Facebook - konwersja
Przeczytaj fragment on-line
Darmowy fragment

  • nowość

Ostatni Kęs - ebook

Wydawnictwo:
Format:
EPUB
Data wydania:
31 stycznia 2026
19,89
1989 pkt
punktów Virtualo

Ostatni Kęs - ebook

W SIECI JESTEŚ TYM, CO JESZ. ALBO TYM, KTO CIĘ ZJE. „Black Mirror” spotyka „The Menu” w przerażająco aktualnym thrillerze o cenie wirtualnej sławy. Avery Locke ma jeden cel: 100 tysięcy subskrypcji. Jej sypialnia to studio, pierścieniowa lampa to słońce, a jedzenie na wizji to bilet do lepszego świata. Kiedy pod jej drzwiami ląduje niezamówiona, luksusowa paczka od tajemniczej firmy Qualia, Avery widzi w niej szansę na viral życia. Zasady #DareToBite są proste: zjedz to, co dostaniesz, albo znikniesz z sieci. Ale Qualia to nie tylko darmowy catering. To algorytm, który wie o Avery wszystko. Wie, co lubi, czego się boi i… co zrobiła osiemnaście miesięcy temu w restauracji Le Miroir. Gdy kolejne wykwintne dania zaczynają przypominać smakiem jej najgłębsze traumy, a inteligentny dom zmienia się w więzienie, Avery rozumie, że nie jest już twórcą. Stała się produktem. A jej widzowie nie chcą oglądać, jak je. Chcą oglądać, jak płaci za grzechy.

Ta publikacja spełnia wymagania dostępności zgodnie z dyrektywą EAA.

Kategoria: Horror i thriller
Zabezpieczenie: Watermark
Watermark
Watermarkowanie polega na znakowaniu plików wewnątrz treści, dzięki czemu możliwe jest rozpoznanie unikatowej licencji transakcyjnej Użytkownika. E-książki zabezpieczone watermarkiem można odczytywać na wszystkich urządzeniach odtwarzających wybrany format (czytniki, tablety, smartfony). Nie ma również ograniczeń liczby licencji oraz istnieje możliwość swobodnego przenoszenia plików między urządzeniami. Pliki z watermarkiem są kompatybilne z popularnymi programami do odczytywania ebooków, jak np. Calibre oraz aplikacjami na urządzenia mobilne na takie platformy jak iOS oraz Android.
ISBN: 9788397944510
Rozmiar pliku: 3,5 MB

FRAGMENT KSIĄŻKI

Spis treści

Rozdział 1 Stream

Rozdział 2 Paczka

Rozdział 3 Druga paczka

Rozdział 4 Ktoś był tu wcześniej

Rozdział 5 Challenge #DareToBite

Rozdział 6 Noc po transmisji

Rozdział 7 Paczka numer trzy

Rozdział 8 Zniknięcie Maxa

Rozdział 9 Rezydencja

Rozdział 10 Streaming House

Rozdział 11 Finał transmisji

Rozdział 12 Ostatni kęs

Epilog

ROZDZIAŁ 1
STREAM

Pierścieniowa lampa rozlała nad stołem mlecznobiałe światło; w jej kręgu twarz Avery wyglądała gładko i bez skazy, jak okładka magazynu. Jednak powietrze w pokoju, nagrzane od elektroniki, pachniało plastikiem i resztką ostrego sosu.

Avery wzięła głęboki oddech. Czuła, jak ciepło lampy piecze jej policzki niczym sztuczne słońce, a cichy szum wentylatora miesza się z rytmicznym _ping_ powiadomień. To była jej strefa. Jej azyl. Ale też klatka.

Mały pokój był jej całym światem — miejscem, które zamieniała w scenę. Czasem myślała, że to jedyny punkt na mapie, w którym nikt nie może jej ocenić ani wyśmiać. Kiedyś ludzie śmiali się z jej głosu — teraz tysiące go słuchały z uwagą.

Przed nią laptop mrugał małym, czerwonym światełkiem kamery (jeszcze w trybie standby), a ekran był morzem tekstów: chat przewijał się z zawrotną prędkością, emotikony eksplodowały jak konfetti.

