Facebook - konwersja
Przeczytaj fragment on-line
Darmowy fragment

Ostatnia twierdza Hitlera. Breslau 1945 - ebook

Wydawnictwo:
Tłumacz:
Seria:
Format:
EPUB
Data wydania:
21 lipca 2021
Produkt chwilowo niedostępny

Ostatnia twierdza Hitlera. Breslau 1945 - ebook

W styczniu 1945 roku Armia Czerwona ze straszliwą furią przystąpiła do długo oczekiwanego ostatecznego ataku na Rzeszę. Breslau, stolica Śląska, stawił jednak zacięty opór i został ogłoszony przez Hitlera „twierdzą”.

W styczniu 1945 roku Armia Czerwona ze straszliwą furią przystąpiła do długo oczekiwanego ostatecznego ataku na Rzeszę, zdobywając kolejne tereny i wielkie miasta okupowanej Polski oraz wschodnich Niemiec. Breslau, stolica Śląska, liczący przed wojną 600 tysięcy mieszkańców, stawił jednak zacięty opór i został ogłoszony przez Hitlera „twierdzą”.

Rozgorzały niezwykle zaciekłe walki o miasto. Armia Czerwona okrążyła Breslau i szturmowała zaciekle, usiłując zmusić obrońców do kapitulacji. Przywódcy nazistowscy starali się podtrzymać opór zdziesiątkowanych wojsk niemieckich oraz zachować porządek w oblężonym mieście. Załoga twierdzy, zaopatrywana nocami z powietrza, przez cztery miesiące opierała się atakom przeważających sił radzieckich. Breslau bronił się cztery dni dłużej niż Berlin i skapitulował dopiero 6 maja 1945 roku, ale cena tej bitwy była przerażająca. Nadodrzańska metropolia została zniszczona niemal w 70 procentach, a 25 tysięcy niemieckich żołnierzy i cywilów zginęło.

Zdobyte miasto czekał srogi odwet ze strony zwycięskich wojsk. To, co nie uległo zniszczeniu w czasie oblężenia, zostało zrabowane, kobiety były masowo gwałcone, a po zakończeniu wojny wszyscy niemieccy mieszkańcy zostali wysiedleni i na ich miejsce osiedlili się we Wrocławiu Polacy, głównie repatrianci z Kresów.

Ostatnia twierdza Hitlera powstała na podstawie skrupulatnych badań ogromnej liczby oficjalnych dokumentów, gazet, listów i dzienników oraz wstrząsających relacji świadków.

Kategoria: Historia
Zabezpieczenie: Watermark
Watermark
Watermarkowanie polega na znakowaniu plików wewnątrz treści, dzięki czemu możliwe jest rozpoznanie unikatowej licencji transakcyjnej Użytkownika. E-książki zabezpieczone watermarkiem można odczytywać na wszystkich urządzeniach odtwarzających wybrany format (czytniki, tablety, smartfony). Nie ma również ograniczeń liczby licencji oraz istnieje możliwość swobodnego przenoszenia plików między urządzeniami. Pliki z watermarkiem są kompatybilne z popularnymi programami do odczytywania ebooków, jak np. Calibre oraz aplikacjami na urządzenia mobilne na takie platformy jak iOS oraz Android.
ISBN: 978-83-8188-857-8
Rozmiar pliku: 15 MB

FRAGMENT KSIĄŻKI

Wpro­wa­dze­nie

Wybierz­cie się któ­re­goś let­niego dnia na spa­cer ulicą Marii Curie-Skło­dow­skiej we Wro­cła­wiu. Nowo­cze­sne auto­busy prze­gu­bowe z ekra­nami tele­wi­zyj­nymi i elek­tro­nicz­nymi bile­to­ma­tami wal­czą o miej­sce na nad­rzecz­nym bul­wa­rze ze star­szymi żół­tymi auto­bu­sami i tram­wa­jami, które w regu­lar­nych odstę­pach prze­ta­czają się na osi wschód–zachód. Po mniej wię­cej dzie­się­ciu minu­tach dotrze­cie do mostu Zwie­rzy­niec­kiego roz­pię­tego ponad jed­nym z nie­zli­czo­nych kana­łów Odry. Ten most stoi tu od 1897 roku – do dzi­siaj można na nim dostrzec inskryp­cję na cześć jego budow­ni­czych, któ­rzy poświę­cili dwa lata na jego posta­wie­nie. Ale tak jak wszyst­kie ślady nie­miec­kiej prze­szło­ści mia­sta, tabliczka umiesz­czona kie­dyś ponad tą datą znik­nęła. Znacz­nie trud­niej było zatrzeć ślady toczą­cej się tutaj przed laty bitwy, gdyż podob­nie jak wiele innych wro­cław­skich mostów także ten nosi liczne ślady po poci­skach wystrze­lo­nych wio­sną 1945 roku. Po przej­ściu przez most znaj­dzie­cie się w dziel­nicy peł­nej alei wysa­dza­nych drze­wami. Ulica Marii Curie-Skło­dow­skiej prze­cho­dzi w ulicę Zyg­munta Wró­blew­skiego – to już czwarta nazwa, jaką nosiła ta ulica w ciągu minio­nego stu­le­cia. Po pra­wej stro­nie będzie­cie mieli ogród zoo­lo­giczny, a po lewej – ulicę Adama Mic­kie­wi­cza. Po przej­ściu kolej­nych stu pięćdzie­się­ciu metrów ujrzy­cie aleję pro­wa­dzącą do jed­nej z pere­łek archi­tek­to­nicz­nych Wro­cła­wia: Hali Stu­le­cia, czyli impo­nu­ją­cego kolo­seum z betonu i stali zbu­do­wa­nego przez słyn­nego Maxa Berga w 1913 roku, z oka­zji set­nej rocz­nicy wyzwo­le­nia Nie­miec od napo­le­oń­skiego jarzma. Dwa rzędy wyso­kich kolumn pro­wa­dzą do nie­wiel­kiego skweru, nad któ­rym góruje gigan­tyczna meta­lowa Iglica wznie­siona w 1948 roku dla uczcze­nia „powrotu Ślą­ska do macie­rzy”. Po lewej znaj­duje się Pawi­lon Czte­rech Kopuł, w któ­rym od 1952 roku mie­ści się sie­dziba Wytwórni Fil­mów Fabu­lar­nych¹. Przed budyn­kiem wzno­szą się cztery beto­nowe moder­ni­styczne posągi. Wej­ścia są okra­to­wane, a drzwi pokry­wają graf­fiti. Popę­kana posadzka por­tyku jest usiana zeschłymi liśćmi, nie­do­pał­kami, wyrzu­co­nymi opa­ko­wa­niami po sło­dy­czach i innymi śmie­ciami. Na jed­nym końcu tego naj­wy­raź­niej zapo­mnia­nego por­tyku znaj­duje się zacho­wana w raczej kiep­skim sta­nie ogromna tablica pamiąt­kowa ku czci pol­skiego żoł­nie­rza, który u boku Armii Czer­wo­nej prze­szedł w latach 1944–1945 szlak bojowy ze wschodu na zachód od Bugu i Wisły przez zbu­rzoną War­szawę, Pomo­rze, przez Odrę i Nysę aż do Ber­lina. Odwróć­cie się o sto osiem­dzie­siąt stopni, a znaj­dzie­cie kolejną ogromną kamienną inskryp­cję, a nad nią hełm z czer­woną gwiazdą w wieńcu lau­ro­wym, poszczer­biony i odbar­wiony po ponad sześć­dzie­się­ciu latach oddzia­ły­wa­nia na niego warun­ków atmos­fe­rycz­nych. Poni­żej znaj­duje się praw­dziwa lita­nia zwy­cięstw Armii Czer­wo­nej, m.in. Moskwa, Sta­lin­grad, Kursk, Lenin­grad, Don, Dniepr, Mińsk, War­szawa, Buda­peszt, Buka­reszt, Bel­grad, Wie­deń, Praga i Ber­lin oraz nazwa tego mia­sta – Wro­cław. Podob­nie jak każdy pomnik, cmen­tarz woj­skowy czy grób poświę­cony pole­głym w 1945 roku, rów­nież te gigan­tyczne tablice pamiąt­kowe przed Halą Stu­le­cia wydają się roz­sy­py­wać, chy­lić ku upad­kowi, zaro­śnięte chwa­stami, nie­ko­chane i zapo­mniane.

