Facebook - konwersja
Palestra czyli Wojna prawników w siedmiu pieśniach - Ebook (Książka EPUB) do pobrania w formacie EPUB
Pobierz fragment

Palestra czyli Wojna prawników w siedmiu pieśniach - ebook

Format ebooka:
EPUB
Format EPUB
czytaj
na czytniku
czytaj
na tablecie
czytaj
na smartfonie
Jeden z najpopularniejszych formatów e-booków na świecie. Niezwykle wygodny i przyjazny czytelnikom - w przeciwieństwie do formatu PDF umożliwia skalowanie czcionki, dzięki czemu możliwe jest dopasowanie jej wielkości do kroju i rozmiarów ekranu. Więcej informacji znajdziesz w dziale Pomoc.
Multiformat
E-booki w Virtualo.pl dostępne są w opcji multiformatu. Oznacza to, że po dokonaniu zakupu, e-book pojawi się na Twoim koncie we wszystkich formatach dostępnych aktualnie dla danego tytułu. Informacja o dostępności poszczególnych formatów znajduje się na karcie produktu.
, MOBI
Format MOBI
czytaj
na czytniku
czytaj
na tablecie
czytaj
na smartfonie
Jeden z najczęściej wybieranych formatów wśród czytelników e-booków. Możesz go odczytać na czytniku Kindle oraz na smartfonach i tabletach po zainstalowaniu specjalnej aplikacji. Więcej informacji znajdziesz w dziale Pomoc.
Multiformat
E-booki w Virtualo.pl dostępne są w opcji multiformatu. Oznacza to, że po dokonaniu zakupu, e-book pojawi się na Twoim koncie we wszystkich formatach dostępnych aktualnie dla danego tytułu. Informacja o dostępności poszczególnych formatów znajduje się na karcie produktu.
(2w1)
Multiformat
E-booki sprzedawane w księgarni Virtualo.pl dostępne są w opcji multiformatu - kupujesz treść, nie format. Po dodaniu e-booka do koszyka i dokonaniu płatności, e-book pojawi się na Twoim koncie w Mojej Bibliotece we wszystkich formatach dostępnych aktualnie dla danego tytułu. Informacja o dostępności poszczególnych formatów znajduje się na karcie produktu przy okładce. Uwaga: audiobooki nie są objęte opcją multiformatu.
czytaj
na tablecie
Aby odczytywać e-booki na swoim tablecie musisz zainstalować specjalną aplikację. W zależności od formatu e-booka oraz systemu operacyjnego, który jest zainstalowany na Twoim urządzeniu może to być np. Bluefire dla EPUBa lub aplikacja Kindle dla formatu MOBI.
Informacje na temat zabezpieczenia e-booka znajdziesz na karcie produktu w "Szczegółach na temat e-booka". Więcej informacji znajdziesz w dziale Pomoc.
czytaj
na czytniku
Czytanie na e-czytniku z ekranem e-ink jest bardzo wygodne i nie męczy wzroku. Pliki przystosowane do odczytywania na czytnikach to przede wszystkim EPUB (ten format możesz odczytać m.in. na czytnikach PocketBook) i MOBI (ten fromat możesz odczytać m.in. na czytnikach Kindle).
Informacje na temat zabezpieczenia e-booka znajdziesz na karcie produktu w "Szczegółach na temat e-booka". Więcej informacji znajdziesz w dziale Pomoc.
czytaj
na smartfonie
Aby odczytywać e-booki na swoim smartfonie musisz zainstalować specjalną aplikację. W zależności od formatu e-booka oraz systemu operacyjnego, który jest zainstalowany na Twoim urządzeniu może to być np. iBooks dla EPUBa lub aplikacja Kindle dla formatu MOBI.
Informacje na temat zabezpieczenia e-booka znajdziesz na karcie produktu w "Szczegółach na temat e-booka". Więcej informacji znajdziesz w dziale Pomoc.
Język:
Polski
Rok wydania:
2011
Rozmiar pliku:
199 KB
Zabezpieczenie:
brak
0,00
Cena w punktach Virtualo:
0 pkt.

Palestra czyli Wojna prawników w siedmiu pieśniach - opis ebooka

Klasyka na e-czytnik to kolekcja lektur szkolnych, klasyki literatury polskiej, europejskiej i amerykańskiej w formatach ePub i Mobi. Również miłośnicy filozofii, historii i literatury staropolskiej znajdą w niej wiele ciekawych tytułów.

Seria zawiera utwory najbardziej znanych pisarzy literatury polskiej i światowej, począwszy od Horacego, Balzaca, Dostojewskiego i Kafki, po Kiplinga, Jeffersona czy Prousta. Nie zabraknie w niej też pozycji mniej znanych, pióra pisarzy średniowiecznych oraz twórców z epoki renesansu i baroku.

FRAGMENT KSIĄŻKI

PIEŚŃ I.

