Facebook - konwersja
Przeczytaj fragment on-line
Darmowy fragment

  • nowość

Pajęcza sieć - ebook

Wydawnictwo:
Format:
EPUB
Data wydania:
24 maja 2026
24,90
2490 pkt
punktów Virtualo

Pajęcza sieć - ebook

W niszczejącej kamienicy zostaje zamordowana młoda kobieta. Wszystko wskazuje na prostą sprawę: para narkomanów, kłótnia, nóż, przyznanie się do winy. Ale Maria Wysocka patrzy z bliska na śmierć wystarczająco długo żeby nie zauważyć, że elementy tej układanki składają się w całość zbyt łatwo i zbyt szybko... a może ta sprawa jest naprawdę prosta? Gdy Maria zastanawia się, czy faktycznie nie przesadza z szukaniem drugiego dna, ginie świadek. To też może być przypadek, ale słowo napisane na ciele drugiej ofiary mrozi Marii krew w żyłach. Słowo, które oznacza powrót do koszmaru... Wysocka nie wiedziała, że przez lata tkwiła wplątana w sieć... a pająk właśnie przyszedł po swoją zdobycz. Agnieszka Mazurek - psychoterapeutka z Warszawy debiutująca swoją pierwszą powieścią kryminalną. Interesują ją doświadczenia traumatyczne i urazowe oraz ich wpływ na bieżące zachowania i decyzje człowieka.

Ta publikacja spełnia wymagania dostępności zgodnie z dyrektywą EAA.

Kategoria: Kryminał
Zabezpieczenie: Watermark
Watermark
Watermarkowanie polega na znakowaniu plików wewnątrz treści, dzięki czemu możliwe jest rozpoznanie unikatowej licencji transakcyjnej Użytkownika. E-książki zabezpieczone watermarkiem można odczytywać na wszystkich urządzeniach odtwarzających wybrany format (czytniki, tablety, smartfony). Nie ma również ograniczeń liczby licencji oraz istnieje możliwość swobodnego przenoszenia plików między urządzeniami. Pliki z watermarkiem są kompatybilne z popularnymi programami do odczytywania ebooków, jak np. Calibre oraz aplikacjami na urządzenia mobilne na takie platformy jak iOS oraz Android.
ISBN: 9788397258518
Rozmiar pliku: 1,1 MB

FRAGMENT KSIĄŻKI

ROZDZIAŁ 1

Ze snu wyrwał ją telefon. Dźwięk tak przeszywający, jakby wwiercał się w jej czaszkę. Zanim otworzyła oczy, przez ułamek sekundy, nie pamiętała tego, kim i gdzie jest. To był jej ulubiony moment dnia. Najgorsze w nim było to, że trwał tak krótko. Maria rozejrzała się po pokoju. Na ekranie dzwoniącego telefonu wyświetlało się nazwisko Rawicza. Nawet nie siliła się na to, by usiąść. Wcisnęła zieloną słuchawkę i położyła telefon na uchu. Chciała odroczyć pobudkę chociaż o tych kilka kolejnych sekund.

– Będę za dziesięć minut – usłyszała w słuchawce obojętny głos Rawicza, a potem sygnał końca rozmowy. Nie poczekał na jej odpowiedź. Dobrze. I tak nie miała jeszcze ochoty z nikim rozmawiać.

Za oknem było ciemno. Z zegarka odczytała czwartą dwadzieścia osiem. Zsunęła z siebie kołdrę. Od chłodnego powietrza miała gęsią skórkę. Szybko roztarła skórę na przedramionach i poszła do łazienki. Z niechęcią spojrzała na zmęczoną twarz. Tydzień temu skończyła czterdzieści siedem lat. Wciąż nie mogła tego przetrawić.

Skorzystała z toalety, niedbale umyła zęby i przeczesała już lekko siwiejące, ale wciąż brązowe włosy. Związała je w niedbały koczek. Zgasiła światło i szybko wyszła z łazienki. Spojrzała na zegarek. Zostały jej dwie minuty do wyjścia. Z krzesła ściągnęła wczorajszy sweter i jeansy. Liczyła na to, że wezwanie będzie krótkie i zaraz wróci do domu. Zgarnęła torbę i wyszła z mieszkania. Znalazła się na klatce schodowej, o tej porze nie spodziewała się tu spotkać kogokolwiek. Jej mieszkanie znajdowało się na ostatnim piętrze. Przekręciła klucz do drzwi mieszkania. Przez chwilę zastanawiała się, czy użyć windy, ale ostatecznie wybrała schody. Potrzebowała trochę ruchu, by pobudzić umysł. Po drodze założyła czarny, wełniany płaszcz i okręciła się czarnym szalem.

Na dole, w fordzie, czekał już Rawicz. Gdy otworzyła drzwi uderzył w nią zapach kawy. Szybko wsiadła, żeby uciec przed zimnem poranka.

– Duża sprawa? – rzuciła.

– Mhm – mruknął. – Nie chcieli mi za dużo powiedzieć, ale na miejscu jest chyba połowa komendy, więc sama sobie wyobraź.

– Dobra. Jak czeka na nas tyle emocji to chyba mogliśmy sobie darować kawę, ale jak już jest, to grzech byłoby jej nie wypić – próbowała wysilić się na żart, ale sama zorientowała się, że nie był śmieszny. Sięgnęła po kubek kawy kupiony na tej samej stacji, co zawsze. Pociągnęła mały łyk, kawa była jeszcze gorąca. Spłynęła jej po przełyku i rozlała się po żołądku. – A wiesz kto dostanie sprawę?

– My – przewrócił oczami.

– Chciałam szybko wrócić – oparła głowę o szybę i przymknęła oczy. Wczoraj wypiła trochę za dużo i pobolewała ją głowa.

– W schowku masz ibuprofen. I weź miętówkę. Najlepiej dwie.

