Facebook - konwersja
Przeczytaj fragment on-line
Darmowy fragment

  • nowość

Pamiętaj o mnie - ebook

Wydawnictwo:
Format:
EPUB
Data wydania:
26 czerwca 2026
27,99
2799 pkt
punktów Virtualo

Pamiętaj o mnie - ebook

Rozdzieleni przez wojnę. Połączeni nadzieją.

Jest mroźny poranek 1939 roku. Do domu dwuletniej Stefci i jej rodziców wdzierają się niemieccy żołnierze. W jednej chwili ich świat przestaje istnieć. Wyrzuceni na bruk, wiedzą już, że to początek drogi bez powrotu.

W akcie desperacji ojciec wciska dziewczynkę przez piwniczne okienko – prosto w ramiona babci. Stefcia nie rozumie, co się dzieje. Nie wie jeszcze, że ta chwila na zawsze ją naznaczy, ani że od tej pory jej życie zmieni się w pasmo tęsknoty, cierpienia i trudu…

„Pamiętaj o mnie” to przejmująca opowieść o wojennej tułaczce, walce o przetrwanie oraz rodzinach rozdzielonych przez historię. To także osobisty hołd dla Stefanii, babci autorki, która potrafiła wzniecać nadzieję nawet wtedy, gdy świat pogrążył się w strachu i nienawiści.

Ta publikacja spełnia wymagania dostępności zgodnie z dyrektywą EAA.

Kategoria: Powieść
Zabezpieczenie: Watermark
Watermark
Watermarkowanie polega na znakowaniu plików wewnątrz treści, dzięki czemu możliwe jest rozpoznanie unikatowej licencji transakcyjnej Użytkownika. E-książki zabezpieczone watermarkiem można odczytywać na wszystkich urządzeniach odtwarzających wybrany format (czytniki, tablety, smartfony). Nie ma również ograniczeń liczby licencji oraz istnieje możliwość swobodnego przenoszenia plików między urządzeniami. Pliki z watermarkiem są kompatybilne z popularnymi programami do odczytywania ebooków, jak np. Calibre oraz aplikacjami na urządzenia mobilne na takie platformy jak iOS oraz Android.
ISBN: 978-83-8423-596-6
Rozmiar pliku: 910 KB

FRAGMENT KSIĄŻKI

POBIEDZISKA

– Cześć, bab­ciu, przy­szłam do cie­bie na klu­ski – po­wie­dzia­łam. – Zro­bisz mi? Pro­szę, ty ro­bisz naj­lep­sze!

Sie­dzia­ła w swo­im ulu­bio­nym fo­te­lu pod ko­cem i roz­wią­zy­wa­ła krzy­żów­ki. Po­tra­fi­ła roz­wią­zać chy­ba każ­dą, o róż­nym po­zio­mie trud­no­ści. Mimo swo­je­go wie­ku mia­ła świe­ży umysł. I choć uro­dzi­ła się w 1937 roku, po­tra­fi­ła na­wet na­pi­sać krót­kie­go SMS-a.

Od­kąd pa­mię­tam, za­wsze mia­ła wło­sy schlud­nie ucze­sa­ne w kok. Wszy­scy po­dzi­wia­li jej fry­zu­rę, po­nie­waż wło­sy się­ga­ły jej aż do pasa, całe bia­łe, ni­g­dy nie­far­bo­wa­ne. To była jej ce­cha roz­po­znaw­cza. Do­kąd­kol­wiek się wy­bie­ra­ła, na­wet do po­bli­skie­go skle­pu, mu­sia­ła naj­pierw po­pra­wić wło­sy, aby do­brze wy­glą­dać.

Uwiel­bia­łam bab­cię za to, że była taka ele­ganc­ka i peł­na uśmie­chu. Ni­g­dy nie na­rze­ka­ła, mia­ła w so­bie duże po­kła­dy cier­pli­wo­ści, a przede wszyst­kim po­tra­fi­ła słu­chać. W dzi­siej­szych cza­sach to rzad­kość. Lu­dzie co­raz czę­ściej są za­pa­trze­ni w ekra­ny swo­ich te­le­fo­nów, żyją w świe­cie wir­tu­al­nym. Są obok sie­bie, ale nie ra­zem. A moja bab­cia Ste­fa­nia to ko­bie­ta z mi­nio­nej epo­ki, z tych cza­sów, kie­dy do­ce­nia­ło się obec­ność dru­gie­go czło­wie­ka. Kie­dy sza­no­wa­no każ­dy ka­wa­łek chle­ba i kie­dy na­pra­wia­no wszyst­ko, co się dało, ma­jąc świa­do­mość, że ju­tra może nie być. Bo wszy­scy lu­dzie, któ­rzy żyli w cza­sie woj­ny, mo­dli­li się o to, by obu­dzić się na­stęp­ne­go dnia.

– Cześć, Asiu, do­brze, że w koń­cu mnie od­wie­dzi­łaś – od­po­wie­dzia­ła bab­cia przy­ci­szo­nym gło­sem. Wy­dał mi się inny, jak­by mó­wi­ła zza ścia­ny. Nie ro­zu­mia­łam tego, ale usia­dłam w dru­gim fo­te­lu, na­prze­ciw­ko niej. – Daw­no u mnie nie by­łaś – po­wie­dzia­ła – Ostat­ni raz w czerw­cu, a te­raz mamy luty. Ża­łu­ję, że nie zdą­żę zo­ba­czyć two­jej ma­łej Kry­si, ale wiedz, że bar­dzo się cie­szę, że tak na­zwa­łaś swo­je dzie­ci.

Mój syn Ste­fan do­stał imię po uko­cha­nym i bar­dzo od­waż­nym ojcu bab­ci, a Kry­sia to była jej sio­stra, z któ­rą prze­ży­ła wie­le trud­nych, ale za­ra­zem szczę­śli­wych chwil w cza­sie ich tu­ła­cze­go ży­cia.

– Bab­ciu, o czym ty mó­wisz? Prze­cież ja tu je­stem, za­raz przy­pro­wa­dzę moją cór­kę i ją po­znasz – od­par­łam, po­ru­szo­na tym wy­zna­niem. Chcia­łam wstać i wyjść, by pójść po małą Kry­się, ale ja­kaś dziw­na siła spra­wi­ła, że nie mo­głam się ru­szyć. Jak we śnie, kie­dy pró­bu­jesz ucie­kać, ale z ja­kie­goś po­wo­du nie mo­żesz. Prze­ra­zi­ło mnie to.

Pod­nio­sła rękę na znak, że mam zo­stać. Uśmiech­nę­ła się bar­dzo po­wo­li, smut­no, ale za­ra­zem tak praw­dzi­wie i szcze­rze, że wszyst­kie moje oba­wy znik­nę­ły. Przyj­rza­łam się jej uważ­nie. W jej oczach nie do­strze­głam tego bla­sku, któ­ry pa­mię­tam z cza­sów, gdy by­łam na­sto­lat­ką i miesz­ka­łam ra­zem z ro­dzi­ca­mi i bab­cią. Coś się z nią dzia­ło, ale nie po­tra­fi­łam zro­zu­mieć co. Wy­glą­da­ła, jak­by po­wo­li umie­ra­ła… Chcia­łam tyl­ko przyjść na klu­ski – te, któ­re za­wsze ro­bi­ła dla wszyst­kich czte­rech wnu­czek. Za­po­mnia­łam jed­nak, jak się tu­taj zna­la­złam. Od pra­wie ośmiu lat miesz­kam prze­cież w Szwe­cji, ra­zem z mę­żem i dwój­ką dzie­ci – w jaki więc spo­sób na­gle zna­la­złam się u bab­ci?

Bab­cia od­gry­wa­ła w moim ży­ciu bar­dzo waż­ną rolę. Prak­tycz­nie miesz­ka­li­śmy ra­zem. Dzie­li­ło nas tyl­ko po­dwór­ko – z ro­dzi­ca­mi i star­szą sio­strą zaj­mo­wa­li­śmy lo­kal w osob­nej ka­mie­ni­cy na gó­rze, a bab­cia mia­ła swo­je miesz­ka­nie w bu­dyn­ku na­prze­ciw­ko, na dole. Kie­dy tyl­ko chcia­łam, mo­głam do niej pójść, a ona za­wsze cze­ka­ła.

Żyła tro­chę sa­mot­nie. Zo­sta­ła wdo­wą w wie­ku czter­dzie­stu dzie­wię­ciu lat i od tam­tej pory po­zo­sta­ła wier­na swo­jej je­dy­nej mi­ło­ści. Drzwi jej domu za­wsze były otwar­te, nikt nie mu­siał pu­kać. A la­tem i wio­sną sta­ły otwar­te na oścież – da­wa­ła nam w ten spo­sób znać, że jest i cze­ka, by po­roz­ma­wiać, wy­słu­chać i zro­zu­mieć. Nie­jed­no­krot­nie ucie­ka­łam do niej, gdy w okre­sie bun­tu nie po­tra­fi­łam do­ga­dać się z ro­dzi­ca­mi. Mo­głam po­wie­dzieć jej o wszyst­kim, a ona nie do­ra­dza­ła, nie kry­ty­ko­wa­ła. Po pro­stu słu­cha­ła. Była za­wsze, kie­dy jej po­trze­bo­wa­łam.

– To się sta­nie dzi­siaj, dla­te­go wy­słu­chaj mnie ostat­ni raz, pro­szę. Chcę ci o czymś opo­wie­dzieć. – rze­kła za­gad­ko­wo.WYRWANI Z KORZENIAMI

Był ciem­ny po­ra­nek, kie­dy w ci­szy ka­mie­ni­cy, w któ­rej miesz­ka­li­śmy, roz­le­gły się pierw­sze roz­ka­zy po nie­miec­ku. Pa­mię­tam ten dzień cał­kiem do­brze, mimo że mia­łam nie­co po­nad dwa lata. Nie­któ­re dźwię­ki po­zo­sta­ły we mnie na za­wsze – krzyk mat­ki, płacz mo­je­go ro­dzeń­stwa i cięż­kie kro­ki na pod­ło­dze.

8 grud­nia 1939 roku usły­sze­li­śmy ło­mo­ta­nie do drzwi. Po­tem trzask. Mój tata Ste­fan szyb­ko ze­rwał się z krze­sła, ale za­nim zdą­żył do­biec do drzwi, Niem­cy już byli w środ­ku.

– So­fort raus aus dem Haus! Wy­cho­dzić! – krzyk­nął je­den z nich.

Mama przy­bie­gła do po­ko­ju, w któ­rym spa­łam ra­zem z bra­tem Ga­brie­lem i sio­strą Kry­sty­ną. By­li­śmy wte­dy jesz­cze wszy­scy w pi­ża­mach. Po­sta­wi­ła mnie na pod­ło­dze, a mo­je­mu ro­dzeń­stwu po­wie­dzia­ła, żeby ubra­li się w naj­cie­plej­sze rze­czy, ja­kie mają. Za chwi­lę mie­li­śmy wyjść na dwór, a zima tego roku była bar­dzo mroź­na.

Drżą­cy­mi rę­ka­mi za­czę­ła mnie ubie­rać – w cie­płe raj­sto­py, buty i kurt­kę. Nie ro­zu­mia­łam, co się dzie­je, ale wy­raź­nie czu­łam prze­ra­że­nie mo­jej mamy.

Na­gle do po­ko­ju wszedł Nie­miec z ka­ra­bi­nem. Spoj­rzał na nas wszyst­kich, a jego wzrok na chwi­lę za­trzy­mał się na mnie. Wte­dy jak­by coś w nim drgnę­ło. Może sam miał małe dzie­ci i w tej chwi­li o nich po­my­ślał? Prze­cież oni też byli ludź­mi – tyl­ko dla­cze­go tak zły­mi?

Kry­sia za­czę­ła pła­kać. Od­kąd wy­bu­chła woj­na, bar­dzo bała się wszyst­kich żoł­nie­rzy z ka­ra­bi­na­mi. Nie­miec po­na­glił nas jesz­cze gło­śniej:

– Schnell!!

Nie było wię­cej cza­su. Mama wzię­ła ja­kąś tor­bę z ubra­nia­mi, chy­ba mia­ła ją przy­go­to­wa­ną wcze­śniej. Czyż­by wie­dzia­ła, że coś ta­kie­go może się stać? Wzię­ła mnie na ręce. Czu­łam, jak moc­no bije jej ser­ce, a całe cia­ło drży ze stra­chu, zim­na i za­pew­ne z tro­ski o wła­sne dzie­ci. Przed nami szło moje ro­dzeń­stwo.

Tata stał z pod­nie­sio­ny­mi rę­ka­mi. Miał na so­bie płaszcz zi­mo­wy i buty. Gdy we­szli­śmy do kuch­ni, za­py­tał po nie­miec­ku:

– Do­kąd nas za­bie­ra­cie?

Nie­miec ude­rzył go kol­bą ka­ra­bi­nu w brzuch i od­po­wie­dział:

– Nie in­te­re­suj się, pol­ska świ­nio.

Wte­dy cała na­sza trój­ka za­czę­ła pła­kać, a żoł­nie­rze po­pchnę­li nas ku drzwiom. Wy­szli­śmy na uli­cę. Wo­kół było wie­lu są­sia­dów, któ­rzy z ta­kim sa­mym prze­ra­że­niem na twa­rzach za­sta­na­wia­li się, do­kąd nas za­bie­ra­ją. Mama ści­ska­ła mnie bar­dzo moc­no, trzy­ma­jąc za rękę rów­nież Kry­sty­nę. Ga­bryś ucze­pił się płasz­cza taty.

Po la­tach mama po­wie­dzia­ła mi, że wów­czas w jej gło­wie były tyl­ko ta­kie sło­wa: „Bę­dzie­my żyć, prze­trwa­my, za­wsze bę­dzie­my ra­zem”. Te­raz już wiem, że pod­czas wo­jen mat­ki naj­bar­dziej lę­ka­ją się o los swo­ich dzie­ci. Moja nie­jed­no­krot­nie opo­wia­da­ła mi o wy­da­rze­niach tam­te­go dnia, pod­kre­śla­jąc, co wte­dy czu­ła. Ni­g­dy nie kry­ła się z tym, że naj­bar­dziej oba­wia­ła się tego, iż może nas stra­cić. Strach ten by­wał pa­ra­li­żu­ją­cy, ale jed­no­cze­śnie da­wał siłę, by wal­czyć. Jed­nak mama do­pie­ro mia­ła się prze­ko­nać, jak to jest stra­cić dziec­ko i nie wie­dzieć, co się z nim dzie­je.

Miesz­kań­cy ka­mie­ni­cy szep­ta­li mię­dzy sobą.

– Do­kąd nas za­bie­ra­ją?

– Nie wy­da­je mi się, żeby mia­ło to być ja­kieś miłe miej­sce – od­po­wie­dział je­den z są­sia­dów.

– Pew­nie nas wy­wio­zą do ja­kie­goś obo­zu, z któ­re­go ni­g­dy nie wró­ci­my – do­dał ktoś inny.

– Za­bi­ją nas i tyle po nas…

Tata przy­słu­chi­wał się tym roz­mo­wom i in­ten­syw­nie o czymś my­ślał. Na­gle za­uwa­żył swo­ją te­ścio­wą, któ­ra w cza­sie, gdy Niem­cy wkro­czy­li do domu, aku­rat scho­dzi­ła do piw­ni­cy po ziem­nia­ki. Sły­sza­ła, że na gó­rze coś się dzie­je, dla­te­go we­szła głę­biej, żeby wyj­rzeć przez małe okien­ko i zo­ba­czyć, co to za za­mie­sza­nie. Zo­ba­czy­ła tłum lu­dzi z tor­ba­mi i prze­ra­że­niem na twa­rzach. Wo­kół nich było peł­no Niem­ców z ka­ra­bi­na­mi.

Pozostało jeszcze 90% treści tej książki.
mniej..

BESTSELLERY

Menu

Zamknij