Pamiętaj o mnie - ebook
Rozdzieleni przez wojnę. Połączeni nadzieją.
Jest mroźny poranek 1939 roku. Do domu dwuletniej Stefci i jej rodziców wdzierają się niemieccy żołnierze. W jednej chwili ich świat przestaje istnieć. Wyrzuceni na bruk, wiedzą już, że to początek drogi bez powrotu.
W akcie desperacji ojciec wciska dziewczynkę przez piwniczne okienko – prosto w ramiona babci. Stefcia nie rozumie, co się dzieje. Nie wie jeszcze, że ta chwila na zawsze ją naznaczy, ani że od tej pory jej życie zmieni się w pasmo tęsknoty, cierpienia i trudu…
„Pamiętaj o mnie” to przejmująca opowieść o wojennej tułaczce, walce o przetrwanie oraz rodzinach rozdzielonych przez historię. To także osobisty hołd dla Stefanii, babci autorki, która potrafiła wzniecać nadzieję nawet wtedy, gdy świat pogrążył się w strachu i nienawiści.
Jest mroźny poranek 1939 roku. Do domu dwuletniej Stefci i jej rodziców wdzierają się niemieccy żołnierze. W jednej chwili ich świat przestaje istnieć. Wyrzuceni na bruk, wiedzą już, że to początek drogi bez powrotu.
W akcie desperacji ojciec wciska dziewczynkę przez piwniczne okienko – prosto w ramiona babci. Stefcia nie rozumie, co się dzieje. Nie wie jeszcze, że ta chwila na zawsze ją naznaczy, ani że od tej pory jej życie zmieni się w pasmo tęsknoty, cierpienia i trudu…
„Pamiętaj o mnie” to przejmująca opowieść o wojennej tułaczce, walce o przetrwanie oraz rodzinach rozdzielonych przez historię. To także osobisty hołd dla Stefanii, babci autorki, która potrafiła wzniecać nadzieję nawet wtedy, gdy świat pogrążył się w strachu i nienawiści.
Ta publikacja spełnia wymagania dostępności zgodnie z dyrektywą EAA.
| Kategoria: | Powieść |
| Zabezpieczenie: |
Watermark
|
| ISBN: | 978-83-8423-596-6 |
| Rozmiar pliku: | 910 KB |
FRAGMENT KSIĄŻKI
POBIEDZISKA
– Cześć, babciu, przyszłam do ciebie na kluski – powiedziałam. – Zrobisz mi? Proszę, ty robisz najlepsze!
Siedziała w swoim ulubionym fotelu pod kocem i rozwiązywała krzyżówki. Potrafiła rozwiązać chyba każdą, o różnym poziomie trudności. Mimo swojego wieku miała świeży umysł. I choć urodziła się w 1937 roku, potrafiła nawet napisać krótkiego SMS-a.
Odkąd pamiętam, zawsze miała włosy schludnie uczesane w kok. Wszyscy podziwiali jej fryzurę, ponieważ włosy sięgały jej aż do pasa, całe białe, nigdy niefarbowane. To była jej cecha rozpoznawcza. Dokądkolwiek się wybierała, nawet do pobliskiego sklepu, musiała najpierw poprawić włosy, aby dobrze wyglądać.
Uwielbiałam babcię za to, że była taka elegancka i pełna uśmiechu. Nigdy nie narzekała, miała w sobie duże pokłady cierpliwości, a przede wszystkim potrafiła słuchać. W dzisiejszych czasach to rzadkość. Ludzie coraz częściej są zapatrzeni w ekrany swoich telefonów, żyją w świecie wirtualnym. Są obok siebie, ale nie razem. A moja babcia Stefania to kobieta z minionej epoki, z tych czasów, kiedy doceniało się obecność drugiego człowieka. Kiedy szanowano każdy kawałek chleba i kiedy naprawiano wszystko, co się dało, mając świadomość, że jutra może nie być. Bo wszyscy ludzie, którzy żyli w czasie wojny, modlili się o to, by obudzić się następnego dnia.
– Cześć, Asiu, dobrze, że w końcu mnie odwiedziłaś – odpowiedziała babcia przyciszonym głosem. Wydał mi się inny, jakby mówiła zza ściany. Nie rozumiałam tego, ale usiadłam w drugim fotelu, naprzeciwko niej. – Dawno u mnie nie byłaś – powiedziała – Ostatni raz w czerwcu, a teraz mamy luty. Żałuję, że nie zdążę zobaczyć twojej małej Krysi, ale wiedz, że bardzo się cieszę, że tak nazwałaś swoje dzieci.
