Facebook - konwersja
Przeczytaj fragment on-line
Darmowy fragment

Oswoić lęk. O sztuce akceptowania nieprzewidywalności życia - ebook

Wydawnictwo:
Tłumacz:
Format:
EPUB
Data wydania:
7 kwietnia 2026
34,90
3490 pkt
punktów Virtualo

Oswoić lęk. O sztuce akceptowania nieprzewidywalności życia - ebook

Książka, która pomaga zrozumieć lęk i odzyskać zaufanie do życia.

Pandemie, wojny, gwałtowne zmiany – trudno dziś nie odczuwać niepokoju o przyszłość. Czy lęk to coś, czego trzeba się jak najszybciej pozbyć? Czy to, co czujesz, oznacza, że tracisz kontrolę? Jak pomóc dziecku – i sobie – kiedy pojawia się niepokój?

Gerald Hüther – neurobiolog i badacz mózgu – pokazuje, że lęk nie jest naszym wrogiem, ale sygnałem, który możemy traktować jako drogowskaz.

Zamiast uczyć, jak się go pozbyć, pomaga go zrozumieć – i pogodzić z naszym pragnieniem życia bez ciągłego napięcia.

Ta książka pozwala przyjrzeć się głębiej temu, co naprawdę dzieje się w naszym mózgu i ciele, gdy pojawia się lęk.

Przynosi też zmianę perspektywy, dzięki której łatwiej odzyskać spokój i znaleźć oparcie – dla siebie i bliskich.

Ta publikacja spełnia wymagania dostępności zgodnie z dyrektywą EAA.

Kategoria: Popularnonaukowe
Zabezpieczenie: Watermark
Watermark
Watermarkowanie polega na znakowaniu plików wewnątrz treści, dzięki czemu możliwe jest rozpoznanie unikatowej licencji transakcyjnej Użytkownika. E-książki zabezpieczone watermarkiem można odczytywać na wszystkich urządzeniach odtwarzających wybrany format (czytniki, tablety, smartfony). Nie ma również ograniczeń liczby licencji oraz istnieje możliwość swobodnego przenoszenia plików między urządzeniami. Pliki z watermarkiem są kompatybilne z popularnymi programami do odczytywania ebooków, jak np. Calibre oraz aplikacjami na urządzenia mobilne na takie platformy jak iOS oraz Android.
ISBN: 978-83-65532-84-8
Rozmiar pliku: 917 KB

FRAGMENT KSIĄŻKI

DLACZEGO NAPISAŁEM DLA CIEBIE TĘ KSIĄŻKĘ

Ludziom przytrafiają się czasami sytuacje, które zagrażają ich życiu. Czy też takie, które mogą zniszczyć wszystko, co było dla nich dotąd ważne, co z trudem budowali lub czego dokonali w trakcie całego życia. Albo takie, które mogą w jednej chwili przekreślić marzenia, pragnienia i cele, które zamierzali osiągnąć. Niekiedy wystarczy sama myśl o tym, że coś takiego w ogóle mogłoby się wydarzyć, żeby dopadł nas lęk. Nic dziwnego, że w takich momentach pragniemy się uwolnić z jego paraliżującego uścisku i szukamy jakiegokolwiek ratunku.

Może się również zdarzyć, że lęk ogarnie nie tylko jednostkę, która nie ma pojęcia, co się z nią stanie, lecz całą społeczność. Jakby był zaraźliwy. Wtedy wszyscy członkowie tej społeczności zostają wciągnięci w wir bezradności i rozpaczy. A jeśli nikt nie znajdzie rozwiązania, dzięki któremu można by z tego zbiorowego lęku wyjść, owładnięta nim społeczność się rozpadnie, ponieważ każdy będzie próbował ratować wyłącznie swoje życie, swój dobytek, swoją rodzinę – wszystko to, co jest dla niego najcenniejsze.

W dziejach ludzkości nigdy jednak nie było sytuacji, by wszyscy ludzie na całym świecie poczuli się nagle zagrożeni przez jedno zjawisko, które spadło na nich niespodziewanie i bez żadnego ostrzeżenia, tak jak to miało miejsce w przypadku COVID-19. Tym, co naprawdę przestraszyło ludzkość, nie był sam wirus, lecz wyobrażenie o jego śmiertelnym zagrożeniu, rozprzestrzeniające się za pośrednictwem mediów szybciej niż jakikolwiek patogen.

Jest to tym bardziej zastanawiające, że istnieje przecież wiele innych zjawisk zagrażających przetrwaniu człowieka na Ziemi: zanieczyszczenie powietrza, skażenie wód, rabunkowa eksploatacja zasobów, bakterie odporne na antybiotyki, wycinka lasów deszczowych, niszczenie całych ekosystemów, nieodwracalne zmiany klimatyczne, wojny i głód – wszystko to powoduje, że rzesze ludzi uciekają z miejsc, w których życie stało się niemożliwe. Dlaczego żadne z tych zagrożeń nie wywołało dotąd takiego globalnego lęku?

Stworzyłem tę książkę, żeby zbadać, dlaczego tak jest. To próba zrozumienia i wspólnego przyjrzenia się temu, co naprawdę budzi w nas lęk, jak ten lęk zmienia nasze myśli, uczucia i zachowania – i co może nam pomóc nie pozwolić mu się sparaliżować, albo, jeśli już nas dopadnie, jak najszybciej zostawić go za sobą.

Ludzie mogą wywoływać lęk u innych – mogą im grozić, krzywdzić ich, dręczyć czy gwałcić. Mogą też rozsiewać idee, które odbierają innym poczucie bezpieczeństwa albo ich zastraszają. Historia ludzkości, zakorzeniona w pamięci zbiorowej, to historia wykorzystywania lęku jako narzędzia do zdobywania i utrzymywania władzy przez poszczególnych władców i całe kliki. Kto nie potrafi tego rozpoznać ani znaleźć sposobu, by uwolnić się od wywoływanego przez innych lęku, staje się ich bezwolną ofiarą.

Ale istnieje też światełko w tunelu – bo ludzie potrafią również pomagać sobie nawzajem uwalniać się od lęku. Mogą zachęcać innych, dodawać im otuchy oraz ich inspirować, by spojrzeli na świat innymi oczami. Mogą sprawić, że ktoś zacznie kwestionować swoje dotychczasowe przekonania i odkrywać życie na nowo. Kto raz doświadczy, jak wielką radość daje samodzielne i odpowiedzialne kierowanie swoim życiem, nie pozwoli się dłużej zastraszać.

Nie wolno nam też zapominać, że nie przychodzimy na świat z wrodzonym lękiem przed życiem. Rodzi się on dopiero wtedy, gdy go doświadczamy w relacjach z innymi ludźmi. Takie przeżycia mogą jednak stracić swoje dotychczasowe znaczenie i nabrać nowego, gdy spotkamy ludzi, którzy akceptują nas takich, jacy jesteśmy, i którym możemy zaufać. Nigdy nie jest za późno, by odzyskać zaufanie do siebie i do innych.

A teraz przejdę do najważniejszego powodu, dla którego napisałem tę książkę. Po prostu nie potrafię znieść, że wciąż tak wielu ludzi wierzy – lub pozwala sobie wmówić – że swoje lęki trzeba pokonać, tłumić albo nawet zwalczyć. I że wciąż pojawia się cała masa kursów, szkoleń czy warsztatów, na których uczy się uczestników, jak pozbyć się lęku.

Już w kontekście lęku przed koronawirusem wspominałem, że to nie sam wirus go w nas wywołał, lecz wyobrażenie choroby, którą mógłby spowodować. Lęk przed realnym zagrożeniem nie jest tym samym co lęk wzbudzony przez samo wyobrażenie sobie zagrożenia swojej egzystencji.

Potrzebujemy lęku i nie potrafimy bez niego żyć. Nie bylibyśmy w stanie przetrwać bez przekazu, który ze sobą niesie. A brzmi on: „Znalazłeś się w śmiertelnym niebezpieczeństwie albo obrałeś niebezpieczną drogę! Zrób coś – uciekaj, zawróć albo zmień swoje życie, bo inaczej je stracisz!”. Absurdem byłoby ignorować ten przekaz albo próbować go zignorować, wyprzeć czy uciszyć za pomocą technik oddechowych lub innych strategii pokonywania lęku. Powinniśmy być wdzięczni, że lęk towarzyszy nam przez całe życie.

Inaczej jest jednak z tymi wszystkimi zagrożeniami, które istnieją tylko w naszej wyobraźni – i z lękami, które one wywołują. Mogą się nam przydać tylko wtedy, gdy odpowiadają rzeczywistości. Wtedy i wywołany przez nie lęk ma sens, bo pomaga nam unikać tego, co naprawdę mogłoby nas narazić na niebezpieczeństwo.

Ale jak możemy rozpoznać, czy budzące w nas lęk wyobrażenie jest trafne, a zatem także uzasadnione, czy też niezgodne z rzeczywistością, a więc jednocześnie nieuzasadnione? Czy nie powinniśmy raczej szukać sposobów na sprawdzenie i ewentualną korektę tych wyobrażeń, zamiast uczyć się, jak pozbyć się lęku, który wynika z naszych błędnych przekonań?

I tu powoli dochodzimy do sedna. Wszystkie nasze wyobrażenia i przekonania na temat tego, jak radzić sobie w życiu, przy dokładnej analizie okazują się w zasadzie próbami znalezienia sposobu na pokonanie lęków. A najbardziej boimy się tego, że przekonania, które dają nam poczucie oparcia, nagle zachwieją się w posadach.

Jednym z najbardziej rozpowszechnionych przekonań jest to, że dzięki odpowiednim działaniom możemy zapanować nad wszystkim. Dlatego zajmujemy się badaniami, radzimy się ekspertów i dążymy do tego, by poszerzać wiedzę i nabywać nowe kompetencje. U podstaw tych wysiłków leży przeświadczenie, że pewnego dnia będziemy mogli kontrolować wszystko, co nam zagraża. Każda rzecz, która mogłaby podważyć to przekonanie, napawa nas lękiem.

Równie powszechne jest przeświadczenie, że istnieją niezwykle mądre, rozważne i kompetentne osoby, które wiedzą lepiej od nas, co należy zrobić w trudnych chwilach, które dadzą nam wsparcie, zapewnią bezpieczeństwo i wyprowadzą nas ze stanu zagrożenia. Niestety zbyt często okazuje się, że to przekonanie również nie odpowiada rzeczywistości. I kiedy odkrywamy, że ci, którym zaufaliśmy, nie są w stanie spełnić pokładanych w nich oczekiwań, ogarnia nas lęk.

Z pewnością mamy w sobie jeszcze sporo innych przekonań, które mają łagodzić nasze lęki. Trzymamy się ich, póki się sprawdzają. Gdy jednak zawodzą, nasze lęki rosną jeszcze bardziej. Dlatego w tej książce nie zajmuję się tematem pokonywania lęku. Chciałbym raczej poszukać razem z Tobą sposobów uwolnienia się od wyobrażeń i przekonań na temat tego, jak ten lęk pokonać.

Być może wszystko wygląda inaczej, niż sobie dotąd wyobrażaliśmy. Może lęk wcale nie jest dla nas żadnym zagrożeniem. Może jest najważniejszym drogowskazem na wąskiej i łatwej do zgubienia ścieżce ku wolności.1. DLACZEGO W SYTUACJACH ZAGROŻENIA TO WŁAŚNIE LĘK, KTÓRY OGARNIA CAŁE CIAŁO, STAJE SIĘ NASZYM SPRZYMIERZEŃCEM?

Tak, to prawda: lęk sprawia, że stajemy się bezradni. Jesteśmy jak sparaliżowani, czujemy ucisk w gardle, nasze serce wali jak szalone, kolana nam miękną, zimny pot spływa po naszym czole, a włosy stają dęba. Jakby sama myśl o problemie, który wydaje się niespodziewanie zbliżać, a którego rozwiązania nie znamy, nie była już wystarczająco przytłaczająca, to jeszcze organizm zaczyna wariować. Do pierwszego lęku, przed samym zagrożeniem, szybko dochodzi drugi – przed tym, co dzieje się w naszym własnym ciele.

Pierwszy w miarę łatwo zrozumieć. Daje nam on wyraźnie odczuć, że nasze życie staje się zagrożone, kiedy wydarza się coś, czego w ogóle się nie spodziewaliśmy. Ale po co nam ten drugi rodzaj lęku? Czego ma nas nauczyć? Zanim odpowiemy na to pytanie, należy najpierw wyjaśnić, dlaczego lęk działa w taki sposób, że czujemy go całym ciałem.

FIZJOLOGIA REAKCJI LĘKOWEJ I STRESOWEJ

Lęk wywołany przez zagrożenie mobilizuje w mózgu tak zwane pierwotne reakcje alarmowe. Te reakcje uruchamiają się pod wpływem konkretnych bodźców na poziomie zmysłów – jak na przykład podczas wypadku – ale dużo częściej wywołują je nasze własne oceny danego wydarzenia, czasem nawet przed jego nastąpieniem – tak bywa w przypadku, gdy stoimy przed decyzją o rozstaniu. Nie samo wydarzenie wywołuje w nas lęk, lecz perspektywa jego skutków dla nas samych albo dla osób, z którymi czujemy się związani albo od których jesteśmy zależni.

Każda reakcja lękowa zaczyna się w mózgu właśnie tam, gdzie dokonujemy ocen – w płacie czołowym, najbardziej złożonej części ludzkiego mózgu. To tutaj za każdym razem, kiedy zauważamy rozdźwięk między tym, czego oczekiwaliśmy albo na co mieliśmy nadzieję, a tym, co naprawdę przeżywamy albo czego doświadczamy, dochodzi do specyficznego pobudzenia, które z łatwością może się wzmóc i przerodzić w hiperpobudzenie (ang. _hyperarousal_). W takiej sytuacji złożone sieci neuronalne w płacie czołowym przestają działać tak, jak powinny – nie jesteśmy w stanie uruchomić żadnego „rozsądnego” wzorca postępowania. Nasze zachowanie, uczucia i reakcje ciała zaczynają być sterowane przez sieci neuronalne, które zostały wykształcone we wcześniejszych okresach ewolucji, a więc są stabilniejsze.

Jeśli nie znajdziemy wyjścia z trudnej sytuacji, sterowanie przejmują pierwotne schematy reakcji na zagrożenie, zapisane w pniu mózgu. I wtedy pozostają nam już tylko trzy możliwości: atak; a jeśli nie jest możliwy – ucieczka; a gdy i to nie jest wykonalne – zamrożenie z utratą władzy nad ciałem. W takim stanie przestajemy myśleć rozsądnie. Tracimy też zdolność wczuwania się w innych ludzi, planowania i przewidywania skutków własnych działań.

Temu łańcuchowi reakcji psychicznych towarzyszy łańcuch reakcji na poziomie ciała – to tak zwana fizjologiczna reakcja stresowa, której zadaniem, podobnie jak programów awaryjnych, jest zapewnienie nam przetrwania. W pierwszej fazie dochodzi do aktywacji tak zwanego układu współczulno-nadnerczowego, czyli do wydzielania dużej ilości noradrenaliny na zakończeniach włókien nerwowych współczulnego układu nerwowego, obejmującego całe ciało. Jednocześnie rdzeń nadnerczy uwalnia do krwiobiegu masę adrenaliny. Skutkiem jest radykalne przestawienie niemal wszystkich organów oraz układów w organizmie na tryb alarmowy służący doraźnemu zapewnieniu przeżycia (mobilizacja rezerw energetycznych, wzmożone napięcie mięśni, opróżnienie jelit, wzrost ciśnienia krwi itd.). Po około dziesięciu minutach od tej natychmiastowej, wywoływanej przez układ współczulny „reakcji ratunkowej” dochodzi do aktywowania drugiego, rozpoczynającego się wolniej, lecz działającego dłużej łańcucha reakcji układu podwzgórzowo-przysadkowo-nadnerczowego. Na końcu tego łańcucha reakcji, w którym przysadka wydziela do krwiobiegu endogenne opiaty o działaniu podobnym do morfiny, komórki kory nadnerczy intensywnie uwalniają również kortyzol, mający za zadanie przede wszystkim hamować te ostre reakcje, które mogłyby wymknąć się spod kontroli, a które zostały wywołane przez uwolnioną noradrenalinę i adrenalinę. Działa on więc w pewnym sensie jak wewnętrzna „straż pożarna”, chroniąc organizm przed „przegrzaniem się”. Najważniejszą z tych funkcji hamujących jest powstrzymanie procesów zapalnych. Trwała aktywacja tego układu i związany z nią podwyższony poziom kortyzolu we krwi (przy przewlekłym stresie) mogą prowadzić do długofalowych procesów reorganizacji funkcjonalnej i strukturalnej, skutkujących nierzadko przewlekłymi dolegliwościami (zwiększona podatność na choroby wskutek tłumienia układu odpornościowego, osteoporoza, impotencja itd.).

_Reszta tekstu dostępna w regularnej sprzedaży._
mniej..

BESTSELLERY

Menu

Zamknij