Facebook - konwersja
Przeczytaj fragment on-line
Darmowy fragment

  • nowość

Osiem Kwiatów - ebook

Wydawnictwo:
Format:
EPUB
Data wydania:
1 września 2026
30,29 zł
3029 pkt
punktów Virtualo

Osiem Kwiatów - ebook

Mariola żyje w nietypowym związku. Z partnerem mieszkają osobno, lecz dzielą codzienność. Spokój kobiety burzy brutalny atak we własnym domu. W akcie desperacji Mariola rzuca w twarz włamywacza doniczką z kaktusem, a z opresji ostatecznie ratuje ją niezwykle dzielna 10-letnia Zuzia. To jednak nie koniec dramatycznych wydarzeń w okolicy. Bohaterowie muszą zmierzyć się z kolejną, wyjątkowo mroczną i makabryczną tajemnicą w piwnicy budynku. Czy ich miłość i kaktusowy spokój zdołają przetrwać?

Ta publikacja spełnia wymagania dostępności zgodnie z dyrektywą EAA.

Kategoria: Proza
Zabezpieczenie: Watermark
Watermark
Watermarkowanie polega na znakowaniu plików wewnątrz treści, dzięki czemu możliwe jest rozpoznanie unikatowej licencji transakcyjnej Użytkownika. E-książki zabezpieczone watermarkiem można odczytywać na wszystkich urządzeniach odtwarzających wybrany format (czytniki, tablety, smartfony). Nie ma również ograniczeń liczby licencji oraz istnieje możliwość swobodnego przenoszenia plików między urządzeniami. Pliki z watermarkiem są kompatybilne z popularnymi programami do odczytywania ebooków, jak np. Calibre oraz aplikacjami na urządzenia mobilne na takie platformy jak iOS oraz Android.
ISBN: 978-83-8467-328-7
Rozmiar pliku: 2,3 MB

FRAGMENT KSIĄŻKI

_Zwrotka 1_

_Do jednego tańca,_

_Do jednego blasku,_

_Aż będziesz moja,_

_Aż się zakochasz,_

_Dam Ci bycie sobą,_

_Dam piękny wyraz chwil…_

_🌵 Refren_

_Osiem kwiatów, osiem szans,_

_Wszystkich nie, nie pamiętam,_

_Ale nadal chcę,_

_Być Twoim!_

_Zwrotka 2_

_A Ty nic nie musisz,_

_Masz wolną rękę,_

_Lubisz lilie, wiem…_

_Te białe, co zrywałaś._

_Z miłością podlewałaś,_

_Odzwierciedlają Twój urok._

_🌵 Refren_

_Osiem kwiatów, osiem szans,_

_Wszystkich nie, nie pamiętam,_

_Ale nadal chcę,_

_Być Twoim!_

_🌵 Refren_

_Osiem kwiatów, osiem szans,_

_Wszystkich nie, nie pamiętam,_

_Ale nadal chcę,_

_Być Twoim!_

_Bens-Time, benssss-Time_

_Bens-Time, benssss-Time_

_Bens, bens, benssss…_

_Bens-Time, benssss-Time_

_Bens-Time, benssss-Time_

_Bens, bens, benssss…_

_Mostek_

_Tonę w twych zapachach,_

_Rumienię się codziennie,_

_Zrywam polne kwiaty,_

_By mieć szansę u Ciebie._

_Przyjdę pod Twą przystań,_

_Wręczę wszystko Ci,_

_Bo miłość w tym tkwi._

_Bo miłość w tym tkwi…_

_🌵 Refren_

_Osiem kwiatów, osiem szans,_

_Wszystkich nie, nie pamiętam,_

_Ale nadal chcę,_

_Być Twoim!_

_Osiem kwiatów, osiem szans,_

_Wszystkich nie, nie pamiętam,_

_Ale nadal chcę,_

_Być Twoim!_

_Bądźmy dla siebie…_

Rozdział 1 — Mariola z bloku

Mariola mieszkała na czwartym piętrze w bloku z wielkiej płyty. Nie miała ogródka, nie miała balkonu pełnego kwiatów, nie miała miejsca na róże. Miała kaktusy.

Stały wszędzie: na parapecie kuchennym, na półce nad telewizorem, na wąskiej szafce przy drzwiach. Małe, duże, kuliste, kolumnowe, z włoskami, z kolcami, z kwiatami, które pojawiały się tylko raz w roku i tylko na jedną noc. To był jej świat — świat roślin, które nie potrzebowały wiele, ale dawały dużo.