Bez słowa sięgnęła do schowka. Nie pamiętała dokładnie, kiedy Rawicz się zorientował. Nie rozmawiali o tym nigdy, ale od kilku miesięcy miał dla niej zawsze „zestaw ratunkowy”, proszki na ból głowy, miętówki i gumy do żucia, kawę, czasem elektrolity. Dziwnie się z tym czuła, ale po tym uczuciu szybko przychodziła ulga, że nie suszy jej o to głowy i nie strzela moralizatorskich pogadanek. Na co dzień nie poświęcała temu za dużo uwagi. Wierzyła w to, że taki los policjanta. Zaraz ruszyli. Nie miała jeszcze ochoty myśleć o czekającej ich sprawie. Znowu oparła głowę o szybę i próbowała się zdrzemnąć.

Z półsnu wybudziło ją szarpnięcie auta. Zatrzymało ich czerwone światło. Gdy stanęli Maria rozejrzała się wokół. Poza nimi na ulicy nie było prawie nikogo. Pomyślała, że większość mieszkańców jeszcze śpi.

Zatrzymała wzrok na Rawiczu. Pracowali razem tak długo, że z czasem przestała go zauważać, ale dzisiaj – może dla zabicia czasu, zaczęła mu się przyglądać. Krzysztof Rawicz wydawał jej się od zawsze mało interesujący. Wiele można było o nim powiedzieć, ale nie to, że był przystojny. Właściwie to niewiele o nim wiedziała. Znała kilka szczegółów z jego prywatnego życia. Bez wątpienia dzisiaj był niewyspany. Nie ogolił się, pewnie wyszedł z domu natychmiast po telefonie z centrali. Rawicz zauważył, że Maria mu się przygląda, ale nie dał tego po sobie poznać. Cenił dystans, który między nimi był.

Dojeżdżali. Kilka minut później byli na miejscu. Osiedle od lat miało szemraną reputację, chociaż zabudowane było starymi kamienicami i willami w stylu art déco. Powstało zaraz przed wojną, w latach 30. Po wojnie były jakieś problemy prawne i wielu mieszkańców nie mogło wrócić do swoich domów a miasto nie miało prawa przejąć tych budynków. Przez kolejne lata osiedle niszczało. Teraz wypełnione było głównie pustostanami a czasy świetności miało już za sobą. W wielu budynkach okna dosłownie były pozabijane deskami. W części kamienic dalej funkcjonowały mieszkania komunalne, w których mieszkały pojedyncze rodziny. Zdarzały się też nielegalne noclegownie – najczęściej w opuszczonych willach, tam łatwiej było wejść przez piwnicę. Poza tym na tym osiedlu nie działo się nic. Nikt tu nie przychodził, jeśli nie musiał, nie było po co. Nie było tu sklepów, żadnych punktów usługowych, nie przyjeżdżały nawet policyjne patrole. Każde miasto ma takie owiane złą sławą osiedle – to również nie było pod tym względem wyjątkiem.

Światła radiowozów nie pasowały Marii do szarugi tego poranka. Wyglądały groteskowo, jak scena z amerykańskiego filmu. Wysiedli pod kamienicą. Maria naciągnęła szalik, osłaniając się od zimna i przeszła pod policyjną taśmą. Jakiś mundurowy wpisał do notesu ich dane, Maria Wysocka, Krzysztof Rawicz, wydział zabójstw, Komenda Wojewódzka.

Weszli przez bramę. Zazwyczaj otwarte było tylko jedno skrzydło. Teraz policjanci chcieli ułatwić sobie pracę, więc otworzyli na oścież całą bramę. Światło wpadające teraz z ulicy podkreślało brzydotę tego miejsca. Popękane tynki, wiszące z sufitu kable, pozostałości starych graffiti, leżący w kątach brud i piwniczny zapach budziły w Marii niepokój. W całej kamienicy cuchnęło stęchlizną i kurzem. Od zdarzenia w magazynie nie lubiła pracować w nocy. Zaczęła odczuwać znajome objawy lęku, dziwaczne uczucie, jakby mały ptak zatrzepotał skrzydłami w jej piersi. Wzięła kilka głębszych wdechów. Krok za krokiem zanurzała się w większy mrok.

Wokół było słychać kroki i przytłumione rozmowy policjantów, którzy przyjechali na miejsce wcześniej. Wydawało jej się, że mundurowi oblegają teraz całą kamienicę.

– Co tu się stało? – powiedziała bardziej do siebie niż do Rawicza. Pracowała w wydziale od tak dawna, że wiedziała, że szykuje się poważna zbrodnia i duża sprawa.

Weszli w głąb podwórka, po prawej stronie była stara, drewniana klatka schodowa. Stopnie były tak wydeptane, że między krańcami a środkiem desek były wyraźnie zauważalne zagłębienia. Przez głowę przeszła jej myśl o tym, jacy ludzie zostawiali te kroki przez ostatnie sto lat, kto nimi chodził, co widział, co przeżył. Żałowała, że przedmioty nie mają pamięci, którą można byłoby odtworzyć. Jak łatwa byłaby wtedy ich praca. Nie musieliby wtedy polegać na zmysłach ludzi, ich wybiórczej pamięci i ich subiektywnym postrzeganiu zdarzeń. W pokoju przesłuchań spędziła setki godzin swojego życia. Początkowo frustrowało ją, gdy ludzie, którzy brali udział w tym samym zdarzeniu opowiadali jego różne wersje. Zarzucała im kłamstwa, podejrzewała o mataczenia, chęć ukrycia prawdy lub sprawcy. Z czasem jednak nauczyła się, że tak działa człowiek. W stresie, a zwłaszcza wtedy, gdy jesteśmy świadkiem lub uczestnikiem zagrażającego zdarzenia, skupiamy się na tym, co najważniejsze: na przykład na broni – a nie na tym jaki kolor swetra miał napastnik. Z rozważań wybiły ją stuknięcia otwieranego zamka. Z mieszkania na drugim piętrze wyjrzała sąsiadka, starsza pani. Nie wyglądała na przestraszoną, raczej na zdziwioną. Wydało się to Marii osobliwe – wielu ludzi reaguje lękiem na ich widok w swoim domu, ale starsi ludzie rządzą się swoimi prawami. Często przeżyli już tak dużo, że mało rzeczy jest w stanie ich przestraszyć. Wysocka i Rawicz minęli ją bez słowa. Któryś z młodszych stopniem policjantów spisał albo spisze jej zeznania.

