Ostatnia twierdza Hitlera. Breslau 1945 - ebook
Ostatnia twierdza Hitlera. Breslau 1945 - ebook
W styczniu 1945 roku Armia Czerwona ze straszliwą furią przystąpiła do długo oczekiwanego ostatecznego ataku na Rzeszę. Breslau, stolica Śląska, stawił jednak zacięty opór i został ogłoszony przez Hitlera „twierdzą”.
W styczniu 1945 roku Armia Czerwona ze straszliwą furią przystąpiła do długo oczekiwanego ostatecznego ataku na Rzeszę, zdobywając kolejne tereny i wielkie miasta okupowanej Polski oraz wschodnich Niemiec. Breslau, stolica Śląska, liczący przed wojną 600 tysięcy mieszkańców, stawił jednak zacięty opór i został ogłoszony przez Hitlera „twierdzą”.
Rozgorzały niezwykle zaciekłe walki o miasto. Armia Czerwona okrążyła Breslau i szturmowała zaciekle, usiłując zmusić obrońców do kapitulacji. Przywódcy nazistowscy starali się podtrzymać opór zdziesiątkowanych wojsk niemieckich oraz zachować porządek w oblężonym mieście. Załoga twierdzy, zaopatrywana nocami z powietrza, przez cztery miesiące opierała się atakom przeważających sił radzieckich. Breslau bronił się cztery dni dłużej niż Berlin i skapitulował dopiero 6 maja 1945 roku, ale cena tej bitwy była przerażająca. Nadodrzańska metropolia została zniszczona niemal w 70 procentach, a 25 tysięcy niemieckich żołnierzy i cywilów zginęło.
Zdobyte miasto czekał srogi odwet ze strony zwycięskich wojsk. To, co nie uległo zniszczeniu w czasie oblężenia, zostało zrabowane, kobiety były masowo gwałcone, a po zakończeniu wojny wszyscy niemieccy mieszkańcy zostali wysiedleni i na ich miejsce osiedlili się we Wrocławiu Polacy, głównie repatrianci z Kresów.
Ostatnia twierdza Hitlera powstała na podstawie skrupulatnych badań ogromnej liczby oficjalnych dokumentów, gazet, listów i dzienników oraz wstrząsających relacji świadków.
| Kategoria: | Historia |
| Zabezpieczenie: |
Watermark
|
| ISBN: | 978-83-8188-857-8 |
| Rozmiar pliku: | 15 MB |
FRAGMENT KSIĄŻKI
Wybierzcie się któregoś letniego dnia na spacer ulicą Marii Curie-Skłodowskiej we Wrocławiu. Nowoczesne autobusy przegubowe z ekranami telewizyjnymi i elektronicznymi biletomatami walczą o miejsce na nadrzecznym bulwarze ze starszymi żółtymi autobusami i tramwajami, które w regularnych odstępach przetaczają się na osi wschód–zachód. Po mniej więcej dziesięciu minutach dotrzecie do mostu Zwierzynieckiego rozpiętego ponad jednym z niezliczonych kanałów Odry. Ten most stoi tu od 1897 roku – do dzisiaj można na nim dostrzec inskrypcję na cześć jego budowniczych, którzy poświęcili dwa lata na jego postawienie. Ale tak jak wszystkie ślady niemieckiej przeszłości miasta, tabliczka umieszczona kiedyś ponad tą datą zniknęła. Znacznie trudniej było zatrzeć ślady toczącej się tutaj przed laty bitwy, gdyż podobnie jak wiele innych wrocławskich mostów także ten nosi liczne ślady po pociskach wystrzelonych wiosną 1945 roku. Po przejściu przez most znajdziecie się w dzielnicy pełnej alei wysadzanych drzewami. Ulica Marii Curie-Skłodowskiej przechodzi w ulicę Zygmunta Wróblewskiego – to już czwarta nazwa, jaką nosiła ta ulica w ciągu minionego stulecia. Po prawej stronie będziecie mieli ogród zoologiczny, a po lewej – ulicę Adama Mickiewicza. Po przejściu kolejnych stu pięćdziesięciu metrów ujrzycie aleję prowadzącą do jednej z perełek architektonicznych Wrocławia: Hali Stulecia, czyli imponującego koloseum z betonu i stali zbudowanego przez słynnego Maxa Berga w 1913 roku, z okazji setnej rocznicy wyzwolenia Niemiec od napoleońskiego jarzma. Dwa rzędy wysokich kolumn prowadzą do niewielkiego skweru, nad którym góruje gigantyczna metalowa Iglica wzniesiona w 1948 roku dla uczczenia „powrotu Śląska do macierzy”. Po lewej znajduje się Pawilon Czterech Kopuł, w którym od 1952 roku mieści się siedziba Wytwórni Filmów Fabularnych¹. Przed budynkiem wznoszą się cztery betonowe modernistyczne posągi. Wejścia są okratowane, a drzwi pokrywają graffiti. Popękana posadzka portyku jest usiana zeschłymi liśćmi, niedopałkami, wyrzuconymi opakowaniami po słodyczach i innymi śmieciami. Na jednym końcu tego najwyraźniej zapomnianego portyku znajduje się zachowana w raczej kiepskim stanie ogromna tablica pamiątkowa ku czci polskiego żołnierza, który u boku Armii Czerwonej przeszedł w latach 1944–1945 szlak bojowy ze wschodu na zachód od Bugu i Wisły przez zburzoną Warszawę, Pomorze, przez Odrę i Nysę aż do Berlina. Odwróćcie się o sto osiemdziesiąt stopni, a znajdziecie kolejną ogromną kamienną inskrypcję, a nad nią hełm z czerwoną gwiazdą w wieńcu laurowym, poszczerbiony i odbarwiony po ponad sześćdziesięciu latach oddziaływania na niego warunków atmosferycznych. Poniżej znajduje się prawdziwa litania zwycięstw Armii Czerwonej, m.in. Moskwa, Stalingrad, Kursk, Leningrad, Don, Dniepr, Mińsk, Warszawa, Budapeszt, Bukareszt, Belgrad, Wiedeń, Praga i Berlin oraz nazwa tego miasta – Wrocław. Podobnie jak każdy pomnik, cmentarz wojskowy czy grób poświęcony poległym w 1945 roku, również te gigantyczne tablice pamiątkowe przed Halą Stulecia wydają się rozsypywać, chylić ku upadkowi, zarośnięte chwastami, niekochane i zapomniane.