Nie­gdyś w tym mie­ście sza­lała strasz­liwa bitwa. Oblę­że­nie Bre­slau – jak wtedy nazy­wało się to mia­sto – trwało dłu­żej niż walki o któ­re­kol­wiek mia­sto bro­nione przez Niem­ców w 1945 roku. To mia­sto znaj­do­wało się w okrą­że­niu dłu­żej niż Ber­lin (dzie­sięć dni), Buda­peszt (sześć­dzie­siąt dni), a nawet Sta­lin­grad (sie­dem­dzie­siąt trzy dni). W tej bitwie wszelki wysi­łek obroń­ców poszedł jed­nak na marne. Nie osią­gnęli bowiem niczego poza tym, że mia­sto, które jesz­cze na początku 1945 roku było nie­mal nie­tknięte przez wojnę, do czasu kapi­tu­la­cji w dniu 6 maja zamie­niło się w morze ruin. Znisz­cze­nia w Bre­slau były więk­sze niż w Ber­linie, więk­sze niż w Dreź­nie, sta­no­wią­cym prze­cież syno­nim znisz­cze­nia w cza­sie dru­giej wojny świa­to­wej, i równe tym w Ham­burgu, kolej­nej metro­po­lii nie­mal zrów­na­nej z zie­mią przez alianc­kie bom­bowce². W nie­cały tydzień co naj­mniej 18 tysięcy miesz­kań­ców Bre­slau zmarło, podej­mu­jąc w środku sro­giej zimy próbę ucieczki z mia­sta przed nacie­ra­jącą Armią Czer­woną. Kolejne 25 tysięcy ludzi – żoł­nie­rzy, cywi­lów, cudzo­ziem­skich robot­ni­ków przy­mu­so­wych i więź­niów – zgi­nęło w cza­sie trwa­ją­cych dwa­na­ście tygo­dni walk o mia­sto. Ta histo­ria i cier­pie­nia miesz­kań­ców nie skoń­czyły się jed­nak wraz z kapi­tu­la­cją twier­dzy. Oca­la­łych Niem­ców cze­kał gorzki los: żoł­nie­rzy – wędrówka do obo­zów jeniec­kich w głąb Związku Radziec­kiego; cywi­lów – gwałty, rabunki, głód i w końcu wysie­dle­nie z ich ojczy­stej ziemi, gdy Śląsk ponow­nie stał się pol­ski, a Bre­slau stał się Wro­cła­wiem. Dla przy­by­wa­ją­cych na te zie­mie pol­skich osad­ni­ków, z któ­rych wielu, podob­nie jak Niemcy, utra­ciło wła­sne domy na Wscho­dzie, roz­po­czy­nały się dłu­gie dzie­się­cio­le­cia trudu i znoju przy odbu­do­wie sto­licy Ślą­ska.

Tym ostat­nim się jed­nak udało. Dzi­siaj Wro­cław znowu jest kwit­ną­cym mia­stem, czwar­tym pod wzglę­dem liczby miesz­kań­ców w Pol­sce, ślady wojny w więk­szo­ści zostały zatarte, a zabu­dowa pod­nie­siona z ruin lub odno­wiona. Obec­nie jest to silny ośro­dek aka­de­micki, cen­trum pol­skiego prze­my­słu elek­tro­nicz­nego i kole­jo­wego, ośro­dek ban­kowo-finan­sowy i atrak­cja tury­styczna odwie­dzana co roku przez tysiące tury­stów. Więk­szość z tych gości nie wie, że kil­ka­dzie­siąt lat wcze­śniej w tym miej­scu toczyła się zacie­kła bitwa.

Uczest­nicy tych zma­gań nie byli co prawda tak zna­czący jak w przy­padku szturmu Ber­lina, stawka nie była tak wysoka jak w Sta­lin­gra­dzie, cier­pie­nia miesz­kań­ców nie trwały tak długo jak w Lenin­gra­dzie, ale oblę­że­nie Bre­slau sta­no­wiło prze­ra­ża­jący i praw­dzi­wie poru­sza­jący dra­mat. Przez wzgląd na uczest­ni­czą­cych w nim ludzi, nie­za­leż­nie od ich naro­do­wo­ści, ta histo­ria zasłu­guje na to, żeby ją opo­wie­dzieć.

Gosport, listo­pad 2010

1.

W dniu 9 listo­pada 2011 roku Wytwór­nia Fil­mów Fabu­lar­nych we Wro­cła­wiu zakoń­czyła swoją dzia­łal­ność i została prze­kształ­cona w Cen­trum Tech­no­lo­gii Audio­wi­zu­al­nych (CeTA) (przyp. tłum.).

2.

W cza­sie wojny mniej wię­cej co piąty budy­nek w Ber­li­nie został znisz­czony; w Dreź­nie ten odse­tek był dwu­krot­nie wyż­szy; w Ham­burgu i Wro­cła­wiu dwie trze­cie budyn­ków nie nada­wało się do zamiesz­ka­nia; w cen­trum Akwi­zgranu znisz­cze­niu ule­gło cztery na pięć budyn­ków; sza­cuje się, że w Kolo­nii dzie­więć­dzie­siąt pięć pro­cent sta­rówki prze­stało ist­nieć.Podzię­ko­wa­nia

Nie spo­sób pod­jąć się bada­nia histo­rii oblę­że­nia Bre­slau bez zapo­zna­nia się z dwoma fun­da­men­tal­nymi opra­co­wa­niami histo­rycz­nymi poświę­co­nymi temu tema­towi. Monu­men­talna _Bre­slauer Apo­ka­lypse_ pod redak­cją Hor­sta Gle­issa wraz z zamiesz­czo­nymi w niej tysią­cami doku­men­tów i rela­cji uczest­ni­ków wyda­rzeń sta­nowi wyjąt­kowe osią­gnię­cie w histo­rio­gra­fii dru­giej wojny świa­to­wej; zawarte w niej mate­riały stały się krę­go­słu­pem niniej­szej książki. Z kolei książka _Mikro­ko­smos_ pióra Nor­mana Daviesa i Rogera Moor­ho­use’a sta­nowi wspa­niałą histo­rię Bre­slau/Wro­cła­wia, zrów­no­wa­żoną i bar­dzo poucza­jącą. Jan-Hen­drik Wen­dler zasłu­guje na szcze­gólne wyróż­nie­nie za udo­stęp­nie­nie mi doku­men­tów doty­czą­cych Grupy Armii Schörnera i dzie­jów mniej zna­nych jed­no­stek nie­miec­kich. Ponadto per­so­nel nie­miec­kiego Archi­wum Fede­ral­nego we Fry­burgu Bry­zgo­wij­skim jak zwy­kle oka­zał się niezwy­kle się pomocny, podob­nie jak pra­cow­nicy Wydziału Doku­men­tów w lon­dyń­skim Impe­rial War Museum; Public Record Office w Kew; jak rów­nież biblio­tek: uni­wer­sy­te­tów w Not­tin­gham, Man­che­ste­rze, Sus­sex, Por­ts­mouth i War­wick oraz biblio­tek w Lan­ca­shire, Por­ts­mouth i Not­tin­ghamshire, a ponadto biblio­tek publicz­nych w Nowym Jorku oraz Bri­tish New­spa­per Library. Chciał­bym rów­nież podzię­ko­wać: Jaso­nowi Pipe­sowi i jego kole­gom z www.feld­grau.net; Micha­elowi Mil­le­rowi za pomoc w uzy­ska­niu infor­ma­cji na temat życio­rysu Karla Han­kego; Howar­dowi Davie­sowi za jego nie­oce­nioną zna­jo­mość języka nie­miec­kiego; Mat­towi Abich­towi za udo­stęp­nie­nie rzad­kich zdjęć lot­ni­czych pola bitwy; Andy’emu Brady’emu za mapki; oraz Tomowi Houli­ha­nowi, Bil­lowi Rus­sowi, Yanowi Man­nowi, Dar­re­nowi Bec­kowi za korektę, rady i od czasu do czasu wspar­cie moralne. Dzięki nim ta książka wiele zyskała. Za wszel­kie błędy biorę odpo­wie­dzial­ność wyłącz­nie na sie­bie.Mapy

MAPA 1

1. Kościół św. Krzyża
2. Kate­dra
3. Wyspa Pia­sek
4. Kościół na Pia­sku
5. Uni­wer­sy­tet
6. Odra
7. Kościół św. Elż­biety
8. Nad­pre­zy­dium Pro­win­cji Ślą­skiej (sie­dziba gau­le­itera Han­kego)
9. Kasa Oszczęd­no­ściowa
10. Rynek
11. Ratusz
12. Kościół św. Marii Mag­da­leny
13. Dwo­rzec Świe­bodzki
14. Fosa miej­ska
15. Plac Zam­kowy (ob. plac Wol­no­ści)
16. Kościół św. Doroty
17. Teatr Miej­ski (ob. Opera)
18. Wzgó­rze Lie­bi­cha (ob. Wzgó­rze Par­ty­zan­tów) (dowódz­two obrony mia­sta)
19. Plac Tau­ent­ziena (ob. plac Kościuszki)
20. Dwo­rzec Główny
21. Kościół św. Mau­ry­cego (para­fia Paula Peikerta)
22. Most Les­singa (ob. most Pokoju)