Trzecie piętro było doświetlone. Wszędzie stały reflektory techników. Bez problemu można było teraz obejrzeć każdy kąt i najmniejszą szczelinę w podłodze. W wielu miejscach położono już numerki dowodowe znakujące znalezione dotąd ślady. Z mieszkania wyszedł śledczy Stefaniak. Zostało mu kilka miesięcy do przejścia na emeryturę. Jego obecność tutaj była kolejnym dowodem na to, że sprawa jest duża. Wszyscy na komendzie już mu odpuszczali, a w ostatnich tygodniach w pracy Stefaniak zajmował się już głównie papierami i oglądaniem meczy na stronach z pirackimi transmisjami, stękając za każdym razem, gdy wyskakiwał mu baner reklamujący ziołową viagrę lub podobne bzdury. Rawicz i Wysocka nie weszli jeszcze dobrze na trzecie piętro, kiedy Stefaniak zaczął przekazywać zebrane dotąd informacje.

– Dobrze, że jesteście. O 4:03 dyżurny dostał telefon. Dzwonił Adam Sadowski – Stefaniak sprawdził szczegóły w notesie. – Wracał nad ranem z imprezy. Był sam. Gdy wchodził na górę zobaczył, że drzwi od mieszkania ofiary są uchylone. Utrzymuje, że znali się z ofiarą. Na razie nie ustaliliśmy jeszcze charakteru relacji. Przez to, że się znali, zdecydował się wejść do środka. Myślał, że ofiara nie zamknęła drzwi i jest pijana albo naćpana. Gdy zajrzał do środka, to już od wejścia zobaczył ślady krwi. Technicy potwierdzili, że ta wersja jest możliwa. Nie podjął próby udzielenia jej pomocy, ale szczerze mówiąc… i tak by niczego nie wskórał.

– No dobra, pokaż nam ofiarę – powiedziała i minęła Stefaniaka. Rawicz poszedł za nią. Wstrzymała oddech, gdy zobaczyła zaschniętą na podłodze krew. Nie wiedziała, co zobaczy, gdy zrobi kolejny krok. Dałaby wiele, żeby od razu dokładnie wiedzieć co zastanie za rogiem. W tej chwili serce waliło jej jak oszalałe, a na czole pojawiły się kropelki potu. Nigdy nie dawała po sobie poznać, ile kosztuje ją oglądanie miejsc zbrodni – a to już 14 lat w tym wydziale. Powoli wypuściła powietrze i zacisnęła usta. Pewnym krokiem weszła do mieszkania. Za jej plecami przezywali ją „Lodowiec”, bo na miejscu zbrodni nigdy nie traciła zimnej krwi. Tylko Rawicz widział, co przeżywa. Spędzali razem tyle czasu, że widział wszystko – szczególnie to, co Maria próbowała przed nimi ukryć.

Weszli w głąb mieszkania. Mały przedpokój prowadził do trzech pomieszczeń. Z lewej strony były drzwi do małej łazienki. Przez uchylone drzwi było widać ubytki w płytkach i żeliwną, ale zardzewiałą w wielu miejscach wannę. Łazienka była brudna, zagracona. Naprzeciwko wejścia mieściła się kuchnia. Jej stan był jednak tak opłakany, że przypominał bardziej ogłoszenia ofert sprzedaży mieszkań do generalnego remontu, niż zamieszkany dom. Ze ścian wystawały rury. W prawym kącie pomieszczenia, przy oknie, stała mała lodówka. Na ścianie po lewej smętnie wisiał zlew. Opierał się tylko na ramie szafki, reszty prawdopodobnie nie było tutaj już od lat. Na ścianie wisiała jedna półka, na której stały jakieś naczynia, garnki, kubki. Wszystko bardzo wątpliwej czystości, na co również wskazywał zapach rodem ze śmietnika osiedlowego. Ciężko było wytrzymać, ale dopóki technicy nie zabezpieczą wszystkich śladów o otwarciu okna można tylko pomarzyć. Przejście po prawej stronie prowadziło do jedynego w tym lokalu pokoju.

Stefaniak wskazał im ręką kierunek. Wysocka weszła do pokoju pierwsza, a Rawicz za nią. Za nimi wszedł Stefaniak, który nie przestawał mówić o tym, co do tej pory udało im się ustalić. Póki co potwierdzał im głównie to, co sami do tej pory zobaczyli chodząc po miejscu zbrodni. Nie mógł powiedzieć im wiele więcej. Wszyscy musieli poczekać na zeznania świadków i raporty techników kryminalistycznych, a to zawsze wymagało czasu. By dokonać oględzin, musieli wejść bardziej w głąb pokoju. Pomieszczenie było zagracone i brudne. Wystrój wskazywał raczej na przypadkowe działanie, jakby mieszkańcy znosili do domu wszystko co dostali i znaleźli, nie zastanawiając się nad tym czy jest to potrzebne, ładne i czy działa. W pokoju panował jeszcze większy zaduch niż w pozostałych częściach mieszkania. Tutaj smród kurzu, brudu i resztek jedzenia mieszał się z zapachem krwi. Do niego chyba nigdy nie można się przyzwyczaić.