Ebenz wiedział o tym od pierwszego dnia, kiedy ją zobaczył. Nie w ogrodzie, nie na przystani, nie w parku. Zobaczył ją w oknie bloku, pochyloną nad doniczką, z tym charakterystycznym skupieniem, które miała tylko wtedy, gdy dotykała swoich roślin.

Wyglądała jak ktoś, kto rozmawia z kaktusem. I kaktus jej odpowiada.

Od tamtej chwili Ebenz zaczął przynosić jej kaktusy. Nie klasyczne kwiaty. Nie róże. W piosence, którą dla niej pisał, śpiewał o liliach, bo tak łatwiej było mu wyrazić jej piękno. Ale w rzeczywistości przynosił jej kaktusy, bo wiedział, że to jest język, który ona naprawdę rozumie.Rozdział 2 — Osiem kwiatów, osiem kaktusów

Piosenka, którą napisał — ta o ośmiu kwiatach, o ośmiu szansach — była tak naprawdę o kaktusach. O tym, że każdy z nich był jak mała szansa na to, by Mariola zobaczyła w nim coś więcej niż sąsiada z klatki.

Pierwszy kaktus był mały, w plastikowej doniczce. Mariola wzięła go ostrożnie, jakby był czymś kruchym, choć przecież kaktusy są twarde.

— Ten jest ładny — powiedziała. — Ma charakter.

Drugi był większy, z białymi włoskami. Mariola nazwała go „Starzec”.

Kolejne przynosił jej regularnie, odmierzając nimi upływający czas. Trzeci miał krwistoczerwony pąk. Czwarty był idealnie kulisty jak zielona piłka. Piąty straszył długimi kolcami jak igły, a szósty strzelał w górę, wysoki niczym świeca. Siódmy był przedziwnie powyginany, jakby ktoś narysował go w pośpiechu.

A ósmy… ósmy był najważniejszy. Ebenz przyniósł go w dzień, kiedy Mariola miała gorszy nastrój. Nie mówiła dlaczego. Nie musiała. Kaktus był mały, niepozorny, ale miał jeden różowy pąk, który wyglądał jak obietnica.

— Ten jest dla Ciebie — powiedział Ebenz. — Ósmy do kolekcji. Ósma szansa.

— Jest cudowny… — szepnęła Mariola, chłonąc wzrokiem mały, różowy pąk.

— Widzisz? One też kwitną wtedy, gdy najbardziej tego potrzebujemy — odparł łagodnie. I wtedy na jej twarzy pojawił się uśmiech.

Rozdział 3 — Blok, który zakwitł

Mariola nie miała ogródka, ale miała blok, który dzięki niej zaczął wyglądać inaczej.

Na klatce schodowej pojawiły się małe doniczki. Na parapecie przy schodach — trzy kaktusy, które Ebenz jej przyniósł. Na półpiętrze — kolejny, ustawiony tak, by każdy mógł go zobaczyć.

Sąsiedzi zaczęli pytać:

— A skąd te rośliny?

— A kto je przynosi?

— A dlaczego kaktusy?

Mariola odpowiadała krótko:

— Bo są wytrzymałe.

— Bo nie potrzebują dużo.

— Bo są prawdziwe.

A Ebenz, stojąc obok, wiedział, że mówiąc to, myśli również o nim.Rozdział 5 — Początek

Mariola miała już wszystko: Ebenza, który przynosił jej kaktusy, blok, który dzięki nim zaczął żyć zupełnie inaczej, oraz piosenkę napisaną specjalnie dla niej — o ośmiu kwiatach, o ośmiu szansach, o tym, że nadal chce być jej. A ona… może już była jego. Właściwie to była jego od samego początku, choć za nic w świecie nie przyznałaby się do tego na głos. Ebenz śpiewał o ośmiu szansach, kalkulował je w swojej piosence i dawał im obojgu czas, którego ona tak bardzo potrzebowała. Nie miał pojęcia, że cała ta matematyka była zupełnie niepotrzebna. Mariola nie potrzebowała ośmiu podejść ani powolnego oswajania. Zakochała się w nim już przy pierwszej szansie, w tym jednym, konkretnym momencie, gdy po raz pierwszy stanął w jej drzwiach. Trzymał wtedy w dłoniach kaktusa — roślinę, którą kochała ponad wszystkie inne, a jego nieśmiały uśmiech natychmiast zburzył cały jej spokój. To niesamowite, jak trafnie odgadł jej świat od tamtej pierwszej sekundy. Wszystko, co działo się potem — każdy kolejny zielony podarunek na klatce schodowej, każda nuta i każde słowo jego piosenki — było tylko potwierdzeniem tego, co wiedziała od początku. Te osiem szans stało się dla niej po prostu bezpiecznym parawanem. Chowała się za nimi, udając niedostępną, bo panicznie bała się siły tego uczucia. Prawda była jednak taka, że choćby przyniósł jej tysiąc kaktusów i wyliczył tysiąc kolejnych szans, jej serce należało do niego od tamtego pierwszego spojrzenia.Rozdział 6 — Zawody, które się nie spotykają… a jednak się spotkały

