych typu Hunt II, które weszły do służby w latach 1940–1942. W porów­na­niu z jed­nost­kami typu Hunt I były one więk­sze, lepiej uzbro­jone i wypo­sa­żone w nowo­cze­śniej­sze sys­temy arty­le­ryj­skie oraz prze­ciw­lot­ni­cze. W trak­cie wojny część z nich prze­ka­zano mary­nar­kom wojen­nym państw sojusz­ni­czych, w tym Wol­nej Fran­cji, Gre­cji oraz Pol­skiej Mary­narce Wojen­nej. Pod pol­ską ban­derą pły­wały trzy okręty tego typu: ORP „Ślą­zak”, ORP „Kra­ko­wiak” i ORP „Kuja­wiak”.

Do głów­nych zadań nisz­czy­cieli Hunt II nale­żało eskor­to­wa­nie kon­wo­jów, patro­lo­wa­nie szla­ków mor­skich, zwal­cza­nie okrę­tów pod­wod­nych oraz ochrona przed ata­kami z powie­trza. Jed­nostki te ode­grały istotną rolę w utrzy­ma­niu cią­gło­ści trans­por­tów ludzi, sprzętu i zaopa­trze­nia pomię­dzy Wielką Bry­ta­nią a innymi teatrami dzia­łań wojen­nych, zwłasz­cza na Morzu Pół­noc­nym i Śród­ziem­nym.

Spo­śród 86 nisz­czy­cieli eskor­to­wych typu Hunt II aż 21 zostało utra­co­nych w wyniku dzia­łań wojen­nych. Przy­czy­nami strat były przede wszyst­kim ataki U-Bootów, miny mor­skie, naloty lot­ni­cze oraz koli­zje. Wśród zato­pio­nych jed­no­stek zna­lazł się pol­ski ORP „Kuja­wiak”, który zato­nął 16 czerwca 1942 roku po wej­ściu na minę w rejo­nie Malty pod­czas eskorty kon­woju.

HMS „Bedale”, póź­niej­szy ORP „Ślą­zak”, został zamó­wiony przez Royal Navy w ramach inten­syw­nego pro­gramu roz­bu­dowy floty eskor­to­wej. Okręt, ozna­czony nume­rem bur­to­wym L16, zbu­do­wano w stoczni R. & W. Haw­thorn, Leslie & Com­pany Ltd. w Heb­burn nad rzeką Tyne, w pół­nocno-wschod­niej Anglii. Stępkę poło­żono 22 maja 1940 roku, w okre­sie gwał­tow­nej eska­la­cji wojny na morzach. Budowa prze­bie­gała spraw­nie, co wyni­kało z pil­nego zapo­trze­bo­wa­nia na jed­nostki eskor­towe. Okręt został zwo­do­wany 23 lipca 1941 roku pod­czas uro­czy­stej cere­mo­nii na rzece Tyne, z udzia­łem przed­sta­wi­cieli Royal Navy oraz władz lokal­nych.ORP „ŚLĄZAK” – NOWY OKRĘT POD BIAŁO-CZERWONĄ

W 1942 roku sze­fem Kie­row­nic­twa Mary­narki Wojen­nej (KMW), naj­wyż­szego organu dowo­dze­nia Pol­skiej Mary­narki Wojen­nej na uchodź­stwie, był wice­ad­mi­rał Jerzy Świr­ski. Funk­cję tę peł­nił nie­prze­rwa­nie od 19 maja 1925 roku. Odpo­wia­dał za orga­ni­za­cję, roz­wój i dzia­ła­nia ope­ra­cyjne Mary­narki, która po 1939 roku prze­nio­sła swoje struk­tury do Wiel­kiej Bry­ta­nii. W Lon­dy­nie nad­zo­ro­wał cało­kształt jej funk­cjo­no­wa­nia – od szko­le­nia kadr po koor­dy­na­cję dzia­łań z Royal Navy.