Na­wet za mło­du wzy­wa­łem po­mo­cy

Gdym pusz­czał strza­ły z po­etycz­nej pro­cy,

Tem wię­cej sta­ry – bła­gam o na­tchnie­nie.

Lecz kogo? – Muzy? Precz – precz błęd­ne cie­nie!

Da­rem­no wa­sze umi­zgi, za­lo­ty,

Ócz za­wra­ca­nie, po­dry­gi, piesz­czo­ty,

Siedź­cie za pie­cem pa­nień­skie sta­rusz­ki,

Czas już – i daw­no sprze­da­wać pie­trusz­ki.

Pij­cie ulop­ki z sty­ryj­skie­go zie­la,

Stra­ci­ły­ście już we mnie przy­ja­cie­la.

Czy pa­mię­ta­cie, gdym śpie­wał "Obro­nę",

My­śląc waw­rzyn­ną uzy­skać ko­ro­nę –

Wzy­wa­łem wszyst­kie, a dzie­więć was prze­cie,

Chodź­cie ko­chan­ki! na­tchnie­cie? na­tchnie­cie?

Na­tchnę­ły­ście mnie – ja, na­dę­ty pra­wie

Za­czą­łem śpie­wać, aż tu śmiech w War­sza­wie;

Nie do­syć na­tem, w Po­zna­niu gwiz­da­ne,

We Wied­niu na­wet spo­ko­ju nie dano.

Tam po­stę­po­wy ja­kiś ilu­stra­tor

I cu­dzych rze­czy nie­zwy­kły ama­tor,

Czer­pał z mych na­tchnień, w koń­cu mnie ofu­kał,

Że na kra­dzio­nych ry­mach się oszu­kał.

Więc prze­pa­daj­cie sta­ro­żyt­ne Muzy!

Trzy z wa­szej ła­ski obe­rwa­łem guzy!

Więc z in­nej becz­ki. – Chodź bo­ska Te­mi­do

Od cie­bie my­śli naj­szczyt­niej­sze idą;

Pod two­jem ha­słem wy­da­ją wy­ro­ki,

Nie­cnym zło­dzie­jom ob­kła­da­ją boki.

W ustach mil­jo­nów brzmi two­je na­zwi­sko,

Gdzie ty za­się­dziesz spra­wie­dli­wość bliz­ko,

A choć pro­sta­czek nie zdo­len jej zo­czyć,

Pro­stacz­kom od niej nie wol­no jest zbo­czyć.

Gdy o twej dzia­twie na­wi­ja się wą­tek,

Do­daj kon­cep­tu, choć­by na po­czą­tek

Two­ich piesz­czosz­ków, od­kryj mi se­kre­ty,

Otwórz ar­chi­wa, taj­ne ga­bi­ne­ty,

Po­każ bez togi te po­sta­cie szczyt­ne,

Niech im przy­najm­niej ka­pi­tu­le wy­tnę,

A gdy duch świę­ty dzia­tecz­ki bić ra­dzi,

Więc i pa­le­strze ró­zga nie za­wa­dzi.

A więc już śpie­wam! lecz za­cząć od kogo?

Nie trud­no za­cząć – lecz ła­two zło­wro­go

Bo o pierw­szeń­stwo spie­rać się go­to­wi.

Lecz kto tu pierw­szy? od nich się nie do­wie,

Tak ich piesz­czo­no! czy sę­dzia od gro­du,

Czy sę­dzia ziem­ski star­sze­go jest rodu?

Czy z me­ce­na­sem za­cząć, czy z re­jen­tem?

Ot – co tu szu­kać za­cznę z de­pen­den­tem.

Oho – z tym pan­kiem dziś ła­two się spra­wić,

Daw­niej ten ką­sek mógł człe­ka za­dła­wić.

Daw­niej de­pen­dent był gło­śny po świe­cie,

Choć klien­to­wi ba­nia­lu­ki ple­cie,

Prze­cie szla­chet­ka roz­rzew­nio­ny wzdy­cha,

Ści­ska, ca­łu­je, z po­dzi­wu usy­cha,

Bije po­kło­ny zda­le­ka to z bli­ska,

W koń­cu do gar­ści du­ka­ci­ka wci­ska.

A gdy na sej­mik de­pen­dent za­wi­ta,

Każ­dy z zdzi­wie­niem – kto to? kto to? –

Gdy się do­wie­dzą, co za ma­te­do­ra,

Wszyst­kich ogar­nia głę­bo­ka po­ko­ra;

Nad elo­kwen­cja toż­to się uno­szą!

Żeby po­wtó­rzył bła­ga­ją i pro­szą,

Chwa­lą wąs, bro­dę i gład­ką czu­pry­nę,

Bie­głość praw­ni­czą, wy­kwint­ną ła­ci­nę,

I chwa­ląc wszyst­ko, po­chwa­lą w prze­lo­cie

I dziu­rę w bu­cie, pla­mę na ka­po­cie.