Ofiara leżała w rogu pokoju, między łóżkiem a ścianą. Najpierw zobaczyli tylko jej nogi. Musieli podejść bliżej. Na podłodze, w kałuży krwi, leżała młoda kobieta a obok niej zakrwawiony, kuchenny nóż. Maria dawno nie widziała tak zmasakrowanych zwłok. Jej ciało dosłownie pływało w ciemnej kałuży. Z powodu ilości zadanych obrażeń była prawie naga, na jej ciele zostały tylko strzępy ubrań. Oczy miała otwarte, ale teraz były puste. Marii zakręciło się w głowie, gdy zobaczyła zaschniętą krew w otwartych ustach ofiary. Pomyślała o tym, jak bardzo ta kobieta musiała się bać, gdy krew zalewająca jej płuca uniemożliwiała oddychanie. Liczba i głębokość ran były porażające. Strzaskane żebra przykrywały poszarpane tkanki. Części płuc i jelit leżały wokół ciała - wyglądały tak, jakby rozbryzgały się wokół ciała po kolejnych ciosach. Marii zrobiło się niedobrze. Wylewające się wnętrzności to było za dużo, nawet jak na nią. Przypomniała sobie gastroskopię. Lekarka uczyła ją wtedy, że głębokie wdechy przeponowe powstrzymują mdłości. Wzięła głębszy wdech, poczuła jak jej płuca rozszerzyły się. Wróciła do oględzin zwłok.

– Wygląda jakby jakieś zwierzę ją rozszarpało. Co macie? – zapytała, kolejno spoglądając na obecnych w pomieszczeniu policjantów.

– Maja Nowicka, 26 lat. Notowana. Skazana za posiadanie, zażywanie w miejscach publicznych. Na koncie awantury, bójki. Pomieszkiwała z kimś, chyba z partnerem, bo wszędzie leżą jakieś męskie ubrania i rzeczy. Jeszcze nie znamy tożsamości. Technicy zbierają z nich DNA. Sąsiadka z dołu mówiła, że kręciło się tu wielu facetów – wyrecytował prawie jednym tchem jeden z policjantów. Chyba był nowy, bo Maria go nie kojarzyła.

– A tutaj co się stało? – zapytała, rozglądając się po mieszkaniu.

– Sąsiadka z dołu zeznała, że około północy zaczęła się tutaj impreza. Puszczali głośno muzykę. Sąsiadka słyszała przewracające się butelki i podniesione głosy. Nie wezwała policji, bo było tak codziennie, nikt już nie reagował – kontynuował mundurowy. – Potem poszła spać i nie wie, co było dalej, nie słyszała. Obudziła się dopiero wtedy gdy usłyszała, jak na klatce jakiś facet którego nie kojarzyła, z wyglądu ćpun, dzwonił na policję. Nazwisko tego ćpuna: Sadowski Adam…

– Wiemy. Stefaniak już mówił – przerwała mu Wysocka.

– Mówi, że się bała – wtręt Marii nie wytrącił młodego policjanta. – Nie wyszła nawet wtedy, gdy zaczęli pojawiać się nasi, ale wpuściła mundurowych, żeby spisali zeznania. Wracał do meliny na strychu, drzwi do mieszkania…

W pokoju przez chwilę zapanowała cisza. Rawicz jak zawsze dokładnie skanował miejsce zbrodni. Czasem w aucie żartowali z Marią, że ogląda za dużo seriali o policyjnych profilerach. Teraz jednak nikomu nie było do śmiechu. Najdrobniejszy szczegół może być przełomem w tej sprawie. Wysocka była pewna, że ich technicy obejrzą każdy włos i okruch znaleziony w tym mieszkaniu.

– A ten Sadowski? Tylko on dzwonił czy było więcej zgłoszeń? – w końcu w rozmowę włączył się też Rawicz.

– Mamy jego rozmowę. Zabezpieczyliśmy już nagranie. Nikt więcej nie dzwonił – wyglądało na to, że „młody” który wprowadzał ich w sprawę wiedział o wszystkim, co zostało do tej pory ustalone. Zaimponowało to Marii, ale też wzbudziło lekką zazdrość. Sama od lat robiła swoje, ale gdyby miała spojrzeć na siebie w lustrze to nie powiedziałaby, że była zaangażowana w swoją pracę. Młokos przypomniał jej pierwsze lata w wydziale. Nie miała jednak ochoty teraz tego roztrząsać.

– Macie zeznania sąsiadów? – zwróciła się już bezpośrednio do młodego.

– Tak, ale nic ważnego. Żadnych istotnych szczegółów. Brak podejrzanych.

– A co wiadomo o obrażeniach? – ciągnął Rawicz.

– Na oko zadano jej kilkanaście, kilkadziesiąt ran kłutych. Większość w klatkę piersiową i brzuch, ale jest też jedna rana szyi. Wydaje się, że ma też kilka draśnięć na rękach – prawdopodobnie dlatego, że ofiara broniła się. Napastnik celował w klatkę piersiową. Możliwe, że pierwszy cios zadał, gdy ofiara jeszcze stała. Na to wskazuje miejsce ciosu i jego kąt. Potem prawdopodobnie ofiara została rzucona na ziemię i resztę ciosów zadano, gdy już leżała, ale w tej miazdze łatwo jest dużo przeoczyć. Dopiero patolog nam powie, co się stało.

– Wiemy coś o innej możliwej przyczynie zgonu? – zapytał Rawicz pochylając się nad zwłokami.

– Na oko trudno jest coś powiedzieć – jest tak pocięta, że większość ran mogła być śmiertelna. Reszty dowiemy się po sekcji, jak skończymy tutaj – zakończył wątek śledczy i odsunął się. Dał im znać ręką, by przeszli w inne miejsce. Technicy zabrali się do zabezpieczania śladów na ciele.