Niegdyś w tym mieście szalała straszliwa bitwa. Oblężenie Breslau – jak wtedy nazywało się to miasto – trwało dłużej niż walki o którekolwiek miasto bronione przez Niemców w 1945 roku. To miasto znajdowało się w okrążeniu dłużej niż Berlin (dziesięć dni), Budapeszt (sześćdziesiąt dni), a nawet Stalingrad (siedemdziesiąt trzy dni). W tej bitwie wszelki wysiłek obrońców poszedł jednak na marne. Nie osiągnęli bowiem niczego poza tym, że miasto, które jeszcze na początku 1945 roku było niemal nietknięte przez wojnę, do czasu kapitulacji w dniu 6 maja zamieniło się w morze ruin. Zniszczenia w Breslau były większe niż w Berlinie, większe niż w Dreźnie, stanowiącym przecież synonim zniszczenia w czasie drugiej wojny światowej, i równe tym w Hamburgu, kolejnej metropolii niemal zrównanej z ziemią przez alianckie bombowce². W niecały tydzień co najmniej 18 tysięcy mieszkańców Breslau zmarło, podejmując w środku srogiej zimy próbę ucieczki z miasta przed nacierającą Armią Czerwoną. Kolejne 25 tysięcy ludzi – żołnierzy, cywilów, cudzoziemskich robotników przymusowych i więźniów – zginęło w czasie trwających dwanaście tygodni walk o miasto. Ta historia i cierpienia mieszkańców nie skończyły się jednak wraz z kapitulacją twierdzy. Ocalałych Niemców czekał gorzki los: żołnierzy – wędrówka do obozów jenieckich w głąb Związku Radzieckiego; cywilów – gwałty, rabunki, głód i w końcu wysiedlenie z ich ojczystej ziemi, gdy Śląsk ponownie stał się polski, a Breslau stał się Wrocławiem. Dla przybywających na te ziemie polskich osadników, z których wielu, podobnie jak Niemcy, utraciło własne domy na Wschodzie, rozpoczynały się długie dziesięciolecia trudu i znoju przy odbudowie stolicy Śląska.
Tym ostatnim się jednak udało. Dzisiaj Wrocław znowu jest kwitnącym miastem, czwartym pod względem liczby mieszkańców w Polsce, ślady wojny w większości zostały zatarte, a zabudowa podniesiona z ruin lub odnowiona. Obecnie jest to silny ośrodek akademicki, centrum polskiego przemysłu elektronicznego i kolejowego, ośrodek bankowo-finansowy i atrakcja turystyczna odwiedzana co roku przez tysiące turystów. Większość z tych gości nie wie, że kilkadziesiąt lat wcześniej w tym miejscu toczyła się zaciekła bitwa.
Uczestnicy tych zmagań nie byli co prawda tak znaczący jak w przypadku szturmu Berlina, stawka nie była tak wysoka jak w Stalingradzie, cierpienia mieszkańców nie trwały tak długo jak w Leningradzie, ale oblężenie Breslau stanowiło przerażający i prawdziwie poruszający dramat. Przez wzgląd na uczestniczących w nim ludzi, niezależnie od ich narodowości, ta historia zasługuje na to, żeby ją opowiedzieć.
Gosport, listopad 2010
1.
W dniu 9 listopada 2011 roku Wytwórnia Filmów Fabularnych we Wrocławiu zakończyła swoją działalność i została przekształcona w Centrum Technologii Audiowizualnych (CeTA) (przyp. tłum.).
2.
W czasie wojny mniej więcej co piąty budynek w Berlinie został zniszczony; w Dreźnie ten odsetek był dwukrotnie wyższy; w Hamburgu i Wrocławiu dwie trzecie budynków nie nadawało się do zamieszkania; w centrum Akwizgranu zniszczeniu uległo cztery na pięć budynków; szacuje się, że w Kolonii dziewięćdziesiąt pięć procent starówki przestało istnieć.Podziękowania
Nie sposób podjąć się badania historii oblężenia Breslau bez zapoznania się z dwoma fundamentalnymi opracowaniami historycznymi poświęconymi temu tematowi. Monumentalna _Breslauer Apokalypse_ pod redakcją Horsta Gleissa wraz z zamieszczonymi w niej tysiącami dokumentów i relacji uczestników wydarzeń stanowi wyjątkowe osiągnięcie w historiografii drugiej wojny światowej; zawarte w niej materiały stały się kręgosłupem niniejszej książki. Z kolei książka _Mikrokosmos_ pióra Normana Daviesa i Rogera Moorhouse’a stanowi wspaniałą historię Breslau/Wrocławia, zrównoważoną i bardzo pouczającą. Jan-Hendrik Wendler zasługuje na szczególne wyróżnienie za udostępnienie mi dokumentów dotyczących Grupy Armii Schörnera i dziejów mniej znanych jednostek niemieckich. Ponadto personel niemieckiego Archiwum Federalnego we Fryburgu Bryzgowijskim jak zwykle okazał się niezwykle się pomocny, podobnie jak pracownicy Wydziału Dokumentów w londyńskim Imperial War Museum; Public Record Office w Kew; jak również bibliotek: uniwersytetów w Nottingham, Manchesterze, Sussex, Portsmouth i Warwick oraz bibliotek w Lancashire, Portsmouth i Nottinghamshire, a ponadto bibliotek publicznych w Nowym Jorku oraz British Newspaper Library. Chciałbym również podziękować: Jasonowi Pipesowi i jego kolegom z www.feldgrau.net; Michaelowi Millerowi za pomoc w uzyskaniu informacji na temat życiorysu Karla Hankego; Howardowi Daviesowi za jego nieocenioną znajomość języka niemieckiego; Mattowi Abichtowi za udostępnienie rzadkich zdjęć lotniczych pola bitwy; Andy’emu Brady’emu za mapki; oraz Tomowi Houlihanowi, Billowi Russowi, Yanowi Mannowi, Darrenowi Beckowi za korektę, rady i od czasu do czasu wsparcie moralne. Dzięki nim ta książka wiele zyskała. Za wszelkie błędy biorę odpowiedzialność wyłącznie na siebie.Mapy
MAPA 1
1. Kościół św. Krzyża
2. Katedra
3. Wyspa Piasek
4. Kościół na Piasku
5. Uniwersytet
6. Odra
7. Kościół św. Elżbiety
8. Nadprezydium Prowincji Śląskiej (siedziba gauleitera Hankego)
9. Kasa Oszczędnościowa
10. Rynek
11. Ratusz
12. Kościół św. Marii Magdaleny
13. Dworzec Świebodzki
14. Fosa miejska
15. Plac Zamkowy (ob. plac Wolności)
16. Kościół św. Doroty
17. Teatr Miejski (ob. Opera)
18. Wzgórze Liebicha (ob. Wzgórze Partyzantów) (dowództwo obrony miasta)
19. Plac Tauentziena (ob. plac Kościuszki)
20. Dworzec Główny
21. Kościół św. Maurycego (parafia Paula Peikerta)
22. Most Lessinga (ob. most Pokoju)
MAPA 2
MAPA 3
1. Ulrich Frodien / Domanowice
2. Peter Bannert
3. Herbert Rühlemann / zakłady Rheinmetall