A na try­bu­nał gdy przy­niósł fol­ja­ły,

Za­trząsł się Lu­blin try­bu­nal­ski cały,.

Wnet go ob­sko­czą po­wo­dy, świad­ko­wie,

Ob­ża­ło­wa­ni, głup­cy i mę­dr­ko­wie.

Po co tu przy­był? ocza­mi py­ta­ją,

Na fo­lia­ły chci­wie spo­glą­da­ją,

Co się w nich mie­ści? od­gad­nąć by ra­dzi,

Ej – cier­pli­wo­ści! cze­kać nie za­wa­dzi.

Wnet pan de­pen­dent wy­do­był ko­zi­ka,

Roz­kro­ił sznu­rek, fol­ja­ły od­my­ka,

Z wiel­ką po­wa­gą wzno­si ta­scy­ku­ły,

I od nie­chce­nia czy­ta ich ty­tu­ły.

Tu strach owład­nął czy­ha­ją­cą zgra­ję,

Ten się już w tur­mie roz­pa­czy od­da­je,

Dru­gie­go to­por ła­sko­cze już w szy­ję,

Więc mru­ży oczy, przed śmier­cią się kry­je,

Ogól­na trwo­ga! wro­na za­kra­ka­ła,

Więc Mało Pol­ska roz­pierz­chła się cała.

Idź­my za nimi. Tam już au­dy­en­cja,

Już roz­po­czę­ta zi­mo­wa ka­den­cja,

Wcho­dzi de­pen­dent i mar­szał­ka pana

O głos upra­sza, bo cze­ka od rana.

Glos otrzy­maw­szy, pe­ro­rę za­czy­na

I do uwa­gi sę­dziów upo­mi­na.

"Qu­ousque tan­dem" po­wta­rza jak Ma­rek,

Cią­gle wy­jeż­dża z tem jak na jar­ma­rek,

Tak, że mar­sza­łek znu­dzo­ny po­wsta­je.

Więc ten pie­przy­ku i soli do­da­je,

O sy­mo­nii to o pa­ran­te­li,

O ne­po­ty­zmie, tłu­stej ku­ra­te­li –

Jak za­cznie hu­czeć – na­ostrzy mu uszy,

Wszyst­kie hu­mo­ry do gło­wy po­ru­szy,

A de­pu­ta­ci wąs wzdy­ma­ją tłu­sty.

Dziw­nie sznu­ru­jąc wiel­moż­ne­mi usty.

Spo­strzegł de­pen­dent. A nuż… tu o kwar­cie,

Nuż o sta­ro­stwach, sta­tecz­nie i w żar­cie,

O ku­mu­la­cji urzę­dów wzbro­nio­nej,

O eg­ze­ku­cji, o po­sa­gu żony.

Tu za­cy­tu­je z le­gum wo­lu­mi­nów.

Uchwa­ły sej­mów, tu klą­twy ra­bi­nów,

Wnet pan­dek­ta­mi rzu­ca, wnet ko­de­xem,

Mio­ta ka­no­ny i bule z in­dek­sem.

Sza­lo­nym pę­dem lecą en­cy­kli­ki,

Go­dzą w try­bu­nał jak w Ta­ta­rów szy­ki,

Za­wró­cił gło­wy, po­mie­szał sze­re­gi,

Spę­dził słu­cha­czów na prze­pa­ści brze­gi!

Stoi zwy­cięz­ca! co mó­wił? nie wie­dzą,

Ob­stu­pu­erunt nie­ru­cho­mi sie­dzą! –

Hej co tu ro­bić? wy­cho­dzą, wra­ca­ją,

Wnet de­pen­den­ta na bok za­pra­sza­ją,

Szep­cą do ucha – co mó­wią? – nie sły­szę –

Dość, że de­pen­dent wra­ca w wiel­kiej py­sze,

Nie de­pen­den­tem już – lecz se­kre­ta­rzem,

Wnet zaś pi­sa­rzem, wnet re­fe­ren­da­rzem,

Już go sta­ro­stwo pew­nie nie omi­nie

W koń­cu kar­ma­zyn na ra­mio­na spły­nie.

A dziś! – de­pen­dent – czło­wiek żal się Boże!

Już po daw­ne­mu po­hu­lać nie może.

Cza­sem nie­bo­rak pchnie się mię­dzy pany

I patrz – de­pen­dent wra­ca wy­gwiz­da­ny.

Chy­ba gro­si­wo zwą­cha­ją w wę­zeł­ku,

To wy­ła­sko­czą mu je przy dja­beł­ku,

W do­dat­ku zła­ja, a po pi­ja­ne­mu

Obe­rwać szczut­ka nie trud­no bied­ne­mu.

Są i skrom­niej­si – słoń­cem nie za­bły­sną,

Toć w przed­po­ko­jach me­ce­na­sów ki­sną,
mniej..

BESTSELLERY

Kategorie: