-
promocja
Pacyfik. Zwycięska fala. Walki na wyspach Oceanu Spokojnego 1942-1944 - ebook
Pacyfik. Zwycięska fala. Walki na wyspach Oceanu Spokojnego 1942-1944 - ebook
Niniejsza książka w pierwszorzędny sposób przedstawia środkowy etap wojny na Pacyfiku – okres między połową 1942 a połową 1944 roku. Wtedy to równoległe alianckie ofensywy na północ i południe od równika na kształt „zwycięskiej fali” zalały rozległe wyspiarskie imperium Japonii, doprowadzając do nieodwracalnej strategicznej klęski Tokio na Marianach. Były to największe, najkrwawsze, najkosztowniejsze i najbardziej skomplikowane pod względem logistycznym kampanie morsko-lądowe w historii. W ich trakcie doszło do gorzkich sporów między rodzajami amerykańskich sił zbrojnych. Zostawiły one rany, jakich nie zdołało zagoić nawet zwycięstwo.
Te lata i kampanie, choć często przeoczane, zadecydowały o rezultacie wojny na Pacyfiku. Sceny walk w powietrzu, na morzu i w dżungli, kreślone przez Iana W. Tolla, są wprost porywające. Autor zabiera czytelnika na rady wojenne w Waszyngtonie i Tokio, gdzie zderzały się ze sobą kwestie polityki i strategii. Przedstawia też wysiłki w celu zmobilizowania przemysłu wojennego, co stanowiło sekret alianckiego sukcesu. Opartą na dogłębnych badaniach opowieść ożywiają i ubarwiają relacje z pierwszej ręki – listy, dzienniki, raporty czy wspomnienia. To one stanowią źródło istotnych detali, trafnych ocen i przenikliwych spostrzeżeń, jakie można znaleźć na kartach tej monumentalnej historii.
Niniejszy tom, stanowiący kontynuację Pacyfiku. Próby ognia, „niezwykle wciągającej, dramatycznej opowieści” (San Francisco Chronicle), jest drugą częścią trylogii będącej pierwszą od ćwierćwiecza historią całej wojny na Pacyfiku.
Ta publikacja spełnia wymagania dostępności zgodnie z dyrektywą EAA.
| Kategoria: | Historia |
| Zabezpieczenie: |
Watermark
|
| ISBN: | 978-83-8418-742-5 |
| Rozmiar pliku: | 6,9 MB |
FRAGMENT KSIĄŻKI
Dekadę temu, gdy rozpoczynałem długą pracę obejmującą zbieranie materiałów na potrzeby wielotomowej historii wojny na Pacyfiku, musiałem przezwyciężyć dręczące mnie wątpliwości. Wystarczy spędzić kilka minut w każdej większej księgarni czy bibliotece, by przypomnieć sobie, jak ogromna jest literatura historyczna dotycząca II wojny światowej. Nawet jeśli weźmiemy pod uwagę jedynie najnowszy cykl wydawniczy, powiedzmy tytuły opublikowane po 1990 roku, to na półkach i tak jest wystarczająco dużo książek, aby zająć najbardziej zapalonego miłośnika historii na całe życie. Czy możliwe jest, zadawałem sobie pytanie, dodać jeszcze coś użytecznego do morza atramentu poświęconego II wojnie światowej?
Gdy zacząłem brodzić po szyję w tym metaforycznym morzu, moje obawy szybko zniknęły. Zastąpiło je rosnące przeświadczenie, że moja sprawa jest sprawiedliwa. Literatura dotycząca II wojny światowej, choć bez wątpienia olbrzymia, cechuje się uderzającymi dysproporcjami. Niektóre aspekty wielkiego konfliktu opisano niemal wyczerpująco, inne z kolei są zaskakująco zaniedbane. Badania nad alianckim naczelnym dowództwem tak naprawdę nigdy nie doprowadziły do powstania przekonującej, kompleksowej relacji z jego rozważań i decyzji wpływających na teatr działań wojennych na Pacyfiku. Sprzymierzeni uczynili regułę „najpierw Europa” podstawą swej globalnej strategii – zgodzili się uznać nazistowskie Niemcy za głównego wroga, którego należało pokonać w pierwszej kolejności. Amerykanie nigdy nie mogli sobie jednak pozwolić na drugorzędne traktowanie Pacyfiku. Kluczowa rola odegrana przez admirała Ernesta J. Kinga, stosunkowo słabo znanego człowieka, który w czasie wojny stał na czele US Navy i doprowadził do przeprowadzenia wczesnej ofensywy na Oceanie Spokojnym wbrew obiekcjom praktycznie wszystkich liczących się osób, jest z różnych powodów niedostrzegana lub niedowartościowywana. Panuje tendencja (ktoś mógłby stwierdzić, że charakterystyczna dla całej historii wojskowości) do traktowania kampanii lądowych jako „głównego wątku”, przy jednoczesnym degradowaniu operacji morskich do statusu podgatunku, którym powinni zajmować się specjaliści. W przypadku wojny na Pacyfiku skłonność ta dokonała poważnych szkód. Aby to zrozumieć, wystarczy spojrzeć na mapę Oceanu Spokojnego: wojna przeciwko Japonii była prowadzona w przeważającym stopniu na morzu i w powietrzu, a kwestia zniszczenia nieprzyjacielskiej floty stanowiła podstawowy problem strategiczny. Podbijanie wysp nigdy nie było celem samym w sobie. W sytuacji gdy wyspa zajęta przez przeciwnika nie posiadała żadnej wartości, po prosto ją omijano, a jej obrońców zostawiano w spokoju, żeby „stopniowo wymarli”. Wyspecjalizowane siły inwazyjne schodziły na brzeg tylko wtedy, gdy potrzebowano nowej bazy morskiej lub lotniczej. Pasy startowe budowano, wycinając dżunglę, a porty tworzono, wysadzając skały koralowe. Dzięki temu flota i lotnictwo posuwały się na zachód, zyskując możliwość zgromadzenia sił przed kolejnym uderzeniem. Kampanii morskiej należy się centralne miejsce w każdej historii wojny na Pacyfiku, o czym nie zapominałem w swojej pracy.
Zwycięska fala to drugi z planowanych trzech tomów historii wojny na Pacyfiku. Kontynuuje on opowieść z Próby ognia, przedstawiającej pierwsze sześć miesięcy konfliktu, od zaskakującego uderzenia Japończyków na Pearl Harbor do niszczycielskiego ciosu zadanego przez Amerykanów w bitwie o Midway. Tematem niniejszego tomu jest środkowa część wojny, czyli okres od połowy 1942 do połowy 1944 roku. To wówczas dwie równoległe ofensywy Aliantów na północ i południe od równika zalały rozległe wyspiarskie imperium Tokio niczym „zwycięska fala”. Ich zwieńczenie stanowiła nieodwracalna strategiczna klęska Japonii na Marianach. Tak jak w poprzedniej książce, moim celem było włączenie w jedną opowieść wielu różnych i ostro kontrastujących ze sobą punktów widzenia: z alianckiej i japońskiej strony konfliktu, z dalekich tyłów i z frontu, z najwyższych szczebli przywództwa politycznego i wojskowego oraz z pokładów, okopów i kokpitów. Postawiłem sobie za cel przedstawienie całej historii wojny na Pacyfiku. Jest to niewątpliwie onieśmielające zadanie, nawet w trzech tomach liczących łącznie ponad 1500 stron. Jestem w stanie stwierdzić, że trylogia ta będzie pierwszą historią całego konfliktu na Oceanie Spokojnym od przynajmniej 25 lat, a także pierwszą wielotomową kroniką działań na morzu od czasu 15-tomowego dzieła Samuela Eliota Morisona z końca lat 40. i z lat 50. Od tamtej pory interesujący nas obszar badań uległ znacznemu wzbogaceniu. Otworzono nowe archiwa, nagrano lub opublikowano nowe wspomnienia, przetłumaczono nowe i stare japońskie źródła. Utalentowani pisarze i badacze po obu stronach Pacyfiku naświetlili różne aspekty wojny. Pośród kierowców na tej autostradzie przeważa jednak mentalność „trzymania się swojego pasa”. Coraz bogatsza i zróżnicowana literatura zaczęła stawać się niespójna i wyrywkowa. Wyraźny jest brak odpowiednio scalonych opowieści o całej wojnie na Pacyfiku.
W przypadku każdej wielkiej historycznej relacji oczywistym wyzwaniem jest oddanie sprawiedliwości szerokości, głębokości i złożoności tematu. Podejściem najrozsądniejszym (tak aby powstała książka najprostsza do zgłębiania i najłatwiejsza w pisaniu) jest przyjęcie odgórnej, podręcznikowej perspektywy i przedstawianie wszystkich ważnych wydarzeń w kolejności chronologicznej. Praca taka nie dodałaby jednak zbyt wiele do tego, co już posiadamy. Byłaby też pozbawiona kluczowego dla historii poczucia bezpośredniości, bliskości i napięcia. Alternatywą jest podejście epizodyczne: następujące po sobie „głębokie zanurzenia” w poszczególne wydarzenia lub motywy, wybrane w celu ukazania konkretnych aspektów szerszego tematu. Metoda taka w ogromnym stopniu opiera się na osobistych wspomnieniach, relacjach naocznych świadków, wymownych szczegółach oraz wnikliwych spostrzeżeniach obserwatorów i uczestników. Wykorzystuje techniki opowiadania historii znane z powieści, a nawet (czy mogę to powiedzieć?) filmów. Wymaga podjęcia skalkulowanej decyzji, aby zwracać dużą uwagę na jedne kwestie, a innymi zająć się pobieżnie lub całkowicie je pominąć. W związku z tym może stać się celem oskarżeń o przeoczenia bądź zaniedbania. Podejście epizodyczne, o czym mogą poświadczyć czytelnicy moich poprzednich książek, cechuje się także niepoprawną tendencją do wyjeżdżania poza tradycyjne pasy historii wojskowości, a nawet do kluczenia po całej szerokości szosy. Przyznaję się do winy. Spodziewam się też, że jutro znajdę się z powrotem w sądzie, żeby odpowiadać na znane mi już zarzuty identycznym co poprzednio tłumaczeniem.
Relacje z pierwszej ręki, jakie znalazły się w tej opowieści, pochodzą w mniej więcej równych częściach ze źródeł archiwalnych i opublikowanych. Opierałem się w dużym stopniu na przekazach ustnych, nagranych i zapisanych w ostatnich dekadach przez US Naval Institute oraz Uniwersytet Columbia. Analizując decyzje strategiczne i taktyczne, sięgałem po bezpośrednie świadectwa dowódców w raportach z działań, listach, dziennikach i sprawozdaniach. Szczegółowe załączniki na końcu większych raportów zapewniają niekiedy znacznie bardziej wnikliwą analizę (sposobu i przyczyn wygrania lub przegrania bitwy) od tej, jaką można znaleźć w literaturze historycznej. Tak jak w Próbie ognia, często korzystałem z opublikowanych zbiorów relacji ustnych, dzienników i listów. Szczególny nacisk położyłem na nieznane i trudniej dostępne relacje. Wiele z nich wydano w latach 40. lub 50., gdy ich autorzy byli w sile wieku, a ich wspomnienia wciąż były świeże. Pamiętnikarze stanowią grupę, do której przynależą z własnej woli. Zazwyczaj charakteryzują się wrodzonym talentem pisarskim, bystrymi opiniami, nieustraszoną szczerością i kpiącym poczuciem humoru. Mówią nam nie tylko o tym, jak toczono wojnę, ale też jak ją przeżywano. Ich autobiograficznym opowieściom należy się specjalne miejsce pośród świadectw historii, wiele zostało jednak zapomnianych lub nie cieszy się poważaniem.
Każda praca historyczna o tak olbrzymim zakresie musi stanowić, przynajmniej w pewnym sensie, syntezę najlepszych i najnowszych rezultatów badań naukowych w swej dziedzinie. W przypisach i bibliografii przedstawiłem najistotniejsze w mojej opinii publikacje. W miejscach, w których występują kontrowersje, starałem się jak najsprawiedliwiej zaprezentować sprzeczne punkty widzenia przed dodaniem własnych konkluzji.
***
PRAGNĘ PODZIĘKOWAĆ PERSONELOWI Biblioteki Prezydenckiej FDR, National Archives, Naval History and Heritage Command oraz Naval War College. Ronald Russell, były redaktor i webmaster Battle of Midway Roundtable (online na stronie www.midway42.org), ogromnie mi się przysłużył, przeglądając rękopis oraz szczegółowo komentując zarówno kwestie historyczne, jak i językowe. Z tego samego powodu pragnę gorąco podziękować mojemu przyjacielowi Floydowi Beaverowi, świetnemu redaktorowi i pisarzowi oraz naocznemu świadkowi kilku wydarzeń opisanych w niniejszej książce. Jim Hornfischer przeczytał maszynopis i przekazał mi cenne opinie. Jego następna praca, traktująca o Marianach, będzie lekturą obowiązkową dla wszystkich zainteresowanych wojną na Pacyfiku. Moi przyjaciele Damian Smith, Lucy Walker, Andrew Maloney, Feyi Akindoyeni i Kate Deverall gościli mnie, gdy prowadziłem badania w Australii. Robyn Middleton wspaniałomyślnie odnajdywała dla mnie źródła w Australian War Memorial. Smith i Maloney zrobili więcej, niż od nich oczekiwałem, towarzysząc mi w wyprawie na Guadalcanal i Tulagi. W Japonii wsparcie i pomoc zapewniły mi następujące osoby, za co jestem im niezmiernie wdzięczny: Kiyohiko Arafune, Yukio Satoh, Susumu Shimoyama, Yukoh Watanabe, Naoyuki Agawa i wiceadmirał Yoji Koda (Japońskie Morskie Siły Samoobrony, w stanie spoczynku). Za pomoc z fotografiami i przy bibliografii dziękuję Christopherowi Keilmanowi. Raz jeszcze chcę też wyrazić wdzięczność wobec utalentowanej i oddanej Loren Doppenberg, która zajmowała się tworzeniem map.
Mogę z dumą oświadczyć, że Eric Simonoff, najpracowitszy człowiek w branży wydawniczej, jest wciąż moim agentem.
Mam dług wdzięczności wobec całego zespołu w W.W. Norton. Ryan Harrington i Mary Babcock odegrali kluczowe role w powstawaniu tej książki. Mój redaktor, Starling Lawrence, życzliwie pogodził się z moim haniebnym rekordem niedotrzymanych terminów. Jest dla mnie nieustannie cennym rzecznikiem, doradcą i przyjacielem.ROZDZIAŁ II
Na Tulagi Japończyków zbudził ogień dział okrętowych. Zostali całkowicie zaskoczeni. Kapitan Shigetoshi Miyazaki, dowódca bazy wodnosamolotów, wysłał ostrzeżenie do Rabaulu. Gdy pierwsze barki desantowe docierały do odcinka, który marines znali jako plażę Blue, Miyazaki wraz z niewielkim oddziałem żołnierzy ze Specjalnych Sił Desantowych Marynarki Wojennej wycofał się ku górzystemu wnętrzu wyspy. Zanim to uczynił, wysłał ostatni meldunek, śmiało ogłaszając: „Będziemy się bronić do ostatniego człowieka. Módlcie się za nasz sukces”⁷⁵.
W Rabaulu, położonym ponad 1000 kilometrów na północny zachód, mieściła się kwatera główna 8. Floty, dowodzonej przez nowo przybyłego wiceadmirała Gun’ichiego Mikawę, oraz 25. Flotylli Powietrznej, jednostki bazowej z około 90 sprawnymi maszynami, w tym bombowcami, samolotami rozpoznawczymi i myśliwcami Zero. Posiadając dwa działające lotniska i kolejne dwa w rezerwie, Rabaul stanowił fundament japońskiej potęgi powietrznej w regionie, zapewniając wsparcie mniejszym, satelickim lotniskom w miejscach takich jak Kavieng, Lae, Salamaua, Buin i Buka. Znajdował się tam też wspaniały naturalny port w postaci zalanej kaldery o średnicy ponad 1,5 kilometra. Japońscy najeźdźcy jednak nie poważali Rabaulu. Było to gorące, zakurzone, prymitywne miasteczko, nękane częstymi trzęsieniami ziemi oraz zasypywane dławiącymi fragmentami skał i szaroczarnym pyłem z wulkanu Tavurvur, którego masywny czarny stożek dominował nad południowym krajobrazem. Kwatera główna admirała Mikawy mieściła się w ciasnym, rozpadającym się domu kolonialnym. Zwykli żołnierze i marynarze kwaterowali w pozbawionych udogodnień koszarach. Żywiono ich głównie ryżem z jęczmieniem i zupą miso. Funkcję toalet pełniły doły kloaczne. Według jednego ze stacjonujących w Rabaulu oficerów największą zaletą tego miejsca była łaźnia, zbudowana przez Japończyków nad gorącymi źródłami w bazie Tavurvur. Nic nie wzmacniało morale bardziej od ciepłej kąpieli.
Otrzymawszy wieści o inwazji na Wyspy Salomona, kontradmirał Sadayoshi Yamada rozpoczął przygotowania do uderzenia na flotę przeciwnika. Nakazał, aby 27 dwusilnikowych bombowców G4M i dziewięć myśliwców Zero, zatankowanych i uzbrojonych do planowanego ataku na Rabi, alianckie lotnisko na Nowej Gwinei, wystartowało niezwłocznie, kierując się do rejonu Tulagi-Guadalcanal. Nie pozwolił nawet, żeby bombowce przezbrojono w torpedy, znacznie skuteczniejsze przeciwko okrętom od bomb. Bał się, że jego maszyny zostaną zaskoczone na ziemi i zniszczone.
Przyglądając się mapom, piloci Zero pogwizdywali z niedowierzaniem. Musieli dotrzeć do celu odległego o 1050 kilometrów i wrócić. Ich jednomiejscowe samoloty nigdy nie przebyły tak dużego dystansu podczas misji bojowej. Dowódca klucza przekazał podkomendnym, że oszczędzanie paliwa musi mieć pierwszorzędne znaczenie. Mieli polecieć ze zbiornikami podkadłubowymi, ograniczającymi osiągi Zero w walce powietrznej. Nad wrogą flotą mogli przebywać bardzo krótko. Z tych powodów ich sytuacja była bardzo niekorzystna.
Tuż przed godziną 10 rano (czasu Guadalcanal) wielkie G4M ruszyły z rykiem silników po pasach startowych. Kilka minut później ich śladem poszły Zero. Czterdzieści pięć samolotów utworzyło szyk „grotu strzały”: bombowce leciały w trzech, rozmieszczonych schodkowo formacjach „V”. Niedaleko z tyłu, po obu stronach, podążały myśliwce. W trakcie długiego lotu Japończycy znaleźli się bezpośrednio nad dużą Wyspą Bougainville’a, domem dwóch nieustraszonych obserwatorów wybrzeża, którzy już wcześniej schronili się w głębi lasów. W.J. „Jack” Read przebywał na wysuniętym stanowisku wśród porośniętych dżunglą wzniesień na północy, a Paul Mason zaszył się w nieprzystępnej kryjówce na wzgórzu Malabita w pobliżu południowego krańca wyspy. Podczas przygotowań do Operacji Watchtower, chcąc uniknąć opóźnień w rozszyfrowywaniu meldunków, obu mężczyznom nakazano przekazywać informacje o dostrzeżeniu wrogich samolotów bezzwłocznie, transmisjami głosowymi jawnym tekstem.
Krótko przed godziną 11 Mason usłyszał nad głową ryk silników lotniczych. Patrząc przez listowie, dostrzegł armadę japońskich bombowców. Doliczył się 24 maszyn. Bez zwłoki wysłał meldunek: „Od Sto, 24 bombowce lecą do was”⁷⁶. Wiadomość została skopiowana w Port Moresby i przekazana do Townsville, a stamtąd natychmiast do Pearl Harbor, skąd skierowano ją do sił zadaniowych biorących udział w Operacji Watchtower.
Komunikat Masona przebył okrężną drogę, a mimo to dotarł na Saratogę i McCawleya w ciągu zaledwie 30 minut. Czas lotu z Wyspy Bougainville’a do Guadalcanal wynosił ponad dwie godziny, więc Fletcher i Turner mieli dużo czasu na reakcję. Turner rozproszył okręty i kazał im przygotować się do wykonywania uników w razie zagrożenia. Z lotniskowców wystartowały myśliwce z zadaniem przechwycenia wrogich maszyn.
Fletcher został zawczasu ostrzeżony, lecz stał w obliczu poważnych problemów logistycznych. Jego Grummany musiały osłaniać siły zadaniowe oddalone od siebie o 100-120 kilometrów, czyli około 30 minut lotu. Podczas walki powietrznej spalano dużo paliwa, co wymuszało wcześniejszy powrót na okręty. Wtedy pojawiał się problem oczyszczenia pokładu lotniczego, aby przyjąć i zatankować myśliwce. Napięty harmonogram działań powietrznych sprawił, że nieustannie potrzebowano pokładów wszystkich trzech lotniskowców (zasadniczo przez ten sam problem Japończycy przegrali bitwę o Midway). O godzinie 13.15, gdy nieprzyjacielskie maszyny zbliżały się do cieśniny Savo, tylko osiem Wildcatów było gotowych do obrony floty inwazyjnej. Znajdowały się na wysokości 3700 metrów, poniżej warstwy mętnych chmur. Japońskie G4M nadleciały na pułapie 4900 metrów, powyżej chmur, niewidoczne dla Amerykanów. Radio kontroli myśliwców rozbrzmiewało ostrzeżeniami radarów.