4. I-Werk 41
5. Hugo Hartung / lotnisko na Strachowicach
6. Marsz śmierci z Kątów Wrocławskich / Vera Eckle / Lucia Kusche / Frau Hanisch
7. Zakłady Friedrich Krupp-Bertha Werke
8. Przemówienie Karla Hankego z sierpnia 1944 roku
MAPA 4
1. Otto Rothkugel
2. Eberhard Henkel
3. Horst Gleiss
4. Paul Peikert
5. Rodzina Ozannów
6. Ulrich Frodien
H1 Bunkier przy placu Strzegomskim
H2 Bunkier przy ulicy Ołbińskiej
MAPA 5
1. Karl Heinz Wolter
2. Hendrik Verton
3. Günther Tenschert / Kurt Awe
4. Hugo Hartung / lotnisko na Strachowicach
5. Hans Gottwald / Oporów
6. Wolfgang Chutsch / Jarosławice
MAPA 6
1. Kapitan Heinz / Brzeg Dolny
2. Paul Arnhold
3. Hendrik Verton / Günther Tenschert
4. Werner Zillich / Brochów
5. Domasław – pierścień okrążenia zaciska się w tym miejscu 13 lutego
MAPA 7
1. Annelies Matuszczyk / Dworzec Świebodzki
2. Herbert Kraeker / ogród zoologiczny
3. Artur Axmann / szkoła im. Dietricha Eckarta
4. Peter Bannert / Park Południowy
5. Wasilij Malinin / Krzyki
MAPA 8
1. Maria Langner / więzienie przy ulicy Kleczkowskiej
2. Horst Gleiss / Dworzec Nadodrze
3. Hans Gottwald / ulica Ołbińska
4. Pociąg pancerny „Pörsel”
5. Georg Haas / plac Strzegomski
6. Obóz pracy przymusowej przy ulicy Clausewitza (ob. ulica Hauke-Bosaka)
7. Gwiazda Szczytnicka (ob. plac Grunwaldzki – Rondo Reagana) / lotnisko, z którego odleciał Hanke
8. Hermann Nowack / ulica Borowska
9. „Narożnik Hitlerjugend”
10. Rudi Christoph / Reinhard Paffrath
MAPA 9
1. Leo Hartmann / Park Zachodni
2. Max Baselt / Śląski Zakład Kształcenia Niewidomych
3. Peter Bannert / Rudi Christoph / Gądów Mały
4. Willy Merkert / rzeźnia miejska
5. Horst Gleiss / ulica Belltafel (ob. ulica Biskupa Tomasza)
6. Wilhelm Saffe / plac Bendera (ob. plac Staszica)
7. Hans Gottwald / ulica Ołbińska
8. Hugo Hartung / plac św. Macieja
9. Friedrich Grieger / wyspa Piasek
10. Walter Lassman / Ostrów Tumski
11. Klaus Franke / zakłady Linke-Hofmann (późniejszy Pafawag)
12. Gustav Paneck / plac Strzegomski
13. Gertrud Hassenbach / plac św. Maurycego (ob. plac Wróblewskiego)
14. Georg Haas / ulica Klasztorna (ob. ulica Traugutta)
MAPA 10
1. Horst Gleiss / plac Bendera (ob. plac Staszica)
2. Horst Vieth / ulica Fryderyka Karola (ob. ulica Inowrocławska)
3. Kwatera główna Niehoffa / wyspa Piasek
4. Kościół św. Marii Magdaleny
5. Hendrik Verton / hotel Monopol
6. Peter Bannert / Dworzec Główny
7. Kwatera główna Głuzdowskiego / Villa Colonia
MAPA 11
1. Pierwsza siedziba polskiej administracji / ulica Blüchera (ob. Poniatowskiego)
2. „Szaberplac” / plac Grunwaldzki
3. Joanna Konopińska / ulica Krasnoludków (ob. Rodakowskiego)
4. Cmentarz żołnierzy Armii Czerwonej na Skowroniej Górze
5. Cmentarz oficerów Armii CzerwonejPROLOG
Plac
_Wydawało się zawsze, że front jest gdzieś na drugim końcu świata._
kapral Ulrich Frodien
Najpierw pojawiły się poczty sztandarowe. Ich członkowie, podobnie jak wszyscy uczestnicy tego zgromadzenia liczącego blisko 150 tysięcy osób, wstawszy wcześnie tego niedzielnego poranka wraz z pierwszymi promieniami wschodzącego słońca, gromadzili się na ulicach i placach w całym mieście. W północnym szeregu ustawili się mężczyźni i kobiety z Bawarii, Wirtembergii i Prus Wschodnich oraz miejscowi ze Śląska. Na wschodzie chłopcy z Hitlerjugend i dziewczęta z kobiecego odpowiednika tej organizacji Bund Deutscher Mädel (Związek Dziewcząt Niemieckich) stanęli obok volksdeutschów z czeskiego Kraju Sudetów. Po południowej stronie znaleźli się sportowcy z Frankonii i „Marchii Wschodniej”, jak nazywano Austrię, która niedawno została anektowana przez Wielką Rzeszę Niemiecką. Berlińczycy wysoko dzierżyli herb swego miasta przedstawiający niedźwiedzia. Gdańszczanie trzymali tarcze. Widać było czerwone proporce Reichsbund für Leibesübungen (Związku Wychowania Fizycznego Rzeszy) – nazistowskiej organizacji sportu masowego oraz czarno-czerwone sztandary Niemców sudeckich. Lekkoatleci z północnych Niemiec ubrani w czerwone koszulki i białe spodenki maszerowali, ściskając w garści swoje obuwie sportowe. Obecni byli volksdeutsche z Rumunii, mężczyźni w białych haftowanych koszulach, kobiety w jaskrawych sukienkach i z długimi wstążkami wplecionymi we włosy, nieśli barwne bukiety polnych kwiatów. Mężczyźni ze służby pracy Reichsarbeitsdienst maszerowali z łopatami na ramieniu.
Huk wystrzałów z trzech dział poniósł się echem po wysypanym piaskiem placu apelowym na znak, aby tysiące uczestników zgromadzenia zajęły swoje miejsca siedzące na wysokich na ponad dwadzieścia metrów prowizorycznych trybunach wzniesionych na placu Zamkowym (ob. plac Wolności). Długi na ponad trzysta metrów plac po swojej węższej, zachodniej stronie zamykał gmach dawnej siedziby Sejmu Śląskiego¹, na południu rząd drzew stojących nad starą fosą miejską, a po wschodniej, szerszej stronie – liczący sobie wówczas dziewięćdziesiąt siedem lat Teatr Miejski (ob. Opera Wrocławska), w którym od tygodnia wystawiano dzieła Lorkinga i Wagnera. Północny skraj placu wyznaczał budynek, któremu to miejsce zawdzięczało swoją nazwę – Zamek, czyli Pałac Królewski (ob. Muzeum Miejskie Wrocławia). Za dosyć surową kamienną fasadą znajdowały się pełne przepychu wnętrza – piękne rokokowe sale i wielka sala balowa ze wspaniałymi żyrandolami. Król pruski Fryderyk Wielki stworzył tutaj bibliotekę, której zasoby mogły rywalizować z księgozbiorem pałacu Sanssouci w Poczdamie, stąd rządził, tutaj rozmyślał i komponował muzykę. To tutaj Fryderyk Wilhelm III wręczył pierwszy Krzyż Żelazny i wydał legendarny apel _An mein Volk_ („Do mojego ludu”), wzywając Prusaków do zrzucenia napoleońskiego jarzma. „Nie ma innego wyjścia niż honorowy pokój albo pełen chwały upadek” – oznajmił pruski król swoim poddanym.