Mój syn Stefan dostał imię po ukochanym i bardzo odważnym ojcu babci, a Krysia to była jej siostra, z którą przeżyła wiele trudnych, ale zarazem szczęśliwych chwil w czasie ich tułaczego życia.
– Babciu, o czym ty mówisz? Przecież ja tu jestem, zaraz przyprowadzę moją córkę i ją poznasz – odparłam, poruszona tym wyznaniem. Chciałam wstać i wyjść, by pójść po małą Krysię, ale jakaś dziwna siła sprawiła, że nie mogłam się ruszyć. Jak we śnie, kiedy próbujesz uciekać, ale z jakiegoś powodu nie możesz. Przeraziło mnie to.
Podniosła rękę na znak, że mam zostać. Uśmiechnęła się bardzo powoli, smutno, ale zarazem tak prawdziwie i szczerze, że wszystkie moje obawy zniknęły. Przyjrzałam się jej uważnie. W jej oczach nie dostrzegłam tego blasku, który pamiętam z czasów, gdy byłam nastolatką i mieszkałam razem z rodzicami i babcią. Coś się z nią działo, ale nie potrafiłam zrozumieć co. Wyglądała, jakby powoli umierała… Chciałam tylko przyjść na kluski – te, które zawsze robiła dla wszystkich czterech wnuczek. Zapomniałam jednak, jak się tutaj znalazłam. Od prawie ośmiu lat mieszkam przecież w Szwecji, razem z mężem i dwójką dzieci – w jaki więc sposób nagle znalazłam się u babci?
Babcia odgrywała w moim życiu bardzo ważną rolę. Praktycznie mieszkaliśmy razem. Dzieliło nas tylko podwórko – z rodzicami i starszą siostrą zajmowaliśmy lokal w osobnej kamienicy na górze, a babcia miała swoje mieszkanie w budynku naprzeciwko, na dole. Kiedy tylko chciałam, mogłam do niej pójść, a ona zawsze czekała.
Żyła trochę samotnie. Została wdową w wieku czterdziestu dziewięciu lat i od tamtej pory pozostała wierna swojej jedynej miłości. Drzwi jej domu zawsze były otwarte, nikt nie musiał pukać. A latem i wiosną stały otwarte na oścież – dawała nam w ten sposób znać, że jest i czeka, by porozmawiać, wysłuchać i zrozumieć. Niejednokrotnie uciekałam do niej, gdy w okresie buntu nie potrafiłam dogadać się z rodzicami. Mogłam powiedzieć jej o wszystkim, a ona nie doradzała, nie krytykowała. Po prostu słuchała. Była zawsze, kiedy jej potrzebowałam.
– To się stanie dzisiaj, dlatego wysłuchaj mnie ostatni raz, proszę. Chcę ci o czymś opowiedzieć. – rzekła zagadkowo.WYRWANI Z KORZENIAMI
Był ciemny poranek, kiedy w ciszy kamienicy, w której mieszkaliśmy, rozległy się pierwsze rozkazy po niemiecku. Pamiętam ten dzień całkiem dobrze, mimo że miałam nieco ponad dwa lata. Niektóre dźwięki pozostały we mnie na zawsze – krzyk matki, płacz mojego rodzeństwa i ciężkie kroki na podłodze.
8 grudnia 1939 roku usłyszeliśmy łomotanie do drzwi. Potem trzask. Mój tata Stefan szybko zerwał się z krzesła, ale zanim zdążył dobiec do drzwi, Niemcy już byli w środku.
– Sofort raus aus dem Haus! Wychodzić! – krzyknął jeden z nich.
Mama przybiegła do pokoju, w którym spałam razem z bratem Gabrielem i siostrą Krystyną. Byliśmy wtedy jeszcze wszyscy w piżamach. Postawiła mnie na podłodze, a mojemu rodzeństwu powiedziała, żeby ubrali się w najcieplejsze rzeczy, jakie mają. Za chwilę mieliśmy wyjść na dwór, a zima tego roku była bardzo mroźna.
Drżącymi rękami zaczęła mnie ubierać – w ciepłe rajstopy, buty i kurtkę. Nie rozumiałam, co się dzieje, ale wyraźnie czułam przerażenie mojej mamy.
Nagle do pokoju wszedł Niemiec z karabinem. Spojrzał na nas wszystkich, a jego wzrok na chwilę zatrzymał się na mnie. Wtedy jakby coś w nim drgnęło. Może sam miał małe dzieci i w tej chwili o nich pomyślał? Przecież oni też byli ludźmi – tylko dlaczego tak złymi?
Krysia zaczęła płakać. Odkąd wybuchła wojna, bardzo bała się wszystkich żołnierzy z karabinami. Niemiec ponaglił nas jeszcze głośniej:
– Schnell!!
Nie było więcej czasu. Mama wzięła jakąś torbę z ubraniami, chyba miała ją przygotowaną wcześniej. Czyżby wiedziała, że coś takiego może się stać? Wzięła mnie na ręce. Czułam, jak mocno bije jej serce, a całe ciało drży ze strachu, zimna i zapewne z troski o własne dzieci. Przed nami szło moje rodzeństwo.
Tata stał z podniesionymi rękami. Miał na sobie płaszcz zimowy i buty. Gdy weszliśmy do kuchni, zapytał po niemiecku:
– Dokąd nas zabieracie?
Niemiec uderzył go kolbą karabinu w brzuch i odpowiedział:
– Nie interesuj się, polska świnio.
Wtedy cała nasza trójka zaczęła płakać, a żołnierze popchnęli nas ku drzwiom. Wyszliśmy na ulicę. Wokół było wielu sąsiadów, którzy z takim samym przerażeniem na twarzach zastanawiali się, dokąd nas zabierają. Mama ściskała mnie bardzo mocno, trzymając za rękę również Krystynę. Gabryś uczepił się płaszcza taty.
Po latach mama powiedziała mi, że wówczas w jej głowie były tylko takie słowa: „Będziemy żyć, przetrwamy, zawsze będziemy razem”. Teraz już wiem, że podczas wojen matki najbardziej lękają się o los swoich dzieci. Moja niejednokrotnie opowiadała mi o wydarzeniach tamtego dnia, podkreślając, co wtedy czuła. Nigdy nie kryła się z tym, że najbardziej obawiała się tego, iż może nas stracić. Strach ten bywał paraliżujący, ale jednocześnie dawał siłę, by walczyć. Jednak mama dopiero miała się przekonać, jak to jest stracić dziecko i nie wiedzieć, co się z nim dzieje.
Mieszkańcy kamienicy szeptali między sobą.
– Dokąd nas zabierają?
– Nie wydaje mi się, żeby miało to być jakieś miłe miejsce – odpowiedział jeden z sąsiadów.
– Pewnie nas wywiozą do jakiegoś obozu, z którego nigdy nie wrócimy – dodał ktoś inny.
– Zabiją nas i tyle po nas…
Tata przysłuchiwał się tym rozmowom i intensywnie o czymś myślał. Nagle zauważył swoją teściową, która w czasie, gdy Niemcy wkroczyli do domu, akurat schodziła do piwnicy po ziemniaki. Słyszała, że na górze coś się dzieje, dlatego weszła głębiej, żeby wyjrzeć przez małe okienko i zobaczyć, co to za zamieszanie. Zobaczyła tłum ludzi z torbami i przerażeniem na twarzach. Wokół nich było pełno Niemców z karabinami.
Pozostało jeszcze 90% treści tej książki.
– Cześć, babciu, przyszłam do ciebie na kluski – powiedziałam. – Zrobisz mi? Proszę, ty robisz najlepsze!
Siedziała w swoim ulubionym fotelu pod kocem i rozwiązywała krzyżówki. Potrafiła rozwiązać chyba każdą, o różnym poziomie trudności. Mimo swojego wieku miała świeży umysł. I choć urodziła się w 1937 roku, potrafiła nawet napisać krótkiego SMS-a.
Odkąd pamiętam, zawsze miała włosy schludnie uczesane w kok. Wszyscy podziwiali jej fryzurę, ponieważ włosy sięgały jej aż do pasa, całe białe, nigdy niefarbowane. To była jej cecha rozpoznawcza. Dokądkolwiek się wybierała, nawet do pobliskiego sklepu, musiała najpierw poprawić włosy, aby dobrze wyglądać.
Uwielbiałam babcię za to, że była taka elegancka i pełna uśmiechu. Nigdy nie narzekała, miała w sobie duże pokłady cierpliwości, a przede wszystkim potrafiła słuchać. W dzisiejszych czasach to rzadkość. Ludzie coraz częściej są zapatrzeni w ekrany swoich telefonów, żyją w świecie wirtualnym. Są obok siebie, ale nie razem. A moja babcia Stefania to kobieta z minionej epoki, z tych czasów, kiedy doceniało się obecność drugiego człowieka. Kiedy szanowano każdy kawałek chleba i kiedy naprawiano wszystko, co się dało, mając świadomość, że jutra może nie być. Bo wszyscy ludzie, którzy żyli w czasie wojny, modlili się o to, by obudzić się następnego dnia.
– Cześć, Asiu, dobrze, że w końcu mnie odwiedziłaś – odpowiedziała babcia przyciszonym głosem. Wydał mi się inny, jakby mówiła zza ściany. Nie rozumiałam tego, ale usiadłam w drugim fotelu, naprzeciwko niej. – Dawno u mnie nie byłaś – powiedziała – Ostatni raz w czerwcu, a teraz mamy luty. Żałuję, że nie zdążę zobaczyć twojej małej Krysi, ale wiedz, że bardzo się cieszę, że tak nazwałaś swoje dzieci.
Mój syn Stefan dostał imię po ukochanym i bardzo odważnym ojcu babci, a Krysia to była jej siostra, z którą przeżyła wiele trudnych, ale zarazem szczęśliwych chwil w czasie ich tułaczego życia.
– Babciu, o czym ty mówisz? Przecież ja tu jestem, zaraz przyprowadzę moją córkę i ją poznasz – odparłam, poruszona tym wyznaniem. Chciałam wstać i wyjść, by pójść po małą Krysię, ale jakaś dziwna siła sprawiła, że nie mogłam się ruszyć. Jak we śnie, kiedy próbujesz uciekać, ale z jakiegoś powodu nie możesz. Przeraziło mnie to.
Podniosła rękę na znak, że mam zostać. Uśmiechnęła się bardzo powoli, smutno, ale zarazem tak prawdziwie i szczerze, że wszystkie moje obawy zniknęły. Przyjrzałam się jej uważnie. W jej oczach nie dostrzegłam tego blasku, który pamiętam z czasów, gdy byłam nastolatką i mieszkałam razem z rodzicami i babcią. Coś się z nią działo, ale nie potrafiłam zrozumieć co. Wyglądała, jakby powoli umierała… Chciałam tylko przyjść na kluski – te, które zawsze robiła dla wszystkich czterech wnuczek. Zapomniałam jednak, jak się tutaj znalazłam. Od prawie ośmiu lat mieszkam przecież w Szwecji, razem z mężem i dwójką dzieci – w jaki więc sposób nagle znalazłam się u babci?
Babcia odgrywała w moim życiu bardzo ważną rolę. Praktycznie mieszkaliśmy razem. Dzieliło nas tylko podwórko – z rodzicami i starszą siostrą zajmowaliśmy lokal w osobnej kamienicy na górze, a babcia miała swoje mieszkanie w budynku naprzeciwko, na dole. Kiedy tylko chciałam, mogłam do niej pójść, a ona zawsze czekała.
Żyła trochę samotnie. Została wdową w wieku czterdziestu dziewięciu lat i od tamtej pory pozostała wierna swojej jedynej miłości. Drzwi jej domu zawsze były otwarte, nikt nie musiał pukać. A latem i wiosną stały otwarte na oścież – dawała nam w ten sposób znać, że jest i czeka, by porozmawiać, wysłuchać i zrozumieć. Niejednokrotnie uciekałam do niej, gdy w okresie buntu nie potrafiłam dogadać się z rodzicami. Mogłam powiedzieć jej o wszystkim, a ona nie doradzała, nie krytykowała. Po prostu słuchała. Była zawsze, kiedy jej potrzebowałam.
– To się stanie dzisiaj, dlatego wysłuchaj mnie ostatni raz, proszę. Chcę ci o czymś opowiedzieć. – rzekła zagadkowo.WYRWANI Z KORZENIAMI
Był ciemny poranek, kiedy w ciszy kamienicy, w której mieszkaliśmy, rozległy się pierwsze rozkazy po niemiecku. Pamiętam ten dzień całkiem dobrze, mimo że miałam nieco ponad dwa lata. Niektóre dźwięki pozostały we mnie na zawsze – krzyk matki, płacz mojego rodzeństwa i ciężkie kroki na podłodze.
8 grudnia 1939 roku usłyszeliśmy łomotanie do drzwi. Potem trzask. Mój tata Stefan szybko zerwał się z krzesła, ale zanim zdążył dobiec do drzwi, Niemcy już byli w środku.
– Sofort raus aus dem Haus! Wychodzić! – krzyknął jeden z nich.
Mama przybiegła do pokoju, w którym spałam razem z bratem Gabrielem i siostrą Krystyną. Byliśmy wtedy jeszcze wszyscy w piżamach. Postawiła mnie na podłodze, a mojemu rodzeństwu powiedziała, żeby ubrali się w najcieplejsze rzeczy, jakie mają. Za chwilę mieliśmy wyjść na dwór, a zima tego roku była bardzo mroźna.
Drżącymi rękami zaczęła mnie ubierać – w ciepłe rajstopy, buty i kurtkę. Nie rozumiałam, co się dzieje, ale wyraźnie czułam przerażenie mojej mamy.
Nagle do pokoju wszedł Niemiec z karabinem. Spojrzał na nas wszystkich, a jego wzrok na chwilę zatrzymał się na mnie. Wtedy jakby coś w nim drgnęło. Może sam miał małe dzieci i w tej chwili o nich pomyślał? Przecież oni też byli ludźmi – tylko dlaczego tak złymi?
Krysia zaczęła płakać. Odkąd wybuchła wojna, bardzo bała się wszystkich żołnierzy z karabinami. Niemiec ponaglił nas jeszcze głośniej:
– Schnell!!
Nie było więcej czasu. Mama wzięła jakąś torbę z ubraniami, chyba miała ją przygotowaną wcześniej. Czyżby wiedziała, że coś takiego może się stać? Wzięła mnie na ręce. Czułam, jak mocno bije jej serce, a całe ciało drży ze strachu, zimna i zapewne z troski o własne dzieci. Przed nami szło moje rodzeństwo.
Tata stał z podniesionymi rękami. Miał na sobie płaszcz zimowy i buty. Gdy weszliśmy do kuchni, zapytał po niemiecku:
– Dokąd nas zabieracie?
Niemiec uderzył go kolbą karabinu w brzuch i odpowiedział:
– Nie interesuj się, polska świnio.
Wtedy cała nasza trójka zaczęła płakać, a żołnierze popchnęli nas ku drzwiom. Wyszliśmy na ulicę. Wokół było wielu sąsiadów, którzy z takim samym przerażeniem na twarzach zastanawiali się, dokąd nas zabierają. Mama ściskała mnie bardzo mocno, trzymając za rękę również Krystynę. Gabryś uczepił się płaszcza taty.
Po latach mama powiedziała mi, że wówczas w jej głowie były tylko takie słowa: „Będziemy żyć, przetrwamy, zawsze będziemy razem”. Teraz już wiem, że podczas wojen matki najbardziej lękają się o los swoich dzieci. Moja niejednokrotnie opowiadała mi o wydarzeniach tamtego dnia, podkreślając, co wtedy czuła. Nigdy nie kryła się z tym, że najbardziej obawiała się tego, iż może nas stracić. Strach ten bywał paraliżujący, ale jednocześnie dawał siłę, by walczyć. Jednak mama dopiero miała się przekonać, jak to jest stracić dziecko i nie wiedzieć, co się z nim dzieje.
Mieszkańcy kamienicy szeptali między sobą.
– Dokąd nas zabierają?
– Nie wydaje mi się, żeby miało to być jakieś miłe miejsce – odpowiedział jeden z sąsiadów.
– Pewnie nas wywiozą do jakiegoś obozu, z którego nigdy nie wrócimy – dodał ktoś inny.
– Zabiją nas i tyle po nas…
Tata przysłuchiwał się tym rozmowom i intensywnie o czymś myślał. Nagle zauważył swoją teściową, która w czasie, gdy Niemcy wkroczyli do domu, akurat schodziła do piwnicy po ziemniaki. Słyszała, że na górze coś się dzieje, dlatego weszła głębiej, żeby wyjrzeć przez małe okienko i zobaczyć, co to za zamieszanie. Zobaczyła tłum ludzi z torbami i przerażeniem na twarzach. Wokół nich było pełno Niemców z karabinami.
Pozostało jeszcze 90% treści tej książki.
więcej..