W prawym górnym rogu licznika oczekujących widzów migotała liczba — ~8k. Avery poczuła przyjemne, krótkie ukłucie triumfu.

Robiła to już setki razy. Każdy odcinek był starannie wyreżyserowany. Eat the World miało prawie sto tysięcy subskrybentów — liczba, która rosła za wolno jak na jej ambicje. Jeszcze rok temu pracowała w lokalnej restauracji; teraz całe jej życie mieściło się w czterech metrach kwadratowych kadru.

To miał być ten stream, na który sponsor czekał. Ten, który miał potwierdzić, że warto w nią inwestować. Wiedziała, że jeśli dzisiejszy odcinek nie „zaskoczy”, sponsor może się wycofać, a ona zniknie w tłumie innych twórców.

Nie mogła pozwolić sobie na zniknięcie. Już raz zniknęła. Wtedy, gdy po prostu przestała przychodzić do pracy w restauracji. Ludzie nazwali to załamaniem, ale oni nic nie rozumieją. To była... selekcja bodźców. Tamtej nocy na sali panował chaos, nikt nie panował nad sytuacją. Krzyki, bieganina, jakaś histeria przy czwartym stoliku. Zrobiłam to, co musiałam, żeby zachować spokój ducha. Po prostu wyszłam. Nazywają to ucieczką, ja nazywam to instynktem przetrwania. Poza tym... ten klient wyglądał na chorego, zanim w ogóle dostał zamówienie. To nie była moja wina, że jego organizm nie wytrzymał. Nikt nie zadzwonił, bo wiedzieli, że mam rację. Że nie warto było się w to mieszać.

Światło było złe. Zawsze było złe. Avery przesunęła talerz o dwa centymetry w prawo, szukając punktu, w którym kinkiet nie będzie rzucał cienia na glazurę deseru. Mus z marakui lśnił idealnie, ale kompozycja wciąż zgrzytała. Wyciągnęła telefon. Kadr pionowy. Za dużo tła. Kadr poziomy. Lepiej. Z głębi sali dobiegł dźwięk. Suchy, głośny kaszel. Avery zmarszczyła brwi, nie odrywając wzroku od ekranu. Ręka jej drgnęła, psując ostrość. — Serio? — mruknęła pod nosem. — Nie może wyjść, jak jest chory? Kaszel powtórzył się, tym razem głośniejszy, bardziej szczekliwy. Brzmiał nieestetycznie. Psuł klimat "luxury dining", który próbowała uchwycić. Psuł jej moment. — Skup się — syknęła do siebie. — Masz jeszcze minutę, zanim lody zaczną topnieć. Zignorowała hałas. Przecież to tylko kaszel. Ludzie ciągle kaszlą, żeby zwrócić na siebie uwagę. Ona nie da się rozproszyć. To zdjęcie musi być perfekcyjne.

***

Dlatego streaming nie był marzeniem. Był desperacją.

Kiedy wracała pamięcią do swoich pierwszych prób, widziała siebie w wynajmowanym pokoiku z wilgocią na ścianach, z laptopem na stosie książek kucharskich. Pierwszy stream trwał dokładnie szesnaście minut i czterdzieści trzy sekundy — tyle wytrzymała, zanim zalała się potem pod falą hejtu. „Kolejna dziewczynka od jedzenia, nic specjalnego”. Przysięgła sobie wtedy, że nigdy więcej tego nie zrobi.

Ale rachunki i widmo powrotu do rodziców zmusiły ją do powrotu. Tym razem bez udawania. Gotowała, tłumaczyła, parowała ryż. Widzów było piętnastu, potem trzech. Ale nie przestała. Streaming był jedyną rzeczą, którą mogła rozwijać sama.

Wszystko przyspieszyło, kiedy poznała Mayę. To ona wyciągnęła ją z dołka, załatwiła pierwsze współprace, nauczyła struktury.