Na początku 1942 roku Świr­ski otrzy­mał od strony bry­tyj­skiej infor­ma­cję o moż­li­wo­ści prze­ka­za­nia Pol­sce kolej­nego nisz­czy­ciela eskor­to­wego typu Hunt II. Pro­po­zy­cja była efek­tem bar­dzo dobrych opi­nii o służ­bie dwóch pol­skich jed­no­stek tego typu – ORP „Kuja­wiak” i ORP „Kra­ko­wiak”, które sku­tecz­nie eskor­to­wały kon­woje i wal­czyły z U-Bootami oraz lot­nic­twem prze­ciw­nika. Bry­tyj­czycy zapro­po­no­wali prze­ka­za­nie trze­ciego okrętu.

24 lutego 1942 roku Świr­ski pod­jął decy­zję per­so­nalną doty­czącą nowej jed­nostki, która miała otrzy­mać nazwę ORP „Ślą­zak”. Na dowódcę wyzna­czył kapi­tana mary­narki Romu­alda Nałęcz-Tymiń­skiego, wów­czas zastępcę dowódcy ORP „Bły­ska­wica”. Zastępcą dowódcy został kapi­tan mary­narki Wszech­wład Mara­ce­wicz, ceniony za wie­dzę tak­tyczną i umie­jęt­no­ści dowód­cze. Był to pierw­szy krok w pro­ce­sie przy­go­to­wa­nia okrętu do służby pod pol­ską ban­derą.

Dowódca przy­był do New­ca­stle upon Tyne w sobotę 28 lutego 1942 roku. Okręt, który miał zostać prze­mia­no­wany na ORP „Ślą­zak”, znaj­do­wał się w koń­co­wej fazie budowy. Pol­scy ofi­ce­ro­wie mieli nad­zo­ro­wać ostat­nie prace, zapo­znać się z jed­nostką oraz dopil­no­wać, by była w pełni gotowa do służby.

W kolej­nych tygo­dniach do stoczni zaczęli przy­by­wać pol­scy ofi­ce­ro­wie, podofi­ce­ro­wie i mary­na­rze, wyzna­czeni do załogi. Ich zada­niem było spraw­dze­nie okrętu i usu­wa­nie uste­rek, które poja­wiały się w pośpie­chu prac stocz­nio­wych. Wyma­gało to dużego zaan­ga­żo­wa­nia, facho­wej wie­dzy i zna­jo­mo­ści wypo­sa­że­nia. Załoga dbała o to, by jed­nostka była mak­sy­mal­nie przy­go­to­wana do przy­szłych zadań bojo­wych.

Przy­go­to­wa­nie HMS „Bedale” do prze­ka­za­nia Pol­skiej Mary­narce Wojen­nej miało cha­rak­ter wie­lo­eta­powy. Obej­mo­wało szcze­gó­łowy prze­gląd tech­niczny, naprawy oraz dosto­so­wa­nie okrętu do pol­skich stan­dar­dów. Zain­sta­lo­wano pol­skie instru­menty nawi­ga­cyjne i łącz­no­ści, zacho­wu­jąc bry­tyj­skie sys­temy bojowe. Okręt ozna­ko­wano i poma­lo­wano zgod­nie z alianc­kim kamu­fla­żem nisz­czy­cieli eskor­to­wych; na bur­tach i rufie poja­wił się numer tak­tyczny L26.

Rów­no­le­gle pro­wa­dzono inten­sywne szko­le­nie załogi – w por­cie i na morzu – obej­mu­jące nawi­ga­cję, obsługę uzbro­je­nia oraz sys­te­mów rada­ro­wych i sona­ro­wych. Szko­le­nie odby­wało się pod nad­zo­rem doświad­czo­nych bry­tyj­skich instruk­to­rów. Morze nie tole­ruje błę­dów – wróg tym bar­dziej.

Pod koniec kwiet­nia 1942 roku ORP „Ślą­zak” był gotowy do pod­nie­sie­nia pol­skiej ban­dery. Uro­czy­stość zapla­no­wano na 30 kwiet­nia, w obec­no­ści przed­sta­wi­cieli władz pol­skich i bry­tyj­skich. Była ona zwień­cze­niem tygo­dni inten­syw­nych przy­go­to­wań.

Załoga okrętu pocho­dziła z róż­nych źró­deł. Wielu mary­na­rzy prze­nie­siono z ORP „Kuja­wiak” i ORP „Kra­ko­wiak”, co miało duże zna­cze­nie ze względu na ich doświad­cze­nie na okrę­tach typu Hunt II. Po zato­nię­ciu „Kuja­wiaka” w czerwcu 1942 roku część jego załogi zasi­liła „Ślą­zaka”.

Na pokła­dzie zna­leźli się także rezer­wi­ści ewa­ku­owani z Pol­ski w 1939 roku oraz ochot­nicy, któ­rzy zgło­sili się do służby na emi­gra­cji. Część prze­szła szko­le­nia w bry­tyj­skich ośrod­kach, inni zdo­byli spe­cja­li­styczne kwa­li­fi­ka­cje tech­niczne w warsz­ta­tach i jed­nost­kach pomoc­ni­czych. Szcze­gól­nie cenni byli spe­cja­li­ści od rada­rów, sona­rów i arty­le­rii.

W ramach współ­pracy z Royal Navy na „Ślą­zaka” przy­dzie­lono bry­tyj­skiego ofi­cera łącz­ni­ko­wego – Lt. L. Hin­dle Dodda z RNVR. Towa­rzy­szyli mu bry­tyj­ski pod­ofi­cer sygna­li­sta, dwóch mary­na­rzy sygna­li­stów oraz dwóch radio­te­le­gra­fi­stów, peł­nią­cych funk­cje dorad­cze i łącz­ni­kowe.PODNIESIENIE POLSKIEJ BANDERY

30 kwiet­nia 1942 roku w Glas­gow, gdzie odbyła się cere­mo­nia pod­nie­sie­nia pol­skiej ban­dery na ORP „Ślą­zak”, pano­wała typowa dla szkoc­kiej wio­sny pogoda. Było chłodno i wil­gotno, tem­pe­ra­tura wyno­siła około 10–12°C, utrzy­my­wało się umiar­ko­wane zachmu­rze­nie z moż­li­wo­ścią prze­lot­nych opa­dów desz­czu, a umiar­ko­wany wiatr wiał z kie­run­ków zachod­nich i połu­dniowo-zachod­nich.

Na kilka dni przed uro­czy­sto­ścią spe­cjal­nie prze­szko­lona załoga ćwi­czyła pro­ce­dury zwią­zane z pod­no­sze­niem ban­dery, pro­porca i znaku dowódcy oraz pełny cere­mo­niał prze­ka­za­nia okrętu. W wyda­rze­niu uczest­ni­czyli przed­sta­wi­ciele naj­wyż­szych władz bry­tyj­skich i pol­skich, co pod­kre­ślało zna­cze­nie uro­czy­sto­ści w kon­tek­ście alianc­kiej współ­pracy wojen­nej. Był to nie tylko for­malny akt prze­ka­za­nia jed­nostki, lecz także sym­bo­liczny moment potwier­dza­jący ści­słe więzi woj­skowe Pol­ski i Wiel­kiej Bry­ta­nii.

Stronę bry­tyj­ską repre­zen­to­wał koman­dor Archi­bald Day RN, stronę pol­ską – przed­sta­wi­ciel Szefa Kie­row­nic­twa Mary­narki Wojen­nej, koman­dor porucz­nik Sta­ni­sław Nahor­ski. Obecni byli także ofi­ce­ro­wie Admi­ra­li­cji oraz Royal Navy, wcze­śniej zaan­ga­żo­wani w przy­go­to­wa­nie okrętu i szko­le­nie pol­skiej załogi. Nade­szły depe­sze gra­tu­la­cyjne od Pre­zy­denta RP Wła­dy­sława Racz­kie­wi­cza, Naczel­nego Wodza gen. broni Wła­dy­sława Sikor­skiego oraz szefa KMW, wice­ad­mi­rała Jerzego Świr­skiego.

Po prze­mó­wie­niach nastą­pił kul­mi­na­cyjny moment uro­czy­sto­ści: opusz­czono bry­tyj­ską ban­derę, a na jej miej­sce wcią­gnięto pol­ską ban­derę wojenną, pro­po­rzec i znak dowódcy. Akt ten sym­bo­li­zo­wał ofi­cjalne prze­ję­cie okrętu przez Pol­ską Mary­narkę Wojenną. W ciszy oddano hołd pole­głym mary­na­rzom. Następ­nie dowódca oraz prze­ło­żeni doko­nali inspek­cji okrętu i załogi.

Udział rodzin człon­ków załogi nie jest sze­roko udo­ku­men­to­wany; uro­czy­stość miała cha­rak­ter ści­śle woj­skowy i ofi­cjalny. Po jej zakoń­cze­niu dowódca wpi­sał do dzien­nika okrę­to­wego notatkę o przy­ję­ciu jed­nostki do służby, for­ma­li­zu­jąc akt prze­ka­za­nia. Dyrek­to­rzy stoczni zapro­sili ofi­ce­rów na obiad, a goście zwie­dzili okręt, zapo­zna­jąc się z jego uzbro­je­niem i wypo­sa­że­niem.

ORP „Ślą­zak”, nisz­czy­ciel eskor­towy typu Hunt II o nume­rze bur­to­wym L26, był jedną z naj­no­wo­cze­śniej­szych jed­no­stek, jakie tra­fiły do Pol­skiej Mary­narki Wojen­nej na uchodź­stwie. Okręt miał wypor­ność 1050 ton w sta­nie stan­dar­do­wym i 1490 ton w peł­nym obcią­że­niu bojo­wym. Jego dłu­gość cał­ko­wita wyno­siła 85,34 m, sze­ro­kość 9,62 m, a zanu­rze­nie od 2,36 do 3,88 m. Wypo­sa­żono go w sta­bi­li­za­tory zmniej­sza­jące koły­sa­nie pod­czas strze­lań.

Napęd sta­no­wiły dwie tur­biny parowe zasi­lane przez dwa kotły, o łącz­nej mocy 19 000 KM, pozwa­la­jące osią­gnąć pręd­kość około 27 węzłów. Zasięg wyno­sił 3500 Mm przy pręd­ko­ści 15 węzłów, 2100 Mm przy 20 węzłach oraz około 1300 Mm przy pręd­ko­ściach mak­sy­mal­nych.

Załoga liczyła 8 ofi­ce­rów oraz około 160 podofi­ce­rów i mary­na­rzy. Uzbro­je­nie obej­mo­wało sześć armat 102 mm w trzech podwój­nych sta­no­wi­skach, czte­ro­lu­fowe działko prze­ciw­lot­ni­cze 40 mm „pom-pom”, dwa działka 20 mm Oer­li­kon oraz zrzut­nie i mio­ta­cze bomb głę­bi­no­wych Thor­ny­cro­fta. Okręt był w pełni przy­go­to­wany do zadań eskor­to­wych i bojo­wych.

1 maja prze­zna­czono na sprawy orga­ni­za­cyjne. 2 maja pobrano amu­ni­cję i przy­go­to­wano się do obcho­dów Święta Naro­do­wego 3 maja. Tego dnia kapi­tan mary­narki Romu­ald Tymiń­ski otrzy­mał awans do stop­nia koman­dora pod­po­rucz­nika, a kape­lan Mary­narki Wojen­nej ks. Bole­sław Kle­men­tow­ski poświę­cił ban­derę wojenną.