Zajęli się oględzinami miejsca zbrodni. Stan ścian, okien i podłogi wskazywał na to, że patrzyli na oryginalną zabudowę, która raczej nigdy nie doświadczyła remontu. W drewnianym parkiecie było sporo dziur, klepki były powyrywane. Wszędzie leżały śmieci, opakowania po gotowych obiadach, puszki i butelki po wszelkich możliwych rodzajach alkoholu. Brud w rogach i przy listwach kusił do postawienia tezy, że nie było tu odkurzacza, ani nikogo kto by tutaj czasem posprzątał. Mieszkanie składało się z pokoju, kuchni i łazienki. W pokoju pod wysokim oknem stało ogromne łóżko. Co dziwne, wyglądało na drewniane. Na stoliku stojącym przy łóżku stał pusty kufel, a wokół niego rozsypane były opakowania prezerwatyw – i otwarte, i puste. Część z nich leżała też na podłodze. Firanki były szare, śmierdziały fajkami, a pościeli niewiele brakowało do tego, żeby dała się potłuc. W rogu pokoju stała szafa, miała zepsute zawiasy, lewe drzwi opadały. W szafie znaleźli ubrania, także męskie, koce i kilka par damskich butów. Marii przypomniały się różne obrazy z filmów, w których seryjnym mordercą okazuje się jakiś biedny farmer, żyjący w takim brudzie, tak jak Buffalo Bill w „Milczeniu owiec”. Zastanawiała się, jak młoda kobieta mogła tak mieszkać. Zanotowała, żeby sprawdzić, do kogo należy mieszkanie i od jak dawna ta Nowicka tu mieszkała. Nie znaleźli niczego podejrzanego. Maria liczyła na to, że technicy znajdą więcej śladów. Tutaj nie mieli już za dużo do roboty.

Odeszła na bok, żeby zrobić miejsce pracującym policjantom i wyciągnęła telefon. Krzysztof nadal rozglądał się po mieszkaniu i coś notował. Maria odświeżyła skrzynkę mailową, ale o tej porze nie miała jeszcze żadnych nowych wiadomości.

– Skończyłeś tu? – zwróciła się do Rawicza. Krzysztof zastopował ją ręką. Zajrzał pod łóżko.

– Coś tam jest, rzucisz okiem? – poprosił stojącego obok technika. Wskazał palcem jakiś przedmiot leżący za nóżką łóżka. Technik użył szczypczyków, ostrożnie wyciągnął małą foliową torebkę. W środku były resztki białego proszku.

– Wyślijcie to do laboratorium. Jak nam się poszczęści to może znajdziemy tam ślinę albo odciski palców.

Technik tylko czekał, by ze wstrętem odsunąć się od łóżka.

– Coś mi mówi, że w tej pościeli też sporo znajdziemy. Lista podejrzanych raczej będzie długa – skomentował, uśmiechając się pod nosem.

– Dobra, nic tu po nas. Jedziemy na komendę. Dajcie znać, gdy znajdziecie coś nowego – rzuciła Wysocka i ruszyła do drzwi. Krzysztof kiwnął głową na pożegnanie i poszedł za nią. Schodząc w dół minęli techników szukających śladów na klatce.ROZDZIAŁ 2

Znaleźli się pod kamienicą. Powoli się przejaśniało.

– Poczekaj, tylko zapalę – Maria wyciągnęła z kieszeni płaszcza papierosy i zapalniczkę. Krzysztof przewrócił oczami. Sam nie palił, ale nie mógł jej odmówić, miała wyższy stopień.

– Dobra, to ja jeszcze przejrzę notatki – wsiadł do auta i wyciągnął notes. Uchylił lekko okna. Obrzydzało go, gdy Maria wsiadała mając na sobie kożuch świeżego dymu.

– Jedźmy – rzuciła, zanim jeszcze wygodnie usiadła w fotelu.

Ruch na ulicy był teraz większy. Miasto powoli budziło się do życia. Część mieszkańców była właśnie w drodze do pracy. Przez chwilę jechali w milczeniu. Nadal było wcześnie rano i zmęczenie dawało im w kość. Oparła głowę o szybę i liczyła na to, że uda jej się na chwilę przysnąć.

– Źle wyglądasz, Maria – Krzysztof w końcu przerwał milczenie – Zrób coś z tym, zanim góra zauważy. Trzeba ci czegoś?

– Daj spokój, rano jest – szybko ucięła zaskoczona tym, że zauważył jej podły nastrój – a co gorsza, że wczoraj piła. Znowu.

– Maria… – zaczął Rawicz, ale odpuścił. Ważne jest, że Maria wie, że on wie i to mu wystarczyło. Przynajmniej na razie. Nie miał też w komendzie zbyt mocnej pozycji. Nawet gdyby to zgłosił to góra nie zareaguje, a on nie będzie miał życia na komendzie.

Krzysztof zatrzymał się przed głównym wejściem. Poczekał aż Maria wysiądzie i pojechał na parking. Komenda mieściła się w stosunkowo nowym budynku – jakieś piętnaście lat temu przeszła gruntowny remont. Teraz straciła swój dawny, surowy charakter i zaczęła przypominać urząd pocztowy. Wysocka jednak nie narzekała. Dobrze pracowało jej się w miejscu, gdzie łazienki były czyste a pomieszczenia dobrze ogrzane. Wydział zabójstw mieścił się w lewym skrzydle, na trzecim piętrze. Była wdzięczna projektantom za windę. Komenda była już pełna ludzi. Zegarek wskazywał ósmą dwanaście. Nie miała szans na szybki powrót do domu i żałowała, że rano nie poświęciła więcej czasu na zebranie się do pracy.

Poszła do łazienki. Próbowała wykrzesać z siebie więcej życia i wyglądać na zdrowszą. Nabrała lodowatej wody w dłonie i zanurzyła w niej twarz. Liczyła, że zmniejszy to opuchliznę i zmęczenie. Poklepała się po policzkach, żeby choć trochę się zaróżowiły. Nie wyglądała dobrze, ale znalazła pierwszy pozytyw w tej porannej pobudce – miała obiektywny powód do tego, by wyglądać źle.

Zaraz śledczy wrócą z miejsca zbrodni. Pokręciła się trochę po wydziale. Lubiła poranną krzątaninę. Każdy zajmował się wszystkim i niczym, a co najważniejsze, nikt nie miał jeszcze ochoty na pracę. W kuchni zaparzyła sobie świeżą kawę. Dolała trochę roślinnego mleka. Wolała zwykłe, ale razem z młodymi policjantami przychodziły dziwne zwyczaje żywieniowe: sojowe mleko, smoothie i kotlety z tofu. Namacalny dowód zmieniających się czasów.