Dzisiaj jednak na placu Zamkowym nie miało być żadnych przemówień ani apeli, tylko starannie wyreżyserowana parada z udziałem blisko 150 tysięcy sportowców uczestniczących w trwającym przez tydzień Święcie Niemieckiej Gimnastyki i Sportu (_Deutsche Turn und Sportfest_), które osiągnęło właśnie punkt kulminacyjny. Codziennie od siódmej rano prawie do dziesiątej wieczorem sportowcy obojga płci z każdego _Gau_, czyli okręgu Rzeszy, stawali w szranki na rozległym kompleksie Stadionu Olimpijskiego. Składał się on z boisk do piłki nożnej i hokeja na trawie, bieżni lekkoatletycznych, kortów tenisowych, ringów bokserskich, basenów pływackich oraz wielkiego stadionu z obszernymi trybunami, wybudowanego dekadę wcześniej pięć kilometrów na wschód od centrum miasta i niedawno przemianowanego na Hermann Göring Sportfeld. W sprincie na sto metrów wbrew wcześniejszym przewidywaniom wygrał Gerd Hornberger, przekraczając metę z czasem dziesięciu i pół sekundy, minimalnie wyprzedziwszy swego kolegę klubowego z Eintrachtu Frankfurt Manfreda Kerscha oraz trzydziestotrzyletniego faworyta tej konkurencji Ericha Borchmeyera, który wygrał cztery z pięciu ostatnich mistrzostw Niemiec. W konkurencjach kobiecych Käthe Krauss dodała złote medale na sto i dwieście metrów do zdobytego dwa lata wcześniej brązowego medalu olimpijskiego, a rekordzistka świata i igrzysk olimpijskich Gisela Mauermeyer po raz kolejny okazała się nie do pokonania w rzucie dyskiem, a ponadto zdobyła złoto w pchnięciu kulą. Nieliczne triumfy gospodarzy zawodów zostały odniesione na wodzie: Hartmann w pływaniu stylem klasycznym na sto metrów oraz męskie sztafety pływackie w stylu klasycznym i dowolnym, wioślarska czwórka bez sternika oraz kanadyjkarze.
Święto Sportu było prawdziwym triumfem aryjskiej siły i nazistowskiej organizacji. Każda minuta każdego dnia zawodów, każdy przemarsz i parada, każdy występ taneczny i gimnastyczny był starannie przygotowany i wyreżyserowany. Wokół kompleksu sportowego wyrosło miasteczko namiotowe złożone z ponad 100 namiotów mieszczących po czterdziestu chłopców oraz 170 wigwamów, w których spało po dwanaście dziewcząt. Namioty otaczało istne morze sztandarów, proporców i flag powiewających na wschodnim wietrze. Niemal co godzinę na leżący na południowym skraju centrum miasta Dworzec Główny wjeżdżały specjalne pociągi przywożące sportowców z całej Rzeszy oraz zagranicy. Rankiem we wtorek 26 lipca przybyło ośmiuset volksdeutschów, czyli „etnicznych Niemców”, z Estonii i Łotwy. Z Węgier przyjechało pięćdziesiąt osób, z Rumunii – 400, z Kłajpedy – 100, zza oceanu – to jest z Argentyny, Chile, Brazylii, Afryki Południowo-Zachodniej , Wenezueli, Kanady i Stanów Zjednoczonych – łącznie 450. W tym czasie na zbudowany w stylu klasycznym i położony na zachodnich obrzeżach historycznego centrum Dworzec Świebodzki napływał niemal niekończący się strumień Niemców sudeckich. „Breslau jest jak gigantyczny magnes” – zachwycał się organ prasowy partii nazistowskiej „Völkischer Beobachter”. „Z magiczną siłą przyciąga wszystkich Niemców, rzucając na nich swój urok. Przybywają tutaj ze wszystkich stron na zew swojej krwi i swego serca”¹.
Niemcy sudeccy, prawdopodobnie w liczbie aż 30 tysięcy, faktycznie zostali wezwani do stolicy Śląska, ale nie przez swoją krew czy serce, ale przez Josepha Goebbelsa². Na pozór Święto Niemieckiej Gimnastyki i Sportu miało być świętem ludzkiego ciała i kultury fizycznej. W rzeczywistości jednak był to ostatni akt starannie wyreżyserowanej przez Berlin kampanii propagandowej mającej zademonstrować solidarność z „uciskanymi” volksdeutschami zamieszkującymi górzysty Kraj Sudetów w pobliskiej Czechosłowacji oddalony zaledwie o kilkadziesiąt kilometrów od Breslau. Cała stolica Śląska była udekorowana czarnymi flagami Niemców sudeckich. Okrzyki „_Sieg Heil!_” odbijały się echem w wąskich zaułkach i na placach udekorowanych flagami ze swastyką i zielonymi wieńcami. „Tak jakby wszystkie trudności nagle dobiegły końca. Radość – skrywana radość, która wybucha z głębi serca – maluje się na twarzach mężczyzn i kobiet”³ – piał z zachwytu „Völkischer Beobachter”. Gdziekolwiek pojawiali się uczestnicy Święta Sportu przypominano im o „cierpieniach” i „poświęceniach” Niemców sudeckich. W znajdującym się niecałe dwa kilometry od Stadionu Olimpijskiego Pawilonie Czterech Kopuł koło Hali Stulecia zorganizowano wystawę, na której można było obejrzeć typowe wytwory sztuki nazistowskiej – posągi nagich zapaśników oraz rozebranego do pasa Aryjczyka unoszącego potężny młot. Urządzono tam również dwie „sale pamięci”: jedna była poświęcona 236 tysiącom niemieckich sportowców poległych w wojnie światowej i 38 „bohaterom” straconym w Austrii za udział w tamtejszym puczu nazistowskim w lipcu 1934 roku, a druga – „poległym” Niemcom sudeckim. Czarne flagi rozwieszone ponad dwoma złotymi basenami miały upamiętniać Niklasa Böhma i Georga Hofmanna, Niemców sudeckich rozstrzelanych 21 maja 1938 roku w Czechosłowacji. „Popatrz, jak powiewają na wietrze nasze sztandary, czarne jak śmierć. Musimy iść naprzód przez noc, w trudzie i znoju” – pisał nazistowski poeta i dziennikarz Kurt Eggers. Propagandowa wrzawa osiągnęła apogeum tuż po zmroku w piątek 21 lipca 1938 roku. Trybuny na placu Zamkowym były wypełnione widzami, którzy oglądali przemarsz z udziałem ponad tysiąca chorążych niosących sztandary reprezentujące ponad tysiąc grup volksdeutschów żyjących poza granicami Rzeszy. Niemcy sudeccy ustawiali się w szeregach wzdłuż czterech stron placu, dzierżąc płonące pochodnie, mające symbolizować „płonącą granicę” rozdzielającą Niemców w Rzeszy od tych żyjących w Kraju Sudetów. Słuchali Konrada Henleina, byłego młodszego oficera, urzędnika bankowego i instruktora gimnastyki, który dosyć późno nawrócił się na narodowy socjalizm. Henlein nie był wielkim mówcą – w jego wystąpieniu nie było spontaniczności, a tekst czytał z kartki. Niemniej jednak spotkał się z entuzjastycznym przyjęciem słuchaczy, gdy oświadczył, że od tej pory istnieje „jeden zjednoczony, wielki i dumny naród niemiecki”. Mówił również:
Wrócimy stąd do naszej ojczyzny, dumni z tego, że przeznaczenie wyznaczyło nam trudne zadanie specjalne: wiernie bronić niemieckiej ziemi i niemieckiej krwi oraz pomagać narodowi niemieckiemu strzec pokoju.