MAPA 2

MAPA 3

1. Ulrich Fro­dien / Doma­no­wice
2. Peter Ban­nert
3. Her­bert Rühlemann / zakłady Rhe­in­me­tall
4. I-Werk 41
5. Hugo Har­tung / lot­ni­sko na Stra­cho­wi­cach
6. Marsz śmierci z Kątów Wro­cław­skich / Vera Eckle / Lucia Kusche / Frau Hanisch
7. Zakłady Frie­drich Krupp-Ber­tha Werke
8. Prze­mó­wie­nie Karla Han­kego z sierp­nia 1944 roku

MAPA 4

1. Otto Roth­ku­gel
2. Eber­hard Hen­kel
3. Horst Gle­iss
4. Paul Peikert
5. Rodzina Ozan­nów
6. Ulrich Fro­dien

H1 Bun­kier przy placu Strze­gom­skim

H2 Bun­kier przy ulicy Ołbiń­skiej

MAPA 5

1. Karl Heinz Wol­ter
2. Hen­drik Ver­ton
3. Günther Ten­schert / Kurt Awe
4. Hugo Har­tung / lot­ni­sko na Stra­cho­wi­cach
5. Hans Got­twald / Opo­rów
6. Wol­fgang Chutsch / Jaro­sła­wice

MAPA 6

1. Kapi­tan Heinz / Brzeg Dolny
2. Paul Arn­hold
3. Hen­drik Ver­ton / Günther Ten­schert
4. Wer­ner Zil­lich / Bro­chów
5. Doma­sław – pier­ścień okrą­że­nia zaci­ska się w tym miej­scu 13 lutego

MAPA 7

1. Anne­lies Matusz­czyk / Dwo­rzec Świe­bodzki
2. Her­bert Kra­eker / ogród zoo­lo­giczny
3. Artur Axmann / szkoła im. Die­tri­cha Eckarta
4. Peter Ban­nert / Park Połu­dniowy
5. Wasi­lij Mali­nin / Krzyki

MAPA 8

1. Maria Lan­gner / wię­zie­nie przy ulicy Klecz­kow­skiej
2. Horst Gle­iss / Dwo­rzec Nad­odrze
3. Hans Got­twald / ulica Ołbiń­ska
4. Pociąg pan­cerny „Pörsel”
5. Georg Haas / plac Strze­gom­ski
6. Obóz pracy przy­mu­so­wej przy ulicy Clau­se­witza (ob. ulica Hauke-Bosaka)
7. Gwiazda Szczyt­nicka (ob. plac Grun­waldzki – Rondo Reagana) / lot­ni­sko, z któ­rego odle­ciał Hanke
8. Her­mann Nowack / ulica Borow­ska
9. „Naroż­nik Hitler­ju­gend”
10. Rudi Chri­stoph / Rein­hard Paf­frath

MAPA 9

1. Leo Hart­mann / Park Zachodni
2. Max Baselt / Ślą­ski Zakład Kształ­ce­nia Nie­wi­do­mych
3. Peter Ban­nert / Rudi Chri­stoph / Gądów Mały
4. Willy Mer­kert / rzeź­nia miej­ska
5. Horst Gle­iss / ulica Bel­l­ta­fel (ob. ulica Biskupa Toma­sza)
6. Wil­helm Saffe / plac Ben­dera (ob. plac Sta­szica)
7. Hans Got­twald / ulica Ołbiń­ska
8. Hugo Har­tung / plac św. Macieja
9. Frie­drich Grie­ger / wyspa Pia­sek
10. Wal­ter Las­sman / Ostrów Tum­ski
11. Klaus Franke / zakłady Linke-Hof­mann (póź­niej­szy Pafa­wag)
12. Gustav Paneck / plac Strze­gom­ski
13. Ger­trud Has­sen­bach / plac św. Mau­ry­cego (ob. plac Wró­blew­skiego)
14. Georg Haas / ulica Klasz­torna (ob. ulica Trau­gutta)

MAPA 10

1. Horst Gle­iss / plac Ben­dera (ob. plac Sta­szica)
2. Horst Vieth / ulica Fry­de­ryka Karola (ob. ulica Ino­wro­cław­ska)
3. Kwa­tera główna Nie­hoffa / wyspa Pia­sek
4. Kościół św. Marii Mag­da­leny
5. Hen­drik Ver­ton / hotel Mono­pol
6. Peter Ban­nert / Dwo­rzec Główny
7. Kwa­tera główna Głuz­dow­skiego / Villa Colo­nia

MAPA 11

1. Pierw­sza sie­dziba pol­skiej admi­ni­stra­cji / ulica Blüchera (ob. Ponia­tow­skiego)
2. „Sza­ber­plac” / plac Grun­waldzki
3. Joanna Kono­piń­ska / ulica Kra­sno­lud­ków (ob. Roda­kow­skiego)
4. Cmen­tarz żoł­nie­rzy Armii Czer­wo­nej na Skow­ro­niej Górze
5. Cmen­tarz ofi­ce­rów Armii Czer­wo­nejPRO­LOG

Plac

_Wyda­wało się zawsze, że front jest gdzieś na dru­gim końcu świata._

kapral Ulrich Fro­dien

Najpierw poja­wiły się poczty sztan­da­rowe. Ich człon­ko­wie, podob­nie jak wszy­scy uczest­nicy tego zgro­ma­dze­nia liczą­cego bli­sko 150 tysięcy osób, wstaw­szy wcze­śnie tego nie­dziel­nego poranka wraz z pierw­szymi pro­mie­niami wscho­dzą­cego słońca, gro­ma­dzili się na uli­cach i pla­cach w całym mie­ście. W pół­noc­nym sze­regu usta­wili się męż­czyźni i kobiety z Bawa­rii, Wir­tem­ber­gii i Prus Wschod­nich oraz miej­scowi ze Ślą­ska. Na wscho­dzie chłopcy z Hitler­ju­gend i dziew­częta z kobie­cego odpo­wied­nika tej orga­ni­za­cji Bund Deut­scher Mädel (Zwią­zek Dziew­cząt Nie­miec­kich) sta­nęli obok volks­deut­schów z cze­skiego Kraju Sude­tów. Po połu­dnio­wej stro­nie zna­leźli się spor­towcy z Fran­ko­nii i „Mar­chii Wschod­niej”, jak nazy­wano Austrię, która nie­dawno została anek­to­wana przez Wielką Rze­szę Nie­miecką. Ber­liń­czycy wysoko dzier­żyli herb swego mia­sta przed­sta­wia­jący niedź­wie­dzia. Gdańsz­cza­nie trzy­mali tar­cze. Widać było czer­wone pro­porce Reichs­bund für Leibesübungen (Związku Wycho­wa­nia Fizycz­nego Rze­szy) – nazi­stow­skiej orga­ni­za­cji sportu maso­wego oraz czarno-czer­wone sztan­dary Niem­ców sudec­kich. Lek­ko­atleci z pół­noc­nych Nie­miec ubrani w czer­wone koszulki i białe spodenki masze­ro­wali, ści­ska­jąc w gar­ści swoje obu­wie spor­towe. Obecni byli volks­deut­sche z Rumu­nii, męż­czyźni w bia­łych hafto­wa­nych koszu­lach, kobiety w jaskra­wych sukien­kach i z dłu­gimi wstąż­kami wple­cio­nymi we włosy, nie­śli barwne bukiety polnych kwia­tów. Męż­czyźni ze służby pracy Reich­sar­be­its­dienst masze­ro­wali z łopa­tami na ramie­niu.

Huk wystrza­łów z trzech dział poniósł się echem po wysy­pa­nym pia­skiem placu ape­lo­wym na znak, aby tysiące uczest­ni­ków zgro­ma­dze­nia zajęły swoje miej­sca sie­dzące na wyso­kich na ponad dwa­dzie­ścia metrów pro­wi­zo­rycz­nych try­bu­nach wznie­sio­nych na placu Zam­ko­wym (ob. plac Wol­no­ści). Długi na ponad trzy­sta metrów plac po swo­jej węż­szej, zachod­niej stro­nie zamy­kał gmach daw­nej sie­dziby Sejmu Ślą­skiego¹, na połu­dniu rząd drzew sto­ją­cych nad starą fosą miej­ską, a po wschod­niej, szer­szej stro­nie – liczący sobie wów­czas dzie­więć­dzie­siąt sie­dem lat Teatr Miej­ski (ob. Opera Wro­cław­ska), w któ­rym od tygo­dnia wysta­wiano dzieła Lor­kinga i Wagnera. Pół­nocny skraj placu wyzna­czał budy­nek, któ­remu to miej­sce zawdzię­czało swoją nazwę – Zamek, czyli Pałac Kró­lew­ski (ob. Muzeum Miej­skie Wro­cła­wia). Za dosyć surową kamienną fasadą znaj­do­wały się pełne prze­py­chu wnę­trza – piękne roko­kowe sale i wielka sala balowa ze wspa­nia­łymi żyran­do­lami. Król pru­ski Fry­de­ryk Wielki stwo­rzył tutaj biblio­tekę, któ­rej zasoby mogły rywa­li­zo­wać z księ­go­zbio­rem pałacu Sans­so­uci w Pocz­da­mie, stąd rzą­dził, tutaj roz­my­ślał i kom­po­no­wał muzykę. To tutaj Fry­de­ryk Wil­helm III wrę­czył pierw­szy Krzyż Żela­zny i wydał legen­darny apel _An mein Volk_ („Do mojego ludu”), wzy­wa­jąc Pru­sa­ków do zrzu­ce­nia napo­le­oń­skiego jarzma. „Nie ma innego wyj­ścia niż hono­rowy pokój albo pełen chwały upa­dek” – oznaj­mił pru­ski król swoim pod­da­nym.

Dzi­siaj jed­nak na placu Zam­ko­wym nie miało być żad­nych prze­mó­wień ani apeli, tylko sta­ran­nie wyre­ży­se­ro­wana parada z udzia­łem bli­sko 150 tysięcy spor­tow­ców uczest­ni­czą­cych w trwa­ją­cym przez tydzień Świę­cie Nie­miec­kiej Gim­na­styki i Sportu (_Deut­sche Turn und Spor­t­fest_), które osią­gnęło wła­śnie punkt kul­mi­na­cyjny. Codzien­nie od siód­mej rano pra­wie do dzie­sią­tej wie­czo­rem spor­towcy obojga płci z każ­dego _Gau_, czyli okręgu Rze­szy, sta­wali w szranki na roz­le­głym kom­plek­sie Sta­dionu Olim­pij­skiego. Skła­dał się on z boisk do piłki noż­nej i hokeja na tra­wie, bieżni lek­ko­atle­tycz­nych, kor­tów teni­so­wych, rin­gów bok­ser­skich, base­nów pły­wac­kich oraz wiel­kiego sta­dionu z obszer­nymi try­bu­nami, wybu­do­wa­nego dekadę wcze­śniej pięć kilo­me­trów na wschód od cen­trum mia­sta i nie­dawno prze­mia­no­wa­nego na Her­mann Göring Spor­t­feld. W sprin­cie na sto metrów wbrew wcze­śniejszym prze­wi­dy­wa­niom wygrał Gerd Horn­ber­ger, prze­kra­cza­jąc metę z cza­sem dzie­się­ciu i pół sekundy, mini­mal­nie wyprze­dziw­szy swego kolegę klu­bo­wego z Ein­trachtu Frank­furt Man­freda Ker­scha oraz trzy­dzie­sto­trzy­let­niego fawo­ryta tej kon­ku­ren­cji Eri­cha Borch­mey­era, który wygrał cztery z pię­ciu ostat­nich mistrzostw Nie­miec. W kon­ku­ren­cjach kobie­cych Käthe Krauss dodała złote medale na sto i dwie­ście metrów do zdo­by­tego dwa lata wcze­śniej brą­zo­wego medalu olim­pij­skiego, a rekor­dzistka świata i igrzysk olim­pij­skich Gisela Mau­er­meyer po raz kolejny oka­zała się nie do poko­na­nia w rzu­cie dys­kiem, a ponadto zdo­była złoto w pchnię­ciu kulą. Nie­liczne triumfy gospo­da­rzy zawo­dów zostały odnie­sione na wodzie: Hart­mann w pły­wa­niu sty­lem kla­sycz­nym na sto metrów oraz męskie szta­fety pły­wac­kie w stylu kla­sycz­nym i dowol­nym, wio­ślar­ska czwórka bez ster­nika oraz kana­dyj­ka­rze.

Święto Sportu było praw­dzi­wym trium­fem aryj­skiej siły i nazi­stow­skiej orga­ni­za­cji. Każda minuta każ­dego dnia zawo­dów, każdy prze­marsz i parada, każdy występ taneczny i gim­na­styczny był sta­ran­nie przy­go­to­wany i wyre­ży­se­ro­wany. Wokół kom­pleksu spor­to­wego wyro­sło mia­steczko namio­towe zło­żone z ponad 100 namio­tów miesz­czą­cych po czter­dzie­stu chłop­ców oraz 170 wigwa­mów, w któ­rych spało po dwa­na­ście dziew­cząt. Namioty ota­czało istne morze sztan­da­rów, pro­por­ców i flag powie­wa­ją­cych na wschod­nim wie­trze. Nie­mal co godzinę na leżący na połu­dnio­wym skraju cen­trum mia­sta Dwo­rzec Główny wjeż­dżały spe­cjalne pociągi przy­wo­żące spor­tow­ców z całej Rze­szy oraz zagra­nicy. Ran­kiem we wto­rek 26 lipca przy­było ośmiu­set volks­deut­schów, czyli „etnicz­nych Niem­ców”, z Esto­nii i Łotwy. Z Węgier przy­je­chało pięć­dzie­siąt osób, z Rumu­nii – 400, z Kłaj­pedy – 100, zza oce­anu – to jest z Argen­tyny, Chile, Bra­zy­lii, Afryki Połu­dniowo-Zachod­niej , Wene­zu­eli, Kanady i Sta­nów Zjed­no­czo­nych – łącz­nie 450. W tym cza­sie na zbu­do­wany w stylu kla­sycz­nym i poło­żony na zachod­nich obrze­żach histo­rycz­nego cen­trum Dwo­rzec Świe­bodzki napły­wał nie­mal nie­koń­czący się stru­mień Niem­ców sudec­kich. „Bre­slau jest jak gigan­tyczny magnes” – zachwy­cał się organ pra­sowy par­tii nazi­stow­skiej „Völkischer Beobach­ter”. „Z magiczną siłą przy­ciąga wszyst­kich Niem­ców, rzu­ca­jąc na nich swój urok. Przy­by­wają tutaj ze wszyst­kich stron na zew swo­jej krwi i swego serca”¹.

Niemcy sudeccy, praw­do­po­dob­nie w licz­bie aż 30 tysięcy, fak­tycz­nie zostali wezwani do sto­licy Ślą­ska, ale nie przez swoją krew czy serce, ale przez Jose­pha Goeb­belsa². Na pozór Święto Nie­miec­kiej Gim­na­styki i Sportu miało być świę­tem ludz­kiego ciała i kul­tury fizycz­nej. W rze­czy­wi­sto­ści jed­nak był to ostatni akt sta­ran­nie wyre­ży­se­ro­wa­nej przez Ber­lin kam­pa­nii pro­pa­gan­do­wej mają­cej zade­mon­stro­wać soli­dar­ność z „uci­ska­nymi” volks­deut­schami zamiesz­ku­ją­cymi górzy­sty Kraj Sude­tów w pobli­skiej Cze­cho­sło­wa­cji odda­lony zale­d­wie o kil­ka­dzie­siąt kilo­me­trów od Bre­slau. Cała sto­lica Ślą­ska była ude­ko­ro­wana czar­nymi fla­gami Niem­ców sudec­kich. Okrzyki „_Sieg Heil!_” odbi­jały się echem w wąskich zauł­kach i na pla­cach ude­ko­ro­wa­nych fla­gami ze swa­styką i zie­lo­nymi wień­cami. „Tak jakby wszyst­kie trud­no­ści nagle dobie­gły końca. Radość – skry­wana radość, która wybu­cha z głębi serca – maluje się na twa­rzach męż­czyzn i kobiet”³ – piał z zachwytu „Völkischer Beobach­ter”. Gdzie­kol­wiek poja­wiali się uczest­nicy Święta Sportu przy­po­mi­nano im o „cier­pie­niach” i „poświę­ce­niach” Niem­ców sudec­kich. W znaj­du­ją­cym się nie­całe dwa kilo­me­try od Sta­dionu Olim­pij­skiego Pawi­lo­nie Czte­rech Kopuł koło Hali Stu­le­cia zor­ga­ni­zo­wano wystawę, na któ­rej można było obej­rzeć typowe wytwory sztuki nazi­stow­skiej – posągi nagich zapa­śni­ków oraz roze­bra­nego do pasa Aryj­czyka uno­szą­cego potężny młot. Urzą­dzono tam rów­nież dwie „sale pamięci”: jedna była poświę­cona 236 tysiącom nie­miec­kich spor­tow­ców pole­głych w woj­nie świa­to­wej i 38 „boha­te­rom” stra­co­nym w Austrii za udział w tam­tej­szym puczu nazi­stow­skim w lipcu 1934 roku, a druga – „pole­głym” Niem­com sudec­kim. Czarne flagi roz­wie­szone ponad dwoma zło­tymi base­nami miały upa­mięt­niać Niklasa Böhma i Geo­rga Hof­manna, Niem­ców sudec­kich roz­strze­la­nych 21 maja 1938 roku w Cze­cho­sło­wa­cji. „Popatrz, jak powie­wają na wie­trze nasze sztan­dary, czarne jak śmierć. Musimy iść naprzód przez noc, w tru­dzie i znoju” – pisał nazi­stow­ski poeta i dzien­ni­karz Kurt Eggers. Pro­pa­gan­dowa wrzawa osią­gnęła apo­geum tuż po zmroku w pią­tek 21 lipca 1938 roku. Try­buny na placu Zam­ko­wym były wypeł­nione widzami, któ­rzy oglą­dali prze­marsz z udzia­łem ponad tysiąca cho­rą­żych nio­są­cych sztan­dary repre­zen­tu­jące ponad tysiąc grup volks­deut­schów żyją­cych poza gra­ni­cami Rze­szy. Niemcy sudeccy usta­wiali się w sze­re­gach wzdłuż czte­rech stron placu, dzier­żąc pło­nące pochod­nie, mające sym­bo­li­zo­wać „pło­nącą gra­nicę” roz­dzie­la­jącą Niem­ców w Rze­szy od tych żyją­cych w Kraju Sude­tów. Słu­chali Kon­rada Hen­le­ina, byłego młod­szego ofi­cera, urzęd­nika ban­ko­wego i instruk­tora gim­na­styki, który dosyć późno nawró­cił się na naro­dowy socja­lizm. Hen­lein nie był wiel­kim mówcą – w jego wystą­pie­niu nie było spon­ta­nicz­no­ści, a tekst czy­tał z kartki. Nie­mniej jed­nak spo­tkał się z entu­zja­stycz­nym przy­ję­ciem słu­cha­czy, gdy oświad­czył, że od tej pory ist­nieje „jeden zjed­no­czony, wielki i dumny naród nie­miecki”. Mówił rów­nież:

Wró­cimy stąd do naszej ojczy­zny, dumni z tego, że prze­zna­cze­nie wyzna­czyło nam trudne zada­nie spe­cjalne: wier­nie bro­nić nie­miec­kiej ziemi i nie­miec­kiej krwi oraz poma­gać naro­dowi nie­miec­kiemu strzec pokoju.

Jako rzecz­nik naj­więk­szej grupy etnicz­nych Niem­ców w Euro­pie zwra­cam się do każ­dego Niemca żyją­cego poza gra­ni­cami Rze­szy: wszy­scy jeste­śmy nie­roz­łącz­nymi czę­ściami wiel­kiego narodu nie­miec­kiego!⁴

Joseph Goeb­bels był wiel­kim mówcą i jak zazna­czył w swoim dzien­niku, tam­tego dnia był „w szczy­to­wej for­mie”, wygła­sza­jąc prze­mó­wie­nie skrzące się dow­ci­pami i sar­ka­stycz­nymi komen­ta­rzami. „W ciągu kilku ostat­nich dni dzie­siątki tysięcy naszych nie­miec­kich braci i sióstr z zagra­nicy napły­nęło do tej Rze­szy – oznaj­mił słu­cha­czom. – Nie wierz­cie…” Słowa Goeb­belsa uto­nęły wśród aplauzu tłumu. „Nie wierz­cie w to, że nie rozu­miemy waszych uczuć. Mogę sobie dobrze wyobra­zić, że każdy z was prze­kra­czał gra­nice Nie­miec, drżąc z emo­cji”. Mini­ster pro­pa­gandy zro­bił kolejną pauzę, w cza­sie któ­rej okrzyki „_Heil!_” odbi­jały się echem ponad pla­cem. Jak stwier­dził Goeb­bels, w prze­szło­ści ci etniczni Niemcy wra­cali do swych przy­bra­nych ojczyzn „mając w ser­cach poczu­cie wstydu za kraj swego pocho­dze­nia”. „Dzi­siaj jed­nak każdy Nie­miec, każdy volks­deutsch może być dumny ze swego kraju i narodu – dzięki osią­gnię­ciom jed­nego czło­wieka, który w cza­sie wojny świa­to­wej był nie­zna­nym kapra­lem, a teraz kie­ruje losami Rze­szy”. Wśród okrzy­ków tłumu, owa­cji, śpie­wów i okla­sków Goeb­bels zakoń­czył swoje wystą­pie­nie sło­wami:

Z jego twa­rzy wyczy­ta­cie świeżą wiarę i świeżą nadzieję, któ­rych potrze­bu­je­cie bar­dziej niż kto­kol­wiek inny, a które będą z wami w waszej trud­nej codzien­nej walce o wiel­kość naszego narodu i honor naszej krwi⁵.

I teraz, w ten nie­dzielny pora­nek 31 lipca 1938 roku, mogli wresz­cie ujrzeć jego twarz. I mogli czer­pać siłę z tego prze­ży­cia. Gdy ucichł huk wystrza­łów armat­nich, bom­ba­styczne dźwięki _Baden­we­iler Marsch_, czyli ulu­bio­nego utworu muzycz­nego Hitlera, w wyko­na­niu połą­czo­nej orkie­stry Wehr­machtu i Krieg­sma­rine, która poprzed­niego wie­czoru przy­gry­wała zgro­ma­dzo­nym tysiącom ludzi, obwie­ściły przy­by­cie Führera. Nie było zresztą wcale takiej potrzeby. Ryk tłu­mów, coraz gło­śniej­szy, ogłu­sza­jący, prze­ra­ża­jący, upa­ja­jący, prze­ta­czał się po uli­cach Bre­slau w kie­runku placu Zam­ko­wego. Ubrany w swój bru­natny par­tyjny mun­dur nie­miecki wódz przy­wi­tał się uści­skiem dłoni z lokal­nymi dygni­ta­rzami nazi­stow­skimi, a następ­nie prze­szedł przez plac w towa­rzy­stwie słu­żal­czego Mar­tina Bor­manna, zmę­czo­nego Goeb­belsa, szefa SS Him­m­lera, Hen­le­ina, ślą­skiego gau­le­itera Josefa Wagnera noszą­cego sko­pio­wany od Hitlera wąsik, zmie­rza­jąc w stronę spe­cjal­nie skon­stru­owa­nej na tę oka­zję try­buny usta­wio­nej naprze­ciwko Teatru Miej­skiego. Na prze­dzie try­buny wznie­siono dla Führera i jego świty nie­wielki bal­kon wyło­żony czer­wo­nym suk­nem i ozdo­biony wielką swa­styką, a wszystko to było ude­ko­ro­wane ist­nym morzem hor­ten­sji. Gdy Hitler zasiadł na swoim miej­scu, jego ochro­nia­rze z Leib­stan­darte SS, wszy­scy w czar­nych mun­durach i sta­lo­wych heł­mach, każdy liczący co naj­mniej metr osiem­dzie­siąt wzro­stu, utwo­rzyli kor­don zamy­ka­jący dostęp do try­buny. Na plac Zam­kowy wma­sze­ro­wali cho­rą­żo­wie, defi­lu­jąc po obu stro­nach Teatru Miej­skiego, wzdłuż lin roz­pię­tych wokół tego wiel­kiego placu. Na czele defi­lady masze­ro­wali spor­towcy z Bawa­rii, kolebki nazi­zmu, któ­rzy mija­jąc try­bunę, jodło­wali, jak to mieli w zwy­czaju. Byli wśród nich czte­rej nie­mieccy alpi­ni­ści, któ­rzy nie­dawno zdo­byli pół­nocną ścianę Eigeru, nazy­waną „ścianą śmierci”, szer­mie­rze, któ­rych flo­rety poły­ski­wały w poran­nym słońcu, Austriacy z Tyrolu w swo­ich stro­jach ludo­wych, miesz­kańcy Prus Wschod­nich, gdańsz­cza­nie. Kako­fo­nia okrzy­ków, pła­czu, owa­cji i braw osią­gnęła ogłu­sza­jącą kul­mi­na­cję, gdy na plac wkro­czyli Niemcy sudeccy, masze­ru­jący w sze­ściu sze­re­gach, ubrani w szare gar­ni­tury i tyrol­skie kape­lu­siki, pod swymi czar­nymi sztan­da­rami.

