-
nowość
Pamiętasz ? - ebook
Pamiętasz ? - ebook
Pamiętasz, co zrobiłeś? Wrócił do miasta, które miało o nim zapomnieć. Zamiast tego… ktoś zaczął zabijać. Kuba zawsze wierzył, że można uciec od przeszłości. Ale gdy giną ludzie związani z jego dawnym życiem, staje się jasne — ktoś pamięta. I ktoś chce rozliczenia. Mroczny, brutalny kryminał o winie, pamięci i wyborach, których nie da się cofnąć. Czy byłoby warto powiedzieć prawdę… jeśli ktoś musi za nią zapłacić?
Ta publikacja spełnia wymagania dostępności zgodnie z dyrektywą EAA.
| Kategoria: | Sensacja |
| Zabezpieczenie: |
Watermark
|
| ISBN: | 9788368732474 |
| Rozmiar pliku: | 3,7 MB |
FRAGMENT KSIĄŻKI
Ojciec zawsze powtarzał, że prawo to narzędzie.
Nie coś, w co trzeba wierzyć — coś, czym trzeba umieć się posługiwać.
Kuba nauczył się tego szybciej niż czytać.
Pierwszy raz, kiedy go złapali, miał trzynaście lat.
Kradzież w sklepie, nic wielkiego.
Ojciec przyjechał, zamienił kilka słów z dyżurnym i wyszli razem tylnym wyjściem.
— Widzisz? — powiedział wtedy. — Świat nie jest sprawiedliwy. Trzeba tylko wiedzieć, gdzie nacisnąć.
Kuba zapamiętał.
I naciskał.
Aż coś w końcu pękło.ACKNOWLEDGMENTS
WSTĘP
Deszcz zawsze spadał tak samo.
Równo. Bez emocji. Bez wyboru.
Nie zatrzymywał się dla nikogo.
Nie pytał, co się wydarzyło wcześniej.
Nie interesowało go, kto był winny.
Tamtej nocy też padał.
Ulica była prawie pusta. Światła latarni odbijały się w mokrym asfalcie, tworząc coś na kształt iluzji — jakby wszystko wyglądało lepiej, niż było naprawdę.
Z daleka można było uwierzyć, że to zwykłe miejsce.
Zwykła noc.
Zwykli ludzie.
Ale wystarczyło podejść bliżej.
Krzyk nie był głośny.
Nie na początku.
Bardziej zduszony. Zaskoczony.
Jakby ktoś nie do końca wierzył, że to dzieje się naprawdę.
Potem przyszły uderzenia.
Szybkie.
Chaotyczne.
Bez planu.
A potem…
cisza.
Najgorsza część.
Bo cisza nie znaczy, że coś się skończyło.
Cisza oznacza, że coś się zaczęło.
Ktoś odszedł pierwszy.
Potem drugi.
Ktoś się śmiał.
Ktoś nie.
I ktoś jeszcze został.
Stał w cieniu.
Nie ruszał się.
Nie krzyczał.
Patrzył.
Zapamiętywał.
I to właśnie był moment, którego nikt nie zauważył.
Nie uderzenia.
Nie krew.
Tylko spojrzenie.
Bo niektóre historie nie zaczynają się od tego, co się wydarzyło.
Zaczynają się od tego, kto to zobaczył.
I kto nigdy o tym nie zapomniał.1
POWRÓT
Deszcz nie zmywał brudu z tych ulic.
Tylko rozciągał go cienką warstwą, która przyklejała się do wszystkiego — butów, rąk, sumienia.
Kuba stał przez chwilę pod zadaszeniem przystanku, patrząc, jak krople rozbijają się o asfalt. Miasto wyglądało dokładnie tak, jak je zapamiętał. Szare, zmęczone i obojętne.
Nic tu na niego nie czekało.
I może właśnie dlatego wrócił.
Poprawił kołnierz kurtki i ruszył przed siebie. Każdy krok był cięższy, niż powinien. Nie przez zmęczenie — przez pamięć.