— Masz potencjał. Masz vibe. Brakuje ci tylko pieniędzy. Tym zajmę się ja — powiedziała podczas pierwszej wideokonferencji. Avery była jej wdzięczna, choć relacja z menedżerką stawała się trudna. Maya naciskała: więcej treści, więcej godzin. Traktowała ją czasem jak produkt, ale Avery bała się sprzeciwić. Bała się, że bez niej znów zostanie sama.

Bo samotność w sieci bywała przerażająca. Pamiętała incydent sprzed roku, gdy miała dwa tysiące subów.

Komentarz: „Lepiej zamknij okno. Wiem, że masz je otwarte”. Potem mail: „Zupa była za słona”. Ktoś, kto nie figurował na liście patronów, oglądał jej prywatne streamy. Ktoś wiedział, w co jest ubrana, gdy kamera była wyłączona. Policja rozłożyła ręce.

To Maya wtedy przejęła kontrolę: zainstalowała rolety sterowane centralnie i zmieniła wszystkie hasła, łącząc je z nowym protokołem bezpieczeństwa.

_Od teraz nikt nie wejdzie do twojego świata bez mojej autoryzacji_ — obiecała, montując panel, który na zawsze odciął Avery od podglądu własnych ustawień sieciowych.

Wtedy zabrzmiało to jak ratunek. Dopiero teraz Avery zaczęła się zastanawiać, czy nie jak warunek.

Wiadomości przestały przychodzić, ale strach został. Czasem śniła o tym, że kamera patrzy, nawet gdy jest wyłączona.

Avery potrząsnęła głową, odganiając wspomnienia. Dziś musiał być przełom. Spojrzała w obiektyw. Czerwona dioda pulsowała, jakby czekała na znak. To był moment, w którym musiała przestać być wystraszoną dziewczyną z przeszłości. Musiała stać się Avery z Eat the World.

Kliknęła "Start".

— Hej, Foodies! — rzuciła z werwą, przybierając ten specyficzny, wyćwiczony uśmiech. — Witajcie na Eat the World, let’s get weird! Dziś robimy coś wyjątkowego. To nie jest zwykły stream — to Extreme Bites Night!

Na ekranie pojawiały się nazwy stałych widzów, ulubione memy i powtarzane prośby: durian, spicy, ASMR. Czytała komentarze w pół głosu, sterowała emocjami tłumu. z głośników płynęły drobne dźwięki czatu — plim, ping, plim.

Miały rytm, który wchodził pod skórę, zsynchronizowany z jej oddechem.

W tym momencie scena wyglądała całkowicie naturalnie — jeszcze chwilę temu była zwykłą pracownią, teraz była studiem, a ona aktorką i reżyserem jednocześnie. Wiedziała, że rutyna to bezpieczeństwo.

Aż pośród fal komentarzy pojawił się jeden, który nie pasował do tonu reszty.

: Nie patrz w kamerę. On patrzy na ciebie.

: ODBIERAJ TOOOO

Zanim Avery zdążyła przewinąć, wiadomość zniknęła. Może moderator ją usunął, może sama to przegapiła. Na sekundę jej gardło zaschło. To tylko troll… prawda? Maya zawsze mówiła, żeby nie czytać trolli.

Avery odchrząknęła i zaśmiała się zbyt głośno. — Ej, kto tu próbuje robić creepypastę na moim streamie? — wyrzuciła z siebie z nerwową nutą, którą słyszała tylko ona.

Czat zareagował falą śmiechu, a ona odetchnęła, choć przez sekundę miała wrażenie, że ring światła migocze odrobinę słabiej. Kliknęła skrót klawiszowy odpowiedzialny za zbliżenie na blat, ale kamera zareagowała z opóźnieniem. Silnik obiektywu zabuczał cicho, jakby walczył z przeciwnym poleceniem, zanim w końcu przesunął ostrość na talerz.

_Znowu ten lag po aktualizacji sterowników_ – pomyślała z irytacją, notując w pamięci, by sprawdzić ustawienia autofocus po streamie.

Udając, że szuka odpowiedniego kadru — ale w rzeczywistości unikała patrzenia prosto w obiektyw. Dioda kamery pulsowała hipnotycznie, jakby ktoś z drugiej strony mrugał do niej w rytm.