Nie­wiele ponad sto metrów dalej dwu­na­sto­letni Ulrich Fro­dien kur­czowo trzy­mał drzewce czar­nego sztan­daru Deut­sche Jun­gvolk, jak nazy­wała się gałąź Hitler­ju­gend prze­zna­czona dla młod­szych chłop­ców. Tak jak wszy­scy zgro­ma­dzeni na placu Zam­ko­wym, rów­nież ten uczeń był pod­eks­cy­to­wany. Ni­gdy wcze­śniej nie widział „jego”. Dla­tego teraz z prze­ję­ciem śle­dził każdy ruch, każdy gry­mas na twa­rzy Hitlera. Cza­sami malo­wało się na niej napię­cie, cza­sem poja­wiał się uśmiech, cza­sami Führer łapał się pod boki, od czasu do czasu odwra­cał się do Hen­le­ina, ale jak do tej pory, od kiedy poja­wił się na placu, wyglą­dał na opa­no­wa­nego. Wszystko to było jed­nak sta­ran­nie wyre­ży­se­ro­wane. Gdy pierwsi cho­rą­żo­wie z Kraju Sude­tów poja­wili się przed try­buną Hitler wstał z miej­sca, pod­szedł do balu­strady i pod­niósł prawe ramię, salu­tu­jąc „uci­ska­nym” sudec­kim spor­tow­com. „Mia­łem wra­że­nie, jakby cały plac i setki tysięcy ludzi tam się znaj­du­ją­cych eks­plo­do­wały jak bomba” – wspo­mi­nał póź­niej Fro­dien. – „Jeśli wrzawa do tej pory była nie­mal nie do znie­sie­nia, to teraz osią­gnęła taki poziom, jakiego nie byłem w sta­nie sobie wcze­śniej wyobra­zić”. Dwu­na­sto­letni chło­piec dał się ponieść temu entu­zja­zmowi tłu­mów, tej zbio­ro­wej histe­rii. Ryczał ze wszyst­kich sił. „Chcia­łem w tym uczest­ni­czyć, być czę­ścią tej wiel­kiej, wspa­nia­łej wspól­noty” – opo­wia­dał potem. Nagle w tym tumul­cie, w tym nie­opi­sa­nym i nie­zro­zu­mia­łym ryku dało się roz­róż­nić ostre _stac­cato_. „Począt­kowo nie mogłem zro­zu­mieć słów, ale one bły­ska­wicz­nie nio­sły się po całym placu, poda­wane z ust do ust”. Tłum gorącz­kowo koły­sał się w przód i w tył. „_Ein Volk, ein Reich, ein Führer!_” krzy­czeli zgro­ma­dzeni uni­sono. Jeden naród, jedna Rze­sza, jeden wódz. I tak raz za razem. Coraz gło­śniej. „W całym moim dłu­gim życiu” – pisał Fro­dien sześć­dzie­siąt lat póź­niej – „ni­gdy nie prze­ży­łem cze­goś podob­nego”. Jak wspo­mi­nał:

Ta eufo­ria odry­wała ludzi od ich codzien­nej egzy­sten­cji, pod­no­siła ich na duchu: sta­no­wili część jed­nej wiel­kiej, zachwy­ca­ją­cej wspól­noty, nie­zwy­cię­żo­nej, sil­nej, potęż­nej. Na kilka chwil obie­cy­wała coś nie­moż­li­wego, dotyk nie­śmier­tel­no­ści.

Wszelki porzą­dek i dys­cy­plina na placu zała­mały się. Jakiś jasno­włosy chło­piec wyrwał się z sze­regu i popę­dził w stronę try­buny, na któ­rej znaj­do­wał się Hitler. Wycią­gnął rękę do swego Führera, który wychy­lił się do niego przez balu­stradę i mocno uści­snął mu dłoń. Młode sudec­kie dziew­częta i kobiety w tra­dy­cyj­nych ludo­wych dirn­dlach zła­mały szyk mar­szowy, tło­cząc się u stóp try­buny i spy­cha­jąc na boki ochro­nia­rzy z Leib­stan­darte. Jak wspo­mi­nał Goeb­bels, wyglą­dało to tak, „jakby w try­bunę ude­rzyła fala fana­ty­zmu i wiary”. Him­m­ler wychy­lił się daleko za balu­stradę, naka­zu­jąc swoim ludziom zewrzeć sze­regi i ode­pchnąć napie­ra­jące kobiety. Takie sta­ra­nia były jed­nak z góry ska­zane na porażkę. Jakaś matka pod­nio­sła w górę swoją pię­cio­let­nią córeczkę, żeby poka­zać ją Hitle­rowi. Sudec­kie kobiety ze łzami spły­wa­ją­cymi po policz­kach i okrzy­kami „_Heil, heil!_” wycią­gały ręce w stronę swego Führera. Ten ponow­nie oka­zał się łaskawy dla swych wiel­bi­cieli. Z uśmie­chem ści­skał kolejne wycią­gnięte do niego dło­nie.

Po kilku minu­tach ponow­nie sfor­mo­wano pochód, który ruszył dalej. Defi­lo­wali volks­deut­sche z Bel­gii, Danii, Holan­dii, Esto­nii, Łotwy, Litwy, Pol­ski, Rumu­nii. Nie­mieccy spor­towcy zza oce­anu, któ­rzy przy­byli z Argen­tyny, Bra­zy­lii, Afryki Połu­dniowo-Zachod­niej, Sta­nów Zjed­no­czo­nych. Jesz­cze wiele razy łamały się szyki i Führer ści­skał ręce swych wiel­bi­cieli. Prze­marsz miał się zakoń­czyć po trzech godzi­nach, ale trwał pra­wie cztery. Gdy ostatni masze­ru­jący spor­towcy opu­ścili plac, publicz­ność porzu­ciła swe miej­sca na try­bu­nach, zale­wa­jąc cały teren wokół plat­formy z nazi­stow­skimi dygni­ta­rzami. Po raz kolejny falu­jący las wycią­gnię­tych rąk, tłum roz­hi­ste­ry­zo­wa­nych kobiet i krzy­czą­cych dziew­cząt. Podium z nazi­stow­skimi przy­wód­cami sta­no­wiło jedyną wysepkę spo­koju i ładu pośród tego wzbu­rzo­nego morza entu­zja­zmu. Tłum z nie­chę­cią nieco się roz­stą­pił i Hitler zszedł ze swej try­buny. Uści­snął dło­nie inwa­li­dów wojen­nych na wóz­kach, po czym wsiadł do swego czar­nego kabrio­leta marki Mer­ce­des-Benz 770 rocz­nik 1937. Adolf Hitler opu­ścił plac Zam­kowy w Bre­slau „głę­boko poru­szony”. Mini­ster pro­pa­gandy napi­sał, że Führer był „wielką nadzieją Niem­czy­zny” i „sym­bo­lem naszego naro­do­wego prze­bu­dze­nia”. Jak stwier­dził, „było zaszczy­tem móc mu słu­żyć”⁶.

Tam­tego prze­raź­li­wie zim­nego stycz­nio­wego poranka Ulrich Fro­dien po raz kolejny zna­lazł się na placu Zam­ko­wym. Fosa miej­ska była zamar­z­nięta. Pia­sek na placu ape­lo­wym przy­kryła war­stwa śniegu. Teraz zgro­ma­dzono tam pojazdy woj­skowe, działa i kilka czoł­gów – dokład­nie w tym samym miej­scu, gdzie kie­dyś stała try­buna Hitlera.

Tydzień wcze­śniej polo­wał razem ze swym ojcem koło Doma­no­wic, wio­ski poło­żo­nej około trzy­dzie­stu kilo­me­trów na pół­noc od Bre­slau. Liczący już osiem­na­ście lat gre­na­dier pan­cerny docho­dził do zdro­wia po tym, jak jesie­nią poprzed­niego roku na fron­cie wschod­nim eks­plo­zja poci­sku arty­le­ryj­skiego zgru­cho­tała mu udo, pozo­sta­wia­jąc odłamki w gło­wie i klatce pier­sio­wej. Fro­dien na­dal kur­czowo trzy­mał się wątłej nadziei, że ta wojna może jesz­cze zakoń­czyć się korzyst­nie dla Nie­miec. Jego ojciec, lekarz, mógł tylko kpić z naiw­nego opty­mi­zmu Ulri­cha i mu współ­czuć. Na razie wojna nie tknęła jesz­cze tej wiej­skiej sie­lanki, pozo­sta­ją­cej z dala od ponu­rych wia­do­mo­ści z frontu, które przy­no­siły gazety każ­dego dnia. Miesz­kań­com Doma­no­wic „wyda­wało się zawsze, że front jest gdzieś na dru­gim końcu świata”. Teraz jed­nak wszy­scy mówili o nowej rosyj­skiej ofen­sy­wie roz­po­czę­tej z przy­czółka pod Bara­no­wem, leżą­cego ponad trzy­sta kilo­me­trów dalej na wschód. Jak podano w komu­ni­ka­cie nie­miec­kich sił zbroj­nych, radziec­kie czo­łówki pan­cerne minęły już słynny klasz­tor na Świę­tym Krzyżu koło Kielc. Te wia­do­mo­ści naj­wy­raź­niej zmro­ziły ojca Fro­diena, który posta­no­wił natych­miast wra­cać do Bre­slau.