Pod­czas uro­czy­sto­ści 3 maja odbyło się także poświę­ce­nie okrętu. Cere­mo­nię poprze­dziła msza święta odpra­wiona przez ks. Kle­men­tow­skiego, przy­by­łego z Ply­mo­uth. Kie­row­nic­two Mary­narki Wojen­nej repre­zen­to­wał koman­dor porucz­nik Wło­dzi­mierz Poraj-Kodręb­ski, a Admi­ra­li­cję bry­tyj­ską ponow­nie koman­dor Archi­bald Day. Wśród gości zna­la­zła się dele­ga­cja z nisz­czy­ciela ORP „Gar­land”.OSTATNIE PRZYGOTOWANIA

9 maja 1942 r., w stan­dar­do­wym malo­wa­niu masku­ją­cym typu Western Appro­aches w dwóch kolo­rach: sza­ro­nie­bie­skim i jasno­sza­rym, po pró­bach maszyn, okręt wyru­szył do bazy Royal Navy w Scapa Flow na Orka­dach. Tam pro­gram prze­wi­dy­wał 5-tygo­dniowe inten­sywne szko­le­nie, nieco krót­sze, niż stan­dar­dowy pro­gram: Bry­tyj­czycy już wcze­śniej oce­nili zna­ko­mite przy­go­to­wa­nie załogi do dzia­ła­nia.

Dwa dni póź­niej koman­dor Tymiń­ski zło­żył ważną służ­bową wizytę u bry­tyj­skiego admi­rała Roberta Bur­netta, dowódcy nisz­czy­cieli, na jego fla­go­wym okrę­cie HMS „Tyne”. Było to spo­tka­nie o istot­nym zna­cze­niu, mające na celu usta­le­nie dal­szych pla­nów ope­ra­cyj­nych oraz omó­wie­nie współ­pracy mię­dzy jed­nost­kami bry­tyj­skimi a pol­skimi, szcze­gól­nie w kon­tek­ście dzia­łań eskor­to­wych, które miały ode­grać pod­sta­wową rolę w nad­cho­dzą­cych mie­sią­cach. Wizyty takie były rów­nież ele­men­tem budo­wa­nia zaufa­nia i wzmac­nia­nia współ­pracy.

Przy­szedł czas na inten­sywne szko­le­nia dla załogi. Każdy dzień wypeł­niony był alar­mami bojo­wymi, strze­la­niami i ćwi­cze­niami manew­ro­wymi. Wszystko to miało na celu spraw­dze­nie przy­go­to­wa­nia okrętu do peł­nie­nia zadań bojo­wych oraz zgra­nie załogi, która po prze­ję­ciu okrętu musiała szybko dosto­so­wać się do nowych warun­ków. Atmos­fera wśród mary­na­rzy była dosko­nała – załoga odczu­wała entu­zjazm, a inten­sywne ćwi­cze­nia dodat­kowo wzma­gały ich deter­mi­na­cję i zapał do służby.

8 czerwca 1942 roku na pokład HMS „Tyne” przy­był król Jerzy VI. Wizyta monar­chy była wyda­rze­niem, które pod­nio­sło rangę sta­cjo­nu­ją­cych tam jed­no­stek. Ze „Ślą­zaka” wysłana została dele­ga­cja, któ­rej prze­wo­dził koman­dor Tymiń­ski. Miał on zaszczyt spo­tkać się z kró­lem, co było wyjąt­ko­wym momen­tem dla pol­skiej załogi. Roz­mowa z Jerzym VI była krót­kim i sym­bo­licz­nym gestem doce­nie­nia pol­skiego wkładu w dzia­ła­nia wojenne.

Wie­czo­rem 12 czerwca „Ślą­zak” opu­ścił port i skie­ro­wał się do swo­jej macie­rzy­stej bazy w Devon­port przy Por­ts­mouth. Załoga była już dosko­nale zgrana, a okręt gotowy do pod­ję­cia zadań ope­ra­cyj­nych. Dwa dni póź­niej, około połu­dnia, okręt sta­nął na beczce na rzece Hamo­aze w Devon­port, gdzie miał przejść ostat­nie przy­go­to­wa­nia przed włą­cze­niem do dzia­łań.

Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki
mniej..

BESTSELLERY

Menu

Zamknij