Doprawiła ostatni element — otarła skórkę limonki nad talerzem. Uderzyła delikatnie w filiżankę — ping — testując dźwięk dla widzów ASMR.

W tle chat przyspieszył. Energia rosła. Avery poczuła gorzki posmak kawy na języku, mieszający się z zapachem sosu chili.

— Zbliżenie dla user123, proszę bardzo! — powiedziała teatralnym tonem. — Tak, wiem, spicyfan, durian będzie… ale nie od razu. Nie mogę was wszystkich zabić na dzień dobry!

przesłał $1000

„Specjalnie dla ciebie. Paczka została oznaczona w systemie Qualia jako dostarczona dziś przed streamem. Nie musisz jej szukać — już czeka. Wystarczy, że po nią pójdziesz.

Zjedz to na live.

#DareToBite”

Avery ścisnęła telefon i zadzwoniła na infolinię Qualia.

— Kto zmienił status przesyłki? — zapytała drżącym głosem.

Trzask w słuchawce.

— Widzę tutaj… zmianę ręczną. Ktoś zalogował się na pani konto pięć minut temu.

— Niemożliwe. Ja jestem na streamie.

— To musiał być ktoś z… uprawnieniami menedżerskimi.

Avery otworzyła usta, żeby zapytać KTO, ale nazwisko samo cisnęło się pod język.

Nie wypowiedziała go.

Połączenie przerwało. Zbyt szybko, by uznać to za przypadek.

Avery przypomniała sobie, że przed rozpoczęciem nagrania słyszała, jak coś stuknęło o drzwi. _Żaden kurier nie powinien tu przyjeżdżać —_ nigdy nie zamawiała przesyłek na adres mieszkania. Uznała to za reklamówkę sąsiadów.

Uniosła brwi, a na jej twarzy pojawił się półuśmiech – taki, który miał uspokoić widzów, ale w rzeczywistości zdradzał konsternację.

— Oooookej. To jest… dziwne. — spojrzała prosto w kamerę, jakby chciała się upewnić, że wszyscy też to widzieli. — Serio ktoś wysłał mi paczkę? Jak…? Qualia nigdy nie wysyła niczego bez zapowiedzi — zwłaszcza tutaj. Tę lokalizację znała tylko Maya. Nikt więcej… a jednak pudełko tu leżało.

Do współprac wysyłała jedynie adres skrytki.

Avery poczuła dziwny ucisk w żołądku. Wpatrywała się w paczkę, jakby mogła się sama wytłumaczyć.

— Dziwne — wymamrotała. — Bardzo dziwne.

Czat oszalał, zalewany potokiem wiadomości.

: ODBIERAJ TOOOO

: PACZKA LIVE!!!

: OMG to jest najlepszy odcinek ever

: LET’S GOOOOOO 💸💸💸

: Może nie rób tego… to creepy.

Avery przechyliła głowę. Serce waliło, jakby właśnie została złapana na czymś zakazanym. Powinna się śmiać. Coś powiedzieć.

Końcówki palców zdrętwiały. _Może sponsor wysłał… zapomniałam? Może Qualia… zrobiło surprise partnerom?_

Uśmiech przyklejał się do twarzy jak naklejka, której nie da się już odkleić przed kamerą.

— Trochę się boję — wymamrotała i wymusiła uśmiech. — Ale dla was zrobię wszystko… #DareToBite?

Hashtag zabrzmiał dziwnie płasko, jakby ktoś inny wypowiedział go za nią.

Jej głos był pewny, ale ręce drżały, kiedy odkładała widelec.

Ding-dong przeciął ciszę jak nóż — czysty, sterylny dźwięk, który zabrzmiał zbyt głośno, jakby ktoś stał tuż za drzwiami. Avery podskoczyła, czując, jak zimny pot spływa jej po plecach, a chat natychmiast oszalał.

: AAAAAAAAAA!!!

: PACZKA JEST TU

: Nie rób tego, Av, to pułapka

: ZOSTAW STREAM WŁĄCZONY

Spojrzała w kamerę, wzruszyła ramionami i próbowała wyglądać na wyluzowaną.