W tam­ten wto­rek 23 stycz­nia 1945 roku nasto­letni Ulrich Fro­dien zmie­rzał w kie­runku cen­trum Bre­slau. Od trzech dni wro­cław­skie dworce kole­jowe były dosłow­nie sztur­mo­wane przez ludzi chcą­cych wydo­stać się z mia­sta. Panikę powięk­szały jesz­cze alar­mu­jące komu­ni­katy ogła­szane przez bli­sko tysiąc gło­śni­ków ulicz­nych zamon­to­wa­nych w sto­licy Ślą­ska przed Świę­tem Sportu w 1938 roku, które w następ­nych latach słu­żyły do ogła­sza­nia kolej­nych trium­fów Trze­ciej Rze­szy. „Kobiety i dzieci mają wyjść z mia­sta pie­szo w kie­runku na Opo­rów i Kąty Wro­cław­skie” – wzy­wał meta­licz­nie brzmiący głos, doda­jąc przy tym uspo­ka­ja­jąco – „Nie ma powodu do trwogi ani paniki”⁷. Męż­czyźni mieli póź­niej dołą­czyć do swych rodzin. Bre­slau został ogło­szony _Festung_, czyli twier­dzą, która miała być „bro­niona do ostat­niego czło­wieka”.

Fro­die­no­wie nie zamie­rzali jed­nak w tym uczest­ni­czyć. Matka Ulri­cha i jego młod­szy brat Michael już wcze­śniej ucie­kli z Bre­slau. Ich ojciec rów­nież zamie­rzał do nich dołą­czyć i wysłał mło­dego kaprala do cen­trum, żeby spraw­dził, czy jest szansa, aby wyje­chać z mia­sta przez Dwo­rzec Świe­bodzki. Ulrich wyszedł z ich kom­for­to­wego miesz­ka­nia na trze­cim pię­trze kamie­nicy przy ulicy cesa­rza Wil­helma, prze­mia­no­wa­nej przez nazi­stów na ulicę SA , na cześć „bru­nat­nych koszul”. Minął nasyp kole­jowy pil­no­wany przez dwóch pod­sta­rza­łych volks­stur­mi­stów uzbro­jo­nych w pan­cer­fau­sty. Prze­szedł przez plac Tau­ent­ziena (ob. plac Kościuszki), mija­jąc nale­żący do wytwórni fil­mo­wej UFA Teatr Tau­ent­ziena, w któ­rym mie­ściło się naj­więk­sze w mie­ście kino (ob. Dol­no­ślą­skie Cen­trum Fil­mowe). Wielki afisz nad wej­ściem rekla­mo­wał wyświe­tlany ostat­nio film _Opfer­gang_ („Wiel­kie poświę­ce­nie”), nakrę­cony na kolo­ro­wej taśmie melo­dra­mat opo­wia­da­jący histo­rię syna ham­bur­skiego poli­tyka sza­le­ją­cego z miło­ści do mło­dej kobiety. Fro­dien minął następ­nie dom han­dlowy Wer­the­ima (ob. Renoma), rów­nież naj­więk­szy w mie­ście, prze­mia­no­wany przez nazi­stów na AWAG, po ode­bra­niu go jego żydow­skim wła­ści­cie­lom. Prze­szedł skra­jem pustego placu, na któ­rym jesz­cze kilka lat wcze­śniej wzno­siła się wro­cław­ska Nowa Syna­goga, i dotarł do fosy miej­skiej, za którą mógł doj­rzeć plac Zam­kowy, przy­po­mi­na­jący mu tamtą lip­cową nie­dzielę w 1938 roku. „Opa­no­wał mnie głę­boki smu­tek i roz­pacz na myśl, że być może to wszystko poszło cał­kiem na darmo, nasza wiara w Niemcy, nasza wiara w ide­ały naro­do­wego socja­li­zmu, te nie­koń­czące się poświę­ce­nia i śmierć tak wielu towa­rzy­szy” – pisał potem we wspo­mnie­niach. Przez chwilę się zasta­na­wiał, czy nie zamel­do­wać się w pobli­skich kosza­rach i zacią­gnąć do pospiesz­nie for­mo­wa­nych Festung­skom­pa­nien – kom­pa­nii for­tecz­nych, do obsługi kara­bi­nów maszy­no­wych, któ­rych człon­ko­wie byli gotowi umrzeć za swoje rodzinne mia­sto. Rze­czy­wi­stość jed­nak szybko przy­wo­łała go do porządku, zmu­sza­jąc do rezy­gna­cji z podob­nych pla­nów. W całym ciele czuł pul­su­jący ból ze zgru­cho­ta­nego uda, zaban­da­żo­wa­nej głowy i pora­nio­nej klatki pier­sio­wej. Ulrich Fro­dien zdał sobie sprawę, że cho­ciaż ma dopiero osiem­na­ście lat, jest już „wra­kiem, zwy­czaj­nie nie­zdol­nym do reali­za­cji jakich­kol­wiek fan­ta­zji na temat boha­ter­skiego końca”⁸.

Ulrich Fro­dien i jego ojciec zamie­rzali uciec ze sto­licy Ślą­ska, zanim wokół mia­sta zamknie się pier­ścień okrą­że­nia. W naj­bliż­szych dniach miały umrzeć tysiące osób, które pod­jęły tę despe­racką próbę. Kolejne tysiące pole­gną, usi­łu­jąc wyko­nać zada­nie obrony mia­sta „do ostat­niego czło­wieka”. Obrońcy twier­dzy mieli dotrzy­mać danego słowa. _Festung_ Bre­slau będzie się bro­nić dłu­żej niż Kró­le­wiec, dłu­żej niż Gdańsk, dłu­żej niż Wie­deń, a nawet dłu­żej niż sama sto­lica Trze­ciej Rze­szy. Jed­nak Bre­slau i jego miesz­kańcy mieli zapła­cić strasz­liwą cenę za swój nie­ustę­pliwy upór. Co naj­mniej 6 tysięcy żoł­nie­rzy bro­nią­cych nad­odrzań­skiej twier­dzy pole­gło, a bli­sko 23 tysiące zostało ran­nych. Liczba ofiar wśród cywi­lów była jesz­cze więk­sza. Być może zgi­nęło ich nawet 80 tysięcy. Mia­sto, które znali, w któ­rym dora­stali, mia­sto, w któ­rym feto­wali Hitlera i jego klikę, mia­sto, które do 1945 roku było prak­tycz­nie nie­tknięte przez wojnę, prze­stało ist­nieć. Dwie trze­cie prze­my­słu ule­gło znisz­cze­niu. Sie­dem na dzie­sięć szkół śred­nich legło w gru­zach. Dwa na trzy budynki w mie­ście nie nada­wały się do zamiesz­ka­nia. Bli­sko trzy­sta kilo­me­trów ulic i dróg było nie­prze­jezd­nych – pokry­wało je ponad 8 milio­nów metrów sze­ścien­nych gruzu i popiołu. Osiem­dzie­siąt pro­cent linii kole­jo­wych i tram­wa­jo­wych było znisz­czo­nych. Wszyst­kie linie elek­tryczne i sie­dem­dzie­siąt pro­cent linii tele­fo­nicz­nych było zerwa­nych.

Koniec wojny nie przy­niósł jed­nak wyba­wie­nia. Nie­mieccy miesz­kańcy Bre­slau mieli być wypę­dzeni ze swo­ich domów, wypę­dzeni ze swego mia­sta i wywie­zieni na zachód. Ich mia­sto miało się ponow­nie odro­dzić, jed­nak odbu­do­wane nie przez Niem­ców, ale przez Pola­ków, już nie jako Bre­slau, lecz Wro­cław.

Taka była cena, jaką zapła­ciła ostat­nia twier­dza Hitlera.

1.

Gmach przy ulicy Krup­ni­czej był sie­dzibą pro­win­cjo­nal­nego Sejmu Ślą­skiego do 1897 r., dwa lata póź­niej budy­nek ten stał się sie­dzibą Ślą­skiego Muzeum Rze­mio­sła Arty­stycz­nego i Sta­ro­żyt­no­ści, które funk­cjo­no­wało tam aż do 1945 r. Gmach został wysa­dzony w powie­trze w cza­sie oblę­że­nia _Festung_ Bre­slau i obec­nie nie ist­nieje. W tym miej­scu budo­wane jest Naro­dowe Forum Muzyki (przyp. tłum.).Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki

1.

„Völkischer Beobach­ter” z 27 lipca 1938 r.

2.

J. Goeb­bels, _Die Tagebücher von Joseph Goeb­bels 1923–1945_, Bd. 1–24, München 1993–1996, wpis z 23 kwiet­nia 1938 r. .

3.

„Völkischer Beobach­ter” z 26 lipca 1938 r.

4.

_Bre­slau: Beken­nt­nis zu Deutsch­land. Ein Bild­be­richt vom 1 Deut­schen Turn- und Spor­t­fest 1938_, (red. Oskar Lukas), Selb/Asch 1938.

5.