Siedem lat.
Siedem lat wystarczy, żeby zapomnieć twarze.
Ale nie wystarczy, żeby zapomnieć, co się zrobiło.
Minął sklep, w którym kiedyś ukradł pierwsze pieniądze. Zamknięty. Zabity dechami. Jakby ktoś próbował wymazać to miejsce z mapy.
— Pasuje — mruknął pod nosem.
Telefon zawibrował w kieszeni.
Zatrzymał się.
Numer nieznany.
Przez chwilę patrzył na ekran, jakby samo patrzenie mogło powiedzieć mu, kto jest po drugiej stronie. W końcu odebrał.
— Halo?
Cisza.
Tylko szum. Jak wiatr przechodzący przez pusty budynek.
— Kto mówi?
Klik.
Połączenie się rozłączyło.
Kuba skrzywił się lekko i schował telefon.
— Świetny początek — rzucił do siebie.
Ruszył dalej.
Kamienica wyglądała gorzej, niż zapamiętał. Tynk odpadał całymi płatami, klatka schodowa pachniała wilgocią i czymś jeszcze — czymś, co zawsze tu było. Stęchlizną życia, które nigdy nie miało być lepsze.
Drzwi do mieszkania były uchylone.
Zatrzymał się.
Serce uderzyło mocniej, ale nie z paniki. Bardziej z irytacji.
Nie lubił niespodzianek.
Popchnął drzwi.
Zaskrzypiały cicho.
— Halo? — rzucił w głąb mieszkania.
Brak odpowiedzi.
Wszedł powoli.
W środku było ciemno. Zasłony zasunięte, powietrze ciężkie. Jakby nikt tu nie otwierał okien od miesięcy.
A może lat.
Zrobił jeszcze jeden krok.
I wtedy to zobaczył.
Na stole w kuchni leżała koperta.
Biała. Czysta. Nowa.
Za bardzo nowa jak na to miejsce.
Podszedł bliżej.
Na kopercie było tylko jedno słowo, napisane czarnym markerem:
KUBA
Zawahał się.
To nie był przypadek.
Ktoś wiedział, że wróci.
Ktoś tu był.
Rozejrzał się szybko — instynkt, którego nauczył się dawno temu. Sprawdził drzwi, okna, kąt pokoju. Nic. Cisza.
Za cicho.
Wziął kopertę do ręki.
Lekka.
Rozdarł ją jednym ruchem.
W środku była kartka. I zdjęcie.
Najpierw spojrzał na zdjęcie.
I przez sekundę nie zrozumiał, co widzi.
Potem poczuł, jak coś ściska go w środku.
To był MIREK.
Albo raczej to, co z niego zostało.
Leżał na ziemi, twarz zwrócona w bok, oczy otwarte. Zastygłe. Martwe.
Krew.
Dużo krwi.
Kuba wciągnął powietrze powoli, ale bez paniki.
— No proszę… — powiedział cicho.
Odwrócił zdjęcie.
Na odwrocie napis:
„PAMIĘTASZ TAMTĄ NOC?”
Zamarł.
Nie dlatego, że nie wiedział, o co chodzi.
Tylko dlatego, że wiedział aż za dobrze.
Kartka w kopercie była jeszcze gorsza.
Jedno zdanie.
Krótki, równy charakter pisma:
„TWÓJ OJCIEC NIE ZAMKNĄŁ TEJ SPRAWY. ON JĄ TYLKO ODŁOŻYŁ.”
Kuba zacisnął szczękę.
Pierwszy raz od wyjścia poczuł coś więcej niż zmęczenie.
Coś znajomego.
Coś, czego nie czuł od lat.
Strach.
Ale nie o siebie.
O to, że tym razem…
może naprawdę nie być wyjścia.
Za oknem zawyła syrena policyjna.
Daleko.
Ale z każdą sekundą bliżej.
Kuba spojrzał jeszcze raz na zdjęcie.
Na twarz Mirka.
I wtedy zrozumiał jedną rzecz.
To dopiero początek.