Mariola zawsze mówiła, że jej praca jest jak cisza po burzy. Prosektorium nie było miejscem strachu — było miejscem prawdy. Miejscem, gdzie wszystko, co ukryte, ostatecznie wychodziło na powierzchnię. Jako lekarz medycyny sądowej była precyzyjna, skupiona i chłodna w pracy, ale niezwykle ciepła poza nią. Potrafiła patrzeć na rzeczy, od których inni odwracali wzrok, i robiła to z godnością, nigdy z dystansem. Ebenz był jej całkowitym przeciwieństwem. Jego praca oznaczała krzyk, śmiech, wodę i prędkość. Był testerem zjeżdżalni wodnych — człowiekiem, który zjeżdżał w parkach rozrywki, by sprawdzić bezpieczeństwo, kąty nachylenia, przyspieszenie i poziom adrenaliny. Codziennie wchodził na wysokie wieże, zjeżdżał w dół jak błyskawica, a potem wynurzał się z basenu i krzyczał do techników: — Ta jest dobra! Albo: — Ta skręca za mocno! Albo: — Ta jest idealna, zostawcie ją! Dwa światy, które teoretycznie nie miały prawa się spotkać. A jednak spotkały się w bloku z wielkiej płyty, między doniczkami a piosenką o ośmiu kwiatach.

🌵 MARIOLA I JEJ ŚWIAT CISZY Tego dnia Mariola wróciła z dyżuru później niż zwykle. Ebenz czekał pod blokiem, siedząc na murku z nogami zwisającymi jak u dziecka. Miał jeszcze mokre włosy — pewnie testował po południu nowy obiekt. Kiedy tylko ją zobaczył, natychmiast wstał. — Ciężki dzień — powiedziała, zdejmując z dłoni skórzane rękawiczki. — Wiem — odpowiedział cicho. — Widać to po Twoich oczach. Mariola nie lubiła rozmawiać o pracy. Nie dlatego, że była straszna, ale dlatego, że była zbyt poważna, a powaga nie pasowała do lekkości ich spotkań. Tego wieczoru jednak zrobiła wyjątek. — Wiesz… czasem mam wrażenie, że ludzie zupełnie nie rozumieją mojej pracy. Myślą, że ona jest o śmierci. — A o czym jest? — O prawdzie. O tym, co zostaje, kiedy wszystko inne już znika. Ebenz skinął głową. Nie bał się jej profesji. Nigdy nie bał się prawdy.

🌊 EBENZ I JEGO ŚWIAT KRZYKU — A u Ciebie? — zapytała, próbując zmienić nastrój. — Jak poszło? — Zjeżdżałem dzisiaj nową rurą. Ma trzy ostre zakręty i jeden taki moment, w którym człowiek jest pewien, że zaraz wyleci w kosmos. Mariola parsknęła śmiechem. Uwielbiała słuchać jego opowieści. Kochała tę energię, wieczny ruch i życiową lekkość, którą w sobie nosił. — I co? Wyleciałeś? — Poleciałem — odpowiedział z pełną powagą. — Ale na szczęście wróciłem. To był ich humor. Prosty, miękki, bezpieczny.

🌵 SPOTKANIE DWÓCH ŚWIATÓW Kiedy weszli na klatkę schodową, Mariola zatrzymała się na półpiętrze. Stał tam siódmy kaktus — ten przedziwnie powyginany. — Wiesz, że on rośnie w stronę światła? — zauważyła, przyglądając się zielonej łodydze. — A Ty? — zapytał nagle Ebenz. — W którą stronę rośniesz? Mariola spojrzała na niego długo. Bez uśmiechu. Bez cienia rumieńca. Z tą samą absolutną powagą, którą na co dzień rezerwowała dla swojego prosektorium. — W Twoją — odpowiedziała. Ebenz poczuł, jak coś mocno drgnęło w jego piersi. Zupełnie tak, jakby właśnie zjechał z najwyższej zjeżdżalni świata, woda uderzyła go w twarz, a serce nie wyrobiło na zakręcie.