Jako rzecznik największej grupy etnicznych Niemców w Europie zwracam się do każdego Niemca żyjącego poza granicami Rzeszy: wszyscy jesteśmy nierozłącznymi częściami wielkiego narodu niemieckiego!⁴
Joseph Goebbels był wielkim mówcą i jak zaznaczył w swoim dzienniku, tamtego dnia był „w szczytowej formie”, wygłaszając przemówienie skrzące się dowcipami i sarkastycznymi komentarzami. „W ciągu kilku ostatnich dni dziesiątki tysięcy naszych niemieckich braci i sióstr z zagranicy napłynęło do tej Rzeszy – oznajmił słuchaczom. – Nie wierzcie…” Słowa Goebbelsa utonęły wśród aplauzu tłumu. „Nie wierzcie w to, że nie rozumiemy waszych uczuć. Mogę sobie dobrze wyobrazić, że każdy z was przekraczał granice Niemiec, drżąc z emocji”. Minister propagandy zrobił kolejną pauzę, w czasie której okrzyki „_Heil!_” odbijały się echem ponad placem. Jak stwierdził Goebbels, w przeszłości ci etniczni Niemcy wracali do swych przybranych ojczyzn „mając w sercach poczucie wstydu za kraj swego pochodzenia”. „Dzisiaj jednak każdy Niemiec, każdy volksdeutsch może być dumny ze swego kraju i narodu – dzięki osiągnięciom jednego człowieka, który w czasie wojny światowej był nieznanym kapralem, a teraz kieruje losami Rzeszy”. Wśród okrzyków tłumu, owacji, śpiewów i oklasków Goebbels zakończył swoje wystąpienie słowami:
Z jego twarzy wyczytacie świeżą wiarę i świeżą nadzieję, których potrzebujecie bardziej niż ktokolwiek inny, a które będą z wami w waszej trudnej codziennej walce o wielkość naszego narodu i honor naszej krwi⁵.
I teraz, w ten niedzielny poranek 31 lipca 1938 roku, mogli wreszcie ujrzeć jego twarz. I mogli czerpać siłę z tego przeżycia. Gdy ucichł huk wystrzałów armatnich, bombastyczne dźwięki _Badenweiler Marsch_, czyli ulubionego utworu muzycznego Hitlera, w wykonaniu połączonej orkiestry Wehrmachtu i Kriegsmarine, która poprzedniego wieczoru przygrywała zgromadzonym tysiącom ludzi, obwieściły przybycie Führera. Nie było zresztą wcale takiej potrzeby. Ryk tłumów, coraz głośniejszy, ogłuszający, przerażający, upajający, przetaczał się po ulicach Breslau w kierunku placu Zamkowego. Ubrany w swój brunatny partyjny mundur niemiecki wódz przywitał się uściskiem dłoni z lokalnymi dygnitarzami nazistowskimi, a następnie przeszedł przez plac w towarzystwie służalczego Martina Bormanna, zmęczonego Goebbelsa, szefa SS Himmlera, Henleina, śląskiego gauleitera Josefa Wagnera noszącego skopiowany od Hitlera wąsik, zmierzając w stronę specjalnie skonstruowanej na tę okazję trybuny ustawionej naprzeciwko Teatru Miejskiego. Na przedzie trybuny wzniesiono dla Führera i jego świty niewielki balkon wyłożony czerwonym suknem i ozdobiony wielką swastyką, a wszystko to było udekorowane istnym morzem hortensji. Gdy Hitler zasiadł na swoim miejscu, jego ochroniarze z Leibstandarte SS, wszyscy w czarnych mundurach i stalowych hełmach, każdy liczący co najmniej metr osiemdziesiąt wzrostu, utworzyli kordon zamykający dostęp do trybuny. Na plac Zamkowy wmaszerowali chorążowie, defilując po obu stronach Teatru Miejskiego, wzdłuż lin rozpiętych wokół tego wielkiego placu. Na czele defilady maszerowali sportowcy z Bawarii, kolebki nazizmu, którzy mijając trybunę, jodłowali, jak to mieli w zwyczaju. Byli wśród nich czterej niemieccy alpiniści, którzy niedawno zdobyli północną ścianę Eigeru, nazywaną „ścianą śmierci”, szermierze, których florety połyskiwały w porannym słońcu, Austriacy z Tyrolu w swoich strojach ludowych, mieszkańcy Prus Wschodnich, gdańszczanie. Kakofonia okrzyków, płaczu, owacji i braw osiągnęła ogłuszającą kulminację, gdy na plac wkroczyli Niemcy sudeccy, maszerujący w sześciu szeregach, ubrani w szare garnitury i tyrolskie kapelusiki, pod swymi czarnymi sztandarami.