„Völkischer Beobach­ter” z 30 sierp­nia 1938 r.; J. Goeb­bels, _Die Tagebücher_, wpis z 30 lipca 1938 roku.

6.

U. Fro­dien, _Bleib übrig: Eine Krieg­sju­gend in Deutsch­land_, München 2004, s. 134–137; J. Goeb­bels, _Die Tagebücher_, wpis z 1 sierp­nia 1938 r.; „Völkischer Beobach­ter” z 1 sierp­nia 1938 r.

7.

_Bre­slauer Apo­ka­lypse 1945: Doku­men­tar­chro­nik vom Tode­skampf und Unter­gang einer Deut­schen Stadt und Festung am Ende des zwe­iten Welt­krie­ges, Bd. 1. Einführung in das Gesam­twerk_, , Wedel 1986, s. 204.

8.

U. Fro­dien, op. cit., s. 134, 138.

9.

P. Ban­nert, _Meine Jugend in Sow­je­tla­gern 1945–1949_, Ber­lin 2006, s. 54–57.

10.

Tekst prze­mó­wie­nia nowo­rocz­nego Hitlera u Goeb­bel­sów na pod­sta­wie rela­cji Wil­freda von Ovena zob. W. von Oven, _Finale Furioso: Mit Goeb­bels bis zum Ende_, Tübingen 1974, wpis z 31 grud­nia 1944 r. Por. J. Goeb­bels, _Die Tagebücher_, wpis z 31 grud­nia 1944 i 1 stycz­nia 1945 r.; „Schle­si­sche Tage­sze­itung” z 2 stycz­nia 1945 r.

11.

_Führer durch das Deut­sches Turn- und Spor­t­fest Bre­slau 1938_, s. 9.

12.

N. Davies, R. Moor­ho­use, _Micro­cosm: Por­trait of a Cen­tral Euro­pean City_, Lon­don 2003, s. 263 .

13.

Cyt. za: N. Davies, R. Moor­ho­use, _Micro­cosm_, s. 327.

14.

_Meine Heimat Schle­sien: Erin­ne­run­gen_, (red. Her­bert Hupka), Augs­burg 1989, s. 63.

15.

G. Thum, _Die fremde Stadt: Bre­slau nach 1945_, München 2006, s. 351 .

16.

U. Fro­dien, _Bleib übrig_, s. 142.

17.

Ibi­dem, s. 192–193.

18.

„Schle­si­sche Tage­sze­itung” z 12 marca 1933 r.

19.

J. Goeb­bels, _Die Tagebücher_, wpis z 1 sierp­nia 1937 r.

20.

„Völkischer Beobach­ter” z 28 wrze­śnia 1936 r.

21.

W. Cohn, _Kein Recht, nir­gends: Tage­buch vom Unter­gang des Bre­slauer Juden­tums 1933–1941_, Köln 2007, wpis z 27 wrze­śnia 1936 r. .

22.

U. Fro­dien, _Bleib übrig_, s. 133.

23.

A. Ascher, _A Com­mu­nity under Siege: The Jews of Bre­slau under Nazism_, Stan­ford 2007, s. 170 ; W. Tausk, _Bre­slauer Tage­buch 1933–1940_, Ber­lin 1975, s. 182, 192 ; W. Cohn, _Kein Recht, nir­gends_, wpis z 10 listo­pada 1938 r.; „Schle­si­sche Tage­sze­itung” z 11 listo­pada 1938 r.; U. Fro­dien, _Bleib übrig_, s. 132–134.

24.

_Mir ble­ibt mein lied: Schle­si­sches Lese­buch_, (red. Ursula Höntsch), München 1995, s. 304.

25.

J. Kon­rad, _Als letz­ter Stadt­de­kan von Bre­slau_, Ulm 1963, s. 7–8.

26.

_Meine Heimat Schle­sien: Erin­ne­run­gen_, s. 146.

27.

W. Cohn, _Kein Recht, nir­gends_, wpisy z 28 i 31 sierp­nia 1939 r.; W. Tausk, _Bre­slauer Tage­buch_, s. 227–228 (wyd. pol., s. 227).

28.

H. Fel­ber, _Tage­buch_, wpis z 1 wrze­śnia 1939 r., Bun­de­sar­chiv-Militärarchiv RH20–8/1.

29.

U. Fro­dien, _Bleib übrig_, s. 95–96.

30.

Ch. Hart­mann, _Wehr­macht im Ost­krieg: Front und militärisches Hin­ter­land 1941/42_, München 2009, s. 131.

31.

P. Ban­nert, _Meine Jugend in Sow­je­tla­gern_, s. 28.

32.

H.E. Hen­kel, _Bre­slau: Flucht und Wie­der­be­ge­gnung_, Ber­lin 1996, s. 77–78.

33.

U. Fro­dien, _Bleib übrig_, s. 165.

34.

W. Cohn, _Kein Recht, nir­gends_, wpis z 13 sierp­nia 1940 r.

35.

Ibi­dem, wpis z 14 listo­pada 1938 r.

36.

N. Davies, R. Moor­ho­use, _Micro­cosm_, s. 393.

37.

Mel­dunki SD z 20 wrze­śnia i 16 grud­nia 1943 r.

38.

N. Davies, R. Moor­ho­use, _Micro­cosm_, s. 389; _The Trial of Ger­man Major War Cri­mi­nals,_ vol. 15, Lon­don 1946, s. 202; „Völkischer Beobach­ter” z 29 sierp­nia 1944 r.

39.

Mel­dunki SD z 29 kwiet­nia i 2 wrze­śnia 1943 r.

40.

U. Fro­dien, _Bleib übrig_, s. 98–99.

41.

Mel­du­nek SD z 6 stycz­nia 1944 r.

42.

Ibi­dem, 13 grud­nia 1943 r.

43.

„Schle­si­sche Zeitung” z 31 lipca 1944 r. i „Schle­si­sche Tage­sze­itung” z 31 lipca 1944 r.

44.

Her­bert Rühlemann, _Father Tells Dau­gh­ter_, Impe­rial War Museum 02/23/1; N. Davies, R. Moor­ho­use, _Micro­cosm_, s. 387–388, 400–401; B.B. Ferencz, _Less than Sla­ves: Jewish For­ced Labor and the Quest for Com­pen­sa­tion_, Blo­oming­ton 2002, s. 151.

45.

_The Trial of Ger­man Major War Cri­mi­nals_, vol. 9, s. 964–966.

46.

Ibi­dem, s. 1422; Wil­liam Man­che­ster, _The Arms of Krupp_, Lon­don 1969, 574–581 .

47.

Mel­du­nek SD z 21 lutego 1944 r.

48.

Po prze­mó­wie­niu wyraź­nie zado­wo­lony z sie­bie Goeb­bels zano­to­wał w swoim dzien­niku: „Pomimo powagi chwili, wie­rzę, że moje noto­wa­nia wśród sze­ro­kich mas pozo­stają jak zawsze wyso­kie”. Treść prze­mó­wie­nia, zob. „Völkischer Beobach­ter” z 9 lipca 1944 r.; J. Goeb­bels, _Die Tagebücher_, wpis z 8–9 lipca 1944 r.; W. von Oven, _Finale Furioso_, wpis z 9 lipca 1944 r. Z kolei ostat­nia wizyta Hitlera w Bre­slau w listo­pa­dzie 1943 roku – w tej samej hali – była utrzy­my­wana w tajem­nicy i dopiero kilka dni póź­niej poin­for­mo­wano o niej opi­nię publiczną. Führer wygło­sił prze­mó­wie­nie do kilku tysięcy kan­dy­da­tów na ofi­ce­rów. Zwy­kle to wyda­rze­nie odby­wało się w ber­liń­skim Spor­t­pa­last, ale z powodu alianc­kich nalo­tów na sto­licę Rze­szy prze­nie­siono je do wro­cław­skiej Hali Stu­le­cia.

49.

„Schle­si­sche Tage­sze­itung” z 12 maja 1944 r.

50.

Por. „Schle­si­sche Zeitung” z 31 lipca 1944 r.; „Schle­si­sche Tage­sze­itung” z 12 maja 1944 r.; H.-J. Terp, _Für ’n Sech­ser Fett auf zwei Sem­meln_, Görlitz 2005, s. 72.

51.

„Schle­si­sche Zeitung” z 31 lipca 1944 r.

52.

„Schle­si­sche Tage­sze­itung” z 31 lipca 1944 r.

53.

FO 898/187, s. 600, Natio­nal Archi­ves, Kew.

54.

Mel­du­nek SD z 7 sierp­nia 1944 r.

55.

„Schle­si­sche Tage­sze­itung” z 30 lipca 1944 r.

56.

H. von Ahl­fen, _Der Kampf um Schle­sien_, Stut­t­gart 1998, s. 71 .
mniej..

BESTSELLERY

Menu

Zamknij