Nagle wszystkie bombowce wyłoniły się z chmur w płytkim locie nurkowym. Porucznik James J. Southerland, dowódca klucza F4F z Saratogi, wzniósł przez radio okrzyk „tally-ho”: „Bombowce horyzontalne, trzy klucze, każdy po dziewięć samolotów, nad Savo, lecą w stronę transportowców (…). Na nich, chłopcy”⁷⁷. Southerland obniżył lot, odbijając w lewo, po czym wystrzelił kilka serii w kierunku najbliższej japońskiej maszyny z odległości zaledwie 450 metrów. Kontynuując obiecujący atak, sprawił, że jeden z G4M runął w dół w płomieniach. Kilka sekund później z chmur wypadły jednak Zero, biorąc na cel trzech jego skrzydłowych. Dwa Wildcaty spadły korkociągiem do morza. Piloci pozostałych musieli zanurkować, ratując życie.
Gdy japońscy lotnicy znaleźli się poniżej warstwy chmur, zdumiała ich wielkość amerykańskiej floty. Bombowce kontynuowały lot na wschód. Zeszły na 3000 metrów i zrzuciły ładunek nad transportowcami grupy XRAY, manewrującymi z dużą prędkością blisko przylądka Lunga. Niebo pokryło się ciemnymi smugami po wybuchach pocisków z dział przeciwlotniczych, ale japońskie samoloty zachowały szyk. Sternicy spokojnie wykonywali uniki. Wszystkie lśniące ukośne sznury bomb spadły do morza w pobliżu przylądka Lunga, nie czyniąc nikomu krzywdy. G4M zawróciły na zachód, rozpoczynając długą drogę powrotną do Rabaulu⁷⁸.
Nad wyspą Savo i zachodnią częścią Guadalcanal nadal trwało zaciekłe starcie myśliwców. Wśród pilotów Zero znajdowali się dwaj spośród najskuteczniejszych asów myśliwskich Nippon Kaigun: Hiroyoshi Nishizawa, któremu przyznano łącznie 87 zestrzeleń, co dało mu pierwsze miejsce na liście japońskich asów, oraz Saburō Sakai, który przeżył wojnę, mając na swoim koncie około 60 zestrzeleń (Sakai jest autorem fascynujących i wiarygodnych wspomnień zatytułowanych Samuraj, przełożonych na angielski w latach 50.). Southerland po zapaleniu jednego z G4M wszedł w spiralny lot nurkowy, próbując umknąć przed dwoma ścigającymi go Zero. Samolot porucznika Josepha R. Daly’ego, podziurawiony pociskami z kaemów kal. 7,7 mm zaczął obracać się i opadać w stronę morza. Zbiornik z paliwem stanął w ogniu, pożar ogarnął też kokpit: „Paliły się moje ubrania, moje spodnie i koszula. Nie widziałem niczego poza czerwonymi płomieniami wszędzie wokół”⁷⁹. Daly otworzył szarpnięciem osłonę kabiny i wyskoczył. Przeleciał przez warstwę chmur na wysokości 2100 metrów, po czym otworzył spadochron.
Saburo Sakai nigdy wcześniej nie widział myśliwca F4F. Spoglądając w dół, zauważył mniej więcej 450 metrów poniżej pojedynczego Wildcata w starciu z trzema Zero. Porucznik Southerland wykonywał serię ostrych spirali w lewo, uniemożliwiając prześladowcom wzięcie go na cel. Raz po raz zmuszał przeciwników, aby wysuwali się przed niego, po czym zasypywał ich skrzydła pociskami kal. 12,7 mm. Sakai włączył się do walki i szybko dał się zaskoczyć umiejętnościom Southerlanda: „Do tej pory nie widziałem nieprzyjacielskiego samolotu, który poruszał się równie szybko i z tak wielką gracją”⁸⁰. Wykonując beczki i gwałtownie zmniejszając siłę ciągu, Sakai i Southerland próbowali zyskać przewagę. W końcu oba samoloty weszły w pionową spiralę z jednym skrzydłem skierowanym w dół, ku morzu, a drugim w stronę nieba. Intensywne przeciążenie wbiło obu mężczyzn w fotele, zmuszając ich do wyciągania szyi, żeby utrzymać głowy prosto. Po piątej spirali Southerland wykonał pętlę, a Sakai znalazł się na jego ogonie. „Miałem go – napisał Japończyk. – W tego rodzaju manewrze Zero mógł pokonać każdy myśliwiec na świecie”⁸¹.
Sakai wystrzelił długą serię z karabinów maszynowych kal. 7,7 mm w kokpit Southerlanda, ale wytrzymały Grumman leciał dalej: zdawało się, że przetrwał bez szwanku otrzymane ciosy. Japoński pilot przyspieszył i zrównał się z Wildcatem. Dwaj mężczyźni nawiązali kontakt wzrokowy. Sakai dostrzegł, że Southerland jest ciężko ranny: miał krew na ramieniu i klatce piersiowej. Amerykanin uniósł dłoń i pomachał. Sakai potrząsnął pięścią i krzyknął do przeciwnika, aby walczył, „a nie latał jak rzutek”⁸². Jednak kaemy Southerlanda się zacięły, a jego samolot otrzymał kilkaset trafień; aluminiowe pokrycie kadłuba i skrzydeł zostało poszatkowane tak bardzo, że Sakai widział obnażony szkielet. Tablica przyrządów uległa całkowitemu zniszczeniu. Osłona kabiny była roztrzaskana, radio nie działało, klapy nie reagowały, a do kokpitu wlewała się ropa. Amerykanin odniósł jedenaście ran. Nie miał wyboru, musiał wyskoczyć. Gdy Sakai wystrzelił kilka pocisków kal. 20 mm w nasadę skrzydła Wildcata, zapalając maszynę, Southerland odpiął pasy i wydostał się z kokpitu. Znajdował się na wystarczająco dużej wysokości, by otworzyć spadochron przed uderzeniem w korony drzew. Odniósł poważne obrażenia, między innymi od pocisku kal. 7,7 mm, który przeszedł mu przez stopę, a mimo to zdołał dotrzeć lądem do amerykańskich pozycji.
Sakai rzucił się wówczas w pościg za ośmioma bombowcami nurkującymi, pochodzącymi z eskadr VB-6 i VS-5 z Enterprise’a. SBD utrzymały szyk, a tylni strzelcy skoncentrowali ogień na silniku i kokpicie zbliżającego się Zero. Pocisk kal. 7,62 mm otarł się o czaszkę japońskiego pilota, oślepiając go na prawe oko. Mimo okropnej rany Sakai zdołał nie tylko przeżyć, ale też wrócić do oddalonego o ponad 1000 kilometrów Rabaulu i bezpiecznie wylądować. Stracił oko, lecz w 1944 roku ponownie znalazł się w służbie jako pilot.
Klucz dziewięciu bombowców nurkujących Aichi D3A2 (aliancki kryptonim „Val”), uderzył na transportowce grupy XRAY niedaleko przylądka Lunga, zrzucając 60-kilogramowe bomby. Jedna z nich ugodziła nadbudówkę niszczyciela Mugford, zabijając 21 ludzi, ale tylko nieznacznie uszkodziła okręt. Wildcaty ruszyły w pościg za odlatującymi maszynami przeciwnika i zalały je ogniem karabinów maszynowych kal. 12,7 mm. Wszystkie japońskie bombowce zostały zniszczone: niektóre w walce, inne na skutek wodowania. Utracono przy tym 12 z 18 członków załóg.
U południowego wybrzeża Guadalcanal nastroje w 61. Siłach Zadaniowych były zdecydowanie optymistyczne. Pewien oficer z niszczyciela obserwował pierwszą falę samolotów powracających na Waspa: „Rozradowani piloci krążyli wokół, kołysząc skrzydłami i machając, gdy nad nami przelatywali”⁸³. Lądowały kolejne maszyny, a wieści szybko się rozchodziły: początkowe ataki z użyciem bomb i broni pokładowej wyeliminowały z dalszej walki wszystkie japońskie samoloty w okolicy, zanim te zdołały wystartować. Działania powietrzne dopiero się jednak rozpoczynały. Od świtu samoloty startowały z trzech lotniskowców aż 704 razy i lądowały 686 razy. Marynarze wstali na długo przed wschodem słońca, z przekrwionymi oczami zjedli śniadanie i o godzinie 5 zostali wezwani na stanowiska. Pracowali niemal do granicy wyczerpania. Loty rozplanowano co do minuty, z najdrobniejszymi szczegółami. Admirał Thomas C. Kinkaid, dowódca 16. Sił Zadaniowych, przyrównał harmonogram działań z tego dnia do „rozkładu jazdy pociągów”⁸⁴. Samoloty lądowały, po czym tankowano je i uzbrajano, uzupełniano zapas tlenu i przygotowywano do wzbicia się w powietrze po raz kolejny. Ponowne starty następowały w rekordowym tempie. W jednym przypadku licząca osiem maszyn eskadra wylądowała na pokładzie Waspa i wystartowała w ciągu 16 minut⁸⁵. Co nieuniknione, przytrafiały się niefortunne wypadki. Samoloty wpadały do morza lub koziołkowały nad barierami i musiały być wyrzucone za burtę. Niektóre nie odnalazły swych okrętów w drodze powrotnej i przymusowo wodowały.
Grupy powietrzne skutecznie obroniły flotę Turnera, ale poniesione tego dnia straty pośród myśliwców okazały się niepokojąco wysokie. Piętnaście Grummanów zostało zniszczonych lub zmuszonych do wodowania. Pięć kolejnych odniosło ciężkie uszkodzenia. W początkowym starciu z Zero, pilotowanymi przez niektórych spośród najlepszych asów Nippon Kaigun, Wildcaty poniosły 50-procentowe straty. Większa prędkość i zwrotność Zero wciąż stanowiły przyczynę poważnych obaw. Grummanów potrzebowano do osłony własnych lotniskowców i floty Turnera w cieśninie Savo oraz do eskortowania wszelkich uderzeń lotniczych w razie pojawienia się w pobliżu lotniskowców przeciwnika. Admirał Kinkaid doszedł do wniosku, że 18 myśliwców na okręt to liczba „dalece niewystarczająca”. W rezultacie do końca 1942 roku została ona dwukrotnie zwiększona. Na razie jednak Fletcher musiał radzić sobie z tym, co posiadał. Miał dobre powody, by zastanawiać się, czy dysponuje odpowiednio licznymi myśliwcami, żeby obronić flotę w dniu D+1.¹ Clemens, Alone on Guadalcanal, s. 57.
² Read, „Report by Lieut. W.J. Read on Coastwatching Activity”, s. 59.
³ Clemens, Alone on Guadalcanal, s. 149.
⁴ Ibid., s. 32.
⁵ Rhoades, „Secret Diary”, s. 1.
⁶ Ibid., s. 4.
⁷ Clemens, Alone on Guadalcanal, s. 106.
⁸ Ibid., s. 110.
⁹ Wpis z 4 maja 1942 roku, Rhoades, „Secret Diary”, s. 4.
¹⁰ Clemens, Alone on Guadalcanal, s. 105.
¹¹ Ibid., s. 147.
¹² Rhoades, „Secret Diary”, s. 7.
¹³ Clemens, Alone on Guadalcanal, s. 187.
¹⁴ Ibid., s. 188.
¹⁵ Być może autorem tego powiedzenia jest Bundy. Stimson i Bundy, On Active Service in Peace and War, s. 506.
¹⁶ Karsten, Naval Aristocracy, s. XIV.
¹⁷ Zob. kąśliwe uwagi na ten temat Ruthvena E. Libby’ego, wiceadmirał Ruthven E. Libby, USN (w stanie spoczynku), USNI Oral History Program, 1984, s. 56-62.
¹⁸ Twining i Carey, No Benden Knee, s. 29.
¹⁹ MacArthur do szefa sztabu US Army, 23 maja 1942, NARA, RG 38, „CNO Zero-Zero Files”, Box 38.
²⁰ Trumbull, „Big Bombers Won”.
²¹ Mears, Carrier Combat, s. 78.
²² Smith i Finch, Coral and Brass, s. 18.
²³ Tom Lea, „Peleliu Landing”, Reporting World War II, t. 2, cz. II, s. 500.
²⁴ Churchill do Roosevelta, 13 czerwca 1942, Loewenheim, Langley i Jonas (red.), Roosevelt and Churchill, s. 220.
²⁵ „Sacrifice Will Win, Says Admiral King”.
²⁶ Walter Muir Whitehill, „A Note on the Making of This Book”, King i Whitehill, Fleet Admiral King, s. 649-650.
²⁷ Stoler, Allies and Adversaries, s. 69.
²⁸ Ambrose, Eisenhower, s. 141.
²⁹ Wpis z 20 stycznia 1943, Alanbrooke, War Diaries, s. 364.
³⁰ Admirał Ernest J. King do Kolegium Połączonych Szefów Sztabów, „J.C.S. – Defense of Island Bases in the Pacific”, 6 kwietnia 1942, FDR Safe Files, Box 4, teczka George’a C. Marshalla.
³¹ „Memorandum for the President”, 18 stycznia 1942, akta Ernesta J. Kinga, Box 9, korespondencja FDR.
³² „Situation in South Pacific and Southwest Pacific Areas as of the end of May, 1942”, naczelny dowódca US Fleet do szefa sztabu US Army, memorandum z 12 maja 1942, NARA, RG 38, „CNO Zero-Zero Files”, Box 60.
³³ King, „Memorandum for the President”, 5 marca 1942, akta Ernesta J. Kinga, Box 9, korespondencja FDR.
³⁴ COMINCH do CINCPAC, 23.03-23.06, 24 czerwca 1942, dziennik CINCPAC, księga 1, s. 602-603.
³⁵ COMINCH do CINCPAC, 18.40, 25 czerwca 1942, ibid., s. 603.
³⁶ COMSOPAC do CINCPAC, 00.15, 26 czerwca 1942, ibid., s. 604.
³⁷ Plan Operacji Pestilence, COMSOPAC File No. A 4-3/A16-3, Serial 0017, NARA RG 38, „SOPAC Amphibious Force Diary, July 1942”, Box 173; oraz depesze COMSOPAC, dziennik CINCPAC, księga 1, s. 487-596.
³⁸ „Interview of Captain M.B. Gardner, USN, Chief of Staff, ComAirSoPac”, 13 stycznia 1943, Bureau of Aeronautics, s. 2-3, akta Samuela Eliota Morisona, Coll/606, Box 24.
³⁹ D.J. Vellis, relacja ustna zapisana w: Olson, Tales from a Tin Can, s. 89; Huie, Can Do!, s. 93-95.
⁴⁰ „Callaghan’s Report on Conference”, Saratoga, 28 lipca 1942, akta Samuela Eliota Morisona, Coll/606, Box 24.
⁴¹ Vandegrift i Asprey, Once a Marine, s. 105.
⁴² „Division Commander’s Final Report on Guadalcanal Operations”, 24 maja 1943, s. 2-4, akta Samuela Eliota Morisona, Coll/606, Box 25.
⁴³ Vandegrift i Asprey, Once a Marine, s. 111.
⁴⁴ COMINCH do CINCPAC, 23.03-23.06, 24 czerwca 1942, dziennik CINCPAC, księga 1, s. 602-603.
⁴⁵ „Joint Directive for Offensive Operations in the Southwest Pacific Area”, 2 lipca 1942, NARA, RG 38, „CNO Zero-Zero Files”, Box 38, folder „Memos to Gen. Marshall, 15 Jan. 42-1 Sept. 44”.
⁴⁶ „COMSWPACFOR do COMINCH, etc., July 9, 1942”, COMSOPAC, „Top Secret Incoming and Outgoing Dispatches, 1942-45”, NARA, RG 38: 0313, Container 1.
⁴⁷ COMINCH do szefa sztabu US Army, 10 lipca 1942, NARA, RG 38, „CNO Zero-Zero Files”, Box 38, folder „Memos to Gen. Marshall, 15 Jan. 42-1 Sept. 44”.
⁴⁸ COMINCH do COMSOPAC, 21.00, 10 lipca 1942, dziennik CINCPAC, księga 1, s. 616.
⁴⁹ Twining i Carey, No Bended Knee, s. 30.
⁵⁰ Merillat, Guadalcanal Remembered, s. 21.
⁵¹ Twining i Carey, No Bended Knee, s. 27.
⁵² Por. Chester M. Stearns, wywiad z listopada 1943 roku, przeprowadzony na pokładzie Baltimore, notatnik Morisona, Pacific XII 1943, akta Samuela Eliota Morisona, Coll/606, Box 26.
⁵³ Major Justice Chambers, USMCR, relacja ustna, NARA, RG 38, „World War II Oral Histories and Interviews, 1942-1946”.
⁵⁴ Major Donald Dickson, USMC, relacja ustna, ibid.
⁵⁵ Mears, Carrier Combat, s. 100.
⁵⁶ Vandegrift i Asprey, Once a Marine, s. 120.
⁵⁷ Twining i Carey, No Bended Knee, s. 45.
⁵⁸ Szczegóły w: NARA, RG 38, „SOPAC Amphibious Force Diary, August 1942”, Box 173.
⁵⁹ Roland N. Smoot, USNI Oral History Program, 1972, s. 92.
⁶⁰ „Annex King to Operation Plan No. A3-42”, s. 3, NARA, RG 38, „SOPAC Amphibious Force Diary, July 1942”, Box 173; Rogal, Guadalcanal, Tarawa and Beyond, s. 51-52.
⁶¹ „Vice Admiral Crutchley’s Report on Operation Watchtower”, 3 września 1942, akta Samuela Eliota Morisona, Coll/606, Box 26.
⁶² Merillat, Island, s. 28.
⁶³ Roland N. Smoot, USNI Oral History Program, 1972, s. 93.
⁶⁴ Tregaskis, Guadalcanal Diary, s. 15.
⁶⁵ Rogal, Guadalcanal, Tarawa and Beyond, s. 52.
⁶⁶ Manchester, Goodbye, Darkness, s. 162.
⁶⁷ Tregaskis, Guadalcanal Diary, s. 31.
⁶⁸ Twining i Carey, No Bended Knee, s. 63.
⁶⁹ Major Justice Chambers, USMCR, relacja ustna, NARA, RG 38, „World War II Oral Histories and Interviews, 1942-1946”; Tregaskis, Guadalcanal Diary, s. 36.
⁷⁰ W wielu relacjach zniszczenie Kawanishi przypisano działom San Juan. Jednak admirał Crutchley, dowodzący grupami wsparcia ogniowego, stwierdził, że dokonały tego F4F, atakując z użyciem broni pokładowej. „Vice Admiral Crutchley’s Report on Operation Watchtower”, 3 września 1942, s. 9-10, akta Samuela Eliota Morisona, Coll/606, Box 26.
⁷¹ Negatywy zdjęć wykonanych z samolotu dowódcy grupy lotniczej Waspa potwierdziły twierdzenia VF-71. Raport działań Waspa, „Capture of the Tulagi-Guadalcanal Area, 7-8 August 1942”, datowany 14 sierpnia 1942, FDR Map Room Papers, Box 178.
⁷² Major Donald Dickson, USMC, relacja ustna, NARA, RG 38, „World War II Oral Histories and Interviews, 1942-1946”.
⁷³ Farmaceuta Frederick A. Moody, USN, relacja ustna, zapisana w Departamencie Marynarki Wojennej, 21 kwietnia 1943, „World War II Oral Histories and Interviews, 1942-1946”.
⁷⁴ Tregaskis, Guadalcanal Diary, s. 44.
⁷⁵ Lundstrom, First Team and the Guadalcanal Campaign, s. 38.
⁷⁶ Lindsay, Coast Watchers, s. 197.
⁷⁷ Lundstrom, First Team and the Guadalcanal Campaign, s. 48.
⁷⁸ Wpis z 8 sierpnia, 1942, s. 6, dowódca sił desantowych, 62. Siły Zadaniowe, dziennik, sierpień 1942, NARA, RG 38, „World War II War Diaries”, Box 173.
⁷⁹ Lundstrom, First Team and the Guadalcanal Campaign, s. 52.
⁸⁰ Sakai, Caidin i Saito, Samurai!, s. 151.
⁸¹ Ibid.
⁸² Ibid., s. 152.
⁸³ Calhoun, Tin Can Sailor, s. 53.
⁸⁴ Thomas C. Kinkaid, CCOH Naval History Project, Nr 429, t. 1, s. 186.
⁸⁵ Wasp, raport z działań, „Capture of the Tulagi Guadalcanal Area, 7-8 August, 1942”, s. 5, datowany 14 sierpnia 1942, FDR Map Room Papers, Box 178.