Niewiele ponad sto metrów dalej dwunastoletni Ulrich Frodien kurczowo trzymał drzewce czarnego sztandaru Deutsche Jungvolk, jak nazywała się gałąź Hitlerjugend przeznaczona dla młodszych chłopców. Tak jak wszyscy zgromadzeni na placu Zamkowym, również ten uczeń był podekscytowany. Nigdy wcześniej nie widział „jego”. Dlatego teraz z przejęciem śledził każdy ruch, każdy grymas na twarzy Hitlera. Czasami malowało się na niej napięcie, czasem pojawiał się uśmiech, czasami Führer łapał się pod boki, od czasu do czasu odwracał się do Henleina, ale jak do tej pory, od kiedy pojawił się na placu, wyglądał na opanowanego. Wszystko to było jednak starannie wyreżyserowane. Gdy pierwsi chorążowie z Kraju Sudetów pojawili się przed trybuną Hitler wstał z miejsca, podszedł do balustrady i podniósł prawe ramię, salutując „uciskanym” sudeckim sportowcom. „Miałem wrażenie, jakby cały plac i setki tysięcy ludzi tam się znajdujących eksplodowały jak bomba” – wspominał później Frodien. – „Jeśli wrzawa do tej pory była niemal nie do zniesienia, to teraz osiągnęła taki poziom, jakiego nie byłem w stanie sobie wcześniej wyobrazić”. Dwunastoletni chłopiec dał się ponieść temu entuzjazmowi tłumów, tej zbiorowej histerii. Ryczał ze wszystkich sił. „Chciałem w tym uczestniczyć, być częścią tej wielkiej, wspaniałej wspólnoty” – opowiadał potem. Nagle w tym tumulcie, w tym nieopisanym i niezrozumiałym ryku dało się rozróżnić ostre _staccato_. „Początkowo nie mogłem zrozumieć słów, ale one błyskawicznie niosły się po całym placu, podawane z ust do ust”. Tłum gorączkowo kołysał się w przód i w tył. „_Ein Volk, ein Reich, ein Führer!_” krzyczeli zgromadzeni unisono. Jeden naród, jedna Rzesza, jeden wódz. I tak raz za razem. Coraz głośniej. „W całym moim długim życiu” – pisał Frodien sześćdziesiąt lat później – „nigdy nie przeżyłem czegoś podobnego”. Jak wspominał:
Ta euforia odrywała ludzi od ich codziennej egzystencji, podnosiła ich na duchu: stanowili część jednej wielkiej, zachwycającej wspólnoty, niezwyciężonej, silnej, potężnej. Na kilka chwil obiecywała coś niemożliwego, dotyk nieśmiertelności.
Wszelki porządek i dyscyplina na placu załamały się. Jakiś jasnowłosy chłopiec wyrwał się z szeregu i popędził w stronę trybuny, na której znajdował się Hitler. Wyciągnął rękę do swego Führera, który wychylił się do niego przez balustradę i mocno uścisnął mu dłoń. Młode sudeckie dziewczęta i kobiety w tradycyjnych ludowych dirndlach złamały szyk marszowy, tłocząc się u stóp trybuny i spychając na boki ochroniarzy z Leibstandarte. Jak wspominał Goebbels, wyglądało to tak, „jakby w trybunę uderzyła fala fanatyzmu i wiary”. Himmler wychylił się daleko za balustradę, nakazując swoim ludziom zewrzeć szeregi i odepchnąć napierające kobiety. Takie starania były jednak z góry skazane na porażkę. Jakaś matka podniosła w górę swoją pięcioletnią córeczkę, żeby pokazać ją Hitlerowi. Sudeckie kobiety ze łzami spływającymi po policzkach i okrzykami „_Heil, heil!_” wyciągały ręce w stronę swego Führera. Ten ponownie okazał się łaskawy dla swych wielbicieli. Z uśmiechem ściskał kolejne wyciągnięte do niego dłonie.
Po kilku minutach ponownie sformowano pochód, który ruszył dalej. Defilowali volksdeutsche z Belgii, Danii, Holandii, Estonii, Łotwy, Litwy, Polski, Rumunii. Niemieccy sportowcy zza oceanu, którzy przybyli z Argentyny, Brazylii, Afryki Południowo-Zachodniej, Stanów Zjednoczonych. Jeszcze wiele razy łamały się szyki i Führer ściskał ręce swych wielbicieli. Przemarsz miał się zakończyć po trzech godzinach, ale trwał prawie cztery. Gdy ostatni maszerujący sportowcy opuścili plac, publiczność porzuciła swe miejsca na trybunach, zalewając cały teren wokół platformy z nazistowskimi dygnitarzami. Po raz kolejny falujący las wyciągniętych rąk, tłum rozhisteryzowanych kobiet i krzyczących dziewcząt. Podium z nazistowskimi przywódcami stanowiło jedyną wysepkę spokoju i ładu pośród tego wzburzonego morza entuzjazmu. Tłum z niechęcią nieco się rozstąpił i Hitler zszedł ze swej trybuny. Uścisnął dłonie inwalidów wojennych na wózkach, po czym wsiadł do swego czarnego kabrioleta marki Mercedes-Benz 770 rocznik 1937. Adolf Hitler opuścił plac Zamkowy w Breslau „głęboko poruszony”. Minister propagandy napisał, że Führer był „wielką nadzieją Niemczyzny” i „symbolem naszego narodowego przebudzenia”. Jak stwierdził, „było zaszczytem móc mu służyć”⁶.
Tamtego przeraźliwie zimnego styczniowego poranka Ulrich Frodien po raz kolejny znalazł się na placu Zamkowym. Fosa miejska była zamarznięta. Piasek na placu apelowym przykryła warstwa śniegu. Teraz zgromadzono tam pojazdy wojskowe, działa i kilka czołgów – dokładnie w tym samym miejscu, gdzie kiedyś stała trybuna Hitlera.
Tydzień wcześniej polował razem ze swym ojcem koło Domanowic, wioski położonej około trzydziestu kilometrów na północ od Breslau. Liczący już osiemnaście lat grenadier pancerny dochodził do zdrowia po tym, jak jesienią poprzedniego roku na froncie wschodnim eksplozja pocisku artyleryjskiego zgruchotała mu udo, pozostawiając odłamki w głowie i klatce piersiowej. Frodien nadal kurczowo trzymał się wątłej nadziei, że ta wojna może jeszcze zakończyć się korzystnie dla Niemiec. Jego ojciec, lekarz, mógł tylko kpić z naiwnego optymizmu Ulricha i mu współczuć. Na razie wojna nie tknęła jeszcze tej wiejskiej sielanki, pozostającej z dala od ponurych wiadomości z frontu, które przynosiły gazety każdego dnia. Mieszkańcom Domanowic „wydawało się zawsze, że front jest gdzieś na drugim końcu świata”. Teraz jednak wszyscy mówili o nowej rosyjskiej ofensywie rozpoczętej z przyczółka pod Baranowem, leżącego ponad trzysta kilometrów dalej na wschód. Jak podano w komunikacie niemieckich sił zbrojnych, radzieckie czołówki pancerne minęły już słynny klasztor na Świętym Krzyżu koło Kielc. Te wiadomości najwyraźniej zmroziły ojca Frodiena, który postanowił natychmiast wracać do Breslau.
W tamten wtorek 23 stycznia 1945 roku nastoletni Ulrich Frodien zmierzał w kierunku centrum Breslau. Od trzech dni wrocławskie dworce kolejowe były dosłownie szturmowane przez ludzi chcących wydostać się z miasta. Panikę powiększały jeszcze alarmujące komunikaty ogłaszane przez blisko tysiąc głośników ulicznych zamontowanych w stolicy Śląska przed Świętem Sportu w 1938 roku, które w następnych latach służyły do ogłaszania kolejnych triumfów Trzeciej Rzeszy. „Kobiety i dzieci mają wyjść z miasta pieszo w kierunku na Oporów i Kąty Wrocławskie” – wzywał metalicznie brzmiący głos, dodając przy tym uspokajająco – „Nie ma powodu do trwogi ani paniki”⁷. Mężczyźni mieli później dołączyć do swych rodzin. Breslau został ogłoszony _Festung_, czyli twierdzą, która miała być „broniona do ostatniego człowieka”.