🌵 NOC KAKTUSÓW Weszli do mieszkania. W środku panowała głęboka cisza, a kaktusy trwały w swoim nieruchomym, skupionym świecie. Jednak jeden z nich… ten ósmy… ten z małym, niepozornym pąkiem… Właśnie zakwitł. Mariola zamarła w pół kroku. Ebenz zatrzymał się tuż za nią. Kwiat był drobny, niezwykle delikatny i bladoróżowy — dokładnie taki, jak jej policzki, gdy cicho wymawiała słowa „Bens-Time”. — Widzisz? — wyszeptała. — Kaktusy też kwitną. Ebenz nie odpowiedział, bo żadne słowa nie były już potrzebne. W tej jednej krótkiej chwili zrozumiał, że ich dwa skrajne światy — cisza medycyny sądowej i krzyk wodnej adrenaliny — połączyły się na dobre w płatkach jednego małego kwiatu. Mariola — lekarz medycyny sądowej. Ebenz — tester zjeżdżalni wodnych. Zaczęli rosnąć w swoją stronę.Rozdział 7 — Kaktus, który uratował życie

Mariola wracała późno. Była zmęczona i obciążona kolejnym dniem w prosektorium, w którym cisza bywa czasem znacznie cięższa niż najgłośniejszy krzyk. Weszła do mieszkania, zamknęła drzwi, odłożyła torbę na szafkę i jak zawsze spojrzała na swoje kaktusy — jej mały, zielony świat, który nigdy jej nie zawodził.

Nie miała pojęcia, że tego wieczoru jeden z nich stanie się czymś znacznie więcej niż tylko rośliną.

🌑 Złodziej

Nagle rozległ się dźwięk dzwonka do drzwi. Krótki, stanowczy, pewny siebie.

Mariola otworzyła bez obaw, ponieważ od kilku dni na klatce zapowiadano rutynowe kontrole instalacji gazowej. Mężczyzna stojący na progu miał przypięty identyfikator, robocze ubranie techniczne i trzymał w ręku skórzaną teczkę. Wyglądał jak każdy inny pracownik spółdzielni. — Przegląd instalacji gazowej — powiedział spokojnym głosem.

Wszedł do środka, a gdy tylko przekroczył próg, natychmiast zamknął za sobą drzwi na klucz. W tym samym momencie Mariola poczuła, jak ogarnia ją lodowaty strach. Coś było bardzo nie tak. Mężczyzna odwrócił się w jej stronę, a w jego oczach nie było już śladu po profesjonalizmie. Pojawiła się w nich czysta chciwość, złość i desperacja. — Dawaj pieniądze — syknął złowrogo. — Wszystko, co masz. — Nie mam pieniędzy… — zaczęła, cofając się o krok.

To stwierdzenie natychmiast doprowadziło go do wściekłości. — Kłamiesz! — wrzasnął, brutalnie rzucając ją na podłogę.

Mariola uderzyła głową o twarde kafelki w przedpokoju. W oczach stanęły jej łzy, a w głowie mocno zakręciło. Złodziej zaczął gorączkowo przeszukiwać pobliskie szafki, szuflady i jej torebkę. Po chwili wyciągnął z portfela zaledwie dwieście złotych. — Tyle?! — wrzasnął, a jego twarz wykrzywił grymas furii. — Za tyle ryzykowałem?!

Podszedł do leżącej kobiety i zacisnął pięść. Mariola zrozumiała wtedy z przerażeniem, że nie chodziło już tylko o rabunek. Mężczyzna był nieobliczalny, wściekły i gotowy zrobić jej krzywdę tylko po to, by rozładować swoje emocje.

🌵 Kaktus

Próbowała wstać, ale sparaliżowane strachem ciało odmówiło posłuszeństwa. Napastnik stanął tuż nad nią i uniósł rękę, gotowy do zadania ciosu.

W tym ułamku sekundy wzrok Marioli padł na kaktus stojący na wąskiej szafce. Ten najładniejszy. Ten w poręcznej, ciężkiej doniczce. Ten, który Ebenz przyniósł jej jako ósmy — z różowym pąkiem, który zaledwie poprzedniej nocy rozkwitł specjalnie dla nich.

mniej..

BESTSELLERY

Menu

Zamknij