— No dobra. Nie wyłączam kamery. Chcecie widowisko? To macie.

Avery nachyliła się do kamery, by poprawić kadr — i na sekundę zawahała się. Przez moment miała wrażenie, że widzi nie swoje odbicie w pierścieniowej lampie, lecz kogoś stojącego za nią. Mrugnęła. Obraz wrócił do normy.

Nie patrz w kamerę.

Głos z tamtej wiadomości przemknął jej przez pamięć jak szmer.

Podniosła się z krzesła, poprawiła mikrofon i ruszyła w stronę drzwi. Cień przesunął się po ścianie. Dreszcz przebiegł jej po plecach — jakby ktoś patrzył zza rogu mieszkania. w miejscu, gdzie korytarzyk prowadził do drzwi. Widzowie mogli tylko czekać, zalała ją fala emotek.

Spojrzała w stronę korytarza. Kurier? o tej godzinie?

Przez wizjer zobaczyła paczkę stojącą na wycieraczce. Duże pudełko z naklejką _Qualia_.ROZDZIAŁ 2
PACZKA

Ding-dong. Paczka stoi pod drzwiami.

Otworzyła drzwi i rozejrzała się, ale nikogo nie było. Tylko paczka.

W środku, zupełnie niepasujące do taniego kartonu, leżało czarne, perfekcyjnie kwadratowe pudełko przewiązane czerwoną, jedwabną wstążką. Wyglądało, jakby ktoś włożył tam prezent, nie przesyłkę – bez najmniejszej etykiety czy śladu nadawcy.

Qualia od kilku miesięcy testowało integrację z platformami streamingowymi — automatyczne powiadomienia o dostawach miały pojawiać się jako systemowe superchaty, oznaczone na zielono. Avery miała to włączone tylko raz, dawno temu, przy współpracy, a później zapomniała je wyłączyć.

— No dobra… to jest oficjalnie najbardziej creepy moment w historii mojego kanału.

Kamera uchwyciła, jak Avery sięga po wstążkę.

Drzwi zamknęły się cicho, a Avery stanęła w kadrze, trzymając pudełko oburącz, jakby bała się, że w każdej chwili może spaść.

— Kto z was to zrobił? — zapytała w stronę kamery, a jej głos odbił się w cichym pokoju.

Sekcja komentarzy zapłonęła.

: o M G 😱

: TO MUSI BYĆ z CHALLENGE’A

: NIE RÓB TEGO NYAH

: $20 jeśli otworzysz NATYCHMIAST 💸

: Av, wyłącz live, serio

Jej ręce drżały bardziej, niż chciała przyznać.

— Okej, creepy level: 10/10. Ale dobra, obiecałam wam unboxing.

Wzięła głęboki oddech i przeciągnęła palcem po wstążce, rozplątując kokardę.

Na zbliżeniu widać było, jak Avery unosi wieczko. w środku znajdowało się małe, artystycznie ułożone danie.

Porcelanowa miseczka, biała jak śnieg, wypełniona była czymś, co wyglądało jak miniaturowa rzeźba z jedzenia. Cienkie plasterki ryby ułożone w spiralę, jadalne kwiaty rozsypane jak konfetti, a na środku niewielka kulka żelowej substancji, która drżała przy każdym ruchu stołu.

Zapach uderzył po chwili — najpierw słodki, niemal waniliowy, potem dziwnie drażniący, wywołujący nagłe, nieprzyjemne mrowienie w kącikach ust. Avery zmarszczyła brwi.

— To jest… piękne. — wyszeptała. — Ale też trochę straszne.

Lawina reakcji przyspieszyła, zamazując tekst.

: OMG ART 😍

: WYGLĄDA BOSKO

: AV TO NIE JEST DOBRY POMYSŁ

: To wygląda jak coś z drogiej restauracji. ZJEDZ TO.

: Czemu to pachnie tak… dziwnie?

Przesunęła talerz bliżej kamery.

— Kochani, nie wiem, kto z was ma takie zdolności kulinarne, ale to wygląda jak coś, co powinni podawać w Michelin-star. i tak, wiem, że chcecie, żebym to zjadła.

Jej dłoń zatrzymała się tuż nad miseczką. Na ekranie licznik widzów przebił 13k.

Avery nachyliła się jeszcze raz nad miseczką. Zapach był coraz wyraźniejszy – ostry, jakby język dotknął baterii, jakby w powietrzu unosił się zapach rozgrzanego żelaza. Zmarszczyła brwi.

— Serio, pachnie jak… coś, czego nie mogę nazwać. Trochę słodko, trochę jak… szpital? — zażartowała, ale w jej głosie było słychać cień niepewności.

Wtedy zauważyła drobny szczegół: na czarnym brzegu pudełka była mała, zaschnięta plamka – ciemnoczerwona, jakby ktoś dotknął go palcem zabrudzonym winem albo… czymś innym. Avery przez sekundę zawahała się, ale zaraz wzruszyła ramionami i wróciła wzrokiem do dania.

Chat natychmiast to podchwycił.

: Co to za plama?

: OMG CZERWONA PLAMKA??

: NIE WNIOCHUJ SIĘ w TO, AV 😂

Avery roześmiała się na głos, jakby chciała rozładować napięcie.

— Nie no, nie przesadzajmy. Pewnie ktoś się ubrudził sosem.

Wygląda legitnie.

Wygląda… pysznie.

Obok miseczki leżał mały, biały kartonik. Avery podniosła go i pokazała do kamery.

Na kartoniku było napisane ręcznie, eleganckim pismem:

„Smacznego. Kolejny poziom jutro.”

Avery oblizała wargi, czytając na głos.

— Okej, ktoś naprawdę się postarał. Kolejny poziom jutro? Czy to jest… nowa seria? Challenge, w który właśnie weszłam?

Widzowie zareagowali euforią.

: KOCHAM TO, MAMY SERIAL 😂

: ZRÓB TO NATYCHMIAST

: To jest chore, Av, wyłącz stream 😬

Avery odłożyła notkę i spojrzała prosto w kamerę.

— Wiecie co? Zaryzykujmy. Zrobię to dla was.

Jej palce zacisnęły się na pałeczkach. Licznik widzów przebił 14k. Zbliżyła kamerę ręcznie, chcąc pokazać talerz dokładnie tak, jak widzi go sama.

Avery uniosła pałeczki, ale zatrzymała się w połowie ruchu.

To głupie.

Przecież nie wiem, co to jest. Nie znam nadawcy. Mogło przejść przez nie wiadomo czyje ręce.

Jej serce biło szybciej.

Avery uniosła miseczkę, by pokazać ją do kamery. Wtedy to zauważyła. Pod spodem, przyklejone do dna naczynia, znajdowało się małe, zalaminowane zdjęcie. Ścisnęło ją w dołku. To nie było zdjęcie z Internetu.

To był kadr z sali restauracyjnej, zrobiony z perspektywy monitoringu. W tle, nieostro, widać było zamieszanie przy stoliku. Jakiś mężczyzna, dziwnie wygięty. Ale ostrość ustawiona była na nią. Na jej dłoń trzymającą telefon, wycelowany w idealnie oświetlony deser, podczas gdy za jej plecami rozgrywał się dramat. Avery prychnęła nerwowo.

— To nic nie znaczy — szepnęła, czując, jak dłonie zaczynają jej drżeć ze złości. — _To manipulacja. Sprawdzałam tylko światło. Nie mogłam wiedzieć, że on naprawdę się dusi. Myślałam, że kaszle. Że robi scenę, jak wszyscy ci roszczeniowi klienci. To zdjęcie kłamie. Wszyscy kłamią, żeby zrobić ze mnie potwora._

Na odwrocie widniało: „Widziałaś. Wybrałaś ujęcie, nie pomoc. Zjedz, a to zostanie między nami.”

Avery poczuła, jak krew odpływa jej z twarzy. Spojrzała w obiektyw. 14 tysięcy ludzi czekało na show. Wtedy jej telefon, leżący poza kadrem, zawibrował.
mniej..

BESTSELLERY

Menu

Zamknij