Podczas gdy Wysocka szykowała sobie w kuchni kawę i śniadanie, za drzwiami gabinetu naczelnika Tobiasza Piekarczyka toczyła się nieformalna rozmowa.

– Jak ona się trzyma? – zapytał Rawicza. Starał się, by pytanie brzmiało naturalnie, ale nie udało mu się ukryć napięcia.

Krzysztof przez chwilę milczał. Wpatrywał się w okno, unikał wzroku naczelnika. Zanim odpowiedział, rozważał różne opcje. Trudno mu było ocenić, czy może powiedzieć całą prawdę.

– Ostatnio trudniej sobie radzi. Dzisiaj na miejscu zbrodni gorzej się poczuła, ale znasz ją, nie odpuści sobie. Może ty z nią pogadasz? Byłeś tutaj wtedy – rzucił Rawicz. Wstał z fotela i ruszył do wyjścia.

Piekarczyk poczuł, jak zaciska mu się żołądek. Był tak pochłonięty swoimi myślami, że nawet nie zauważył, kiedy Rawicz wyszedł. Przez chwilę chodził po gabinecie zastanawiając się jak z nią pogadać. Nie chciał tego robić, ale odpowiadał za ten wydział i za swoich ludzi. Gdy przechodziła obok jego biura skinął na nią, by na chwilę do niego weszła.

– Co tam, naczelniku? Na razie nic więcej nie wiemy w sprawie Nowickiej – Maria zaczęła rozmowę.

Tobiasz milczał trochę za długo. Wysocka wyczuła jego napięcie. Zaczęła zastanawiać się nad tym, co może być nie tak. Najpierw przestraszyła się tego, że ktoś doniósł mu o jej popijaniu, ale jego mina była bardziej zatroskana niż wściekła. Nagle przypomniała sobie o magazynie i momentalnie zrobiło jej się słabo. Pociemniało jej przed oczami, a w uszach zaszumiało tak, jakby znalazła się pod wodą. Jej całe ciało zesztywniało. Widziała, że Tobiasz porusza ustami, ale przez chwilę niczego nie słyszała. Dopiero po chwili dotarło do niej co mówi.

–…cios dla wszystkich. Człowiek nigdy nie jest gotowy na coś takiego. Zofia nadal nie doszła do siebie. Wiem, że jej unikasz. Rozmawiałem z nią, ona cię nie wini. Maria, znamy się dłużej niż znam swoją żonę. Wiesz, że dbamy o swoich. Powiedz mi, czy wszystko jest w porządku? – spojrzał na nią dopiero wtedy, gdy skończył swój przydługi wywód.

Wzięła głęboki wdech i powoli wypuściła powietrze. Zacisnęła szczęki. Ostatkiem sił przybrała maskę pod tytułem „wszystko jest w porządku”.

– Ze wszystkimi dzisiaj odgrywasz tę scenkę, Tobiasz? Czy dzisiaj moje nazwisko wylosowałeś ze słoika? – starała się zachować spokój, ale jednocześnie go odstraszyć od tego tematu. – Jak już skończyłeś bawić się w dobrego wujka, to chodź na odprawę. Wszyscy już chyba czekają. A co do Twojego pytania, to jest w porządku. Nawet zapomniałam, że to dzisiaj.

Nie czekała, aż Piekarczyk odpowie. Gdy tylko skończyła mówić wstała i wyszła nie oglądając się za siebie. Poszła prosto do sali odpraw. Usiadła obok Rawicza. Za chwilę dołączył naczelnik Piekarczyk. To on dzisiaj prowadził odprawę. Rozłożył przed sobą papiery, przejrzał kilka notatek i zaczął mówić.

– Jak wiecie, dzisiaj zostało znalezione ciało młodej kobiety, Mai Nowickiej. Sprawę prowadzą Wysocka i Rawicz. Do nich zgłaszajcie wszystkie informacje, które jakkolwiek się z tym łączą. Na ten moment ta sprawa jest priorytetem. Sprawdźcie, do kogo należy mieszkanie i od jak dawna Nowicka tam mieszkała. Patrole już o nią rozpytują na mieście. Szukają też jej partnera, ale na razie nie dowiedzieli się niczego nowego. Robią spis osób, które u niej bywały. Sprawdzamy też hipotezę o tym, że jakiś mężczyzna u niej pomieszkiwał. Sekcja zwłok potwierdziła, że zgon nastąpił z powodu krwotoku: jeden z ciosów przebił tętnicę brzuszną. Osiem ciosów zadano już pośmiertnie, o czym napastnik prawdopodobnie nie wiedział – Piekarczyk przedstawiał im informacje które już znali, gdy do sali odpraw wbiegł dyżurny policjant.

– Mamy go! Ten Rejek jest dobrze znany obyczajówce. Od razu wiedzieli gdzie go znaleźć. Zaraz go do nas przywiozą – rzucił i od razu wybiegł. Wysocka i Rawicz zerwali się z miejsc.

– Idźcie – naczelnik zwrócił się do Rawicz i Wysockiej. – Górski potem zbierze raporty techników i wam je przekaże. Górski, odpowiadasz za przekaz informacji z tej odprawy.

Górski był technikiem kryminalnym. Najlepiej z całego wydziału znał się na policyjnym sprzęcie. Nazywali go „Q”, na cześć kwatermistrza z filmów o Bondzie. Odkąd, jakieś sześć lat temu, Piekarczyk został naczelnikiem wydziału wszystko zaczęło działać tutaj sprawnie. Jego renoma roznosiła się po kraju, więc o pracę tutaj starali się najlepsi policjanci. Wewnętrzny wykopał poprzedniego naczelnika – powiązali go z przymykaniem oka na przekręty finansowe dewelopera. Miasto podpisało wtedy umowy na wielomilionowe przetargi. I jak to w Polsce – nie mogli powstrzymać rąk od publicznych pieniędzy.