Frodienowie nie zamierzali jednak w tym uczestniczyć. Matka Ulricha i jego młodszy brat Michael już wcześniej uciekli z Breslau. Ich ojciec również zamierzał do nich dołączyć i wysłał młodego kaprala do centrum, żeby sprawdził, czy jest szansa, aby wyjechać z miasta przez Dworzec Świebodzki. Ulrich wyszedł z ich komfortowego mieszkania na trzecim piętrze kamienicy przy ulicy cesarza Wilhelma, przemianowanej przez nazistów na ulicę SA , na cześć „brunatnych koszul”. Minął nasyp kolejowy pilnowany przez dwóch podstarzałych volkssturmistów uzbrojonych w pancerfausty. Przeszedł przez plac Tauentziena (ob. plac Kościuszki), mijając należący do wytwórni filmowej UFA Teatr Tauentziena, w którym mieściło się największe w mieście kino (ob. Dolnośląskie Centrum Filmowe). Wielki afisz nad wejściem reklamował wyświetlany ostatnio film _Opfergang_ („Wielkie poświęcenie”), nakręcony na kolorowej taśmie melodramat opowiadający historię syna hamburskiego polityka szalejącego z miłości do młodej kobiety. Frodien minął następnie dom handlowy Wertheima (ob. Renoma), również największy w mieście, przemianowany przez nazistów na AWAG, po odebraniu go jego żydowskim właścicielom. Przeszedł skrajem pustego placu, na którym jeszcze kilka lat wcześniej wznosiła się wrocławska Nowa Synagoga, i dotarł do fosy miejskiej, za którą mógł dojrzeć plac Zamkowy, przypominający mu tamtą lipcową niedzielę w 1938 roku. „Opanował mnie głęboki smutek i rozpacz na myśl, że być może to wszystko poszło całkiem na darmo, nasza wiara w Niemcy, nasza wiara w ideały narodowego socjalizmu, te niekończące się poświęcenia i śmierć tak wielu towarzyszy” – pisał potem we wspomnieniach. Przez chwilę się zastanawiał, czy nie zameldować się w pobliskich koszarach i zaciągnąć do pospiesznie formowanych Festungskompanien – kompanii fortecznych, do obsługi karabinów maszynowych, których członkowie byli gotowi umrzeć za swoje rodzinne miasto. Rzeczywistość jednak szybko przywołała go do porządku, zmuszając do rezygnacji z podobnych planów. W całym ciele czuł pulsujący ból ze zgruchotanego uda, zabandażowanej głowy i poranionej klatki piersiowej. Ulrich Frodien zdał sobie sprawę, że chociaż ma dopiero osiemnaście lat, jest już „wrakiem, zwyczajnie niezdolnym do realizacji jakichkolwiek fantazji na temat bohaterskiego końca”⁸.
Ulrich Frodien i jego ojciec zamierzali uciec ze stolicy Śląska, zanim wokół miasta zamknie się pierścień okrążenia. W najbliższych dniach miały umrzeć tysiące osób, które podjęły tę desperacką próbę. Kolejne tysiące polegną, usiłując wykonać zadanie obrony miasta „do ostatniego człowieka”. Obrońcy twierdzy mieli dotrzymać danego słowa. _Festung_ Breslau będzie się bronić dłużej niż Królewiec, dłużej niż Gdańsk, dłużej niż Wiedeń, a nawet dłużej niż sama stolica Trzeciej Rzeszy. Jednak Breslau i jego mieszkańcy mieli zapłacić straszliwą cenę za swój nieustępliwy upór. Co najmniej 6 tysięcy żołnierzy broniących nadodrzańskiej twierdzy poległo, a blisko 23 tysiące zostało rannych. Liczba ofiar wśród cywilów była jeszcze większa. Być może zginęło ich nawet 80 tysięcy. Miasto, które znali, w którym dorastali, miasto, w którym fetowali Hitlera i jego klikę, miasto, które do 1945 roku było praktycznie nietknięte przez wojnę, przestało istnieć. Dwie trzecie przemysłu uległo zniszczeniu. Siedem na dziesięć szkół średnich legło w gruzach. Dwa na trzy budynki w mieście nie nadawały się do zamieszkania. Blisko trzysta kilometrów ulic i dróg było nieprzejezdnych – pokrywało je ponad 8 milionów metrów sześciennych gruzu i popiołu. Osiemdziesiąt procent linii kolejowych i tramwajowych było zniszczonych. Wszystkie linie elektryczne i siedemdziesiąt procent linii telefonicznych było zerwanych.
Koniec wojny nie przyniósł jednak wybawienia. Niemieccy mieszkańcy Breslau mieli być wypędzeni ze swoich domów, wypędzeni ze swego miasta i wywiezieni na zachód. Ich miasto miało się ponownie odrodzić, jednak odbudowane nie przez Niemców, ale przez Polaków, już nie jako Breslau, lecz Wrocław.
Taka była cena, jaką zapłaciła ostatnia twierdza Hitlera.
1.
Gmach przy ulicy Krupniczej był siedzibą prowincjonalnego Sejmu Śląskiego do 1897 r., dwa lata później budynek ten stał się siedzibą Śląskiego Muzeum Rzemiosła Artystycznego i Starożytności, które funkcjonowało tam aż do 1945 r. Gmach został wysadzony w powietrze w czasie oblężenia _Festung_ Breslau i obecnie nie istnieje. W tym miejscu budowane jest Narodowe Forum Muzyki (przyp. tłum.).Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki
1.
„Völkischer Beobachter” z 27 lipca 1938 r.
2.
J. Goebbels, _Die Tagebücher von Joseph Goebbels 1923–1945_, Bd. 1–24, München 1993–1996, wpis z 23 kwietnia 1938 r. .
3.
„Völkischer Beobachter” z 26 lipca 1938 r.
4.
_Breslau: Bekenntnis zu Deutschland. Ein Bildbericht vom 1 Deutschen Turn- und Sportfest 1938_, (red. Oskar Lukas), Selb/Asch 1938.
5.
„Völkischer Beobachter” z 30 sierpnia 1938 r.; J. Goebbels, _Die Tagebücher_, wpis z 30 lipca 1938 roku.
6.
U. Frodien, _Bleib übrig: Eine Kriegsjugend in Deutschland_, München 2004, s. 134–137; J. Goebbels, _Die Tagebücher_, wpis z 1 sierpnia 1938 r.; „Völkischer Beobachter” z 1 sierpnia 1938 r.
7.
_Breslauer Apokalypse 1945: Dokumentarchronik vom Todeskampf und Untergang einer Deutschen Stadt und Festung am Ende des zweiten Weltkrieges, Bd. 1. Einführung in das Gesamtwerk_, , Wedel 1986, s. 204.
8.
U. Frodien, op. cit., s. 134, 138.
9.
P. Bannert, _Meine Jugend in Sowjetlagern 1945–1949_, Berlin 2006, s. 54–57.
10.
Tekst przemówienia noworocznego Hitlera u Goebbelsów na podstawie relacji Wilfreda von Ovena zob. W. von Oven, _Finale Furioso: Mit Goebbels bis zum Ende_, Tübingen 1974, wpis z 31 grudnia 1944 r. Por. J. Goebbels, _Die Tagebücher_, wpis z 31 grudnia 1944 i 1 stycznia 1945 r.; „Schlesische Tageszeitung” z 2 stycznia 1945 r.
11.
_Führer durch das Deutsches Turn- und Sportfest Breslau 1938_, s. 9.
12.
N. Davies, R. Moorhouse, _Microcosm: Portrait of a Central European City_, London 2003, s. 263 .
13.
Cyt. za: N. Davies, R. Moorhouse, _Microcosm_, s. 327.
14.
_Meine Heimat Schlesien: Erinnerungen_, (red. Herbert Hupka), Augsburg 1989, s. 63.
15.
G. Thum, _Die fremde Stadt: Breslau nach 1945_, München 2006, s. 351 .
16.
U. Frodien, _Bleib übrig_, s. 142.
17.
Ibidem, s. 192–193.
18.
„Schlesische Tageszeitung” z 12 marca 1933 r.
19.
J. Goebbels, _Die Tagebücher_, wpis z 1 sierpnia 1937 r.
20.
„Völkischer Beobachter” z 28 września 1936 r.
21.
W. Cohn, _Kein Recht, nirgends: Tagebuch vom Untergang des Breslauer Judentums 1933–1941_, Köln 2007, wpis z 27 września 1936 r. .
22.
U. Frodien, _Bleib übrig_, s. 133.
23.
A. Ascher, _A Community under Siege: The Jews of Breslau under Nazism_, Stanford 2007, s. 170 ; W. Tausk, _Breslauer Tagebuch 1933–1940_, Berlin 1975, s. 182, 192 ; W. Cohn, _Kein Recht, nirgends_, wpis z 10 listopada 1938 r.; „Schlesische Tageszeitung” z 11 listopada 1938 r.; U. Frodien, _Bleib übrig_, s. 132–134.
24.
_Mir bleibt mein lied: Schlesisches Lesebuch_, (red. Ursula Höntsch), München 1995, s. 304.
25.
J. Konrad, _Als letzter Stadtdekan von Breslau_, Ulm 1963, s. 7–8.
26.
_Meine Heimat Schlesien: Erinnerungen_, s. 146.
27.
W. Cohn, _Kein Recht, nirgends_, wpisy z 28 i 31 sierpnia 1939 r.; W. Tausk, _Breslauer Tagebuch_, s. 227–228 (wyd. pol., s. 227).
28.
H. Felber, _Tagebuch_, wpis z 1 września 1939 r., Bundesarchiv-Militärarchiv RH20–8/1.
29.
U. Frodien, _Bleib übrig_, s. 95–96.
30.
Ch. Hartmann, _Wehrmacht im Ostkrieg: Front und militärisches Hinterland 1941/42_, München 2009, s. 131.
31.
P. Bannert, _Meine Jugend in Sowjetlagern_, s. 28.
32.
H.E. Henkel, _Breslau: Flucht und Wiederbegegnung_, Berlin 1996, s. 77–78.
33.
U. Frodien, _Bleib übrig_, s. 165.
34.
W. Cohn, _Kein Recht, nirgends_, wpis z 13 sierpnia 1940 r.
35.
Ibidem, wpis z 14 listopada 1938 r.
36.
N. Davies, R. Moorhouse, _Microcosm_, s. 393.
37.
Meldunki SD z 20 września i 16 grudnia 1943 r.
38.
N. Davies, R. Moorhouse, _Microcosm_, s. 389; _The Trial of German Major War Criminals,_ vol. 15, London 1946, s. 202; „Völkischer Beobachter” z 29 sierpnia 1944 r.
39.
Meldunki SD z 29 kwietnia i 2 września 1943 r.
40.
U. Frodien, _Bleib übrig_, s. 98–99.
41.
Meldunek SD z 6 stycznia 1944 r.
42.
Ibidem, 13 grudnia 1943 r.
43.
„Schlesische Zeitung” z 31 lipca 1944 r. i „Schlesische Tageszeitung” z 31 lipca 1944 r.
44.
Herbert Rühlemann, _Father Tells Daughter_, Imperial War Museum 02/23/1; N. Davies, R. Moorhouse, _Microcosm_, s. 387–388, 400–401; B.B. Ferencz, _Less than Slaves: Jewish Forced Labor and the Quest for Compensation_, Bloomington 2002, s. 151.
45.
_The Trial of German Major War Criminals_, vol. 9, s. 964–966.
46.
Ibidem, s. 1422; William Manchester, _The Arms of Krupp_, London 1969, 574–581 .
47.
Meldunek SD z 21 lutego 1944 r.
48.
Po przemówieniu wyraźnie zadowolony z siebie Goebbels zanotował w swoim dzienniku: „Pomimo powagi chwili, wierzę, że moje notowania wśród szerokich mas pozostają jak zawsze wysokie”. Treść przemówienia, zob. „Völkischer Beobachter” z 9 lipca 1944 r.; J. Goebbels, _Die Tagebücher_, wpis z 8–9 lipca 1944 r.; W. von Oven, _Finale Furioso_, wpis z 9 lipca 1944 r. Z kolei ostatnia wizyta Hitlera w Breslau w listopadzie 1943 roku – w tej samej hali – była utrzymywana w tajemnicy i dopiero kilka dni później poinformowano o niej opinię publiczną. Führer wygłosił przemówienie do kilku tysięcy kandydatów na oficerów. Zwykle to wydarzenie odbywało się w berlińskim Sportpalast, ale z powodu alianckich nalotów na stolicę Rzeszy przeniesiono je do wrocławskiej Hali Stulecia.
49.
„Schlesische Tageszeitung” z 12 maja 1944 r.
50.
Por. „Schlesische Zeitung” z 31 lipca 1944 r.; „Schlesische Tageszeitung” z 12 maja 1944 r.; H.-J. Terp, _Für ’n Sechser Fett auf zwei Semmeln_, Görlitz 2005, s. 72.
51.
„Schlesische Zeitung” z 31 lipca 1944 r.
52.
„Schlesische Tageszeitung” z 31 lipca 1944 r.
53.
FO 898/187, s. 600, National Archives, Kew.
54.
Meldunek SD z 7 sierpnia 1944 r.
55.
„Schlesische Tageszeitung” z 30 lipca 1944 r.
56.
H. von Ahlfen, _Der Kampf um Schlesien_, Stuttgart 1998, s. 71 .