Rawicz i Wysocka poszli przygotować się do przesłuchania. Wysocka usiadła przy swoim biurku i włączyła komputer. Rawicz przechadzał się obok niej.

– Albo rozwiąże się zaraz wszystko albo nic – sapnęła z niechęcią. – Ale bardziej czuję, że nic. Co myślisz?

– Nie wiem. Nie chcę się nastawiać. Zobaczmy co to jest za typ i co wie o sprawie. Dziwne jest to, że zgarnęli go na mieście. Jeśli z nią mieszkał to o tej porze raczej wróciłby już do domu, nawet po największej imprezie.

– Możesz mieć rację…, o ile to on z nią mieszkał. Co jest w jego aktach?

Rawicz usiadł do komputera i zalogował się do bazy. Przez chwilę w skupieniu coś przeklikiwał i wpisywał. Odchylił się na krześle i założył ręce za głowę.

– Szczerze, to nie mamy na niego niczego. Kilka razy został spisany za picie w miejscach publicznych. Poza tym wiele razy jego dane pojawiały się przy różnych interwencjach patroli, przy zakłócaniu porządku publicznego albo ciszy nocnej. Nie był skazany. Nie był nawet oskarżony.

– Słabo. Nie ma się o co zaczepić. Zaraz przyjadą – spojrzała na zegarek. – Skoczę do toalety i spotkamy się zaraz na miejscu.

W tym czasie funkcjonariusze doprowadzili partnera zamordowanej na komendę i umieścili w pokoju zatrzymań. Potwierdzili też jego tożsamość – nie było żadnych wątpliwości, że zatrzymany to Stefan Rejek, dwudziestosiedmiolatek, urodziny w Tomaszowie Mazowieckim. Syn Beaty i Karola. Pierwszy zapis w jego kartotece pojawił się, gdy miał osiemnaście lat, a kolejne dochodziły co kilka miesięcy. Zażywanie, posiadanie niewielkich ilości, nieobyczajne zachowania w miejscu publicznym, drobne kradzieże, zakłócanie porządku publicznego i ciszy nocnej. Lista wykroczeń była długa, ale w aktach nie znaleźli przeciwko niemu nic ciężkiego.

Teraz też nie dawał żadnych powodów, by uznać go za groźnego przestępcę. Przy zatrzymaniu nie stawiał oporu. Nie znaleziono przy nim niczego groźnego, żadnej broni. W kieszeni miał jakieś drobne, lufkę, resztki tytoniu. Policjanci wiedzieli jednak, że przy najgroźniejszych przestępcach pierwsze wrażenie może być mylne. Nie stawiają oporu, bo zdążyli już oszacować swoje szanse i wiedzą, że są w pułapce. Wtedy lepiej się poddać, zacząć negocjować lepsze warunki odbywania kary albo mniejszy wyrok. Nie wiedzieli kim jest Rejek, więc pomimo jego uległości policjanci zachowali wszelkie środki ostrożności.

Na mankietach flanelowej koszuli miał ślady krwi – może krwi Mai Nowickiej? Zabezpieczono wszystkie ślady biologiczne. Za pomocą skanera cyfrowego zdjęli mu odciski palców. Technicy przeczesywali teraz bazę danych, szukali powiązań. Telefon nie miał zabezpieczeń, ale też jeszcze niczego na nim nie znaleźli. Q będzie musiał w nim poszperać i odzyskać skasowane dane.

W międzyczasie przyjechał obrońca Rejka, mecenas Łukasz Krzyżanowski, adwokat z urzędu.

– Maria. Krzysztof. Dobrze was widzieć – przywitał się z nimi, podając im rękę z typową dla siebie klasą. Zawsze nienagannie ubrany i kulturalny. – Gdybym był potrzebny, proszę poinformujcie mnie o tym, zanim wyjdę. A teraz idę na spotkanie z klientem. Życzę wam dobrego dnia.

– Jasne. Zaraz widzimy się na przesłuchaniu – odpowiedział Krzysztof.

Krzyżanowski skinął im głową i oddalił się w stronę pokojów przesłuchań. Omówił ze swoim klientem najważniejsze sprawy, pouczył go o jego prawach i o tym, jak ma udzielać informacji podczas przesłuchania. Dzięki ich rozmowie Maria i Krzysztof mieli czas na to, by zapoznać się z nowymi informacjami, które spływały do nich teraz na bieżąco.

W końcu Krzyżanowski wyszedł do nich.

– Skończyłem przygotowywać klienta. Jesteśmy gotowi do przesłuchania.

– Dasz nam piętnaście minut przerwy? Może zaparz sobie kawy? – zaproponowała mu Maria, ale nie dała mu możliwości odmowy. – Nie jesteśmy jeszcze gotowi.

W czasie, gdy Krzyżanowski parzył sobie kawę, Maria i Krzysztof weszli do pomieszczenia obserwacyjnego. Przez lustro weneckie mogli obserwować to, co działo się w pokoju przesłuchań. Otworzyły się do niego drzwi i wszedł Krzyżanowski. Po chwili funkcjonariusz wprowadził zatrzymanego mężczyznę. Rejek wyglądał na dwadzieścia pięć, może trzydzieści lat. Miał na sobie tanie ciuchy: znoszone jeansy i zmechaconą koszulę flanelową, zieloną, w czarną kratę. Ubrania nie były pierwszej czystości, podobnie jak sam mężczyzna. Włosy miał brudne, niechlujne, jakby nie czesał ich od tygodni. Wyglądał tak, jakby strzygł się sam i po prostu odcinał pasma, które mu przeszkadzały. Rozejrzał się po pokoju. Był pobudzony. Wyglądał jak spłoszone zwierzę. Zerkał na stojącego przy drzwiach policjanta. Marię zaskoczył u niego brak agresji, złości. Przez chwilę przez głowę przeszła jej myśl, że jest wręcz zbyt grzeczny – jak licealista przyłapany na paleniu fajek w piwnicy szkolnej, a nie jak morderca. Wiedzieli jednak, że był w mieszkaniu Nowickiej. Jego odciski były też na nożu, którym ją zabito. Z uwagi na to musieli być przy nim ostrożni.

– Co o nim myślisz? – zwróciła się do Rawicza ze szczerą ciekawością. Był dobrym obserwatorem i miał łatwość w odczytywaniu tego, co niewypowiedziane. Jego intuicja często naprowadzała śledztwo na właściwy trop. W życiu prywatnym był raczej oschły, oszczędny w emocjach, ale doskonale odczytywał je u innych. Nauczył się tego w rodzinach zastępczych, w których się wychowywał. Maria nie znała za wielu szczegółów z tej części jego życia. Domyślała się tylko, że pewnie stale musiał uczyć się „instrukcji obsługi” kolejnych opiekunów. Była to jednak najcenniejsza umiejętność, którą wyniósł z tego okresu.

– Coś mi nie gra w tej historii, ale nie wiem jeszcze co. Popatrz tylko na niego. Nie wygląda na kogoś, kto mógłby zamordować kogoś w tak brutalny sposób – potarł brodę ręką.

– No tak, ale wiesz…, pozory mylą – podeszła bliżej szyby, jakby mogła przez to zajrzeć do jego wnętrza.

– Myślę o tym, jak umył jej twarz, jak zmył z niej krew. Jakby chciał cofnąć to, co zrobił. O ile to był on. Przekonajmy go, że jesteśmy po jego stronie i wierzymy, że to wszystko to okropny wypadek.

– Wypadek?! Krzysztof! On ją zaszlachtował – zagotowała się Maria. Nabrała powietrza, by wygłosić swoje racje, ale Rawicz podniósł otwartą dłoń, by ją zatrzymać.

– Rozumiem, jestem po twojej stronie, ale złapmy go na jego poczucie winy, wstydu, żalu, czy cokolwiek on tam teraz przeżywa. Jestem pewien tego, że któreś z nich w nim teraz siedzi. Jak myślisz, czemu umył jej twarz? – zapytał ją nieco protekcjonalnie. – Kurwa… Tyle lat a ciągle rusza mnie to, co mogą zrobić ludzie – dodał łagodniej. – Chodź, miejmy to już z głowy.

Stanęli przed drzwiami do pokoju przesłuchań. Maria zapukała, a oficer dyżurny wpuścił ich do środka. Weszła szybkim, pewnym krokiem. Stefan Rejek natychmiast poprawił się na krześle, wyprostował i złożył ręce przed sobą. Dopiero gdy usiadła zobaczyła, że podejrzany miał zaczerwienione oczy jakby… płakał?! Pomyślała, że Rawicz mógł mieć rację. Krzysztof usiadł obok niej, odchylił się na krześle i świdrował wzrokiem podejrzanego. Wydało jej się dziwne, że przyjął taką dominującą postawę. Przez ułamek sekundy miała wrażenie, że Rejek przestraszył się na widok Rawicza. Odsunęła jednak swoje wątpliwości i zaczęła przesłuchanie.

– Posłuchaj Stefan, wiemy już wszystko i ta sprawa nie wygląda dla ciebie dobrze. Byliśmy w mieszkaniu Mai. Mamy narzędzie zbrodni, a na nim twoje DNA i odciski palców. Znaleźliśmy u niej twoje rzeczy. Nasi technicy obejrzeli każdy centymetr mieszkania i w ciągu kilku najbliższych dni dowiemy się wszystkiego, co tam zaszło.

Po twarzy Rejka przebiegł skurcz, który wykrzywił mu twarz. Wysocka nie była pewna tego, jak go zinterpretować. Krzyżanowski nie włączył się, co niewątpliwie było dowodem na to, że wszystko przebiega zgodnie z procedurami.

– Świadkowie których do tej pory przesłuchaliśmy potwierdzili, że często u niej bywałeś – wzięła głęboki wdech i próbowała wykrzesać z siebie najwięcej łagodności i empatii, ile tylko potrafiła udać. Posłuchała Rawicza: zdecydowała, że zagra dobrego glinę, tak jak jej doradzał. Złagodziła głos, przechyliła głowę na bok i nachyliła się w stronę Stefana. – Mamy tutaj zdjęcia z miejsca zbrodni. Nie są ładne, ale niestety muszę ci je pokazać, a ty musisz je obejrzeć. Żałuję, że musimy to tutaj robić. Pomóżmy sobie nawzajem. Odpowiedz na nasze pytania, to skończymy tu najszybciej jak się da. A teraz spójrz na nie – rozłożyła zdjęcia na stole.

Stefan przeniósł wzrok na rozłożone przed nim zdjęcia. Patrzył na nie jakoś dziwnie, z ukosa. Jakby nie mógł znieść tego widoku. Fotografie naprawdę były paskudne. Na zdjęciach zobaczył zmasakrowany tułów, puste, martwe oczy, bladą twarz i ślady krwi na podłodze. Zacisnął powieki, odwrócił głowę. Z piersi wyrwał mu się szloch. Nie wiedziała, jak rozumieć jego rozpacz. Byłoby łatwiej to posklejać, gdyby zabił ją przypadkiem, gdyby zadał jeden cios, ale Nowicka dostała ich kilkadziesiąt. Wysocka kątem oka zerknęła na Rawicza, Krzysztof nadal nie miał zamiaru włączyć się w przesłuchanie. Kontynuowała więc rozmowę ze Stefanem.

– Schowam teraz te zdjęcia, a ty weź kilka głębszych wdechów i opowiedz nam, co się wydarzyło. Mamy już wszystko, poza twoim zeznaniem, więc zamieniamy się w słuch – prawie wysyczała, bo jednak jej udawana empatia wobec tego człowieka była już na wyczerpaniu.
mniej..

BESTSELLERY

Menu

Zamknij